Nauka Katolicka

Nauka o grzechu śmiertelnym – Św. J. M. Vianney

Czem jest oderwanie się od Boga? To opór przeciwko woli Jego. Grzesznik niejako w ten sposób zdaje się przemawiać do Boga: Idź ode mnie, nie chcę Ci służyć, nie chcę, byś nadal był Bogiem moim. Gardzę Tobą i dobrami Twemi. Ty chcesz tego, a ja nie chcę.

Biada  nam, żeśmy zgrzeszyli
(Treny V. 16.).

Jeremiasz prorok, uważając się za obciążonego grzechem ludu swego, woła z gorzkim płaczem: Stra­ciliśmy przez grzechy nasze to piękne szczęście i radość, których serce doznawało; wesele zmieniło się w smutek i spadła korona z głowy naszej. Biada nam, żeśmy zgrze­szyli. Godzi się zastanowić nad słowami proroka, który opisuje straszę zniszczenie, jakie grzech czyni w duszy. (…)

O przeklęty grzechu śmiertelny, jak mało znają cię ludzie i jak często popełniają! Ty czynisz okropne zniszczenie w naszej wierze św., ty jesteś ka­tem dusz, źródłem potępienia, szkaradą w oczach Nieba i spustoszeniem ziemi! Przeklęty grzechu, tyś przyczyną naszych nieszczęść doczesnych i wiecznych, tyś nieu­błaganym katem samego Jezusa Chrystusa!

Boże mój, gdybyśmy wiedzieli, czem jest grzech, czybyśmy się go dopuszczali z taką łatwością? czybyśmy mogli żyć spokojnie, popełniwszy go? Jakże ślepi jesteśmy!

Zastanówmy się przeto nad jego złością, nad nieszczęściami, które sprowadza i zaślepieniem tych, którzy go popełniają.

 

 

I.

Nikt z ludzi nie zdoła pojąć, jak wielką jest złość grzechu śmiertelnego.

Gdybym mógł otworzyć bramy piekielne i pokazać wam wszystkie jego ofiary, gdyby każdy z potępieńców przedstawił wam swe rozdzierające cierpienia, które ponosić musi przez całą wieczność, mielibyście jakie takie pojęcie, czym jest grzech. Cokol­wiek wam powiem z ambony o jego złości, będzie to czemś bardzo mdłem i dalekiem od samej rzeczywistości.

Gdy mię zapytacie, czem jest grzech śmiertelny, odpo­wiem ze św. Augustynem: „To odwracanie się od Boga i oddanie się niemądre stworzeniom”.

W naturze grze­chu tkwi to, iż nas oddala od Boga, iż jest pogardą Jego.

Czy możemy sobie przedstawić większą ohydę i czar­niejszą złość?

Czem jest oderwanie się od Boga?

To opór przeciwko woli Jego. Grzesznik niejako w ten sposób zdaje się przemawiać do Boga: Idź ode mnie, nie chcę Ci służyć, nie chcę, byś nadal był Bogiem moim. Gardzę Tobą i dobrami Twemi. Ty chcesz tego, a ja nie chcę. Mnie się podoba to, czem się Ty brzydzisz. Nakazujesz mi czynić ową rzecz, której nie chcę uczynić.

 

Czy chcecie jeszcze lepiej pojąć szkaradę grzechu? Posłuchajcie więc, jak bezbożny przemawia do Stwórcy swego.

Każesz mi odmawiać poranne i wieczorne mo­dlitwy, lecz ja się modlił nie będę. Chcesz, bym święcił niedzielę, lecz ja ją będę znieważał zakazanemi robotami i wylaniem się na przyjemności i rozpustę. Każesz mi zachować czystość ciała i duszy; mnie się co innego podoba. Brudził je więc będę myślami, pragnieniami i ha­niebnymi uczynkami. Nakazujesz, bym przebaczył w ro­gowi; lecz ja mścić się pragnę. Nakazujesz, bym Cię mi­łował; ja zaś gardzę Tobą i oddaję się stworzeniom.  Chcesz, bym korzystał ze słowa Bożego, które mi głoszą słudzy Twoi; każesz mi uciekać się do zdrojów łask, bym mógł zwalczyć złe skłonności; ja zaś odrzucam Twe słowa, śmieję się z kaznodziei i depczę nogami Twe łaski.

Oto, w jaki sposób przemawiamy do Boga, ilekroć grzeszymy. Nic dziwnego, że prorok Izajasz nazywa grze­szników buntownikami, sprzeciwiającymi się woli Pana (1).

 

 

Powtóre, odwrócenie się od Boga jest pewnym wstrętem i oporem serca przeciwko temu wszystkiemu, co ma styczność z wiarą.

A zatem jest pogardą pokuty, umartwienia, przykazania o miłości nieprzyjaciół.

Grze­sznik tego wszystkiego się lęka bardziej niż choroby. Zdaje mu się ciągle, że od nas Stwórca za wiele wy­maga, że służyć Bogu wiernie jest rzeczą niemożliwą, że lepiej iść na potępienie, niż zwalczać namiętności swe i unikać złego. Co za straszna ślepota, kiedy nędzne stworzenie podnosi rokosz przeciwko Stwórcy swojemu, który w jednej chwili mógłby je unicestwić aktem woli Swojej.

 

 

Po trzecie grzesznik więcej ceni stworzenie, niż nieskończony majestat Boga.

Powiada św. Augustyn: »Kiedy zadowalamy swe namiętności, oddajemy cześć cudzym Bogom«. O jak niesprawiedliwie postępuje grze­sznik, kiedy Boga stawia niżej od swych namiętności!

Ten sam Doktor Kościoła powiada, że rozpustnik ceni nad Stwórcę głos nierządnej istoty, lubieżne spojrzenia i rozwiązłość . Człowiek nieczysty żyje tylko ciałem  i brudami. — Czem jest człowiek gwałtowny? To istota, z której oczu i nozdrzów buchają płomienie. Czem jest zazdrosny? To człowiek, który drugim na złość robi i gryzie się z powodzenia innych. Czem jest ambitny? To człowiek nadęty, podobny do kłębu dymu.

Gdzie grzesznik kładzie swego Boga? czy Go ma przed oczy­ma, czy w sercu?

Nie! Nieszczęsny grzeszniku, ty rzucasz Boga na pastwę swym uniesieniom, brudnej chci­wości, szalonej wściekłości i nadętej pysze. Ach, ty byś Go zanurzył w kale wstrętnych i szkaradnych nieczy­stości! O Boże, — czy można znać grzech należycie i mimo to popełniać go?

Mówi Pismo św., że Niebiosa i ziemia nie mogą objąć majestatu Boga. Tron Jego w słońcu i wśród gwiazd niezliczonych (2). Nigdzie jednak nie znachodzę, by Bó­stwo po trzykroć święte, by Pan niezliczonych zastępów miał być pokryty brudami i czarny od dymu namiętno­ści ludzkich.

 

Jak straszna rzecz, że grzesznik ośmiela się niejako pozwać Boga z Jego tronu i rzucić Go pod nogi swych namiętności!

Za krótką jesteś wieczności, by godną ponieśli karę ci nieszczęśliwi zuchwalcy! Św. Paweł Apostoł wyraźnie mówi, że ciało ludzkie jest mieszkaniem Boga, a lubieżnik oddaje je zepsutemu stworzeniu, podłej nierządnicy (3).

Cobyście pomyśleli, moi drodzy Bracia o człowieku, któryby w szale swej zaciekłości porwał krew nieczystego zwierzęcia i rzucił ją do kielicha, w którym po konsekracyi znajduje się Przenajświętsza Krew Jezusa Chrystusa? Już na samo o tem wspomnienie, przejmuje was trwoga, a przecież grzesznik dalej idzie, bo przenosi czarta nad Syna Bożego i podszepty jego nad dobre natchnienia i porusze­nia łaski Bożej.

 

 

Po czwarte grzech śmiertelny zaślepia nas do tego stopnia, że nie poznajemy złości, którą czynimy.

Gdy nadejdzie pokusa, ulegamy jej i gardzimy łaskami Bożemi. Powoli serce się zatwardza i tyle razy niemal upa­damy, ile kroków stawimy.

Za karę Bóg usuwa się od nas coraz więcej i stajemy się łupem namiętności. Zycie grzesznika jest tkaniną zbrodni i łańcuchem złego.

Serce takiego człowieka podobne jest do wzburzonego morza, gdzie jedna fala drugą wywołuje. Pierwszy grzech powoduje drugi, następuje potem zatwardziałość, a po śmierci wieczność nieszczęśliwa.(…)

 

Po piąte, Pan Bóg opuszcza zatwardziałego grze­sznika i wydaje go na łup namiętności.

Nic go już nie wzrusza, on gardzi wszystkiem. Wie, że gdy umrze w tym stanie, czeka go wieczne potępienie. Nie zważa na to, szydzi sobie z upomnień zbawiennych. (…) Występuje przeciwko Bogu i wierze, przeciwko duchowieństwu, przekracza zuchwale przykazania Boże, zagłusza swe sumienie, wala się do końca w występkach i budzi się dopiero w godzinę śmierci, gdy już niema ratunku, gdy już niepodobna wyrwać się z rąk piekła.

W Piśmie św. znajdujemy na to piękny przykład. Król syryjski oblegał miasto Dothan i uczynił zasadzkę. Wówczas prorok Elizeusz błagał Boga, aby ukarał śle­potą tych ludzi. I rzeczywiście tak się stało. Elizeusz prowadził ich za sobą, mówiąc, że się pomylili, że inne miasto mieli oblegać. Tak ich zawiódł aż do Samaryi i tu na prośbę Proroka, otworzył Bóg ich oczy i poznali, że są w rękach nieprzyjacielskich (4).

 

Oto ponury obraz tego co się dzieje zwyczajnie przy śmierci z grzesznikiem zatwardziałym. Pociesza go kapłan, wskazuje na wielkość miłosierdzia Bożego. Uspokaja się więc umierający, nie jedna się należycie z Bogiem. Sakramenta św. niegodnie przyjęte, jeszcze go więcej zaślepiają. Zaślepienie trwa do końca, nadchodzi śmierć i wieczne potępienie grze­sznika. Jak politowania godny jest stan tych dusz nieszczęśliwych! Jak powinniśmy modlić się ze łzami o ich nawrócenie!

 

 

 

II.

Zobaczymy teraz, jakie nieszczęścia doczesne sprowadza grzech.

Najpierw jest on źródłem wszelkich chłost Bożych.

Ubóstwo, choroby, smutki i wszelkie inne ciosy bolesne, a przede wszystkiem śmierć, tu mają swe źródło.

Powiada Duch Św. w kilku miejscach do Żydów, że jeżeli zachowają jego przykazania, da im bło­gosławieństwo, role ich w obfitości wydadzą zboże, a drzewa owoce. Gdy przeciwnie opuszczą Stwórcę, spuści na nich różne klęski i nieszczęścia (5).

I rzeczy­wiście, wszystkie chłosty, tak duchowe jak i cielesne, mają początek w grzechu.

Dlaczego Aniołowie spadli z nieba do piekła? Dlaczego Adam był wygnany z raju? Dlaczego na pierwszych rodziców i ich potomków tyle spadło nieszczęść? Powodem tego grzech. Czy nie zbro­dnie ludzkie sprowadziły potop na ziemię? Co sprowa­dziło na Sodomę, Gomorę i inne miasta ogień z nieba, jeżeli nie grzech? O przeklęty grzechu, kto cię zna na­leżycie, nie odważy się nigdy ciebie popełnić!

Prorok Natan mówi do Dawida: »Nie odejdzie miecz z domu twego aż na wieki, dlatego żeś mną wzgardził« (6). Mędrzec Pański powiada: »Ubóstwo od Pana w domu niezbożnego, lecz mieszkania sprawiedliwych będą błogosłowione”(7).

Bracia moi, unikajmy grzechu, bo on czyni nas nieszczęśliwymi docześnie.

 

 

Powtóre, grzech skraca życie człowieka, jak po­wiada Duch Św.

Bóg cierpi nieraz długo grzesznika. Skoro jednak widzi, że ten się nie poprawia, zabiera go z tego świata, wycina go z pośród żyjących, jako nie­urodzajne drzewo.

Gdy zachorował król Ezechiasz, posłał doń Pan Proroka z rozkazem, by uporządkował swe sprawy, bo niedługo umrze. Na tę wieść odwrócił się Ezechiasz do ściany i począł gorzko płakać za grzechy. Pan, wzruszony miłosierdziem, przedłuża mu życie o 15 lat (8). Król Sedecyusz przeciwnie, za swe zbrodnie nie odpukotowane, dostał się wraz z dziećmi do niewoli, gdzie mu oczy wyłupiono, i tak nędznie dokonał żywota.

Przyznaje bezbożny Antyoch, że jego zbrodnie sprowa­dziły nań śmierć przedwczesną, bo złupił święte miasto, znieważył świątynię Boga prawdziwego. Robaki żywcem stoczyły jego ciało (9). Cesarz Anastazy widział w swym pokoju w nocy groźną postać z księgą w ręce, która mu dla grzechów wykreśliła z życia czterdzieści lat. Te my­śli napełniają trwogą serce człowieka, który pragnie dłu­giego życia.

 

Opłakane są skutki i szkody, jakie na duszy ponosi człowiek z powodu grzechu. Jako ciało bez ducha jest trupem, tak dusza człowieka, pozbawiona łaski Bożej, jest martwą i napełnia wstrętem Boga i aniołów. W tym stanie nie może nic uczynić zasługującego na żywot wieczny.

Pewnego razu św. Katarzyna Seneńska widziała w zachwycie duszę w łasce Bożej i zawołała z podziwem: »Panie, gdyby mi wiara nie mówiła, że jest tylko jeden Bóg, sądziłabym, że ta dusza jest Bóstwem. Rozu­miem, o Boże, żeś mógł umierać za tak piękną duszę«!
Gdy jednak człowiek popełni grzech ciężki, niknie ta cudowna piękność; dusza, podobna do Aniołów, staje się brzydką, jako czart lub jako ścierwo, leżące ośm dni w upałach słonecznych.

Po grzechu traci człowiek wszyst­kie zasługi zebrane na żywot wieczny, choćby był
w nie tak bogaty, jak wszyscy Aniołowie i Święci razem.

Po upadku pozostaje mu tylko piekło. O przeklęty grze­chu, jak straszne czynisz zniszczenie w duszy! Niestety wielu z obecnych znajduje się w tym stanie opłakanym!

Oby się ludzie tak obawiali śmierci duchowej, jak się obawiają śmierci ciała!

 

 

Idę dalej i twierdzę, że grzech śmiertelny pozbawia nas spokoju duszy.

»Myśl bezpieczna jak ustawiczne gody«, mówi Mędrzec Pański (10). Święty Paweł mówi, że pokój duszy przewyższa wszelkie zmysłowe radości: »A pokój Boży, który przewyższa wszelki zmysł, niechaj strzeże serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie« (11).

O grzeszniku przeciwnie powiada prorok Iza­jasz, że serce jego cierpi nieopisane boleści (12). W liście do Rzymian pisze św. Paweł, że udręczenia trapić będą grzeszników przez całe życie: »Utrapienie i ucisk nawszelką duszę człowieka, który złość popełnia« (13).

Dla­czegóż, Przyjacielu mój, trwasz w grzechu, który cię czyni tak nieszczęśliwym?

Grzech śmiertelny następnie oddaje duszę naszą w niewolę szatana. Zaprawdę, człowiek w łasce poświę­cającej jest dzieckiem Bożem; po upadku grzechowym staje się dzieckiem i niewolnikiem złego ducha.

Św. Jan twierdzi, że kto popełnia grzech, jest duchem piekiel­nym, który zgrzeszył od początku: »Kto czyni grzech, z dyabła jest, gdyż od początku dyabeł grzeszy« (14).

Gdy­byśmy umarli w stanie ciężkiego grzechu, posiądzie czart duszę naszą na wieki. Biedna duszo, ludzie sprze­dadzą cię za bezcen: pijak za kieliszek napoju, skąpiec za garść siana, żarłok za suty półmisek, lubieżnik za ohydną rozkosz. Jakże cię mało cenią, jak cię strasznie lekceważą!

 

Grzech śmiertelny następnie czyni nas nieprzyja­ciółmi Boga i zamyka nam bramę niebieską.

Dusza w stanie łaski jest przyjaciółką Boga i ma prawo do niebieskiej ojczyzny. Boże mój, jak straszne nieszczęście żyć w nieprzyjaźni z Tobą, który jesteś samem Dobrem, samą Miłością i Szczęściem wybranych!

Gdybyśmy wie­dzieli, co znaczy utracić Boga, nie odważylibyśmy się za żadną cenę popełnić grzechu.

Trzej Młodzieńcy wo­leli z tego powodu dostać się do pieca rozpalonego (15). Męczennicy ponosili najstraszniejsze katusze, a nie za­parli się Zbawiciela swego. Jednym kładziono na głowę rozpalone węgle, jak św. Klemensowi, biskupowi Ancyry, św. Sabinianowi i św. Krzysztofowi. Innym wyrywano zęby lub wybijano je kamieniami, jak św. Apolonii i św. Januaremu. Z drugich zdzierano żywcem skórę, jak czy­tamy o św. Bartłomieju i św. Reginie. Św. Wenanty pozwolił sobie wyrwać wnętrzności i znosił spokojnie, kiedy go palono pochodniami, bo nie chciał stracić łaski Bożej przez grzech.

Męczennicy ponieśli najstraszniejsze katusze, nie chcąc zaprzeć się Boga i Zbawiciela swego. Biada nam, że się wyrzekamy pięknego nieba i zasłu­gujemy na piekło dlatego, że chcemy zaspokoić grzeszne skłonności. 

Kto pojmie to nieszczęście?

Co byście pomy­śleli o osobie, która by w ten sposób odezwała się do Boga: Nie chcę nieba, wybieram sobie piekło za dzie­dzictwo, wyrzekam się towarzystwa Aniołów i Świętych, wolę iść na spalenie wieczne, niż odmówić sobie tych przyjemności, niż wyrzec się mej woli, przebaczyć nie­przyjacielowi i oddać rzecz cudzą?

 

Powiecie może: My tego nie mówimy!Ale grzechy wasze niejako w ten sposób przemawiają. Kto pojmie zaślepienie bezbożnego, który zwierzęcą rozkosz przenosi nad wieczne wesele, maleńką rzecz nad Królestwo niebieskie, obżarstwo nad ucztę Błogosławionych w Mieście Bożem!

 

 

Grzech wreszcie jest największym nieszczęściem, jakie nas spotkać może na świecie.

Św. Teresa widziała duszę w stanie grzechu ciężkiego i na ten widok tak się przeraziła, że wolałaby ponieść męki piekielne, niż po­pełnić choćby jeden grzech.

Dziwi się św. Tomasz, jak może śmiać się człowiek, który tylko jeden grzech w życiu popełnił. Św. Katarzyna ze Syenny mówi, że wszechmocny Bóg nie mógłby wy­rządzić człowiekowi takiej szkody, jaką sobie sam wy­rządza, dopuszczając się grzechu.

Św. Katarzyna Genu­eńska wołała, poznawszy złość grzechu, że się nie dziwi karom piekielnym, że one prawie niczem w porównaniu do złości grzechowej. Św. Magdalena de Pazzis nie mogła pojąć, że Jezus Chrystus mógł umrzeć za tak przewrotne stworzenia, jakiemi są grzesznicy.

 

Święci lękali się na świecie tylko grzechu.

Gdybyś­my także przy pomocy światła Bożego lepiej poznali szkaradę grzechu, wolelibyśmy tysiąc razy ponieść śmierć, niż się dopuścić jednego występku.

Przypomnijcie sobie, co mu­siał cierpieć Jezus Chrystus za grzechy ludzkie! Oto umiera Zbawiciel na krzyżu — ciało Jego poszar­pane w kawałki przy biczowaniu, twarz pokryta plwoci­nami bezbożników, głowa przeszyta cierniem, najpiękniejszy z synów ludzkich wygląda jako nędzny robak! Przy Jego śmierci cały świat w zamęcie: słońce okrywa się ciemnościami, drży ziemia w posadach swoich, skały pę­kają, otwierają się groby i umarli z nich wychodzą.

Za­pytajcie samego Jezusa Chrystusa, dlaczego ponosi tak haniebną i okrutną śmierć, a odpowie: Synu mój, grzech tego powodem…

Choćby wszystkie stworzenia rozumne na ziemi i w niebie poniosły najstraszniejsze męki, nie zdołałyby zgładzić jednego grzechu powszedniego. Cier­pię dlatego, by uczynić zadosyć sprawiedliwości Bożej. O gdyby za to ludzie przestali mnie przynajmniej na nowo obrażać.

Jak niewdzięczny człowiek, kiedy nie chce pamiętać o miłości Zbawiciela względem siebie! Wieczno­ści, ty nigdy się nie skończysz i pomścisz zniewagę, którą grzech wyrządził tak dobremu, tak cierpliwemu i miło­siernemu Bogu.

 

 

Dokądże jeszcze trwać będziemy w zaślepieniu i na nowo krzyżować ukochanego Zbawiciela !

Bracia, nie cze­kajmy na śmierć, bo wtedy nic nie pomogą nasze wysiłki, łzy i żal. Zawczasu otwórzmy oczy, uznajmy swe błędy, pokutujmy i użyjmy środków, które Bóg ustano­wił dla naszego zbawienia. Raczej wszystko utraćmy, niżbyśmy mieli na nowo grzech popełnić. Idźmy do stóp krzyża, niech łzy nasze złączą się z Przenajdroższą Krwią Jezusa Chrystusa, która z Jego ran wytryska.

Słuchajmy przez chwilę i patrzmy oczyma wiary, jak jęczą i narze­kają potępieni, dla których już niema miłosierdzia! Nas nie odrzuca jeszcze drogi Zbawiciel od oblicza swego, owszem, wyciąga ku nam Swe ramiona i mówi, że nas miłuje.

Nie traćmy nigdy z pamięci, czem jest grzech, jakie nieszczęścia gotuje nam w przyszłem życiu, jakich dóbr pozbawia nas na wieki! Wszyscy pragniemy nieba; wiedzmy jednak, że nic skalanego nie wejdzie do owych rozkosznych przybytków. Wszystko nas zachęca i wzywa, byśmy porzucili grzechy. Syn Boży z krzyża zaklina nas, byśmy nie deptali Jego Krwi Przenajświętszej.

Anioło­wie i Święci przypominają nam z wysokości niebieskich, jak wielką chwałę gotuje nam Bóg, jeżeli unikać będzie­my złego. Odrzuceni przemawiają do nas, byśmy nie w stępowali w ich ślady i nie wpadli w ręce zagniewanego Boga. Bracia, może za chwilę nie będzie nas już na zie­mi i znajdziemy się w liczbie świętych lub potępionych.

Miejmy się na baczności, bo nie wiemy dnia ani godziny.

Po tysiąckroć szczęśliwy, kto gotowy każdej chwili sta­nąć przed Bogiem. Amen.

 

 


Św. Jan Maria Vianney – Kazania niedzielne i świąteczne. Tom I. Z drukarni Józefa Chęcińskiego we Lwowie. 1906, str. str. 219 – 231.

Przypisy:
1) lz. XLI, 12.
2) Jer. XXIII, 24; Ps. XVIII. 6.
3) I. Cor. VI. 15.
4) IV. Król.  VI
5) Deut. VII.
6) II. Król XII, 10.
7) Przyp. III. 33.
8) Iz. XXXVIII.
9) II. Machab. IX.
10) Przyp. XV. 15.
11) Filip. IV, 7.
12) Iz. XIII, 8.
13) Rzym II, 9.
14)  Św. Jan III, 3.
15) Dan. III.

1 komentarz dotyczący “Nauka o grzechu śmiertelnym – Św. J. M. Vianney

  1. Pingback: Nauka o sądzie szczegółowym – Św. Jan.M. Vianney – Niewolnik Maryi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: