Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 10) – jak dusza pogrążona ma być w ciemnościach, aby Wiara ją pewnie prowadziła

ROZDZIAŁ III

Mówi ogólnie, jak dusza ze swej strony również pogrążona ma być w ciemnościach, ażeby Wiara mogła wieść ją pewnie do szczytu kontemplacji.

Przypuszczam, że wyjaśniłem nieco, jako Wiara ciemna jest nocą dla duszy i jako dusza również ma być ciemną  czy pogrążoną w ciemnościach bez swego światła natural­nego, ażeby dać prowadzić się Wierze do wzniosłego celu zjednoczenia.

Lecz aby dusza spełnić to umiała, potrzeba będzie teraz objaśnić tę ciemność, której przestrzegać ma jak najdokładniej, ażeby wstąpić w ową otchłań Wiary. Przeto w rozdziale tym mówić będę ogólnie a następnie za łaską Bożą bardziej szczegółowo o sposobie, w jaki dusza ma się zachować, ażeby w niej nie błądzić, ani takiemu przewodni­kowi nie przeszkadzać.

Tak tedy, by dusza do tego stanu dała się pewnie prowadzić Wierze, zostawać ma w ciem­nościach nie tylko według tego, co się odnosi do stworzeń i doczesności i co stanowi część zmysłową i niższą (o czem już mówiliśmy), lecz także oślepić się ma i zaćmić według tego, co się odnosi do Boga i spraw duchowych, co stanowi część rozumną i wyższą, o czem teraz mówić będziemy.

Bo aby dusza dojść mogła do nadprzyrodzonego prze­mienienia się, jasnem jest, że pogrążyć się musi w ciem­ności i zniknąć wszystkiemu, co należy do jej przyrodzenia, które zmysłowe jest i rozumne zarazem.

Albowiem nadprzyrodzonem jest to, co wznosi się po­nad przyrodzone, które zostaje poniżej. Bo jako w każdym razie przemiana ta jest czemś, co nie może podpadać pod zmysły, ani też zdolność człowieczą, musi się ona opróżnić doskonale i dobrowolnie z wszystkiego, co może się w niej zawierać, wysokie byłoby ono czy niskie, wedle uczucia powiadam i woli, o ile to od niej zależy, bo co do Boga to ktoż Mu wzbroni czynić, co zechce w duszy oddanej ogołoconej i wyniszczonej?

AIe z wszystkiego musi się opróżnić, cokolwiek tylko byłoby w jej mocy, tak że nawet odnośnie do rzeczy nadprzyrodzonych pozostawać ma zawsze jakoby ogołocona z nich i tak ciemna jak ślepiec, trzymając się ciemnej Wiary i ją biorąc za światło i przewodnika, a nie rzecz jakąś z tych które pojmuje, w których smakuje, które odczuwa i wyobraża sobie.

Wszystko to bowiem jest mrokiem, który przyprawi ją o to, że zbłądzi albo się zatrzyma; natomiast Wiara jest ponad wszystko zrozumienie naturalne, upodobanie, odczucie i wyobrażenie. Jeżeli zaś nie staje się ślepą, powierzając się całkowicie jej ciemnościom, nie dochodzi do tego, co naj­wyższe, to jest do tego, czego uczy Wiara. Ślepiec, jeżeli niezupełnie ślepy, nie daje się wieść ufnie słudze swemu, lecz polegając na tej odrobinie wzroku, sądzi, że którąś tam stroną iść lepiej, ponieważ innych, lepszych nie dostrzega, a przeto zbłądzić może, mimo przewodnika, bo ostatecznie on raczej rozkazuje, nie sługa.

Tak jeśli dusza, by dążyć tą drogą, w swem zaznawa­niu i odczuwaniu Boga, opiera się na jakiejś wiedzy własnej; jakkolwiek ta byłaby znaczna, to przez to, iż jest za małą i niepodobną do wiedzy Bożej, łatwo błądzi albo utyka, bo niezupełnie zaślepiona jest w Wierze, która jest jej prawdzi­wym przewodnikiem. 1 to też chciał wyrazić św. Paweł, mówiąc: Credere enim oportet accedentem ad Deum, quia est (Zyd. XI, 6), co znaczy: Kto iść ma, spiesząc do zjednoczenia z Bogiem, potrzeba, by wierzył, że jest. Jakoby mówił: Kto dążyć ma do złączenia się z Bogiem w zjednoczeniu, ma iść, nie rozumiejąc, ani też powodując się upodobaniem ani odczuciem, ani wyobraźnią a tylko Wiarą, że jest, co nie podlega rozeznaniu, ni pożądaniu, ani wyobrażeniu, ani innemu jakiemuś uczuciu, ani w tem życiu zgłębione być nie może, tern bardziej, że naj­wznioślejsze, jakie mieć mógłby pojęcie Boga, dalekie jest nieskończenie od tego, czem jest Bóg i Jego czyste posiadanie.

Izajasz i św. Paweł mówią: Neque oculus vid.it, neque auris audivit, nec in cor hominis ascendit, quae praeparavit Deus iis, qui diligunt illum (1). Tego, co Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują, ni oko nigdy nie widziało, ni ucho nie słyszało, ni nie wstąpiło w serce ani myśl człowieka. Jakkolwiek więc w tem życiu dusza pożąda do­skonałego zjednoczenia w łasce z Tym, z którym w chwale zjednoczona ma zostać w drugiem, — o czem powiada św. Paweł, że oko nie widziało, ucho nie słyszało i w serce ciała nie wstąpiło, jasną jest rzeczą, że aby dojść do zjedno­czenia z Nim doskonałego w tem życiu przez łaskę i miłość, pogrążona ma być w ciemnościach przez pozbawienie się wszystkiego, co wniknąć w nią może przez oko i być przy­jęte przez ucho i co odtworzyć może wyobraźnią i pojąć sercem, które tutaj oznacza duszę.

Przeto ogromnie szkodzi sobie dusza w dojściu do tego wzniosłego stanu zjednoczenia z Bogiem, jeśli się ima jakiegoś pojęcia, odczucia, czy wyobrażenia, a także zdania, woli, lub środków swoich czy jakiegokolwiek działania, nie umiejąc się wyrwać i ogołocić z tego wszystkiego. Bo, jakośmy po­wiedzieli, to, do czego dąży, jest ponad to wszystko, cho­ciażby było najwznioślejszem z pojęć i upodobań i dlatego przedewszystkiem iść ma, nie pojmując.

Ponadto na tej drodze zejść ze swej drogi — znaczy wejść na drogę; lub by rzec lepiej, dążenie do celu z pominięciem swych środków jest osiągnięciem celu, do którego brak (nam) środków, to jest Boga.

Dusza bowiem, która do tego stanu dochodzi, już nie ma środków ani sposobów a tem mniej nie szuka ich, ani nie zdolna jest przywiązać się do nich.
Myślę tutaj o środkach pojmowania, zaznawania czy odczuwania, mimo, że wszystkie je w sobie zawiera, bo w ten sposób, iż nie ma żadnego, ma je wszystkie.

Albowiem mając odwagę wyjścia ze swoich granic przyrodzonych wewnętrznych jak i zewnętrznych, wchodzi w bezkresną dziedzinę rzeczy nadprzyrodzonych, które żadnego nie mają ze środków, w istocie swej mając je wszystkie. Stąd przybyć tutaj, znaczy odejść stamtąd i wyjść daleko z siebie: z tego, co niskie, do tego, co nad wszystko wysokie. Przestając tedy istnieć dla wszystkiego, co może wiedzieć i pojmować duchowo i naturalnie, dusza ma pragnąć całem pożądaniem dojść do tego, czego w tern życiu nie może pojąć ani ogarnąć swem sercem. I zostawiając poza sobą wszystko, czego duchem i zmysłami doznaje i odczuwa i czego jest zdolna używać i czuć w tem życiu, pragnąć ma calem pożądaniem dojść do tego, co wszelkie odczucie i wszelkie upodobanie przewyższa. Aby zaś zostać dlań wolną i próżną, żadną miarą nie ma brać w posiadanie niczego, cokolwiek przyjmuje w siebie duchem czy zmysłami, (jak objaśnimy następnie, gdy mówić będziemy o tem szczegó­łowo), żadnej do tego nie przywiązując wagi.

Im bardziej bowiem myśli, że jest coś, co rozumie, czego doznaje i co sobie wyobraża i im bardziej to ceni  duchowe ono czy nie, tem bardziej oddala się od najwyższego dobra i opóźnia się w drodze do niego; o ile zaś mniej myśli, że to jest wszystko, co może posiadać, jakkolwiek wzniosłe byłoby ze względu na dobro najwyższe, tern więcej liczy na nie i bardziej je ceni, a co za tern idzie, tem bar­dziej śpieszy ku niemu.

Tak to w ciemnościach zostająca dusza szybko się zbliża do zjednoczenia przez Wiarę, również ciemną i tym sposobem sama Wiara daje jej światło prze­dziwne.

To pewne, że gdyby dusza chciała przejrzeć, gorzejby jeszcze oślepła wobec Boga, jak ów, co oczy otwiera, by w słońcu blask wielki podziwiać. Dlatego na tej drodze, starając się, ile możności, być ciemnym, widzi się światło według tego, co Chrystus Pan nasz temi słowy wyraża w Ewangelji: In judicium ego in hunc mundum veni: ut qui non videntr videant, et qui vident, coeci fiant, — na sądem ja przyszedł na ten świat: aby ci, którzy nie widzą, widzieli, a którzy widzą, ślepymi się stali (Jan. IX, 39), co w dosłownem brzmieniu odnosi się do tej drogi duchowej, a przeto wiedzieć trzeba, że dusza, która zostaje w ciemności, pozba­wiona swych wszystkich świateł przyrodzonych, widzieć bę­dzie w sposób nadprzyrodzony; ta zaś, któraby chciała trzymać się jakiegoś światła własnego, tem gorzej ociemnieje i utknie na drodze zjednoczenia.

Byśmy zaś dalej postępować mogli bez pogmatwania, zdaje mi się koniecznem wy­łożyć w następnym rozdziale, czem jest owo tak zwane zjednoczenie duszy z Bogiem; zrozumienie bowiem tego rzuci wiele światła na to, o czem dalej mówić będziemy, a przeto myślę, że dobrze będzie omówić je tutaj, jako na miejscu właściwem. Bo choć się zerwie wątek dotychczasowych rozważań, nie będzie to nie na czasie, bo przyda się tutaj ku rozjaśnieniu tego, o czem będzie mowa, a tak rozdziałem poniższym posłużymy się nawiasowo, poczem wrócimy do szczegółowego omawiania trzech władz duszy w związku z trzema cnotami teologicznemi, odnośnie do owej drugiej Nocy ducha.

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 10) – Wiara jest Nocą ciemności duszy


Św. Jan od Krzyża, Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

1) Święty nie cytuje tu dosłownie ani Izajasza ani św. Pawła, tylko myśl przewodnią obydwu (Iz. LXIV, 4; I Kor. II, 3). (Przyp. tłum .).

Skomentuj