Nauka Katolicka

Miesiąc z Sercem Jezusa (Dzień 11)

Tyle jest dusz takich zamarłych, nieczułych na łzy Boga samego, głuchych na głos Jego! On je wzywa: „Jestem—mówi—zmartwych­wstaniem i życiem" (Jan XI, 25). „Łaza­rzu wstań, wyjdź ze zgnilizny tego grobu" (Ibid) On woła z całą siłą głosem wyrzu­tów sumienia. A zatwardziali grzesznicy pozostają i nadal pogrążeni w ciemnościach.

DZIEŃ JEDENASTY

Łzy Jezusa

I zapłakał Jezus.
(Jan XI, 35).

 

Wspomnieliśmy wczoraj, że Sercu słów nie potrzeba, że ono uczucia swoje zdradza na zewnątrz przez spojrzenia, przez łzy, przez westchnienia. Wiemy już jakie to były Spojrzenia, o których czytamy w Ewangelii świętej; dziś z kolei pomówimy o łzach Chrystusa Pana.

Łzy, według słów św. Augustyna, są krwią duszy. Są one jej najwymowniej­szym językiem, częstokroć odczuwa ona tak silne wzruszenia, że tylko łzami wyrazić je może. Kiedy boleść ściska serce, gdy je gnębi smutek, krew płynie zeń w obfi­tości, lecz zmienia kolor i nazwę, wydo­bywając się w postaci łez przez oczy, są to łzy krwawe, powiemy wówczas i słusz­nie. Zdarza się także, że i ze zbytku szczę­ścia i radości serce wybucha płaczem, lecz te łzy szczęścia szybko znikają na ziemi. Zastanawiamy się dziś nad łzami Chrystusa Pana, a najwpierw nad tymi, o których Ewangielia nie mówi, lecz których obec­ność jest przypuszczalną, a następnie po­mówimy o łzach, które Pan Jezus wylewał i o których Pismo św. nam wspomina.

 

I.

W życiu Jezusa zdarzały się często okoliczności, kiedy ten Bóg-Człowiek łez swych napewno powstrzymać nie mógł, nie możemy o tem wątpić, inaczej musielibyśmy posądzić o nieczułość tego dobre­go Mistrza.

W żłobku Dziecię Jezus musiało niewąt­pliwie płakać. Każde dziecię płacze przy­chodząc na świat, a tu było tyle powodów do płaczu! Człowiek boleści przeglądał już w dziecięciu, w biednej stajence, nie ma­jąc miejsca w domach Betlejemskich.

Któż mógłby przypuścić, że to Dziecię podczas swego pobytu w Egipcie nie wy­lewało gorzkich łez, patrząc na swą matkę i Józefa zasmuconych?

I w chwili śmierci Józefa, swego karmiciela ziemskiego, gdy tenże ostatnie poże­gnalne słowa wymawiał, gdy konał, gdy Go błogosławił, ukazując niebiosa, Jezus nie powstrzymał łez swoich.

Przeddzień rozpoczęcia tych prac pu­blicznych, gdy Maryi zwierzał zamiary swoje i żegnał się z nią, niemożebnem jest, ażeby łzy Najświętszej Matki w jeden stru­mień ze łzami Boskiego Zbawcy się nie zlały.

Miłą jest również myśl pobożnego arty­sty, który przedstawia Jezusa, wylewające­go łzy na nogi Judasza przed samą wie­czerzą Pańską. Boski Mistrz chciał obmyć nogi Apostołom; gdy przyszła kolej na Ju­dasza, zamiast użyć dlań wody, jak dla innych Apostołów, ujął rękami nogi Jego, i schyliwszy Najświętsze oblicze swoje, na które bujne włosy spadały, w celu ukrycia głębokiej boleści swojej, zlewał je Jezus gorącemi łzami swemi, spodziewając się wzruszyć to nikczemne serce… Judasz jednakże i na ten dowód miłości pozostał spokojnym, obojętnym i nieczułym, jego odporność zwiększyła smutek Jezusa i z je­szcze większą obfitością wybuchły te krwa­we łzy Jego.

Powiedzieliśmy już, że w oczach Jezusa były łzy wówczas, gdy na Piotra spoglądał, który się Go zaparł, to właśnie wzruszyło niewiernego ucznia, to go do wylania obfi­tych łez pobudziło.

Gdy Jezus dźwigając krzyż w czasie dro­gi kalwaryjskiej, spotkał Maryę Matkę swo­ją, opuszczoną, gdy z wysokości krzyża ujrzał ją stojącą na górze, można-li przypuścić, aby oczy Jego przez obfite łzy to pożegnalne spojrzenie nie rzuciły..? Roz­ważmy dobrze te wszystkie chwile życia Jezusa, a i my łzy Jego spostrzeżemy.

 

II.

Uważmy teraz okoliczności, w któ­rych Pan Jezus, jak to wyraźnie wspomina Ewangelia św., łzy wylewał. Starajmy się zrozumieć miłość wyrażoną przez te łzy Zbawiciela.

1) Najwpierw były to łzy nad Jerozoli­mą.Ujrzawszy miasto, płakał nad niem“ (Łuk. XIX, 41). Nic bardziej wzruszają­cego nad to przeciągłe spojrzenie Zbawcy, zatrzymane na niewiernym grodzie, wejrze­nie pełne boleści. Wspomnieliśmy już wczoraj, że ono miało wyraz pragnienia, przez łzy jednakże przemawiała miłość i litość.
Chrystus Pan sam nawet tłumaczy te łzy, objawiając nam swą miłość nieskończoną w bolesnem nawoływaniu swojem: „Ileż to razy ja obciąłem zgromadzić cię!… a tyś niechciało...“ odrzuciłoś dzień nawiedzenia swego. „Jeruzalem! Jeruzalem! co zabijasz moich proroków… ach! gdybyś ty znało!” (Łuk. XIII, 34). Gdybyś pragnęło jeszcze! i po chwili ciężkiego milczenia, Jezus wy­głasza groźbę, przepowiadając rychłą ruinę tego miasta: „Przyjdą na cię dni (Łuk. XIX, 43) i mówiąc to, łzy coraz obfitsze wylewał. Cóź to za dobroć, co za miłość w tych słowach i łzach się ujawnia!…

Ojcowie święci, wykładając ustęp ten z Pisma świętego, tak tłumaczą łzy Jezusa: „Nikczemny gród ten jest obrazem duszy niewdzięcznej, nad którą Jezus musi pła­kać, bo ją kocha i chciałby ją zbawić!… Wzywa ją, nagli, obsypuje łaskami, na­przód zwykłemi, później szczególnemi, wre­szcie ostatecznemi. Jeżeli dusza opiera się jeszcze, jeżeli opiera się ciągle, wówczas grozi, uderza… oto zbawienia ostatecznego Jerozolimy, obraz zemsty Przedwiecznego dla tych co nie pokutują za grzechy, co się na wieczne potępienie skazują.”

Pomyślmy, że Jezus często miał i nas na celu… Spójrzmy na Niego, wylewajmy obfite łzy, dozwólmy się wzruszyć sercu, i przejmijmy się Jego miłością.

 

2). Uważmy teraz, co wywołało łzy Jezu­sa na grobie Łazarza. Są to łzy miłości. Ewangelia zwraca naszą uwagę na to uczu­cie, które w tem świętem zdarzeniu przebiega i które szczególniej uderzyło żydów, jako świadków zmartwychwstania Łazarza. Dobroć Jezusa wzruszyła ich jeszcze wię­cej, aniżeli zdziwiła Jego potęga, o czem świadczy okrzyk podziwu, co się jedno­głośnie ze wszystkich piersi wyrwał. Nie wołają oni, że Chrystus jest Bogiem, że jest Messjaszem… mówią tylko: „Ach! jak­że On kochał!” (Jan XI, 36) co za dobroć! co za miłość! co za Serce!… a nie: jakaż potęga! jaki cud! i łzy te sprawiły, że wie­lu wtedy w Zbawiciela uwierzyło, jak to wyraźnie wspomina Ewangielia święta. Mi­łość właśnie zwyciężyła ten niewierny i nie­wdzięczny naród.

W całej Ewangielii, tak obfitej we wzru­szające sceny, mało jest takich, które mo­głyby stanowić piękniejszą treść do roz­myślania, jak ta, która przedstawia Jezusa, plączącego na grobie przyjaciela. Spojrzyj­my Nań okiem wiary, a przenikniemy Serce Jego i w tych łzach, które ujrzymy, w sło­wach, które usłyszymy, wyczytamy wszyst­kie uczucia Jego.

Zastosujmy teraz treść tę do swej duszy, nad którą Jezus często płakał, częstokroć nie mogąc przywołać jej do życia. Tyle jest dusz takich zamarłych, nieczułych na łzy Boga samego, głuchych na głos Jego! On je wzywa: „Jestem—mówi—zmartwych­wstaniem i życiem” (Jan XI, 25). „Łaza­rzu wstań, wyjdź ze zgnilizny tego grobu” (Ibid) On woła z całą siłą głosem wyrzu­tów sumienia. A zatwardziali grzesznicy pozostają i nadal pogrążeni w ciemnościach.
Błagajmyż tedy Jezusa gorąco, my, któ­rzyśmy poznali Jego dobroć i Jego potęgę, rodzice, przyjaciele zmarłych, matki chrze­ścijańskie, siostry cnotliwe na wzór Maryi i Marty, a On wzruszony naszą boleścią, przyjdzie i zapłacze z nami i uczyni cud wskrzeszenia duszy nam drogiej, miejmy tylko ufność a i nam powie Pan Je­zus: „On ożyje i będzie zbawiony!” (Jan XI, 23).

 

3) Rozbierzmy dalej łzy Jezusa konają­cego na krzyżu. Apostoł Paweł św. zosta­wił opis szczegółowy konania Zbawiciela na Kalwaryi. Nic bardziej zgodnego z na­turą. Umierając, również jak i rodząc się, wszyscy ludzie prawie płaczą; Jezus—mówi Apostoł — zawołał głosem wielkim i wyle­wał łzy, czyniąc ofiarę z życia (Hebr. V, 5). Ten krzyk ostatni umierającego Jezusa, te łzy ostatnie w chwili, gdy Jezus konał, gdy się rzucał w objęcia śmierci, musiały mieć koniecznie moc i potęgę Boską. Ten krzyk zabrzmiał w Niebiosach. Aniołowie zebrali łzy Jego, ziemia się nawet wzruszyła, ska­ły Kalwaryi rozpadły, umarli z grobów po­wstali, wzruszeni i przerażeni mordercy, zstępując z góry, bili się w piersi.

Zastanówmy się i nad tem, że często Bóg i na naszych ołtarzach płacze i woła podczas Najświętszej Ofiary, która nie tylko jest wyobrażeniem śmierci Chrystusa na Kalwaryi, lecz wznowieniem tej bolesnej tajemnicy, w rzeczywistości jest tąż samą ofiarą, bo całopaleniem i kapłanem jest Bóg nasz, Jezus Chrystus, według słów Ojców Kościoła.

Tak jest, On płacze, On woła, ażeby zmiękczyć Niebo, wylewa łzy krwawe za grzechy świata, ażeby dla bied­nych grzeszników otrzymać przebaczenie, czy uda Mu się i naszą duszę wzruszyć i kilku Jego morderców nawrócić? tak jest, niewątpliwie, jeżeli tylko prosić będziemy z Nim, w. Nim i przez Niego, otrzymamy wszystkie te łaski.

 

Zważmy wreszcie, że Pan Jezus płakał często na ziemi, a sam nie mógł bez współ­czucia patrzeć na nikogo plączącego. Pan Jezus był tak dobry, tak czuły, że sam wi­dok łez Go zasmucał i nigdy nie wylewano ich wobec Niego, bo On ją ukoił, wysu­szył, wołając wzruszony natychmiast: „O, nie płaczcie. Wyrzekł to wchodząc do domu Jaira, gdzie płakano nad zmarłą dzieweczką: „Nie płaczcie“ (Luk. VIII, 52) i przywró­cił życie dziecku, ażeby pocieszyć jej ojca, matkę i wszystkich tych, co nad nią pła­kali.

Innym razem wyrzekł to samo do wdo­wy z Naim, której jedynaka niesiono na marach. Usłyszał zdała jej jęki, widział jej boleść, a przejęty współczuciem, rzekł do niej: „Nie płacz” (Łuk. VII, 13) i aby łzy jej osuszyć i pocieszyć ją, wskrzesza jej syna i oddaje go pełnego życia.

Co jednakże jest najpiękniejszego, to, że w dzień męki swojej i śmierci w drodze na Kalwaryą, słysząc płacz i łkanie, tak był tem wzruszony, że zwrócił się do dzie­wic Syonu, które postępowały za Nim, ze słowami: „Nie płaczcie.” Oto pierwsze po­ruszenie, najpiękniejszy głos Jego Serca, nie może On patrzeć na plączących, nie- dopuszcza nawet płaczu nad Swemi cier­pieniami, a On Sam płacze, On ma łzy i współczucie na boleści świata całego. O niewyczerpana dobroci! O słodki, o łas­kawy mój Jezu!

Błagajmy w gorącej rozmowie o łaskę miłości, o przebaczenie naszych grzechów, które Mu wyciskały łzy na Kalwaryi, proś­my Chrystusa Pana, byśmy również swą miłość i żal we łzach obfitych wyrazić Mu mogli. Jest to dar kosztowny, którego raczył On nieraz udzielać swym świętym, a o który możemy Go błagać, mówiąc: „O mój Boże daj mi żal doskonały, żal za grzechy i obfitość łez.“ O matko miłości, o Dziewico Najczystsza, spraw ażebym pła­kał wraz z Tobą! Amen.

 


MIESIĄC CZERWIEC. O ŻYCIU WEWNĘTRZNEM CHRYSTUSA. Na wszystkie dnie miesiąca Czerwca. Z dziesiątego wydania francuskiego opracował X. Roman Rembieliński prof. Seminarjum Metr. św. Jana. WARSZAWA. 1897 r. str.  117 – 126.

 

 

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Miesiąc z Sercem Jezusa (Dzień 11)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: