Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 11) – Co to jest zjednoczenie duszy z Bogiem

ROZDZIAŁ IV.
W którym objaśnia, co to jest zjednoczenie duszy z Bogiem
Tłumaczy to przez porównanie.

 

Z tego, co powiedzieliśmy dotąd, można już do pewnego stopnia pojąć, czem jest to, co się tu określa mianem zjednoczenia duszy z Bogiem, a przeto lepiej zrozumieć co o niem powiemy.

Nie mam obecnie zamiaru mówić o jego częściach od­dzielnych; znaczyłoby bowiem nigdy nie skończyć, jeślibym teraz założył sobie objaśniać, czem jest zjednoczenie umysłu a czem woli i pamięci, jakiem jest ono przemijająco a ja­kiem stale we władzach pomienionych; następnie czem jest zjednoczenie całkowite, przemijające lub stałe, odnośnie do tychże władz; to bowiem, posuwając się krok za krokiem, omawiać będziemy jedno po drugiem w toku rozprawy. Na teraz więc nie w porę byłoby tłumaczyć to, co mamy tu o niem powiedzieć i wiele lepiej wyjaśni się to w miejscach właściwych, gdy w miarę omawiania przedmiotu będziemy mieli żywy jego przykład wraz z jednoczesnem pojęciem, przy czem zrozumie się i określi rzecz każdą i lepiej się ją rozsądzi.

Obecnie mówię jedynie o zjednoczeniu całkowitem i stałem odnośnie do istoty duszy i jej władz, o ile chodzi o stan bierny ciemnego zjednoczenia; albowiem co do czynnego, o tym później powiem, przy pomocy łaski Bożej, iż nie mamy i nie podobna nam mieć zjednoczenia stałego we władzach w tern życiu, a tylko przemijające.

 

Iżby więc pojąć, jakiem jest to zjednoczenie, o którem mówimy, wiedzieć należy, że Bóg w każdej duszy, chociażby największego w świecie grzesznika, przebywa i obecny jest substancjalnie. A sposób ów zjednoczenia zachodzi zawsze pomiędzy Bogiem a wszelkiemi rzeczami stworzonemi, na czem zachowanie istnienia ich polega, — tak, że gdyby zjednoczenia tego zabrakło, natychmiast zniweczone przestałyby istnieć.

 

A przeto, kiedy mówimy o zjednoczeniu duszy z Bo­giem, nie mówimy o owem substancjalnem, które zachodzi zawsze we wszelkich stworzeniach, a tylko o zjednoczeniu i przemienieniu duszy w Boga przez miłość.

To jednak nie zawsze zachodzi, a tylko jedynie w razie podobieństwa z miłości i dlatego zjednoczenie to nazwiemy zjednoczeniem przez podobieństwo, jak tamto, zjednoczeniem substancjal­nem lub esencjalnem; tamto naturalnem a to nadnaturalnem.
To ostatnie ma miejsce wówczas, gdy dwie wole, t. j. wola duszy i wola Boża zgodne są z sobą i niema w nich ani jednej rzeczy, któraby sprzeciwiała się drugiej.

Przeto, gdy dusza odrzuci od siebie najzupełniej to, co sprzeciwia się i nie zgadza z wolą Bożą, przemieniona zostaje w Boga przez miłość. Rozumie się nie tylko pod względem działania, ale i usposobienia, czy stanu, tak, że nie tylko nie ma wykonywać aktów dobrowolnie niedoskona­łych, lecz także usposobienie do jakichkolwiek niedoskona­łości winna usunąć.

 

Ponieważ zaś wszelkie stworzenie i wszelkie jego czyn­ności i właściwości w żadnym nie stoją stosunku, nie dosięgają tego, czem jest Bóg, dlatego musi dusza ogołocić się z wszelkiej przyrodzoności czynów i właściwości swoich. Ma się rozumieć, pod względem swych pojęć, upodobań i uczuć, by odrzuciwszy wszystko niepodobne i niezgodne z Bogiem, zdołała przyjąć podobieństw o Boże. Albowiem gdy nie zostanie w niej nic, co by nie było wolą Boga, tem samem przemienia się w Boga. Stąd, chociaż prawdą jest, że — jakośmy powiedzieli — Bóg zawsze jest w duszy, dając i zachowując istnienie jej naturalne obecnością Swoją, przecież nie zawsze udziela jej istnienia nadnaturalnego.

Ono bowiem jedynie przez miłość i łaskę udzielone być może, w której nie wszystkie dusze pozostają; a te, które zostają, nie w jednakowym pozostają stopniu, bo jedne mają mniejszy, a inne większy stopień miłości.

Dlatego takiej duszy Bóg bardziej się udziela, która jest bardziej dosko­nała w miłości, to jest, ma wolę zgodniejszą z wolą Bożą. Ta zaś, która zupełnie ma ją uzgodnioną i podobną, zupeł­nie zjednoczona jest i przemieniona w Boga sposobem nad­przyrodzonym.

 

Stąd, jakeśmy już tłumaczyli, o ile dusza grubiej jest odziana w przyrodzoność i właściwości jej pod względem czynu i stanu, tem mniej ma zdolności do takiego zjedno­czenia, bo nie dopuszcza, by Bóg przemienił ją w nadprzyrodzoność.

 

Dusza przeto niczego więcej nie potrzebuje, jak ogo­łocić się z tych przeciwieństw i niepodobieństw przyrodzo­nych, ażeby Bóg, który udziela się jej w sposób przyro­dzony przez naturę, udzielał się jej w nadprzyrodzony przez łaskę.

I to jest, co chciał wyrazić św. Jan, mówiąc: Qui non ex sanguinibus, neque ex voluntate carnis, neque ex voluntate viri sed ex Deo nati sunt (Jan. I, 13). Jakoby mówił: Rzekłem, iżby się stali synami Bożymi, to jest, mogli prze­mienić się w Boga, jedynie do tych, którzy nie z krwi, to jest, nie ze związków i połączeń naturalnych się narodzili, zarówno jak z woli ciała, to jest za sprawą zdolności i wła­ściwości przyrodzonej, ani tern mniej z woli męża; w czem się zamyka wszelka miara i jakość sądów i pojęć umysło­wych: do nikogo z tych nie powiedziałem, jakoby mogli stać się synami Bożymi w całej doskonałości, a tylko do tych, którzy narodzili się synami Boga; oni to bowiem, gdy się odrodzą przez łaskę, po umorzeniu przedtem człowieka starego, wznoszą się ponad siebie do tego, co nadprzyro­dzone, przyjmując od Boga takie odrodzenie i usynowienie, które jest ponad wszystko, cokolwiek da się pomyśleć.

Bo tak tenże św. Jan powiada na innem miejscu: Nisi quis renatus fuerit ex aqua et Spiritu Sancto, non potest introire in regnum Dei (Jan III, 5). Co znaczy: jeśli się kto nie od­rodzi z Ducha Świętego, nie będzie mógł widzieć Królestwa Bożego, które jest stanem doskonałości. Odrodzić się zaś w tern życiu doskonale z Ducha Świętego, znaczy mieć duszę jak najpodobniejszą do Boga pod względem czystości, bez żadnej domieszki tego, co niedoskonałe, co spowodo­wać może prawdziwą, choć nie istotną, przemianę przez uczestnictwo w zjednoczeniu.

 

Żeby zaś lepiej zrozumieć jedno i drugie, podajmy przykład: oto promień słoneczny pada na taflę szklaną; jeśli jest ona osnuta warstwą brudu i skaz, nie będzie mógł jej prześwietlić ani przemienić w zupełności w swe światło, jakby uczynić to mógł z wolną od tego zbrukania i przej­rzystą. Nadto o tyle słabiej ją prześwietli, o ile mniej ogołocona będzie z owych zasłon brudu, a przeto nie stanie się promieniem słońca, tylko zostanie sobą. Przeciwnie, jeżeli będzie czysta i bez skazy, promień tak przemieni ją i prze­świetli, że samym będzie zdawać się promieniem i to samo wydawać światło, mimo że jeszcze jako tafla szklana, choć się wydaje jedynie promieniem, zachowuje naturę swoją odeń różną, tak, że powiedzieć można, iż ta tafla szklana jest promieniem czy światłem przez uczestnictwo.

 

Podobnie dusza jest jak tafla szklana, na którą zawsze pada, lub — by rzec lepiej — w której zawsze przebywa owo Boskie światło bytu Bożego przez naturę, jakeśmy po­wiedzieli. Kiedy więc dusza uczyni miejsce, to jest, usunie z siebie wszelką zasłonę i zmazę stworzenia, co się zasadza na doskonałem zjednoczeniu woli z wolą Bożą, — (albowiem jest dziełem miłości pozbawić się i pozbyć dla Boga wszystkiego, co nie jest Bogiem), zostaje natychmiast prze­świetlona i przemieniona w Boga.

 

A tak obficie udziela jej Bóg bytu Swego nadprzyro­dzonego, że zdaje się, iż jest samym Bogiem i posiada to, co posiada sam Bóg. Zjednoczenie zaś owo ma miejsce, gdy Bóg uczyni duszy tę najwyższą łaskę, że wszystkie rzeczy Boże wraz z duszą tworzą jedno w przemianie przez udział, dusza zaś bardziej Bogiem być się zdaje niż duszą, stając się Nim przez uczestnictwo. Mimo przemiany jednak istnienie jej przyrodzone różne jest od Bożego jak pierwej, tak samo jak tafla szklana odmienne je ma od promienia który ją prześwietla.

 

Stąd jaśniejszem teraz się staje, że zdolność do tego zjednoczenia nie polega na pojmowaniu ze strony duszy, ni zaznawaniu, ni uczuwaniu, ani też wyobrażaniu sobie przez nią istoty Bożej, lub na innej jakiejś rzeczy, a tylko na czystości i miłości, co jest ogołoceniem i poddaniem się doskonałem we wszystkiem samemu Bogu.
Tak jak nie może nastąpić doskonała przemiana, jeśli nie ma doskonałej czystości, podobnie i stopień prześwietlenia, oświecenia i zjednoczenia duszy z Bogiem jest większy lub mniejszy odpowiednio do niej. Nie dostąpi, powtarzam, zupełnego zjednoczenia, pokąd ze wszystkiego nie zostanie oczyszczona i najzupełniej przejrzysta.

 

Wyświetla to również i takie porównanie: weźmy jakowyś obraz wielce doskonały, o wielu bardzo wysokich zaletach i przedziwnej delikatności barw niekiedy tak zwiew­nej, że niepodobna opisać ich dostatecznie dla subtelności ich i wyborności. W obrazie tym, ktoby miał wzrok przesło­nięty i przyćmiony, mniej się dopatrzy wdzięków i zalet, a ktoby posiadał cośkolwiek czystszy, ten i doskonałości jego dojrzy więcej; inny zaś, któryby miał go jeszcze czyst­szym, jeszcze więcej, a w końcu taki, który by tę w ładzę posiadał w stopniu najwyższym, najwięcej dojrzy subtelności i zalet, tyle jest bowiem do oglądania w obrazie, iż mimo że się wiele zobaczy, więcej jeszcze do widzenia zostaje.

 

To samo, rzec by można, zachodzi między duszami a Bogiem w tem rozjaśnieniu czyli przemianie. Bo chociaż prawdą jest, że dusza według swej małej lub wielkiej zdol­ności dojść może do zjednoczenia, jednak nie wszystkie one dochodzą doń w stopniu równym. To bowiem, czego Pan każdej z nich udzielić pragnie, jest miarą, według której widzą Go w niebie, tak iż jedne oglądają Go doskonalej, a inne mniej doskonale, lecz wszystkie widzą Boga i wszystkie zadowolone są i zaspokojone, albowiem zadowolona jest zdolność ich, według większej lub mniejszej zasługi.

Stąd w tem jeszcze życiu znaleźlibyśmy niektóre dusze równie zadowolone i spokojne w swoim stanie doskonałości i każda byłaby zaspokojona, a przecież mogłaby jedna z nich stać o wiele stopni wyżej niż druga w tem zjednoczeniu i równie byłyby zaspokojone, o ile miałyby zaspokojoną zdolność swoją. Jednakże dusza, która nie dąży do czystości odpo­wiednio do uzdolnienia swego, nigdy nie osiąga prawdzi­wego pokoju i zadowolenia, dlatego, iż nie dosięgła ogoło­cenia i opróżnienia we władzach swoich, jakiego wymaga zupełne zjednoczenie z Bogiem.

 

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 10) – jak dusza pogrążona ma być w ciemnościach, aby Wiara ją pewnie prowadziła


Św. Jan od Krzyża, Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

Skomentuj