Nauka Katolicka

O trzech stopniach cierpliwości w niesieniu krzyża- św. Bp. J.S. Pelczar

Kto cierpienia życia chętnie znosi, ma niebo, kto jest niecierpliwy, ma piekło. (...) Bez krzyża być nie możesz, gdziekolwiek się zwrócisz, krzyż za tobą pójdzie, bo wszędzie siebie samego poniesiesz, a choćbyś potrafił przed jednym krzyżem uciec, doścignie cię drugi, i to może cięższy . Jeżeli nie zechcesz dobrowolnie krzyża przyjąć, włożą go na cię gwałtem, jak włożono na Szymona Cy­renejczyka ; lecz wtenczas nie będziesz miał żadnej ulgi i stracisz wszelką zasługę. Pamiętaj, że krzyż dobrego Łotra zbawił, a złego potępił, bo z krzyża zstąpił do piekła, a „co miało za­kończyć jego cierpienia, pomnożyło takowe"

Trzy są stopnie cierpliwości.

PIERWSZY STOPIEŃ

Pierwszy zależy na tem, aby w cierpieniu nie rozpaczać, nie złorzeczyć, nie szemrać przeciw Bogu, nie oburzać się przeciw bliźnim, — słowem, nie dopuścić się jakiegokolwiek grzechu. Ten stopień jest przykazaniem dla wszystkich; a kto inaczej cierpi, ten grzeszy i nie zasługuje na­wet na imię chrześcianina, według słów Zbawiciela: „Kto nie nosi krzyża swego a idzie za mną, nie może być uczniem moim“ (1).

Nie jest tu wzbroniony żal cichy, nawet skarga głośna nie jest grzeszną, byleby była poddana woli Bożej; słusznie atoli za­uważył św. Franciszek Salezy, że prawdziwy sługa Boży rzadko się skarży, a jeszcze rzadziej pragnie być żałowanym.

Ci co się skarżą i chcą aby nad nimi ubolewano, podobni są do dzieci, które skaleczywszy się w paluszek, krzyczą w niebogłosy i do­piero wtedy się uspokajają, gdy piastunka dmuchnie na ich ranę, lub uda, że z żalu płacze nad niemi. Świat pełen jest takich ubolewań, w których wcale niema prawdy (2).

Zazwyczaj każda skarga kryje w sobie coś z miłości własnej, długie zaś i gwałto­wne rozwodzenie żalów jest zawsze znamieniem miękkości chara­kteru. Z tem wszystkiem — mówi tenże Święty — mogą zdarzyć się wypadki, w których ukrywanie cierpień nietylkoby nie było do­skonałością, ale mogłoby być nawet grzechem; n.p. w razie gdyby
ktoś, pod pozorem nieżalenia się, nie chciał wyjawić lekarzowi swojej choroby i odrzucał lekarstwo. Trzeba przeto pod tym względem zachować roztropną miarę.

„Jeżeli zaś jesteśmy za słabi, by idąc za radą Apostoła, znieść boleść z weselem i szczy­cić się w krzyżu, zwracajmy się przynajmniej z naszymi żalami tylko do osób wybranych, do tych, co nietylko nas kochają i za­sługują na nasze zaufanie, ale przytem są obdarzeni duszą mocną i charakterem energicznym. Słabi, podzielając zbyt czule nasze zmartwienia, zamiast je zmniejszyć i osłodzić, powiększają raczej ich gorycz; jak oliwa, wylana na ogień, podsyca płomień, tak i ich współczucie zbyt tkliwe czyni boleść duszy żywszą i głębszą” (3).

A czy wolno prosić o oddalenie cierpień?

Wolno — bo wszakże i Zbawiciel modlił się w Ogrojcu: „Ojcze niech odejdzie odemnie ten kielich „(4) ale trzeba zaraz dodać: „ Wszakże nic jako ja chcę, ale jako ty “.

Wolno także odwrócić cierpienia od siebie, a czasem jest to nawet obowiązkiem; tak n. p. każdy powinien zapobiegać katastrofom grożącym rodzinie, jak niemniej wystrze­gać się nadwerężenia swojego zdrowia, jeżeli wyższe względy nie wymagają ofiary.

