Nauka Katolicka

Grzechy zaniedbania Cz.1 – Zaniedbania w modlitwie

Wszelkie praktyki nasze religijne mają na celu raczej interes niż prawdziwe uświęcenie. Często zapominamy zupełnie, że modlitwa powinna być przede wszystkim aktem uwielbienia. Nie rozumiemy, że potrzeba, aby się święciło Imię Boże, by przyszło Królestwo Jego i stała się Jego wola, zanim nam Bóg udzieli chleba powszedniego.

WSTĘP

W rachunku sumienia pomijamy zazwyczaj grzechy, które popełniamy przez zaniedbanie, nie zdajemy sobie z nich sprawy. Wystarczy nam świadomość, żeśmy nie popełnili czynu występnego. Jesteśmy więc katolikami z imienia, nie z czynu. Uważamy bowiem etykę chrześcijańską jedynie za umartwienie, nie za nieograniczone pole działania, jakim jest w istocie; za szaniec, nie za drogę do rozwoju; za hamulec, nie za swobodę porywów, za barierę, nie za odskocznię.

Sądzimy, że gniew Boży ściga wyłącznie naszą bezbożność czyli grzechy przeciw przykazaniom, obowiązek zaś czynienia dobrze uważamy za sprawę dość nieokreśloną, mniej więcej dowolną, o którą nie trzeba się troszczyć.
W rezultacie określamy mianem dobrego katolika pana, który idzie na Mszę św. w niedzielę, pości w piątek, urządza święcone i nie daje specjalnego powodu do obmowy. Doskonałym katolikiem nazywamy pana, który przyjmuje nadto u siebie swego proboszcza i bierze udział w procesjach. „Katolikiem, jakich oby było jak najwięcej « nazywamy takiego pana, który w zaciszu swego gabinetu zwalcza »nieprzyjaciół wiary« i zdrożne poglądy

Aniołami zaś i świętym i nazywamy panie, które, choć przypięły oznaki religijnego stowarzyszenia na modnie skrojonej sukni, nie przestają ani na chwilę być światowymi gąskami.

Utarło się w śród nas mylne przekonanie, że spełniając najmniejszy uczynek pobożny lub miłosierny czynimy nierównie więcej, niż tego wymaga nasz obowiązek, a już z całą pewnością wykonujemy w najdoskonalszym stopniu wszystko, co do nas należy.

Religię naszą, — czy to, co nią nazywamy — ograniczamy do ciasnego kręgu przewidzianych obrzędów oraz zakazów, co najwyżej do pewnych wymogów społecznych czy towarzyskich. W ten sposób nie pozwalamy jej wykroczyć poza obręb szablonu społecznej sfery lub partii politycznej.

Słowem — nie rozumiemy, że wszystkie grzechy, które popełniamy uczynkiem pochodzą w istocie rzeczy z bezczynu, tkwią w nim i dla ­tego właśnie są grzechem.

«« »»

Grzechy zaniedbania w modlitwie.

Często zapominamy zupełnie, że modlitwa powinna być przede wszystkim aktem uwielbienia. Nie rozumiemy, że potrzeba, aby się święciło Imię Boże, by przyszło Królestwo Jego i stała się Jego wola, zanim nam Bóg udzieli chleba powszedniego.

Naprzykrzamy się Bogu swoimi kłopotami, nie interesując się specjalnie Jego sprawami. Wzywamy Go na modłę pogan, jedynie dla uproszenia sobie pomyślnego obrotu w jakichś trudnościach lub uzdrowienia w chorobie.
Wzywamy Go zwłaszcza wtedy, gdy wyczerpawszy już wszelkie ludzkie środki uważamy pośrednictwo nadprzyrodzone za ostatni atut w grze — ostatnią stawkę do przegrania.(…)

Nie łączymy się z całą ludzkością w celu wielbienia Boga. Słowa modlitwy Pańskiej wymawiamy bezmyślnie samymi tylko wargami. Nie rozumiemy, że jeśli Bóg jest wspólnym naszym Ojcem, winniśmy Go też wspólnie uwielbiać za dobroć, którą nas wszystkich ogarnia.

W modlitwach naszych nie składamy Mu hołdu za wszystkie dobrodziejstwa, którymi obsypał ludzkość od pierwszych chwil jej istnienia. Nie wielbimy Go za raj, za przebaczenie udzielone w dniu upadku, za patriarchów i proroków, za obietnicę Odkupienia i jej ziszczenie przez Syna Jego, Jezusa Chrystusa, za apostołów i męczenników, za święte dziewice i wszystkich wyznawców Jego Kościoła, troistego a jedynego, jak On sam; Kościoła triumfującego, cierpiącego i walczącego w jednej wierze i jednym chrzcie świętym.

Jeśli zatem pierwsze słowa modlitwy Pańskiej— Ojcze nasz — nie wywołują w naszych sercach całego szeregu tych uczuć, są one tylko pustym dźwiękiem na ustach naszych.(…)

Poza tym wszelkie znane nam modlitwy, wyrażające uwielbienie, skruchę i dziękczynienie odmawiamy prawie wyłącznie w celu uproszenia sobie darów i łask. Jesteśmy przekonani, że odmówienie pewnej ilości Pozdrowień Anielskich ma w pierwszym rzędzie na celu — nie uczczenie Przenajświętszej Dziewicy, lecz głównie pomyślny wynik jakiegoś egzaminu, procesu czy operacji.

Nie poddajemy się działaniu myśli i uczuć, natchnionych przez Ducha Świętego, uświęconych przez Kościół i przesiąkniętych poprzez wszystkie wieki i na każdym miejscu żarem miłości i utęsknienia ludzkiego.

Myślimy o Bogu w terminach chłodnej filozofii lub taniego sentymentalizmu, zdobywając się zaledwie tu i ówdzie na jakiś mizerny, czysto osobisty poryw.
Odnosimy się do Niego w sposób wyszukanie lub naiwnie indywidualny, modernistyczny lub przestarzały. W każdym razie w tych nawet chwilach, kiedy się nam zdaje, że wielbimy Boga, myśli nasze i uczucia skierowane są przede wszystkim na nas samych i na nasze potrzeby.

Słowem — nie rozumiemy często modlitwy uwielbienia lub rozumiemy ją źle.

Modlitwa za własną duszę

Nawet za własną duszę nie wznosimy modłów – duszą. Ograniczamy się do modlitwy słownej którą odmawiamy bez żalu i pragnienia, do popularnych aktów skruchy i postanowienia poprawy, które odmawiamy mechanicznie i bez prawdziwego uczucia. Nie staramy się ożywić wyuczonych jeszcze w dzieciństwie formułek w których wielkość naszej nędzy pragnęła zatonąć w obfitości słów. Oto jestem przed Tobą Panie cały zawstydzony. Co bym dał za to żebym Cię o dobry Boże nigdy nie obraził…

Wszelkie praktyki nasze religijne mają na celu raczej interes niż prawdziwe uświęcenie. Z tego też punktu widzenia wzywamy orędownictwa Matki Najświętszej i przyczyny świętych zapisujemy się do bractw i stowarzyszeń religijnych oraz odbywamy pielgrzymki, zwłaszcza jeśli do nich przywiązane są odpusty. Nie rozumiemy jednak, że wszelkie ceremonie i praktyki są tylko widomym znakiem odpustów, warunkiem ich zaś jest usposobienie  wewnętrzne.

Nie dbamy natomiast o nadprzyrodzoną piękność naszej duszy. Nie prosimy Boga o pragnienie podobania Mu się, o ową »zalotność« duszy w stosunku do Boga, która jest najwyższym wyrazem jej miłości. Modlimy się o łaskę tylko w celu zapewnienia sobie zbawienia wiecznego, nie prosimy jednak, aby nam Bóg pozwalał  przystrajać się w klejnoty łaski i żyć jej życiem.

W wychowaniu naszym widzimy w łasce nie szatę godową, lecz środek ochronny, nie skarb bezcenny, lecz rękojmię na przyszłość. Nad grzechami i ułomnościami swymi bolejemy nie dlatego, że obrażają one Boga, ale dlatego że obawiamy się połączonego z nimi niebezpieczeństwa.

Nie modlimy się też o światło i miłość dla dusz naszych. O światło wiary, światło życia Bożego, o światło w stosunku do bliźnich, o światło, które przebóstwia sprawy ludzkie, a zbliża do ludzi sprawy Boże, o światło, dzięki któremu prawda staje się naszym życiem, a życie prawdą. O miłość płomienną i nienasyconą, miłość, która nie dopuszcza oziębłości i  pobudza do heroizmu, która każdy wysiłek podejmuje dla przysporzenia chwały Bożej, w każdym cierpieniu obejmuje Krzyż Chrystusowy, a poprzez wszystkie czynności powszedniego dnia dąży do zupełnego połączenia się z Bogiem.

Zadowalamy się natomiast „teologią uproszczoną” która chroni dusze nasze od pożaru, zamiast dać im gorzeć tą miłością, jaką pałały serca uczniów Pańskich na drodze do Emaus.

O wartości modlitwy.

Wielu z nas nie dość głęboko wierzy w potęgę modlitwy. Wierzymy w nią raczej nerwami niż sercem, pod presją obawy, chwytamy się jej jako ostatniej deski ratunku. O ile jednak mamy wrażenie, że możemy zaufać własnym siłom, własnym rachubom i własnemu szczęściu, modlimy się bez szczególnego zapału — po prostu żeby — nie zrazić sobie Pana Boga.

Zapominamy jednak, że »jeśli Pan nie zbuduje domu i nie będzie strzegł miasta« działalność nasza nigdy nie będzie obfitowała w siłę, pożytek i radość. Nie zdajemy sobie sprawy, że ci którzy się modlą, czynią więcej dobrego dla ludzkości niż ci, którzy tylko pracują, i że Jozue ustawał w walce z chwilą, gdy wzniesione do modlitwy ramiona Mojżesza słabły i opadały.

Nawet gdy pracujemy dla chwały Bożej nie zawsze pamiętamy o tym, że najważniejszym czynnikiem we wszystkich naszych czynnościach powinna być modlitwa. Nie błagamy Boga i Jego Świętych o współpracę, nie szukamy w pierwszym rzędzie kapitałów duchowych, które tak obficie możemy czerpać ze skarbca w spólnej modlitwy i nieskończonych zasług.

Jeśli się zaś zwracamy do dawców łask niebieskich, czynimy to o wiele mniej gorliwie i bardziej niedbale, niż gdy prosimy o pomoc protektorów ziemskich.
Jeśli błagamy o światłość z nieba, to w tym przeważnie celu, żeby jak najprędzej zabłysnąć na jakimś ziemskim świeczniku. (…)
Do Boga zwracamy się często dopiero wtedy, kiedy pomyślny wynik naszych wysiłków zbyt długo daje na siebie czekać, lub gdy wszystkie inne środki oraz półśrodki zawiodą.

O modlitwie ustawicznej.

Wielu z nas nie pamięta znanej przypowieści ewangelicznej o dwóch przyjaciołach, w której Pan Jezus poucza nas o skuteczności natarczywej modlitwy (Łuk. 11, 5—9). Nie rozumiemy, że Ojciec niebieski wymaga od nas wytrwałości w modlitwie, abyśmy o Nim myśleli dłużej i żarliwiej, a zwracali się do Niego z całą intensywnością i udręką naszych niezaspokojonych potrzeb i pragnień. Bóg wchodzi w nas poprzez rysy, które w nas żłobi nasza nędza, a świadomość naszej marności może zrównoważyć jedynie wiara w Jego nieprzebraną potęgę i dobroć.

Nie rozumiemy nadto, że Bóg, każąc nam długo kołatać do swego miłosierdzia, ubogaca nas owocami tych modłów, zanim jeszcze przysporzy nam darów, o które Go prosimy. Nie udzielając nam na pierwsze zawołanie dobrodziejstwa, pozwala nam też lepiej ocenić jego wartość. Pozwala nam zastanowić się głębiej nad daną sprawą oraz oczyścić ją z wszelkich niskich pobudek, dążeń i uczuć. Przypomina nam nadto niezłomne prawo, obowiązujące zarówno w nadprzyrodzonym, jak i w przyrodzonym świecie: że każda sprawa i każda łaska zyskuje na wartości w miarę jak współdziała w niej czas, życie i nadzieja.

Bóg wysłuchuje nas zawsze, ale kieruje się przy tym naszym istotnym dobrem, którego my sami często nie umiemy rozpoznać. Jeśli Go prosimy o kamień, On, znając lepiej nasze potrzeby, daje nam kawałek chleba. Jeśli zaś nie oddala od nas kielicha goryczy, czyni to dlatego, że w nim właśnie leży nasze zbawienie. Bóg zatem odpowiada na modły nasze tak, jakbyśmy sami tego pragnęli, gdybyśmy sprawy swoje oglądali w świetle Jego odwiecznych planów,

I jeszcze jedno: Modlimy się często jak fataliści, ze zbytnią rezygnacją w stosunku do nieugiętości woli Bożej, zamiast modlić się ze wzruszającą prostotą, z jaką modlili się Święci – wierząc, że modlitwy nasze mogą gwałt zadać Bogu.

Nie zdajemy sobie sprawy, że modlitwy nasze wchodzą w zakres odwiecznych przewidywań Bożych i że Pan bierze je w rachubę, aby urzeczywistnić swe zamiary względem nas; że modlitwy do pewnego stopnia rozbrajają Boga w stosunku do nas, że zdolne są zwyciężyć Jego gniew. Ponieważ zaś Bóg w dobroci swojej nie może się oprzeć naszym prośbom, modlitwy nasze są w stanie uzależnić poniekąd Boga od nas.
My jednak, powodowani lenistwem lub zbytnią powściągliwością, nie umiemy zdobyć się na tę chwalebną natarczywość, jaką nam Chrystus Pan sam w swojej wszechwiedzy zalecił. Nie umiemy zniewalać Boskiego Przyjaciela.

 

Niech się stanie wola Twoja ! (Módlmy się)


Jakub Debout – „Grzechy zaniedbania”. Wydawnictwo Księży Jezuitów. Warszawa 1939.

Zdrowa nauka Kościoła przeciw kłamstwom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

3 komentarze dotyczące “Grzechy zaniedbania Cz.1 – Zaniedbania w modlitwie

  1. powinniśmy się modlić tak jak nasz Ukochany Zbawiciel w Ogrodzie Oliwnym:

    Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie Moja wola, lecz Twoja niech się stanie.

    wskazane jest też dodać za Matką Boga:

    Oto Ja służebnica(sługa) Pańska(i), niech Mi się stanie według Twego słowa!

    https://niewolnikmaryi.com/2020/03/24/niech-sie-stanie-wola-twoja/

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: Grzechy zaniedbania Cz.2 – Ignorancja religijna – Niewolnik Maryi

  3. Pingback: Grzechy zaniedbania Cz.3 – Bóg a życie nasze – Niewolnik Maryi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: