Nauka Katolicka

Fundamenty prawdziwego życia duchowego cz.2 – Miłość i jej przeszkody

Inne chcą pogodzić miłość Boga z miłością własną. Wpra­wdzie służą one Bogu, lecz w tej służbie szukają li tylko własnej pociechy i własnego zadowolenia, a gdy Bóg odmawia swoich słodyczy, zniechęcają się i ustają; — istne najemnice, nie dojdą nigdy do doskonałości. Inne idą do Boga, ale drogą przez siebie wytkniętą; nie chcą bowiem oddać się całkowicie woli Bożej, lę­kając się ofiar, których może od nich zażądać.

Fundamenty prawdziwego życia duchowego cz.1 – POKORA

Aby dom zbudować, potrzeba pierwej sprowadzić materiał trwały, bo jeśliby ktoś zamiast kamieni użył gliny, lub papieru zamiast drzewa, jakiżby stąd dom powstał? Materiałem domu duchownego są — jak widzieliśmy — cnoty, a mianowicie miłość, bo miłość wszystkim cnotom daje wartość, siłę i trwałość; mi­łość zaś polega na spełnieniu woli Bożej i wiernej służbie wzglę­dem Boga.

Gdzie nie ma miłości (1), gdzie zatem panuje grzech śmiertelny i przywiązanie do grzechu, tam niema Boga, a więc nie ma także życia pobożnego, choćby inne cnoty pełnym blaskiem zdawały się świecić.

Czyliż więc na imię pobożnych zasługują te dusze, które wprawdzie się modlą, ale przy tym krzywdzą bliźnich, — dają jał­mużnę, ale za to są dumne, lub żywią grzeszne uczucia, — cho­dzą do Sakramentów świętych, a nie chcą przebaczyć urazy lub poratować bliźnich. Raczej bym je przyrównał do trupów zabalsamowanych. Aby trupom odjąć woń niemiłą, starają się takowe zabalsamować: podobnie zły duch balsamuje grzeszników — istne trupy chodzące — wonią cnót pozornych, aby świat sądził, że oni żyją, to jest, że są w stanie łaski, gdy tymczasem oni są umarłymi na duszy.

Staraj się tedy najprzód o stan łaski (2), a wraz z nim o mi­łość, potem zaś o uczynki zewnętrzne; lecz z drugiej strony nie chciej nimi gardzić, bo one pomagają do nabycia lub pomnożenia miłości. „Kiedyś zaczynał naukę pisania — mówi pobożny Tauler — musiałeś z wielką uwagą naśladować litery, które przed tobą kreślił nauczyciel; im pilniej powtarzałeś, ćwiczenie, tym bar­dziej przyswajałeś sobie te kształty, aż na koniec płynęły ci z pod pióra bez żadnej z twej strony uwagi. Podobnie masz działać, chcąc zostać przejętym miłością Bożą. Z początku (3) trzymaj się pewnych uczynków zewnętrznych, choćby z przymusem twej woli, niebawem pokochasz te uczynki, a tym sposobem miłość Boga na  wskroś cię przeniknie i wyłącznie zajmie twą duszę” (4). Co do uczynków samych, spełniaj przede wszystkiem jak najwierniej przy­kazania Boże, przykazania kościelne i obowiązki stanu, a z dru­giej strony znoś cierpliwie wszystkie krzyże, jakimi cię Opatrzność nawiedzi.

Materiałem domu duchownego jest — jak powiedziałem miłość, ale miłość szczera, żywa i czynna, miłość ku Bogu i bli­źnim. Stąd dusza prawdziwie pobożna kocha nie tylko Boga, ale w Bogu wszystkich bliźnich, a ta miłość jej jest życzliwa i cier­pliwa i szlachetna i gotowa do ofiar.

Daleka od podejrzliwości; stara się widzieć w bliźnim tylko dobre; kiedy musi widzieć błę­dy, miasto je rozgłaszać, pokrywa milczeniem, — miasto potępiać błądzącego, wymawia go lub przynajmniej ubolewa nad nim, jak matka nad chorem dziecięciem. Daleka od nieczułości, wszystkim dobrze życzy, wszystkich w sercu nosi, a nawet najzaciętszemu wrogowi przebacza i dobrem za złe płaci. Daleka od samolubstwa, tego tylko pragnie, by wszystkim dobre czynić, by z zapomnieniem siebie cudzą boleść koić, cudzą łzę osuszać, gotowa nawet do wielkich poświęceń, gdy tego miłość bliźniego wymaga.

Przeciwnie, dusza fałszywie lub niedoskonale pobożna wy­kracza najczęściej przeciw miłości bliźniego. Zamiast patrzeć błędów swoich, śledzi ona pilnie wady i niedoskonałości bliźnich, a nic nie ujdzie jej bystrego wzroku. Nawet w kościele, gdy zdaje się zatopioną w modlitwie, ma jednak oczy otwarte na wszystkie strony, podobna iście do pająka, co zastawiwszy siatkę, zaczaja się w kąciku i śledzi każdy ruch biednej muchy. Gdy błąd jaki odkryje, zaraz biegnie od jednej przyjaciółki do drugiej, by ra­zem z niemi wylewać łzy krokodyle nad zepsuciem tego świata; a zamiast litować się nad błądzącym, wzywa nań ognia z nieba, jak uczniowie Jan i Jakub na ono miasto samaryjskie, — zamiast go upomnieć ze słodyczą, przemawia gorąco w tonie kaznodziej­skim i raczej rozdrażnia, niż poprawia. A cóż dopiero, gdy ją ktoś obrazi! Wtenczas pali się w jej sercu, jak w wulkanie, a chociaż zdaje się przebaczać, to jednak na dnie serca tkwi zawsze jakaś niechęć. Szukając wszędzie swego zadowolenia, nawet w rzeczach duchownych, zamyka się, jakby ślimak, w sko­rupie swego „ja”, i niech ktoś potrzebujący wzywa jej pomocy, niech chory żebrze od niej opieki, a smutny pociechy, ona musi pierwej odmówić swoje pacierze, odprawić zwykłą spowiedź, odbyć zamierzoną pielgrzymkę. Słowem, cechą jej jest samolubstwo.

Idźmy dalej. Dom winien być wykończony, bo wszelki brak, n.p. dachu lub jednej ściany, uczyniłby go nieużytecznym albo rażącym; podobnie i dom życia duchownego winien być wykoń­czony; to jest, dusza pragnąca doskonałości winna się oddać Pa­nu Bogu bez uszczerbku i podziału, aby mogła powiedzieć z Pro­rokiem: „Cóż ja mam w niebie, albo czegom chciał na ziemi oprócz Ciebie, Boże serca mego i części moja, Boże na wieki“’ (5), i z Apo­stołem: „Żywię ja , już nie ja , żywię we mnie Chrystus”(6). Ta dusza oddaje siebie i wszystko swoje Bogu, — swoje zmysły, by w świecie widzialnym szukały Boga, — swoje ciało, by przez pracę i umartwienie było ofiarą całopalną dla Boga, — swoje serce, by płonęło świętą miłością ku Bogu i bliźnim, — swój umysł, by się zatapiał w doskonałościach Bożych, — swoją wolę, by we wszystkiem ulegała woli Bożej, — gotowa iść, gdziekolwiek ją Pan poprowadzi, — gotowa spełnić wszystko, czego od niej za­żąda, — gotowa przyjąć wszystko, cokolwiek na nią ześle.

Wyznaczać zaś sobie granice: dotąd pójdę a nie dalej, wchodzić z Bo­giem w układy i targi, odmawiać Mu czegoś rozmyślnie, lub co gorsza, dać Bogu tylko część lub połowę serca, — jest to wyrzą­dzać wielką krzywdę Bogu, a wielką szkodę sobie. Bóg bowiem, jako nasz Stwórca i Pan, ma prawo do całej naszej istoty, do ka­żdej chwili naszego życia; jeżeli zatem przepisujemy Bogu warun­ki, wdzieramy się w Jego prawa, a tym samem ściągamy Jego karę lub niełaskę. Sam rozum to potępia, a jednak większa część dusz czyni podobnie.

Jedne pragną pogodzić służbę Bożą ze służbą świata; stąd jednym okiem patrzą w niebo, drugiem na ziemię, — jednym uchem słuchają Ewangelii Chrystusa, drugiem „koranu” świata.

Rano idą do kościoła, wieczorem na czcze zabawy, — czasem mówią o Bogu, lecz częściej o błędach bliźnich, — czasem dadzą jałmużnę, lecz więcej grosza trwonią na stroje lub inne fraszki, — czasem czytają książkę duchowną, lecz częściej liche piśmidła, — słowem, chwieją się na obie strony, jak dwie szale wagi, i pra­gną dwom panom służyć, nie pomnąc na słowo Pańskie: „Żaden nie może dwóm panom służyć“ (7). Pan też nie może znieść podo­bnego podziału i sam wzywa te dusze przez Proroka: „ Pókiż będziecie chromać na dwie strony? Jeżeli Pan jest Bogiem, idźcież za nim , a jeżeli Baal, idźcie za nim ” (8).

Inne chcą pogodzić miłość Boga z miłością własną. Wpra­wdzie służą one Bogu, lecz w tej służbie szukają li tylko własnej pociechy i własnego zadowolenia, a gdy Bóg odmawia swoich słodyczy, zniechęcają się i ustają; — istne najemnice, nie dojdą nigdy do doskonałości.

Inne idą do Boga, ale drogą przez siebie wytkniętą; nie chcą bowiem oddać się całkowicie woli Bożej, lę­kając się ofiar, których może od nich zażądać. Inne wreszcie od­dają się Bogu, lecz wyjmują jakieś przywiązanie lub jakąś słabo­stkę, której nie chcą się pozbyć. Gdy Pan chce je z tej słabostki oczyścić, bronią się wszelkim sposobem; biedne dusze, tą niewier­nością oziębiają miłość Boga, powstrzymują Jego hojność i prze­szkadzają natchnieniom Bożym. Bóg bowiem nie może nawet mówić do dusz podobnych, wiedząc, że słowo Jego będzie darem­ne, jak to sam objawił św. Teresie: „Mówiłbym chętnie do wielu dusz, lecz świat — a dodać można: i miłość własna — taki ha­łas sprawia w ich duszach, że słowa mojego nie mogłyby usłyszeć; o! gdyby się nieco usunęły od świata” (9) i uciszyły gwar miłości własnej!

Aby dom był wykończony, potrzeba go należycie urządzić wewnątrz i na zewnątrz; podobnie, aby życie duchowne było do­skonałe, powinno być wszechstronne, a więc wewnętrzne i zewnę­trzne. Doskonałość bowiem, podobna do drabiny Jakubowej, po której Aniołowie wstępowali w niebo i zstępowali na ziemię, łą­czy w harmonijną jedność życie wewnętrzne i zewnętrzne, obejmuje wszystkie władze duszy, wszystkie objawy życia i na wszystkich wyciska swoją pieczęć. Stąd z jednej strony cechuje ją duch mo­dlitwy, który pociąga duszę do łączenia się z Bogiem, — duch zaparcia się, który daje duszy panowanie nad zmysłami i nad miłością własną, — duch miłości, który zagrzewa duszę do ofiar dla Boga i bliźnich; z drugiej strony nie zasadza się to życie na samych chęciach i przelotnych uczuciach, na samej modlitwie serca i ust, lecz także na modlitwie czynu, czyli na dobrych uczynkach.

Tak nas uczy Apostoł: „Synaczkowie moi nie miłujmy słowem ani językiem: ale uczynkiem i prawdą” (10). Toż samo uczą Święci swem życiem, że modlitwę należy łączyć z pracą. Chceszli przykładów ze stanów niższych, patrz na św. Maryannę Franci­szkę, która własnemi rękami zarabiała na wyżywienie ojca i całej rodziny, — albo na św. Zytę, służebnicę, której nikt nie widział próżnującej, a która zwykła była mawiać: „W służącej pobożność bez wielkiej pracowitości jest wielkiem złudzeniem”. Chcesz przy­kładów ze stanów wyższych, przypatrz się świętej Małgorzacie, Elżbiecie, Jadwidze i t. d ., które, lubo otoczone blaskiem i ponętami życia dworskiego, nie marnowały jednak ani jednej chwili czasu na darmo, a nie mając innych zatrudnień, robiły szaty ko­ścielne lub suknie dla ubogich. Potrzeba zatem łączyć obie stro­ny, inaczej życie duchowne będzie jednostronne, czyli, jak mówi Pismo św. „kulawe”. O jakże wiele dusz kuleje na drodze Bożej!

Jedne żyją tylko modlitwą. Cały dzień chcą przesiedzieć w kościele, w każdem nabożeństwie uczestniczyć, każdy odpust pozyskać, do każdego bractwa należeć; — ale za to zapominają o obowiązkach domowych, unikają pracy, stronią od uczynków miłości. Pragną naśladować Aniołów, a tymczasem nie są doskonałymi ludźmi(…).

Inne dusze, przeciwnie, mało się modlą, a wiele działają. Ich życie pełne jest dobrych uczynków, ludzie podziwiają je, wo­łając: otóż to prawdziwa pobożność, lecz oko Boże widzi w tych uczynkach wiele niedoskonałości, bo dla braku skupienia nie ma w nim czystej lub doskonałej pobudki. Inne znowu spełniają sprawy ważniejsze dokładnie i gorliwie, ale za to zaniedbują po­mniejsze, nie pomnąc, że pobożność winna na kształt powietrza wniknąć wszędzie, w myśli, uczucia, zamiary, słowa, uczynki, za­trudnienia codzienne, obowiązki domowe i sprawy publiczne. I tych pobożność jest kulawą.

Inne dusze — szczególnie ze stanów wyższych — lubią się modlić i działać, a zwłaszcza spełniać uczynki miłosierne; ale za to mają wielki wstręt do umartwiania się , są bowiem nader mięk­kie i zniewieściało, tak, iż niczego nie chcą sobie odmówić i we­dle słów Proroka, kładą sobie poduszki nie tylko pod głowę, ale i pod łokcie, to jest, we wszystkiem dogadzają sobie, — w po­karmie, we śnie, w strojach i zabawach. Chciałyby one zadowolnić Pana Boga, ale i miłego ciała nie zasmucić; chciałyby do­stać się do nieba, ale i tu na ziemi żyć jak w niebie. I tych pobożność jest kulawą.

Inne wreszcie — mianowicie ze stanów niższych — modlą się i umartwiają, lecz za to zbyt mało mają ducha miłości; tak są bowiem samolubne, że nie chcą uczynić dla bliźniego najmniejszej ofiary. I tych pobożność jest kulawą.

Idźmy dalej. Dom winien być tak zbudowany, aby nie stał na przeszkodzie sąsiadom i praw ich nic nadwerężał; podobnie życie duchowne, jeżeli ma być doskonaleni, winno łączyć jako cnoty znamionujące: sprawiedliwość i miłość bliźniego. Sprawie­dliwość wymaga, aby oddać, co się komu należy; a więc nie tylko nikogo nic krzywdzić, nikomu w nabyciu słusznych praw nie przeszkadzać, w niczyje prawa się nie wdzierać, ale nadto speł­niać wiernie i dokładnie wszystkie obowiązki, jakie na nas wkłada Bóg, Kościół, społeczeństwo i rodzina. Gdzie tego niema, tam życie duchowne jest blichtrem i ułudą.

Ze sprawiedliwością winna się łączyć słodycz, cierpliwość i uprzejmość względem bliźnich. Tego żąda Apostoł od wszystkich: „Proszę was, ja więzień w Panu, abyście chodzili godnie powoła­niu, któremeście powołani. Ze wszelką pokorą i cichością, z cier­pliwością , znosząc jeden drugiego w miłości… Wszelka mowa zła niech z ust waszych nie pochodzi. . . Wszelaka gorzkość i gniew i zagniewanie i wrzask i bluźnienie niech będzie odjęte od was z wszelaką złością. Ale bądźcie łaskawi jedni przeciw drugim, miłosierni, odpuszczając jeden drugiemu, jako i Bóg w Chrystusie
wam odpuścił“ (11).

A więc nie są jeszcze doskonaleni! te dusze, wprawdzie gor­liwe o chwałę Bożą, ale przy tem zbyt pochopne do karcenia i po­tępiania bliźnich; bo one zapominają na dwie główne zasady, że nie jest cnotą gorliwość, której brak roztropności i miłości bli­źniego, — a powtóre, że pierwszym przedmiotem gorliwości winna być poprawa własnego życia i gorąca modlitwa o poprawę dru­gich.

Tem mniej zasługują na pochwałę te dusze niby pobożne,  a przytem drażliwe, uparte, nudne, kapryśne, dziwaczne i szorst­kie, o twarzy ponurej, słowie cierpkiem, usposobieniu zgryżliwem, które dla bliskich swoich są nieraz pokrzywą lub ostem, i gdy w kościele zdają się podobnymi do Serafinów, w domu przypominają czasem szatanów.

Mianowicie spotkać- można takie niewiasty, które zamiast spełniać obowiązki domowe, całe dni trawią w ko­ściele, a gdy się mąż lub ojciec sprzeciwia, wybuchają gniewem i odmawiają posłuszeństwa. O nich to powiedział św. Franciszek Salezy: „Choćby żona czyniła cuda, jeżeli nie słucha męża w rze­czach godziwych i nie wychowuje dobrze swoich dzieci, jest we­dług słów św. Pawła „gorszą od poganki“. Takie osoby znie­sławiają pobożność w oczach ludzi światowych, którzy okiem na­der podejrzliwem patrzą na pobożnych, aby w nich odkryć jaką wadę, a wskutek tego posądzić ich — lubo niesprawiedliwie — o obłudę i potępić samą pobożność.

cdn.


Bp. Józef Sebastian Pelczar – Życie duchowne czyli doskonałość chrześcijańska według najcelniejszych mistrzów duchownych , Tom II, Kraków, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, 1886. str. 248 – 255.

Przypisy:

1)  Miłość — jak widzieliśmy — łączy się najściślej z laską poświęca­jącą, bo razem z nią wchodzi do duszy i razem ustępuje.
2) Jeżeli go utraciłeś przez grzech śmiertelny, staraj się go odzyskać w Sakramencie Pokuty.
3) Gdy miłość jest jeszcze słabą.
4) Ustawy duch. K. XVI.
5) Ps.72, 25
6) Do Galat. III
7) Mat. VI, 24.
8) III Król. XVIII, 21.
9) Liguori, O miłow. P. J. R. XI, 2.
10) Jan III, 18.
11) Do Efez. IV.

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Fundamenty prawdziwego życia duchowego cz.2 – Miłość i jej przeszkody

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: