Praktyczne wskazówki dla życia duchowego (1). Praca wewnętrzna.
DUCH MODLITWY.
(Część I)
Kto chce żyć prawdziwym życiem wewnętrznym, winien przede wszystkim zabrać się do energicznej pracy wewnętrznej nad samym sobą i w niej mężnie i nieugięcie trwać. Praca ta idzie poniekąd w dwóch kierunkach.
Pierwszy nazwaliśmy „agere contra” reagować stanowczo przeciwko wszelakim zakusom zepsutej natury egoistycznej, przede wszystkim — jak zobaczymy poniżej (III) — przeciwko pysze. Nikt jednak nie potrafi przezwyciężyć pychy i zdobyć stopień pokory konieczny dla życia duchownego, jeśli mu Bóg nie udzieli pomocy łaski oraz uczestnictwa w pokorze Pana Jezusa. Tej zaś łaski Bóg wedle zwykłego planu Opatrzności nie udziela inaczej, jeno dzięki modlitwie.
Bez pokory nie ma życia wewnętrznego, a pokory nie ma bez modlitwy. Widoczna więc, że w życiu duchownem modlitwa jest nieodzowna, przede wszystkim jako środek, bez którego niema pokory. Stąd wynika znaczenie modlitwy w praktyce życia duchownego: Potrzeba modlitwy, ponieważ potrzeba pokory.
Rzecz jasna, że chodzi tutaj o uzasadnienie modlitwy ze strony człowieka. Modlitwa bowiem ma dwa zasadnicze zadania: spłacać Bogu daninę chwały i dziękczynienia, a następnie własną duszę utrzymać w gotowości pełnienia woli Bożej i miłowania Boga nade wszystko. Pierwsza z wymienionych funkcji modlitwy jest najistotniejsza: chwała Boża; druga natomiast łączy się ściśle z pierwszą: dobro duszy.
Stąd mamy dwie podstawowe formy modlitwy: modlitwę chwalebną i dziękczynną oraz modlitwę przebłagalną i błagalną. Zawsze jednak modlitwa ma w sobie moment chwalebny i błagalny, a przede wszystkim błagalny, który w każdej modlitwie wysuwa się na pierwszy plan. I dlatego określamy modlitwę słusznie jako prośbę, którą zanosimy do Boga: oratio petitio quaedam est.
Wszakże nie wolno w przytoczonym określeniu modlitwy brać wyrazu „prośba” zbyt ciasno i interesownie. Przecież prośba może i powinna być przede wszystkim bezinteresowna. Więc możemy i mamy prosić Pana Boga, by chwała Jego się szerzyła, by przyjąć raczył nasze hołdy i dobrą wolę, a potem, by nam przebaczył nasze grzechy i udzielił dóbr potrzebnych dla duszy i ciała. Najdoskonalszym wzorem modlitwy jest Modlitwa Pańska; w niej prosimy Boga najpierw o to, co dotyczy Jego chwały i Jego Królestwa, a następnie o to, co potrzebujemy dla duszy i ciała. A nawet kiedy prosimy o dobra dla nas, to zasadniczo nie tracimy z oczu chwały Bożej, ponieważ nasz postęp w dobrym ma być chwałą dla Boga.
Sprawa chwały Bożej i nasze interesy duchowne tak ściśle są splecione, lub raczej interes nasz duchowny tak jest poddany sprawie chwały Bożej, że kiedy prawdziwie służymy Bogu i chwale Jego, to tym samem służymy własnej duszy. Im doskonalej szukamy w modlitwie chwały Bożej, tym bardziej sami korzystamy na duszy. „Myśl o Mnie — rzekł Pan do św. Katarzyny Sieneńskiej — a Ja myśleć będę o tobie.” Kto w modlitwie swej ma na oku chwałę Bożą, ten tym samym stara się o dobro swej duszy. Kto z drugiej strony ma na oku, kiedy się modli, prawdziwe dobro swej duszy, czyli postęp w życiu duchowym i w miłości Bożej, ten tym samem szerzy chwałę Bożą, którą tym lepiej głosimy, im więcej postępujemy w życiu wewnętrznym. Słowem, Bóg chce, byśmy przynosili Mu chwałę przez postęp w doskonałości.
Modlitwa więc jest PROŚBĄ.
Modlić się — to prosić o to, czego nie mamy. Sami z siebie nic nie mamy, chyba „kłamstwo i grzech”. Jesteśmy bezwzględnymi żebrakami wobec Boga, i dlatego modlitwa tak bardzo nam przystoi. Ta całkowita nicość nasza, to bezwzględne ubóstwo powinno nas przynaglać do modlitwy, do prośby o jałmużnę. Bo tylko Bóg może przyjść z pomocą nędzy naszej. On jeden Pan, wszechmocny i miłosierny. Więc „wszczynając modlitwę — pisze św. Teresa — wszczynajcie ją rozważaniem, kto jest Ten, do którego mówić macie, i w ciągu modlitwy myślcie i pamiętajcie, kto jest Ten, z którym rozmawiacie. Wszystkie lata życia waszego, choćby i tysiąc razy pomnożone, nie starczyłyby wam na to, byście zupełnie pojęły i zrozumiały, jakiej czci jest godzien ten Pan, przed którego obliczem drżą Aniołowie, którego rozkazom wszystko stworzenie jest posłuszne, którego wola jest czynem. Tym bardziej więc słuszna, byśmy się starały choć w części niejakiej poznać wielmożności tego Oblubieńca naszego, przypatrzeć się bliżej Temu, z którym wieczne mamy zawrzeć zaślubiny, i jakie nas życie z Nim czeka” (1).
Modlić się — to prosić z UFNOŚCIĄ, że otrzymamy.
Bóg wszechmocny i dobry nie odmówi nam tego, o co z ufnością prosimy. „Potrzeba — pisze znowu św. Teresa — wielkiej ufności; mamy polegać na Bogu i wierzyć, że czyniąc to, co jest w naszej mocy, choć nie zaraz, ale powoli, możemy dojść do doskonałości” (2). Ufność jest najlepszym przygotowaniem do modlitwy i poniekąd już samą modlitwą. Chcieć modlić się bez ufności, to znaczy chcieć latać bez skrzydeł. Brak ufności pogrąża nas w przepaść zniechęcenia, natomiast ufność dźwiga nas ponad nędzę naszą wprost w objęcia Boże.
Ufność zaś rodzi się z gorącego pragnienia tego, o co prosimy, oraz z wiary, t. j. z głębokiego przekonania o mocy, dobroci, miłosierdziu i wierności Bożej. Oczywista, że trzeba starać się i wytężać siły, by zdobyć to, czego nie mamy a posiąść pragniemy; ale punkt ciężkości zawsze należy przesunąć na modlitwę. Cokolwiek pragniemy uzyskać dla naszego życia duchownego — bo o nie przede wszystkim chodzi —, zawsze zacząć musimy od modlitwy i ona ma towarzyszyć wszystkim naszym wysiłkom i pracom jako czynnik najważniejszy i decydujący.
Dlaczego modlitwa jest czynnikiem najważniejszym, kiedy chodzi o uzyskanie dóbr potrzebnych dla życia duchownego? — Dlatego, że wedle zwykłego planu Opatrzności Bóg nie udziela nam łask inaczej jeno za pośrednictwem modlitwy.
Najpierwszą z łask, jaką Bóg nam daje, byśmy mogli żyć życiem wewnętrznym, jest łaska modlitwy. Kto z tej pierwszej łaski korzysta, ten dzięki modlitwie uzyska dalsze łaski, zwłaszcza łaskę potrzebną do zdobycia pokory, a pokora znów przygotuje go do otrzymania obfitości łask.
„Ojciec niebieski da ducha dobrego tym, którzy Go proszą”(Łuk. 11, 13).
Jakaż wielka w tym dobroć i mądrość Boga! Naprzód Bóg udziela nam bez naszego współdziałania łaski, dzięki której potrafimy się dobrze modlić. O
własnych siłach, bez pomocy łaski nie możemy zdobyć się na najdrobniejszy akt prawdziwej modlitwy. Modlitwa bowiem jest prośbą, która rodzi się z ufnego pragnienia dóbr nadprzyrodzonych. A któż jest zdolny wykrzesać w duszy swej pragnienie rzeczy nadprzyrodzonych oraz ufność i wiarę w dobroć i wszechmoc Boga, jeśli w nim sam Bóg tego nie sprawi? O dobra doczesne mógłby człowiek modlić się w sposób czysto przyrodzony, bez pomocy łaski. Wszakże nie byłaby to prawdziwa modlitwa chrześcijańska. Przedmiotem prawdziwej modlitwy są dobra nadprzyrodzone; o dobra zaś doczesne modlimy się tylko w tym stopniu, w jakim się wiążą z naszym celem nadprzyrodzonym i są środkami, z których pomocą spełnić zdołamy nadprzyrodzone zadania życia.
Duch Św. łaską swoją wywołuje w duszy święte, pełne ufności pragnienia rzeczy Bożych, które znajdują wyraz swój w modlitwie, w prośbie do Boga. „Duch wspiera słabość naszą; albowiem o co byśmy prosić mieli, jak potrzeba, nie wiemy: ale sam Duch prosi za nami wzdychaniem niewymownym. A Ten, który bada serca, wie, czego Duch żąda”.(Rzym. 8, 27). Więc „Duch prosi za nami”, „Duch żąda”— to znaczy Duch Św. wzbudza swą łaską uczynkową w duszy naszej święte pragnienia, które wylewamy w modlitwie. Św. Augustyn powiada trafnie, że Duch Św. łaską swą „budzi nas” na modlitwę. Ta łaska modlitwy obejmuje wszystkie władze duszy, mające udział w naszym życiu moralnym. A więc udziela się rozumowi, oświeca go, by zdolny był poznać i należycie cenić dobra nadprzyrodzone w świetle wiary; wzmacnia wolę, by zapragnęła tych dóbr i ufnie zwróciła się do Boga, by je sobie wyprosić. Słowem, Duch Św. łaską swą nastraja nas, byśmy zwrócili się do Boga jako do Ojca, od którego trzeba spodziewać się wszelkiego dobra prawdziwego. W tym sensie modlitwa jest normalnym rozwojem, pod działaniem Ducha Świętego, uczuć wynikających z naszego synostwa Bożego.
Łaska więc rodzi modlitwę, a znowu modlitwa jest środkiem otrzymania dalszych łask. Przez łaskę modlitwy, będącą zawsze pierwszą łaską na drodze życia duchownego, Bóg daje nam do rąk narzędzie, z którego pomocą możemy zdobyć dalsze łaski. W ten sposób zdolni jesteśmy dzięki łasce Bożej działać w porządku nadprzyrodzonym, zwłaszcza w dziele naszego uświęcenia, współdziałając z łaską. Bóg chce, byśmy byli czynni i własnym wysiłkiem przyczyniali się do naszej doskonałości. To odnosi się zarówno do porządku przyrodzonego, jak i nadprzyrodzonego.
W dziedzinie przyrodzonej Bóg nie dał nam tego, co potrzebujemy dla ciała i duszy, w formie gotowej, lecz dał nam zdolności i siłę twórczą, dzięki której możemy własną twórczą działalnością zdobywać to, co potrzebujemy do życia i do rozwoju fizycznego i duchowego. Ta zdolność do pracy twórczej jest poniekąd uczestnictwem w potędze twórczej samego Boga, i dlatego jest dla nas źródłem postępu i radości. Ona sprawia, że rozwijamy prawdziwą działalność przyczynową, że uczestniczymy w przyczynowości Bożej i posiadamy godność przyczyny.
Podobnie uczynił Bóg w porządku nadprzyrodzonym. Nie daje nam dóbr nadprzyrodzonych bez naszej współpracy, bez wysiłku z naszej strony. Raczej daje nam — w mierze, w jakiej to rzeczą możliwą, kiedy chodzi o dobra przekraczające całkowicie siły nasze i zdolności przyrodzone — udział w swej przyczynowości sprawczej. Oczywista, że o takiej twórczości, jaką posiadamy w dziedzinie przyrodzonej, mowy być tu nie może. Dary nadprzyrodzone, tzn. łaska uświęcająca, cnoty nadprzyrodzone oraz łaski uczynkowe, są tak zupełnie niewspółmierne z naszymi siłami, iż przyrodzonym wysiłkiem nie możemy na nie wpływać, ani ich zdobyć dla siebie, ani wzmóc je w sobie, ani nawet, jeśli chodzi o ich całokształt, zachować je na stałe w duszy i zapewnić sobie przez nie zbawienie. Na pozór zdawałoby się przeto, że udział czynny z naszej strony jest tu niemożliwy, że w żaden sposób nie możemy stać się współprzyczyną łaski.
A jednak dzięki modlitwie tak nie jest; przez nią nawet w porządku nadprzyrodzonym podniesieni zostajemy do godności przyczyn sprawczych i czynnie wpływamy na tajemniczy proces rozwoju łaski w naszych duszach. Tu nawet, na terenie życia nadprzyrodzonego, Bóg kieruje naszym losem nie bez naszego współdziałania, nie bez nas, ale żąda od nas, abyśmy sami nań wpływali, przedstawiając Mu z prostotą i z pokorą swoje potrzeby, bóle i troski. (3)
Wiele łask Bóg nam daje bez żadnych próśb naszych, przede wszystkim łaskę modlitwy. Inne zaś łaski Opatrzność Boża związała tak ściśle z naszymi modlitwami, iż bez nich nie otrzymamy ich. W łańcuchu przyczyn, które mają nam tę lub ową łaskę sprowadzić, Opatrzność Boża pomieściła nasze modlitwy; jeśli ich zaniedbamy, wówczas łańcuch nie będzie zamknięty, zabraknie w nim ogniwa i skutek nie będzie mógł nastąpić. Każdy z nas ma koło siebie wiele łask; dość, że po nie wyciągnie rękę przez modlitwę; jeśli tego nie uczyni, to te łaski, aczkolwiek tak bliskie, nigdy nie staną się jego własnością.
Więcej Bóg zrobić dla nas nie mógł; nie mógł On sprawić, abyśmy przyrodzonym wysiłkiem woli łaskę zdobywali; łaska bowiem przekracza konieczne siły, zdolności i prawa wszelkiego stworzenia. Bóg więc mówi do nas: Oto pragnę obsypywać was przebogatymi dobrodziejstwami; nie chcę jednak z wami postępować, jak z istotami nierozumnymi i obdarzać was bez waszej wiedzy i woli, bez waszego współdziałania. Pragnę, byście także w porządku łaski byli współpracownikami moimi; chcę, byście się tym, co gotów jestem dla was uczynić, serdecznie interesowali, abyście o tym ze Mną wciąż radzili, abyście Mnie błagali o to, co Ja tak chętnie wam daję, skoro tylko zobaczę, że wam naprawdę o to chodzi; chcę i tu, w tej dziedzinie tak dla was niedostępnej, w tej dziedzinie Bożej, traktować was jak istoty rozumne, które winny same kierować swym losem. I dlatego wiążę dobra, które dla was przeznaczam, najściślej z waszymi modlitwami, z tymi porywami rozumu i woli, które Mnie przynoszą chwałę a wam są tak konieczne dla zdrowia dusz waszych (4).
Widzimy więc, jak płytkie są zarzuty podnoszone zwykle przeciwko modlitwie błagalnej! Wszak ona — powiadają — jest poniżeniem Boga, którego wolę trzeba zmieniać, albo któremu trzeba dopiero mówić, czego potrzebujemy, jak gdyby On tego znacznie lepiej od nas nie wiedział! Jest ona również poniżeniem człowieka, bo czyni zeń żebraka, żebrzącego u Boga o osobiste korzyści!
Tymczasem modlitwa, pojęta w prawdziwym sensie chrześcijańskim, pokazuje w najjaśniejszem świetle zarówno wielkość i doskonałość Boga jako też doskonałość i dostojeństwo człowieka. Pokazuje ona, jak bardzo Bóg pragnie posunąć swą hojność do najdalszych granic, udzielając stworzeniom uczestnictwa w swych właściwościach i doskonałościach; nie tylko bowiem w porządku przyrodzonym, ale nawet w porządku nadprzyrodzonym daje On rozumnym stworzeniom — oczywiście w mierze, w jakiej to jest możliwe — udział w swej sprawczości twórczej, tak iż nie tylko przyjmują one biernie niezliczone dary Boże, ale także czynnie współdziałają z darami Bożymi przez rozum i wolę.
Równocześnie prawdziwa nauka o modlitwie pokazuje, że człowiek posiada wielką godność współpracownika Bożego nawet tam, gdzie własne siły jego nic zdziałać nie mogą. Więc nie jest on tylko żebrakiem, ale „współobywatelem świętych i domownikiem Bożym”, któremu dano jest przenikać plany Boże i wpływać na kierunek swych losów przez korną modlitwę. Bóg żąda od człowieka współpracy, nawet w dziedzinie nadprzyrodzonej, tak wyłącznie Bożej i przez się niedostępnej dla wszelakiego stworzenia (5).
Modlitwa więc ma swe źródło w Bogu. Bóg chce, byśmy się modlili; uwzględnił On modlitwę naszą w planie swej Opatrzności, w którym przedwiecznie wyznaczył jej doniosłe zadanie; w czasie zaś daje nam łaskę, byśmy potrafili się modlić prawdziwie i skutecznie. Stąd oczywista, że modląc się nie chcemy bynajmniej wpływać na Boga i skłaniać Go do tego, by zmieniał przedwieczne wyroki Opatrzności swej. Nie, raczej rzecz ma się przeciwnie: same przedwieczne i niezmienne wyroki Opatrzności Bożej sprawiają, że w czasie Bóg nam daje łaskę modlitwy, przez którą zyskujemy to, co Bóg wedle niezmiennych wyroków swoich chce nam dać za pośrednictwem modlitwy. Źródłem zatem skuteczności naszych modlitw jest niezmienny plan Bożej Opatrzności, czyli ów dekret Boży, w którym Bóg postanowił udzielić nam pewnych dóbr dzięki naszej modlitwie. Modlitwa objęta jest planem Opatrzności jako przyczyna drugorzędna dóbr, które Bóg dla nas przeznaczył. Podobnie jak w porządku przyrodzonym Opatrzność Boża przygotowała przyczyny, które mają wywołać skutki zamierzone przez Boga — np. ziarno ma w swoim czasie wydać plon żniwny —tak w porządku nadprzyrodzonym Bóg przygotował przyczyny, zwłaszcza modlitwę, która w swoim czasie ma zrodzić plon duchowny. I dlatego każda modlitwa jest wyrazem czci i hołdu dla Bożej Opatrzności. Trzeba nawet więcej powiedzieć: przez modlitwę współdziałamy przy wykonaniu planu Opatrzności. Bo kiedy się modlimy, wówczas pragniemy w czasie tego, co Bóg chce przedwiecznie; pragniemy, by za pośrednictwem naszej modlitwy stało się w czasie to, co Bóg przedwiecznie postanowił, by w czasie spełniło się dzięki naszej modlitwie. Więc modlitwa nasza nie zmierza do tego, by zmienić wolę Bożą, ściągając ją poniekąd do poziomu naszej biednej woli; przeciwnie, — modlitwa dźwiga naszą wolę do wyżyn woli Bożej. I dlatego modlitwa jest wzniesieniem duszy, rozumu i woli, do Boga, jest hołdem dla Boga i doskonałością dla nas. Im doskonalej zaś modlitwa nasza zgadza się z zamiarami Bożymi, tym jest doskonalsza; tym bardziej współdziałamy w rządach Opatrzności.
W świetle tej teologii modlitwy rozumiemy, jaką potęgą nadprzyrodzoną jest modlitwa. Moc jej przekracza wszelkie siły i poczynania ludzkie, ponieważ czerpie ona swą skuteczność wprost z Boga, z nieskończonych zasług Jezusa Chrystusa i z łask uczynkowych, które nas pobudzają do modlitwy. I dlatego modlitwa więcej znaczy niż wszelakie zabiegi i moce przyrodzone razem wzięte, i może nam wyjednać to, co Bóg jeden sprawić może: łaskę, żal doskonały, miłość, żywot wieczny.
Jeśli modlitwa jest dziełem Boga w nas, jeśli jest skutkiem łaski, to ważną jest rzeczą, by woła nasza była posłuszna i wierna łasce, by gotowa była każdego czasu przyjmować dar modlitwy, którego Bóg nikomu nie odmawia.
Powiedzieliśmy, że łaska, skłaniająca nas do modlitwy, jest pierwszą łaską, jaką Bóg nam daje. Kto z niej skorzysta i modli się pilnie, niechybnie otrzyma obfitość łask dalszych i dojść może do doskonałości. Stąd oczywista, że w modlitwie wola nasza ma pierwszorzędne znaczenie. Trzeba chcieć się modlić, trzeba pragnąć modlitwy, trzeba kochać modlitwę. Słusznie mawiamy: jak kto miłuje, tak się modli.
Rzecz jasna, że także ROZUM oświecony wiarą uczestniczy w modlitwie, bo nie możemy zwracać się do Boga z prośbą, jeśli Go nie poznaliśmy. Kto zabiera się do modlitwy, musi mocno wierzyć w Boga, najlepszego Ojca. Wiara jest nieodzownym źródłem modlitwy. Ona sprawia, że modlitwa jest czynnością rozumną, świadomą swych celów i zadań. Umysł ludzki o własnych siłach „może odkryć pewne fragmenty prawd Bożych, ale nigdy nie będą one dość jasne i ścisłe, nigdy nie dadzą dość pełnego całokształtu wiadomości o życiu ducha, aby człowiek mógł się niemi zadowolić i z nich wysnuć obowiązek ciągłej, stałej, a jednocześnie ufnej i serdecznej modlitwy.
Dopiero
wiara otwiera przed modlitwą jasne drogi. Daje jej najpierw głębokie uzasadnienie, wykazując z jednej strony jej konieczność jako służby Bożej, z drugiej jej pożytek dla człowieka. Następnie wiara wypełnia modlitwę treścią, przez co jest jakby jej pokarmem, nie dającym się nigdy wyczerpać. Wreszcie wiara prowadzi modlitwę do natchnionych źródeł Pisma świętego i tam uczy ją na tych wzorach boskiego pochodzenia, jak wyrażać Bogu wszystkie poruszenia duszy. (6)
Poznanie jednak, niezbędne w modlitwie, ma początek swój i kres w woli. Wola przejęta miłością skłania nas do tego, byśmy myśleli o Bogu, poznawali Go coraz lepiej; im zaś lepiej poznajemy doskonałość Boga, tym bardziej rozpala się w nas miłość. W modlitwie więc akty rozumu i woli, akty wiary i miłości wiążą się z sobą i wzajemnie przenikają. Im bardziej wierzymy i miłujemy, tym lepiej się modlimy. A jeśli, jak to bywa w wyższych stanach modlitwy, dary Ducha Św. doskonalą naszą wiarę (dar rozumu) i naszą miłość (dar mądrości), wówczas przenikają się one najściślej, tak iż stapiają się poniekąd w jeden akt, przez który dusza, zapatrzona w prawdę Bożą, lgnie do niej żywą wiarą pełną miłości. Jest to doskonały sposób modlitwy, zwany kontemplacją: do niej Pan Bóg powołuje dusze wybrane.
Dla nas rzeczą zasadniczą jest, byśmy pamiętali o tym, że najistotniejszym czynnikiem modlitwy jest miłowanie, nie zaś rozumowanie, a tym mniej uczucie. „Zwracając się do tych, którzy rozumują, — pisze św. Teresa — radzę im, niechaj na tę pracę rozumu nie poświęcają wyłącznie całego czasu modlitwy. Sposób ten rozmyślania ma bez wątpienia wielką swoją zasługę; lecz oni, znajdując w nim upodobanie, nie chcieliby nigdy od tej pracy świętować, ani jej przerwać. Każda chwila, w której dadzą odpocząć rozumowi, zdaje im się czasem straconym. Ja przeciwnie sądzę, że taka strata wielkim jest zyskiem. Niech raczej, jak mówiłam, stawią się w obecności Chrystusa Pana i bez natężenia rozumu cieszą się Nim i z Nim rozmawiają, nie siląc się na rozumowania i dowodzenia; niech raczej przedstawiają Mu potrzeby swoje i z pokorą uznają dobroć Jego, iż raczy nas cierpieć w obecności swojej, kiedy miałby tyle powodów, by nas odrzucić od siebie. Przedmioty tych duchownych z Panem rozmów niech będą rozmaite, dziś taki, jutro inny, aby dusza nie sprzykrzyła sobie, pożywając wciąż jednej potrawy. Są to potrawy bardzo wyborne i pożywne; skoro smak się przyzwyczai do nich, przynoszą one wielkie posilenie na żywot duszy i niezliczone korzyści” (7).
Ks. Dr. Aleksander Żychliński. Wtajemniczenie w umiejętność świętych: Praktyczne wskazówki do życia wewnętrznego. 1933.
1) Droga doskonałości, Poznań 1924.
2) Księga zmiłowań Pańskich, Warszawa 1898
3) J. Woroniecki, Pełnia modlitwy, Poznań 1924, 54 nn.
4) Tamże.
5) Tamże, 55 nn.
6) Tamże, 134
7) ) Księga zmiłowań Pańskich, 96.
Dodaj komentarz