„Pragnąłbym bardzo żyć prawdziwym życiem duchownym, ale nie wiem, jak je zdobyć. Nie widzę jasno, od czego zacząć; nie mam żadnego rozkładu pracy wewnętrznej.”
Jakże często podobne skargi rodzą się w duszach dobrej woli. Takim duszom „szukającym” poświęcamy to „Wtajemniczenie w umiejętność świętych”, w którym podajemy zasadnicze wskazówki praktyczne dla życia duchownego.
PRACA WEWNĘTRZNA
Na próżno żyje, kto nie usiłuje stać się prawdziwie świętym. Bo czyż nie jesteśmy stworzeni na to, byśmy byli świętymi? Przez świętość spełniamy wszelaki obowiązek swój, w niej znajdujemy niezamącony pokój i prawdziwe szczęście.
Czy świętość jest możliwa dla mnie? — Owszem, ona właśnie jest dla ciebie. Tylko zważ dobrze, co to jest świętość.
Powiadają teologowie, że świętość polega na miłości. Słusznie. Im kto więcej ma miłości, tym bardziej jest zjednoczony z Bogiem, tym doskonalej Boga swego posiada, tym jest świętszy. Ale miłości nikt własnym nie zdobędzie wysiłkiem. Jest ona najprzedniejszym darem Bożym; sam Bóg wlewa ją do duszy naszej. Więc odpowiedź, że doskonałość i świętość, o jaką w życiu koniecznie chodzi, polega na miłości, jest prawdziwa, ale bierze rzecz raczej ze strony Boga, aniżeli ze strony woli ludzkiej i ludzkiego wysiłku.
Kiedy powiadamy, że świętość polega na miłości, to świętość uwzględniamy bardziej teologicznie, aniżeli praktycznie. W tej chwili chodzi przede wszystkim o to, co sami czynić mamy praktycznie, codziennie, by żyć prawdziwym życiem duchownym i stać się świętymi. Czy świętość leży praktycznie w naszych rękach? Tak jest.
— A na czymże polega ta praktyka świętości?
Na tym, „by chcieć“. Co mam czynić, by zostać świętą?— pytała święta Scholastyka brata swego, św. Benedykta. „Chcieć“ — była odpowiedź. A gdy po raz drugi i trzeci to samo stawiała pytanie, zawsze tę samą otrzymywała odpowiedź: Chcieć, chcieć.
Więc: chcieć! A przynajmniej „chcieć chcieć“; — to pierwsze, na co zdobyć się musimy, kiedy zabieramy się do życia duchownego. Ale trzeba także „umieć chcieć“, trzeba zdać sobie dokładnie sprawę z tego, czego się chce.
Więc czego konkretnie chcieć, by dojść do doskonałości?
Czy może chcieć bez zastrzeżeń poświęcać samego siebie, swe siły, mienie i czas swój, na rzecz bliźnich? Owszem, gorliwość o dobro bliźnich jest rzeczą świętą, ale przez się nie rodzi, ani stanowi świętości; raczej ją suponuje. Kto by sądził, że doskonałość polega na zewnętrznej gorliwości, wielki popełnia błąd, a kto by w ten sposób postępował w życiu, nie stałby się nigdy doskonałym i nie zdziałałby wiele dobrego, a może sprawiłby daleko więcej złego niż dobrego.
W tym nieroztropnym kulcie zewnętrznej gorliwości tkwi wielkie niebezpieczeństwo. Na oko bowiem wygląda on dziwnie ponętnie, a jednak, pisze Pius X, brzemienny jest w zgubne następstwa. Kto gorliwością zewnętrzną chce zastąpić własną doskonałość wewnętrzną, oszukuje samego siebie, bo sam zostanie z próżnymi rękami wobec Boga i własnego sumienia; praca zaś jego, choćby przez się najlepsza, nie zrodzi trwałych owoców, bo wszystkie będą robaczywe, to znaczy zanieczyszczone ziemską pobudką, a może nawet martwe dla braku miłości. Gdzie nie ma prawdziwego życia wewnętrznego, tam — pisze św. Jan od Krzyża — cała gorliwość zewnętrzna jest to „uderzanie młotem z wynikiem bardzo słabym, albo żadnym, a nieraz nawet ujemnym (Pieśń duchowa, strofa 28). Gorliwość o duszy zbawienie jest owocem doskonałości.
Więc co mam „chcieć” by zostać doskonałym?
Musisz chcieć zaprzeć się siebie — tak uczy Pius X w myśl słów Chrystusa: „Jeśli kto chce za Mną iść, niech sam siebie zaprze” (Mat. 16, 24). Zaparcie się siebie — oto punkt praktycznie decydujący w życiu duchowym. Tu w grę wchodzi nasza wola, nasza własna inicjatywa, nasza praca; gdy ją spełnimy, wszystko inne się znajdzie. Tu rozpoczyna się dzieło naszego uświęcenia, o ile ono w naszych jest rękach, i tu znajduje dopełnienie swoje.
Chodzi tylko o to, by dobrze zrozumieć, co to jest zaparcie się siebie, co to jest umartwienie, czy abnegacja.
Czy tu chodzi o umartwienia zewnętrzne, które zadajemy sobie dobrowolnie od czasu do czasu a które grupują się około trzech naczelnych dzieł umartwienia, jakimi są modlitwa, post i jałmużna? Owszem, dobre są i zbawienne umartwienia tego rodzaju. Są one cenną pomocą na drodze doskonałości, zwłaszcza na początku, kiedy pycha, pożądliwość ciała i oczu silnie napierają, oraz na wyżynach duchowych, gdzie dusza ima się dzieł pokutniczych, by w ten sposób dać wyraz gorącej miłości swojej i pragnieniu ofiary i zadośćuczynienia. Wszakże praktyki te są dorywcze i okolicznościowe, są pomocą, ale nie są treścią, są środkiem, ale nie celem.
Zaparcie się siebie, na którym — praktycznie mówiąc —polega doskonałość życia wewnętrznego, — to praca, codzienna, prosta praca. Więc nie chodzi o nic nadzwyczajnego, o wielkie dzieła. Chodzi o zwykłą pracę. I dlatego doskonałość i świętość jest czymś całkiem prostym; ona leży na zwykłej drodze naszego życia.
Cała tajemnica tkwi w tym, by dobrze zrozumieć, co znaczy praca w życiu duchowym.
Czy to praca fizyczna?
Owszem, także praca fizyczna. Każde powołanie, każdy zawód wymaga pewnego wysiłku fizycznego. Nawet karmelitanka bosa zna natężenie fizyczne. W życiu jednych praca fizyczna stanowi główne zajęcie, u innych jest raczej dodatkiem lub okolicznością. W każdym razie praca fizyczna jako umartwienie ciała ma wartość dla życia duchownego, jeśli ją podejmujemy z dobrych pobudek.
Trudniejsza i mozolniejsza jest praca umysłowa, umartwienie rozumu. Dla jednych stanowi ona naczelne zajęcie, w życiu drugich mniej się uwydatnia, ale zawsze służyć może i powinna wyrobieniu wewnętrznemu, byle tylko kierowała nią szlachetna pobudka.
Najtrudniejsza wreszcie i najmozolniejsza jest praca moralna. Ona jedna zasługuje na pełne miano zaparcia się siebie.
Co to jest praca moralna, czy wewnętrzna?
Czy polega ona na odbywaniu pewnych ćwiczeń duchownych, jak metodycznej medytacji i rachunku sumienia?
Oczywista, że praktyki życia duchownego są ważnym czynnikiem w pracy wewnętrznej. Trzeba uważać za niewzruszony pewnik zarówno tradycyjnej nauki o życiu duchowym jak i praktyki wiekowej, skrystalizowanej najlepiej i dostosowanej do wymogów nowoczesnych przez św. Franciszka Salezego, że bez rozmyślania czy modlitwy myślnej i bez codziennego rachunku sumienia praca nad życiem wewnętrznym jest wprost niemożliwa. Są to konieczne narzędzia, z których pomocą docieramy do własnego wnętrza, by tam przeprowadzić gruntowne oczyszczenie, znaleźć Boga i nawiązać z Nim obcowanie.
Doświadczenie uczy najwymowniej, ile wysiłku i konsekwencji potrzeba, ile trzeba „chcieć” by wiernie zachować praktykę rozmyślania i rachunku sumienia. A przecież to tak proste: nawiązać przyjacielską, szczerą, naturalną rozmowę z Bogiem swoim, który prawdziwie mieszka w duszy, wyłożyć Mu swoimi słowami to, co jest w duszy: prośby, pragnienia, obawy, nadzieje, smutki i radości; uczcić Go i ukochać, oddać Mu się z zaufaniem.
Nauka ascetyczna wylicza wiele sposobów odprawiania modlitwy myślnej, a rzeczywiście jest ich tyle, ile jest dusz, które ją praktykują. Bo Duch Święty każdą chętną duszę osobną prowadzi ścieżyną. Jeśli więc chodzi o metodę modlitwy myślnej, to niema trudności; zresztą metoda — to rzecz mniejszej wagi. Tu decyduje raczej wola, wysiłek, praca nad wytrwaniem: Nie wolno zaniedbać modlitwy myślnej, choćby ona polegała na prostym, niemym, oschłym, nużącym trwaniu w obecności niewidzialnego Boga, choćby była cierpliwym tylko wyczekiwaniem, aż czas przeznaczony na modlitwę upłynie. Wytrwać, chcieć wytrwać — takie jest zasadnicze hasło praktyk zewnętrznych życia duchownego, zwłaszcza modlitwy myślnej i rachunku sumienia.
Jeśli praca, leżąca poniekąd na peryferii życia duchownego, jak modlitwa myślna i rachunek sumienia, rozmowa sam na sam z Bogiem i rozmowa sam na sam ze samym sobą, jeśli, powiadam, już ta praca wymaga tyle wysiłku i konsekwencji, że stosunkowo mało ludzi zdobywa się na tyle energii, — cóż dopiero będzie, kiedy chodzi o istotną pracę wewnętrzną, na której polega doskonałość i świętość.
Teraz dotykamy samego rdzenia zagadnienia istoty świętości w praktyce życia. Już nie idzie o środki, lecz o rzecz samą, już nie o czynniki mniej lub więcej zewnętrzne, ale o coś czysto wewnętrznego.
Na czym polega ta praca wybitnie wewnętrzna?
Ktokolwiek zabiera się do pracy wewnętrznej, musi żywić najgłębsze przekonanie, że w duszy jego żyje bożyszcze w postaci własnego egoistycznego „ja“. Wprowadził je do duszy grzech pierworodny, a wzmogły je i wzmagają grzechy osobiste. A bożyszcze to ma trzy potężne ramiona: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pychę, które co chwila podnoszą się, by bożyszczu - egoizmowi poddawać wszystko, co jest w człowieku lub ma jakąkolwiek z nim styczność; egoizm chce wszechwład nie panować. Czy tak rzeczywiście nie jest w życiu? Czy egoistyczna natura, niby bożyszcze jakieś, ustawicznie nie podnosi głowy? Czy w naszych myślach, pragnieniach, uczuciach, wyobrażeniach nie przejawia się ustawicznie ukryta moc jego? Mając każdej chwili namacalne tego dowody, musimy żywić silne przekonanie, że w nas tkwi zgubny zaczyn egoizmu i zanieczyszcza całe nasze wnętrze.
Więc trzeba być zdecydowanym: albo — albo. Albo ja sam ujmę w kajdany zdradliwe to bożyszcze — egoizm, albo ono mnie podbije. W tej decyzji, prze prowadzonej konsekwentnie, leży punkt praktycznie decydujący dla całego życia duchownego.
Więc jestem zdecydowany -— niech kosztuje, ile chce — opanować własny egoizm oraz wszystko, co zeń się rodzi, i zdobyć siebie samego dla Boga. Jego woła ma panować we mnie i w całym życiu moim, a nie bożyszcze-egoizm. Chcę myśleć, pragnąć, działać, co Bóg chce, jak Bóg chce i dlatego, że Bóg tak chce, a egoizm żadnego nie ma mieć wpływu na wnętrzne i zewnętrzne życie moje.
Lecz jak dojść do tego?
— Pracą wewnętrzną.
Polega ona nasamprzód na tym, by reagować, zaraz i stanowczo, ilekroć odezwie się egoistyczne „ja” w jakiej bądź formie; trzeba przytłumiać wszelkie myśli, chęci, uczucia, wyobrażenia, które trącą egoizmem, pychą, zmysłowością, chciwością, — tymi różnymi przejawami egoizmu. Co nie dość szlachetne i zgodne z wolą Bożą, co zbyt naturalne i poziome dla braku czystej pobudki, od razu trzeba prostować, oczyszczać i podnosić przez miłości pełne oddanie się.
Tu praca powinna być ustawiczna, bo niema chwili, w której by egoizm nie starał się brać górę: skoro przytłumisz jakieś pragnienie, myśl lub uczucie zrodzone z egoizmu, już powstaje inne, — i tak bez końca. W tym bezustannym reagowaniu, w tej walce, którą egoizm wytacza zwykle bardzo podstępnie, dusza traci nieraz oientację, i zdarza się, że egoistyczne poruszenia nie od razu doznają należytej odprawy. Stąd owe niecałkiem dobrowolne grzechy powszednie, których bez szczególniejszej pomocy Bożej nikt zupełnie ustrzec się nie może.
Ta wojownicza praca wewnętrzna, to metodyczne zaparcie się siebie stanowi znane ignacjańskie „agere contra‘ — działać przeciwko zakusom i zachciankom egoistycznej natury. Każdy widzi, że to praca olbrzymia i twarda, a kto jej zakosztował, wie, ile ona wymaga wysiłku, stanowczości i męstwa. Bez niej jednak mowy być nie może o jakimkolwiek życiu wewnętrznym.
A to bynajmniej nie cała praca wewnętrzna, na której praktycznie polega doskonałość i świętość. To dopiero jej część poniekąd negatywna; to praca nad usuwaniem egoizmu i wszystkiego, co z nim się łączy.
Praca wewnętrzna posiada tak że funkcję pozytywną.
Polega ona na podchwytywaniu „łask chwili ”. Jak w przyrodzie działają na nas ustawicznie fale atmosferyczne, tak w porządku nadprzyrodzonym dochodzą nas ciągle fale łask.
Każda chwila niesie nową pomoc łaski, każdy obowiązek, jaki na nas spada, związany jest z osobną łaską uczynkową, każde zdarzenie, każda okoliczność życia jest brzemienna w moc nadnaturalną dla nas. Jak słońce jest poniekąd narzędziem, przez które Bóg rozlewa w świecie światło, ciepło i siłę, tak najświętsze Człowieczeństwo Chrystusowe jest najdoskonalszym narzędziem, przez które Bóg rozsyła łaski na cały świat duchowy. Te dobre myśli i uczucia, które w nas powstają poniekąd bez naszego współdziałania i nas zapraszają do cnoty, te szlachetne poruszenia i porywy, jakich każdy doświadcza w sobie, — to wszystko są namacalne skutki działania łask uczynkowych, które ustawicznie płyną ku nam i nas orzeźwiają, oświecają i do dobrego pobudzają.
Chodzi tylko o to, by potrafić je „brać” by umieć korzystać z bogactw chwili obecnej, brzemiennej w światło i siłę nadprzyrodzoną. Życiowe zachowanie się wobec łask chwili: czy je przyjmiemy czy też odrzucimy, stanowi treść indywidualne go życia duchownego każdego z nas, a kolejno następujące po sobie łaski uczynkowe przyjęte względnie odrzucone stanowią dzieje indywidualne poszczególnej duszy. Dzieje te są najdokładniej opisane w „księdze żywota”, czyli w przedwiecznej myśli Bożej. Dokonują się one w czasie, od chwili do chwili, w duszy naszej; ich sprawcą jest Bóg przez łaskę, którą każdej chwili nam daje, a my sami przez wierność łasce. To, co w Ewangelii jest w szacie teorii, staje się życiem w nas, kiedy umiemy korzystać z każdej łaski, jaką Bóg nam daje.
Wówczas Chrystus żyje w nas, to znaczy moc Jego łaski ustawicznie, każdego czasu działa w nas, a my to działanie Jego przyjmujemy i mocą Jego żyjemy. Ta moc Chrystusowa ożywia wszystkie poruszenia naszej duszy. Na tym polega prawdziwa „umiejętność Chrystusowa”, scire Jesum: umieć poddawać się ustawicznie, każdej chwili wpływowi łaski Jego. — Taki jest głęboki sens słów św. Pawła: Nauczyliście się Chrystusa (Ef.4, 20), posiadacie znajomość, jak przyjmować i asymilować w własnej duszy wpływ Chrystusa — Głowy, iżby Jego życie było najgłębszym Motorem całego moralnego życia waszego, iżbyście żyli z Nim, w Nim i przez Niego.
„Mieszkajcie we Mnie, a Ja w was” (Jan 15, 4). Jeśli w tym żywym obcowaniu z Chrystusem wiernie trwać będziemy przez sumienną pracę wewnętrzną, wówczas ziści się to, co było rzeczywistością w życiu św. Pawła: „Żyję ja, już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal. 2, 20).
Czy może być coś bardziej istotnego w życiu duchowym?
Nie. — W tym tkwi najistotniejsza praca wewnętrzna: scire Jesum. Ona tworzy dusze prawdziwie wewnętrzne. Żadna inna praca lub praktyka życia duchownego nie wstępuje tak głęboko do duszy, i dlatego żadna nie przerabia człowieka tak całkowicie i z gruntu, jak wymieniona praca wewnętrzna, polegająca na „agere contra“ i na „scire Jesum“.
Nie dziw więc, że w tym punkcie właśnie spotyka każda dusza, która zabiera się szczerze i stanowczo do pracy nad sobą, najpoważniejsze trudności i najwyższe cierpienia moralne. Bo tu chodzi o zabicie egoizmu, o oczyszczenie własnego wnętrza z egoistycznego „ja“, które się osadziło tak mocno i głęboko; tu chodzi o oddanie się Bogu, o poddanie się Jego łasce bez zastrzeżeń, każdej chwili. Dusza musi dobrowolnie obumrzeć wszystkiemu, co nie jest Bogiem, by zdolna była żyć Bogiem. Jakże wielki i bolesny jęk wydobywa się z głębi zepsutej natury, gdy zbliża się godzina takiego dobrowolnego konania! Co to za praca i jak bardzo wewnętrzna!
I trzeba dodać, że praca ta jest ciągła i nigdy nie powinna zaznać przerwy; wymaga ona, byśmy ją podejmowali ustawicznie na nowo. Ile męstwa potrzeba, by nie ustać, nie zniechęcić się! A przy tern musi to być praca woli, a nie uczucia i nerwów. Kto by ją podejmował gorączkowo, z natężeniem uczucia i nerwów, przegrał z góry. Tu konieczny jest spokój, niewyczerpana cierpliwość, żelazne męstwo.
Wszakże jak wszędzie indziej, gdzie piętrzą się trudności, tak i tu decyduje pilność, staranność i wierność w małych rzeczach, w codziennych drobnych obowiązkach. Na terenie powszednich zajęć mamy ustawicznie okazję do „agere contra“ i do „scire Jesum“. Każda okazja nastręcza „małą” pracę, więc możemy łatwo ją wykonać, a wszystkie razem tworzą wielkie dzieło pracy duchownej, która zwolna nas przerabia wewnętrznie na prawdziwych chrześcijan wedle ducha.
Oczywista, że ten tylko potrafi dzieło to wykonać w sobie, kto żyje z zastanowieniem, kto zdaje sobie sprawę z tego, co w nim się dzieje i co sam czyni. A to jest „straż serca”, czyli skupienie wewnętrzne. Człowiek jest zdolny zachować wewnętrzne skupienie, być sobą, nawet wśród najbardziej pochłaniających zajęć, byle tylko zadał sobie odpowiednią pracę wewnętrzną. Tu nie chodzi przecież o zawsze aktualną uwagę rozumu, o jakieś rozumowanie, o myślenie o sobie; raczej chodzi o uwagę, będącą habitualnym stanem wewnętrznym, o uwagę serca, zrodzoną przez pilne ćwiczenie się, przez pracę nad .,agere contra“ i „scire Jesum“.
Przy dobrej woli można zdobyć taki stan czujności wewnętrznej, gdzie wśród prac i zajęć zostajemy w żywej obecności Boga, którego nie widzimy, ale o którym jesteśmy przez głęboką wiarę przekonani, że jest w nas a my w Nim. I dlatego to wewnętrzne skupienie nie krępuje, nie tamuje swobody, lecz przeciwnie, jest źródłem prawdziwej swobody i wolności duchownej, bo stanowi skuteczną zaporę dla krępujących wybryków egoizmu. Kiedy jesteśmy w obliczu Jezusa, wówczas jesteśmy prawdziwie „sobą”. Taka jest istota doskonałości i świętości, jeśli ją bierzemy ze strony praktycznej; polega ona na pracy wewnętrznej. Dla tej pracy przede wszystkiem żyjemy; od niej zależy cała prawdziwa wartość naszego życia. W tej pracy głębokiej, ukrytej, ciągłej tkwi tajemnica świętości, oraz tajemnica mocy i potęgi moralnej i nadprzyrodzonej, jaką posiadają ludzie prawdziwie do skonali. Miłować Boga, zwłaszcza uczuciowo, wielbić Go, podejmować zewnętrzne dzieła dla Boga i bliźnich — to wzniosłe cele, zdolne porwać dusze wspaniałomyślne; ale żyć ukrytem zaparciem się siebie i w całkowitym poddaniu się łasce — to dopiero całopalna ofiara, która rodzi świętych, albowiem duszom ofiarnym Bóg się udziela, daje im miłość doskonałą i przez nie dokonywa dzieł swoich. Taki jest głęboki sens słów Chrystusa: „Kto chce być uczniem moim, niechaj zaprze samego siebie i niech idzie za Mną“ (Mat. 16, 24).
Ks. Dr. Aleksander Żychliński. Wtajemniczenie w umiejętność świętych: Praktyczne wskazówki do życia wewnętrznego. 1933.
Dodaj komentarz