O prawdziwym szczęściu – Ks. Karol Antoniewicz

Pragnienie szczęścia. – Nie znajdujemy go, bo go tam szukamy, gdzie go nie ma. – Nie zewnątrz nas, ale w nas samych trzeba szczęścia szukać. – Kto tylko dąży do. Boga i z wolą Bożą się zgadza, ten zawsze i wszędzie jest szczęśliwy.

Jak zgłodniały żąda kawałka chleba, pragnący szklanki wody – jak wygnaniec wzdycha do ojcowskiej zagrody, więzień do wolności – jak biedna sierota tęskni za sercem matki i ojca – tak też serce każdego z nas tęskni, pragnie, wzdycha za szczęściem A jednak, jakże mało jest szczęśliwych ludzi na świecie! Zabiegamy, staramy się, pracujemy, zawsze w nadziei, oczekiwaniu, i tak całe życie pracując, jak dziecko, co ptaka chce złowić, staniemy nad grobem i śmierć wykopie nam grób głęboki i zasypie kości nasze ze wszystkimi nadziejami.

Czyż więc nie ma szczęścia na ziemi? Czy Pan Bóg na próżno wlał w serce nasze tę chęć i pragnienie być szczęśliwymi?

Nie bracia moi! Człowiek będzie, może być szczęśliwym w każdym wieku, w każdym stanie, jeśli tylko chce. Nie odpychajmy tylko ręki Boskiej od siebie. Szukamy szczęścia tam, gdzie go nie ma, i dlatego cóż dziwnego, że nie znajdziemy! Szukajmy tam, gdzie jest, a znajdziemy je !

Bracia moi! nie mówię do was jak do dzieci, ale jak do ludzi, którzy już myśleć, sądzić i rozumieć umieją.  Patrzcie w około siebie, na ten świat – jakże tam mało szczęśliwych widzicie. Sami ludzie robią się nieszczęśliwymi, ale wyznać tego nie chcą. My sami sobie najwięcej szkodzimy.
Szczęścia szukać powinniśmy nie na zewnątrz siebie, ale w sobie samych, tak jak kto perły chcąc znaleźć, nie będzie jej szukał w piasku na brzegach morza, ale zapuści się jak nurek w głębiny oceanu i tam ją znajdzie.  Górnik, chcący drogi kamień pozyskać, czyż będzie szukał go na twardej powierzchni skały? – Nie! weźmie lampę do rąk, zapuści się w podziemne pieczary, utoruje sobie drogę we wnętrznościach ziemi, tam znajdzie nagrodę pracy swojej, tam drogi klejnot będzie zyskiem jego.
O bracia! bądźmy i my takimi górnikami, i wziąwszy lampę wiary do rąk, wstąpmy w serca nasze, tam znajdziemy szczęście prawdziwe, którego nikt nigdy wydrzeć nam nie potrafi. Mogą ci ludzie odebrać majątek, mogą odebrać ci sławę niesłusznie, mogą cię pozbawić wolności; może cię choroba złożyć na łożu boleści, ale cnoty twojej, ale szlachetnych uczuć twoich, ale uczciwości twojej, która w sercu jest, która z serca wypływa, tego żadna moc ludzka wydrzeć ci nigdy nie zdoła!

Będziesz miał majątek, ale czy ten majątek sam przez się cię uszczęśliwi? – Nigdy! bo żeby ten majątek mógł uszczęśliwić, toby każdy człowiek bogaty musiał być szczęśliwym- a czy tak jest? Będziesz w godności, poważaniu u ludzi, ale cóż ci pomogą chwały ludzkie, jeśli sam sobą będziesz musiał pogardzać, jeśli ci sumienie mówić będzie żeś nie zasłużył na te pochwały, że ci ludzie, co ciebie tak chwalą, albo są podłymi pochlebcami, albo cię nie znają.

Szczęście nasze jest pokój wewnętrzny, jest czystość serca, jest przekonanie, niewinności i uczciwoścl naszej, a droga, która do tego prowadzi, jest ścisłe zachowanie prawa boskiego!

Ten jest tylko szczęśliwy, kto może tak sam do siebie mówić : Jestem szczęśliwy, bo mi Bóg użyczył darów doczesnych, ale ten majątek co posiadam, nie jest za krzywdą drugiego, ale uczciwą własną albo ojców moich pracą nabyty ! Jestem szczęśliwy, choć żyję w niedostatkach i ubóstwie, bo do tego ubóstwa nie przyszedłem przez lenistwo, rozpustę,- trwonienie, – Bóg to na mnie spuścił i śmiało każdemu w oczy zajrzeć mogę ! Jestem szczęśliwy, bo mnie ludzie szanują i poważają, a ten szacunek wyjednałem sobie nie obłudą, podstępem; nie udawaną, ale prawdziwą cnotą. Jestem szczęśliwy, bo obłuda i oszczerstwa padły na mnie, ale serce nic mi nie ma do zarzucenia, i śmiało „”.. niebo spojrzeć mogę do Boga, który widzi niewinność moją! Jestem szczęśliwy, bo zdrowie mi służy bo mogę pracować na chwałę Boga i pożytek duszy mojej, mogę być pożytecznym współbraciom moim i całemu krajowi. Jestem szczęśliwy bo choroba mnie dotknęła, i wkrótce może stanę u kresu życzeń moich – u Boga mojego ! Jestem szczęśliwy, bo żyję; jestem szczęśliwy, bo umieram! – O! kto tak powiedzieć może, ten znalazł szczęście prawdziwe na świecie!

Gdybyśmy szczęścia naszego z sobą nie nosili, ale to szczęście do pewnego tylko miejsca było przywiązane, wtedy, żegnając to miejsce, i szczęście byśmy pożegnać musieli Oto ten człowiek zmuszony porzucić rodzinny zakątek, ten dom, gdzie się wychował – łzami zalane oko zwróci do nieba, z sercem skrwawionym westchnie do Boga, porywa za kij pielgrzymski i idzie z tym słodkim przekonaniem, że oko Boskie we dnie i w nocy czuwa nad całym wszechświatem, i nie opuści tego, który Boga nie opuścił. Błogość i rzewność zostanie w sercu jego!
Oto kochasz ojca, matkę, – śmierć nadchodzi, musisz ich utracić. Uklękniesz przy łóżku ich, ostatnie przyjmiesz westchnienia ujrzysz się sierotą – może ludzie cię opuszczą! Masz ufność w Bogu, w boleści twojej będziesz szczęśliwym; powiesz sobie: mam Ojca w niebie, do krzyża uciekać się będę! Oto ten był majętnym; przyszedł pożar, wylew wody, nieszczęścia, i w nędzy kawałek chleba jeść musi. Jeżeli on w tym majątku całe szczęście pokładał, o! jakże nieszczęśliwym się ujrzy; ale Jeśli bogactwa Jego w sercu były zagrzebane, stanie nad tymi zwaliskami i pamiątkami dawnego szczęścia, otrze łzę i powie: Bóg dał, Bóg wziął; utraciłem wszystko, alem Ciebie nie utracił, Boga mego, a jeśli ciebie posiadam, czegóż mi nie dostaje? – Ty, co ubierasz lilie polne, nie dasz zaginąć dziecku twemu! U traciłem wszystko, ale nie utraciłem cnoty! Chcesz bym cierpiał, pracował z Tobą i dla miłości Twojej – dzięki Ci! Moje szczęście nie było w tym złocie, które bym był i tak przy śmierci musiał porzucić!

O bracia moi! kto tak ma usposobione serce, czegoż się ma lękać? On nigdy nieszczęśliwym nie jest, bo będąc dzieckiem takiego Ojca jakim Bóg jest, nieszczęśliwym być nie może! – O! dlatego, dlatego bracia, załóżcie tę posadę prawdziwą tego szczęścia za młodu w sercach swoich, – uzbrójcie się w rnęstwo, przywdziejcie przyłbicę miłości, miecz wiary i pancerz nadziei a we wszelkiej życia walce nigdy zwyciężonymi nie zostaniecie ! Bóg z wami! Amen.


KAZANIA ks. Karola Antoniewicza. T. IV Kazania przygodne.  NAKŁADEM WYDAWNICTWA TOW . JEZUSOWEGO. KRAKÓW. 1906.

Skomentuj