Nauka Katolicka

Nauka o miłosierdziu Bożym – Św. J. M. Vianney

Nie nadużywajmy jednak tej dobroci i cierpliwości Bożej. Gdy nas woła Jezus, idźmy na Jego spotkanie. To wołanie i pukanie do serc naszych trwa już może kilka­naście lat.

Wstęp od redakcji

Św. Jana Maria Vianney bardzo jasno (jak zresztą zwykle u Proboszcza z Ars)  przedstawia naukę Kościoła Katolickiego o miłosierdziu Bożym.  Niestety dzisiaj zamiast prawdy pełno jest mniej lub bardziej zawiłych, czy wręcz  fałszywych stwierdzeń skłaniających nas do poglądu że miłosierdzie jest „ważniejsze od sprawiedliwości.”

Trudno nie zauważyć, że tak myśli dziś większość wierzących i niewierzących katolików. Nie zdają sobie sprawy, jak bardzo jest to protestanckie rozumienie Boga: Możesz grzeszyć, wystarczy że wierzysz, reszta nie ma znaczenia dla zbawienia… Grzech nie oddziela człowieka od Boga…. Bóg już cię zbawił i z pewnością okaże miłosierdzie…

Od przyjęcie takiego fałszywego poglądu łatwo przejść do bagatelizowania własnych grzechów i postawy roszczeniowej: Należy mi się miłosierdzie, bo Bóg jest miłosierny, cokolwiek zrobię Bóg mi przebaczy mimo wszystko…

Takie myślenie jest powodem że sakrament spowiedzi zaniknął z życia wielu katolików. Może w Polsce jeszcze nie wszędzie, ale wyrzucanie konfesjonałów w kościołach na zachodzie dokładnie o tym świadczy. Jednocześnie wszędzie najmodniejsze jest mówienie o miłosierdziu…

Jeśli nie chcesz się spowiadać to jakim prawem liczysz na miłosierdzie?

Jeśli Czytelniku stwierdzasz że ty jeszcze nie zbłądziłeś aż tak bardzo, to zapytaj siebie czy już jesteś nawrócony? Czy szczerze zapłakałeś nas swoimi grzechami, czy odkładasz to co trudne „na potem”?. Święty proboszcz z Ars wyjaśni że przez miłosierdzie jeszcze Bóg na to czeka. Ale też jest sprawiedliwy.

We wszystkich podawanych przez Św. Jana Marię Vianneya przykładach Pan Jezus okazuje człowiekowi miłosierdzie przez staranie się o nawrócenie grzesznika. Zwykle długo się stara, ale bardzo często Go odrzucamy. Między innymi myśląc, że największa łaska Boga dla grzesznika jest nam dana, z samej natury Boga, i bez naszej wyraźnej pracy nad sobą nam się należy. Pomijamy, że we wszystkich przykładach z Ewangelii doprowadził do miłosiernego przebaczenia szczery żal za grzechy i przyznanie przed Bogiem że zasłużyliśmy na potępienie,  oraz strach przed Jego sprawiedliwym sądem.

Jakże się to ma do powszechnie dziś akceptowanych twierdzeń że miłosierdzie stoi wyżej od sprawiedliwości? I jak się ma do tych miłosiernych upomnień i oczekiwań Pana Jezusa, odpychanie od siebie spowiedzi a wręcz wyrugowane z kościołów konfesjonałów? Z tych samych kościółów w których ciągle mówi się o miłosierdziu.

Św. Jan Vianney wyjaśniał to niejednokrotnie: Bóg się o nas upomina. Od nas zależy czy chcemy Go słyszeć czy zagłuszymy sumienie. Jeśli nie chcemy korzystać z łaski żalu i nawrócenia odrzucamy Boga i Jego miłosierdzie.

 


 

Nauka o miłosierdziu Bożym

 

„I przybliżali się do Niego celnicy i grzesznicy, aby Go słuchali“
(Łukasz XV., 1).

Postępowanie Jezusa Chrystusa względem grzeszni­ków świadczy o Jego nieskończonem miłosierdziu. Przy­chodzą doń ci nieszczęśliwi w wielkiej liczbie, On ich wcale nie odpycha, owszem używa wszelkich środków, aby ich pociągnąć do Ojca.

Szuka ich przez wyrzuty su­mienia, pociąga dobrocią i łaską. Bierze ich w obronę przed doktorami i faryzeuszami, którzy na nich powsta­ją i pragną usunąć z otoczenia Jezusa Chrystusa. A na­wet Swe postępowanie względem nich usprawiedliwia przypowieścią o dobrym pasterzu, który miał sto owiec i jedną z nich utracił. Pozostawia więc wszystkie, bie­gnie za zbłąkaną, szuka jej, a znalazłszy, bierze ją na swe ramiona, by się drogą nie zmęczyła, zanosi do owczar­ni, zaprasza przyjaciół, aby się z nim weselili z tego znalezienia. Jeszcze dodaje przypowieść o niewieście, któ­ra z dziesięciu drachm utraciła jedną i dlatego zapala lampę, szuka po wszystkich kątach domu i po znalezie­niu jej każe się radować swym przyjaciółkom.

Taką jest radość, dodaje Zbawiciel, w niebie, gdy się grzesznik na ­wraca i pokutuje. Nie przyszedł Pan Jezus dla sprawie­dliwych, lecz dla grzesznych; zdrowi nie potrzebują lekarza, tylko chorzy. A więc te wszystkie obrazy do Sie­bie stosuje Pan Jezus i okazuje na nich Swe nieskoń­czone miłosierdzie względem grzeszników.

O jak wielkie szczęście dla nas, że Bóg jest nieskończenie dobry i miłosierny! Czyż nie rodzi się w sercach naszych gorące pragnienie, byśmy się rzucili do stóp Boga, który nas nie odepchnie, ale przyjmie z weselem?

Nasza wina, gdy się potępimy; nie znajdziemy usprawiedliwienia żadnego, bo Pan Jezus kiedyś pokaże nam, że dobroć Jego przewyższała złość naszą.

Okażę wam dzisiaj wielkość tego miłosierdzia względem grzeszników i co mamy czynić, by z niego odnieść pożytek.

 

I.

Postępowanie Boga względem ludzi pociąga nas i napełnia pociechą. Winowajcami jesteśmy, a On cierpli­wie czeka, miłościwie zachęca nas, byśmy doń wrócili i powracających obejmuje Swem miłosierdziem. Gdy czło­wiek zgrzeszy i zbuntuje się przeciw Bogu, wszystkie stworzenia domagają się nań zemsty i wołają: »Czy chcesz, Panie, byśmy zgładziły owego grzesznika, który Cię tak ciężko obraził?« »Czy chcesz, woła morze, abym go po­grążyło w swoich odmętach?« »Czy chcesz, Panie, mówi ziemia, by się otwarły moje wnętrzności i by żywcem zstąpił do piekła?« Powietrze mówi: »Dozwól, Panie,abym go zdusiło«. »Niech go spalę, przemawia ogień«. I tak wszystkie stworzenia społem domagają się głośno zem­sty. Pioruny i błyskawice przychodzą do tronu Jezuso­wego, prosząc o pozwolenie, by mogły zmiażdżyć bez­bożnego.

Dobry Jezus odmowną daje odpowiedź i cierpi grzesznika aż do owej chwili, którą przeznaczył Jego Ojciec i ciągle z wielkiem upragnieniem wygląda jego nawrócenia. Grzesznik błądzi coraz więcej, a czuły Ojciec leje łzy rzewne, ściga go swą łaską, budzi w nim gwałtowne wyrzuty sumienia.

Powiada św. Augustyn: »O Boże miłosierny, coraz więcej oddalałem się od Cie­bie, każdy krok mój znaczył się nowym upadkiem, me namiętności coraz więcej się zapalały, a Tyś czekał na mnie cierpliwie. Przez tyle lat obrażałem Ciebie, a Tyś mnie nie karał.— Skąd pochodzi ta zwłoka? Pragnąłeś, Panie, mego nawrócenia i pokuty«.

 

Czy możliwe, że samochcąc lecimy na zgubę, choć dobry Bóg pragnie nas zbawić?

O miłosierdziu Bożem świadczy historya całej ludzkości. Patrzcie, jak postępuje względem Adama! Nie karze go po upadku doraźnie, choć się zbuntował przeciwko najlepszemu Stworzycielowi, który go obsypał tylu przywilejami, uzbroił tylu łaskami, wytknął tak piękny cel i udzielił nieśmiertelności co do ciała także. Adam po grzechu stroni przed Bogiem, a ten najlepszy Ojciec niebieski biegnie za nim ze smutkiem w sercu, jak za dzieckiem straconem, wołając: Adamie,Adamie, gdzie jesteś? Dlaczego uciekasz przed Stworzy­cielem swoim?

— Nie tylko przebacza mu, lecz także daje obietnicę Zbawiciela, który się narodzi z Dziewicy i naprawi w przedziwny sposób szkodę, którą wyrządził grzech jemu samemu i wszystkiemu potomstwu. O prze­dziwna dobroci Boża! Gdyby Adam nie popełnił grzechu, nie byłby Jezus Chrystus Zbawicielem naszym, nie posiadalibyśmy Go w kościołach naszych, ani przyjmowali w Komunii św. Przez wszystkie wieki aż do narodzenia Pana Jezusa, przez usta patryarchów i proroków ponawiał tę wesołą obietnicę. O miłości Boża, jakżeś Ty wielka! I czy możemy jeszcze powątpiewać o miłosierdziu Bożem?

 

 

Nasza wina, jeżeli trwamy w grzechach i powstać nie chcemy.

Przypatrzcie się, jak postępuje Bóg z Kai­nem, kiedy ten zabił swego brata! Pragnie, by wszedł w siebie i mógł otrzymać przebaczenie. Mówi niejako doń: »Kainie, Kainie, co uczyniłeś? Nie rozpaczaj jednak, wejdź w siebie, bym ci mógł przebaezyć«. Kain rozpacza jednak, staje się zatwardziałym. Długo cierpi go na ziemi Bóg, by miał czas do nawrócenia.

Tak samo po­stąpił sobie przed potopem z grzeszną ludzkością, bo ją nawoływał ustami Noego do pokuty. Na rozkaz Boży bu­dował ów bogobojny patryarcha arkę i mówił do ludzi, że Pan ich wygładzi wodami, jeżeli nie będą pokutowali. Niniwitom, mieszkańcom zepsutego miasta, okazuje ta­kże swe niepojęte miłosierdzie. Posyła do nich Jonasza proroka i mówi, że ich w czterdziestu dniach ukarze, jeżeli się nie upokorzą, jeżeli w siebie nie wejdą. Gdy Jonasz początkowo nie chciał iść do Niniwy, miłosierny Bóg zmusił go do tego cudem, zachował go we wnętrzu wielkiej ryby przez trzy dni i nocy. Gdy prorok nawo­ływał zepsute miasto do pokuty, wszyscy jego mieszkań­cy, od wieśniaka do króla, posypali swe głowy popiołem i opłakiwali grzechy. Nie doczekał się więc Jonasz ognia niebieskiego, któryby spalił tę nową Sodomę. Bóg miło­sierny wolał na niebezpieczeństwo narazić sławę Jona­sza, przepowiadającego zgubę Niniwy, niż odepchnąć od siebie grzeszników pokutujących.

 

 

Nas często Pan Jezus chce karać za winy. Skoro jednak zobaczy iskierkę żalu w sercach, przebacza i wraca nam Swą przyjaźń.

Przed zagładą Sodomy i Gomory wchodził w układy Pan z Abrahamem i mówił doń: »Zbrodnie Sodomy i Gomory doszły do tronu mojego; nie mogę już dłużej cierpieć tych bezbożników, wygła­dzę ich ogniem z nieba. — Na to odzywa się Abraham: Ależ Panie, czy wygładzisz wraz z grzesznikami i sprawiedliwych? — O nie, odpowiada Pan. — Jeżeli więc, rzecze Abraham, znajdzie się w Sodomie trzydziestu spra­wiedliwych, czy ją ukarzesz ? — Dla trzydziestu sprawie­dliwych przebaczę całemu miastu«. Wreszcie gotowy Bóg darować i dla dziesięciu, których niestety nie było w tak wielkiem mieście. A gdy już musiał spuścić chłostę na występnych, posłał Swego Anioła, który wyprowadził Lo­ta z rodziną, by nie zginął razem z innymi.

Czy wiecie, dla którego przede wszystkiem grzechu tak surowe kary spuszczał Bóg na ziemię? Dla przeklętej nieczystości, która ją pokryła.

Z karaniem Bóg się nigdy nie spieszy. Dowodem tego miasto Jerycho, które upadło dopiero po kilku dniach. Około murów jego obnosili kapłani, zwia­stuni miłosierdzia, arkę przymierza, skrzynię dobrotliwe­go Boga przez siedem dni. A wśród tego pochodu grano na trąbach, używanych przy rozpoczęciu roku jubileuszo­wego, roku przebaczenia i pojednania. Pomimo tego upa­dły mury grzesznego miasta, choć i tu Bóg namacalnie okazał, jak jest miłosiernym, jak niechętnie karze.

Gdy widzi żal w sercach, biegnie ku nam szybko i ratuje gor­liwiej, niż czuła matka z płomieni wyciąga swe dziecko ukochane.

 

Od początku świata do przyjścia Mesyasza panuje królestwo miłosierdzia, łaski i dobrodziejstw. W Nowym Zakonie działanie łaski daleko potężniejsze. Jak niesły­chane miłosierdzie Boże, że przedwieczny Ojciec Syna Swego jednorodzonego zsyła na świat dla naszego zba­wienia. Gdybyśmy uważnie przebiegli życie i mękę Je­zusa Chrystusa, musielibyśmy zapłakać z rozrzewnienia.

Miłosierdzie Boże już dalej posunąć się nie mogło. A gdy się przypatrzymy życiu Zbawiciela świata, czyż nie wi­dzimy, że ono pełne poświęceń, że upływa na szukaniu  zbłąkanych owieczek? Przebiega Chrystus Pan miasta i wioski i szuka grzeszników.

Przypatrzcie się, jak opu­szcza Apostołów, siada przy studni Jakóbowej i nawraca grzeszną Samarytankę. Rozpoczyna z nią rozmowę i słody­czą, dobrocią Swoją pociesza ją i podnosi na duchu. Prosi, by Mu dała wody do picia, a za to On jej coś koszto­wniejszego ofiaruje, bo łaskę Swoją świętą. Kiedy pozy­skał Bogu tę duszę upadłą, cieszył się niezmiernie i dla­tego rzekł do Apostołów, którzy Go zapraszali do jedze­nia: Pokarmem moim i jedynem pragnieniem czynić wolę Ojca mego, pozyskiwać błądzących.

 

Idzie do domu Szymona trędowatego nie dla jedze­nia, lecz by nawrócić grzeszną Magdalenę. To było po­wodem, że przyjął zaproszenie na ową ucztę. Magdalena upada do Jego stóp, skrapia je łzami, ociera włosami swy­mi. Raduje się z tego Boski Zbawiciel, broni ją przed złośliwymi językami, przebacza grzechy, wyrzuca siedmiu czartów z jej serca, wybiera ją nawet za Swą oblubieni­cę, dozwala, by Mu towarzyszyła w czasie Jego męki: historyę jej rozsławia przez Ewangelię po całym świecie. Pragnie bowiem, by wszyscy wiedzieli o jej dobrym uczynku, podziwiali jej pokorę, skruchę i działanie łaski Bożej na jej serce. Oto, jak niewyczerpane skarby do­broci, miłosierdzia w sercu Jezusowem!

 

Innym razem idzie do Kafarnaum, widzi grzesznika na urzędzie, powołuje go na swego Apostoła. Któż z nas nie zna św. Mateusza? Dlaczego idzie do Jerycha? Czy nie dlatego, by przynieść zbawienie domowi Zacheusza, który uchodził za publicznego grzesznika? Jako dobry ojciec powołuje go do siebie, chce mieć zeń pokutnika: »Zacheuszu, zstąp szybko z drzewa figowego, chcę dziś mieszkać w domu twoim, chcę ci łaski udzielić«. Przemawia słodko do jego duszy: Porzuć pychę i przywią­zanie do dóbr ziemskich; zejdź na dół, umiłuj pokorę i ubóstwo. — Zaś do obecnych odzywa się: Dziś zbawie­nie stało się temu domowi. O Boże, jak wielkie Twe miłosierdzie względem grzeszników!

Pytajcie, dlaczego innym razem przyszedł Pan Je­zus na rynek publiczny?Odpowiedziałby wam na to: »Czekam tu, bo poprowadzą na ukamienowanie cudzołożną niewiastę; wyrwę ją z rąk nieprzyjaciół, poruszę jej serce i nawrócę«. — Liczny tłum ludu otacza nieszczę­śliwą i czeka na skinienie, by ją zasypać kamieniami. W tej chwili zdaje się przemawiać Zbawiciel: »Dozwólcie, niech przez chwilę ja działam, a potem przyjdzie ko­lej na was«. — Następnie schyla się ku ziemi i pisze nie wyrok potępienia, ale rozgrzeszenia. W zniósł wreszcie oczy ku górze, spojrzał na otaczających i powiedział: » Już ta niewiasta nie jest grzesznicą, już otrzymała przeba­czenie; to święta pokutnica. Kto z was jest bez grzechu, niech rzuci pierwszy kamień na nią«. Poznali owi obłu­dnicy, że Pan Jezus czytał w ich sercach, że widział w nich stare i liczne występki i dlatego wynieśli się wszyscy po ci­chu. Poczem zwraca się do niewiasty i mówi z dobrocią: Gdzie są ci, którzy cię potępiali? Odeszli zawstydzeni; żaden z nich nie ośmielił się podnieść ręki na ciebie. Idźże i nie grzesz więcej.

 

A czyż nie okazuje się również nieskończenie do­brym i miłosiernym względem owej niewiasty, która przez dwanaście lat cierpiała krwotok. Nieszczęśliwa rzuca się do Jego stóp, pragnie dotknąć się brzegu szaty Jego, spodziewa się otrzymać zdrowie. Pan Jezus zapy­tuje z dobrocią: »Kto się mnie dotknął? Zwracając się zaś do niewiasty, powiada do niej: Ufaj córko, jesteś uleczoną na ciele i duszy«.

Zbliża się do Jerozolimy, która jest obrazem grzesznika, nie chcącego się nawrócić i płacze nad jej upadkiem: Niewdzięczna Jerozolimo, ileż razy chciałem cię sprowadzić na łono miłosierdzia mego, jako kokosz zgromadzi pod skrzydła swoje pisklęta, a nie chciałaś! Niewdzięczna Jerozolimo, tyle razy zabijałaś proroków i sługi Boże! Gdybyś przynajmniej dzisiaj chciała przejrzeć i poprawić się, uniknęłabyś strasznej zagłady, która cię czeka! Dobry Bóg podobnie płacze nad nami, kiedy nie chcemy porzucić występku.

 

Niejaki Teofil zapisał duszę swoją czartu. Łaska Boża jednak nie opuściła tego grzesznika. Dręczony wy­rzutami sumienia, udał się do Matki najświętszej, ukląkł przed Jej obrazem i błagał, by się za nim wstawiła do Swego Syna. W tym celu pościł czterdzieści dni i mo­dlił się ustawicznie. Bogarodzica nie opuściła zbłąkanej duszy, bo Teofilowi wyjednała przebaczenie, a nawet zły duch zwrócił ów nieszczęsny zapis naszemu pokutniko­wi, który w kościele wobec wszystkich ludzi wyznał, ile otrzymał łask od miłosiernego Boga za przyczyną Maryi.

Gdyby kto z was nie śmiał dla grzechów swoich zbliżyć się do Boga, niech ucieczką jego będzie Matka Najświęt­sza, a niezawodnie otrzyma przebaczenie.

 

Rzewną jest historya o Synu marnotrawnym , którą opowiedział Pan Jezus. Lekkomyślny młodzieniec porzu­ca dom swego ojca, bierze część majątku, na siebie przy­padającą, idzie w dalekie strony, żyje rozpustnie i traci wszystko, co posiadał. W końcu popada w straszną nę­dzę; zgłodniały przyjmuje służbę u jednego gospodarza i musi paść wieprze. Głód tak mu dokucza, że chętnie jadłby młóto, ale mu nie dano. W tym opłakanym stanie przypomina sobie szczęście w ojczystym domu, dobroć ojca, postanawia wrócić i prosić o przebaczenie: «Źle uczyniłem, roztrwoniłem mienie, prowadząc złe życie. Jestem obecnie brudny i odarty. Nie wiem, co uczyni ojciec na mój widok. Mimo to wrócę, rzucę się do jego stóp i skropię je łzami, błagając, by mnie przyjął, już nie jako syna, ale jako jednego ze swych najemników.« Spełnia postanowienie, spieszy do ojca, który ubolewał nad ślepotą syna. Gdy spostrzegł dobry ojciec powracające dziecko, wybiegł na jego spotkanie, rzucił mu się na szyję, kazał go ubrać w nową szatę, wdział obuwie na jego nogi, a na palec włożył mu pierścień kosztowny. Nadto sprawił ucztę, zabił utuczonego wołu, zaprosił są­siadów i kazał im się weselić, że znalazł utraconego syna.

Piękny to obraz, jak Bóg jest nieskończenie miło­siernym dla nędznych grzeszników. Zaprawdę, ilekroć grzeszymy, oddalamy się od Boga i stajemy się lichszy­mi od brudnych zwierząt, jeżeli się wydamy na łup na­miętności. O jak ochydną jest rzeczą każdy grzech!

Skoro jednak postanawiamy się nawrócić, otwierają się dla nas wnętrzności miłosierdzia Bożego. Najczulszy Zbawiciel spieszy ku nam ze swą łaską, bierze w swe objęcia, udziela pociech. Zaiste, w chwili swego nawrócenia i po­wrotu do Boga czuje grzesznik wiele słodyczy! Modlitwa, umartwienie nie jest mu już ciężkie.

O gdybyśmy mogli pojąć tę dobroć Boga względem nas, jak bylibyśmy szczę­śliwi!

Niestety, często nie chcemy korzystać z łaski na­wrócenia i dlatego owe błogie chwile znikają dla nas bezowocnie.

Bóg przemawia do skruszonego grzesznika ustami sług swoich : ^Ubierzcie go w szatę chrztu św., którą utracił; niech się odzieje w Jezusa Chrystusa, w Je­go sprawiedliwość, cnoty i zasługi«. — Jakaż ufność po­winna napełniać serce grzesznika, skoro miłosierdzie Bo­że jest tak nieskończone!

 

 

II.

Niechże nas nie przeraża wielkość i liczba grze­chów.

Lękajmy się jedynie niepokuty.

Pewien książę do­znawał w ostatniej chorobie rozpaczy, stracił ufność w mi­łosierdzie Boże. Obecny kapłan obudzał w nim nadzieję, mówiąc, że Stwórca nie opuszcza nikogo, kto się doń ucieka. Na to odpowiedział chory: Nie, dla mnie już nie ma przebaczenia, bom wiele nagrzeszył. Wówczas ksiądz począł się gorliwie modlić i z natchnienia Bożego prze­mówił do księcia: »Królewski prorok w Panu położył ufność i nie tracił otuchy właśnie dlatego, że był wiel­kim grzesznikiem. Naśladuj go, książę«! Po tych słowach chory, jakby się przebudził z głębokiego snu i zawołał z  uniesieniem: „Tak, Panie, zlitujesz się nademną dla­tego, żem Cię ciężko obraził“. Wyspowiadał się, przyjął Sakramenta św. ze łzami w oczach, złożył ofiarę Bogu ze swego życia i umarł, trzymając w rękach wizerunek Ukrzyżowanego. Rzeczywiście, czem są grzechy nasze, jeżeli je porównamy z miłosierdziem Bożem ? Drobnem ziarnkiem piasku w porównaniu do olbrzymiej góry. I czyż zechcemy się potępić, choć tak łatwo możemy się zba­wić? Czyż Jezus Chrystus nie pragnie jak najgoręcej na­szego szczęścia wiecznego ?

 

Nie nadużywajmy jednak tej dobroci i cierpliwości Bożej. Gdy nas woła Jezus, idźmy na Jego spotkanie. To wołanie i pukanie do serc naszych trwa już może kilka­naście lat.

Dlaczego nie chcemy porzucić grzechu?

Na Szawła prześladowcę raz zawołał Zbawiciel i Szaweł na­wrócił się. Z prześladowcy Kościoła stał się najdzielniej­szym jego obrońcą i najgorliwszym Apostołem. Miłosier­ny jest Bóg, ale i wola nasza niech będzie skorą do ko­rzystania z niewyczerpanych skarbów Jezusa Chrystusa.

Razu pewnego zabił syn własnego ojca i uczuł potem tak wielki żal, iż mu się zdawało, jakoby słyszał ciągle ten głos: »Ach synu, dlaczegoś mię zabił?« Znikł na za­wsze spokój z jego duszy i dlatego oddał się sam w ręce sprawiedliwości.

— Nie tylko, Bracia moi, dlatego powin­niśmy porzucić grzech, że Bóg jest dobry i chętnie prze­bacza pokutującym, ale także należałoby jeszcze zapła­kać z wdzięczności. Uznanie i wdzięczność podobają się Bogu.

Młody Tobiasz, powróciwszy szczęśliwie do domu, nie umie należycie dziękować swemu towarzyszowi, Anio­łowi. Uleczona z krwotoku niewiasta przez Pana Jezusa, kazała z wdzięczności przed swym domem umieścić figu­rę Zbawiciela, u której stóp wyrosło nieznane ziele, do­sięgło wzrostem rzeźbionej szaty na posągu Chrystusa i leczyło wszystkie choroby. Św. Mateusz z wdzięczno­ści za łaskę powołania, zaprosił do domu swego Pana Jezusa i jak najserdeczniej Go ugościł. Uleczony z trądu Samarytanin wrócił z weselem do Pana Jezusa, rzucił się do Jego nóg i dziękował gorąco za łaskę uzdrowienia.
Mówi wyraźnie św. Augustyn, że najlepszem podzięko­waniem za łaski Boże jest ich szczere uznanie. I dlatego Zbawiciel, widząc z pomiędzy dziesięciu uleczonych trędowatych tylko jednego wracającego z podziękowaniem, zapytał: »A gdzież dziewięciu innych, którzy odzyskali zdrowie? Dlaczegóż nie poczuwają się do wdzięczności?«

Uznanie i wdzięczność za łaski otrzymane, są — według św. Bernarda — kluczem do skarbów Bożych i zadatkiem nowych łask. Dziękujmy Bogu, że nas stworzył, odku­pił swoją męką i śmiercią, żeśmy się narodzili na łonie Kościoła katolickiego, gdy tylu innych ludzi żyje w ciemnościach pogaństwa.

Korzystajmy zawsze z nieskończo­nej dobroci i miłosierdzia Bożego, a będziemy miłymi Zbawicielowi, wytrwamy w łasce Jego i będziemy Go kiedyś wraz ze Świętymi oglądali na wieki twarzą w twarz. Amen.

 

 

Czym jest fałszywe Miłosierdzie?

Fałszywe miłosierdzie – Abp. Fulton Sheen

Miłosierdzie nie usprawiedliwia kompromisu

Dlaczego się nie spowiadasz? – O fałszywych argumentach przeciw spowiedzi


Św. Jan Maria Vianney – Kazania niedzielne i świąteczne. Tom I. Z drukarni Józefa Chęcińskiego we Lwowie. 1906, str. str. 92 – 102.

 

 

0 komentarzy dotyczących “Nauka o miłosierdziu Bożym – Św. J. M. Vianney

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: