Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 3) O konieczności Nocy ciemności dla duszy

ROZDZIAŁ V.

W którym na podstawie świadectw i wyobrażeń Pisma św. w dalszym ciągu mowa jest o tem, jak konieczną jest rzeczą, aby dusza szła do Boga przez ową Noc ciemności umartwienia pożądań.

Z tego, co powiedziano, można niejako już pojąć różnicę, zachodzącą pomiędzy, tem, czem w sobie są wszystkie stwo­rzenia, a tem, czem w sobie jest Bóg, i jak dusze, pokłada­jące w nich umiłowania swoje, tyleż co one różnią się od Boga; albowiem (jakośmy rzekli), miłość stwarza równość i podobieństwo. Którą to różnicę dobrze pojmując, św. Augu­styn mówi w Solilokwiach do Boga: O ja nieszczęsny! Kiedyż nieprawość moja z Twoją doskonałoscią się wyrówna? Tyś prawdziwie dobry, ja zły; Tyś cnotliwy, ja bezbożny; Tyś Święty, ja nędzny; Tyś sprawiedliwy, a ja niesprawiedliwy; Tyś światło, ja ciemny; Tyś życie, ja martwy: Tyś lekarstwo, jam chory; Tyś prawda najwyższa, a ja zupełna marność. (1) Oto co mówi ów Święty, rozważając swoją skłonność ku stwo­rzeniom. Byłoby więc najwyższym nierozumem duszy, gdyby myślała, że zdoła przejść do tego wysokiego stanu zjedno­czenia z Bogiem bez poprzedniego usunięcia pożądania wszystkich rzeczy tak przyrodzonych jak i nadprzyrodzonych, jakieby tylko mieć mogła. Najzupełniejsza jest bowiem róż­nica pomiędzy niemi a tem, co udziela się w owym stanie, który istotnie jest przekształceniem się w Boga. Dlatego Chrystus, Pan nasz, ucząc nas tej drogi, rzekł w Ewangelji św. Łukasza: Qui non renuntiat omnibus, quae possidet, non potest meus esse discipulus. — Kto nie odstępuje wszystkiego, co ma, nie może być moim uczniem (Łuk. XIV, 33). I to jest jasne. Albowiem nauka, którą Syn Boży przyszedł dać światu, jest wzgardą wszystkich rzeczy, dla uczczenia Ducha Bożego w nas samych. O ile więc dusza ich nie odrzuci, nie będzie zdolna przyjąć Go we własnej prawdziwej w Niego przemianie.

Wyobrażenie tego znajdujemy w Księdze Wyjścia,, gdzie czytamy, że nie prędzej Majestat Boży użyczył synom Izraelowym pokarmu niebieskiego w postaci manny, aż kiedy brakło im mąki zabranej z Egiptu, dając przez to do zrozu­mienia, że wprzód należy odstąpić wszystkiego; albowiem tego pokarmu aniołów niegodne jest podniebienie, które doświadcza smaku ludzkiego pożywienia.

Bardziej zaś jeszcze niżeli dusza, która się karmi i utrzymuje innemi, obcemi upodobaniami, obrażają Boski Jego Majestat ci, którzy pragnąc pokarmu duchowego, nie zadowalają się samym Bogiem, lecz chcą przydawać doń pożądanie i umiłowanie rzeczy innych. Określa też to jasno Pismo św., gdzie powiedziane jest iż kiedy nie zadowalając się tym pokarmem tak prostym, zapragnęli mięsa (Num. XI. 4 ) (2), Pan nasz obraził się bar­dzo, że pożywienie tak niskie i materjalne przydać żądali do pokarmu tak wzniosłego i prostego, zawierającego w sobie ponadto smak i istotę wszelkich możliwych pokarmów. Za­nim zeń przeto pożywać skończyli, zstąpił na nich, jak mówi Dawid, gniew Boży, rzucając ogień z nieba i porażając z nich wiele tysięcy. Adhuc escae eorum erant in ore ipsorum, etira Dei descendit super eos et occidit pingues eoium et electos Israel impedivit, – jeszcze pokarmy ich były w ustach ich a gniew Boży zstąpił na nie i pobił tłuszcze ich a wybranych Izraela spętał (Ps. LXXVII, 30, 31), mając za rzecz niegodną, iż zażądali innego pożywienia, gdy im pośpieszył dać pokarm z nieba.

 

O, gdyby ludzie duchowi znali, ile dóbr i jaką obfitość ducha tracą, gdy nie chcą wznieść się nad żądze dziecinne i skończyć z niemi i jaki znaleźliby w tym prostym pokarmie duchowym smak wszystkich rzeczy, gdyby tamtych koszto­wać nie chcieli! Lecz, iż kosztują owych, nie znajdują. Przy­czyną bowiem, dla której synowie Izraela nie doznawali ukrytego w mannie smaku wszelkich pokarmów, było to, iż nie ześrodkowali na niej jedynej pożądania swego. A stało się to nie dlatego, by manna nie zawierała w sobie tego smaku i mocy, jakich pragnęli, lecz że oni w czem innem ich szukali. Kto obok Boga chce miłować rzecz inną, ten bez wątpienia Boga lekceważy, kładąc na jednej z Nim szali to, co jak powiedzieliśmy — nieskończenie jest odeń niższe.

 

 

Wiemy już z doświadczenia, że skoro wola zakocha się w pewnej rzeczy, ceni ją więcej niż jakąkolwiek inną, chociażby lepszą była od tej, w której sobie podoba. Gdyby zaś chciała miłować obydwie, z konieczności krzywdę wy­rządzi tej lepszej, skutkiem niesprawiedliwej równości, z jaką je traktuje. Ponieważ zaś nie ma rzeczy, którą by można było równać z Bogiem, dusza, miłując z Nim razem rzecz inną, czy przywiązując się do niej, ciężką wyrządza Mu krzywdę.

A jeśli tak jest, cóżby dopiero było, gdyby ją więcej miło­wała niż Boga swego? I to też właśnie chciał Bóg, abyśmy pojęli, gdy każąc Mojżeszowi wstąpić na górę dla rozmowy z Sobą, kazał mu nie tylko wstąpić na nią samemu i pozo­stawić w dole synów Izraelowych, lecz także, aby żadne ze zwierząt nie pasło się naprzeciw góry (Exod. XXXIV, 3), dając tem do zrozumienia, że dusza, któraby miała wejść na ową górę doskonałości dla obcowania z Bogiem, nie tylko musi odstąpić wszystkich rzeczy i pozostawić je w dole, lecz także wszystkich pożądań czyli zwierząt, którym nie wolno jej pozwolić paść się naprzeciw tej góry, to jest innemi żywić je rzeczami niżeli samym Bogiem, w którym wszelkie pożą­danie ustaje, co jest stanem doskonałości. Tak podczas drogi, jako i we wnijściu potrzeba aby ustało; tem prędzej bowiem dostąpi go dusza, z im większą skwapliwością temu staraniu się odda. Dopóki zaś nie ustanie, nie podobna jej dojść do celu, pomimo ćwiczenia cnót, ponieważ brak im pełni dosko­nałości, zasadzającej się na posiadaniu duszy opróżnionej, ogołoconej i wolnej od wszelkiego pożądania.

Niezmiernie żywe wyobrażenie tej prawdy znajduje się w Księdze Ro­dzaju, gdzie czytamy, że Patrjarcha Jakób, chcąc wstąpić na górę Betel, aby zbudować na niej ołtarz ofiarny Bogu, trzy rzeczy nakazał wpierw ludowi swemu: Pierwszą, aby odrzu­cił wszelkie bogi cudze, drugą, by się oczyścił, trzecią, aby odmienił szaty swoje (Gen. XXXV, 2). Przez te trzy rzeczy rozumie się, że dusza, chcąca wnijść na ową górę i uczynić ze siebie samej ołtarz, na którym składałyby Bogu ofiarę czystej miłości, chwały i czci prawdziwej, przed wejściem na szczyt góry wypełnić ma doskonale trzy wymienione wa­runki. Pierwszy, odrzucić wszystkie bogi cudze, to jest, wszelkie obce umiłowania i przywiązania; drugi, oczyścić się z reszty pozostałych w duszy pożądań przez Noc ciemności zmysłów, o której była mowa, zapierając się ich i pokutu­jąc za nie odpowiednio; i trzeci, którego winna dopełnić, ażeby mogła wejść na tę górę wysoką, to jest odmienić szaty swoje. Jednakże Bóg po spełnieniu dwu pierwszych warunków, ze starych sam zmieni je na nowe, tchnąc w du­szę nowe zrozumienie Boga w Bogu. Nowe zaś to pojęcie człowieka i jego nowa miłość Boga w Bogu ogałacają wolę ze wszystkich jej starych ludzkich pragnień i upodobań, a duszę wprowadzają w nowe poznanie i otchłań rozkoszy, po odrzuceniu dawnych pojęć i wyobrażeń i usu­nięciu człowieka starego z przyrodzonemi mu właściwościami, a przyodzianiu go w wartości nowe, nadprzyrodzone, według wszelakiej wielmożności Jego.

 

W ten sposób działanie ludzkie zamienia się w Boże; a dostępuje się tego w stanie zjednoczenia, w jakim dusza służy za ołtarz, na którym Bóg sam jedynie uwielbion jest w miłości i chwale. Oto dlaczego rozkazał Bóg, by ołtarz ofiarny wnętrze miał próżne (Exod. XXVII, 8), ażeby pojęła dusza, jak opróżnioną pragnie ją mieć ze wszystkich rzeczy, by była godnym ołtarzem obecnego tamże Majestatu Jego, na którem też ani obcemu ogniowi płonąć, ani Swojemu przygasać nie pozwala. Jak kiedy Nadab i Abiud, synowie najwyższego kapłana Aarona, ofiarowali ogień obcy na ołta­rzu Jego, rozgniewany tern zabił ich przed samym ołtarzem (Lev. X, 1, ażebyśmy zrozumieli, że aby dusza godnym była ołtarzem, ani gasnąć w niej nie ma miłość Boża, ani się mie­szać z inną miłością obcą. Nie ścierpi Bóg, by z Nim razem przebywała rzecz inna. Stąd też czytamy w pierwszych Księ­gach Królewskich, że gdy Filistynowie wstawili Arkę Przy­mierza do zboru swego bożka, każdego rana zastawali go powalonego na ziemię, a w końcu skruszonego w kawałki. Jedno jedyne znosi On pożądanie ludzkie i pragnienie, by było tam, gdzie jest obecny, to pożądanie doskonałego za­chowywania prawa Bożego i dźwigania Chrystusowego Krzyża. Powiedziano bowiem w Piśmie św., że nie co innego kazał złożyć Bóg w Arce, gdzie była manna, jak tylko Księgę Prawa (Deut. XXXI, 26) i laskę Aarona, która jest wyobra­żeniem Krzyża (Num. XVII, 10). Albowiem dusza, która niczego innego nie pragnie, jak tylko doskonałego przestrze­gania prawa Pańskiego i dźwigania Chrystusowego Krzyża, istotnie stanie się Arką, zawierającą w sobie mannę prawdziwą, którą jest Bóg, skoro starać się będzie strzec dosko­nale jedynie owego praw a i laski, bez żadnej innej jakiejś rzeczy.

 

 


Św. Jan od Krzyża, Wnijście na Górę Karmelu.  WE LWOWIE Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

1) Migne, Patr. Lat. tom XL. pag. 866).

2) Lud bowiem pospolity, który był wyszedł z nimi, chciwością był zapalony, siedząc i płacząc, przyłączywszy k’ sobie syny Izraelowe i mówił: Któż nam da mięsa do jedzenia (Bibl. Wujka. Num. XL, 4)

 

1 komentarz do “Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 3) O konieczności Nocy ciemności dla duszy”

Skomentuj