Nauka Katolicka

O życiu i męczeństwie Św. Andrzeja Boboli

W czasie tej wstrząsającej orgii św. Andrzej nie zachwiał się ani na chwilę na duchu, ani na chwilę nie stracił pokoju swej duszy. Na ich wszystkie namowy do zaparcia się wiary św., odpowiadał nawoływaniem ich do pokuty. Atoli jego napomnienia wprawiały ich w jeszcze większą złość i rozdrażnienie, a jemu przysparzały tylko więcej cierpień. Jego jedynym westchnieniem, a zarazem pełną głębokiej wiary modlitwą, były powtarzane słowa : “Jezus, Maryja” . I tej modlitwy musiał zaprzestać, kiedy wyrwano mu język.

Wizja

REKTOR Kolegium Jezuickiego w Pińsku, patrząc na wielkie spustoszenia, jakie wyrządzały nieustanne walki prowadzone na wschodnich rubieżach Polski, ciągle najazdy kozaków, pozostawiające Polskę w pożogach i biedzie, znalazł się na krawędzi zupełnego zwątpienia. W głębokim bólu i trosce o przyszłość ukochanej ojczyzny, woła: “Do jakiego patrona trzeba by nam się zwrócić, aby znaleźć skuteczną pomoc?” Obejrzał się i ujrzał postać w habicie jezuickim, otoczoną jasnym światłem. „Po co szukać innych patronów”, odzywa się zjawa, “patrz, ja jestem Andrzej Bobola, umęczony przez kozaków, ja będę waszym patronem

Druga połowa września, nieszczęsnego dla Polski roku 1939, ujawniła już jasno, że Hitlerowi udał się najazd na Polskę. Wojska polskie stawiały opór ponad siły, walczyły z determinacją, gdziekolwiek nastąpiło starcie z wrogiem. Zdradziecki cios, wymierzony w nasze plecy przez bolszewicką Rosję zadecydował o kampanii na naszą niekorzyść. W głębokim smutku pogrążony naród stracił w pierwszej chwili orientację. Jednostki zostały pozostawione sobie samym. Na ustach wszystkich zawisło rozpaczliwe pytanie : “Co robić?” Jedni poczęli gromadzić się w lasach, by tam podjąć. partyzantkę, inni opuszczali granice Polski, by na ziemiach Aliantów pozbierać siły i stamtąd podjąć na nowo bój. Reszta wracała do pozostawionych na łasce losu domów, nie przeczuwając nawet, że te domy przestały istnieć. Domostwa zostały zajęte przez Niemców, a drzwi dla prawego właściciela zamknięte na czas niewiadomy. Nierzadkie bywały wypadki, że sami Niemcy w swej chytrości dopomagali do powrotu Polakom, by ich tam, jak się później okazało, z łatwością wyłowić, rozstrzelać albo zesłać do obozów koncentracyjnych. Naród pogrążył się w głębokim bólu. Nad ziemią polską zawisł krwawy koszmar hitlerowsko —bolszewickich najeźdźców. Krew polska poczęła się lać strumieniami, mury cytadel i więzień nie mogły pomieścić ludzi, tak, że nowy problem rozbudowy powstał na okupowanym terenie Polski. Z godnością szedł naród polski na męki i śmierć, z godnością dźwigał narzucone ponownie jarzmo, aby w cichości, ale zdecydowanie gotować się do oporu i do walki o utraconą chwilowo wolność. Jednakże przekonano się, że przynajmniej na czas najbliższy żadna realna pomoc przyjaciół przybyć nie może. Więc tak, jak w roku 1702 rektor jezuitów w Pińsku oglądał się w swojej bezradzie za patronem skutecznym dla narodu polskiego, tak dziś cały naród polski zaczął wołać o patrona. Odpowiedź niebios nie pozwoliła długo na siebie czekać.

Pewnego dnia, niewidzialne wici poszły przez naród cały, wzywając do krucjaty duchowej. Lotem błyskawicy obiegła cały naród polski wieść : Ks. Arcybiskup Sapieha zarządził, aby każdego dnia rodziny i jednostki o godzinie 8-mej wieczorem klękały i odmawiały nowennę do św. Andrzeja Boboli. Wieść ta, jakkolwiek nie mogłem stwierdzić jej prawdziwego źródła, stała się świętym nakazem, wypełnianym przez cały lud skrupulatnie i dokładnie. Gdybyś zajrzał o tej porze do domów Polaków, ujrzałbyś tam tylko jeden obraz : klęczące dzieci i matki, młodzież i starców, klęczące zgromadzenia zakonne, odmawiające w skupieniu, z niezłomną ufnością w skuteczność, nowennę do św. Andrzeja Boboli o zmartwychwstanie Polski.

 

 

Życiorys

Andrzej Bobola urodził się w okolicy Sandomierza w roku 1591. Początkowe nauki pobierał w Wilnie, gdzie w r. 1611 wstąpił do zakonu o.o jezuitów. Po odbyciu 2-letniego nowicjatu w.r. 1613, 22-letni Andrzej, w dniu urodzin, a więc w uroczystość św. Andrzeja, swojego patrona, składał pierwsze śluby zakonne. Studia filozoficzne odbywa także w Wilnie. Po ukończeniu filozofii, posłano go jako nauczyciela do szkół jezuitów do Braunsberg, a później do Pułtuska (1616- 1618). W roku 1618 wraca do Wilna, gdzie po ukończeniu studiów teologicznych otrzymuje święcenia kapłańskie z rąk ks. Biskupa Wołowicza, 12 marca 1622 r., w dzień rocznicy kanonizacji założyciela św. Ignacego Loyoli i św. Franciszka Ksawerego.

Bez wątpienia Andrzej był człowiekiem o wyjątkowym talencie i nadzwyczajnej wytrwałości. A jednak dziwnym zbiegiem okoliczności, a raczej z dopustu Bożego, nie zdaje egzaminu z teologii. Staje się to przeszkodą do złożenia ślubów wieczystych i zostania profesem. Przełożeni polscy, którzy znali i doceniali jego talent oraz cnoty, zwrócili się do generała zakonu z prośbą o dopuszczenie Andrzeja, pomimo wszystko, do wieczystych ślubów. Wywiązała się stąd obszerna korespondencja, dzięki której pozostało przynajmniej jakieś źródło, naświetlające jego żywot, bo o niewielu świętych mamy w kronikach tak skąpe wiadomości, jak o nim. Ostatecznie przełożeni polscy zdołali przekonać Generała, twardo stojącego na straży reguł zakonnych, o swym poglądzie i ten zgodził się uczynić wyjątek, zezwalając Andrzejowi na złożenie upragnionych ślubów przed upływem wymaganego czasu.

Głównymi etapami prac świętego były : Nieśwież, Bobrujsk, Połock, Warszawa, Łomża, Wilno i Pińsk. Zasięg jego pracy nie przekroczył nigdy granic Polski. Atoli Polska, która zawsze, a osobliwie w tym czasie, była wystawiona na najcięższe uderzenia w Kościół walczący, przeciwstawiła tym uderzeniom, dzięki Opatrzności Bożej, pracownika tak wielkiego dla dobra Wiary i Ojczyzny, jak Andrzej Bobola.

 

Rodzina

Naród polski, jak słusznie stwierdzają nawet cudzoziemcy, jest narodem szlachetnych wojowników za najświętsze sprawy, Wiarę i Ojczyznę, na całej przestrzeni swego istnienia. Niezatarte piętno takiego wojownika nosi na sobie św. Andrzej Bobola. Rodzina, z której wywodził się św. Andrzej, należała do rodów kresowej szlachty polskiej. Ta polska kresowa szlachta, a szczególnie Bobolowie, ma nieocenione zasługi około utrzymania całych pokoleń w wierności dla Kościoła i Polski. Setki lat dowodzili oni ludem w bezustannych wojnach przeciwko naporowi Rosji. W krótkich natomiast latach pokoju przewodzili temu ludowi w dźwiganiu go na wyższe szczeble kultury i cywilizacji.

Rodzina Bobolów, między wielu innymi cnotami, odznaczała się trwaniem przy wierze Ojców, nawet wtenczas, kiedy różni polscy wielmoże igrali tą wiarą, skłaniając się do nowatorskich nowinek, do modnego wówczas luteranizmu. Wśród różnych wad jednej nie doszukasz się w tym rodzie: tchórzostwa. Rodzina Bobolów to ród prawdziwych bohaterów Rozumiejąc dziejową misję narodu polskiego, która tak przeniknęła jego charakter, że odstąpienie od niej równałoby się straceniu celów jego istnienia, wiedzieli, iż broniąc wiary świętej, obronią najlepiej narodowość polską. Ich zasługą było sprowadzenie zakonu jezuitów na Kresy Wschodnie i stworzenie tym samym bastionu obronnego przeciwko naporowi prawosławia. Bobolowie (rodzice, dziadkowie oraz wujowie Andrzeja) wyposażyli materialnie nowo sprowadzony zakon i poczynili na jego rzecz rozlegle fundacje. Mając w ten sposób zapewniony byt zakon mógł wszystkie swoje siły niepodzielnie poświęcić zasadniczej pracy dla dobra narodu i kościoła.

Z krwi rodowej, ze swego najbliższego otoczenia, ojca i matki, odziedziczył św. Andrzej dwie zasadnicze cechy swego charakteru : gorliwość w sprawach Bożych i umiłowanie Ojczyzny, z gotowością poświęcenia za jedną i drugie, nawet swojego życia.

 

 

Charakter

Poznanie środowiska, z którego wyszedł Andrzej, rzuca nam pełne światło na jego charakter oraz daje nam dokładne zrozumienie jego życia i pracy. Nierozumiała go niejednokrotnie jego własna brać zakonna. Zarzucano mu w zakonie usterki i wady. Jednakże te usterki i wady nie były istotnymi. Wypływały one raczej z jego ognistego charakteru, jego gorliwości, jego zdecydowanej postawy w walce o świętą sprawę, o prawdę. Ukochanie prawdy ponad wszystko, niezłomna wola zaszczepienia jej w sercach błądzących, ponosiły Andrzeja i powodowały do wypowiedzeń nieraz bardzo szorstkich, bez oglądania się na skutki, jakie mogła sprowadzić jego szczerość. Kiedy np. przełożeni powierzyli mu skromne, nic nie znaczące stanowisko w Nieświeżu, powiedział bez ogródek, że ono nie jest dla niego odpowiednie. Stąd jego współbracia zakonni nieraz wprost powątpiewali o jego mądrości, a już stanowczo odmawiali mu doskonałości zakonnej. Zarzucali mu pomiędzy innymi brak umiejętności zachowania tajemnicy, którą to cnotę posiadać powinien, jeśli kto, to właśnie kapłan. Padały nawet głosy, że należałoby go poddać ostrzejszej dyscyplinie zakonnej, ażeby ukrócić jego wybuchowość. Nie rozumiano, że były to objawy gorącej, szlachetnej krwi młodego człowieka, szarpiącego więzami, kiedy ma rozpocząć swój zwycięski bieg. Były to raczej skutki świętego oburzenia i gniewu na widok chylącego się ku upadkowi sztandaru.

 

 

Pokora św. Andrzeja

Andrzej przyjmował bez szemrania wszelkie napomnienia, uznawał swoje błędy i opanowywał je stopniowo. Z dnia na dzień rozszerzał kontrolę nad sobą, nad swoimi myślami i czynami. To jest najlepszym dowodem, że posiadał najważniejszą cnotą : pokorę, fundament prawdziwej świętości. Z tryumfującą siłą woli, z nadludzkim uporem zabierał się do poprawy i przeprowadzał ją skutecznie. Bezustanna kontrola samego siebie i niezłomna wola do postępu w cnocie wyrabiały w nim świętą cierpliwość i wielką roztropność.
Od jego osoby poczynał bić przedziwny czar, który podbijał serca i dusze ludzkie, zyskując dla niego zaufanie całego otoczenia. Cnoty te przynoszą mu zaszczytne stanowisko, bo nawet na pewien czas zostaje doradcą swoich przełożonych. Jednakże Opatrzność Boska przewidziała dla Andrzeja ważniejsze zadanie. Powierzono mu pracę ściśle duszpasterską, na najwięcej zagrożonych odcinkach Kresów Wschodnich.

 

 

Teren pracy

Było to wdzięczne pole do działania, które wymagało nie tylko duszpasterza, ale duszpasterza wojownika i żołnierza. Tutaj w całej pełni rozwinął Andrzej swój talent i swoje zalety. Udawał się zawsze tam, skąd go dochodziły odgłosy walk, jęki rannych, plącz wdów i sierot. A teren pracy Andrzeja płonął dniem i nocą szeroką łuną pożaru, zlewany rzęsiście krwią polskich męczenników, mordowanych na rozkaz prawosławnej Rosji. Lud, zamieszkujący wschodnie rubieże Rzeczypospolitej dzielił się pod względem narodowościowo — religijnym na rdzennych Polaków, wyznających od zarania dziejów Polski wiarę rzymsko katolicką obrządku łacińskiego i na Rusinów dzielących się znowu na dwa wyznania: rzymskich katolików, ale obrządku greckiego, i prawosławnych, którzy byli zaciętymi wrogami swych braci greko — katolickich. Rosja podsycała ich nienawiść i wykorzystywała ich w swej odwiecznej walce przeciwko Polsce. Używała ich, mówiąc nowoczesnym językiem, jako swej piątej kolumny na terenach Polski.
W metodach walki przeciwko swym braciom prawosławni nie przebierali w środkach. Obrzucali grekokatolików najgorszymi wyzwiskami, piętnowali jako zdrajców i judaszów wiary prawosławnej, jako renegatów swej mateczki Rosji. Oddawali oni wielką przysługę schyzmatyckiej Rosji, która w swoim wiekowym naporze na Zachód, prowadziła bezustanną walkę z Polską oraz żywiołem polskim, zamieszkującym ziemie wschodnie. Od zewnątrz Rosja prowadziła tę walkę dwoma sposobami: napadem znienacka na wschodnie ziemie Rzeczypospolitej przez kozaków, którzy palili, niszczyli i mordowali wszystkich napotkanych — oraz otwartą walką religijną tj. zmuszaniem steroryzowanej ludności zawładniętych, choć na krótki czas, ziem polskich,do wyrzeczenia się wiary ojców i przyjmowania prawosławia. Słusznie bowiem rozumowano w Moskwie, że tylko prawosławie może być podstawą i ostoją rusyfikacji polskich ziem.

Do swych zbrojnych najazdów wynajmowała Rosja kozaków. Kozacy nie są ani narodem, ani szczepem. Sama nazwa “kozak” jest pochodzenia tatarskiego. Składa się z dwóch wyrazów kozak i oznacza “zły duch”. Przylgnęła ona do nich, ponieważ oznaczała w XV stuleciu swoistą taktykę wojskową, właściwą lekkiej konnicy. Cechą tej taktyki była szybkość, zaskoczenie, ruch, wycinanie w pień nieprzyjaciela. Kozaczyzna rekrutowała się z następujących pierwiastków:  z osobników należących do szlachty polskiej, którzy za przewinienie wobec państwa zostali wyjęci z pod prawa lub skazani na banicję ;  ze szlachty ruskiej, łudzi, którzy znaleźli się w podobnym położeniu;  z włościaństwa polskiego i ruskiego, zbiegłego z pańszczyzny;  z chłopstwa, które zasmakowało w rzemiośle wojennym, jako ciury obozowe, pachołkowie lub żołnierze piechoty, organizowani na czas potrzeby a po ukończeniu wojny odsyłani na rolę. Kozactwo choć było wyznania prawosławnego, oddało katolickiej Polsce niemałą przysługę w strzeżeniu granic. Kiedy jednak potęga Polski poczęła słabnąć, a przy tym pewne karygodne postępowanie wielmożów polskich zraziło do nas kozaczyznę, Rosja wykorzystała tę sytuację, Przeciągnęła kozaków na swoją stronę, nadała im większe przywileje i przede wszystkim użyła ich w swojej podstępnej walce przeciwko Rzeczypospolitej. Wyznawanie przez kozaków prawosławia umożliwiło wykorzystywanie tych barbarzyńców jako strasznego narzędzia przeciwko katolickiej i unickiej ludności polskiej.

W roku 1648 rozpętał się, podsycany przez Rosję, jeden z najstraszniejszych buntów kozactwa przeciwko Polsce. Nie była to walka regularna, ale za to trwała latami. W roku 1657 udało się kozakom niespodziewanym napadem wtargnąć do Pińska, i opanować to miasto. Zrabowano i wymordowano większą część ludności łacińskiej i unickiej. W maju tego samego roku schwycili kozacy O. Mafona w Horodźcu, gdzie poddali go strasznym torturom a w końcu zamordowali. Następnego dnia wpadł w ich ręce o. Andrzej Bobola. Schyzmatycy po judaszowsku go zdradzili i wydali w ręce oprawców w wiosce Peridil, odległej około 10 km. od Janowa.

 

 

Męczeństwo

Kozacy usiłowali z początku nakłonić św. Andrzeja do zaparcia się wiary. Kiedy żadne namowy, a później nawet obelgi i groźby nic pomogły, dali upust okrucieństwu. Zdarli z niego szaty i obnażonego siekli do krwi nahajkami, wybijając mu przy tym brutalnymi uderzeniami kilka zębów. Następnie przywiązali go do, siodeł pomiędzy dwa konie, popędzili z nim galpem do Janowa, wlokąc go w nieludzki sposób za sobą. Nie obyło się przy tym bez uderzeń i kłucia lancą, aby nadążał za końmi.

W Janowie powtórzyła się najpierw ohydna scena najbrutalniej szych obelg i bluźnierstw pod adresem wiary świętej. Celem tych bezecnych szyderstw było zmuszenie świętego męczennika do odstępstwa. Po tej nieudanej próbie zmontowano sąd a raczej parodię sądu. Wdrożono śledztwo i pod pozorem tego śledztwa rozpoczęto systematyczne tortury. Kiedy i te nie doprowadzały do upragnionego celu, a św. Andrzej w głębokim milczeniu z powagą i pogodą na twarzy znosił największe okrucieństwa, jeden z rozwścieczonych bandytów dobył szabli i u ręki, którą męczennik odruchowo wzniósł, by się uchronić od wymierzonego ciosu, odciął trzy palce. Storturowanego, zsieczonego i zbitego zawiedli za nogi do rzeźni i tutaj przez dwie godziny wysilali swoje szatańskie umysły na wyszukanie najbardziej wyrafinowanych okrucieństw. Dorównują im w tym chyba tylko tacy, jak: Zinowiew, Jagoda i inni z bolszewickiego G.P.U. łub hitlerowskiego Gestapo, którzy mogą się szczycić słusznym mianem ich spadkobierców.

Rozszarpane rany przypiekali ogniem. Ściągnęli skórę z głowy, szydząc przy tym, że należało powiększyć za małą torturę. Za paznokcie wbijali mu drzazgi, ażeby, jak mówili, rozłupać palce, które piastowały Przenajświętszą Hostię. Ściągnęli następnie skórę z jego rąk, które przewracały karty świętego mszału. Na koniec położyli go na stole rzeźnickim, twarzą do ziemi i pasami zeskrobywali z piec skórę a świeżo powstałe rany rozcierali wiechciami ze szorstkiej słomy i kłosów jęczmiennych. Odcięli nos i wargi, odcięli duży palec i dwa dalsze palce u lewej ręki. Wyskrobali ciało na dłoniach, wydrążyli dziurę na potylicy a język wyrwali z korzeniem. Wyłupali mu jedno oko. W pierś wbili mu ostry nóż, ale tak, by nie ugodzić w serce i nie sprowadzić natychmiastowej śmierci.

Tak umęczonego, zniekształconego na całym ciele, związawszy obie nogi, uwiesili u belki, głową do ziemi. Szatański taniec urządzili koło drgającego ciała. Zaśmiewali się przy tym szyderczo ze spazmatycznie drgającego ciała, krzycząc jeden przez drugiego:
„Patrz, jak ten Polak tańczy.” Wreszcie odcięli go i dwoma cięciami w szyję dokończyli jego męczeńskiego żywota.
W czasie tej wstrząsającej orgii św. Andrzej nie zachwiał się ani na chwilę na duchu, ani na chwilę nie stracił pokoju swej duszy. Na ich wszystkie namowy do zaparcia się wiary św., odpowiadał nawoływaniem ich do pokuty. Atoli jego napomnienia wprawiały ich w jeszcze większą złość i rozdrażnienie, a jemu przysparzały tylko więcej cierpień. Jego jedynym westchnieniem, a zarazem pełną głębokiej wiary modlitwą, były powtarzane słowa : “Jezus, Maryja” . I tej modlitwy musiał zaprzestać, kiedy wyrwano mu język.

 

 

Po śmierci

W chwili, kiedy zadano ostatnie śmiertelne cięcia męczennikowi, na ulicach Janowa powstał popłoch i krzyk oraz radosne wołanie Polaków : “Polskie wojska podjeżdżają do Janowa.” Kozacy porzuciwszy swoją ofiarę, dosiedli koni i uciekli. Mieszkańcy Janowa, dotąd steroryzowani, teraz dopiero odważyli się opuścić swoje domy i tłumnie gromadzili się na miejscu dokonanej zbrodni. Widok świeżo broczącej krwi i zniekształconego ciała wywołał jeden wyraz grozy i przerażenia. Unicki kapłan, który cudem tylko uniknął śmierci, zabrał ciało męczennika do swego kościoła, gdzie złożył je z nabożeństwem, okrywając kirem. Kilka godzin później przybyli współbracia zakonni, jezuici. Uroczyście odprowadzono ciało do Duboji, gdzie jezuici mieli swój dom. Stamtąd przewieziono je do Pińska, ułożono do zwykłej trumny z napisem : „O . Andrzej Bobola, S.J. zamordowany przez kozaków w Janowie.” Trumnę, jak wiele innych, ułożono w krypcie pod kościołem.

Generał zakonu jezuitów, otrzymawszy krótką wiadomość o tragicznej śmierci, zwrócił się do Polski z zapytaniem o szczegóły śmierci o.o. Boboli i Mafona. Wszystko bowiem przemawiało za tym, że ponieśli oni śmierć za wiarę świętą. W odpowiedzi otrzymał krótkie, nic nie mówiące sprawozdanie, bez jakiegokolwiek śladu gloryfikacji zamordowanych. Treść i forma tej relacji wskazywały raczej na to, że był to ogólnie przyjęty schemat protokółu zgonów, równego dla wszystkich. Protokóły te różniły się pomiędzy sobą tylko osobistymi danymi, które wpisywano do urzędowo przyjętego formularza z dodaniem liczby porządkowej.

W oczach tych jezuitów męczeństwo św. Andrzeja Boboli nie przedstawiało większej wartości od śmierci poprzednio pomordowanych Ojców. Przeszli więc i nad tym wydarzeniem do porządku dziennego, z tym jednym tylko przekonaniem, że ono nie jest bynajmniej ostatnim ogniwem łańcucha polskich męczenników. Zresztą nie było nawet czasu na wszczęcie akcji kanonizacyjnej męczennika. Ta urzędowa relacja przechowała się do naszych czasów.

 

Początki kultu

Św. Andrzej Bobola, męczennik janowski, poszedł u ludzi w niepamięć. Minęło 45 lat. zapomniano o strasznym dniu 16 maja 1657 roku. I dziwna rzecz, lud ten zupełnie zapomina o swoim bohaterze, o swoim patronie. Dopiero Bóg w Swojej Opatrzności w cudowny sposób przywraca ludziom na pamięć Swego wybrańca. Przecież tylko Bóg zesłał św. Andrzeja Bobolę na prośbę rektora jezuickiego w Pińsku, szukającego skutecznego patrona na ciężkie czasy. “Po co szukać innych patronów? Przecież macie mnie, który jak żaden inny, rozumiem wasze polskie troski i waszą polską dolę, przecież o to walczyłem za mojego żywota, za to umierałem.”

Przy tym objawieniu się św. Andrzej Bobola dał polecenie rektorowi, aby odszukano, pośród trumien, złożonych w podziemiach Pińskiego kościoła jezuitów, jego trumnę i złożono ją w osobnym miejscu. Podjęto poszukiwania, nie były one jednak łatwe, gdyż znajdowało się w tych podziemiach wiele trumien, porzuconych bez ładu i porządku. Kiedy pierwsze poszukiwania nie dały wyniku św, Andrzej Bobola objawił się poraź drugi, tym razem zakrystianowi, któremu dał już szczegółowe wskazówki, gdzie należy szukać jego zwłok. Idąc za tymi wskazówkami, po wielkich i mozolnych poszukiwaniach, odnaleziono trumnę z napisem powyżej przytoczonym.

Przystąpiono z wielkim nabożeństwem do otwarcia trumny. Znaleziono w niej ciało nietknięte zębem czasu. Ciało było giętkie, krew świeża, a rany, jakby przed chwilą zadane. Usunęło to wszelkie wątpliwości w ustaleniu tożsamości. Szczegóły mąk, jakie było można stwierdzić na odnalezionym ciele świętego męczennika, zgadzały się w zupełności z opisem męczeństwa. Obmyto ciało, obleczono w czystą bieliznę, przełożono do nowej trumny i ustawiono na piedestale w środku krypty. Osobliwe okoliczności odnalezienia trumny ze świętym ciałem oraz naoczne stwierdzenie, że ciało zostało nieskazitelnie zachowane, słusznie uznano jako cudowne wkroczenie Opatrzności Boskiej w sprawę przyszłej chwały męczennika.

 

Kanonizacja. Rzym 1938 rok, 281 lat po śmierci.

 

Rozpowszechnienie się czci świętego

Trumna ze szczątkami świętego męczennika, po jej cudownym odnalezieniu w roku 1702, pozostawała w kościele jezuitów w Pińsku do roku 1733. Zakonni bracia otaczali ją czcią i należną opieką. Kiedy jezuitów wypędzono z Pińska, opiekę nad szczątkami przejęli księża uniccy. Swą straż nad świętymi szczątkami wypełniali z prawdziwym, nabożeństwem. Niestety gdy w r. 1793 Pińsk przeszedł pod bezwzględne panowanie Rosji, unici zostali wypędzeni, a kościół ze zwłokami św. Andrzeja oddano na użytek popom prawosławnym, I tutaj w całej pełni sprawdza się przysłowie, tłumaczące niepojęte niejednokrotnie drogi Opatrzności Boskiej : “Niema złego, co by na dobre nie wyszło” . Objęcie kościoła przez prawosławie nie tylko nie zatamowało wzrostu czci dla św. męczennika, ale przyczyniło się do jej rozszerzenia jej, nawet wśród prawosławnych.
Całymi gromadami przybywali z dalekich stron do św. Andrzeja, by tam w skupieniu modlić się i wypraszać sobie łaski. Władze rosyjskie, obserwując to, ulękły się i w obawie, aby ta cześć nie wpłynęła „ujemnie” na lud rosyjski tj. aby nie doprowadziła go do poznania prawdziwej a znienawidzonej wiary katolickiej, zamknęły kościół, nie dopuszczając do niego wiernych.

Atoli w r. 1808 udało się jezuitom, którzy jeszcze posiadali swój kościół w Połocku, uzyskać od rządu rosyjskiego zezwolenie na przewiezienie św. relikwii do Połocka. Jednakże już w roku 1820 i stamtąd wypędzono jezuitów. W 10 lat później przeniesiono św. męczennika do kościoła o.o. dominikanów. Ci zaopiekowali się św. szczątkami męczennika tak, jakby był członkiem ich własnego zakonu. W r. 1864 i oni podzielić musieli los jezuitów, a dziedzictwo opieki przeszło na kler świecki. Wiernie wywiązał się on z powierzonego mu obowiązku. Pozbawiono go tego zaszczytu w r. 1922.

 

Profanacja

Bolszewicy w swoim szale antyreligijnym i w walce bezbożniczej nie oszczędzili nawet pośmiertnych szczątków św. Andrzeja Boboli. W roku 1922 przystąpili do dawno zapowiadanego dzieła, rzekomego zdemaskowania oszustwa księży, przebiegle okrytego wiekiem szczelnie zamkniętej trumny i tylko, jak twierdzili, “celem ujawnienia prawdy’’ przystąpili do jej otwarcia.
Przeciwko tej profanacji świętych zwłok, mężnie zaprotestowało całe miasto, z ks. arcybiskupem Cieplakiem na czele. Na protestujących posypały się najsroższe kary. Jedną biedną kobiecinę nawet rozstrzelano. Wszelkie protesty, co zresztą z góry można było przewidzieć, okazały się bezskuteczne. Specjalna komisja rozbiła trumnę. W zdumieniu stanęła ona przed cudownym zjawiskiem. Za wszelką cenę i najbrutalniejszymi sposobami chciano spowodować rozpadnięcie się w proch świętych zwłok. Usiłowania jednak zawiodły.  Atoli niedowiarka, nie posiadającego ani odrobiny dobrej woli, najoczywistsze cuda nie przekonają. I tym razem oglądanie cudu nie przyniosło innego skutku. Napisano długi protokół, mający usunąć wszelkie znamiona cudu. Wprawdzie w protokóle tym komisja stwierdza niesamowitość zachowania ciała w stanie niezniszczonym, ale usiłuje tłumaczyć to przyczynami naturalnymi. Stan świeżości ciała Andrzeja przypisuje naturalnej mumifikacji, a mianowicie osobliwym cechom gleby, oraz właściwościom atmosferycznym, w których ciało pozostawało. Niechcący, a raczej przeciwko swej intencji, dali najlepszy dowód cudownego zachowania świętych szczątków od zniszczenia. Stwierdzono bowiem niesamowitość, a wytłumaczono ją faktami, które nie miały i nie mogły mieć miejsca.  Ciało świętego nigdy nie spoczywało ani przez chwilę w jakiejkolwiek glebie. Warunki atmosferyczne podziemi kościoła, dokąd je złożono i gdzie spoczywało przez 45 lat, posiadały raczej wszelkie właściwości rozkładowe. Podziemia te były wilgotne i przepełnione zarazkami, rozkładających się ciał. Dlaczego te “wymarzone warunki” dodatnio mumifikacyjne nie zdołały zachować od zniszczenia dziesiątek innych zwłok, spoczywających razem ze szczątkami św. Andrzeja, tego komisja nie wytłumaczyła.

Naprawdę Opatrzność Boża raz jeszcze użyła Swych największych i zdecydowanych wrogów na dostarczenie niezbitych dowodów Swego istnienia i kierowania wszystkim. I znowu, z głęboką wiarą i należną pokorą, każdy musi wyznać, że “nieprzeniknione są drogi Opatrzności” . W podziw musi każdego wprowadzić dokładność i drobiazgowość opisu znalezionych przez komisję szczątków świętego. Protokół komisji bolszewickiej dokładnie wylicza pozostałe i brakujące części ciała, podaje dokładnie ich ciężar, dokładne wymiary i stan. Stwierdza on, że w stanie ciała świętego nie zmieniło się nic od pierwszego otworzenia trumny w r. 1702. — Bolszewicki protokół w najmniejszych szczegółach zgadza się z protokółami wszystkich komisyjnych badań z lat 1702, 1719, 1738, 1808, 1857 i 1896.

Największą jednak krzywdą dla świętego i ludu katolickiego było wywiezienie świętych zwłok do Moskwy. Tam rzucono je do jakiejś komory z rupieciami, mieszczącej się w muzeum Lenina. Wywieziono je pod pozorem wystawienia ich jako okazu nadzwyczajnej mumifikacji, ale prawdziwym celem było usunięcie zwłok św. Andrzeja od ich czcicieli. Tutaj Opatrzność jeszcze raz upomniała się o Swojego świętego i zesłała mu na opiekuna w osobie o. Gallagher’a, dzisiejszego rektora 0.0. jezuitów w Bostonie, U.S.A.

 

W Rzymie

O. Walsh i o. Gallagher byli członkami Papieskiej Misji Pomocy dla ludności rosyjskiej w czasie strasznego głodu, jaki panował tam w latach 1922 i 1923. Powiedziawszy się o przywiezieniu świętych szczątków Andrzeja Boboli do Moskwy, o. Gallagher rozpoczął
cicho i ostrożnie poszukiwania. Po długich i mozolnych dociekaniach dopiął celu. Postanowił za. wszelką cenę wyrwać świętego z szatańskich szpon bolszewickich. Powstały przed nim ogromne trudności. Zdawało się, że w tym kraju, gdzie nie Bóg, ale szatan bezpodzielnie włada i rządzi, wszelkie starania w tym kierunku nie dadzą wyniku. O. Gallagher jednak niczem się nie zraził i wytrwale dążył do celu. Poruszył niebo i ziemię, dotarł wszędzie. Samego nawet Cziczerina zdołał pozyskać dla swej sprawy.

Ostatecznie otrzymał zezwolenie na wywiezienie trumny do Rzymu, ale pod dwoma warunkami : że uczyni to potajemnie, i że transport ten nie pójdzie przez Polskę.
O, Gallagher bezzwłocznie przygotował wszystko do transportu i św. Andrzej po długiej i kłopotliwej podróży, przez Odessę, Konstantynopol, przybył do Rzymu , by zostać uwieńczony najzaszczytniejszą koroną, tj. aureolą; świętego. Trumnę ze świętymi zwłokami złożono najpierw, w Watykanie w kaplicy św. Matyldy, a później! przeniesiono do al Gesu, gdzie pozostała do dnia uroczystej Kanonizacji tj. do Wielkanocy 1938r. — Stamtąd, jak wiadomo, odbył św. Andrzej Bobola powrotną swoją, podróż, a raczej tryumfalny wjazd do swojej Ojczyzny, do stolicy tak gorąco ukochanej przez siebie Polski,

 

 

Beatyfikacja

Sama wieść o cudownym wskazaniu drogi do odnalezienia jego zwłok lotem błyskawicy obleciała całą Polskę i świat cały. Odżyła pamięć gorliwego pracownika, i jego bohaterskiej śmierci w obronie Wiary i Ojczyzny.. Tłumy cisnęły się do trumny, zawierającej św. relikwie, aby wymodlić za jego przemożnym wstawiennictwem potrzebne łaski. Św. Andrzej Bobola nie odmawia i za jego pośrednictwem mnożą się cuda. Istotny deszcz łask spadał na ziemię, podobny do deszczu róż św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Z Bożej Woli, kult św. Andrzeja Boboli rośnie w szybkim tempie. Nasz święty wyrasta na religijnego i narodowego bohatera Polski. Nawet schyzmatycy dołączyli się do oddawania czci temu, którego, ich współbracia po judaszowsku wydali i zamęczyli. Spotykało się u jego trumny także żydów, szukających jego pomocy i opieki.

Zdawać by się mogło, że ten nagły, piękny i tak szerokie koła zataczający rozkwit czci Andrzeja Boboli, powinien doprowadzić w krótkim czasie do jego beatyfikacji, a następnie do kanonizacji. Dziwne są jednak drogi Opatrzności Bożej. Już w r. 1712 podjęto kroki w sprawie jego beatyfikacji, a nastąpiła ona dopiero w r. 1853.
Rożne były przyczyny tej zwłoki. Przede wszystkim Rzym pracuje powoli i podchodzi do takich spraw z nadzwyczajną ostrożnością. Swoje orzeczenia opiera tylko na jasnych i zaprzysiężonych dowodach. Właśnie w tym wypadku wiele dokumentów zaginęło, ustne
zaś podania o życiu człowieka, który zeszedł z tego świata przed pół wiekiem, nie zawsze mogą być uważane za pewne. Znalazły się również i inne przeszkody, które poważnie hamowały proces beatyfikacji Andrzeja Boboli.

Przy końcu XVIII wieku Polska traci swą niepodległość. Razem z niepodległością Polacy tracą swój wpływ na bieg spraw światowych. Poszli przecież w niewolę, pod jarzmo schyzmatyckiej Rosji, heretyckich Prus i Austrii, jakkolwiek katolickiej, to jednak zawsze nam wrogiej. Jeżeli uprzytomnimy sobie prawdę, że Andrzej Bobola to bohater Polak i męczennik — patriota, to członek zakonu wypędzonego z krajów zaborczych, zrozumiemy, że państwa te nie tylko utrudniały, ale napewno poczyniły wszelkie możliwe kroki, aby zawikłać jak najwięcej sprawę i zapobiec beatyfikacji. To też dopiero Pius IX, Papież – bojownik o świętą sprawę Kościoła ogłasza męczennika za te same idee, błogosławionym. Rok beatyfikacji Andrzeja Boboli jest punktem zwrotnym w jego triumfalnym pochodzie pośmiertnym. Wśród 30 życiorysów, jakie o nim napisano, 24 ukazały się dopiero po jego beatyfikacji.

 

 

Kanonizacja

Jednak do osiągnięcia czci najwyższej, czyli do jego kanonizacji, czekać musiał do czasu odzyskania niepodległości swojej Ojczyzny, tj. do roku 1918. Niepodległość Polski umożliwiła wykorzystanie odzyskanego w świecie wpływu do przyśpieszenia dnia największego triumfu, jaki należał się św. Andrzejowi. Od swego zmartwychwstania cała Polska nie zaniedbała ani jednej okazji, ani jednego dnia. Głęboka wdzięczność przynaglała serca polskie do wyniesienia Boboli jako świętego na swe polskie, już teraz wolne, ołtarze. Przecież dwa całe wieki naród nasz zwracał się w swoich największych troskach i kłopotach do niego o pomoc i pośrednictwo. Jego przemożnemu wstawiennictwu przypisuje cały naród polski swoje uwolnienie spod trzech zaborców, skłóconych w ostatniej wojnie ze sobą.

Stwierdza to urzędowo Marszałek Józef Piłsudski, ówczesny Naczelnik Państwa Polskiego, a zatem głowa narodu, w swej prośbie do Papieża Benedykta XV o przyśpieszenie kanonizacji bł. Andrzeja Boboli. W piśmie tym, Marszałek Piłsudski wyraźnie przypisuje uwolnienie Polski spod jarzma zaborców, co według przewidywań ludzkich zdawało się wtedy rzeczą beznadziejną, wstawiennictwu niebieskich patronów polskich, a osobliwie bł. Andrzeja Boboli.

Drugą prośbę wystosowało miasto Pińsk pod datą 12 lipca 1920r. — List ten świadczy o głębokiej ufności pokładanej przez miasto w św. Andrzeju i opisuje nowy cud, uczyniony za jego pośrednictwem. Dziewięć razy ostrzeliwali Rosjanie to miasto, ale nie zginął w tym ostrzeliwaniu ani jeden chrześcijański obywatel.  Trzecia prośba, wysłana przez cały episkopat polski, stwierdza, jak wielkie nabożeństwo ma naród polski dla św. Andrzeja Boboli, co szczególnie okazał w ostatniej wojnie światowej.

Osobną w tej sprawie prośbę wysłał ks. arcybiskup Cieplak, który zaledwie sam uniknął śmierci z rąk bolszewików, i domagał się, aby bł. Andrzej został ogłoszony jako święty i dany Polsce jako jej główny patron i opiekun.
Dziwna rzecz, wszystko to nie posuwało sprawy naprzód. Pan Bóg, który widocznie kieruje sprawami naszego wielkiego i świętego rodaka, wybiera innego, wielkiego papieża do tego dzieła. Jest nim Pius XI, nieustraszony szermierz wiary i prawdy, „polski” papież. Był on naocznym świadkiem historycznego i nadludzkiego zmagania się z hordą bolszewicką Polaków, ratujących Polskę i Europę przed zalewem bolszewickiej szarańczy.

 

 

Patron cywilizacji chrześcijańskiej

Droga, jaką Bóg wyprowadził Andrzeja Bobolę z zapomnienia i czas, w jakim uwieńczył go aureolą świętego, nie mogą być rzeczą prostego przypadku, muszą posiadać pewne powody, pewne szczególne znaczenie. Nie kto inny, jak Goethe, choć sceptyk, napisał te znamienne słowa: “Fundamentalnym tematem historii świata, jest walka wiary z niewiarą.”

Nigdy tak jasno nie ujawniła się ta prawda, jak w dzisiejszych czasach krwawego zmagania się narodów. Stała się oczywistą dla wszystkich, prócz tych, którzy uparcie chcą trwać w zaślepieniu. Narody dzisiejsze, świadomie, czy nieświadomie, ale nie bez woli Bożej, podzieliły się wyraźnie na dwa obozy : chrześcijański i antychrześcijański. W imię obranej ideologii toczą zacięty bój na życie i śmierć, o “być” albo “nie być” .
Jeśli zwycięży strona chrześcijańska, jeśli ostoi się front chrześcijański, przyszły ustrój państw świata całego przyjmie postać wyraźnie chrześcijańską. Chrześcijaństwo po tej wojnie odrodzi się w szybkim tempie. Natomiast z przegraną chrześcijaństwo zniknęłoby z powierzchni ziemi, zejść musiałoby do podziemi, do katakumb, a wyznawców jego spotkałyby jeszcze cięższe koleje od tych, jakie już przechodzą narody podbite.

Na ten krytyczny czas widzialny zastępca Chrystusa, który nosi przydomek “Fides intrepida” i postawił jako wzór zwycięskiej walki za wiarę i Ojczyznę św. Andrzeja Bobolę, “Polonum, maximum martyrem” i  Sw. Andrzej uznany jest tutaj jako największy męczennik, jakiego Kościół święty na przestrzeni wieków swego istnienia posiada. Jest on także męczennikiem niezwykłym : został umęczony jako uosobnienie miłości Boga i Ojczyzny. Poza św. Joanną d ’Arc nie wielu jest do niego podobnych pod tym względem. Zespolone w najszlachetniejszym objawie życiowym, w czynnej miłości, pojęcia Boga i Ojczyzny, rodzą to, co ludzkość uważa za swój największy dorobek : chrześcijańską cywilzację ; o nią dzisiaj leje się strumieniami krew. Miłość Ojczyzny, wyrastająca jak z korzenia z miłości Boga i jej podporządkowana, jest tym jedynym twórczym patriotyzmem który pogodzić umie uczucia dla swej ojczystej ziemi z miłością całej ludzkości. Ona jest fundamentem zgodnego życia międzynarodowego. Stąd słuszne jest
powiedzenie: “Ten człowiek jest najlepszym kosmopolitą, który najwięcej miłuje swoją Ojczyznę’’, jak najlepszym obywatelem będzie ten, który najpierw, a przede wszystkim kocha swoją rodziną. Polska poszczycić się może licznym zastępem bohaterów swoich walk o naród i niepodległość, posiada też wielu ludzi wiedzy i nauki, którzy patronują całemu światu, ale wydała tylko jednego św. Andrzeja Bobolę, któremu słusznie przysługuje miano “patrona cywilizacji chrześcijańskiej”.

 

 

Patron Polski.

Oczywistą jest rzeczą, że Opatrzność Boża dała w tych krytycznych czasach tego największego męczennika za patrona, w pierwszym rzędzie Polsce i Polakom. Przecież św. Andrzej Bobola stał się ofiarą za swoją największą miłość ku Polsce. Jego miłość była największa, na jaką człowiek zdobyć się może. Według słów Pana Jezusa : „N ikt niema większej miłości nad tę, jeśli życie daje za przyjaciół swoich” (Jan xv). Prześladowanym, męczonym, grabionym, mordowanym Polakom poświęcił swoją pracę, za nich oddał swoje życie. Ratowanie braci polskich od rusyfikacji, a więc od wynarodowiania i utraty wiary, przynagla go do poświęcenia wszystkich swoich sił, zdrowia a nawet życia.

Burzyła się w jego żyłach polska krew na widok wysiłku schyzmatyckiej Rosji, zdążającej do oderwania ziem polskich od Rzeczypospolitej. Za to umierał, za tą największą miłość, jaką pałał ku Ojczyźnie, został umęczony, został patronem Polski. Patron nie jest po to tylko nam dany, żeby się wstawiał za nami i pośredniczył nam u Boga, ale na to także, aby był wzorem do naśladowania.

Św. Andrzej wcielił w swoje życie najwyższy ideał cnót obywatelskich i one największym blaskiem biją jak drogocenne kamienie z jego aureoli. Na nim każdy Polak może i powinien się wzorować, powinien kształcić swój charakter narodowy. Od niego nauczymy się miłości Boga i Ojczyzny, poddawania się woli Bożej, cierpliwości w pracy i dążeniu do wielkości Rzeczypospolitej. On jest przykładem, jak każdy Polak kochający czynnie swoją Ojczyznę nie powinien zawahać się ani na chwilę w oddaniu za nią, w razie potrzeby, i swego życia.

Nieobojętną rzeczą jest czas, w którym św. Andrzej wraca jako święty do swojej Ojczyzny. Słudzy szatana uznali się za dość przygotowanych na rozpoczęcie od dawna planowanego podboju narodów chrześcijańskich. Polska, jako przedmurze  chrześcijaństwa, odpiera zdecydowanie wszelkie zakusy, idące w kierunku oderwania jej od wiary ojców. Żmijowska chytrość po mistrzowsku zabrała się do dzieła. Dwu narody, politycznie sobie wrogie, zjednoczyły się w walce z Bogiem. Pierwszą ofiarą zjednoczonych sił zła pada katolicka Polska. Bóg przewidział męczeńskie koleje naszego narodu i na ten właśnie męczeński czas dał nam św. Andrzeja. Świadczyło to o danej nam przez Boga przestrodze, że czekały nas czasy, gdzie przykładu i opieki tego największego z męczenników będziemy potrzebowali, aby nie załamać się w kataklizm ie i po bohatersku przetrwać. Tryumfalny powrót Polaka bohatera i męczennika do stolicy swej ukochanej Ojczyzny był i jest dla nas najlepszym rokowaniem, że ten umęczony naród katolicki w krótkim czasie zrzuci ze siebie pęta najeźdźców, powstanie i zatryumfuje w wielkiej chwale.

 

Na ulicach Warszawy

Św. Andrzej Bobola ze wszech m iar zasługuje na miano głównego patrona i rzecznika naszej polskiej sprawy. Naród zrozumiał to, bo z ufnością rzucił się w jego objęcia i jemu powierzył swoją najżywotniejszą sprawę, swoje istnienie. Pomnaża się tak wielka liczba cudów, dokonanych za jego pośrednictwem. (Dokładnie stwierdzonych łask nadzwyczajnych naliczone dotychczas 410).

Poza tym lud polski zdaje się potwierdzać przyjętą przez św. Andrzeja opiekę nad nieszczęśliwą Ojczyzną. Oczywistym cudem nazwać musimy sam fakt nietknięcia jego trumny w kościele, który został zbombardowany i strasznie zniszczony. Lud polski podawał różne zjawiania się św. Andrzeja w czasie kampanii wojennej w Polsce, i później.

Trudno na razie stwierdzić prawdziwość tych opowiadań. Natomiast nie mamy powodu wątpić w prawdziwość opowiadania, jakie podaje O. Gallagher T.J., który przewiózł zwłoki św. Andrzeja do Rzymu. Podaje on do wiadomości publicznej fakt niezwykłego
spotkania się pewnego oficera niemieckiego z naszym świętym na ulicach Warszawy. Przytaczamy tę wiadomość za angielskim tygodnikiem katolickim “The  Universe’.

“Oficer hitlerowski wszedł do budynku domu o.o. jezuitów w Warszawie i zażądał widzenia się z ojcami, wyjaśniając, że jakiś człowiek w ubraniu jezuity zatrzymał go poprzednio w ciągu dnia na ulicy i powiedział mu, że Polska będzie wolna. Oficer oświadczył, że uwagę tę uważał za buntowniczą, lecz nie chcąc robić sceny na ulicy, zdecydował się odłożyć wyjaśnienie sprawy na później. Oficer studiował twarze wszystkich jezuitów, a potem nagle wskazał wiszący na ścianie obraz św. Andrzeja Boboli, wykrzykując, że to jest jezuita, którego szuka. Św. Andrzej patronuje narodowi polskiemu w jego ciężkiej i bohaterskiej walce z nawałą bolszewicko — hitlerowską.

 

 

Proroctwo

Była już późna noc, rok ciężki i smutny 1819. Zbolały w duszy kapłan otworzył okno swej celi, spojrzał w niebo i pogrążył się w gorącej modlitwie do św. męczennika z Janowa, do którego miał głębokie nabożeństwo od swej młodości. Modlił się do świętego:

“Błogosławiony Andrzeju Bobolo, chwalebny męczenniku Chrystusa. Upływa wiele lat od czasu, kiedy przepowiedziałeś zmartywychwstanie naszej ukochanej Polski. Kiedy się wreszcie spełni Twoje proroctwo? Ty wiesz lepiej ode mnie, z jaką nienawiścią schyzmatycy prześladują naszą wiarę świętą, wiesz, że oni są śmiertelnymi wrogami wiary katolickiej, a obecnie naszymi bezwzględnymi panami i ich jedynem celem jest pogrążenie w niewierze naszej biednej Ojczyzny, która przecież była i Twoją. Nie dopuść, by taka hańba miała paść na naszą Ojczyznę, w której spędziłeś Swoje życie. Wstaw się, żeby Wszechmocny i Miłosierny Bóg zlitował się nad nieszczęśliwymi Polakami i wyzwolił ich z pod jarzma ciemiężców, aby Polska, wolna, znowu mogła wyznawać boską wiarę swych przodków i złączyć swój lud, mogła utworzyć jak za czasów Jagiellonów jedno królestwo, katolickie, wierne Bogu i poddane jedynie pod jarzmo Chrystusa.”

Skończył modlitwę, zamknął okno i kiedy się obrócił, ujrzał w środku swej celi postać w habicie jezuickim i usłyszał te słowa: “Ojcze Korzeniecki, jestem tym, do którego się modliłeś. Otwórz jeszcze raz Twoje okno a ujrzysz takie rzeczy, jakich dotąd nie widziałeś” . Wielce zdziwiony zakonnik uczynił, jak mu powiedziano. I oto zamiast klasztornego ogrodu, ujrzał bezgraniczną nizinę, sięgającą horyzontu. “Nizina”, rzekł św.
Andrzej, “którą oczyma swymi oglądasz, jest okolicą Pińska, gdzie dostąpiłem palmy męczeństwa. Ale spojrzyj jeszcze raz a zobaczysz, co pragnąłeś ujrzeć”.

O. Korzeniecki wyjrzał raz jeszcze na nizinę, która ukazała się mu teraz wypełnioną niezliczonymi wojskami. Rosjanie, Turcy, Francuzi, Anglicy, Austriacy, Prusacy i inne narodowości, których nie umiał rozpoznać, zmagali się w śmiertelnej walce, jaką można było tylko ujrzeć w najsroższych wojnach. Kiedy wyjaśnił, że nie rozumie tego zjawiska, św. Bobola rzekł: “ Kiedy wojna, której obraz został rozpostarty przed twoimi oczyma, zakończy się, nastąpi pokój, wówczas Polska zostanie odbudowana a ja zostanę uznany za jej głównego patrona” . “ Drogi Święty” , wykrzyknął dominikanin, “jaką ja mam gwarancję, że to widzenie nie jest halucynacją albo snem?” — “Dam Ci moją rękę, jako rękojmię mojej prawdy” . Św. położył rękę na stole celi i odcisk ręki pozostał na drzewie. Ślad ten pozostał i nazajutrz oglądał go cały klasztor.

 

 

 

NOWENNA DO ŚW. ANDRZEJA BOBOLI.

Święty Andrzeju Bobolo, któryś tak ukochał Pana naszego Jezusa Chrystusa, że od młodości, poświęciwszy się na Jego służbę, całkowicie oddałeś się zjednywaniu dlań dusz przykładem życia i słowem, nie szczędząc żadnych trudów, aż wreszcie śmiercią męczeńską zakończyłeś swój apostolski żywot wśród najsroższych katuszy, błagamy cię przez twe zasługi u Boga i miłość, jaką ku niemu pałałeś, wyjednaj nam łaskę tak bardzo przez nas upragnioną, mianowicie . . . a przede wszystkim , abyśmy żyli i umierali w zjednoczeniu z Sercem Jezusa i Najświętszej Maryji Panny Niepokalanej.

Ojcze nasz . . . Zdrowaś Maryjo . . . Chwała Ojcu . . .

Panno Najświętsza, którą św. Andrzej szczególniejszą czcią otaczał i kult Twój szerzył jako kierownik Sodalicji Mariańskiej, wyjednaj przez jego zasługi upragnioną łaskę . . . abyśmy mogli, okazując taką miłość, jaką on ku Tobie pałał, kochać i naśladować, jak on, Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Ojcze nasz . . . Zdrowaś Maryjo . . . Chwała Ojcu . . .

Panie Jezu Chryste, któryś taką miłością zapalił serce św. Andrzeja, że w jej dowód zniósł najsroższe katusze męczeństwa, udziel nam przez jego zasługi i przez jego pośrednictwo łaskę, o którą Cię prosimy . . . Spraw również, abyśmy w miłości ku Tobie, tak jak on, nigdy nie ustawali, lecz zawsze żyli dla większej chwały Bożej i zbawienia dusz.

Ojcze nasz . . . Zdrowaś Maryjo . . . Chwała Ojcu . . .

 


Ks. Tomasz Samulski –  Nauka Chrystusowa 10.  ŚWIĘTY ANDRZEJ BOBOLA. rok II. z. 6. w obozie VI . 1941 r.

O autorze A. Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “O życiu i męczeństwie Św. Andrzeja Boboli

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: