O rozpoznawaniu duchów
Nauka Katolicka

O rozpoznawaniu duchów – Kard. J.Bona. cz.IV – Poruszenia niejasne i wątpliwe

Albowiem miłość własna tak nieraz zaślepia umysły ludzkie, że sądzą fałszywie, iż się znajdują na dobrej drodze; podczas kiedy krokiem przyspieszonym pędzą drogą zatracenia. Również często zachodzi takie podobieństwo pomiędzy cnotą, a występkiem, że niekiedy bierzemy gniew za gorliwość, upór za wytrwałość, a miłość własną, za miłość Bożą.

Zdarzają się poruszenia niejasne i podejrzane, o których zachodzi wątpliwość, od jakiego
ducha pochodzą. Jak się w takich wypadkach zachować? Kilka wskazówek do ich rozpoznania. O nadzwyczajnych sposobach życia niektórych osób i o darze łez.

I. Koroną całej nauki o rozpoznawaniu duchów i jakoby podwaliną, na której się
cały jej gmach opiera, jest nietylko odróżnienie dobrych duchów od złych, lecz także
rozpoznanie wątpliwych i niejasnych i przypisanie ich temu źródłu, z którego pochodzą. Znakomicie wyraża się o tem Salomon: Jest drogą, która się zda człowiekowi sprawiedliwemu, ale koniec jej prowadzi do śmierci (Przy p., XIV, 12.).

Albowiem miłość własna tak nieraz zaślepia umysły ludzkie, że sądzą fałszywie, iż się znajdują na dobrej drodze; podczas kiedy krokiem przyspieszonym pędzą drogą zatracenia. Również często zachodzi takie podobieństwo pomiędzy cnotą, a występkiem, że niekiedy bierzemy gniew za gorliwość, upór za wytrwałość, a miłość własną, za miłość Bożą. Wspiera nas w tym obłędzie i nasuwa zbyteczną troskliwość o wygody ciała i wir wzburzonych namiętności i rozum przyćmiony. To też w skutek tego pokładamy ciemności za światłość, a światłość za ciemność, gorzkie zmieniamy za słodkie a słodkie za gorzkie. (lz., V, 20.)

Jest to przepaść, nie dająca się zgłębić inaczej, jak tylko za pomocą łaski Bożej. To też musimy nieustannie baczyć na to, jaki prąd nami kieruje. Święty Grzegorz uczy, że na dwie rzeczy mamy w tej mierze szczególniej uważać. Po pierwsze, aby dusza  nie czyniła tego, co za złe uznała. Powtóre, aby pożądliwość cielesna; nie przybrała postaci rzekomo dachowej i nie przedstawiła nam tego za cnotę, co jest występkiem. Gdyż trzeba wiedzieć, że wady mające pozór cnoty są gorsze niż te, które zaraz na pierwszy rzut oka jako takie występują; bo te ostatnie sprowadzają zawstydzenie i wiodą do pokuty; pierwsze zaś nietylko nie dadzą się upokorzyć ku pokucie, ale owszem ubijają w pychę swego właściciela pozorami cnoty‚ (Hom. 5. in Ezech).

Z tej rady jasno wynika, żeśmy powinni każde poruszenie jak najtroskliwiej badać, aby złego nie wykonać pod pozorem dobrego, lub nie odrzucić dobrego pod pozorem złego. Obydwie ostateczności są zarówno szkodliwe: tak Bogu, pukającemu do serca, z obawy przed szatanem nie otworzyć jako też i wpuścić doń wroga w mniemaniu, że się przyjmuje Ducha Bożego.

Niechaj, puka kto chce; nie otwierajmy mu natychmiast, ale idźmy za roztropnością świętych i badajmy skrzętnie naszych gości, a przedewszystkiem tych dwuznacznych, o których pochodzeniu wątpimy.

Następujące wskazówki posłużą do tego rozpoznania i uniknięcia błędu.

 

1. Cokolwiek trąci naturą chociażby samo w sobie było dobre, jest podejrzane.
Ilekroć tedy zabieramy się do czegoś dobrego, a odczuwamy do tego popęd w niższych
władzach, powinniśmy go poskromić, a oczyściwszy z jego wpływu rozum i wolę, idąc za łaską uprzedzającą i w spierającą, przystępujemy do dzieła. Bo jeżeli przy wykonaniu dzieła podanego nam przez Ducha Bożego przymiesza się coś naturalnego uczucia,
natenczas blask czystej cnoty brudzi się tem, jak błotem.

 

2. Pewniejsze jest to natchnienie, kiedy tylko wola bywa poruszona, bez wszelkiej uprzedniej czynności wyobraźni i rozumu.
Zdarza się to wtenczas, kiedy Pan Bóg równocześnie oświeca umysł, a wolę wewnętrznie porusza. Sam tylko Bóg może od wewnątrz poruszać skutecznie i zmieniać wolę, jak uczy święty Tomasz; od zewnątrz zaś i bez koniecznego skutku może i anioł wpływać na wolę, przedstawiając jej przedmiot czynności, albo też w zbudzając odpowiednie popędy. Nie mówię bynajmniej, iżby można było wpływać na wolę bez wszelkiego współpracowania rozumu, ale myślę tu o braku takiej pracy rozumu, jaka się zwyczajnie siłami natury wykonywa. Czy jednak w zachwyceniu może wola bez uprzedniego poznania wzbudzać akty miłości, albo, czy rozum może bez wszelkiego uwzględnienia odpowiednich wyobrażeń zwrócić się ku swemu przedmiotowi, o tem to czy się głośny spór, który jednak nie należy do naszego przedmiotu.

 

3. Dwuznaczne jest natchnienie i tylko z trwogą i bojaźnią powinno się je przyjmować. jeżeli pobudza do objęcia dusz kierownictwa.
Aby uniknąć niebezpieczeństwa, i zastrzedz się w przyjmowaniu wysokiech godności, nie należy ich przyjmować, jak tylko za szczególniejszem objawieniem Bożem, albo pod ścisłem posłuszeństwem, lub w reszcie za radą świątobliwego i roztropnego męża, któremu by nie były tajne wszystkie trudności owego stanu.

 

4. Zdarza się niekiedy, że łaski i pociechy duchowe dostają się także ciału według słów Psalmisty: Serce moje i ciało moje rozweseliły się w Bogu żywym (Ps., LXXXIII, 3.). Jak bowiem ciało omdlewa, kiedy się dusza smuci, tak też i w wewnętrznych pociechach mają udział zmysły. Dzieje się to z dopuszczenia Boskiego szczególniej u osób jeszcze niedoskonałych, a to w tym celu, aby przejęte oną słodyczą, stroniły od pociech światowych. Jednakże i te pociechy podlegle są złudzeniom i podstępom szatańskim; one to zrodziły błędy Illuminatów i bezeceństwa Beguardów.

Doktor Seraficki naucza, że wielu, uwiedzionych już to przez zwodnicze duchy. już to własnem błędnem pojęciem, mniema źe się im objawia Pan Jezus, albo Jego Najświętsza Matka i że nie tylko uściskami i pocałunkam i ich obsypują, ale nawet i innymi jeszcze poufalszym i oznakami czułości otaczają ich ciało stosownie do tych pociech, jakie wewnętrzne odbiera dusza. Jest to nie tylko fałsz, ale i bluźnierstwo. Cokolwiek niżej dodaje: Nie wiem, co sądzić o tych, którzy przy każdej duchowej słodyczy plamią się odczuwaniem zmysłowej rozkoszy. To tylko jest dla mnie pewnem, że wolałbym się obyć bez kwiatów, gdybym je musiał zbierać w kale błotnistym. A jak nie śmiem potępiać tych, którzy mimowolnie plamią się niekiedy wśród pociech duchowych zmysłowem uczuciem, tak nie umiem usprawiedliwić tych, którzy ku takiem uczuciu znajdują upodobanie dobrowolne, bezwzględnie na ich możliwe intencye (Bonav. Do process Relig. tr.7. c.18).

5. Kiedy ktoś odbiera wewnętrzne natchnienie do jakiego czynu, natenczas należy zbadać nie tylko sam czyn: czy jest dobry i zgodny z przykazaniami Boskimi i kościelnymi; ale także czy odpowiada stanowi i położeniu dotyczącej osoby; czy nie zakrawa na coś wyróżniającego się, zabobonnego, lub płochego.

Bo duch Boży jest poważny, a jego działanie je st zawsze zastosowane do światła i łask, jakimi jest obdarzona dusza.
Kto lekkomyślnie przekracza tę miarę, naraża się na nieprzeliczone niebezpieczeństwa.
Również nie należy czynów i słów tylko w nich samych badać, lub też sądzić je wyłącznie
według wzoru świętych; lecz przedewszystkiem należy zważać na źródło, czyli na pobudkę, dla której się coś czyni, lub mówi. Wszakże święty Marcin wypowiedział był przed śmiercią te słowa: Panie, jeżeli jestem jeszcze potrzebny dla Twego ludu, nie wzdrygam się przed pracą. Jednakże tych samych słów nie odważyli się powtórzyć tacy święci mężowie, jak Filip Neryusz i Franciszek Salezy; pierwszy pod wpływem miłości, drugi wiedziony pokorą. Święty Franciszek raz udawał głupiego, aby doznać wzgardy; kiedyindziej znowu sam podawał swą szatę do pocałowania, aby był uczczony, rozumie się nie on sam, ale Bóg w nim. Swięty Hilaryon nie domagał się czystego habitu,, a święty Bernard życzy go sobie i zaleca. Tak więc do należytego sądu, potrzeba rozpoznania, jakim się kto duchem powoduje z jakiej wychodzi zasady i jaka jest najbliższa i właściwa pobudka jego słów i czynów.

 

6. Podejrzane to jest natchnienie, które pobudza do życia wyróżniającego się od
innych i do czynów niezwykłych i nadzwyczajnych.  Niczego bowiem nie potępiają
bardziej Ojcowie święci, szczególnie u osób zakonnych, jak wszelkie wyróżnianie się od innych. Ojciec zakonników, św. Benedykt, zakłada ósmy stopień pokory na tem, aby zakonnik nic nie czynił, jak tylko to, co ogólna reguła zakonna albo przykłady przełożonych polerują  (Bened. reg. c. 7,). Również powszechne było zdanie dawnych zakonników, jak świadczy Kassyan, że wyróżnianie się od innych jest szkodliwe i jest raczej dowodem próżności, niż cnoty.  Przyczyną tego jest najpierw wzgląd na ojcowską opatrzność Bożą, która ustanowiła życie wspólne dla dobra tych, których postanowiła zbawić, a która wszystkich prowadzi w największej części po równej, prostej i utartej drodze.

Powtóre wzgląd na złość szatana, który zachęca do tego, co nowe, ciekawe i niezwykłe, co budzi podziw i jedna opinią świętości. On to skłania nas do przekraczania granic, jakie nam wytknęli praojcowie, abyśmy tem łatwiej odbiegli od gruntownych cnót, a pędzili za próżnością.

Po trzecie wzgląd na słabość naszej natury, któraby chciała przez nadzwyczajne ćwiczenia wynieść nas ponad drugich, byśmy niebyli jako inni ladzie (Łuk. , XVIII, II. ).

Po czwarte, ze względu na sam przedmiot wyróżniania się ponad innych, to jest na owe nadzwyczajne czyny, które już dlatego samego, że są rzadkie, są zarazem niejasne i podległe złudzeniom i zawodom. Ponieważ jednak wiemy z Pisma świętego i doświadczenia, że niekiedy powołuje duch Boży do takich nadzwyczajnych i cudownych dzieł, przeto nie należy potępiać porywczo każdego natchnienia w tym rodzaju. Tak na przykład, polecił ten duch Abrahamowi, aby syna zabił na ofiarę; Izajaszowi, aby nie całkiem ubrany chodził po wsiach i ulicach miasta; Eliaszowi poddał myśl, aby prosił o ogień z nieba, który pochłonął pięćdziesięciu mężów. Niektórych męczenników natchnął, aby się sami w obronie wiary rzucili na stos rozpalony. Daniela i Szymona, słupników, pobudził od pędzenia życia na wysokim słupie, a wielu innych do spełniania osobliwszych czynów, które mamy podziwiać ale nie naśladować.

Po tem zaś poznamy, że natchnienie, pobudzające do czynów niezwykłych i cudownych, pochodzi od Boga, jeżeli osoba, otrzymująca je, odznacza się wysoką świątobliwością, bo takie natchnienia zawsze sprowadzają nadzwyczajną świętość i cnoty w stopniu heroicznym. Takim samym dowodem jest, jeżeli taka osoba znosi cierpliwie wszelkie przykrości; bo na cierpliwości i męstwie opiera się głównie duch chrześciaństwa, a pierwszorzędnym jego hasłem jest ukrzyżowanie i wyniszczenie starego człowieka (Rzym VI, 6). Dalej uważać należy na siłę onej pobudki, skłaniającej do czynów nadzwyczaj wielkich. Jest ona bowiem nie raz tak mocną i gwałtowną, że porywa za sobą i pociąga serce i umysł człowieka. Mamy na to przykład w nawróceniu świętego Pawła. Dalszym znakiem natchnienia Bożego jest to, że nie narusza pokoju i ciszy serca, gdyż stało się w pokoju miejsce jego  (Ps. LXXV. 3).

Nikomu zaś nie wolno dążyć do takich wielkich i nadzwyczajnych dziel, chybaby mu o tem wyraźnie zaświadczył Duch święty, że go Bóg do takich rzeczy powołuje i pociąga. Wreszcie do należytego ocenienia duszy, pobudzanej do tego rodzaju przedsięwzięć, trzeba poznać; jak mówi Job, na której drodze światłość mieszka i którą drogą się rozchodzi  (Job, XXXVIII, 19, 24.). Tego zaś nie można dokazać bez pomocy Boskiej, którą ten tylko mieć może, kto Boga posiadł i Bogu całkowicie się oddał. Ponieważ zaś tak a łaska znachodzi się w bardzo nielicznych wypadkach, przeto należy być bardzo ostrożnym w sądzeniu, że Pan Bóg chce szczególnymi drogami prowadzić jakąś duszę wybraną.

Owszem należy raczej uwielbiać niezbadane wyroki Boże i jak najsilniej prosić o ducha dobrego, albowiem duch wszystko wypatruje i głębokości Boże  (I. Korynt., II, 10.). To też słusznie powiada święty  Grzegorz: Światło dochodzi nas w tem życiu cząstkowo, bo go nić mamy bez przerwy do poznawania wszystkiego. Jedno bowiem pojmujemy tak, jak jest samo w sobie; inne zaś poznajemy częściowo, to jest o tyle, o ile padnie na nas i na sam przedmiot światło niebieskie; inne zaś części tego samego przedmiotu pozostają dla nas niezrozumiałe. Dopiero wtenczas nie będziemy potrzebowali światła przychodzącego, kiedy dusze nasze, do Boga wzniesione, przejmą się całkowicie Jego blaskiem (Libr. 29. mor. c. 12.).

 

7. Ludzie, kierujący się duchem Bożym, doświadczają na sobie dziwnej opatrzności
i przekonywują się, że im Pan Bóg takie nakłada ciężary, jakich im sił użycza do
dźwigania takowych. Pokładający zaś ufność w swoich własnych siłach, co oczywiście
albo z własnego, albo ze złego ducha pochodzi, doznają większych i częstszych zawodów
z braku dostatecznych sił. Wszak wierny jest Bóg, który nie dopuszcza kusić nas nad to, co możemy, ale z pokuszeniem czyni także wyjście, abyśmy mogli znieść (I. Korynt, X , 13.).
Swięty Efrem objaśnia powyższe zdanie bardzo trafnym przykładem. Jeżeli ludzie, powiada on, obdarzeni tą odrobiną rozumu i serca, mogą poznać i określić, jak wielkie brzemię i ciężar zdoła udźwignąć którekolwiek ze zwierząt, jak n.p. muł albo wielbłąd, i tylko taki ciężar im nakładają, jaki unieść mogą, to o ileż dokładniej pozna Bóg, niezmierzony i nieogarniony w swej mądrości, jakich doświadczeń i pokus potrzeba tym duszom, które podobać się mu pragną (Tract, de patient, tom. 1.). Tym zaś, co zbytecznie ufają w swoje siły, pozwala Pan Bóg upaść i ponieść klęskę, aby się nauczyli nie rozumieć wysoko, ale się bać (Rzym , XI, 20.)

 

8. Wewnętrzny wpływ Boży na duszę i połączona z nim pociecha nie długo trwa, gdyż dusza zaraz po odbiciu się od niej promieni niebieskich powraca do siebie i popada w dawny stan naturalnej nędzy. Stąd to bardzo podejrzanym wydaje się duch tych ludzi, którzy się chełpią czynnem i nieustającem zjednoczeniem z Bogiem. Czytamy w objawieniach świętego Jana, że się stało milczenie na niebie, jakoby pół godziny (Apok., VIII, 1.) a Hajmo i Anspertus twierdzą, że to ma oznaczać krótkość łaski kontemplacyjnej, jakiej Bóg udziela świętym w tem życiu doczesnem. Podobnie też i święty Grzegorz objaśniając te słowa Joba : A gdy duch szedł przybytności mojej, ustały włosy ciała mego (Job. IV. 15), powiada: Duch Boży nie stoi, lecz przechodzi, bo łaska kontemplacyi i oświeca nas światłem niebieśkiem i skoro pod jego wpływem słabniemy, natychmiast je zakrywa. Dokąd bowiem na tym świecie żyjemy, chociażbyśmy doszli do najwyższej doskonałości, przecież zawsze bodziec skażonej natury odczuwać musimy (Libr. 5. mor. c. 23.)

Wprawdzie czytamy o niektórych wielkich świętych, że przez kilka godzin, a nawet przez parę dni, trwali w doskonałem zjednoczeniu z Bogiem; lecz to jest bardzo rzadkim wyjątkiem. Zdarzają się i tacy, co ilekroć wchodzą w siebie samych, bardzo łatwo popadają w zjednoczenie się z Bogiem; ale nie jest to owe ciągłe i nieprzerwane zjednoczenie, jak nie jest jednem i tem samem, mieć każdej chwili wolny przystęp do monarchy, a rzeczywiście bez przerwy z nim rozmawiać. Tak też i Słowo Boże przychodzi do duszy, kiedy się mu podoba, jakoby ją nawiedzało rano, a natychmiast ją doświadczało ( Job, VII. 18), opuszczając ją znowu tak, że ona w największem upragnieniu musi powtarzać : Wróć się mój miły (Pieśń Sal. II 17)

(…)

9. Zdarza się czasem, że do świętych i Boskich natchnień przymiesza się niekiedy w skutek słabości ludzkiej łub złości szatańskiej jakiś błąd lub pomyłka, tak jak nasz rozum niekiedy z najlepszych zasad wyciąga fałszywe wnioski. Liczne dowody na to mamy w Piśmie świętem.(…) Święty Grzegorz W. i inni autorowie twierdzą, że Elifaz Tamanitczyk miał prawdziwe objawienie Boże, lecz go nadużył w dyspucie z Jobem , oskarżając go o bezbożność. Podobnie i Kassyan podaje bardzo liczne a smutne przykłady, że wiele osób pobożnych nawet po długiem i bardzo umartwionem życiu pustelniczem, wskutek nieoględnej gorliwości, bardzo nisko upadło i wyprowadza z tego ten wniosek niezbity, że wszystkie poruszenia wewnętrzne należy poddawać pod dojrzały i wytrawny sąd starszych i postępować według ich zdania.

 

10. Widocznie nie z Boga pochodzi duch tych osób, które rzekomo bez ustanku wśród pociech duchowych pozostają, gdyż to nieprzerwane używanie radości jest udziałem ojczyzny niebieskiej, a nie ziemi wygnania.
To też należy wglądnąć głębiej w ich życie i obyczaje, czy i jak długo byli jak złoto w piecu rozpalonym doświadczani różnymi utrapieniami, czy owe pociechy istotnie prowadzą ich do postępu w cnotach, czy ich utwierdzają w pokorze. Jeżeli zaś nie wydają żadnego owocu, albo tylko nieznaczny, słusznie należy je podejrzywać.

Również podejrzywać należy tego, kto się chełpi, że za pomocą wewnętrznego natchnienia poznaje stan dnchowy innych osób i to tem bardziej, jeżeli sam nie jest człowiekiem ugruntowanym w cnocie i jeżeli ta jego przenikliwość ma cechy próżności i nie zmierza do zbawienia bliźnich i do chwały Bożej.

 

11. Osoby twierdzące, że je Pan Jezus, albo anioł, lub Najświętsza Panna różanymi wieńcami ukoronowali; albo, że im podali pierścień na palec lub łańcuch drogi włożyli na szyję, należy uznać za złudzone chorobliwą wyobraźnią, albo też szatańskim podstępem, chyba że są to osoby bardzo wysokiej doskonałości, znakomitej świętości i oczyszczone od wszelkiej skazy ziemskiej.

To samo należy sądzić i o piętnach ran Chrystusowych, gdyż nie zbywa na przykładach, dowodzących, że one i sztuką szatańską mogą być wyryte.

Również podejrzana jest łatwość popadania w zachwycenia, szczególniej na publicznych miejscach i u osób gwałtownego usposobienia. Co zaś sądzić o tych, którzy się przechwalają z tak zwanych napadów Bożych na samą istotę duszy tak, że w takim stanie sam Bóg działa bez wszelkiego współudziału rozumu i woli ludzkiej i na czem polega taki napad , jakoteż i o innych również niezwykłych wyrażeniach i objawieniach, o tem, jeżeli nam Pan Bóg zdrowia i życia udzieli, będziemy mówić na innem miejscu.

 

12. Ponieważ według zdania Kassyana, świętego Jana Klimaka i innych Ojców Kościoła, różne są rodzaje łez i różne ich źródła; wcale niepoślednie miejsce w zakresie roztropności duchowej zajmuje ta umiejętność, która podaje sposób rozpoznania ich pochodzenia i celu. Mogą one po pierwsze pochodzić z delikatnego i czułego usposobienia, które na każdy widok smutku i nędzy łatwo się pobudza do współczucia i łez obfitych.

Powtóre, mogą pochodzić z chytrości szatana, który poruszając siły żywotne, miękczy serce, szczególniej osób z natury delikatnych tak, że lubo się znajdują w stanie grzechowym, jednakże oszukują innych pozorami świętości i same w ten obłęd popadają. Atoli ich łez nie wyciska obrzydzenie grzechów, ale doczesne straty i niesława, jakie z nich wypływają. Taki był płacz Ezawa, o którym mówi Apostoł,, ze nie znalazł miejsca pokuty, choć jej ze łzami szukał (Żyd., XII, 17), bo nie opłakiwał swych grzechów, iż chciał zamordować brata ; lecz, że prawo pierworodztwa haniebnie za lichą strawę sprzedał i nie mógł go odzyskać.

Po trzecie, pobudza do łez Duch święty, który sprawia, że się modlimy jękami niewysłowionymi. Ten to jest właśnie dar łez. jaki Ojcowie święci tak bardzo wysławiają. Powinniśmy o niego prosić Pana Boga, aby łaską swej mocy (Ps., CIX, 2.) uderzył o skałę serca i wyprowadził zeń wody ku obmyciu naszych grzechów.

Święty Grzegorz rozróżnia tylko dwa rodzaje tego zbawiennego płaczu, jeden pochodzi z bojaźni, a drugi z miłości. Atołi święty Bernard wylicza trzy rodzaje, a mianowicie: z pobożności, pokuty i braterskiego współczucia. Na łzy wypływające z pobudek naturalnych nie ma co zważać, bo są zazwyczaj próżne i prędko osychają. Te zaś, które szatan wywołuje, zmierzają do wprowadzenia człowieka w obłudę i pychę, a wreszcie na wieczne zatracenie.

Grzeszników stara się szatan oszukać łatwością wywoływania płaczu, aby spodziewali się niebaczni, budując na tej łatwości, że jeszcze w chwili skonania będą mogli wzbudzić należyty żal za grzechy. Ja sam widziałem niegdyś zatwardziałego grzesznika, wylewającego obfite łzy nad nędznym stanem duszy, kiedy mu przedstawiono, na jak wielkie niebezpieczeństwo wiecznego potępienia sam siebie naraża; jednakże nie było w nim ani najmniejszego postanowienia unikania na przyszłość tych grzechów, jakie opłakiwał.
Należy się tedy wystrzegać, aby nie przywiązywać większego znaczenia do samych łez, aniżeli do pobudki, która je wywołuje, ale owszem na tę ostatnią przedewszystkiem uważać należy. Jeżeli zaś Pan Bóg udziela komu tej rosy prawdziwie niebieskiej, oddzielając deszcz dobrowolny dziedzictwu swemu  (Ps., LXVII, 10.), niechajże dobrze używa tego daru, dziękując zań Bogu, lecz niechaj pamięta, że każda ofiara powinna być przyprawiona solą roztropności i niechaj się strzeże dwóch ostateczności, to jest, zarozumiałości i zbytecznego upodobania, aby sobie zbytecznie we łzach nie lubował, lub się nimi nie pyszniła po wtóre, małoduszności i nieufności, by przypadkowo nie mniemał, iżby już trzeba było zwątpić o zbawieniu, gdyby mu łez zabrakło.

Obfitość łez nie czyni nikogo świętym, ani też ich brak grzesznikiem.

 


Kard. Jan Bona – O rozpoznawaniu duchów.  Przełożył Ks. Dr. Jan BernackiTARNÓW.  Nakładem tłumacza. Drukiem Józefa Pisza 1891. str. 100 – 121.

O autorze A. Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

1 komentarz dotyczący “O rozpoznawaniu duchów – Kard. J.Bona. cz.IV – Poruszenia niejasne i wątpliwe

  1. Pingback: O rozpoznawaniu duchów – Kard. J.Bona cz.V- Wskazówki do rozpoznania poruszeń Ducha Świętego – Niewolnik Maryi – Tak Tak Nie Nie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: