W szkole św. Teresy (5) – O doskonałym żalu za grzechy.

„Kto da głowie mojej wodę,
a oczom moim źródło łez?
a będę płakał we dnie i w nocy!”
(Jer. 9, 1).

„Żal za grzechy tym wyżej rośnie, im większe łaski dusza od Boga otrzymuje. Jest to ból, który nigdy, pewna tego jestem, nas nie opuści, póki nie znajdziemy się tam, gdzie nic już boleć nie może. Ból ten w różnych czasach różnie dojmuje i u różnych w różny sposób się objawia.

Dusza (która Boga miłuje), nie myśli o karach, na które za grzechy swoje zasłużyła; to tylko ją boli, że tak była niewdzięczna Temu, któremu tyle zawdzięcza, który tak jest godzien tego, by Mu wszystko stworzenie służyło, Zdumiewa się przerażona nad niepojętą zuchwałością swoją; płacze nad zaślepieniem swoim, że Boga, nieskończonej czci godnego, tak sobie lekceważyła; tak nad wszelkie nierozumy bezrozumnym przedstawia się jej ten nierozum jej, że utulić się w żalu swoim nie może, zwłaszcza, gdy wspomni, dla jakich to nędznych i niskich rzeczy ważyła się wzgardzić takim wysokim Majestatem. Żywiej stoją jej przed oczyma te grzechy jej, niż wszystkie łaski, które otrzymuje; łaski te spływają na nią w pewnych czasach tylko, grzechy zaś, jakby kałuża błota, którą wciąż ma przed oczyma, ustawicznie w pamięci jej się odnawiają. Jest to, doprawdy, krzyż nie lekki…

Co do bo jaźni piekła, tego uczucia dusze takie nie znają. Ale bardzo je czasem dręczy obawa postradania Boga. Wszystka ich bojaźń do tego jedynie się ściąga, by Bóg nie wypuścił ich kiedy z rąk swoich, by miały jeszcze kiedy Go obrazić. O własną w przyszłym życiu mękę, czy chwałę nie troszczą się…

Ufność i pamięć na to, że Pan nasz już odpuścił i w niepamięć puścił ich grzechy, żadnej temu bólowi nie przynosi ulgi, raczej mu nowej jeszcze dojmującej siły dodaje, na wspomnienie takiej niewyczer­panej dobroci, łaskami swymi obsypującej takie niegodne stworzenie, któremu się tylko piekło należy. Świadomość ta, dla takiego świętego Piotra, dla takiej świętej Magdaleny, prawdziwym musiała być męczeństwem: przy takiej żarliwej miłości, jaką oboje ci Święci pałali, przy tylu łaskach nadzwyczajnych, przy takim jasnym, jakie mieli wielkości Boga poznaniu, pamięć na dawne grzechy srogim snać żalem krajała im serce i najtkliwszą je skruchą prze­nikała” (1)

Przypomnijmy sobie nawrócenie św. Magdaleny. „Czy sądzicie, że małym to było, dla takiej wykwintnej pani umartwieniem, tak biec przez ulice miasta i to zapewne samej, bo w zapamiętaniu skruchy i miłości, z jakiem śpieszyła do nóg Pana — pewnie nie pomyślała o za­braniu z sobą odpowiedniego jej stanowi orszaku — i tak wpaść do domu obcego, w którym nigdy jeszcze noga jej nie postała, i wystawić się na urąganie faryzeusza i wszelkie, jakie tam od gości u niego zgromadzonych wycierpieć musiała szyderstwa? Boć wiemy, jacy to byli ludzie prze­wrotni i złośliwi, jak zawistnym i wrogim okiem na Pana naszego patrzeli; sama więc ta cześć i miłość, jaką Maria śmiała w ich oczach okazywać nienawistnemu im Jezu­sowi, musiała im być cierniem w sercu, ostro bodzącym; zaczem wrząc na nią oburzeniem i gniewem, pewnie nie zaniechali wytykać jej dawnego życia i szydząc ze zmiany, jaka w niej zaszła, bo jasna rzecz, że od chwili nawró­cenia swego zarzuciła stroje swe zalotne i pokorą się oblekła i skromnością, urągali jej, że udaje świętoszkę* (ale żal i miłość silniejsze w niej były, niż wszelki wzgląd na ludzi i na siebie samą). (2)

Kogo Ty, Panie, podniosłeś z upadku, kto przejrzał i poznał, jak nędznie gubił siebie dla marnej chwilowej rozkoszy, i teraz już niezłomne ma postanowienie, we wszystkim, aż do końca czynić wolę Twoją, ufny w po­moc łaski Twojej, jakim sposobem, Panie, taki może jeszcze żyć, nie umierając każdej chwili na wspomnienie, że taki skarb najdroższy, jakim jest otrzymana na chrzcie niewin­ność, bezpowrotnie postradał?
Ciągle umierać ze wstydu i żalu, to dla niego życie najlepsze. Ale dusza, tkliwie mi­łująca Ciebie, jak zdoła to wytrzymać? Ach, przebacz Pa­nie nierozum tego pytania mego! Wszak dla grzeszników na ten świat przyszedłeś i tak wielkim okupem nas odku­piłeś i za fałszywe uciechy nasze zapłaciłeś, taką okrutną mękę ponosząc i krwawe biczowanie! Oczy Twoje dopu­ściłeś zakrywać szydercom, na uleczenie ślepoty mojej, a za próżności moje dałeś głowę Twoją zranić srogą ko­roną cierniową. O Panie, Panie! wszystko to duszy, miłu­jącej Ciebie, nowego tylko żalu dodaje” (3).

Tak mocno czuje gniotące ją brzemię grzechów swoich, że nieraz, jak celnik w Ewangelii, nie śmie pod­nieść oczu do nieba„(4), „aż znowu w uznaniu nieskończo­nej nad nią dobroci Twojej, podnosi je, aby z oblicza Twego wyczytać, jak wiele Ci jest winną. Nie wiem. jak mi się serce nie kraje, gdy to piszę, po tylu niewiernościach moich. Czyżby te nędzne łzy, które przed Tobą, z łaski Twojej wylewam, a które, ile ze mnie jest, są tylko wodą z nieczystej studni czerpaną, miały być dostatecznym dla Ciebie zadośćuczynieniem za tyle zdrad, które Tobie wyrządziłam? O Panie, Ty sam to spraw, aby przed Tobą wartość miały; oczyść tę wodę, tak mętną!” (5).

„O Boże mój, miłosierdzie moje! teraz, jeśli zechcesz. okaże się, czy dusza moja nie łudzi siebie, gdy z żalem patrząc na czas stracony, ufa jednak, że Ty mocen jesteś w jednej chwili to sprawić, że wszystką stratę swoją od­zyska; choć po ludzku, zdaje się, że to nie ma sensu, bo czasu straconego, nikt nie przywoła na powrót. Jeśliś jest wszechmogący, jako jesteś, cóż może być niemożliwym Temu, który wszystko może?… Przywróćże mi, Boże mój, czas stracony, dając mi łaskę Twoją na teraz i na przy­szłość, abym się ukazała przed Tobą obleczona w szaty godowe. Możesz to uczynić, chciej tylko!“ (6).

Jedną tu dodam przestrogę: „Strzeżcie się, córki pe­wnej fałszywej pokory, którą diabeł wrzucić wam może do serca, strasząc was ciężkością grzechów waszych i wzniecając w was z tego powodu tysiące niepokojów i wątpliwości. A czy godna jestem przystąpić do Stołu Pańskiego? A czy przygotowałam się jak należało? A skąd mnie nędznicy żyć w zgromadzeniu cnotliwych? Strachy te nieraz dochodzą do tego stopnia, że dusza, dla tych nędz i grzechów swoich, ma siebie jakby już za odrzuconą od Boga i niemal traci nadzieję w miłosierdzie Jego. We wszystkim, co czyni widzi same tylko niebezpieczeństwa i pewne zatracenie. Choć modli się, choć spełnia obowiązki swoje, wszystko to wydaje się jej robotą daremną i bez pożytku; takie ją ogarnia zniechęcenie, że ręce jej opa­dają do wszelkiej dobrej sprawy, bo co w drugich uznaje, że jest dobrem, to w sobie poczytuje za złe.

Podobne myśli, gdy pochodzą z jasnego poznania sie­bie, gdy towarzyszy im spokój wewnętrzny i zadowolenie, mają wielki pożytek. Ale gdy wzniecają przerażenie i trwogę, i umysłowi odbierają swobodę do rozwagi i spokojnego zastanowienia się, wtedy, upewniam was, myśli takie i trwogi są pokusami.

Pokora, choćby najgłębsza, nie sprawuje w duszy niepokoju, ani zamętu, ani przerażenia; przeciwnie przynosi jej pokój i uciszenie. Choćby kto na widok grzechów swoich uznawał jasno, że zasłużył na piekło, i smucił się, i kruszył, i poczytywał siebie za godnego powszechnej od wszystkich wzgardy i obrzydzenia, ledwo jeszcze śmiejąc błagać miłosierdzia; ból ten jednak i smutek, jeśli im to­warzyszy pokora prawdziwa, taką mają w sobie słodkość i ukojenie dla duszy, że kto ich raz zakosztował, rad by ich doznawał aż do śmierci. Żal więc za grzechy przy po­korze me trwoży duszy, ani przeraża, ale ją przeciwnie rozszerza i sposobną czyni do gorliwszej służby Bożej“ (7)

W szkole św. Teresy (1) – Jak służyć Bogu? – O konieczności poddania się woli Bożej

W szkole św. Teresy (2) – O grzechu śmiertelnym

W szkole św. Teresy (3) – O potrzebie modlitwy wewnętrznej

W szkole św. Teresy (4) – O piekle

Karmelitańska metoda odprawiania modlitwy myślnej


Ćwiczenia duchowne w szkole św. Teresy od Jezusa” – Wydawnictwo „Głosu Karmelu”, Kraków 1933.

1) „Twierdza”, str. 163. 
2) „Twierdza”, str. 233.
3) „Twierdza”, str. 257. 
4) „Twierdza”, str. 225. 
5) „Życie”; str. 142.
6) „Wołania duszy”, str. 258.
7) „Droga dosk,“, str. 225

Skomentuj