Praktyczne wskazówki dla życia duchowego (1). Praca wewnętrzna.


„Pragnąłbym‎ ‎bardzo‎ ‎żyć‎ ‎prawdziwym‎ ‎życiem‎ ‎duchownym,‎ ‎ale nie‎ ‎wiem,‎ ‎jak‎ ‎je‎ ‎zdobyć.‎ ‎Nie‎ ‎widzę‎ ‎jasno,‎ ‎od‎ ‎czego‎ ‎zacząć;‎ ‎nie mam‎ ‎żadnego‎ ‎rozkładu‎ ‎pracy‎ ‎wewnętrznej.”
Jakże‎ ‎często‎ ‎podobne‎ ‎skargi rodzą‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎duszach‎ ‎dobrej‎ ‎woli. Takim‎ ‎duszom‎ ‎„szukającym” poświęcamy‎ ‎to‎ ‎„Wtajemniczenie w‎ ‎umiejętność‎ ‎świętych”,‎ ‎w‎ ‎którym‎ ‎podajemy‎ ‎zasadnicze‎ ‎wskazówki‎ ‎praktyczne‎ ‎dla‎ ‎życia‎ ‎duchownego.

 

PRACA‎ ‎WEWNĘTRZNA

 
Na‎ ‎próżno‎ ‎żyje,‎ ‎kto‎ ‎nie‎ ‎usiłuje stać‎ ‎się‎ ‎prawdziwie‎ ‎świętym.‎ ‎Bo czyż‎ ‎nie‎ ‎jesteśmy‎ ‎stworzeni‎ ‎na‎ ‎to, byśmy‎ ‎byli‎ ‎świętymi?‎ ‎Przez‎ ‎świętość‎ ‎spełniamy‎ ‎wszelaki‎ ‎obowiązek swój,‎ ‎w‎ ‎niej‎ ‎znajdujemy‎ ‎niezamącony‎ ‎pokój‎ ‎i‎ ‎prawdziwe‎ ‎szczęście.
 
Czy‎ ‎świętość‎ ‎jest‎ ‎możliwa‎ ‎dla mnie?‎ ‎—‎ ‎Owszem,‎ ‎ona‎ ‎właśnie‎ ‎jest dla‎ ‎ciebie.‎ ‎Tylko‎ ‎zważ‎ ‎dobrze,‎ ‎co‎ ‎to jest‎ ‎świętość.
Powiadają‎ ‎teologowie,‎ ‎że‎ ‎świętość polega‎ ‎na‎ ‎miłości.‎ ‎Słusznie.‎ ‎Im‎ ‎kto więcej‎ ‎ma‎ ‎miłości,‎ ‎tym‎ ‎bardziej‎ ‎jest zjednoczony‎ ‎z‎ ‎Bogiem,‎ ‎tym‎ ‎doskonalej‎ ‎Boga‎ ‎swego‎ ‎posiada,‎ ‎tym‎ ‎jest świętszy.‎ ‎Ale‎ ‎miłości‎ ‎nikt‎ ‎własnym nie‎ ‎zdobędzie‎ ‎wysiłkiem.‎ ‎Jest‎ ‎ona najprzedniejszym‎ ‎darem‎ ‎Bożym; sam‎ ‎Bóg‎ ‎wlewa‎ ‎ją‎ ‎do‎ ‎duszy‎ ‎naszej. Więc‎ ‎odpowiedź,‎ ‎że‎ ‎doskonałość‎ ‎i świętość,‎ ‎o‎ ‎jaką‎ ‎w‎ ‎życiu‎ ‎koniecznie chodzi,‎ ‎polega‎ ‎na‎ ‎miłości,‎ ‎jest‎ ‎prawdziwa,‎ ‎ale‎ ‎bierze‎ ‎rzecz‎ ‎raczej‎ ‎ze strony‎ ‎Boga,‎ ‎aniżeli‎ ‎ze‎ ‎strony‎ ‎woli ludzkiej‎ ‎i‎ ‎ludzkiego‎ ‎wysiłku.‎ ‎
 
Kiedy powiadamy,‎ ‎że‎ ‎świętość‎ ‎polega‎ ‎na miłości,‎ ‎to‎ ‎świętość‎ ‎uwzględniamy bardziej‎ ‎teologicznie,‎ ‎aniżeli‎ ‎praktycznie. W‎ ‎tej‎ ‎chwili‎ ‎chodzi‎ ‎przede‎ ‎wszystkim‎ ‎o‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎sami‎ ‎czynić‎ ‎mamy praktycznie,‎ ‎codziennie,‎ ‎by‎ ‎żyć‎ ‎prawdziwym‎ ‎życiem‎ ‎duchownym‎ ‎i‎ ‎stać się‎ ‎świętymi.‎ ‎Czy‎ ‎świętość‎ ‎leży praktycznie‎ ‎w‎ ‎naszych‎ ‎rękach? Tak‎ ‎jest.‎ ‎
 
—‎ ‎A‎ ‎na‎ ‎czymże‎ ‎polega ta‎ ‎praktyka‎ ‎świętości?
 
Na‎ ‎tym,‎ ‎„by‎ ‎chcie‎ć“. Co‎ ‎mam‎ ‎czynić,‎ ‎by‎ ‎zostać‎ ‎świętą?—‎ ‎pytała‎ ‎święta‎ ‎Scholastyka‎ ‎brata‎ ‎swego,‎ ‎św.‎ ‎Benedykta.‎ ‎„Chcieć“ —‎ ‎była‎ ‎odpowiedź.‎ ‎A‎ ‎gdy‎ ‎po‎ ‎raz drugi‎ ‎i‎ ‎trzeci‎ ‎to‎ ‎samo‎ ‎stawiała‎ ‎pytanie,‎ ‎zawsze‎ ‎tę‎ ‎samą‎ ‎otrzymywała odpowiedź:‎ ‎Chcieć,‎ ‎chcieć.
 
Więc:‎ ‎chcieć!‎ ‎A‎ ‎przynajmniej „chcieć‎ ‎chcieć“;‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎pierwsze,‎ ‎na co‎ ‎zdobyć‎ ‎się‎ ‎musimy,‎ ‎kiedy‎ ‎zabieramy‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎życia‎ ‎duchownego. Ale‎ ‎trzeba‎ ‎także‎ ‎„umieć chcie‎‎ć“,‎ ‎trzeba‎ ‎zdać‎ ‎sobie‎ ‎dokładnie‎ ‎sprawę‎ ‎z‎ ‎tego,‎ ‎czego‎ ‎się‎ ‎chce.
 
Więc‎ ‎czego‎ ‎konkretnie‎ ‎chcieć, by‎ ‎dojść‎ ‎do‎ ‎doskonałości?‎ ‎
 
Czy może‎ ‎chcieć‎ ‎bez‎ ‎zastrzeżeń‎ ‎poświęcać‎ ‎samego‎ ‎siebie,‎ ‎swe‎ ‎siły, mienie‎ ‎i‎ ‎czas‎ ‎swój,‎ ‎na‎ ‎rzecz‎ ‎bliźnich?‎ ‎Owszem,‎ ‎gorliwość‎ ‎o‎ ‎dobro‎ ‎bliźnich‎ ‎jest‎ ‎rzeczą‎ ‎świętą, ale‎ ‎przez‎ ‎się‎ ‎nie‎ ‎rodzi,‎ ‎ani‎ ‎stanowi‎ ‎świętości;‎ ‎raczej‎ ‎ją‎ ‎suponuje.‎ ‎Kto by‎ ‎sądził,‎ ‎że‎ ‎doskonałość polega‎ ‎na‎ ‎zewnętrznej‎ ‎gorliwości, wielki‎ ‎popełnia‎ ‎błąd,‎ ‎a‎ ‎kto by w‎ ‎ten‎ ‎sposób‎ ‎postępował‎ ‎w‎ ‎życiu,‎ ‎nie‎ ‎stałby‎ ‎się‎ ‎nigdy‎ ‎doskonałym‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎zdziałałby‎ ‎wiele‎ ‎dobrego,‎ ‎a‎ ‎może‎ ‎sprawiłby‎ ‎daleko‎ ‎więcej‎ ‎złego‎ ‎niż‎ ‎dobrego.
 
W‎ ‎tym‎ ‎nieroztropnym‎ ‎kulcie‎ ‎zewnętrznej‎ ‎gorliwości‎ ‎tkwi‎ ‎wielkie niebezpieczeństwo.‎ ‎Na‎ ‎oko‎ ‎bowiem‎ ‎wygląda‎ ‎on‎ ‎dziwnie‎ ‎ponętnie,‎ ‎a‎ ‎jednak,‎ ‎pisze‎ ‎Pius‎ ‎X,‎ ‎brzemienny‎ ‎jest‎ ‎w‎ ‎zgubne‎ ‎następstwa.‎ ‎Kto‎ ‎gorliwością‎ ‎zewnętrzną‎ ‎chce‎ ‎zastąpić‎ ‎własną‎ ‎doskonałość‎ ‎wewnętrzną,‎ ‎oszukuje‎ ‎samego‎ ‎siebie,‎ ‎bo‎ ‎sam‎ ‎zostanie z‎ ‎próżnymi‎ ‎rękami‎ ‎wobec‎ ‎Boga i‎ ‎własnego‎ ‎sumienia;‎ ‎praca‎ ‎zaś jego,‎ ‎choćby‎ ‎przez‎ ‎się‎ ‎najlepsza, nie‎ ‎zrodzi‎ ‎trwałych‎ ‎owoców,‎ ‎bo wszystkie‎ ‎będą‎ ‎robaczywe,‎ ‎to znaczy‎ ‎zanieczyszczone‎ ‎ziemską pobudką,‎ ‎a‎ ‎może‎ ‎nawet‎ ‎martwe dla‎ ‎braku‎ ‎miłości.‎ ‎Gdzie‎ ‎nie ma prawdziwego‎ ‎życia‎ ‎wewnętrznego,‎ ‎tam‎ ‎—‎ ‎pisze‎ ‎św.‎ ‎Jan‎ ‎od Krzyża‎ ‎—‎ ‎cała‎ ‎gorliwość‎ ‎zewnętrzna‎ ‎jest‎ ‎to‎ ‎„uderzanie‎ ‎młotem‎ ‎z‎ ‎wynikiem‎ ‎bardzo‎ ‎słabym, albo‎ ‎żadnym,‎ ‎a‎ ‎nieraz‎ ‎nawet ujemnym‎ (Pieśń‎ ‎duchowa,‎ ‎strofa‎ ‎28‎).‎ ‎Gorliwość‎ ‎o‎ ‎dusz‎y ‎zbawienie‎ ‎jest‎ ‎owocem‎ ‎doskonałości.
 
 
Więc‎ ‎co‎ ‎mam‎ ‎„chcieć‎”‎ ‎by‎ ‎zostać‎ ‎doskonałym?
 
Musisz‎ ‎chcieć‎ ‎zaprzeć‎ ‎się siebie‎ ‎—‎ ‎tak‎ ‎uczy‎ ‎Pius‎ ‎X w‎ ‎myśl‎ ‎słów‎ ‎Chrystusa:‎ ‎„Jeśli kto‎ ‎chce‎ ‎za‎ ‎Mną‎ ‎iść,‎ ‎niech‎ ‎sam siebie‎ ‎zaprze‎” ‎(Mat.‎ ‎16,‎ ‎24).‎ ‎Zaparcie‎ ‎się‎ ‎siebie‎ ‎—‎ ‎oto‎ ‎punkt praktycznie‎ ‎decydujący‎ ‎w‎ ‎życiu‎ ‎duchowym.‎ ‎Tu‎ ‎w‎ ‎grę wchodzi‎ ‎nasza‎ ‎wola,‎ ‎nasza‎ ‎własna‎ ‎inicjatywa,‎ ‎nasza‎ ‎praca;‎ ‎gdy ją‎ ‎spełnimy,‎ ‎wszystko‎ ‎inne‎ ‎się znajdzie.‎ ‎Tu‎ ‎rozpoczyna‎ ‎się‎ ‎dzieło‎ ‎naszego‎ ‎uświęcenia,‎ ‎o‎ ‎ile‎ ‎ono w‎ ‎naszych‎ ‎jest‎ ‎rękach,‎ ‎i‎ ‎tu‎ ‎znajduje‎ ‎dopełnienie‎ ‎swoje.
 
Chodzi‎ ‎tylko‎ ‎o‎ ‎to,‎ ‎by‎ ‎dobrze zrozumieć,‎ ‎co‎ ‎to‎ ‎jest‎ ‎zaparcie‎ ‎się siebie,‎ ‎co‎ ‎to‎ ‎jest‎ ‎umartwienie, czy‎ ‎abnegacja.
Czy‎ ‎tu‎ ‎chodzi‎ ‎o‎ ‎umartwienia zewnętrzne,‎ ‎które‎ ‎zadajemy‎ ‎sobie‎ ‎dobrowolnie‎ ‎od‎ ‎czasu‎ ‎do‎ ‎czasu‎ ‎a‎ ‎które‎ ‎grupują‎ ‎się‎ ‎około trzech‎ ‎naczelnych‎ ‎dzieł‎ ‎umartwienia,‎ ‎jakimi‎ ‎są‎ ‎modlitwa, post‎ ‎i‎ ‎jałmużna?‎ ‎Owszem,‎ ‎dobre są‎ ‎i‎ ‎zbawienne‎ ‎umartwienia‎ ‎tego rodzaju.‎ ‎Są‎ ‎one‎ ‎cenną‎ ‎pomocą na‎ ‎drodze‎ ‎doskonałości,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎na‎ ‎początku,‎ ‎kiedy‎ ‎pycha, pożądliwość‎ ‎ciała‎ ‎i‎ ‎oczu‎ ‎silnie napierają,‎ ‎oraz‎ ‎na‎ ‎wyżynach‎ ‎duchowych,‎ ‎gdzie‎ ‎dusza‎ ‎ima‎ ‎się dzieł‎ ‎pokutniczych,‎ ‎by‎ ‎w‎ ‎ten‎ ‎sposób‎ ‎dać‎ ‎wyraz‎ ‎gorącej‎ ‎miłości swojej‎ ‎i‎ ‎pragnieniu‎ ‎ofiary‎ ‎i‎ ‎zadośćuczynienia.‎ ‎Wszakże‎ ‎praktyki‎ ‎te‎ ‎są‎ ‎dorywcze‎ ‎i‎ ‎okolicznościowe,‎ ‎są‎ ‎pomocą,‎ ‎ale‎ ‎nie‎ ‎są treścią,‎ ‎są‎ ‎środkiem,‎ ‎ale‎ ‎nie‎ ‎celem.
 
Zaparcie‎ ‎się‎ ‎siebie,‎ ‎na‎ ‎którym‎ ‎—‎ ‎praktycznie‎ ‎mówiąc‎ ‎—polega‎ ‎doskonałość‎ ‎życia‎ ‎wewnętrznego,‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎praca,‎ ‎codzienna,‎ ‎prosta‎ ‎praca.‎ ‎Więc‎ ‎nie chodzi‎ ‎o‎ ‎nic‎ ‎nadzwyczajnego, o ‎wielkie‎ ‎dzieła.‎ ‎Chodzi‎ ‎o‎ ‎zwykłą‎ ‎pracę.‎ ‎I‎ ‎dlatego‎ ‎doskonałość i‎ ‎świętość‎ ‎jest‎ czymś‎ ‎całkiem prostym;‎ ‎ona‎ ‎leży‎ ‎na‎ ‎zwykłej drodze‎ ‎naszego‎ ‎życia.
 
Cała‎ ‎tajemnica‎ ‎tkwi‎ ‎w‎ ‎tym, by‎ ‎dobrze‎ ‎zrozumieć,‎ ‎co‎ ‎znaczy praca‎ ‎w‎ ‎życiu‎ ‎duchowym.
 
Czy‎ ‎to‎ ‎praca‎ ‎fizyczna?‎ ‎
 
Owszem,‎ ‎także‎ ‎praca‎ ‎fizyczna. Każde‎ ‎powołanie,‎ ‎każdy‎ ‎zawód wymaga‎ ‎pewnego‎ ‎wysiłku‎ ‎fizycznego.‎ ‎Nawet‎ ‎karmelitanka‎ ‎bosa zna‎ ‎natężenie‎ ‎fizyczne.‎ ‎W‎ ‎życiu jednych‎ ‎praca‎ ‎fizyczna‎ ‎stanowi główne‎ ‎zajęcie,‎ ‎u‎ ‎innych‎ ‎jest‎ ‎raczej‎ ‎dodatkiem‎ ‎lub‎ ‎okolicznością. W‎ ‎każdym‎ ‎razie‎ praca‎ ‎fizyczna jako‎ ‎umartwienie‎ ‎ciała‎ ‎ma‎ ‎wartość‎ ‎dla‎ ‎życia‎ ‎duchownego,‎ ‎jeśli ją‎ ‎podejmujemy‎ ‎z‎ ‎dobrych‎ ‎pobudek.
 
Trudniejsza‎ ‎i‎ ‎mozolniejsza‎ ‎jest praca‎ ‎umysłowa,‎ ‎umartwienie‎ ‎rozumu.‎ ‎Dla‎ ‎jednych‎ ‎stanowi‎ ‎ona‎ ‎naczelne‎ ‎zajęcie,‎ ‎w‎ ‎życiu drugich‎ ‎mniej‎ ‎się‎ ‎uwydatnia,‎ ‎ale zawsze‎ ‎służyć‎ ‎może‎ ‎i‎ ‎powinna wyrobieniu‎ ‎wewnętrznemu,‎ ‎byle tylko‎ ‎kierowała‎ ‎nią‎ ‎szlachetna pobudka.
 
Najtrudniejsza‎ ‎wreszcie‎ ‎i‎ ‎najmozolniejsza‎ ‎jest‎ ‎praca‎ ‎moralna. Ona‎ ‎jedna‎ ‎zasługuje‎ ‎na‎ ‎pełne‎ ‎miano‎ ‎zaparcia‎ ‎się‎ ‎siebie.
 
Co‎ ‎to‎ ‎jest‎ ‎praca‎ ‎moralna,‎ ‎czy wewnętrzna?‎ ‎
 
Czy‎ ‎polega‎ ‎ona‎ ‎na odbywaniu‎ ‎pewnych‎ ‎ćwiczeń‎ ‎duchownych,‎ ‎jak‎ ‎metodycznej‎ ‎medytacji‎ ‎i‎ ‎rachunku‎ ‎sumienia?
Oczywista,‎ ‎że‎ ‎praktyki‎ ‎życia‎ ‎duchownego‎ ‎są‎ ‎ważnym‎ ‎czynnikiem w‎ ‎pracy‎ ‎wewnętrznej.‎ ‎Trzeba uważać‎ ‎za‎ ‎niewzruszony‎ ‎pewnik zarówno‎ ‎tradycyjnej‎ ‎nauki‎ ‎o‎ ‎życiu‎ ‎duchowym‎ ‎jak‎ ‎i‎ ‎praktyki wiekowej,‎ ‎skrystalizowanej‎ ‎najlepiej‎ ‎i‎ ‎dostosowanej‎ ‎do‎ ‎wymogów‎ ‎nowoczesnych‎ ‎przez‎ ‎św. Franciszka‎ ‎Salezego,‎ ‎że‎ ‎bez‎ ‎rozmyślania‎ ‎czy‎ ‎modlitwy‎ ‎myślnej i‎ ‎bez‎ ‎codziennego‎ ‎rachunku‎ ‎sumienia‎ ‎praca‎ ‎nad‎ ‎życiem‎ ‎wewnętrznym‎ ‎jest‎ ‎wprost‎ ‎niemożliwa.‎ ‎Są‎ ‎to‎ ‎konieczne‎ ‎narzędzia, z‎ ‎których‎ ‎pomocą‎ ‎docieramy‎ ‎do własnego‎ ‎wnętrza,‎ ‎by‎ ‎tam‎ ‎przeprowadzić‎ ‎gruntowne‎ ‎oczyszczenie,‎ ‎znaleźć‎ ‎Boga‎ ‎i‎ ‎nawiązać z‎ ‎Nim‎ ‎obcowanie.‎
 
‎Doświadczenie uczy‎ ‎najwymowniej,‎ ‎ile‎ ‎wysiłku i‎ ‎konsekwencji‎ ‎potrzeba,‎ ‎ile‎ ‎trzeba‎ ‎„chcieć‎”‎ ‎by‎ ‎wiernie‎ ‎zachować praktykę‎ ‎rozmyślania‎ ‎i‎ ‎rachunku sumienia.‎ ‎A‎ ‎przecież‎ ‎to‎ ‎tak‎ ‎proste:‎ ‎nawiązać‎ ‎przyjacielską,‎ ‎szczerą,‎ ‎naturalną‎ ‎rozmowę‎ ‎z‎ ‎Bogiem swoim,‎ ‎który‎ ‎prawdziwie‎ ‎mieszka w‎ ‎duszy,‎ ‎wyłożyć‎ ‎Mu‎ ‎swoimi słowami‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎jest‎ ‎w‎ ‎duszy: prośby,‎ ‎pragnienia,‎ ‎obawy,‎ ‎nadzieje,‎ ‎smutki‎ ‎i‎ ‎radości;‎ ‎uczcić Go‎ ‎i‎ ‎ukochać,‎ ‎oddać‎ ‎Mu‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎zaufaniem.‎ ‎
Nauka‎ ‎ascetyczna‎ ‎wylicza‎ ‎wiele‎ ‎sposobów‎ ‎odprawiania‎ ‎modlitwy‎ ‎myślnej,‎ ‎a‎ ‎rzeczywiście‎ ‎jest‎ ‎ich‎ ‎tyle,‎ ‎ile‎ ‎jest‎ ‎dusz, które‎ ‎ją‎ ‎praktykują.‎ ‎Bo‎ ‎Duch Święty‎ ‎każdą‎ ‎chętną‎ ‎duszę‎ ‎osobną‎ ‎prowadzi‎ ‎ścieżyną.‎ ‎Jeśli‎ ‎więc chodzi‎ ‎o‎ ‎metodę‎ ‎modlitwy‎ ‎myślnej,‎ ‎to‎ ‎niema‎ ‎trudności;‎ ‎zresztą metoda‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎rzecz‎ ‎mniejszej‎ ‎wagi.‎ ‎Tu‎ ‎decyduje‎ ‎raczej‎ ‎wola,‎ ‎wysiłek,‎ ‎praca‎ ‎nad‎ ‎wytrwaniem:‎ ‎Nie wolno‎ ‎zaniedbać‎ ‎modlitwy‎ ‎myślnej,‎ ‎choćby‎ ‎ona‎ ‎polegała‎ ‎na‎ ‎prostym,‎ ‎niemym,‎ ‎oschłym,‎ ‎nużącym trwaniu‎ ‎w‎ ‎obecności‎ ‎niewidzialnego‎ ‎Boga,‎ ‎choćby‎ ‎była‎ ‎cierpliwym‎ ‎tylko‎ ‎wyczekiwaniem,‎ ‎aż czas‎ ‎przeznaczony‎ ‎na‎ ‎modlitwę upłynie.‎ ‎Wytrwać,‎chcieć‎ ‎wytrwać ‎—‎ ‎takie‎ ‎jest‎ ‎zasadnicze hasło‎ ‎praktyk‎ ‎zewnętrznych‎ ‎życia‎ ‎duchownego,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎modlitwy‎ ‎myślnej‎ ‎i‎ ‎rachunku‎ ‎sumienia.
 
Jeśli‎ ‎praca,‎ ‎leżąca‎ ‎poniekąd‎ ‎na peryferii‎ ‎życia‎ ‎duchownego,‎ ‎jak modlitwa‎ ‎myślna‎ ‎i‎ ‎rachunek‎ ‎sumienia,‎ ‎rozmowa‎ ‎sam‎ ‎na‎ ‎sam z‎ ‎Bogiem‎ ‎i‎ ‎rozmowa‎ ‎sam‎ ‎na‎ ‎sam ze‎ ‎samym‎ ‎sobą,‎ ‎jeśli,‎ ‎powiadam, już‎ ‎ta‎ ‎praca‎ ‎wymaga‎ ‎tyle‎ ‎wysiłku‎ ‎i‎ ‎konsekwencji,‎ ‎że‎ ‎stosunkowo‎ ‎mało‎ ‎ludzi‎ ‎zdobywa‎ ‎się‎ ‎na tyle‎ ‎energii,‎ ‎—‎ ‎cóż‎ ‎dopiero‎ ‎będzie,‎ ‎kiedy‎ ‎chodzi‎ ‎o‎ ‎istotną‎ ‎pracę‎ ‎wewnętrzną,‎ ‎na‎ ‎której‎ ‎polega doskonałość‎ ‎i‎ ‎świętość.
 
Teraz‎ ‎dotykamy‎ ‎samego‎ ‎rdzenia‎ ‎zagadnienia‎ ‎istoty‎ ‎świętości w‎ ‎praktyce‎ ‎życia.‎ ‎Już‎ ‎nie‎ ‎idzie o‎ ‎środki,‎ ‎lecz‎ ‎o‎ ‎rzecz‎ ‎samą,‎ ‎już nie‎ ‎o‎ ‎czynniki‎ ‎mniej‎ ‎lub‎ ‎więcej zewnętrzne,‎ ‎ale‎ ‎o‎ ‎coś‎ ‎czysto‎ ‎wewnętrznego.
 
 
Na‎ ‎czym‎ ‎polega‎ ‎ta‎ ‎praca wybitnie‎ ‎wewnętrzna?
 
Ktokolwiek‎ ‎zabiera‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎pracy‎ ‎wewnętrznej,‎ ‎musi‎ ‎żywić‎ ‎najgłębsze‎ ‎przekonanie,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎duszy‎ ‎jego‎ ‎żyje‎ ‎bożyszcze‎ ‎w‎ ‎postaci‎ ‎własnego‎ ‎egoistycznego‎ ‎„ja“. Wprowadził‎ ‎je‎ ‎do‎ ‎duszy‎ ‎grzech pierworodny,‎ ‎a‎ ‎wzmogły‎ ‎je‎ ‎i wzmagają‎ ‎grzechy‎ ‎osobiste.‎ ‎A bożyszcze‎ ‎to‎ ‎ma‎ ‎trzy‎ ‎potężne ramiona:‎ ‎pożądliwość‎ ‎ciała,‎ ‎pożądliwość‎ ‎oczu‎ ‎i‎ ‎pychę,‎ ‎które co‎ ‎chwila‎ ‎podnoszą‎ ‎się,‎ ‎by bożyszczu‎ ‎-‎ ‎egoizmowi‎ ‎poddawać wszystko,‎ ‎co‎ ‎jest‎ ‎w‎ ‎człowieku lub‎ ‎ma‎ ‎jakąkolwiek‎ ‎z‎ ‎nim‎ ‎styczność;‎ ‎egoizm‎ ‎chce‎ ‎wszechwład nie‎ ‎panować.‎ ‎Czy‎ ‎tak‎ ‎rzeczywiście‎ ‎nie‎ ‎jest‎ ‎w‎ ‎życiu?‎ ‎Czy‎ ‎egoistyczna‎ ‎natura,‎ ‎niby‎ ‎bożyszcze jakieś,‎ ‎ustawicznie‎ ‎nie‎ ‎podnosi głowy?‎ ‎Czy‎ ‎w‎ ‎naszych‎ ‎myślach, pragnieniach,‎ ‎uczuciach,‎ ‎wyobrażeniach‎ ‎nie‎ ‎przejawia‎ ‎się‎ ‎ustawicznie‎ ‎ukryta‎ ‎moc‎ ‎jego?‎ ‎Mając każdej‎ ‎chwili‎ ‎namacalne‎ ‎tego‎ ‎dowody,‎ ‎musimy‎ ‎żywić‎ ‎silne‎ ‎przekonanie,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎nas‎ ‎tkwi‎ ‎zgubny zaczyn‎ ‎egoizmu‎ ‎i‎ ‎zanieczyszcza całe‎ ‎nasze‎ ‎wnętrze.
 
Więc‎ ‎trzeba‎ ‎być‎ ‎zdecydowanym:‎ ‎albo‎ ‎—‎ ‎albo.‎ ‎Albo‎ ‎ja‎ ‎sam ujmę‎ ‎w‎ ‎kajdany‎ ‎zdradliwe‎ ‎to‎ ‎bożyszcze‎ ‎—‎ ‎egoizm,‎ ‎albo‎ ‎ono‎ ‎mnie podbije.‎ ‎W‎ ‎tej‎ ‎decyzji,‎ ‎prze prowadzonej‎ ‎konsekwentnie,‎ ‎leży punkt‎ ‎praktycznie‎ ‎decydujący‎ ‎dla całego‎ ‎życia‎ ‎duchownego.
Więc‎ ‎jestem‎ ‎zdecydowany‎ ‎-— niech‎ ‎kosztuje,‎ ‎ile‎ ‎chce‎ ‎—‎ ‎opanować‎ ‎własny‎ ‎egoizm‎ ‎oraz‎ ‎wszystko,‎ ‎co‎ ‎zeń‎ ‎się‎ ‎rodzi,‎ ‎i‎ ‎zdobyć siebie‎ ‎samego‎ ‎dla‎ ‎Boga.‎ ‎Jego woła‎ ‎ma‎ ‎panować‎ ‎we‎ ‎mnie‎ ‎i‎ ‎w całym‎ ‎życiu‎ ‎moim,‎ ‎a‎ ‎nie‎ ‎bożyszcze-egoizm.‎Chcę‎ ‎myśleć,‎ ‎pragnąć,‎ ‎działać,‎ ‎co‎ ‎Bóg‎ ‎chce,‎ ‎jak Bóg‎ ‎chce‎ ‎i‎ ‎dlatego,‎ ‎że‎ ‎Bóg‎ ‎tak chce,‎ ‎a‎ ‎egoizm‎ ‎żadnego‎ ‎nie‎ ‎ma mieć‎ ‎wpływu‎ ‎na‎ ‎wnętrzne‎ ‎i‎ ‎zewnętrzne‎ ‎życie‎ ‎moje.
 
Lecz‎ ‎jak‎ ‎dojść‎ ‎do‎ ‎tego? 
‎ ‎— Pracą‎ ‎wewnętrzną.
 
Polega‎ ‎ona‎ ‎nasamprzód‎ ‎na tym,‎ ‎by‎ ‎reagować,‎ ‎zaraz‎ ‎i‎ ‎stanowczo,‎ ‎ilekroć‎ ‎odezwie‎ ‎się‎ ‎egoistyczne‎ ‎„ja‎”‎ ‎w‎ ‎jakiej bądź‎ ‎formie;‎ ‎trzeba‎ ‎przytłumiać‎ ‎wszelkie myśli,‎ ‎chęci,‎ ‎uczucia,‎ ‎wyobrażenia,‎ ‎które‎ ‎trącą‎ ‎egoizmem,‎ ‎pychą,‎ ‎zmysłowością,‎ ‎chciwością,‎ ‎— tymi‎ ‎różnymi‎ ‎przejawami‎ ‎egoizmu.‎ ‎Co‎ ‎nie dość‎ ‎szlachetne‎ ‎i zgodne‎ ‎z‎ ‎wolą‎ ‎Bożą,‎ ‎co‎ ‎zbyt‎ ‎naturalne‎ ‎i‎ ‎poziome‎ ‎dla‎ ‎braku‎ ‎czystej‎ ‎pobudki,‎ ‎od razu‎ ‎trzeba‎ ‎prostować,‎ ‎oczyszczać‎ ‎i‎ ‎podnosić przez‎ ‎miłości‎ ‎pełne‎ ‎oddanie‎ ‎się.
 
Tu‎ ‎praca‎ ‎powinna‎ ‎być‎ ‎ustawiczna,‎ ‎bo‎ ‎niema‎ ‎chwili,‎ ‎w‎ ‎której by egoizm‎ ‎nie‎ ‎starał‎ ‎się‎ ‎brać‎ ‎górę: skoro‎ ‎przytłumisz‎ ‎jakieś‎ ‎pragnienie,‎ ‎myśl‎ ‎lub‎ ‎uczucie‎ ‎zrodzone z‎ ‎egoizmu,‎ ‎już‎ ‎powstaje‎ ‎inne,‎ ‎— i‎ ‎tak‎ ‎bez‎ ‎końca.‎ ‎W‎ ‎tym‎ ‎bezustannym‎ ‎reagowaniu,‎ ‎w‎ ‎tej‎ ‎walce,‎ ‎którą‎ ‎egoizm‎ ‎wytacza‎ ‎zwykle‎ ‎bardzo‎ ‎podstępnie,‎ ‎dusza traci‎ ‎nieraz‎ ‎oientację,‎ ‎i‎ ‎zdarza się,‎ ‎że‎ ‎egoistyczne‎ ‎poruszenia‎ ‎nie od razu‎ ‎doznają‎ ‎należytej‎ ‎odprawy.‎ ‎Stąd‎ ‎owe‎ ‎niecałkiem‎ ‎dobrowolne‎ ‎grzechy‎ ‎powszednie, których‎ ‎bez‎ ‎szczególniejszej‎ ‎pomocy‎ ‎Bożej‎ ‎nikt‎ ‎zupełnie‎ ‎ustrzec się‎ ‎nie‎ ‎może.
 
Ta‎ ‎wojownicza‎ ‎praca‎ ‎wewnętrzna,‎ ‎to‎ ‎metodyczne‎ ‎zaparcie‎ ‎się siebie‎ ‎stanowi‎ ‎znane‎ ‎ignacjańskie‎ ‎„agere‎ ‎contra‘‎ ‎—‎ ‎działać przeciwko‎ ‎zakusom‎ ‎i‎ ‎zachciankom‎ ‎egoistycznej‎ ‎natury.‎ ‎Każdy widzi,‎ ‎że‎ ‎to‎ ‎praca‎ ‎olbrzymia i‎ ‎twarda,‎ ‎a‎ ‎kto‎ ‎jej‎ ‎zakosztował, wie,‎ ‎ile‎ ‎ona‎ ‎wymaga‎ ‎wysiłku, stanowczości‎ ‎i‎ ‎męstwa.‎ ‎Bez‎ ‎niej jednak‎ ‎mowy‎ ‎być‎ ‎nie‎ ‎może‎ ‎o‎ ‎jakimkolwiek‎ ‎życiu‎ ‎wewnętrznym.
 
A‎ ‎to‎ ‎bynajmniej‎ ‎nie‎ ‎cała‎ ‎praca‎ ‎wewnętrzna,‎ ‎na‎ ‎której‎ ‎praktycznie‎ ‎polega‎ ‎doskonałość‎ ‎i świętość.‎ ‎To‎ ‎dopiero‎ ‎jej‎ ‎część poniekąd‎ ‎negatywna;‎ ‎to‎ ‎praca nad‎ ‎usuwaniem‎ ‎egoizmu‎ ‎i‎ ‎wszystkiego,‎ ‎co‎ ‎z‎ ‎nim‎ ‎się‎ ‎łączy.
 
Praca‎ ‎wewnętrzna‎ ‎posiada‎ ‎tak że‎ ‎funkcję‎ ‎pozytywną.
 
Polega‎ ‎ona‎ ‎na‎ ‎podchwytywaniu‎ ‎„łask‎ ‎chwil‎i ‎”‎.‎ ‎Jak‎ ‎w przyrodzie‎ ‎działają‎ ‎na‎ ‎nas‎ ‎ustawicznie‎ ‎fale‎ ‎atmosferyczne,‎ ‎tak w‎ ‎porządku‎ ‎nadprzyrodzonym dochodzą‎ ‎nas‎ ‎ciągle‎ ‎fale‎ ‎łask.
 
Każda‎ ‎chwila‎ ‎niesie‎ ‎nową‎ ‎pomoc łaski,‎ ‎każdy‎ ‎obowiązek,‎ ‎jaki‎ ‎na nas‎ ‎spada,‎ ‎związany‎ ‎jest‎ ‎z‎ ‎osobną‎ ‎łaską‎ ‎uczynkową,‎ ‎każde‎ ‎zdarzenie,‎ ‎każda‎ ‎okoliczność‎ ‎życia jest‎ ‎brzemienna‎ ‎w‎ ‎moc‎ ‎nadnaturalną‎ ‎dla‎ ‎nas.‎ ‎Jak‎ ‎słońce‎ ‎jest poniekąd‎ ‎narzędziem,‎ ‎przez‎ ‎które‎ ‎Bóg‎ ‎rozlewa‎ ‎w‎ ‎świecie‎ ‎światło,‎ ‎ciepło‎ ‎i‎ ‎siłę,‎ ‎tak‎ ‎najświętsze‎ ‎Człowieczeństwo‎ ‎Chrystusowe jest‎ ‎najdoskonalszym‎ ‎narzędziem, przez‎ ‎które‎ ‎Bóg‎ ‎rozsyła‎ ‎łaski‎ ‎na cały‎ ‎świat‎ ‎duchowy.‎ Te‎ ‎dobre myśli‎ ‎i‎ ‎uczucia,‎ ‎które‎ ‎w‎ ‎nas powstają‎ ‎poniekąd‎ ‎bez‎ ‎naszego współdziałania‎ ‎i‎ ‎nas‎ ‎zapraszają do‎ ‎cnoty,‎ ‎te‎ ‎szlachetne‎ ‎poruszenia‎ ‎i‎ ‎porywy,‎ ‎jakich‎ ‎każdy‎ ‎doświadcza‎ ‎w‎ ‎sobie,‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎wszystko są‎ ‎namacalne‎ ‎skutki‎ ‎działania łask‎ ‎uczynkowych,‎ ‎które‎ ‎ustawicznie‎ ‎płyną‎ ‎ku‎ ‎nam‎ ‎i‎ ‎nas‎ ‎orzeźwiają,‎ ‎oświecają‎ ‎i‎ ‎do‎ ‎dobrego pobudzają.‎
 
‎Chodzi‎ ‎tylko‎ ‎o‎ ‎to,‎ ‎by potrafić‎ ‎je‎ ‎„brać”‎ ‎by‎ ‎umieć‎ ‎korzystać‎ ‎z‎ ‎bogactw‎ ‎chwili‎ ‎obecnej,‎ ‎brzemiennej‎ ‎w‎ ‎światło‎ ‎i‎ ‎siłę nadprzyrodzoną.‎ ‎Życiowe‎ ‎zachowanie‎ ‎się‎ ‎wobec‎ ‎łask‎ ‎chwili:‎ ‎czy je‎ ‎przyjmiemy‎ ‎czy‎ ‎też‎ ‎odrzucimy,‎ ‎stanowi‎ ‎treść‎ ‎indywidualne go‎ ‎życia‎ ‎duchownego‎ ‎każdego z‎ ‎nas,‎ ‎a‎ ‎kolejno‎ ‎następujące‎ ‎po sobie‎ ‎łaski‎ ‎uczynkowe‎ ‎przyjęte względnie‎ ‎odrzucone‎ ‎stanowią dzieje‎ ‎indywidualne‎ ‎poszczególnej‎ ‎duszy.‎ ‎Dzieje‎ ‎te‎ ‎są‎ ‎najdokładniej‎ ‎opisane‎ ‎w‎ ‎„księdze‎ ‎żywota‎”,‎ ‎czyli‎ ‎w‎ ‎przedwiecznej‎ ‎myśli‎ ‎Bożej.‎ ‎Dokonują‎ ‎się‎ ‎one w‎ ‎czasie,‎ ‎od‎ ‎chwili‎ ‎do‎ ‎chwili, w‎ ‎duszy‎ ‎naszej;‎ ‎ich‎ ‎sprawcą‎ ‎jest Bóg‎ ‎przez‎ ‎łaskę,‎ ‎którą‎ ‎każdej chwili‎ ‎nam‎ ‎daje,‎ ‎a‎ ‎my‎ ‎sami‎ ‎przez wierność‎ ‎łasce.‎ ‎To,‎ ‎co‎ ‎w‎ ‎Ewangelii‎ ‎jest‎ ‎w‎ ‎szacie‎ ‎teorii,‎ ‎staje‎ ‎się życiem‎ ‎w‎ ‎nas,‎ ‎kiedy‎ ‎umiemy‎ ‎korzystać‎ ‎z‎ ‎każdej‎ ‎łaski,‎ ‎jaką‎ ‎Bóg nam‎ ‎daje.‎ ‎Wówczas‎ ‎Chrystus‎ ‎żyje‎ ‎w‎ ‎nas,‎ ‎to‎ ‎znaczy‎ ‎moc‎ ‎Jego‎ ‎łaski‎ ‎ustawicznie,‎ ‎każdego‎ ‎czasu działa‎ ‎w‎ ‎nas,‎ ‎a‎ ‎my‎ ‎to‎ ‎działanie Jego‎ ‎przyjmujemy‎ ‎i‎ ‎mocą‎ ‎Jego żyjemy.‎ ‎Ta‎ ‎moc‎ ‎Chrystusowa ożywia‎ ‎wszystkie‎ ‎poruszenia‎ ‎naszej‎ ‎duszy.‎ ‎Na‎ ‎tym‎ ‎polega‎ ‎prawdziwa‎ ‎„umiejętność‎ ‎Chrystusowa‎”‎,‎ ‎scire‎ ‎Jesum‎:‎ ‎umieć‎ ‎poddawać‎ ‎się‎ ‎ustawicznie,‎ ‎każdej‎ ‎chwili‎ ‎wpływowi‎ ‎łaski‎ ‎Jego.‎ ‎—‎ ‎Taki jest‎ ‎głęboki‎ ‎sens‎ ‎słów‎ ‎św.‎ ‎Pawła: Nauczyliście‎ ‎się‎ ‎Chrystusa‎ ‎(Ef.4,‎ ‎20),‎ ‎posiadacie‎ ‎znajomość,‎ ‎jak przyjmować‎ ‎i‎ ‎asymilować‎ ‎w‎ ‎własnej‎ ‎duszy‎ ‎wpływ‎ ‎Chrystusa‎ ‎— Głowy,‎ ‎iżby‎ ‎Jego‎ ‎życie‎ ‎było‎ ‎najgłębszym‎ ‎Motorem‎ ‎całego‎ ‎moralnego‎ ‎życia‎ ‎waszego,‎ ‎iżbyście‎ ‎żyli z‎ ‎Nim,‎ ‎w‎ ‎Nim‎ ‎i‎ ‎przez‎ ‎Niego.
 
„Mieszkajcie‎ ‎we‎ ‎Mnie,‎ ‎a‎ ‎Ja w‎ ‎was‎” (Jan‎ ‎15,‎ ‎4).‎ ‎Jeśli‎ ‎w‎ ‎tym żywym‎ ‎obcowaniu‎ ‎z‎ ‎Chrystusem wiernie‎ ‎trwać‎ ‎będziemy‎ ‎przez sumienną‎ ‎pracę‎ ‎wewnętrzną,‎ ‎wówczas‎ ‎ziści‎ ‎się‎ ‎to,‎ ‎co‎ ‎było‎ ‎rzeczywistością‎ ‎w‎ ‎życiu‎ ‎św.‎ ‎Pawła: „Żyję‎ ‎ja,‎ ‎już‎ ‎nie‎ ‎ja,‎ ‎ale‎ ‎żyje‎ ‎we mnie‎ ‎Chrystus‎” ‎(Gal.‎ ‎2,‎ ‎20).
 
Czy‎ ‎może‎ ‎być‎ ‎coś‎ ‎bardziej istotnego‎ ‎w‎ ‎życiu‎ ‎duchowym?
 
Nie.‎ ‎—‎ ‎W‎ ‎tym‎ ‎tkwi‎ ‎najistotniejsza‎ ‎praca‎ ‎wewnętrzna:‎ ‎scire‎ ‎Jesum.‎ ‎Ona‎ ‎tworzy‎ ‎dusze‎ ‎prawdziwie‎ ‎wewnętrzne.‎ ‎Żadna‎ ‎inna‎ ‎praca‎ ‎lub‎ ‎praktyka‎ ‎życia‎ ‎duchownego‎ ‎nie‎ ‎wstępuje‎ ‎tak‎ ‎głęboko‎ ‎do duszy,‎ ‎i‎ ‎dlatego‎ ‎żadna‎ ‎nie‎ ‎przerabia‎ ‎człowieka‎ ‎tak‎ ‎całkowicie i‎ ‎z‎ ‎gruntu,‎ ‎jak‎ ‎wymieniona‎ ‎praca wewnętrzna,‎ ‎polegająca‎ ‎na‎ ‎„‎age‎re‎ ‎contra“‎ ‎i‎ ‎na‎ ‎„scire‎ ‎Jesum“.
 
Nie‎ ‎dziw‎ ‎więc,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎punkcie‎ ‎właśnie‎ ‎spotyka‎ ‎każda‎ ‎dusza, która‎ ‎zabiera‎ ‎się‎ ‎szczerze‎ ‎i‎ ‎stanowczo‎ ‎do‎ ‎pracy‎ ‎nad‎ ‎sobą,‎ ‎najpoważniejsze‎ ‎trudności‎ ‎i‎ ‎najwyższe‎ ‎cierpienia‎ ‎moralne.‎ ‎Bo‎ ‎tu chodzi‎ ‎o‎ ‎zabicie‎ ‎egoizmu,‎ ‎o‎ ‎oczyszczenie‎ ‎własnego‎ ‎wnętrza‎ ‎z‎ ‎egoistycznego‎ ‎„ja“,‎ ‎które‎ ‎się‎ ‎osadziło‎ ‎tak‎ ‎mocno‎ ‎i‎ ‎głęboko;‎ ‎tu‎ ‎chodzi‎ ‎o‎ ‎oddanie‎ ‎się‎ ‎Bogu,‎ ‎o‎ ‎poddanie‎ ‎się‎ ‎Jego‎ ‎łasce‎ ‎bez‎ ‎zastrzeżeń, każdej‎ ‎chwili.‎ ‎Dusza‎ ‎musi‎ ‎dobrowolnie‎ ‎obumrzeć‎ ‎wszystkiemu,‎ ‎co‎ ‎nie‎ ‎jest‎ ‎Bogiem,‎ ‎by‎ ‎zdolna‎ ‎była‎ ‎żyć‎ ‎Bogiem.‎ ‎Jakże‎ ‎wielki i‎ ‎bolesny‎ ‎jęk‎ ‎wydobywa‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎głębi‎ ‎zepsutej‎ ‎natury,‎ ‎gdy‎ ‎zbliża‎ ‎się godzina‎ ‎takiego‎ ‎dobrowolnego konania!‎ ‎Co‎ ‎to‎ ‎za‎ ‎praca‎ ‎i‎ ‎jak bardzo‎ ‎wewnętrzna!
 
I‎ ‎trzeba‎ ‎dodać,‎ ‎że‎ ‎praca‎ ‎ta jest‎ ‎ciągła‎ ‎i‎ ‎nigdy‎ ‎nie‎ ‎powinna zaznać‎ ‎przerwy;‎ ‎wymaga‎ ‎ona, byśmy‎ ‎ją‎ ‎podejmowali‎ ‎ustawicznie‎ ‎na‎ ‎nowo.‎ ‎Ile‎ ‎męstwa‎ ‎potrzeba,‎ ‎by‎ ‎nie‎ ‎ustać,‎ ‎nie‎ ‎zniechęcić się!‎ ‎A‎ ‎przy‎ ‎tern‎ ‎musi‎ ‎to‎ ‎być‎ ‎praca‎ ‎woli,‎ ‎a‎ ‎nie‎ ‎uczucia‎ ‎i‎ ‎nerwów. Kto by‎ ‎ją‎ ‎podejmował‎ ‎gorączkowo,‎ ‎z‎ ‎natężeniem‎ ‎uczucia‎ ‎i‎ ‎nerwów,‎ ‎przegrał‎ ‎z góry.‎ ‎Tu‎ ‎konieczny‎ ‎jest‎ ‎spokój,‎ ‎niewyczerpana cierpliwość,‎ ‎żelazne‎ ‎męstwo.
 
Wszakże‎ ‎jak‎ ‎wszędzie‎ ‎indziej, gdzie‎ ‎piętrzą‎ ‎się‎ ‎trudności,‎ ‎tak i‎ ‎tu‎ ‎decyduje‎ ‎pilność,‎ ‎staranność i‎ ‎wierność‎ ‎w‎ ‎małych‎ ‎rzeczach, w‎ ‎codziennych‎ ‎drobnych‎ ‎obowiązkach.‎ ‎Na‎ ‎terenie‎ ‎powszednich‎ ‎zajęć‎ ‎mamy‎ ‎ustawicznie okazję‎ ‎do‎ ‎„agere‎ ‎contra“‎ ‎i‎ ‎do „scire‎ ‎Jesum‎“.‎ ‎Każda‎ ‎okazja‎ ‎nastręcza‎ ‎„małą‎”‎ ‎pracę,‎ ‎więc‎ ‎możemy‎ ‎łatwo‎ ‎ją‎ ‎wykonać,‎ ‎a‎ ‎wszystkie‎ ‎razem‎ ‎tworzą‎ ‎wielkie‎ ‎dzieło pracy‎ ‎duchownej,‎ ‎która‎ ‎zwolna nas‎ ‎przerabia‎ ‎wewnętrznie‎ ‎na prawdziwych‎ ‎chrześcijan‎ ‎wedle ducha.
 
Oczywista,‎ ‎że‎ ‎ten‎ ‎tylko‎ ‎potrafi dzieło‎ ‎to‎ ‎wykonać‎ ‎w‎ ‎sobie,‎ ‎kto żyje‎ ‎z‎ ‎zastanowieniem,‎ ‎kto‎ ‎zdaje sobie‎ ‎sprawę‎ ‎z‎ ‎tego,‎ ‎co‎ ‎w‎ ‎nim‎ ‎się dzieje‎ ‎i‎ ‎co‎ ‎sam‎ ‎czyni.‎ ‎A‎ ‎to‎ ‎jest „straż‎ ‎serca‎”‎,‎ ‎czyli‎ ‎skupienie‎ ‎wewnętrzne.‎ ‎Człowiek‎ ‎jest‎ ‎zdolny zachować‎ ‎wewnętrzne‎ ‎skupienie, być‎ ‎sobą,‎ ‎nawet‎ ‎wśród‎ ‎najbardziej‎ ‎pochłaniających‎ ‎zajęć,‎ ‎byle tylko‎ ‎zadał‎ ‎sobie‎ ‎odpowiednią pracę‎ ‎wewnętrzną.‎ ‎Tu‎ ‎nie‎ ‎chodzi przecież‎ ‎o‎ ‎zawsze‎ ‎aktualną‎ ‎uwagę‎ ‎rozumu,‎ ‎o‎ ‎jakieś‎ ‎rozumowanie,‎ ‎o‎ ‎myślenie‎ ‎o‎ ‎sobie;‎ ‎raczej chodzi‎ ‎o‎ ‎uwagę,‎ ‎będącą‎ ‎habitualnym‎ ‎stanem‎ ‎wewnętrznym,‎ ‎o‎ ‎uwagę‎ ‎serca,‎ ‎zrodzoną‎ ‎przez‎ ‎pilne ćwiczenie‎ ‎się,‎ ‎przez‎ ‎pracę‎ ‎nad .,agere‎ ‎contra‎“‎ ‎i‎ ‎„scire‎ ‎Jesum“.
 
Przy‎ ‎dobrej‎ ‎woli‎ ‎można‎ ‎zdobyć taki‎ ‎stan‎ ‎czujności‎ ‎wewnętrznej, gdzie‎ ‎wśród‎ ‎prac‎ ‎i‎ ‎zajęć‎ ‎zostajemy‎ ‎w‎ ‎żywej‎ ‎obecności‎ ‎Boga,‎ ‎którego‎ ‎nie‎ ‎widzimy,‎ ‎ale‎ ‎o‎ ‎którym jesteśmy‎ ‎przez‎ ‎głęboką‎ ‎wiarę przekonani,‎ ‎że‎ ‎jest‎ ‎w‎ ‎nas‎ ‎a‎ ‎my w‎ ‎Nim.‎ ‎I‎ ‎dlatego‎ ‎to‎ ‎wewnętrzne skupienie‎ ‎nie‎ ‎krępuje,‎ ‎nie‎ ‎tamuje‎ ‎swobody,‎ ‎lecz‎ ‎przeciwnie,‎ ‎jest źródłem‎ ‎prawdziwej‎ ‎swobody‎ ‎i wolności‎ ‎duchownej,‎ ‎bo‎ ‎stanowi skuteczną‎ ‎zaporę‎ ‎dla‎ ‎krępujących wybryków‎ ‎egoizmu.‎ ‎Kiedy‎ ‎jesteśmy‎ ‎w‎ ‎obliczu‎ ‎Jezusa,‎ ‎wówczas jesteśmy‎ ‎prawdziwie‎ ‎„sobą‎”‎. Taka‎ ‎jest‎ ‎istota‎ ‎doskonałości i‎ ‎świętości,‎ ‎jeśli‎ ‎ją‎ ‎bierzemy‎ ‎ze strony‎ ‎praktycznej;‎ ‎polega‎ ‎ona na‎ ‎pracy‎ ‎wewnętrznej.‎ ‎Dla‎ ‎tej pracy‎ ‎przede wszystkiem‎ ‎żyjemy; od‎ ‎niej‎ ‎zależy‎ ‎cała‎ ‎prawdziwa wartość‎ ‎naszego‎ ‎życia.‎ ‎W‎ ‎tej‎ ‎pracy‎ ‎głębokiej,‎ ‎ukrytej,‎ ‎ciągłej tkwi‎ ‎tajemnica‎ ‎świętości,‎ ‎oraz‎ ‎tajemnica‎ ‎mocy‎ ‎i‎ ‎potęgi‎ ‎moralnej‎ ‎i‎ ‎nadprzyrodzonej,‎ ‎jaką posiadają‎ ‎ludzie‎ ‎prawdziwie‎ ‎do skonali.‎ ‎Miłować‎ ‎Boga,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎uczuciowo,‎ ‎wielbić‎ ‎Go,‎ ‎podejmować‎ ‎zewnętrzne‎ ‎dzieła‎ ‎dla Boga‎ ‎i‎ ‎bliźnich‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎wzniosłe cele,‎ ‎zdolne‎ ‎porwać‎ ‎dusze‎ ‎wspaniałomyślne;‎ ‎ale‎ ‎żyć‎ ‎ukrytem‎ ‎zaparciem‎ ‎się‎ ‎siebie‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎całkowitym poddaniu‎ ‎się‎ ‎łasce‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎dopiero całopalna‎ ‎ofiara,‎ ‎która‎ ‎rodzi świętych,‎ ‎albowiem‎ ‎duszom‎ ‎ofiarnym‎ ‎Bóg‎ ‎się‎ ‎udziela,‎ ‎daje‎ ‎im‎ ‎miłość‎ ‎doskonałą‎ ‎i‎ ‎przez‎ ‎nie‎ ‎dokonywa‎ ‎dzieł‎ ‎swoich.‎ ‎Taki‎ ‎jest głęboki‎ ‎sens‎ ‎słów‎ ‎Chrystusa:‎ ‎„Kto chce‎ ‎być‎ ‎uczniem‎ ‎moim,‎ ‎niechaj zaprze‎ ‎samego‎ ‎siebie‎ ‎i niech‎ ‎idzie‎ ‎za‎ ‎Mną“‎ ‎(Mat. 16,‎ ‎24).
 
 

Ks. Dr. Aleksander Żychliński. Wtajemniczenie w umiejętność świętych: Praktyczne wskazówki do życia wewnętrznego. 1933.


ZASADY PUBLIKOWANIA KOMENTARZY
Prosimy o merytoryczne komentarze. Naszym celem jest obnażanie kłamstwa, a nie przyczynianie się do potęgowania zamętu. Dlatego bezpodstawne opinie zaprzeczające obiektywnej prawdzie publikujemy wyłącznie, gdy zachodzi potrzeba reakcji na fałszywe informacje.

Dodaj komentarz