Praktyczne wskazówki dla życia duchowego (2). Duch modlitwy (Cz.1)


Praktyczne wskazówki dla życia duchowego (1). Praca wewnętrzna.

DUCH‎ ‎MODLITWY.
(Część I)

Kto‎ ‎chce‎ ‎żyć‎ ‎prawdziwym‎ ‎życiem‎ ‎wewnętrznym,‎ ‎winien‎ ‎przede wszystkim‎ ‎zabrać‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎energicznej‎ ‎pracy‎ ‎wewnętrznej‎ ‎nad samym‎ ‎sobą‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎niej‎ mężnie i‎ ‎nieugięcie‎ ‎trwać.‎ ‎Praca‎ ‎ta‎ ‎idzie poniekąd‎ ‎w‎ ‎dwóch‎ ‎kierunkach.
Pierwszy‎ ‎nazwaliśmy‎ ‎„agere‎ ‎contra”‎ ‎reagować‎ ‎stanowczo‎ ‎przeciwko‎ ‎wszelakim‎ ‎zakusom‎ ‎zepsutej‎ ‎natury‎ ‎egoistycznej,‎ ‎przede wszystkim‎ ‎—‎ ‎jak‎ ‎zobaczymy poniżej‎ ‎(III)‎ ‎—‎ ‎przeciwko‎ ‎pysze.‎ ‎Nikt‎ ‎jednak‎ ‎nie‎ ‎potrafi przezwyciężyć‎ ‎pychy‎ ‎i‎ ‎zdobyć stopień‎ ‎pokory‎ ‎konieczny‎ ‎dla‎ ‎życia‎ ‎duchownego,‎ ‎jeśli‎ ‎mu‎ ‎Bóg‎ ‎nie udzieli‎ ‎pomocy‎ ‎łaski‎ ‎oraz‎ ‎uczestnictwa‎ ‎w‎ ‎pokorze‎ ‎Pana‎ ‎Jezusa. Tej‎ ‎zaś‎ ‎łaski‎ ‎Bóg‎ ‎wedle‎ ‎zwykłego‎ ‎planu‎ ‎Opatrzności‎ ‎nie‎ ‎udziela inaczej,‎ ‎jeno‎ ‎dzięki‎ ‎modlitwie.
Bez‎ ‎pokory‎ ‎nie ma‎ ‎życia‎ ‎wewnętrznego,‎ ‎a‎ ‎pokory‎ ‎nie ma‎ ‎bez modlitwy.‎ ‎Widoczna‎ ‎więc,‎ ‎że w‎ ‎życiu‎ ‎duchownem‎ ‎modlitwa‎ ‎jest‎ ‎nieodzowna,‎ ‎przede wszystkim‎ ‎jako‎ ‎środek,‎ ‎bez‎ ‎którego‎ ‎niema‎ ‎pokory.‎ ‎Stąd‎ ‎wynika znaczenie‎ ‎modlitwy‎ ‎w‎ ‎praktyce życia‎ ‎duchownego:‎ ‎Potrzeba‎ ‎modlitwy,‎ ‎ponieważ‎ ‎potrzeba‎ ‎pokory.
Rzecz‎ ‎jasna,‎ ‎że‎ ‎chodzi‎ ‎tutaj o‎ ‎uzasadnienie‎ ‎modlitwy‎ ‎ze‎ ‎strony‎ ‎człowieka.‎ ‎Modlitwa‎ ‎bowiem ma‎ ‎dwa‎ ‎zasadnicze‎ ‎zadania:‎ ‎spłacać‎ ‎Bogu‎ ‎daninę‎ ‎chwały‎ ‎i‎ ‎dziękczynienia,‎ ‎a‎ ‎następnie‎ ‎własną duszę‎ ‎utrzymać‎ ‎w‎ ‎gotowości‎ ‎pełnienia‎ ‎woli‎ ‎Bożej‎ ‎i‎ ‎miłowania Boga‎ ‎nade‎ ‎wszystko.‎ ‎Pierwsza z‎ ‎wymienionych‎ ‎funkcji ‎modlitwy‎ ‎jest‎ ‎najistotniejsza:‎ ‎chwała Boża;‎ ‎druga‎ ‎natomiast‎ ‎łączy‎ ‎się ściśle‎ ‎z‎ ‎pierwszą:‎ ‎dobro‎ ‎duszy.
Stąd‎ ‎mamy‎ ‎dwie‎ ‎podstawowe formy‎ ‎modlitwy:‎ ‎modlitwę‎ ‎chwalebną‎ ‎i‎ ‎dziękczynną‎ ‎oraz‎ ‎modlitwę‎ ‎przebłagalną‎ ‎i‎ ‎błagalną.‎ ‎Zawsze‎ ‎jednak‎ ‎modlitwa‎ ‎ma‎ ‎w‎ ‎sobie‎ ‎moment‎ ‎chwalebny‎ ‎i‎ ‎błagalny,‎ ‎a‎ ‎przede wszystkim‎ ‎błagalny, który‎ ‎w‎ ‎każdej‎ ‎modlitwie‎ ‎wysuwa‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎pierwszy‎ ‎plan.‎ ‎I‎ ‎dlatego‎ ‎określamy‎ ‎modlitwę‎ ‎słusznie jako‎ prośbę,‎ ‎którą‎ ‎zanosimy do‎ ‎Boga:‎ ‎oratio‎ ‎petitio‎ ‎quaedam est.
Wszakże‎ ‎nie‎ ‎wolno‎ ‎w‎ ‎przytoczonym‎ ‎określeniu‎ ‎modlitwy‎ ‎brać wyrazu‎ ‎„prośba‎”‎ ‎zbyt‎ ‎ciasno‎ ‎i‎ ‎interesownie.‎ ‎Przecież‎ ‎prośba‎ ‎może‎ ‎i‎ ‎powinna‎ ‎być‎ ‎przede wszystkim‎ ‎bezinteresowna.‎ ‎Więc‎ ‎możemy‎ ‎i‎ ‎mamy‎ ‎prosić‎ ‎Pana‎ ‎Boga, by‎ ‎chwała‎ ‎Jego‎ ‎się‎ ‎szerzyła,‎ ‎by przyjąć‎ ‎raczył‎ ‎nasze‎ ‎hołdy‎ ‎i‎ ‎dobrą‎ ‎wolę,‎ ‎a‎ ‎potem,‎ ‎by‎ ‎nam‎ ‎przebaczył‎ ‎nasze‎ ‎grzechy‎ ‎i‎ ‎udzielił dóbr‎ ‎potrzebnych‎ ‎dla‎ ‎duszy‎ ‎i‎ ‎ciała.‎ ‎Najdoskonalszym‎ ‎wzorem‎ ‎modlitwy‎ ‎jest‎ ‎Modlitwa‎ ‎Pańska; w‎ ‎niej‎ ‎prosimy‎ ‎Boga‎ ‎najpierw o‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎dotyczy‎ ‎Jego‎ ‎chwały i ‎Jego‎ ‎Królestwa,‎ ‎a‎ ‎następnie o‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎potrzebujemy‎ ‎dla‎ ‎duszy i‎ ‎ciała.‎ ‎A‎ ‎nawet‎ ‎kiedy‎ ‎prosimy o‎ ‎dobra‎ ‎dla‎ ‎nas,‎ ‎to‎ ‎zasadniczo nie‎ ‎tracimy‎ ‎z‎ ‎oczu‎ ‎chwały‎ ‎Bożej,‎ ‎ponieważ‎ ‎nasz‎ ‎postęp‎ ‎w‎ ‎dobrym‎ ‎ma‎ ‎być‎ ‎chwałą‎ ‎dla‎ ‎Boga.
Sprawa‎ ‎chwały‎ ‎Bożej‎ ‎i‎ ‎nasze‎ ‎interesy‎ ‎duchowne‎ ‎tak‎ ‎ściśle‎ ‎są splecione,‎ ‎lub‎ ‎raczej‎ ‎interes‎ ‎nasz duchowny‎ ‎tak‎ ‎jest‎ ‎poddany‎ ‎sprawie‎ ‎chwały‎ ‎Bożej,‎ ‎że‎ ‎kiedy‎ ‎prawdziwie‎ ‎służymy‎ ‎Bogu‎ ‎i‎ ‎chwale Jego,‎ ‎to‎ ‎tym‎ ‎samem‎ ‎służymy‎ ‎własnej‎ ‎duszy.‎Im‎ ‎doskonalej‎ ‎szukamy‎ ‎w‎ ‎modlitwie‎ ‎chwały‎ ‎Bożej, tym ‎bardziej‎ ‎sami‎ ‎korzystamy‎ ‎na duszy.‎ ‎„Myśl‎ ‎o‎ ‎Mnie‎ ‎—‎ ‎rzekł Pan‎ ‎do‎ ‎św.‎ ‎Katarzyny‎ ‎Sieneńskiej‎ ‎—‎ ‎a‎ ‎Ja‎ ‎myśleć‎ ‎będę‎ ‎o‎ ‎tobie.‎” ‎Kto‎ ‎w‎ ‎modlitwie‎ ‎swej‎ ‎ma na‎ ‎oku‎ ‎chwałę‎ ‎Bożą,‎ ‎ten‎ ‎tym‎ ‎samym‎ ‎stara‎ ‎się‎ ‎o‎ ‎dobro‎ ‎swej‎ ‎duszy.‎ ‎Kto‎ ‎z‎ ‎drugiej‎ ‎strony‎ ‎ma‎ ‎na oku,‎ ‎kiedy‎ ‎się‎ ‎modli,‎ ‎prawdziwe dobro‎ ‎swej‎ ‎duszy,‎ ‎czyli‎ ‎postęp w‎ ‎życiu‎ ‎duchowym‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎miłości Bożej,‎ ‎ten‎ ‎tym‎ ‎samem‎ ‎szerzy chwałę‎ ‎Bożą,‎ ‎którą‎ ‎tym‎ ‎lepiej głosimy,‎ ‎im‎ ‎więcej‎ ‎postępujemy w‎ ‎życiu‎ ‎wewnętrznym.‎ ‎Słowem, Bóg‎ ‎chce,‎ ‎byśmy‎ ‎przynosili‎ ‎Mu chwałę‎ ‎przez‎ ‎postęp‎ ‎w‎ ‎doskonałości.
Modlitwa‎ ‎więc‎ ‎jest‎ PROŚBĄ.
Modlić‎ ‎się‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎prosić o‎ ‎to,‎ ‎czego‎ ‎nie‎ ‎mamy.‎ ‎Sami‎ ‎z siebie‎ ‎nic‎ ‎nie‎ ‎mamy,‎ ‎chyba „kłamstwo‎ ‎i‎ ‎grzech”.‎ ‎Jesteśmy bezwzględnymi‎ ‎żebrakami‎ ‎wobec Boga,‎ ‎i‎ ‎dlatego‎ ‎modlitwa‎ ‎tak bardzo‎ ‎nam‎ ‎przystoi.‎ ‎Ta‎ ‎całkowita‎ ‎nicość‎ ‎nasza,‎ ‎to‎ ‎bezwzględne‎ ‎ubóstwo‎ ‎powinno‎ ‎nas‎ ‎przynaglać‎ ‎do‎ ‎modlitwy,‎ ‎do‎ ‎prośby o‎ ‎jałmużnę.‎ ‎Bo‎ ‎tylko‎ ‎Bóg‎ ‎może przyjść‎ ‎z‎ ‎pomocą‎ ‎nędzy‎ ‎naszej. On‎ ‎jeden‎ ‎Pan,‎ ‎wszechmocny‎ ‎i miłosierny.‎ ‎Więc‎ ‎„wszczynając modlitwę‎ ‎—‎ ‎pisze‎ ‎św.‎ ‎Teresa‎ ‎— wszczynajcie‎ ‎ją‎ ‎rozważaniem,‎ ‎kto jest‎ ‎Ten,‎ ‎do‎ ‎którego‎ ‎mówić‎ ‎macie,‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎ciągu‎ ‎modlitwy‎ ‎myślcie i pamiętajcie,‎ ‎kto‎ ‎jest‎ ‎Ten,‎ ‎z‎ ‎którym‎ ‎rozmawiacie.‎ ‎Wszystkie‎ ‎lata życia‎ ‎waszego,‎ ‎choćby‎ ‎i‎ ‎tysiąc razy‎ ‎pomnożone,‎ ‎nie‎ ‎starczyłyby wam‎ ‎na‎ ‎to,‎ ‎byście‎ ‎zupełnie‎ ‎pojęły‎ ‎i‎ ‎zrozumiały,‎ ‎jakiej‎ ‎czci‎ ‎jest godzien‎ ‎ten‎ ‎Pan,‎ ‎przed‎ ‎którego obliczem‎ ‎drżą‎ ‎Aniołowie,‎ ‎którego rozkazom‎ ‎wszystko‎ ‎stworzenie jest‎ ‎posłuszne,‎ ‎którego‎ ‎wola‎ ‎jest czynem.‎ ‎Tym‎ ‎bardziej‎ ‎więc‎ ‎słuszna,‎ ‎byśmy‎ ‎się‎ ‎starały‎ ‎choć‎ ‎w‎ ‎części‎ ‎niejakiej‎ ‎poznać‎ ‎wielmożności‎ ‎tego‎ ‎Oblubieńca‎ ‎naszego, przypatrzeć‎ ‎się‎ ‎bliżej‎ ‎Temu, z‎ ‎którym‎ ‎wieczne‎ ‎mamy‎ ‎zawrzeć zaślubiny,‎ ‎i‎ ‎jakie‎ ‎nas‎ ‎życie‎ ‎z‎ ‎Nim czeka‎” (1).

Modlić‎ ‎się‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎prosić‎ z UFNOŚCIĄ,‎ ‎że‎ ‎otrzymamy.
Bóg‎ ‎wszechmocny‎ ‎i‎ ‎dobry‎ ‎nie odmówi‎ ‎nam‎ ‎tego,‎ ‎o‎ ‎co‎ ‎z‎ ‎ufnością‎ ‎prosimy.‎ ‎„Potrzeba‎ ‎—‎ ‎pisze znowu‎ ‎św.‎ ‎Teresa‎ ‎—‎ ‎wielkiej‎ ‎ufności;‎ ‎mamy‎ ‎polegać‎ ‎na‎ ‎Bogu i‎ ‎wierzyć,‎ ‎że‎ ‎czyniąc‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎jest w‎ ‎naszej‎ ‎mocy,‎ ‎choć‎ ‎nie‎ ‎zaraz, ale‎ ‎powoli,‎ ‎możemy‎ ‎dojść‎ ‎do‎ ‎doskonałości” (2‎).‎ ‎Ufność‎ ‎jest‎ ‎najlepszym‎ przygotowaniem‎ ‎do‎ ‎modlitwy‎ ‎i‎ ‎poniekąd‎ ‎już‎ ‎samą‎ ‎modlitwą.‎ ‎Chcieć‎ ‎modlić‎ ‎się‎ ‎bez ufności,‎ ‎to‎ ‎znaczy‎ ‎chcieć‎ ‎latać bez‎ ‎skrzydeł.‎ ‎Brak‎ ‎ufności‎ ‎pogrąża‎ ‎nas‎ ‎w‎ ‎przepaść‎ ‎zniechęcenia,‎ ‎natomiast‎ ‎ufność‎ ‎dźwiga‎ ‎nas ponad‎ ‎nędzę‎ ‎naszą‎ ‎wprost‎ ‎w‎ ‎objęcia‎ ‎Boże.
Ufność‎ ‎zaś‎ ‎rodzi‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎gorącego‎ ‎pragnienia‎ ‎tego,‎ ‎o‎ ‎co prosimy,‎ ‎oraz‎ ‎z‎ ‎wiary,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎z‎ ‎głębokiego‎ ‎przekonania‎ ‎o‎ ‎mocy,‎ ‎dobroci,‎ ‎miłosierdziu‎ ‎i‎ ‎wierności Bożej.‎ ‎Oczywista,‎ ‎że‎ ‎trzeba‎ ‎starać‎ ‎się‎ ‎i‎ ‎wytężać‎ ‎siły,‎ ‎by‎ ‎zdobyć to,‎ ‎czego‎ ‎nie‎ ‎mamy‎ ‎a‎ ‎posiąść pragniemy;‎ ‎ale‎ ‎punkt‎ ‎ciężkości zawsze‎ ‎należy‎ ‎przesunąć‎ ‎na‎ ‎modlitwę.‎ ‎Cokolwiek‎ ‎pragniemy‎ ‎uzyskać‎ ‎dla‎ ‎naszego‎ ‎życia‎ ‎duchownego‎ ‎—‎ ‎bo‎ ‎o‎ ‎nie‎ ‎przede wszystkim‎ ‎chodzi‎ ‎—, ‎zawsze‎ ‎zacząć‎ ‎musimy‎ ‎od‎ ‎modlitwy‎ ‎i‎ ‎ona ma‎ ‎towarzyszyć‎ ‎wszystkim‎ ‎naszym‎ ‎wysiłkom‎ ‎i‎ ‎pracom‎ ‎jako czynnik‎ ‎najważniejszy‎ ‎i‎ ‎decydujący.
Dlaczego‎ ‎modlitwa‎ ‎jest‎ ‎czynnikiem‎ ‎najważniejszym,‎ ‎kiedy‎ ‎chodzi‎ ‎o‎ ‎uzyskanie‎ ‎dóbr‎ ‎potrzebnych dla‎ ‎życia‎ ‎duchownego?‎ ‎—‎ ‎Dlatego,‎ ‎że‎ ‎wedle‎ zwykłego‎ ‎planu Opatrzności‎ ‎Bóg‎ ‎nie‎ ‎udziela‎ ‎nam łask‎ ‎inaczej‎ ‎jeno‎ ‎za‎ ‎pośrednictwem‎ ‎modlitwy.‎ ‎
Najpierws‎z‎ą‎ ‎z‎ ‎łask,‎ ‎jaką‎ ‎Bóg‎ ‎nam‎ ‎daje, byśmy‎ ‎mogli‎ ‎żyć‎ ‎życiem‎ ‎wewnętrznym,‎ ‎jest‎ ‎łaska‎ ‎modlit‎‎w‎y.‎ Kto‎ ‎z‎ ‎tej‎ ‎pierwszej‎ ‎łaski korzysta,‎ ‎ten‎ ‎dzięki‎ ‎modlitwie uzyska‎ ‎dalsze‎ ‎łaski,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎łaskę‎ ‎potrzebną‎ ‎do‎ ‎zdobycia‎ ‎pokory,‎ ‎a‎ ‎pokora‎ ‎znów‎ ‎przygotuje go‎ ‎do‎ ‎otrzymania‎ ‎obfitości‎ ‎łask.
„Ojciec‎ ‎niebieski‎ ‎da‎ ‎ducha‎ ‎dobrego‎ ‎tym,‎ ‎którzy‎ ‎Go‎ ‎proszą‎”(Łuk.‎ ‎11,‎ ‎13).
Jakaż‎ ‎wielka‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎dobroć i‎ ‎mądrość‎ ‎Boga!‎ ‎Naprzód‎ ‎Bóg udziela‎ ‎nam‎ ‎bez‎ ‎naszego‎ ‎współdziałania‎ ‎łaski,‎ ‎dzięki‎ ‎której‎ ‎potrafimy‎ ‎się‎ ‎dobrze‎ ‎modlić.‎ ‎O
własnych‎ ‎siłach,‎ ‎bez‎ ‎pomocy‎ ‎łaski‎ ‎nie‎ ‎możemy‎ ‎zdobyć‎ ‎się‎ ‎na najdrobniejszy‎ ‎akt‎ ‎prawdziwej modlitwy.‎ ‎Modlitwa‎ ‎bowiem‎ ‎jest prośbą,‎ ‎która‎ ‎rodzi‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎ufnego pragnienia‎ ‎dóbr‎ ‎nadprzyrodzonych.‎ ‎A‎ ‎któż‎ ‎jest‎ ‎zdolny‎ ‎wykrzesać‎ ‎w‎ ‎duszy‎ ‎swej‎ ‎pragnienie‎ ‎rzeczy‎ ‎nadprzyrodzonych‎ ‎oraz‎ ‎ufność‎ ‎i‎ ‎wiarę‎ ‎w‎ ‎dobroć‎ ‎i‎ ‎wszechmoc‎ ‎Boga,‎ ‎jeśli‎ ‎w‎ ‎nim‎ ‎sam‎ ‎Bóg tego‎ ‎nie‎ ‎sprawi?‎ ‎O‎ ‎dobra‎ ‎doczesne‎ ‎mógłby‎ ‎człowiek‎ ‎modlić się‎ ‎w‎ ‎sposób‎ ‎czysto‎ ‎przyrodzony,‎ ‎bez‎ ‎pomocy‎ ‎łaski.‎ ‎Wszakże nie‎ ‎byłaby‎ ‎to‎ ‎prawdziwa‎ ‎modlitwa‎ ‎chrześcijańska.‎ ‎Przedmiotem prawdziwej‎ ‎modlitwy‎ ‎są‎ ‎dobra nadprzyrodzone;‎ ‎o‎ ‎dobra‎ ‎zaś‎ ‎doczesne‎ ‎modlimy‎ ‎się‎ ‎tylko‎ ‎w‎ ‎tym stopniu,‎ ‎w‎ ‎jakim‎ ‎się‎ ‎wiążą‎ ‎z‎ ‎naszym‎ ‎celem‎ ‎nadprzyrodzonym‎ ‎i są‎ ‎środkami,‎ ‎z‎ ‎których‎ ‎pomocą spełnić‎ ‎zdołamy‎ ‎nadprzyrodzone zadania‎ ‎życia.
Duch‎ ‎Św.‎ ‎łaską‎ ‎swoją‎ ‎wywołuje‎ ‎w‎ ‎duszy‎ ‎święte,‎ ‎pełne‎ ‎ufności pragnienia‎ ‎rzeczy‎ ‎Bożych,‎ ‎które znajdują‎ ‎wyraz‎ ‎swój‎ ‎w‎ ‎modlitwie,‎ ‎w‎ ‎prośbie‎ ‎do‎ ‎Boga.‎ ‎„Duch wspiera‎ ‎słabość‎ ‎naszą;‎ ‎albowiem o‎ ‎co byśmy‎ ‎prosić‎ ‎mieli,‎ ‎jak‎ ‎potrzeba,‎ ‎nie‎ ‎wiemy:‎ ‎ale‎ ‎sam‎ ‎Duch prosi‎ ‎za‎ ‎nami‎ ‎wzdychaniem‎ ‎niewymownym.‎ ‎A‎ ‎Ten,‎ ‎który‎ ‎bada serca,‎ ‎wie,‎ ‎czego‎ ‎Duch‎ ‎żąda‎”.(Rzym.‎ ‎8,‎ ‎27).‎ ‎Więc‎ ‎„Duch‎ ‎prosi za‎ ‎nami”‎,‎ ‎„Duch‎ ‎żąda”‎—‎ ‎to znaczy‎ ‎Duch‎ ‎Św.‎ ‎wzbudza‎ ‎swą łaską‎ ‎uczynkową‎ ‎w‎ ‎duszy‎ ‎naszej święte‎ ‎pragnienia,‎ ‎które‎ ‎wylewamy‎ ‎w‎ ‎modlitwie.‎ ‎Św.‎ ‎Augustyn powiada‎ ‎trafnie,‎ ‎że‎ ‎Duch‎ ‎Św. łaską‎ ‎swą‎ ‎„budzi‎ ‎nas‎” na‎ ‎modlitwę.‎ ‎Ta‎ ‎łaska‎ ‎modlitwy‎ ‎obejmuje wszystkie‎ ‎władze‎ ‎duszy,‎ ‎mające udział‎ ‎w‎ ‎naszym‎ ‎życiu‎ ‎moralnym. A‎ ‎więc‎ ‎udziela‎ ‎się‎ ‎rozumowi, oświeca‎ ‎go,‎ ‎by‎ ‎zdolny‎ ‎był‎ ‎poznać‎ ‎i‎ ‎należycie‎ ‎cenić‎ ‎dobra‎ ‎nadprzyrodzone‎ ‎w‎ ‎świetle‎ ‎wiary; wzmacnia‎ ‎wolę,‎ ‎by‎ ‎zapragnęła tych‎ ‎dóbr‎ ‎i‎ ‎ufnie‎ ‎zwróciła‎ ‎się‎ ‎do Boga,‎ ‎by‎ ‎je‎ ‎sobie‎ ‎wyprosić.‎ ‎Słowem,‎ ‎Duch‎ ‎Św.‎ ‎łaską‎ ‎swą‎ ‎nastraja‎ ‎nas,‎ ‎byśmy‎ ‎zwrócili‎ ‎się‎ ‎do Boga‎ ‎jako‎ ‎do‎ ‎Ojca,‎ ‎od‎ ‎którego trzeba‎ ‎spodziewać‎ ‎się‎ ‎wszelkiego dobra‎ ‎prawdziwego.‎ ‎W‎ ‎tym‎ ‎sensie‎ ‎modlitwa‎ ‎jest‎ ‎normalnym‎ ‎rozwojem,‎ ‎pod‎ ‎działaniem‎ ‎Ducha Świętego,‎ ‎uczuć‎ ‎wynikających‎ ‎z naszego‎ ‎synostwa‎ ‎Bożego.
Łaska‎ ‎więc‎ ‎rodzi‎ ‎modlitwę, a‎ ‎znowu‎ ‎modlitwa‎ ‎jest‎ ‎środkiem otrzymania‎ ‎dalszych‎ ‎łask.‎ ‎Przez łaskę‎ ‎modlitwy,‎ ‎będącą‎ ‎zawsze pierwszą‎ ‎łaską‎ ‎na‎ ‎drodze‎ ‎życia‎ ‎duchownego,‎ ‎Bóg‎ ‎daje‎ ‎nam do‎ ‎rąk‎ ‎narzędzie,‎ ‎z‎ ‎którego‎ ‎pomocą‎ ‎możemy‎ ‎zdobyć‎ ‎dalsze‎ ‎łaski.‎ ‎W‎ ‎ten‎ ‎sposób‎ ‎zdolni‎ ‎jesteśmy dzięki‎ ‎łasce‎ ‎Bożej‎ ‎działać‎ ‎w‎ ‎porządku‎ ‎nadprzyrodzonym,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎w‎ ‎dziele‎ ‎naszego‎ ‎uświęcenia, współdziałając‎ ‎z‎ ‎łaską.‎ ‎Bóg‎ ‎chce, byśmy‎ ‎byli‎ ‎czynni‎ ‎i‎ ‎własnym‎ ‎wysiłkiem‎ ‎przyczyniali‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎naszej‎ ‎doskonałości.‎ ‎To‎ ‎odnosi‎ ‎się zarówno‎ ‎do‎ ‎porządku‎ ‎przyrodzonego,‎ ‎jak‎ ‎i‎ ‎nadprzyrodzonego.
W‎ ‎dziedzinie‎ ‎przyrodzonej‎ ‎Bóg nie‎ ‎dał‎ ‎nam‎ ‎tego,‎ ‎co‎ ‎potrzebujemy‎ ‎dla‎ ‎ciała‎ ‎i‎ ‎duszy,‎ ‎w‎ ‎formie gotowej,‎ ‎lecz‎ ‎dał‎ ‎nam‎ ‎zdolności i‎ ‎siłę‎ ‎twórczą,‎ ‎dzięki‎ ‎której‎ ‎możemy‎ ‎własną‎ ‎twórczą‎ ‎działalnością‎ ‎zdobywać‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎potrzebujemy‎ ‎do‎ ‎życia‎ ‎i‎ ‎do‎ ‎rozwoju‎ ‎fizycznego‎ ‎i‎ ‎duchowego.‎ ‎Ta‎ ‎zdolność do‎ ‎pracy‎ ‎twórczej‎ ‎jest‎ ‎poniekąd uczestnictwem‎ ‎w‎ ‎potędze‎ ‎twórczej‎ ‎samego‎ ‎Boga,‎ ‎i‎ ‎dlatego‎ ‎jest dla‎ ‎nas‎ ‎źródłem‎ ‎postępu‎ ‎i‎ ‎radości.‎ ‎Ona‎ ‎sprawia,‎ ‎że‎ ‎rozwijamy prawdziwą‎ ‎działalność‎ ‎przyczynową,‎ ‎że‎ ‎uczestniczymy‎ ‎w‎ ‎przyczynowości‎ ‎Bożej‎ ‎i‎ ‎posiadamy godność‎ ‎przyczyny.
Podobnie‎ ‎uczynił‎ ‎Bóg‎ ‎w‎ ‎porządku‎ ‎nadprzyrodzonym.‎ ‎Nie‎ ‎daje‎ ‎nam‎ ‎dóbr‎ ‎nadprzyrodzonych bez‎ ‎naszej‎ ‎współpracy,‎ ‎bez‎ ‎wysiłku‎ ‎z‎ ‎naszej‎ ‎strony.‎ ‎Raczej‎ ‎daje‎ ‎nam‎ ‎—‎ ‎w‎ ‎mierze,‎ ‎w‎ ‎jakiej‎ ‎to rzeczą‎ ‎możliwą,‎ ‎kiedy‎ ‎chodzi o‎ ‎dobra‎ ‎przekraczające‎ ‎całkowicie‎ ‎siły‎ ‎nasze‎ ‎i‎ ‎zdolności‎ ‎przyrodzone‎ ‎—‎ ‎udział‎ ‎w‎ ‎swej‎ ‎przyczynowości‎ ‎sprawczej.‎ ‎Oczywista,‎ ‎że o‎ ‎takiej‎ ‎twórczości,‎ ‎jaką‎ ‎posiadamy‎ ‎w‎ ‎dziedzinie‎ ‎przyrodzonej, mowy‎ ‎być‎ ‎tu‎ ‎nie‎ ‎może.‎ ‎Dary nadprzyrodzone,‎ ‎tzn.‎ ‎łaska‎ ‎uświęcająca,‎ ‎cnoty‎ ‎nadprzyrodzone‎ ‎oraz‎ ‎łaski‎ ‎uczynkowe,‎ ‎są‎ ‎tak zupełnie‎ ‎niewspółmierne‎ ‎z‎ ‎naszymi‎ ‎siłami,‎ ‎iż‎ ‎przyrodzonym‎ ‎wysiłkiem‎ ‎nie‎ ‎możemy‎ ‎na‎ ‎nie‎ ‎wpływać,‎ ‎ani‎ ‎ich‎ ‎zdobyć‎ ‎dla‎ ‎siebie, ani‎ ‎wzmóc‎ ‎je‎ ‎w‎ ‎sobie,‎ ‎ani‎ ‎nawet,‎ ‎jeśli‎ ‎chodzi‎ ‎o‎ ‎ich‎ ‎całokształt,‎ ‎zachować‎ ‎je‎ ‎na‎ ‎stałe w‎ ‎duszy‎ ‎i‎ ‎zapewnić‎ ‎sobie‎ ‎przez nie‎ ‎zbawienie.‎ ‎Na pozór‎ ‎zdawałoby‎ ‎się‎ ‎przeto,‎ ‎że‎ ‎udział‎ ‎czynny z‎ ‎naszej‎ ‎strony‎ ‎jest‎ ‎tu‎ ‎niemożliwy,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎żaden‎ ‎sposób‎ ‎nie‎ ‎możemy‎ ‎stać‎ ‎się‎ ‎współprzyczyną łaski.
A‎ ‎jednak‎ ‎dzięki‎ ‎modlitwie‎ ‎tak nie‎ ‎jest;‎ ‎przez‎ ‎nią‎ ‎nawet‎ ‎w‎ ‎porządku‎ ‎nadprzyrodzonym‎ ‎podniesieni‎ ‎zostajemy‎ ‎do‎ ‎godności przyczyn‎ ‎sprawczych‎ ‎i‎ ‎czynnie wpływamy‎ ‎na‎ ‎tajemniczy‎ ‎proces rozwoju‎ ‎łaski‎ ‎w‎ ‎naszych‎ ‎duszach.‎ ‎Tu‎ ‎nawet,‎ ‎na‎ ‎terenie‎ ‎życia nadprzyrodzonego,‎ ‎Bóg‎ ‎kieruje naszym‎ ‎losem‎ ‎nie‎ ‎bez‎ ‎naszego współdziałania,‎ ‎nie‎ ‎bez‎ ‎nas,‎ ‎ale żąda‎ ‎od‎ ‎nas,‎ ‎abyśmy‎ ‎sami‎ ‎nań wpływali,‎ ‎przedstawiając‎ ‎Mu‎ ‎z prostotą‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎pokorą‎ ‎swoje‎ ‎potrzeby,‎ ‎bóle‎ ‎i‎ ‎troski‎. (3)
Wiele‎ łask‎ ‎Bóg‎ ‎nam‎ ‎daje‎ ‎bez żadnych‎ ‎próśb‎ ‎naszych,‎ ‎przede wszystkim‎ ‎łaskę‎ ‎modlitwy.‎ ‎Inne zaś‎ ‎łaski‎ ‎Opatrzność‎ ‎Boża‎ ‎związała‎ ‎tak‎ ‎ściśle‎ ‎z‎ ‎naszymi‎ ‎modlitwami,‎ ‎iż‎ ‎bez‎ ‎nich‎ ‎nie‎ ‎otrzymamy‎ ‎ich.‎ ‎W‎ ‎łańcuchu‎ ‎przyczyn, które‎ ‎mają‎ ‎nam‎ ‎tę‎ ‎lub‎ ‎ową‎ ‎łaskę sprowadzić,‎ ‎Opatrzność‎ ‎Boża‎ ‎pomieściła‎ ‎nasze‎ ‎modlitwy;‎ ‎jeśli‎ ‎ich zaniedbamy,‎ ‎wówczas‎ ‎łańcuch‎ ‎nie będzie‎ ‎zamknięty,‎ ‎zabraknie‎ ‎w nim‎ ‎ogniwa‎ ‎i‎ ‎skutek‎ ‎nie‎ ‎będzie mógł‎ ‎nastąpić.‎ ‎Każdy‎ ‎z‎ ‎nas‎ ‎ma koło‎ ‎siebie‎ ‎wiele‎ ‎łask;‎ ‎dość,‎ ‎że po‎ ‎nie‎ ‎wyciągnie‎ ‎rękę‎ ‎przez‎ ‎modlitwę;‎ ‎jeśli‎ ‎tego‎ ‎nie‎ ‎uczyni,‎ ‎to te‎ ‎łaski,‎ ‎aczkolwiek‎ ‎tak‎ ‎bliskie, nigdy‎ ‎nie‎ ‎staną‎ ‎się‎ ‎jego‎ ‎własnością.
Więcej‎ ‎Bóg‎ ‎zrobić‎ ‎dla‎ ‎nas‎ ‎nie mógł;‎ ‎nie‎ ‎mógł‎ ‎On‎ ‎sprawić,‎ ‎abyśmy‎ ‎przyrodzonym‎ ‎wysiłkiem‎ ‎woli‎ ‎łaskę‎ ‎zdobywali;‎ ‎łaska‎ ‎bowiem przekracza‎ ‎konieczne‎ ‎siły,‎ ‎zdolności‎ ‎i‎ ‎prawa‎ ‎wszelkiego‎ ‎stworzenia.‎ ‎Bóg‎ ‎więc‎ ‎mówi‎ ‎do‎ ‎nas: Oto‎ ‎pragnę‎ ‎obsypywać‎ ‎was‎ ‎przebogatymi‎ ‎dobrodziejstwami;‎ ‎nie chcę‎ ‎jednak‎ ‎z‎ ‎wami‎ ‎postępować, jak‎ ‎z‎ ‎istotami‎ ‎nierozumnymi i‎ ‎obdarzać‎ ‎was‎ ‎bez‎ ‎waszej‎ ‎wiedzy‎ ‎i‎ ‎woli,‎ ‎bez‎ ‎waszego‎ ‎współdziałania.‎ ‎Pragnę,‎ ‎byście‎ ‎także w‎ ‎porządku‎ ‎łaski‎ ‎byli‎ ‎współpracownikami‎ ‎moimi;‎ ‎chcę,‎ ‎byście się‎ ‎tym,‎ ‎co‎ ‎gotów‎ ‎jestem‎ ‎dla was‎ ‎uczynić,‎ ‎serdecznie‎ ‎interesowali,‎ ‎abyście‎ ‎o‎ ‎tym‎ ‎ze‎ ‎Mną wciąż‎ ‎radzili,‎ ‎abyście‎ ‎Mnie‎ ‎błagali‎ ‎o‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎Ja‎ ‎tak‎ ‎chętnie‎ ‎wam daję,‎ ‎skoro‎ ‎tylko‎ ‎zobaczę,‎ ‎że wam‎ ‎naprawdę‎ ‎o‎ ‎to‎ ‎chodzi;‎ ‎chcę i‎ ‎tu,‎ ‎w‎ ‎tej‎ dziedzinie‎ ‎tak‎ ‎dla‎ ‎was niedostępnej,‎ ‎w‎ ‎tej‎ ‎dziedzinie Bożej,‎ ‎traktować‎ ‎was‎ ‎jak‎ ‎istoty rozumne,‎ ‎które‎ ‎winny‎ ‎same‎ ‎kierować‎ ‎swym‎ ‎losem.‎ ‎I‎ ‎dlatego wiążę‎ ‎dobra,‎ ‎które‎ ‎dla‎ ‎was‎ ‎przeznaczam,‎ ‎najściślej‎ ‎z‎ ‎waszymi modlitwami,‎ ‎z‎ ‎tymi‎ ‎porywami rozumu‎ ‎i‎ ‎woli,‎ ‎które‎ ‎Mnie‎ ‎przynoszą‎ ‎chwałę‎ ‎a‎ ‎wam‎ ‎są‎ ‎tak‎ ‎konieczne‎ ‎dla‎ ‎zdrowia‎ ‎dusz‎ ‎waszych (4).

Widzimy‎ ‎więc,‎ ‎jak‎ ‎płytkie‎ ‎są zarzuty‎ ‎podnoszone‎ ‎zwykle‎ ‎przeciwko‎ ‎modlitwie‎ ‎błagalnej!‎ ‎Wszak ona‎ ‎—‎ ‎powiadają‎ ‎—‎ ‎jest‎ ‎poniżeniem‎ ‎Boga,‎ ‎którego‎ ‎wolę‎ ‎trzeba‎ ‎zmieniać,‎ ‎albo‎ ‎któremu‎ ‎trzeba‎ ‎dopiero‎ ‎mówić,‎ ‎czego‎ ‎potrzebujemy,‎ ‎jak gdyby‎ ‎On‎ ‎tego‎ ‎znacznie‎ ‎lepiej‎ ‎od‎ ‎nas‎ ‎nie‎ ‎wiedział! Jest‎ ‎ona‎ ‎również‎ ‎poniżeniem człowieka,‎ ‎bo‎ ‎czyni‎ ‎zeń‎ ‎żebraka, żebrzącego‎ ‎u‎ ‎Boga‎ ‎o‎ ‎osobiste‎ ‎korzyści!
Tymczasem‎ ‎modlitwa,‎ ‎pojęta w‎ ‎prawdziwym‎ ‎sensie‎ ‎chrześcijańskim,‎ ‎pokazuje‎ ‎w‎ ‎najjaśniejszem‎ ‎świetle‎ ‎zarówno‎ ‎wielkość i‎ ‎doskonałość‎ ‎Boga‎ ‎jako też‎ ‎doskonałość‎ ‎i‎ ‎dostojeństwo‎ ‎człowieka.‎ ‎Pokazuje‎ ‎ona,‎ ‎jak‎ ‎bardzo Bóg‎ ‎pragnie‎ ‎posunąć‎ ‎swą‎ ‎hojność‎ ‎do‎ ‎najdalszych‎ ‎granic,‎ ‎u‎dzielając‎ ‎stworzeniom‎ ‎uczestnictwa‎ ‎w‎ ‎swych‎ ‎właściwościach‎ ‎i‎ ‎doskonałościach;‎ ‎nie tylko‎ ‎bowiem w‎ ‎porządku‎ ‎przyrodzonym,‎ ‎ale nawet‎ ‎w‎ ‎porządku‎ ‎nadprzyrodzonym‎ ‎daje‎ ‎On‎ ‎rozumnym‎ ‎stworzeniom‎ ‎—‎ ‎oczywiście‎ ‎w‎ ‎mierze, w‎ ‎jakiej‎ ‎to‎ ‎jest‎ ‎możliwe‎ ‎— udział‎ ‎w‎ ‎swej‎ ‎sprawczości‎ ‎twórczej,‎ ‎tak‎ ‎iż‎ ‎nie tylko‎ ‎przyjmują one‎ ‎biernie‎ ‎niezliczone‎ ‎dary‎ ‎Boże, ale‎ ‎także‎ ‎czynnie‎ ‎współdziałają‎ ‎z‎ ‎darami‎ ‎Bożymi‎ ‎przez‎ ‎rozum‎ ‎i‎ ‎wolę.
Równocześnie‎ ‎prawdziwa‎ ‎nauka‎ ‎o‎ ‎modlitwie‎ ‎pokazuje,‎ ‎że człowiek‎ ‎posiada‎ ‎wielką‎ ‎godność współpracownika‎ ‎Bożego‎ ‎nawet tam,‎ ‎gdzie‎ ‎własne‎ ‎siły‎ ‎jego‎ ‎nic zdziałać‎ ‎nie‎ ‎mogą.‎ ‎Więc‎ ‎nie‎ ‎jest on‎ ‎tylko‎ ‎żebrakiem,‎ ‎ale‎ ‎„współobywatelem‎ ‎świętych‎ ‎i‎ ‎domownikiem‎ ‎Bożym”‎,‎ ‎któremu‎ ‎dano jest‎ ‎przenikać‎ ‎plany‎ ‎Boże‎ ‎i‎ ‎wpływać‎ ‎na‎ ‎kierunek‎ ‎swych‎ ‎losów przez‎ ‎korną‎ ‎modlitwę.‎ ‎Bóg‎ ‎żąda od‎ ‎człowieka‎ ‎współpracy,‎ ‎nawet w‎ ‎dziedzinie‎ ‎nadprzyrodzonej, tak‎ ‎wyłącznie‎ ‎Bożej‎ ‎i‎ ‎przez‎ ‎się niedostępnej‎ ‎dla‎ ‎wszelakiego stworzenia (5).
Modlitwa‎ ‎więc‎ ‎ma‎ ‎swe‎ ‎źródło w‎ ‎Bogu.‎ ‎Bóg‎ ‎chce,‎ ‎byśmy‎ ‎się modlili;‎ ‎uwzględnił‎ ‎On‎ ‎modlitwę naszą‎ ‎w‎ ‎planie‎ ‎swej‎ ‎Opatrzności, w‎ ‎którym‎ ‎przedwiecznie‎ ‎wyznaczył‎ ‎jej‎ ‎doniosłe‎ ‎zadanie;‎ ‎w‎ ‎czasie‎ ‎zaś‎ ‎daje‎ ‎nam‎ ‎łaskę,‎ ‎byśmy potrafili‎ ‎się‎ ‎modlić‎ ‎prawdziwie i‎ ‎skutecznie.‎ ‎Stąd‎ ‎oczywista,‎ ‎że modląc‎ ‎się‎ ‎nie‎ ‎chcemy‎ ‎bynajmniej‎ ‎wpływać‎ ‎na‎ ‎Boga‎ ‎i‎ ‎skłaniać‎ ‎Go‎ ‎do‎ ‎tego,‎ ‎by‎ ‎zmieniał przedwieczne‎ ‎wyroki‎ ‎Opatrzności swej.‎ ‎Nie,‎ ‎raczej‎ ‎rzecz‎ ‎ma‎ ‎się przeciwnie:‎ ‎same‎ ‎przedwieczne i‎ ‎niezmienne‎ ‎wyroki‎ ‎Opatrzności Bożej‎ ‎sprawiają,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎czasie‎ ‎Bóg nam‎ ‎daje‎ ‎łaskę‎ ‎modlitwy,‎ ‎przez którą‎ ‎zyskujemy‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎Bóg‎ ‎wedle‎ ‎niezmiennych‎ ‎wyroków‎ ‎swoich‎ ‎chce‎ ‎nam‎ ‎dać‎ ‎za‎ ‎pośrednictwem‎ ‎modlitwy.‎ ‎Źródłem‎ ‎zatem‎ ‎skuteczności‎ ‎naszych‎ ‎modlitw‎ ‎jest‎ ‎niezmienny‎ ‎plan‎ ‎Bożej Opatrzności,‎ ‎czyli‎ ‎ów‎ ‎dekret‎ ‎Boży,‎ ‎w‎ ‎którym‎ ‎Bóg‎ ‎postanowił udzielić‎ ‎nam‎ ‎pewnych‎ ‎dóbr‎ ‎dzięki‎ ‎naszej‎ ‎modlitwie.‎ ‎Modlitwa objęta‎ ‎jest‎ ‎planem‎ ‎Opatrzności jako‎ ‎przyczyna‎ ‎drugorzędna‎ ‎dóbr, które‎ ‎Bóg‎ ‎dla‎ ‎nas‎ ‎przeznaczył. Podobnie‎ ‎jak‎ ‎w‎ ‎porządku‎ ‎przyrodzonym‎ ‎Opatrzność‎ ‎Boża‎ ‎przygotowała‎ ‎przyczyny,‎ ‎które‎ ‎mają wywołać‎ ‎skutki‎ ‎zamierzone‎ ‎przez Boga‎ ‎—‎ ‎np.‎ ‎ziarno‎ ‎ma‎ ‎w‎ ‎swoim czasie‎ ‎wydać‎ ‎plon‎ ‎żniwny‎ ‎—tak‎ ‎w‎ ‎porządku‎ ‎nadprzyrodzonym‎ ‎Bóg‎ ‎przygotował‎ ‎przyczyny,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎modlitwę,‎ ‎która w‎ ‎swoim‎ ‎czasie‎ ‎ma‎ ‎zrodzić‎ ‎plon duchowny.‎ ‎I‎ ‎dlatego‎ ‎każda‎ ‎modlitwa‎ ‎jest‎ ‎wyrazem‎ ‎czci‎ ‎i‎ ‎hołdu dla‎ ‎Bożej‎ ‎Opatrzności.‎ ‎Trzeba nawet‎ ‎więcej‎ ‎powiedzieć:‎ ‎przez modlitwę‎ ‎współdziałamy‎ ‎przy‎ ‎wykonaniu‎ ‎planu‎ ‎Opatrzności.‎ ‎Bo kiedy‎ ‎się‎ ‎modlimy,‎ ‎wówczas‎ ‎pragniemy‎ ‎w‎ ‎czasie‎ ‎tego,‎ ‎co‎ ‎Bóg chce‎ ‎przedwiecznie;‎ ‎pragniemy, by‎ ‎za‎ ‎pośrednictwem‎ ‎naszej‎ ‎modlitwy‎ ‎stało‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎czasie‎ ‎to,‎ ‎co Bóg‎ ‎przedwiecznie‎ ‎postanowił, by‎ ‎w‎ ‎czasie‎ ‎spełniło‎ ‎się‎ ‎dzięki naszej‎ ‎modlitwie.‎ ‎Więc‎ ‎modlitwa nasza‎ ‎nie‎ ‎zmierza‎ ‎do‎ ‎tego,‎ ‎by zmienić‎ ‎wolę‎ ‎Bożą,‎ ‎ściągając‎ ‎ją poniekąd‎ ‎do‎ ‎poziomu‎ ‎naszej biednej‎ ‎woli;‎ ‎przeciwnie,‎ ‎—‎ ‎modlitwa‎ ‎dźwiga‎ ‎naszą‎ ‎wolę‎ ‎do‎ ‎wyżyn‎ ‎woli‎ ‎Bożej.‎ ‎I‎ ‎dlatego‎ ‎modlitwa‎ ‎jest‎ ‎wzniesieniem‎ ‎duszy, rozumu‎ ‎i‎ ‎woli,‎ ‎do‎ ‎Boga,‎ ‎jest‎ ‎hołdem‎ ‎dla‎ ‎Boga‎ ‎i‎ ‎doskonałością dla‎ ‎nas.‎ ‎Im‎ ‎doskonalej‎ ‎zaś‎ ‎modlitwa‎ ‎nasza‎ ‎zgadza‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎zamiarami‎ ‎Bożymi,‎ ‎tym‎ ‎jest‎ ‎doskonalsza;‎ ‎tym‎ ‎bardziej‎ ‎współdziałamy w‎ ‎rządach‎ ‎Opatrzności.
W‎ ‎świetle‎ ‎tej‎ ‎teologii‎ ‎modlitwy‎ ‎rozumiemy,‎ ‎jaką‎ ‎potęgą nadprzyrodzoną‎ ‎jest‎ ‎modlitwa.‎ ‎Moc‎ ‎jej‎ ‎przekracza wszelkie‎ ‎siły‎ ‎i‎ ‎poczynania‎ ‎ludzkie,‎ ponieważ‎ ‎czerpie‎ ‎ona‎ ‎swą skuteczność‎ ‎wprost‎ ‎z‎ ‎Boga,‎ ‎z nieskończonych‎ ‎zasług‎ ‎Jezusa Chrystusa‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎łask‎ ‎uczynkowych, które‎ ‎nas‎ ‎pobudzają‎ ‎do‎ ‎modlitwy.‎ ‎I‎ ‎dlatego‎ ‎modlitwa‎ ‎więcej znaczy‎ ‎niż‎ ‎wszelakie‎ ‎zabiegi‎ ‎i moce‎ ‎przyrodzone‎ ‎razem‎ ‎wzięte, i‎ ‎może‎ ‎nam‎ ‎wyjednać‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎Bóg ‎ ‎jeden‎ ‎sprawić‎ ‎może:‎ ‎łaskę,‎ ‎żal doskonały,‎ ‎miłość,‎ ‎żywot‎ ‎wieczny.
Jeśli‎ ‎modlitwa‎ ‎jest‎ ‎dziełem Boga‎ ‎w‎ ‎nas,‎ ‎jeśli‎ ‎jest‎ ‎skutkiem łaski,‎ ‎to‎ ‎ważną‎ ‎jest‎ ‎rzeczą,‎ ‎by woła‎ ‎nasza‎ ‎była‎ ‎posłuszna‎ ‎i‎ ‎wierna‎ ‎łasce,‎ ‎by‎ ‎gotowa była‎ ‎każdego‎ ‎czasu‎ ‎przyjmować dar‎ ‎modlitwy,‎ ‎którego‎ ‎Bóg‎ ‎nikomu‎ ‎nie‎ ‎odmawia.‎
Powiedzieliśmy,‎ ‎że‎ ‎łaska,‎ ‎skłaniająca‎ ‎nas‎ ‎do modlitwy,‎ ‎jest‎ ‎pierwszą‎ ‎łaską,‎ ‎jaką‎ ‎Bóg‎ ‎nam‎ ‎daje.‎ ‎Kto‎ ‎z‎ ‎niej skorzysta‎ ‎i‎ ‎modli‎ ‎się‎ ‎pilnie,‎ ‎niechybnie‎ ‎otrzyma‎ ‎obfitość‎ ‎łask dalszych‎ ‎i‎ ‎dojść‎ ‎może‎ ‎do‎ ‎doskonałości.‎ ‎Stąd‎ ‎oczywista,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎modlitwie‎ ‎wola‎ ‎nasza ‎ma‎ ‎pierwszorzędne‎ ‎znaczenie.‎ ‎Trzeba chcieć‎ ‎się‎ ‎modlić,‎ ‎trzeba‎ ‎pragnąć modlitwy,‎ ‎trzeba‎ ‎kochać‎ ‎modlitwę.‎ ‎Słusznie‎ ‎mawiamy:‎ ‎jak‎ ‎kto miłuje,‎ ‎tak‎ ‎się‎ ‎modli.
Rzecz‎ ‎jasna,‎ ‎że‎ ‎także‎ ROZUM‎ ‎oświecony‎ ‎wiarą‎ ‎uczestniczy‎ ‎w‎ ‎modlitwie,‎ ‎bo‎ ‎nie‎ ‎możemy zwracać‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎Boga‎ ‎z‎ ‎prośbą, jeśli‎ ‎Go‎ ‎nie‎ ‎poznaliśmy. Kto‎ ‎zabiera‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎modlitwy, musi‎ ‎mocno‎ ‎wierzyć‎ ‎w‎ ‎Boga, najlepszego‎ ‎Ojca.‎ ‎Wiara‎ ‎jest‎ ‎nieodzownym‎ ‎źródłem‎ ‎modlitwy. Ona‎ ‎sprawia,‎ ‎że‎ ‎modlitwa‎ ‎jest czynnością‎ ‎rozumną,‎ ‎świadomą swych‎ ‎celów‎ ‎i‎ ‎zadań.‎ ‎Umysł ludzki‎ ‎o‎ ‎własnych‎ ‎siłach‎ ‎„może odkryć‎ ‎pewne‎ ‎fragmenty‎ ‎prawd Bożych,‎ ‎ale‎ ‎nigdy‎ ‎nie‎ ‎będą‎ ‎one dość‎ ‎jasne‎ ‎i‎ ‎ścisłe,‎ ‎nigdy‎ ‎nie‎ ‎dadzą‎ ‎dość‎ ‎pełnego‎ ‎całokształtu wiadomości‎ ‎o‎ ‎życiu‎ ‎ducha,‎ ‎aby człowiek‎ ‎mógł‎ ‎się‎ ‎niemi‎ ‎zadowolić‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎wysnuć‎ ‎obowiązek ciągłej,‎ ‎stałej,‎ ‎a‎ ‎jednocześnie ufnej‎ ‎i‎ ‎serdecznej‎ ‎modlitwy.
Dopiero‎ ‎wiara‎ ‎otwiera‎ ‎przed modlitwą‎ ‎jasne‎ ‎drogi.‎ ‎Daje‎ ‎jej najpierw‎ ‎głębokie‎ ‎uzasadnienie, wykazując‎ ‎z‎ ‎jednej‎ ‎strony‎ ‎jej konieczność‎ ‎jako‎ ‎służby‎ ‎Bożej, z‎ ‎drugiej‎ ‎jej‎ ‎pożytek‎ ‎dla‎ ‎człowieka.‎ ‎Następnie‎ ‎wiara‎ ‎wypełnia‎ ‎modlitwę‎ ‎treścią,‎ ‎przez‎ ‎co  ‎jest‎ ‎jakby‎ ‎jej‎ ‎pokarmem,‎ ‎nie‎ ‎dającym‎ ‎się‎ ‎nigdy‎ ‎wyczerpać.‎ ‎Wre‎szcie‎ ‎wiara‎ ‎prowadzi‎ ‎modlitwę ‎do‎ ‎natchnionych‎ ‎źródeł‎ ‎Pisma ‎świętego‎ ‎i‎ ‎tam‎ ‎uczy‎ ‎ją‎ ‎na‎ ‎tych wzorach‎ ‎boskiego‎ ‎pochodzenia, ‎jak‎ ‎wyrażać‎ ‎Bogu‎ ‎wszystkie‎ ‎poruszenia‎ ‎duszy. (6)

Poznanie‎ ‎jednak,‎ ‎niezbędne ‎w‎ ‎modlitwie,‎ ‎ma‎ ‎początek‎ ‎swój ‎i‎ ‎kres‎ ‎w‎ ‎woli.‎ ‎Wola‎ ‎przejęta miłością‎ ‎skłania‎ ‎nas‎ ‎do‎ ‎tego,‎ ‎byśmy‎ ‎myśleli‎ ‎o‎ ‎Bogu,‎ ‎poznawali Go‎ ‎coraz‎ ‎lepiej;‎ ‎im‎ ‎zaś‎ ‎lepiej‎ ‎poznajemy‎ ‎doskonałość‎ ‎Boga,‎ ‎tym bardziej‎ ‎rozpala‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎nas‎ ‎miłość.‎ ‎W‎ ‎modlitwie‎ ‎więc‎ ‎akty‎ ‎rozumu‎ ‎i‎ ‎woli,‎ ‎akty‎ ‎wiary‎ ‎i‎ ‎miłości wiążą‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎sobą‎ ‎i‎ ‎wzajemnie przenikają.‎ ‎Im‎ ‎bardziej‎ ‎wierzymy‎ ‎i‎ ‎miłujemy,‎ ‎tym‎ ‎lepiej‎ ‎się modlimy.‎ ‎A‎ ‎jeśli,‎ ‎jak‎ ‎to‎ ‎bywa w‎ ‎wyższych‎ ‎stanach‎ ‎modlitwy, dary‎ ‎Ducha‎ ‎Św.‎ ‎doskonalą‎ ‎naszą wiarę‎ ‎(dar‎ ‎rozumu)‎ ‎i‎ ‎naszą‎ ‎miłość‎ ‎(dar‎ ‎mądrości),‎ ‎wówczas przenikają‎ ‎się‎ ‎one‎ ‎najściślej,‎ ‎tak iż‎ ‎stapiają‎ ‎się‎ ‎poniekąd‎ ‎w‎ ‎jeden akt,‎ ‎przez‎ ‎który‎ ‎dusza,‎ ‎zapatrzona‎ ‎w‎ ‎prawdę‎ ‎Bożą,‎ ‎lgnie‎ ‎do‎ ‎niej żywą‎ ‎wiarą‎ ‎pełną‎ ‎miłości.‎ ‎Jest‎ ‎to doskonały‎ ‎sposób‎ ‎modlitwy,‎ ‎zwany‎ ‎kontemplacją:‎ ‎do‎ ‎niej‎ ‎Pan Bóg‎ ‎powołuje‎ ‎dusze‎ ‎wybrane.

Dla‎ ‎nas‎ ‎rzeczą‎ ‎zasadniczą‎ ‎jest, byśmy‎ ‎pamiętali‎ ‎o‎ ‎tym,‎ ‎że‎ ‎najistotniejszym‎ ‎czynnikiem‎ ‎modlitwy‎ ‎jest‎ ‎miłowanie,‎ ‎nie‎ ‎zaś‎ ‎rozumowanie,‎ ‎a‎ ‎tym‎ ‎mniej‎ ‎uczucie. „Zwracając‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎tych,‎ ‎którzy rozumują,‎ ‎—‎ ‎pisze‎ ‎św.‎ ‎Teresa‎ ‎— radzę‎ ‎im,‎ ‎niechaj‎ ‎na‎ ‎tę‎ ‎pracę‎ ‎rozumu‎ ‎nie‎ ‎poświęcają‎ ‎wyłącznie całego‎ ‎czasu‎ ‎modlitwy.‎ ‎Sposób ten‎ ‎rozmyślania‎ ‎ma‎ ‎bez‎ ‎wątpienia‎ ‎wielką‎ ‎swoją‎ ‎zasługę;‎ ‎lecz oni,‎ ‎znajdując‎ ‎w‎ ‎nim‎ ‎upodobanie,‎ ‎nie‎ ‎chcieliby‎ ‎nigdy‎ ‎od‎ ‎tej pracy‎ ‎świętować,‎ ‎ani‎ ‎jej‎ ‎przerwać.‎ ‎Każda‎ ‎chwila,‎ ‎w‎ ‎której‎ ‎dadzą‎ ‎odpocząć‎ ‎rozumowi,‎ ‎zdaje‎ ‎im się‎ ‎czasem‎ ‎straconym.‎ ‎Ja‎ ‎przeciwnie‎ ‎sądzę,‎ ‎że‎ ‎taka‎ ‎strata‎ ‎wielkim‎ ‎jest‎ ‎zyskiem.‎ ‎Niech‎ ‎raczej, jak‎ ‎mówiłam,‎ ‎stawią‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎obecności‎ ‎Chrystusa‎ ‎Pana‎ ‎i‎ ‎bez‎ ‎natężenia‎ ‎rozumu‎ ‎cieszą‎ ‎się‎ ‎Nim i‎ ‎z‎ ‎Nim‎ ‎rozmawiają,‎ ‎nie‎ ‎siląc‎ ‎się na‎ ‎rozumowania‎ ‎i‎ ‎dowodzenia; niech‎ ‎raczej‎ ‎przedstawiają‎ ‎Mu potrzeby‎ ‎swoje‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎pokorą‎ ‎uznają dobroć‎ ‎Jego,‎ ‎iż‎ ‎raczy‎ ‎nas‎ ‎cierpieć‎ ‎w‎ ‎obecności‎ ‎swojej,‎ ‎kiedy miałby‎ ‎tyle‎ ‎powodów,‎ ‎by‎ ‎nas‎ ‎odrzucić‎ ‎od‎ ‎siebie.‎ ‎Przedmioty‎ ‎tych duchownych‎ ‎z‎ ‎Panem‎ ‎rozmów niech‎ ‎będą‎ ‎rozmaite,‎ ‎dziś‎ ‎taki, jutro‎ ‎inny,‎ ‎aby‎ ‎dusza‎ ‎nie‎ ‎sprzykrzyła‎ ‎sobie,‎ ‎pożywając‎ ‎wciąż jednej‎ ‎potrawy.‎ ‎Są‎ ‎to‎ ‎potrawy bardzo‎ ‎wyborne‎ ‎i‎ ‎pożywne;‎ ‎skoro‎ ‎smak‎ ‎się‎ ‎przyzwyczai‎ ‎do‎ ‎nich, przynoszą‎ ‎one‎ ‎wielkie‎ ‎posilenie na‎ ‎żywot‎ ‎duszy‎ ‎i‎ ‎niezliczone‎ ‎korzyści” (7‎).

Praktyczne wskazówki dla życia duchowego (1). Praca wewnętrzna.


Ks. Dr. Aleksander Żychliński. Wtajemniczenie w umiejętność świętych: Praktyczne wskazówki do życia wewnętrznego. 1933.

‎1) Droga‎ ‎doskonałości,‎ ‎Poznań‎ ‎1924.
2‎)‎ ‎Księga‎ ‎zmiłowań‎ ‎Pańskich, Warszawa‎ ‎1898
3) ‎J.‎ ‎Woroniecki,‎ ‎Pełnia‎ ‎modlitwy, Poznań‎ ‎1924, 54 nn.
4)‎ ‎Tamże.
5) Tamże, 55 nn.
6)  ‎Tamże,‎ ‎134
7) )‎ ‎Księga‎ ‎zmiłowań‎ ‎Pańskich,‎ ‎96‎.

 

 



ZASADY PUBLIKOWANIA KOMENTARZY
Prosimy o merytoryczne komentarze. Naszym celem jest obnażanie kłamstwa, a nie przyczynianie się do potęgowania zamętu. Dlatego bezpodstawne opinie zaprzeczające obiektywnej prawdzie publikujemy wyłącznie, gdy zachodzi potrzeba reakcji na fałszywe informacje.

Dodaj komentarz