Grzechy zaniedbania Cz.3 – Bóg a życie nasze

Bóg a życie nasze

W codziennym życiu zapominamy często o Bogu.
Uczyniwszy zadość wszystkim obowiązkom dobrego katolika przez wysłuchanie niedzielnej Mszy św., śpieszymy z powrotem do »normalnego« trybu życia. Sprawy religijne uważamy za załatwione na okres najbliższego tygod­nia i ze spokojnym sumieniem wprowadzamy w czyn zasadę, która powinnna przyświecać wszystkim ludziom o zdrowych pojęciach: inte­resy interesami, a Bóg Bogiem. Uważamy nawet, że mieszanie Boga do naszych codziennych spraw byłoby rzeczą niewłaściwą i uwłaczają­cą Mu poniekąd. Uważamy dalej, że »wszystko powinno się odbywać we właściwym cza­sie i na właściwym miejscu«, a czasem i miej­scem, przysługującym sprawom Bożym jest właśnie jedynie nabożeństwo w kościele. Za­pominamy natomiast, że obowiązkiem prawdzi­wie gorliwego katolika jest uświęcanie dnia powszedniego i wszystkich jego czynności przez pamięć o Bogu — innymi słowy życie w obec­ności Bożej.

Sprawom zawodowym oddajemy się czę­sto w duchu absolutnie areligijnym, kierując się raczej kodeksem niż dekalogiem, raczej ko­niunkturą niż sprawiedliwością i miłością. Nie zastanawiamy się też nad kwestią, czy przysparzając sobie dochodów, przysparzamy jednocześnie chwały Panu Bogu.

To samo odnosi się do kierunku, jaki nada­jemy wychowaniu naszych dzieci. Już w wybo­rze szkoły dla nich powodujemy się względami wyłącznie praktycznymi.

Oto przykład, jakich wiele:

Starszy syn pana Piotra, który ukończył po­stępowy zakład naukowy, sprzeniewierzył się odziedziczonym po przodkach zasadom. Pan Piotr boleje nad tym, pociesza się jednak my­slą, że w zamian za to młodzieniec nabrał wie­le zmysłu praktycznego, a ten mu się w życiu niezmiernie przyda. Zdołał zawrzeć cały szereg wybitnych znajomości — wątpliwych, co prawda, z ciasnego punktu widzenia księży, ale niezwykle obiecujących na przyszłość. Pan Piotr zdaje sobie sprawę, że istnieje także i przyszłość wiekuista, z drugiej jednak strony jest przekonany, że do tego czasu wszystko się ułoży i że synalek, zająwszy kiedyś odpowiednie stanowisko, zacznie wyznawać równie surowe i konserwatywne zasady, jak on sam.

U młodszego syna natomiast musiał pan Piotr tłumić pewne niebezpieczne objawy, prze­sadnej pobożności. Chłopiec w nierozwadzeswej posunął się tak daleko, że począł na se­rio mówić o powołaniu kapłańskim, co gorsza zakonnym. Pan Piotr, który jest doskonałym katolikiem, nie mógł mu wręcz zabronić tych —
szczytnych zresztą — marzeń. Potrafił jednak rozsądnie wykazać mu wszystkie niedogodno­ści tego stanu. Dla ambitnego ojca byłoby prze­cież srogim zawodem widzieć tak zdolne dziec­ko zakonnikiem lub — w najlepszym razie —proboszczem w jakiejś zapadłej wioszczynie.
Pan Piotr — osobiście — żywi głęboką cześć dla duchowieństwa, niemniej jednak uważa się za wyjątek pod tym względem i zdaje sobie sprawę, że w eleganckim świecie tego rodzaju »kariera« wywołałaby raczej uśmiech polito­wania, niż uznanie.
Gdyby zatem syn pana Piotra rzeczywiście obrał tę drogę, najlepsi jego przyjaciele — lu­dzie, należący zresztą do obozu katolickiego —słusznie zdumiewaliby się wobec takiego bra­ku rozwagi. To też w swym ojcowskim sumie­niu pan Piotr postanowił wszelkimi siłami uda­remniać zrealizowanie tych »dziecięcych« mrzo­nek. Po długiej walce udało mu się wreszcie ożenić syna z posażną jedynaczką o bardzo po­stępowych przekonaniach religijnych. Prawda, że małżeństwo to nie jest szczęśliwe, ale temu już pan Piotr nie jest winien. Uczynił przecież wszystko, żeby synowi zapewnić szczęście. . .

Wydając zaś swą córkę za mąż oboje pań­stwo Piotrostwo wykazali także dużo światłego liberalizmu. Zbadali najdokładniej stan mająt­kowy konkurenta i jego widoki na przyszłość. Ponieważ wynik tych badań był nad wszelki wy­raz zadowalający, nie informowali się już o szczegóły, tyczące jego charakteru i przeko­nań, powołując się na słowa Pisma św.: To wszy­stko będzie wam przydane.

««»»

Bóg a stosunki towarzyskie.

W życiu towarzyskim zapominamy często że jesteśmy katolikami, a co gorsza uważamy to za rzecz zupełnie naturalną. Obowiązki świa­towe i zawodowe zmuszają nas niejednokrot­nie do utrzymywania stosunków z ludźmi, wobec których nie chcemy i nie możemy być sobą. Ale i w doborze ściśle prywatnego koła znajomych kierujemy się tylko względami praktycznymi, modą lub konwenansem, a wszel­kie skrupuły w tej dziedzinie wydają się nam przestarzałym i przesądami.

Grono przyjaciół pana Piotra składa się wy­łącznie z ludzi na stanowisku i doskonale sy­tuowanych. Należą tu między innymi państwo M., ludzie, których małżeństwo nie jest wpraw­dzie uznane przez Kościół, ale którzy stanowią prawdziwą ozdobę i chlubę salonów: ona jest znaną śpiewaczką, on zaś wysokim urzędnikiem ministerialnym. Także i państwo G. są mile wi­dzianymi gośćmi w domu p. Piotra, choć sposób, w jaki doszli do — znacznego dziś — majątku, urągał najprymitywniejszym zasadom uczciwo­ści. Kilka rodzin o różnym poziomie etycznym i umysłowym uzupełnia dobrane kółko. Trze­ba rzeczywiście wielkiego taktu ze strony pań­stwa domu, żeby unikać wszelkich dyskusyj na śliski temat przekonań religijnych, a nawet najlżejszych aluzyj w tym kierunku, Oboje po­siadają jednak tyle zrozumienia dla obowiąz­ków względem świata« (jak mówi p, Piotrowa), że w obecności swych przyjaciół wstrzymują się od wszelkich zakusów apostolstwa lub choć­by tylko wypowiedzenia swego zdania.

Uświęcona solidarność salonów wymaga ta­kiego postępowania. To też pp, Piotrostwo wy­tężają wszystkie siły, żeby »dotrzymać kroku innym«, »iść z postępem czasu« i — broń Boże— niczym się nie wyróżniać.
Pani Piotrowa stara się zatem iść we wszy­stkim z prądem mody, mąż jej natomiast skwa­pliwie przystosowuje się do ogólnych poglą­dów, Oboje uważają, że w ten sposób pośred­nio a skutecznie służą sprawie Bożej, gdyż naj­zaciętsi nawet przeciwnicy wiary wybaczają im, że są katolikami.

Swoją drogą przyjemna jest świadomość, że poza dwudziestu minutami, jakie co tydzień spędzamy w kościele, nie różnimy się niczym od osób prawdziwie postępowych. To też pan Piotr nie umiał oprzeć się uczuciu dumy, kie­dy mu pewien dygnitarz niedawno wyraził uznanie mówiąc: »Gdyby też wszyscy katolicy byli tak wolnomyślni jak pan!«

Ta właśnie wolnomyślność nadaje młóceniu najbardziej wątpliwych komunałów posmak miłej a niewinnej konwersacji. W salonie p. Piotra omawia się z przejęciem tego rodzaju aksjomaty, jak wszechwładzę przypadku i przeznaczenia itp.

Zdarzyło się kiedyś, że ktoś z zebranych brutalnie wystąpił przeciw religii katolickiej.  Dyskusja poczynała się zaostrzać. Pan Piotr jednak z właściwym sobie umiarem zawyroko­wał, że »przekonania pana U,, jak wszelkie zresztą przekonania, są nietykalne i zasługują na najgłębszy szacunek«. Obecni przyklasnęli temu stanowisku, a pełne godności wystąpienie pana Piotra spotkało się z ogólnym a zasłu­żonym uznaniem.
Tam gdzie nie można tak łatwo dojść do po­rozumienia, p. Piotr zadowala się wymijają­cymi zwrotami, jak »można by… to kwestia… zależy od zapatrywania… są wypadki…« Umie on też wymawiać słowo »oczywiście« w sposób, który odpowiada popularnemu wyrażeniu »na dwoje babka wróżyła«… Słowem — umie oto­czyć swoje przekonania chińskim murem i starannie przestrzegać, aby się przypadkiem nie przedostały na światło dzienne.

Dziwić się tylko należy pewnym niezrówno­ważonym kapłanom, którzy nie mając zrozu­mienia dla »obowiązków stanu« piorunują na zlaicyzowanie życia. Ale też istnieją kapłani, którzy doprawdy obrażają Pana Boga chcąc Go mieszać do wszystkich spraw życia codziennego!..

cdn.

Grzechy zaniedbania Cz.1 – Zaniedbania w modlitwie

Grzechy zaniedbania Cz.2 – Ignorancja religijna


Jakub Debout – „Grzechy zaniedbania”. Wydawnictwo Księży Jezuitów. Warszawa 1939.

2 myśli na “Grzechy zaniedbania Cz.3 – Bóg a życie nasze”

  1. Obojętność religijna jest dla ogromnej większości moich rodaków synonimem przyzwoitości. Gdy obecnie coraz częściej słyszy i widzi się ataki na Kościół, czyli na nas, wielu chowa głowę w piasek, odwraca się lub udaje, że nie słyszy. Często wynika taka postawa po prostu z braku elementarnej wiedzy ewangelicznej i odwagi przeciwstawienia się agresorowi, czyli złu. Zawodzi też wychowanie w rodzinach, brak jakichkolwiek konstruktywnych rozmów o wierze, religii i konieczności wygrzebywania się z marazmu do prawdziwego życia. Przecież Bóg chce żebyśmy byli szczęśliwi w doczesności i wieczności. I nie można odwracać się od kogoś, kto cię kocha.

  2. Pingback: Grzechy zaniedbania Cz.4 – Sprawiedliwość a dobroczynność – Niewolnik Maryi

Skomentuj