Nauka Katolicka

Miesiąc z Sercem Jezusa (Dzień 9)

Najdoskonalszem zaś dziełem gorliwości jest czyn, środkiem najrychlej skutkującym ofiara. Cierpmy tylko za dusze, a bądźmy pewni jej zbawienia. Czyż to nie przez Krzyż Jezus Chrystus stał się Zbawcą świa­ta? Czy jest choć jeden apostoł w Jego Kościele, któryby nie cierpiał i nie umarł za dusze?

DZIEŃ DZIEWIĄTY

Płomienie Serca

Drugi symbol —Żarliwość

Zawistna miłość domu twego gryzła mnie.
(Ps. LXVIII., 10).

 

Płomienie, co otaczają i pochłaniają Naj­świętsze Serce, jak to już wspomnieliśmy, wyobrażają nie tylko miłość ku nam, ale także usilną gorliwość o chwałę Ojca swego i o nasze zbawienie. To w samej rze­czy jest najczystszym płomieniem miłości; jeżeli płomień jest w sercu, musi on wybu­chać i obejmować i ogarniać wszystko: nie powstrzyma on płomieni, co je pożerają, ogień wybucha i z całą siłą ogarnia to, co go otacza. Bodajby choć jedna iskierka z płomienia Miłości Jezusa upadła w serca nasze, ona je wtedy zapali, i wkrótce ten płomień zapragnie się rozszerzyć, czyniąc nowe szczęśliwe ofiary miłości. Jest to cu­downe prawo w porządku dróg naturalnych, czego kapłani bywają często świadkami, że nawrócony staje się apostołem; chciałby on się podzielić ze wszystkimi swojem szczę­ściem, wszystkie serca zapalić tym ogniem, który go pochłania. Dzieje się to wszystko tak, jak z ogniem naturalnym: obejmuje on naprzód to, co jest bliżej niego, to, cze­go może się dotknąć, — pali on jednakże i otaczające przedmioty, względnie do za­palności materyi, z której są utworzone. Twardego kamienia nie pożre on tak jak drzewo… Tak samo i na łonie jednej i tej­że samej rodziny znajdują się często serca, długo opierające się najświętszej, najusil­niejszej gorliwości, pomimo że już wiele
dusz zaczęło się garnąć do miłości Boga, czując wzrastający w sobie ten święty ogień.

Zastanówmy się dzisiaj nad własnością gorliwości, nad doskonałością tej cnoty, potem zaś starać się będziemy w sercach naszych ten święty ogień wzniecać, aby płomienie jego daleko rozszerzyć się mogły.

 

I.

Gorliwość jest niewątpliwie największą ze wszystkich cnót, ona to jest płomieniem miłości, to jest tem, co w niej jest najczy­stszego, najbardziej Boskiego. Bóg miłuje dusze, które stworzył na obraz i podobień­stwo swoje; Jezus Chrystus miłuje dusze, które ceną Krwi swojej odkupił. Zbawić dusze — oto pragnienie Boga, nieustająca praca Trójcy Świętej. A, że tak powiem, pomagać pod pewnym względem Bogu, współdziałać z Nim dla zbawienia duszy, czy to modlitwą, czy to słowem, czy ofiarą, czy to jakimkolwiek bądź sposobem, jest to — według słów jednego ze św. Dokto­rów — ze wszystkich dzieł Boskich najbar­dziej Boskie, najdoskonalsze.

Przyobiecane są również najwspanialsze obietnice i nagrody, nie tylko tym zwycięz­com dusz, świętym Apostołom, którzy ty­siące całe nawracali, nie tylko kapłanom, którzy karmią i po drogach Bożych pro­wadzą, lecz każdemu z ludzi, kimkolwiek by on był, co tyle szczęścia sobie wysłuży, aby grzesznika nawrócił, bo powiedzianem jest, iż zbawi duszę swą i zapewni sobie zbawienie. Z radością spostrzegamy ten dwuznacznik szczęśliwy, wyjęty z Pisma św., chcę powiedzieć to dwojakie znacze­nie słów Apostoła: „Duch Św. objawił nam, że człowiek ten zbawia dwie dusze: na­wróconego przez siebie brata i swoją, bo wszystkie grzechy jego będą zmazane przez ten akt doskonałej miłości. I słusznie, bo jeżeli za okazanie zwykłej miłości w uczyn­kach miłosiernych co do ciała obiecane mamy niebo, czyliż nie wypadło zachować daleko większej i wspanialszej nagrody za wszystkie uczynki co do duszy.

Przyjdzie czas, gdy Chrystus Pan odezwie się do tych, co nad Jego opuszczonymi dziatkami okazali litość: „Pójdźcie błogo­sławieni Ojca mojego, byłem głodny, a nakarmiliście mię; pragnąłem, a napoiliście mię; pójdźcie do wesela Pańskiego.“ Wszak wiemy, że to słowa najsprawiedliwszego Boga, wiernego w obietnicach swoich, a przede wszystkiem dobrego i wdzięcznego, On nic nie zapomni z tego, co dlań uczynimy, nawet kubka zimnej wody!.

Jakaż to jednakże wielka zachodzi ró­żnica pomiędzy dziełami gorliwości. Mowa jest o głodzie stokroć straszniejszym od tego, który trapi ciało i o pragnieniu bar­dziej palącem od tego, które ściąga nasze wnętrzności! Nakarmiłeś duszę prawdą, uga­siłeś palące pragnienie namiętności, ożywi­łeś serce suche i oziębłe, lub ogniem po­żądliwości pożerane. O wiele więcej pomo­głeś bliźniemu, aniżelibyś go od głodu a na­wet od śmierci zachował. Bo stokroć smu­tniejszą jest nędza i niedola dusz, a kto zbawi choć jedną duszę od śmierci wiecz­nej, zasługuje bez wątpienia na większą na­grodę od Boga!… Czyniąc jałmużnę, zba­wiasz jedną duszę swoją, bo miłość bliźnie­go zasłoni niegodziwości serca i nie dozwoli ci w ciemnościach się pogrążyć. (Tob. IV, 11).

Jeśli zaś posiadasz cnotę gorliwości, jeżeli podźwigniesz, z grzechów brata swego, zdobędziesz dla Boga duszę jego, wówczas zba­wisz dwie, naprzód duszę tego, któregoś na drogę sprawiedliwości naprowadził, a pó­źniej swoją, i sam Jezus Chrystus w chwale swojej ją ukoronuje, aby, gdy czas nadej­dzie, żywych i umarłych z Nim sądziła.

 

Pracujmy zatem gorliwie nad zbawieniem dusz swych braci, pomimo, żeśmy nędzni i występni, starajmy się czynić dobrze, by uratować choć jedną duszę, wówczas nie stracimy swojej, bo Bóg nas kochać będzie, o tak! chociażbyśmy byli cali obrzuceni błotem grzechu. On nie powstrzyma miłości swojej ku nam. „Spojrzyjcie na myśliwe­go, pisze wielebny ojciec Łęczycki, kocha on i pieści swojego wiernego i gorliwego psa, który powraca pokryty błotem i u nóg jego składa zwierzynę, która inaczej nigdy by się w ręce myśliwego nie dostała. “ Nie­którym duszom dodano ten piękny przydo­mek: łowcy dusz; są i grzesznicy, którzy nań zasłużyli.

Kimkolwiek więc jesteś, pracuj, abyś tę radość Jezusowi sprawił, abyś ucieszył wszystkich aniołów nieba. Zbawiaj dusze, zba­wisz siebie, i Bóg cię umiłuje.

 

 

II.

Otóż badajmy siebie, czy posiadamy choć iskierkę tego Boskiego ognia, czy serce nasze płonie miłością, którą Jezus przyszedł na ziemię rzucić. Często zapytujemy siebie: czy ja kocham Jezusa? a jeżeli możemy Mu odpowiedzieć, że Go kochamy prawdzi­wie, Chrystus Pan odpowie i nam tak, jak niegdyś Piotrowi, dając mu rozkaz łowić i zbawiać dusze. Nade wszystko, pytamy sie­bie, czy posiadamy gorliwość? Lecz na czemże to polega działanie czy życie tej cnoty?

Poczucie gorliwości czyli pragnienie do­bra, a mówiąc językiem Pisma św., pra­gnienie dusz jest najpewniejszym znakiem posiadania tego świętego ognia. Powiedzie­liśmy już, że ogień miłości nie może się palić w sercu, nie świecąc i nie wybucha­jąc jednocześnie na zewnątrz. Zaczyna się on zwykle modlitwą. Apostolstwo modli­twy posiada wielką moc w kościele i żar­liwość w modlitwie zadawać będzie gwałt tej miłości Jezusa, którą tak ukochał ludzi. Mamy liczne dowody na to, że ci wszyscy, którzy Boskiego Zbawiciela prawdziwie ko­chali, starali się modlitwą i łzami zapewnić miłosierdzie Jego dla biednych grzeszników.

Św. Teresa nie ustawała w modlitwie za grzeszących, błagała nieustannie o dusze dla Jezusa Chrystusa; czytamy w jej życiu, że razu pewnego podczas żarliwej modli­twy wydała krzyk tak potężny, westchnie­nie tak gorące z głębi serca swego, że wzru­szony tem Oblubieniec Niebieski objawił jej, że tą modlitwą zbawiła tysiące dusz, które kiedyś ujrzy w niebie.

Św. Franciszek Ksawery modlił się dzień i noc za niewiernych i za grzeszników, a któż zliczy liczbę tych dusz, które on zbawił? Ach! jakże piękną modlitwę zano­sił do Jezusa Chrystusa! Co za żarliwość w niej się przebija, jakże się wzruszyć mu- siał Jezus temi słodkiemi i czułemi wymów­kami wiernego sługi swego, mówiącego: „To wstyd dla Ciebie, o mój Boże, że po tem, coś Ty dla naszego zbawienia uczy­nił, tyle dusz ginie. O Boże, daj mi dusze!…“ I umierając, pragnął on ich jeszcze, wołał­by walczyć i cierpieć za nie na ziemi, ni­żeli iść do Nieba.

A ta miła święta, ta czysta dziewica Na­wiedzenia, Oblubienica Jezusowa, św. Małgorzata-Marya, jakież to ona modlitwy za­nosiła do Boga o zbawienie dusz i iluż toduszom wyprosiła zbawienie! Można powie­dzieć, że o niczem innem, tylko o tem my- ślała i dlatego tylko cierpiała, by przez cier­pienie zbawiać dusze.

 

Jednakże prawdziwa żarliwość, gorące pragnienie zbawienia dusz nie zaspokoi się nigdy samą tylko modlitwą i pożądaniem. Ona jest miłością, trzeba więc, żeby gor­liwość cierpiała i działała. Czyn jej jest po­tężny, cierpienie obfite. Jakież to jej dzieło? Naprzód słowo, mądra rada, która odstrę­cza duszę od złego, a skłania do dobrego, nadewszystko zaś przykład życia chrześci­jańskiego, który pociąga i naprowadza na drogę cnoty. W dobrym przykładzie to kryje się siła, której rzadko kiedy oprzeć się można, szczególnie, jeżeli przykład idzie od ukochanych osób.

Najdoskonalszem zaś dziełem gorliwości jest czyn, środkiem najrychlej skutkującym ofiara. Cierpmy tylko za dusze, a bądźmy pewni jej zbawienia. Czyż to nie przez Krzyż Jezus Chrystus stał się Zbawcą świa­ta? Czy jest choć jeden apostoł w Jego Kościele, któryby nie cierpiał i nie umarł za dusze?

W gorliwości wszakże potrze­bną jest roztropność. Żarliwe słowo powin­no być oględne, czyn mądry i ostrożny. Św. Bernard streszcza w trzech słowach warunki, w których jedynie żarliwość na­sza staje się skuteczną, potrzeba, mówi on, aby gorliwość nasza była pełna zapału — mądra i roztropna, ażeby wreszcie była wy­trwałą i przewidującą.

 

Wpatrujmy się w samego Chrystusa Pa­na i naśladujmy Go; co za cierpliwość w Nim dostrzegamy! jaki spokój i pragnie­nie, co za miłość! jaka gorliwość o zba­wienie dusz!… Do Niego mówmy więcej, niźli do ludzi. Strzeżmy się naturalnej skwapliwości i niecierpliwego pragnienia, roz­targnienia i zniechęcenia. Bóg nam odda kiedyś tę duszę, za którą dziś tak żarliwie prosimy. Błagajmy Pana Jezusa o wiele dusz; im więcej będziem prosić, tem wię­cej otrzymamy.

Prośmy Go przez krzyż, przez ciernie, przez rany, a głównie przez ranę Jego Boskiego Serca! I jakiż grze­sznik oprze się tym dowodom miłości, te­mu gorącu płomienia, który go pochłania. (Ekl. XL, 3).

Zwróćmy się do Jezusa z modlitwą św. Ksawerego o nawrócenie grzeszników, poślijmy ku Niebu gorące westchnienie na wzór św. Teresy od Jezusa: „Dusz, o mój Boże, daj mi dusze! {Gen. XIV, 21). a re­sztę zatrzymajmy sobie.“ Amen!

 


MIESIĄC CZERWIEC. O ŻYCIU WEWNĘTRZNEM CHRYSTUSA. Na wszystkie dnie miesiąca Czerwca. Z dziesiątego wydania francuskiego opracował X. Roman Rembieliński prof. Seminarjum Metr. św. Jana. WARSZAWA. 1897 r. str.  98 – 106.

O autorze A. Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Miesiąc z Sercem Jezusa (Dzień 9)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: