Nauka Katolicka

Grzechy przeciwko Duchowi Św. – cz.IV Zaniedbywać pokutę aż do śmierci

Grzechy przeciwko Duchowi Św. – cz.III Odrzucać zbawienne natchnienia

Umyślnie pokutę zaniedbywać aż do śmierci

Jest to grzech nierównie większy od poprzedniego. Człowiek zatwardziałego serca przeciw zbawiennym natchnieniom może jeszcze mieć wolą, nawrócić się. Taki myśli sobie nieraz: „Teraz jeszcze nie chcę się nawrócić, ale nawrócę się później, nawrócę się przede śmiercią.“

Inaczej ten, co umyślnie trwa w niepokucie. Taki nie ma wcale woli nawrócenia się, taki chce żyć w grzechach i w grzechach umierać . Grzech ten przeciwko Duchowi św. na tym więc polega, że człowiek stanowczo nie chce się nigdy nawrócić. Straszliwa to rzecz, chcieć w grzechach żyć i chcieć w grzechach umierać ! Jedna tylko rzecz nad tę straszliwsza — piekło! . . .

A czyż są tacy ludzie? O są, są niestety! Najpierw ateusze, niedowiarki. Gdy człowiek skutkiem występnego życia wiarę utraci, już nie myśli o nawróceniu się swoim.
Taki owszem myśli i mówi; „Nie ma Boga, nie ma życia po śmierci, nie ma nieba i piekła. Człowiek umiera jak zwierz — gdy umrze, skończy się wszystko. Na cóż się nam nawrócić? Na co odmawiać sobie przyjemności tego życia. “

Dalej ludzie przewrotnego serca. Chociaż ten i ów skutkiem nieprawości nie traci wiary zupełnie, jednak serce pozostaje tak przewrotne, tak pełne złości, taką napełnione nienawiścią ku Bogu, że nic słuchać nie chce o nawróceniu się; że woli być potępion, woli być w piekle, aniżeli w Niebie zbawiowym.
Nie mało takich ludzi, a raczej czartów w ludzkiej postaci, wydała we Francyi wielka ona rewolucya. Byli to najwścieklejsi nieprzyjaciele Boga i Kościoła; na samo wspomnienie Boga wpadali w złość i szaleństwo. A i teraz, czyście nie słyszeli może takiej lub podobnej mowy: „Nie przebaczę, nie odpuszczę, choćbym był potępion ? Choćbym miał być potępion, nie daruję, — tej a tej osoby nie opuszczę. . .“
Nie słyszeliście mowy: „Wolę iść do piekła, niż poprzestać pijaństwa, niż oddać krzywdę, niż się tego a tego grzechu wyspowiadać? Co za mowy! Są to mowy takich, co umyślnie, z rozmysłem wszelkim chcą wytrwać, chcą żyć i umierać w zatwardziałości, w niepokucie, w grzechach.

Przypatrzcie się śmierci tego lub owego grzesznika. Trafi się nieraz po miastach i po wsiach człowiek, który żadną miarą nie chce się z Bogiem pojednać, choć śmierć
tuż przed oczyma. Cała wieś, cała parafia wie o jego życiu niegodziwym, wie o jego grzechach, o jego zgorszeniach: śmierć nadchodzi, on sam widzi i czuje bliski swój koniec — upominają go, proszą, zaklinają nawet na Boga, żeby się zaopatrzył na drogę wieczności: wszystko napróżno! . . . i tak w niepokucie schodzi ze świata. Tak zginął król Saul, mimo upomnień proroka Samuela. Tak zginęli mieszkańcy Jerozolimy, gdy spadły na nich tak straszliwe kary, że kamień na kamieniu nie pozostał. Tak zginął łotr ów niepoprawny na krzyżu.

 

Do takich należą, i ci, co się pozornie tylko z Panem Bogiem jednają. Niejeden grzesznik przyjmuje na śmiertelnej pościeli Sakramenta św., lecz poniekąd tylko z musu, dlatego i że go jakoś wstyd, albo że go o to proszą żona, dzieci, sąsiedzi, przyjaciele. Tacy ludzie, co tylko dla względów i widoków pobocznych, co dla oka ludzkiego, co bez żalu i postanowienia poprawy spowiadają się i P. Jezusa przyjmują: tacy umierają w umyślnej niepokucie, w umyślnej zatwardziałości. Na pozór wszystkość dzieje się tam pięknie, ślicznie; żona, dzieci, krewieństwo cieszą się i dziękują Bogu, że chory umarł zaopatrzony w Sakramenta św. Ach, cóż po tym, kiedy ci grzesznicy dopuszczają się ciężkiego grzechu na przeciw Duchowi świętemu. Powiem nawet więcej, tacy gorsi od tych, co wprost nie chcą przyjąć Sakramentów św., co je odrzucają od siebie, co nimi gardzą. Gorsi, albowiem w ostatniej jeszcze godzinie dopuszczają się szkaradnej obłudy, dopuszczają się straszliwego — świętokradztwa.

Kto w niepokucie umyślnie trwa aż do końca, dla tego stracone wszystko, co Bóg w dobroci i w miłosierdziu swoim uczynił dla świata.

Stracone owoce śmierci Jezusowej z wszystką męką, z wszystkimi ranami, z wszystkimi łzami, z wszystkimi strumieniami Krwi najświętszej. Co za okropność odrzucać od siebie wszystko, coby na zbawienie mogło posłużyć! Co za okropność, w chwili konania gardzić miłosierdziem Bożym! . . .

Taki koniec, gdy kto ustawicznie nadużywa łaski Ducha świętego, gdy chuciom swym cugli popuści, gdy nigdy na prawdę nie myśli zrzucić z siebie jarzma złego ducha. Ostatni krok, ostatnia zbrodnia — zatwardziałość aż do śmierci i w śmierci. Tacy podobni do owego łotra, którego serce stwardło nad opokę, mimo, że ziemia drżała, skały się
padały, a nawet ci, co ukrzyżowali Pana Jezusa, bili się w piersi. Tacy noszą na sobie wyraźne piętno potępienia. Oby nikt z nas na taki koniec nie przyszedł!


 

Wytłumaczyłem wam ku zrozumieniu waszemu, co znaczą grzechy przeciwko Duchowi św., pokazałem ich ciężkość — cóż mi teraz pozostaje innego nad to, bym was prosił i zaklinał, żebyście się tych grzechów strzegli jak najpilniej.

Gdybyście stali się tych grzechów winnymi, słuszniebym musiał lękać się o zbawienie wasze, słusznieby można powiedzieć, że już jedną nogą stoicie w piekle. Nie grzeszcież tedy nigdy a nigdy zuchwale w nadziej i miłosierdzia Boskiego. Chcecie być złymi dla tego, że Bóg jest dobry?

Nie przydawajcie grzechu do grzechu w tym nieszczęsnym  może omamieniu, że Bóg największego grzesznika przyjmuje do łaski swojej.
Pamiętajcie, że Pan Bóg nie tylko nieskończenie miłosierny jest, lecz i nieskończenie sprawiedliwy.Gdy się skończy czas łaski, gdy się dopełni miarka nieprawości: Pan Bóg opuszcza grzesznika, i grzesznik zgubiony bez ratunku.

Tysiące takich zuchwałych grzeszników, co powtarzali: „Bóg miłosierny, Bóg miłosierny“ — a dziś płoną w otchłani piekielnej.

 

Jeżeliście zgrzeszyli, jeżeliście nagrzeszyli się wiele i ciężko, nie przydawajcież do tych grzechów grzechu największego i najzgubniejszego: — rozpaczy w miłosierdzie Boże. Nie może nikt nagrzeszyć się tyle i tak ciężko, żeby mu Bóg nie mógł lub nie chciał odpuścić. Jednego wszelako potrzeba: żebyście z łaski natychmiast korzystali, żebyście się gruntownie i prawdziwie nawrócili. Jeżeli ten warunek spełnicie i na drodze pokuty wytrwacie — będziecie zbawieni, znajdziecie miejsce między pokutnikami w Niebie.

 

Uznanej prawdzie chrześcijańskiej nie sprzeciwiajcie się!

Jest to złość wielka, sprzeciwiać się nauce chrześcijańskiej, którą się poznało jako naukę Boską; jest to złość iście szatańska sprzeciwiać się i przeszkadzać tym, którzy tę naukę
boską opowiadają.

Taki sprzeciwia się samemu Chrystusowi; taki jest antychrystem, i taki idzie na potępienie z wszystkimi nieprzyjaciółmi i prześladowcami wiary Chrystusowej.

Kochajcie i jako skarb najdroższy szacujcie sobie świętą wiarę katolicką, żyjcie według jej przepisów, a ona utoruje wam drogę do Nieba.

 

Nikomu łaski Boskiej nie zazdroście !

Pan Bóg łaski swoje rozdziela rozmaicie, każdemu tyle daje, ile mu potrzeba. Kontentujcie się więc temi darami i temi łaskami, jakie wam Pan Bóg daje, i pomnijcie na one słowa Jezusowe: Od każdego , któremu wiele dano , wiele żądać będą ; a któremu wiele zlecono , więcej będą  chcieć od niego . (Luc. 12, 48).

Widząc, jak ten lub ów z bliźnich waszych cnotliwszy od was i pobożniejszy — opłakujcie obojętność, letniość swoję i postanówcie sobie, z większą pilnością i żarliwością nad uświątobliwieniem swojim pracować.

Wreszcie strzeżcie się, byście nie byli zatwardziałego serca ‚przeciw zbawiennym natchnieniom, lub żebyście umyślnie nie trwali w zatwardziałości i niepokucie.

Jeżeliście wpadli w grzech słuchajcie głosu sumienia, upomnień pasterzy waszych
i dobrych ludzi, podnoście się z upadku i czyńcie godne owoce pokuty. Módlcie się też za grzeszników. A wszyscy postanówmy sobie dziś mocno: nigdy a nigdy nie zasmucać
Ducha św., tego Ducha miłości i łaski; lecz przeciwnie z łask, które nam ku uświęceniu naszemu i zbawieniu ustawicznie podaje, korzystać sercem ochotnym, iżby w nas zamieszkał i uszczęśliwił tutaj na ziemi i tam w Niebie. Amen.

 


Nauki katechizmowe o prawdach wiary i obyczajów katolickiego Kościoła. Według średniego Katechizmu Deharba. Tom III.  Wydał Ks. J. Stagraczyński. Poznań. Nakładem Księgarni Katolickiej. 1886, str. 23 – 28.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s