O rozpoznawaniu duchów
Nauka Katolicka

O rozpoznawaniu duchów – Kard. J.Bona cz. XI – O duchu ludzkim i jego odmianach

Stąd wynika, że niezmiernie trudno jest roz­poznawać duchy z tej przyczyny, iż bardzo wiele sprawek własnego naturalnego popędu przypisuje się Boskiemu, lub szatańskiemu. To też każdy powinien dokła­dnie badać tajniki własnego serca, aby nie popadł w sidła własnego ducha, którego święty Grzegorz (15) duchem wyniosłości nazywa. Tego zaś nie można osiągnąć, nie wyrzuciwszy poprzednio pychy ze serca i nie ugotowawszy w sobie tronu dla Boga przez nieufność ku sobie i pokorę.

ROZDZIAŁ XII.

O duchu ludzkim. O dziwnych jego odmia­nach. Skąd one pochodzą? Jak trudno i po czem go poznać?

I.

Z tego, cośmy wyżej powiedzieli, mo­żna już poznać, że przez to słowo duch ludzki rozumiemy tego ducha, jaki wypływa z na­szej natury, skażonej grzechem pierworodnym.  Również wykazaliśmy już powyżej, po jakich znakach można go odróżnić od ducha Bo­żego i szatańskiego. Wobec tego pozostaje nam jeszcze, krótko pomówić o tem, co wcho­dzi w zakres szczegółowej o nim wiadomo­ści. Przede wszystkiem zaś na to trzeba zważać, że ten duch dlatego zawsze do złego prowadzi, iż człowiek wskutek grzechu pier­wszych rodziców, opuszczony od Boga i sobie samemu zostawiony, jeżeli go łaska Boska nie wspiera, podlega grzesznym poruszeniom i pożądliwości, jako koń i muł, którzy nie mają rozumu (1). Ludzka natura, mówi Pro­sper (2), zepsuta tu skutek grzechu pierwszego  człowieka, nawet wśród dobrodziejstw, wśród praw i łask Bożych, zawsze jest skłonniejsza  do złej woli. Iść za nią znaczy iść samopas. Ta więc wola chwiejna, niepewna, niestała, niezdecydowana; słaba do czynów, a skora na podszepty, wobec pożądliwości ślepa; względem zaszczytów nadęta; lękliwa wobec trosk i niepokojona podejrzeniami; bardziej chciwa chwały, niż cnót; troskliwsza o dobre imię, niż o sumienie; nieszczęśliwsza wśród użycia pożądanych rozkoszy, niż wobec ich braku; nie ma w sobie sił innych, jak tylko łatwość narażania się na niebezpieczeństwo. Ponie­waż zaś wola, którą nie kieruje niezmienna wola, jest zmienną, przeto tern prędzej popada w nieprawość, im spieszniej bierze się do dzieła.

Zupełnie tak samo opisuje naszę nę­dzę duchową św. Augustyn, mówiąc: Pierw­szy człowiek otrzymał przy stworzenia na­turę bez skazy: stworzony został sprawiedliwym, a nie uczynił się sprawiedliwym. Jakim się uczynił, wiadomo: wypadłszy z rąk garn­carza, rozbił się. Rządził bowiem nim sam. Stwórca, chciał opuścić Stwórcę; pozwolił Bóg na to, jakoby mówiąc: niechaj opuści mnie, a znajdzie siebie i niechaj się ze swej nędzy przekona, że beze mnie nic nie może. O! zła jest wolna wola bez Boga. Doświadczyliśmy, co znaczy bez Boga i dlatego staliśmy się nędznym (3).

Niema takiej wymowy, która by zdołała dostatecznie wypowiedzieć nieszczę­ście upadłego człowieka, jak on jest skłonny do złego, a nieudolny do dobrego, ilu kłopotom podległy, iloma chorobami nękany. Jak zatru­ty napój rozchodzi się po całem ciele i zatruwa je, tak też i jad zabójczy onego wielkiego grze­chu zatruł, zgubił i zepsuł cały rodzaj ludzki. Stąd pochodzi śmierć, stąd skażenie duszy i ciała, stąd ślepota i nieświadomość, stąd próżne troski, stąd szkodliwe pożądliwości, stąd kłótnie, niezgody i wojny, stąd próżne strachy i szkodliwe pociechy, stąd nie mniej­szy zastęp ułomności, niż zbrodni. Stąd to pochodzi, że umysł grubą zasłoną ciemności przyćmiony nikczemnieje w myślach swoich (4); a wola omdlała i osłabiona, jako podła niewolnica, usługuje pożądliwości i bezprawiom.
Stąd wszyscy ludzie bez wyjątku, jeżeli ich nie uleczy i nie wyzwoli łaska Chrystusowa, lgną w błocie głębokości (5) i odwracają oczy od najwyższego dobra, a zwracają je ku miłości własnej, wylewając się na ciągłe rozkosze i o nic się nie troszcząc, byleby się tylko podobać światu i służyć próżnej chwale. Taki jest początek ludzkich popę­dów, taki to ohydny owoc zatrutego drzewa.. Natura bowiem ludzka, mówi św. Grzegorz (6), wypadłszy dobrowolnie z pierwotnego stanu, a poddana zgniliźnie skażenia, kiedy sobie sama przez się nowe sprawia przykrości, nie czyni nic nowego, bo już i bez nich była również nieszczęśliwą. Toż lubo wzniesie się na chwilę do pożądania czegoś wyższego, je­dnak w skutek wielkiej zmienności niebawem wraca znowu w zwyczajne szranki; a lubo sili się nad rozwojem myśli, jednak częste upadki, spowodowane jej słabością, jeszcze ją bardziej osłabiają. Atoli dobrowolnie wzięła na siebie to brzemię zmienności, przeto je tez dźwiga, chociaż poniewolnie.

 

 

II.

Aby dokładnie poznać ducha ludz­kiego, dobrze jest zbadać pierwej tę dziwną rozmaitość, jaka zachodzi nie tylko między poszczególnymi ludźmi, ale także pomiędzy ich duchami i zdolnościami; bo jak ciałem, tak też i duchem różnią się ludzie między sobą.

Jednemu dał Pan pięć talentów, inne­mu dwa, a innemu jeden (7). Jedni mają silne ciało, ale tępy i niepojętny umysł; inni znowu są obdarzeni żywym i bystrym rozu­mem, lecz ciągłe choroby niszczą ich siły żywotne. Niektórzy, skłonni do życia samo­tnego i bogomyślnego, niezdolni są do spraw doczesnych, inni znowu są zdatni do czyn­ności i zajęć praktycznych, a mniej zdolni do bogomyślności. Niektórzy są szczerzy i otwarci i tego, co myślą, nie obwijają w bawełnę; inni znowu kryją się z myślami i wyrażają się tylko ogródkami. Jedni zyskują sobie przychylność wszystkich usłużnością, swobodą i słodyczą; inni zaś ponurzy i za­chmurzeni unikają wszelkiej styczności z ludźmi. Jedni w szlachetnym i zacnym umy­śle myślą tylko o rzeczach wzniosłych i wspaniałych ; inni wylani na wszelkie brudy przed niczem się nie uchylą, byleby zaspo­koić pożądliwość. Inni znowu mają tępszy umysł, lecz usilną pracą starają się zaradzić wrodzonemu niedostatkowi. Wreszcie zda­rzają się i znakomitości, raczej anieli niż ludzie, lecz są to fenomena, ukazujące się sporadycznie w biegu wieków. Dla nich nie ma nic zbyt ciężkiego, nic tak zawiłego, czego by nie rozwiązali, nic tak trudnego, czemu by nie podołali. Doświadczenie zaś stwierdza, że umysły bystrzejsze łatwiej błądzą i są zdolniejsze do wyszukiwania, nowości, niż do działania, gdyż wiecznie są niezdecydowane, ciągle wynajdują urojone przeszkody i wszystko wprawiają w zamieszanie zbyteczną drobiazgowością. Pewniejsze i więcej przydatne są umysły średnie.

Wiele przyczyn składa się na wywołanie tej rozmaitości. Pierwszą jest wzajemne oddziaływanie duszy i ciała; dusza bowiem odczuwa choroby ciała, nienormalny stan jego członków i większą lub mniejszą ich zdatność do wykonania własnych czynności; z drugiej zaś strony wstrząśnienia, duszy poruszają i miotają ciałem, jakby jakie nawałnice. Drugą przyczyną jest rozmaitość temperamentu u poszczególnych ludzi, to jest owe nieprzeliczone kombinacje głównych przymiotów u każdego człowieka. Filozofowie zaś uczą i doświadczenie stwierdza, że temperament wywiera wpływ stanowczy na obyczaje. Trzecia przyczyna pochodzi z ró­żnych zamieszań, jakie opanowywują umysł i stają się zarodem gwałtownych poruszeń. Czwarta wypływa z rozmaitości miejsca i klimatu, które bez wątpienia wpływają na rozmaitość obyczajów u różnych narodów. Niektóre bowiem narody są z natury wojo­wnicze, inne zaś zniewieściałe; jedne są dzi­kie, inne łagodne; jednych umysły są spokoj­ne wskutek łagodnego klimatu, innych zaś gwałtowne i zupełnie podobne do nieba, pod którem mieszkają. Do tego dodać należy wykztałcenie, wychowywanie, wiek, stan,  pożywienie, tradycje rodowe, stosunki towarzyskie i t. p., co nie tylko jednych od drugich, ale jednego i tego samego człowie­ka w różnych porach życia zmienia i odróżnia.

Warto posłuchać, co w tym względzie mó­wi Tertulian(8): Jako ziarna każdego gatunku
zboża, mówi on, zupełnie jednako wyglądają , a przecież różne wydają plony; jedne wydają zwyczajny, inne nawet go przewyższają,a inne wreszcie wyradzają, się stosownie do rozmaitego klimatu i gleby, stosownie do sta­ranności i opieki, ja kim i są otoczone i zależnie od rozmaitych czasów i klęsk elementar­nych; tak samo ma się i z duszą; jest ona co do istoty jednaką, ale różną w owocach, bo i tu wywiera wpływ miejsce pobytu. Powiadają, że w Tebach rodzą się ludzie tępego umysłu i ze zwierzęcym instynktem; w Atenach skłonni do nauk i bystrego pojęcia. Empedokles wywodzi przyczynę bystrości lub niezdolności umysłu z jakości krwi, a postęp i doskonałość z nauki i wychowania. Nadto powszechnie utarte jest zdanie o charakterach narodowych. Komicy wyśmiewają Frygijczyków jako bojażliwych; Salustyusz piętnuje Mau­rów mianem próżnych, a Dalmatów przezywa okrutnymi; nawet Apostoł nazywa Kreteńczyków kłamcami. Może ma tu wpływ także ciało i jego zdrowie. Bogactwo przeszkadza mądrości, a niedostatek jej sprzyja; paraliż niszczy rozum, suchoty go nie naruszają. Ileż znowu innych przyczyn wpływa doda­tnio, lub ujemnie na przymioty człowieka wyższe niż dobra tusza i wielka siła cielesna. Dodatnio wpływają: nauki, wychowanie, sztuki, doświadczenie, zajęcia i prace; ujemnie zaś ciemnota, lenistwo, opieszałość, rozkosze, brak doświadczenia, ociężałość i nałogi. Tak więc widoczną je st rzeczą, że stosownie do roz­maitego wpływu powyższych przyczyn, roz­maite są u różnych ludzi duchy, rozmaite prądy, poruszenia i popędy naturalne.

 

 

III.

Z tego zaś łatwo wywnioskować, jak trudne jest poznanie ducha ludzkiego, tej niezgłębionej przepaści, pełnej kryjówek i zakątków , niedostępnej dla nikogo z wyjątkiem samego Boga i tego, komu by Bóg objawić raczył. Człowiek jest wielką przepaścią, mówi św. Augustyn (9), a Ty, o Boże, znasz liczbę jego włosów i nie ubędzie ani jeden bez Ciebie: a jednak łatwiej zliczyć jego włosy, aniżeli popędy i poruszenia jego serca.

Naj­szkodliwszym nieprzyjacielem człowieka jest własny duch. Jest on podstępny, zwodniczy i chytry; chwiejny, ciekawy, niespokojny i goniący za nowostkami. Wyobraźnia nie mo­że mu poddać nic tak szpetnego, czem by się nie zajął; nie masz nic tak głupiego i pró­żnego, czego by nie przyjął. Co dopiero hoł­dował pozornie duchowi Bożemu, a za chwilę już przechodzi w służbę szatańską i nigdy nie trwa w tymże stanie (10). Będąc chytrym, postępuje sobie nadzwyczaj zręcznie i zmy­ślnie w pokrywaniu siebie i własnej korzy­ści płaszczykiem chwały Bożej i postępu w doskonałości. Jednak w gruncie rzeczy nie chodzi mu o chwałę Bożą, lub o postęp w doskonałości, ale samego siebie we wszystkiem szuka, samego siebie uwielbia i kocha, a nawet najświętsze rzeczy odnosi świętokradzko do siebie, jako do celu ostatecznego. To też każdy powinien strzec się bardziej samego siebie, aniżeli szatana: bo żadna siła wewnętrzna nie może nam szkodzić, jeżeli jej sami nie podamy broni, ręki i zezwolenia.

Wprawdzie wielu przeciwników usiłuje wtrą­cić nas do zguby; do tego dąży świat, szatan i człowiek, lecz nikt bardziej nie nastaje na nas, aniżeli człowiek. Zapytasz może, pyta św. Bernard(11), co za człowiek? Każdy wzglę­dem siebie samego. Nie dziw się temu, bo i człowiek tak dalece jest własnym kusicielem i zdrajcą, że nie potrzebujesz obawiać się kogo innego, jeżeli sam na siebie nie podniesiesz ręki. Wszak powiedziano: „I któż jest, coby wam zaszkodził, jeśli dobrego naśladowcami będziecie?”(12) Ręką Twoją jest zezwolenie: jeżeli podszeptom szatańskim i światowym ponętom odmówisz zezwolenia i „nie wydasz członków swoich orężem nieprawości i nie zezwolisz, by grzech królował w twem ciele znikomem”(13) dowiedziesz, żeś dobrym naśladowcą, któremu złość nie zaszkodziła. Szatan cię napada, lecz nie obala, bylebyś mu odmówił przyzwolenia.  On wprawdzie ze zazdrości napadł i obalił mieszkańców raju, jednakże dopiero wtenczas,, kiedy się zgodzili i nie sprzeciwiali. Kusi także i świat, „bo w złem leży” (14); kusi wszystkich, lecz wywraca tylko swoich zwolenników, to jest tych, co się z nim zgadzają. Z  tego dość już jest widocznem, że człowiek sam dla siebie jest największym zdrajcą, bo tylko swoim wpływem, bez obcej pomocy, może upaść: obcym zaś, bez własnego udziału, upaść nie może. Któremuż tedy z nich najbardziej opie­rać się należy? Zapewne temu, który będąc  najbliższym, sam wystarcza do upadku, a bez którego wszystkie inne nic nie zdołają.

 

 

IV.

Dotąd mówiliśmy o znamionach du­cha ludzkiego, następnie musimy podać szczegółowe prawidła, według których można tem wyraźniej poznać jego złość i nikczemność.

 

1. Zdarza się, że niektórzy ludzie na przypomnienie własnych grzechów, lub okrutnej męki Chrystusowej, rozczulają się nagle aż do łez i samych siebie biczują: inni znowu zastanawiając się nad szczęśli­wością niebieskiej ojczyzny, doznają nagle pewnego uczucia rozkosznego tak, iż w za­chwyt popadają. Jednakże jest to dziełem nie ducha Bożego, lecz miłości własnej i bystrości umysłu, a zarazem pewnej natu­ralnej skłonności do wzruszeń. Można się o tem łatwo przekonać ze skutków, gdyż po upływie wzruszenia, gdy już uczucie ostygnie, pozostają nadal w oziębłości i martwocie duchowej i popadają w dawne wy­stępki. Przeciwnie zaś poruszenie ducha Bo­żego nie jest próżne, lecz gdziekolwiek się pokaże, wszędzie wywołuje wielkie skutki.

Stąd wynika, że niezmiernie trudno jest roz­poznawać duchy z tej przyczyny, iż bardzo wiele sprawek własnego naturalnego popędu przypisuje się Boskiemu, lub szatańskiemu. To też każdy powinien dokła­dnie badać tajniki własnego serca, aby nie popadł w sidła własnego ducha, którego święty Grzegorz (15) duchem wyniosłości nazywa. Tego zaś nie można osiągnąć, nie wyrzuciwszy poprzednio pychy ze serca i nie ugotowawszy w sobie tronu dla Boga przez nieufność ku sobie i pokorę. Wszak nikt nie staje się przybytkiem Ducha świętego, powiada tenże sam Grzegorz św.(16), jeżeli pierwotny duch nie będzie wypróżniony i nie spoczywa duch Boży, jak tylko na pokornym i spokojnym i lękającym się głosu Bożego.

 

2. Zdarza się niekiedy, że ktoś rozpo­czyna jakieś dzieło istotnie dla Boga i Jego chwały, ale ponieważ natura po kryjomu zawsze siebie samej szuka, przeto powoli i niepostrzeżenie zapomina o Bogu, a trosz­czy się o własny pożytek i przyjemność. Dowodem tego jest ta okoliczność, że kie­dy za Boskiem dopuszczeniem nie powiedzie
się owo dzieło, wskutek choroby lub innej przeszkody, natychmiast budzi się w duszy
zamęt, niepokój i gwałtowne poruszenie tak, iż niechętnie zgadza się z wolą Bożą. Bardzo mało kto poznaje dokładnie złość natu­ralnych popędów pod postacią owego subtelnego i ukrytego szukania samego siebie.

Ponieważ bowiem każde dobro odpowiada władzy pożądania, łatwo je też do siebie
samych zwracamy tak, że nawet w tych zamiarach, które za dobre i Boskie uważa­my, siebie samych szukamy. I nic w tem dziwnego, gdyż to, co się nam podoba i co dla nas korzystne, łatwiej pobudza zmysły i chwyta za serce tak, że we wszystkich sprawach raczej na nie uważamy, aniżeli na Boga.  Tak samo dzieje się z nadmiernem umartwieniem. Wielu bowiem poskra­mia zmysły, panuje nad uczuciami, trapi ciało, niby to dla cnoty, ale w gruncie rze­czy dla oka ludzkiego, lub dla pewnego we­wnętrznego zadowolenia. Kto idzie za po­pędem łaski, ten pragnie być nieznanym; tylko natura szuka rozgłosu. Nie są wol­ne od tej słabości, nawet te dusze, któ­re opływają w nadprzyrodzone światło, czer­pane z częstych kontemplacyi duchowych.

 

3. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że do modlitwy i należytego spełnienia dobrych uczynków potrzebujemy łaski Bożej; lecz również pewnem jest, że i bez łaski Bożej możemy spełniać uczynki, wchodzące w zakres cnoty, już to dla miłości własnej, już to z niewolniczej bojaźni. A mamy tak: mało światła wewnętrznego, że nie możemy na pewne określić, jakie pobudki nami kie­rują: Boskie, czy ludzkie, miłość czy pożądliwość. Wprawdzie chcemy wznieść w gó­rę serce i oczyścić je z wszelkich przymieszek osobistych, lecz właśnie ta sama chęć jest niekiedy dziełem bardzo nieznacznego i skrytego własnego pożytku. Możemy bo­wiem pragnąć wyzucia się zupełnego z wszelkich osobistych zachcianek dla jakiegoś in­nego rodzaju miłości własnej, możemy z py­chy miłować i pragnąć pokory. W naszych wewnętrznych czynnościach odbywa się nie­postrzeżenie pewien ruch dośrodkowy, mają­cy w nas początek i koniec i nie obędzie się bez tego, iżby w sercu nie pozostał ukryty zaród miłości własnej tak, że niekie­dy najbardziej oddalamy się od Boga, kiedy sądzimy, żeśmy się do Niego zbliżyli. Eliu  Buzytczyk (17) mniemał, że go Duch święty pobudza do karcenia Joba i jego przyjaciół, a jednak popychał go wyłącznie popęd wła­snego serca. Bo lubo bronił rzekomo Bo­żej sprawy, przecież go Pan Bóg skarcił mówiąc : Któż to jest, który wikle wyroki słowy nieroztropnymi (18). Podobnie też wielu mniema, że służą Panu Bogu, a tymczasem ich miłość jest zwyczajną pożądliwością i troską o własny pożytek.

 

4. Jeżeli człowiek prawdziwie duchowy, jak się to często zdarza, przychodzi do wysokiego światła wewnętrznego, nie należy tego porywczo uważać za skutek łaski wla­nej; może to bowiem pochodzić albo z wro­dzonej bystrości umysłu, albo z częstego rozmyślania lub też ze zwyczajnego zacie­kania się w sprawy nadprzyrodzone, przy czem wola może pozostać zupełnie czczą i zimną, wcale nie zroszoną łaską Boską.
A jako drzewo oceniamy nie z gałęzi i kwia­tów, lecz z owoców, tak też i światło wewnętrzne trzeba oceniać z uczynków. A mia­nowicie należy zbadać, czy i o ile sobie wzajemnie odpowiadają. Następnie trzeba zbadać jak najdokładniej, czy nie ma w tem świetle jakiej przymieszki obcej i niezgo­dnej ze zasadami chrześciańskiej doskona­łości. Bo, jak uczy Ryszard (19), kiedy ktoś łatwo i z pewną lekkością ducha skłania się do dobrego, należy się obawiać, że tego ro­dzaju lekkość pochodzi ze zmysłowości, co: przede wszystkiem wtenczas się zdarza, kiedy „się do tego przyłącza coś takiego, co może
sprawiać przyjemność ludzkiej naturze. Ró­wnież podejrzaną jest pochopność serca, kiedy się człowiek rwie do czegoś gwałtownie i nie­cierpliwie, ko Duch święty jest umiarkowany,
spokojny, a poruszenia jego są miarowe. Rzadko i trudno znależć prawdziwą i tak czysto bezinteresowną miłość ku Bogu, iżby nie było w niej przymieszki miłości własnej.  Gdyby się ludzie mogli ukryć przed okiem Boga i świata, małaby tylko garstka czy­niła dobrze i nie wielu wstrzymywałoby się od złego.

 

5. Zamieszanie, smutek i rozpaczanie po upadku grzechowym pochodzą z ukrytej py­chy i zbytecznego zaufania we własne siły. Pokorny bowiem wcale się nie dziwi upad­kowi, gdyż jest przekonany, że bez Boga nie może nic uczynić słabość ludzka. Dla­tego też błagając Boga o pomoc łaski, obrzy­dza sobie z bólem i ze spokojem winę grzechową i powstawszy, odbywa tem rączej i ochotniej dalszą drogę życia. I to także jest znamieniem Ducha ludzkiego, jeżeli ktoś tak dalece przywiązuje się do pewnych, lubo dobrych i świętych ćwiczeń, zatrudnieni posług, że kiedy na rozkaz przełożonego musi się do innych przerzucić, natychmiast wybu­cha ze skargami i jękami i sądzi, że już runie jego doskonałość, bomu odjęto środki rzekomo do niej wiodące. Jednakże nie były to prawdziwie lepsze i skuteczniejsze środki, owszem przeciwnie, ponieważ był do nich nieporządnie przywiązany, pieścił nimi samego siebie, szukając w nich własnego pożytku, a nie chwały Bożej. Natura kocha wszystko, co piękne dobre i doskonałe i  ma w tem upodobanie. Stąd też pochodzi, że nawet w duchownych sprawach, zabie­gach i pracach nie znosi żadnych usterek. Jeżeli zaś tego rodzaju niedostatki martwią i trapią duszę, jest to dowodem, że miłość ku pięknu i dobru wypływa z natury.

 

6. Duch ludzki pobudza uczonych i chci­wych wiedzy do uczenia się i badania rzeczy Boskich i nadprzyrodzonych, aby się wy­wyższyli ponad innych, aby siebie samych głosili, aby zadosyćuczynili ciekawości. Stąd pochodzą wzniosłe, nadzwyczajne i bystre słowa, jakie wielu głosi i pisze, a których owocem jest świerzbienie uszu, nie zaś zbawienie lub nawrócenie bliźnich. Stąd to na­puszyste rozprawy filozoficzne o cnocie, pozbawione ducha i życia, rozrywają duszę i zaprzątają ją czczymi marzeniami, a woli
nie zdołają zapalić do pobożności, do miłości i zjednoczenia z Bogiem. Albowiem mowa, będąca owocem natury, może w sobie za­wierać wiele dobrego, lecz mało przynosi korzyści i jest podobna do miedzi brząkającej i do cymbału brzmiącego. Przeciwnie słowa ożywione duchem Bożym, chociażby były nieliczne i proste, przecież obfity owoc wydają. — Nadto duch ludzki zwykł się łatwo rozpraszać i wylewać na zewnątrz, lub delektować się mnóstwem i rozmaitością dobrych myśli; atoli przez to traci jedność, o którą najwięcej się rozchodzi i która jest jedynie konieczną.

 

7. Duch ludzki przybiera sobie, w kie­rowaniu się na polu cnoty, za nieodłączoną towarzyszkę mądrość ciała (20). Dlatego też bardzo wielu ludzi zadowalnia się miernotą  w życiu, a nie zmierza do heroicznej wy­sokości. Mierzą oni wszystko według siebie, a nie według potęgi i skuteczności łaski Bożej. Ponieważ zaś lękają się cierpień, upokorzeń i wzgardy, przeto tern usilniej kochają bogactwa, zaszczyty, wygody ciała i wszystkie dobra doczesne, zwracając ku nim wszystkie swe czyny, słowa i myśli.  Pragną cieszyć się samymi sobą, jako swym celem ostatecznym, a robiąc ze siebie rodzaj bożyszcza, odwodzą od Boga, a kierują ku sobie samym wszystkie swe zamiary i jakby oszołomieni jakim urokiem, gonią tylko za własną korzyścią.

Jako prawdziwa miłość nie szuka swego (21), tak zgubna miłość własna swego szuka. Jest ona tak przewrotna a tak przenikliwa, że wciska się nie tylko do rzeczy światowych i doczesnych, lecz także do niebieskich i duchowych. Zatruwa swym jadem modlitwę, przystępowanie do świętych Sakramentów i spełnianie uczynków cnotli­wych tak, że ludzie pod jej wpływem nawet w tych świętych czynnościach szukają po­klasków światowych, lub polują na miano świętych, albo też wreszcie spodziewają się za nie otrzymać od Boga nadzwyczajne objawienia, słodkie rozkosze duchowe i pociechy wewnętrzne. Nawet do dzieł pokutnych dostaje się ta trucizna, bo często po upadku żałuje grzesznik i karci surowo swe ciało, jednakże nie dlatego, że Boga obraził, ale że popadł w niesławę lub że stracił szacu­nek u bliźnich, albo też wreszcie dlatego, że przynajmniej we własnych oczach chce uchodzić za niewinnego. Ponieważ zaś rzeczy doczesne nie mogą człowieka zaspokoić, stąd tak wielka bywa u samoluba zmienność, że przerzucając się od jednych zajęć i rozrywek do drugich, ostatecznie sam nie wie, czego już ma zapragnąć, lub co czynić. To łudzi się próżną nadzieją, to znowu popada w rozpacz; to się rozpływa nad niczem w radości, to znowu smuci się aż do choroby. Nie ma mianowicie miary i nie trzyma się środka, lecz zawsze popada w ostateczność. Podobny jest do okrętu miotanego na oślep tam i sam, aż wreszcie uderzy o skały i nędznie zatonie. Wszak pouczył nas Zbawiciel: Kto miłuje duszę swą, traci ją (22) To też do tej jednej, a najniebezpieczniejszej miłości własnej należy odnosić wszystko, cokolwiek da się powiedzieć o duchu ludzkim, bo ona jest sprężyną wszy­stkich naturalnych poruszeń. Dlatego też trzeba wytężyć wszystkie siły, aby ją wyko­rzenić, aby ludzie byli uczniami Bożymi (23) i aby wszystkie ich pragnienia pobudza! Duch Boży do dobrego.

 


Kard. Jan Bona – O rozpoznawaniu duchów.  Przełożył Ks. Dr. Jan BernackiTARNÓW.  Nakładem tłumacza. Drukiem Józefa Pisza 1891. str. 211 – 232.

Przypisy:
1) Ps., XXXI, 9.
2) Lib. 1. Davocat. gent. cap. 6.
3) Serm. II. de verbis Apostoł.
4) Ezjm, I, 21.
5) Ps., LXVIII., 3.
6) Lib. 8. mor. c. 3.
7) Mat., XXV, 15.
8) Lib. De anim a, cap. 20.
9) Lib. 4. Confess, c. 14.
10) Job, XIV 2.
11) Serm. 85 in Cant.
12) I. Piotr, III, 13.
13) Rzym ., Yl, 12, 13.
14) 1. Jan, V, 19.
15) Lib. 7- mor. o. 3.
16) In Psal. ult. poenit.
17) Job, XXXII.
18) Job, XXXVIII, 2.
19) In Cant .c. 17.
20) Rzym. VIII, 6.
21)I. Kor., XIII, 5.
22) Jan, XII, 25.
23) Jan VI, 45.

O autorze A. Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

1 komentarz dotyczący “O rozpoznawaniu duchów – Kard. J.Bona cz. XI – O duchu ludzkim i jego odmianach

  1. Pingback: Mądre głowy… – kard. Jan Bona – Niewolnik Maryi – Tak Tak Nie Nie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: