W szkole św. Teresy (4) – O piekle

Wyznawać Cię będę, Panie, Boże mój, ze wszystkiego serca mego,
bo wyrwałeś duszę moją z niższego piekła!
(Ps. 85, 11, 13).

 

„Jednego dnia, podczas modlitwy, znalazłam się cała z duszą i ciałem, w jednej chwili, przeniesioną w du­chu do piekła. Zrozumiałam, że Pan chce mi ukazać miejsce, które czarci mieli dla mnie zgotowane i na które byłam zasłużyła za grzechy moje. Trwało to bardzo krótko; ale choćbym jeszcze wiele lat żyć miała, niepo­dobna, zdaje mi się, by mi ta chwila wyszła kiedy z pa­mięci.

 

„Wejście przedstawiało mi się na kształt długiej i wąskiej uliczki, albo raczej na kształt bardzo nisko sklepionego, ciemnego i ciasnego lochu. Na spodzie roz­pościerało się błoto wstrętnie plugawe, wydające z sie­bie woń zaraźliwą i pełne gadów jadowitych. Na końcu tego wejścia wznosiła się ściana, z zagłębieniem w środku, podobnem do szafy ściennej; w tę ciasnotę ujrzałam się nagle wtłoczoną. Wszystkie okropności, które wchodząc widziałam, choć opis mój ani z daleka im nie dorównywa, były jeszcze rozkoszą w porównaniu z tem, co uczułam w tem zamknięciu. Była to męka, o której daremnie ku­siłabym się dać dokładne pojęcie: żadne słowa najsil­niejsze nie wypowiedzą, żaden rozum nie ogarnie całej grozy jej. Czułam w duszy mojej ogień, na określenie którego, jakim jest i jak na duszę działa, nie staje mi ani wyrazów ani pojęcia, a przy tem w ciele cierpiałam bo­leści nie do zniesienia.

„Bardzo ciężkie w mem życiu przebywałam cierpie­nia, zdaniem lekarzy, najcięższe jakie człowiek przebyć może; wszystkie nerwy miałam pokurczone i długi czas leżałam zupełnie bezwładna; wiele różnych wszelkiego ro­dzaju bólów cierpiałam, a także, katusze zadawane mi od czartów: ale wszystko to jest niczem w porównaniu z męką, jakiej tam doznałam, spotęgowaną jeszcze do nie­skończoności tą jasną i niewątpliwą świadomością, że jest to męka wieczna, i że nigdy się nie skończy.

Lecz wszystka ta okropna męka ciała niczem jest znowu w porównaniu z męką duszy: jest to takie konanie, taki ucisk, takie jakby duszenie się, takie dojmujące stra­pienie, i takie gorzkie rozpaczliwe znękanie, że nie wiem, jakiemi słowy to wszystko określić; choćbym to nazwała nieustającem śmiertelnem konaniem, małoby jeszcze tej nazwy, bo w konaniu śmiertelnem siła wyższa duszę od ciała odrywa, tu zaś dusza sama chciałaby się wyrwać z siebie, i sama siebie rozdziera. Słowem, nie mam wyrazu na oznaczenie, jak niewypowiedzianie ta męka duszy, ten ogień wewnętrzny i ta nękająca ją rozpacz, przewyższa wszelkie inne, choć tak okropne katusze i boleści.

 

„Nie widziałam ręki, która mi te katusze zadawała, ale czułam, że się palę, że jestem jakby targana i sieczona na sztuki; tak jest, powtarzam: ten ogień wewnętrzny i ta roz­pacz duszy, ta jest męka nad wszelkie męki najsroższa. Nie masz pociechy, ani nadziei pociechy w tem okropnem, wonią zaraźliwą przesiąkłem więzieniu; nie masz gdzie usiąść; ani gdzie się położyć w tem ciasnem jakby ucho igielne zagłębieniu ściany, do którego byłam wtłoczona; i sameż te ściany, straszliwe na wejrzenie, ciężarem swoim przygniatają i dławią,  tam światła, wszędy dokoła ciemności nieprzeniknione. A jednak, — nie rozumiem jak to być może, ale tak jest, — choć nie masz światła, oko przecie widzi wszystko, cokolwiek może być przykrego ku wi­dzeniu i przerażającego dla wzroku.

 

„Nie było wolą Pańską, bym wówczas dokładnie ujrzała całe piekło. Później miałam widzenie innych rzeczy strasznych i poszczególnych kar za pewne grzechy; na wejrzenie rzeczy te wydały mi się nierównie okropniejszemi jeszcze od poprzednio widzianych; ale nie doznając tych mąk na samej sobie, mniej byłam niemi przerażoną, niż w onem pierwszem widzeniu, w którem spodobało się Panu, bym prawdziwie uczuła w duchu nie tylko smutek wewnętrzny i rozpacz duszy potępionej, ale i te katusze i męki ze­wnętrzne, jak gdybym je w ciele cierpiała.

Cokolwiek kiedy słyszałam, albo sama rozważałam o mękach piekielnych i co czytałam kiedy o różnych ka­tuszach, jakie czarci zadają potępionym, wszystko to jest niczem wobec tej męki, na którą patrzałam i której sama w duchu doświadczyłam; jest to zupełnie co innego: jednem słowem jest między tem, a tamtem taka różnica, jak mię­dzy malowidłem, a rzeczywistością i zgorzeć w tym ogniu ziemskim jest to bagatela w porównaniu z onym ogniem, który pali się w wieczności.

 

„Byłam tak przerażona tern widzeniem, owszem i dziś, choć od tego czasu upłynęło już sześć lat, tak jestem niem przerażona, że w tej chwili, gdy o ternem piszę, zdaje mi się, że ze strachu krew się ścina w żyłach moich. We wszelkich, jakie mię od tego czasu spotkały utrapieniach i boleściach, nie pamiętam, by choć na chwilę wyszła mi z pamięci ta myśl, że wszystko, cokolwiekby mi przyszło ucierpieć w tem życiu, jest niczem,

„Widzenie to było jedną z największych łask, jakie Pan mi uczynił; dopomogło mi ono najskuteczniej i do pozbycia się bojaźni utrapień i przeciwieństw tego życia, i do odważnego, wedle sił moich znoszenia ich, z nieustającem dziękczynieniem Panu, który, jak dziś mogę ufać, wybawił mię od cierpień tak straszliwych, a wiecznych.

„Od onego dnia, powtarzani, wszystko mi się zdaje łatwem, w porównaniu choćby z jedną chwilą tylko takiej męki, jaką tam wówczas wycierpiałam. Dziwię się samej sobie jak to być mogło, że czytając tyle razy opisy, da­jące choć niejakie pojęcie o mękach piekielnych, przecie mąk tych się nie bałam i nie ważyłam ich sobie wedle straszliwej grozy ich.

„Gdzie miałam rozum? Jak mogłam choć na chwilę spo­kojnie oddawać się przyjemnościom, które mię ku takiemu okropnemu miejscu ciągnęły,“ (1)

 

Porównajmy, teraz, nasze cierpienia z męką potępio­nych w piekle. Nie masz tam ani tej zgodności z wolą Bożą, ani tych pociech i słodkości, jakiemi tutaj Pan dusze cier­piące pokrzepia, ani nadziei tych korzyści i nagród, jakie tutaj cierpienie zapewnia: są tam tylko męki nieustające i wciąż coraz wyżej, — o mękach przygodnych mówię, — rosnące; męki duszy, stokroć boleśniej dojmujące, niż wszelkie męki na ciele; męki bez żadnego porównania sroższe od tych, które tylko co opisałam; a męki to wieczne, i potępiony wie o tem, że się nigdy nie skończą.

 

„O, któż zdoła opisać rozpacz tych nieszczęsnych dusz? I jakie mogą być na tej ziemi prace i trudy, jakie w tem krótkiem życiu cierpienia, które by się nam miały wydawać, nie już za ciężkie, ale choćby tylko wspomnienia godne, gdy chodzi o uchronienie się onej straszliwej, wiecznej męki? Niepodobna, powtarzam, wyrazić, jaka jest dojmująca siła bólu duszy, jak różny jest ten ból i niezrównanie sroższy nad wszelkie bóle ciała. Ten tylko zdoła tę różnicę ocenić, kto jej sam na sobie doświadczył” (2).

 

„O jakże mdły i nieudolny ten opis w porównaniu z rzeczywistością! O życie bezprzestannie umierające! O męko wieczna! O męko bez końca! O Panie, Boże mój! Płaczę nad tem, że był czas, kiedym tych prawd nie ro­zumiała. Ale dzisiaj, gdy widzisz, Boże mój, jaką boleść czuję na widok tego mnóstwa dusz, które zrozumieć ich nie chcą: choć jedna z nich błagam Cię, Panie, niech przej­rzy, choć jedną z nich oświeć, aby przez nią oświeciło się wiele drugich. Nie dla mnie to uczyń, Panie, ale dla za­ sług Syna Twego! (3). „Pomnij, Panie, żeśmy stworzenia Twoje! W dobroci i miłosierdziu Twojem ratuj!”(4).

W szkole św. Teresy (1) – Jak służyć Bogu? – O konieczności poddania się woli Bożej

W szkole św. Teresy (2) – O grzechu śmiertelnym

W szkole św. Teresy (3) – O potrzebie modlitwy wewnętrznej

Karmelitańska metoda odprawiania modlitwy myślnej


„Ćwiczenia duchowne w szkole św. Teresy od Jezusa” – Wydawnictwo „Głosu Karmelu”, Kraków 1933.

1) „Życie” str, 283.
2) „Twierdza”, str, 199,
3) „Wołania duszy“, str. 268.
4) „Wołania duszy“, str 264

Skomentuj