DRUGI STOPIEŃ

Drugi stopień wyżej się wznosi,bo dusza nie tylko nie na­rzeka ale przyjmuje krzyż z poddaniem się woli Bożej, dźwiga takowy z męztwem i spokojem; co więcej, tak jest zgodną z wolą Boga, że wszystkie Jego wyroki, miłe lub przykre, jednakowym duchem przyjmuje i nieustannie powtarza: Stań się wola Twoja.

Błogosławiona dusza, która tak cierpi, bo w tem poddaniu się znajduje słodką pociechę, błogi pokój i obfitą zasługę.

Do niej to stosują się słowa księgi „O naśladowaniu Jezusa Chrystusa“: „Kiedy już dojdziesz do tego, że utrapienie stanie ci się słodkiem i dla Chrystusa polubisz je : wtedy bądź pewny, że dobrze dzieje się z tobą, bo raj na ziemi znalazłeś”. Trafnie też powiedział św. Filip Nereusz, że na tej ziemi niema czyśca, ale tylko niebo lub piekło; —

kto cierpienia życia chętnie znosi, ma niebo, kto jest niecierpliwy, ma piekło.

I rzeczywiście, cóż duszę cierpliwą zdoła zachwiać; jest ona spokojna jak firmament, który jest zawsze po­godny, chociaż u spodu przelatują chmury. A więc przyjmuj spokojnie krzyże twoje, bo i na cóżby ci się przydało, gdybyś je odrzucał.
Bez krzyża być nie możesz, gdziekolwiek się zwrócisz, krzyż za tobą pójdzie, bo wszędzie siebie samego poniesiesz, a choćbyś potrafił przed jednym krzyżem uciec, doścignie cię drugi, i to może cięższy . Jeżeli nie zechcesz dobrowolnie krzyża przyjąć, włożą go na cię gwałtem, jak włożono na Szymona Cy­renejczyka ; lecz wtenczas nie będziesz miał żadnej ulgi i stracisz wszelką zasługę. Pamiętaj, że krzyż dobrego Łotra zbawił, a złego potępił, bo z krzyża zstąpił do piekła, a „co miało za­kończyć jego cierpienia, pomnożyło takowe” (5).

Przede wszystkiem, zamiast lękać się krzyżów, oddaj się woli Bożej, i bądź gotów znosić wszystko, co ona ześle, — czy to krzyż ubóstwa, czy choroby, czy sieroctwa, czy potwarzy, czy prób duchownych; kto bowiem zawsze za wolą Bożą idzie, ten nie dźwiga krzyża, lecz krzyż go dźwiga, gdy przeciwnie niecier­pliwi muszą go wlec na ramionach i uginać się pod gniotącym ciężarem.

Jeżeli krzyż twój jest karą za grzechy, przyjmuj go tem ochotniej, aby kara stała się oraz pokutą.

Trwaj wtenczas na krzyżu z pokornym żalem, jako Łotr dobry, powtarzając słowa Proroka: „Panie, oto ja na bicze gotów jestem„.

Nie wybieraj krzyżów, bo nie jest prawdziwą cierpliwość, która jedne cierpienia przyjmuje, inne odrzuca.

W tym względzie należy trzymać się przestrogi św. Franciszka Sal. danej pewnej duszy: „Moja córko, całuj często sercem ten krzyż, jaki Zbawiciel sam włożył na ramiona twoje. Nie zważaj, czy on jest z drogiego i wonnego drzewa, bo tem bardziej jest on krzyżem, im lichsze jego drzewo, im wstrętniejsza jego woń” (6).

Jeżeli niektóre krzyże zdają ci się zbyt ciężkimi, zanieś je pod krzyż Chrystusów i przyj­mij z rąk samego Zbawiciela, a staną się lekkimi. Patrz na rózgę Mojżesza — mówi święty Franciszek Salezy; — rzucona na ziemię jest wężem, ujęta w rękę staje się cudotwórczą: tak cier­pienie uważane w sobie zdaje się strasznem , lecz uważane w woli Bożej jest miłe i słodkie.

Jeżeli Pan krzyż na cię włoży, podziękuj zań, jak dziękujesz za błogosławieństwo, bo krzyż jest upominkiem Bożej miłości; obej­mij go przeto z miłością i nieś tak , jak Pan Jezus niósł krzyż swój na Kalwaryę.

Kiedy św. Cyryaka rozciągnięto na rusztowaniu i srodze bito kijmi, nieustraszony męczennik powtarzał ciągle wśród tej katuszy: „Chwała Tobie, Jezu Chryste, Panie mój naj­wyższy. Zlituj się nademną grzesznikiem, niegodnym tej łaski, jakiej teraz dostępuję, cierpiąc dla Imienia Twego.” taką wdzięcznością i pokorą przyjmujże i ty krzyż każdy, nie badając wcale, zkąd on pochodzi i czyli na niego zasłużyłeś; dosyć ci, że Pan go zesłał. Lewici Starego Przymierza nieśli sprzęty przy­bytku owinięte tak szczelnie, że ich widzieć nie mogli, tylko cię­żar ich czuli: podobnie dusza woli Bożej poddana nie chce uchy­lać zasłony, jaka wyroki Boże pokrywa, lecz wszystko z pokorą przyjmuje.

Gdy cierpisz, bądź jako skała o którą morze z szumem się rozbija, a nie jako wiotka muszla, którą najmniejsza fala unosi (7), to jest, zachowaj pogodę i pokój, iżby nikt nic mógł poznać, że cierpisz.

Nie żebrz wtenczas współczucia u ludzi i nie dręcz kochających cię opisem swych cierpień, bo jest to brzydkiem samolubstwem kazać innym cierpieć dlatego, że my cierpimy.

Lecz strzeż się z drugiej strony, aby ten hart ducha nie podniósł cię w dumę, dlatego ukrywaj cierpienia przed innymi, a nawet przed sobą, to jest, nie zastanawiaj się nad ich wielkością.

Sw. Franciszek Salezy znajdował się raz przy jednej chorej, która najcięższe boleści nader cierpliwie i w milczeniu znosiła. Chcąc ją wypróbować, czy jest wolną od żądzy chwały ludzkiej, począł rozwodzić się szeroko nad rządkiem jej męztwem. Na co owa osoba rzekła: „Mój ojcze, ty nie widzisz buntu podnoszącego się w niższej części mojej duszy. Zaiste, wszystko się tam burzy i przewraca, tak, że gdyby łaska Boża i bojażń Jego święta nie wzmacniały mię w części wyższej, oddawnabym już upadła i pod­dała się nieprzyjacielowi. Wierz mi, mój ojcze, że jestem jako ów prorok, którego Anioł, trzymając za jeden tylko włos, zaniósł do Babilonu: tak i moja cierpliwość nie trzyma się mocniej Nie ja sama, ale łaska Boża utrzymuje we mnie tę stałość”… Święty Biskup poznał, że cierpliwość onej osoby jest nie tylko mężną, ale także pełną miłości i pokory (8).

Podobnie i ty cierp w mil­czeniu i pokorze, nie szukając ztąd chwały ludzkiej ni zadowolenia własnego. Zachętą niech ci będzie Pan Jezus, wyniszczony w Tajemnicy Ołtarza, i Matka Bolesna, stojąca pod krzyżem.

Gdyby cierpienia długo trwały, nie daj się im zwyciężyć, lecz bądź jak krzak Mojżeszów, który paląc się, nie spłonął; a iż je­steś sam z siebie bardzo słaby, przeto ukryj się Ranach Zba­wiciela i połącz swe cierpienia z Jego Męką.

TRZECI STOPIEŃ

Trzeci stopień cierpliwości zależy na tem, aby przyjmować krzyże nie tylko cierpliwie i spokojnie, ale z ochotą i radością. Dusza, która na ten szczebel cnoty się wspięła, cieszy się z krzy­żów, — gdy ich nie ma, pragnie, — gdy pragnienie jest gorące, ubiega się za krzyżami.

Do tego wzywa nas Mistrz Jezus słowem i przykładem; On bowiem pragnął krzyża, i podjął krzyż „z we­selem”. Do tego zachęcają nas Święci. Oni najprzód krzyż cenią.

Gdyby mi dano do wyboru — mówi św. Jan Złotousty — czyli chcę być w niebie z Aniołami, czy w więzieniu z Pawłem, wy­brałbym raczej drugie, niż pierwsze; i gdyby było w mojej mocy, być Piotrem w okowach, albo Aniołem, rozrywającym takowe, wolałbym być Piotrem, niż.Aniołem. ,

Święci cieszą się z krzyża. Apostołowie wychodzą z rady u weseleni, że mogli cierpieć dla ,Jezusa; św. Jędrzej Apostoł wita krzyż z radością: „O krzyżu święty, któryś przyjął ostatnie tchnie­nie mojego Mistrza, oto ja przychodzę złożyć między twe ramiona trudy długiego pielgrzymstwa i powierzyć ci moją nagrodę i moją wieczność. O krzyżu upragniony, do ciebie idę z radością i we­selem, weżże mnie od ludzi i oddaj Mistrzowi, aby mię przez ciebie przyjął, który mnie przez ciebie odkupił”. Św. Elżbieta, wygnana z tronu i ojczyzny, każe śpiewać Te Deum, iż Pan po­zwolił jej cierpieć.

Święci pragną krzyża, św. Franciszek z Assyżu smuci się, jeżeli dzień upłynął bez cierpienia, sądząc, że Bóg o nim zapom­niał; św. Magdalena de Pazzis pragnie raczej żyć, niż umrzeć i pójść do nieba, aby dłużej jeszcze cierpieć, co w niebie nie jest możebnem; św. Franciszek Ksaw. modlił się w cierpieniu: „Panie, nie bierz mi tego krzyża, albo je źli go weźmiesz, daj mi większy”; św. Teresa nauczywszy się od Pana, że zasługa nasza jest w pracy i cierpieniu, woła: „Panie, albo cierpieć albo umrzeć”, — św. Jan od Krzyża: „Panie, nie umierać, ale cierpieć”.

Taki duch miło­ści krzyża ożywiał także Męczenników. Świętej Potamienie grozi tyran, że ją każe wrzucić do kotła, pełnego wrzącej smoły, a święta dziewica mówi: „Jeżeli postanowiłeś zgładzić mnie taką śmiercią, uczyń mi jedną łaskę: nie wrzucaj mię odrazu do kotła, lecz za­nurzaj powoli, abyś poznał, jaką cierpliwością uzbraja mię mój
Jezus i jak ja pragnę cierpieć dla Niego” (9).

Święci wreszcie szukają krzyża, jakby skarbu ukrytego.

Męczennicy idą sami na rusztowanie i stosy, pokutnicy zadają so­bie ciężkie umartwienia, inni biegną skwapliwie tam , gdzie ich boleść lub wzgarda spotyka. Duszo m iła, jeżeli ci daleko do ta­kiej miłości krzyża, „proś Ukrzyżowanego, aby On sam dał ci iskrę swojej miłości.


Bp. Józef Sebastian Pelczar – Życie duchowne czyli doskonałość chrześcijańska według najcelniejszych mistrzów duchownych , Tom II, Kraków, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, 1886, str. 43 – 48.

Przypisy:

  1. ) Łuk. XIV ,27.
  2. ) Duch Św. Franc. Sal., Cz VII, R. XI.
  3. ) Tamże.
  4. ) Św. Mat. XXVI, 36.
  5. ) Św. Grzegorz Lib. IV. Dial. cap. X.
  6. ) Duch Św. Franc. Sal., Cz VIII, R. I.
  7. ) Św. Grzegorz Naz.
  8. ) Duch św. Franc. Sal. Cz . V, R. I.
  9. ) Baronius ad an. .310.

Smutek i niepokój w niesieniu krzyża – Św. Bp. J.S. Pelczar

Dlaczego Pan Bóg zsyła krzyże? – Św. Bp. J.S. Pelczar

0 komentarzy dotyczących “O trzech stopniach cierpliwości w niesieniu krzyża- św. Bp. J.S. Pelczar

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: