Nauka Katolicka

Miesiąc z Sercem Jezusa (Dzień 8 )

Pan Jezus dźwiga krzyż, a oni doń wstręt czują. Pan Jezus ukoronowany jest cier­niem, a oni się najlżejszej pracy lękają! Zbawiciel jest zraniony, pokrwawiony, a oni odwracają się od Niego, nie chcą ani sły­szeć o tem, ani czynić tego, co ich kosz­tuje nieco pracy, co się im sprzeciwia, co im zadaje przymus... jakże więc ci wszyscy mogą mówić, że drogą jest im miłość Je­zusa!

DZIEŃ ÓSMY

Płomienie Serca

1. Symbol miłości.

Przyszedłem puścić ogień na ziemię; a czegóż chcę, jedno aby był zapalon.
(Łuk. XII, 49).

 

Wpatrując się w tkliwy symbol miłości Chrystusa Pana, najpierw uwagę naszą zwra­ca płomień, który Najświętsze Serce po­chłania i otacza. Widocznem jest, że serce owo nie może ukryć w sobie tego jarzą­cego płomienia, który dla tego wybucha przez ranę, ogarnia krzyż, wydobywa się przez miejsca cierniem przekłute, jednakże niedotykając ich bynajmniej. Płomień ten tajemniczy napełnia i ogarnia Serce zupeł­nie, jednem słowem, jest to Serce gorejące, Serce płomienne. Tylko bardzo uważnie weń się wpatrując, można dostrzec i Krzyż, i ranę, i inne Jego własności, o których już słyszeliśmy w naukach poprzedzających.

Ten ogień święty, który Serce ogarnia, jest obrazem miłości i żarliwości; płomień Je pożera, Ono musi cierpieć; do Najsłod­szego Serca można zastosować te słowa Ewangelii, pomimo, że wypowiedziene były w innem znaczeniu: „Pośród tych płomieni ja cierpię (Luk. XVI, 24}. Jedynem pra­gnieniem Jezusa jest rozszerzenie tego po­żaru miłości, ogarnięcie całej ziemi, zdo­bycie wszystkich serc naszych; sam bowiem Zbawiciel wyrzekł o sobie: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i czegóż chcę, jeno aby był zapalon?”

Zastanówmy się dzisiaj chwilkę nad tym ogniem miłości, który Chrystus Pan tak gorąco pragnie zapalić serca nasze.

 

Miłość! — oto kres ostateczny nabożeń­stwa ku Panu Jezusowi. On sam to obja­wił wiernej oblubienicy swojej, św. Malgorzacie-Maryi, użala się przed nią na niewdzięczność ludzką, skarży się, że nie jest kochanym, żąda, aby Go miłowali, ażeby Go poznawali… Jest to prawo nowe i ostat­nie przecudne wyjaśnienie pierwszego i największego Jego przykazania: „Kochaj.”

Ja­kiż to zaszczytny zarazem i upakarzający rozkaz, bo, obowiązując nas do tego pra­wem, wykazuje przez to Chrystus Pan brak zaufania co do naszej wdzięczności i stałości. Niestety! ten Bóg wielki nie mylił się wcale i nie napróźno, prócz wyraźnego przykazania miłości, rzuca swe przekleń­stwo na tych, którzyby Go nie miłowali, tyle to dusz jest jeszcze zbłąkanych po­wabami świata, tyle serc innym gorejących płomieniem, innym ciężarem zgniecionych.

Ukażmy tedy, jaką jest treść tego przy­kazania miłości, a potem zwrócimy się do serc naszych i zobaczymy czy w rzeczy samej miłujemy Boga, który nas tak uko­chał (I Jan IV, 10.)

 

 

I.

Cala nauka świętej wiary naszej za­wiera się w jednem słowie miłości, lecz potrzeba, żeby miłość była dobrze zrozu­mianą. Otóż wiedzieć winniśmy, że kres ostateczny i najdoskonalszy przedmiot uczuć naszych to Bóg. Pobudka, a raczej przy­czyna naszej miłości kryje się w Jego nie­skończonych doskonałościach, nadewszystko zaś w Jego dobroci i w Jego dobro­dziejstwach; miara tej miłości jest: miłować Boga nadewszystko, z całego serca swego, ze wszystkich sił swoich… bo w miłości Bożej granic być nie może, mówi Ber­nard św.

Ponieważ najlepszem, najbardziej naturalnem i boskiem wyznaniem wiary jest miłość, bez tej miłości zatem niczem jesteśmy; a przeciwnie, jeden jedyny akt do­skonałej miłości może w oczach Boga naj­mniejszą, a przez Niego umiłowaną duszę usprawiedliwić. Miłość nie tylko że oczysz­cza serca, ale jeszcze wzbogaca je łaską i przeistacza do gruntu, łącząc doskonale z Bogiem, który w nich istotnie i osobiście jako w świątyni swojej zamieszka. Jedną z najpewniejszych cech miłości jest to, że kto co miłuje, tem się też i staje; kto mi­łuje ziemię, ziemią się staje, a jeżeli kocha Boga… wtedy! rzec można, że staje się Bogiem…

 

Któż wypowie pełność tych rozkoszy, jakiemi miłość Boża karmi serca ludzkie? Ażeby je pojąć, trzeba się w ogniu tym palić. Zapytajmy się dusz żarliwych, co już gorzały w płomieniach miłości Bożej. Dosyć jest jednej iskierki miłości Jezusa, ażeby je w niezgłębionych rozkoszach ta­jemnych boleści zatopić, bo ten ogień mi­łości, który ani cierni, ani krzyża Serca nie pali, nie może też łez ich wysuszyć. Mi­łować i cierpieć, oto jest ich życie, ich szczęście, ich męczeństwo.

Zapytajmy św. Teresy, Magdaleny de Pazzis, Franciszka Ksawerego, Stanisława Kostki, oni to ta­ką miłością gorzeli. Pytajmy się przede wszystkiem świętej Małgorzaty-Maryi, ileż tam łez, w najmilszem obcowaniu z Jezusem wylanych! ile szczęścia w cierpieniu, ile krzyży w płomieniach miłości, co za ży­cie nawet w śmierci samej. Jest to niebo na ziemi… wyrażenie zwyczajne i powsze­dnie, ale ono jedynie cały blask dwóch tych sprzeczności wyrazić jest w stanie. Słowa Proroka streszczają wszystko. „W ser­cu mojem goreje ogień, z nadmiaru gorąca jego umieram” (Jer. XX, 9).

Gdybyśmy zaczęli wyliczać pobudki do miłości Boga, w celu wzniecenia w sercach ludzkich tego ognia niebieskiego, treść ta byłaby niewyczerpana, bo ją nieskończona doskonałość Boga i mnóstwo dobrodziejstw, któremi on nas obdarza, stanowi. Kilka słów gorących, co się z miłującego serca wyrwały, winny dla nas wystarczyć.

Rozmyślając nad niemi, starajmy się je zro­zumieć, a dojdziemy wreszcie do pojmowania ich i odczuwania, powtarzając z po­korą ze św. Bernardem: „O Jezu, Jezu! po­wiedz mi, kim jesteś i coś dla nas uczynił i jak to miłować się nam kazałeś. O mój słodki, mój miły Jezu, któryś tak dobry dla duszy, co Cię szuka, co Cię znajduje, co Cię posiada!… Dozwól mi porozmawiać z Tobą. Prawda, jestem biednym tylko grzesznikiem, ale Twoja dobroć ośmiela mnie do rozmowy z Tobą; miłość Twoja mnie zachęca, czułość Twoja upoważnia. Tyś rzekł do Apostołów Twoich, a więc i do mniej „mieszkajcie we Mnie, a Ja za­mieszkam w was.“ Zaklinam Cię, o mój ukochany Jezu, powiedz mi, co Cię skło­niło do podobnej miłości… Czemu to roz­kazujesz nam Cię miłować i w miłości Twojej zamieszkać? Powiedz nam, żeby to usłyszeli i ci, co Cię nie kochają i żeby Cię ukochali, a ci, co Cię już kochają, że­by jeszcze większą zapałali ku Tobie mi­łością. Gdy wspomnę na to, coś dla mnie uczynił, serce mi pęka z żalu, drżę i lękam się, boleść mię łamię… Twój krzyż przy­pomina mi sprawy Twoje… śmierć Twoją za mnie!… Ach! z tego to powodu całą ufność moją pokładam w Tobie, dlatego to kocham Cię z całego serca mego.“

Miłość Jezusa jest pełną słodyczy i po­wabu… Nie dręczy serca, ale je rozkoszą napełnia, nie osłabia, ale je umacnia, każe mu pogardzić tem wszystkiem, co ziemskie, pozostawiając mu tylko pragnienie nieba. Już ono ma pociąg tylko do prawa Boże­go, jest zawsze wierne w wykonywaniu Jego świętych przepisów.

 

II.

Zapytajmy teraz jeszcze, cobyśmy odpowiedzieli, gdyby Pan Jezus rzekł do nas te słowa, któremi się odezwał do ucz­nia swego: „Czy mnie miłujesz?”

Istnieją pewne stałe zasady, które powinny od razu zwrócić naszą uwagę; kierując się niemi, zadecydujemy odpowiedź na powyższe py­tanie. Miłując kogokolwiek, unikamy sta­rannie tego, coby mogło sprawić boleść lub zranić serce ukochanej osoby, a przeciwnie, czynimy z radością i z pośpiechem to wszystko, co jej może być przyjemnem.
Powiedzmy to samo z większą prostotą: kto kocha, temu miło przebywać z uko­chaną osobą, ten chętnie z nią się zadaje i dzieli swemi myślami; chciałby on wresz­cie oddać się całkowicie, poświęcić, a na­wet cierpieć za przyjaciela. Oto jest przy­czyna, dla której Pan Jezus zstąpił z nie­bios i chciał umrzeć na krzyżu za uko­chanych przez siebie ludzi, bo On ukochał nas bez miary.

 

A czyż kochają Jezusa ci co nie lękają się zranić Go, obrazić, a nawet śmierć sa­mą Mu zadać w sercach swoich, popełnia­jąc grzechy śmiertelne, które są przyczyną Jego śmierci krzyżowej?

Czy kochają Je­zusa ci, co tak mało za swoje liczne winy powszednie żałują; co za dowód miłości ku Niemu dają, gdy Go na każdym kroku zabójczem cierniem korony ranią? co przy modlitwie doznają znudzenia, rzadko kiedy nawiedzają święty przybytek Jego i z pewną niechęcią do Niego przemawiają; ci którym brak zupełnie treści do rozmowy z Panem Jezusem, do rozważania tajemnic i śmierci, czyż mogą powiedzieć, że Go kochają? albo ci, co Go swym oporem Jego łasce zasmucają, odrzucając najtkliwsze nalega­nie Jego miłości, którzy najmniejszej Ofia­ry Jezusowi odmawiają, nie chcą cierpieć, aby dowieść tem lepiej, że o Nim nie my­ślą, nie pragną Mu się podobać, ci wszyscy, chcąc nie chcąc przyznać muszą, że nie kochają Jezusa.

 

Pan Jezus dźwiga krzyż, a oni doń wstręt czują. Pan Jezus ukoronowany jest cier­niem, a oni się najlżejszej pracy lękają! Zbawiciel jest zraniony, pokrwawiony, a oni odwracają się od Niego, nie chcą ani sły­szeć o tem, ani czynić tego, co ich kosz­tuje nieco pracy, co się im sprzeciwia, co im zadaje przymus… jakże więc ci wszyscy mogą mówić, że drogą jest im miłość Je­zusa!

 

Serce bez krzyża, bez cierni, niema w so­bie ognia i miłości, nie jest podobne do Jezusa!…

„Ach, jakże to mało serc hojnych, prawdziwie Duchem Bożym owianych, cał­kowicie oddanych Jezusowi! Jakże to mało z nich ukochało Miłość, woła św. Augu­styn. Jezus daje nam miłość Swoją, ażeby zachęcić nas do wynagradzania Mu tej obojętności i niewdzięczności, rozmyślajmyż nad tem, wsłuchujmy się w te słodkie sło­wa, które bezustannie w myśli naszej tkwić winny. Oto serce, które tak ukochało łu­dzi… ażeby Je pocieszyć, kończąc te uwagi ofiarujmy Mu akt doskonałej miłości, przy­pisywany św. Franciszkowi Ksaweremu:

 

O mój Boże, ja cię kocham!
A nie dlatego żebyś mnie zbawił,
Ani dla tego, że na wieczny ogień skazujesz
Tych, co Cię nie miłują.
0 mój Jezu, Tyś mnie otoczył
Miłością z Twojego Krzyża,
Tyś wycierpiał gwoździe i włócznię,
I tysiące zniewag.
Tysiące mąk,
I pot krwawy i konanie,
1 śmierć samą nawet za ranie,
Za mnie biednego grzesznika.
Jakżeż mógłbym Cię nie kochać.
0 mój Jezu najmilszy?
Ach, kocham Cię, nie dla tego, abym niebo osiągnął.
Ani dla tego by uniknąć piekła,
Ani dla dobra jakiego,
Lecz tak Cię kocham, jak Tyś mię ukochał.
I zawsze kochać Cię będę
Dla tego tylko, żeś moim Panem,
Dla tego tylko, że jesteś Bogiem moim. Amen.

 


MIESIĄC CZERWIEC. O ŻYCIU WEWNĘTRZNEM CHRYSTUSA. Na wszystkie dnie miesiąca Czerwca. Z dziesiątego wydania francuskiego opracował X. Roman Rembieliński prof. Seminarjum Metr. św. Jana. WARSZAWA. 1897 r. str. 89 – 97.

 

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Miesiąc z Sercem Jezusa (Dzień 8 )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: