Nauka Katolicka

Dlaczego się ociągasz? Ratuj się!

1. Z drogi, wiodącej do ostatecznego celu, zbacza człowiek ilekroć odważa się na grzech. Grzech zaś jest przyczyną wszystkiego złego; on jest źródłem wszystkich utrapień, on jest trucizną zatruwającą świat cały.

Wśród samego grzechowego uczynku zwykła ta złość grzechowa nie tak jaskrawo występuje, lecz spełnij go tylko, a poznasz, ile w nim złości. Był niegdyś w użyciu ten rodzaj kary, że trupa przywiązywano do zbrodniarza, aby go zabójczymi wyziewami dręczył. Podobna kara spotyka grzesznika: straszne udręczenie, ściska go tak silnie, że się nie może z jego objęć uwolnić. Jeżeli nie chcesz nawet najmniejszemu poddać się umartwieniu, by się ochronić przed grzechem, będziesz musiał bardzo dużo cierpieć, skoro się na grzech odważysz. Jeszcze w zawiązku jest sam grzech, a już rodzi te kary, na jakie zasługuje. Grzech to jest matką śmierci, on to rozpalił piekło.

Stąd też należy oczyścić sumienie ze wszystkich grzechów przez żal, spowiedź i zadosyćuczynienie. Nie wystarczy wystrzegać się ciężkich, lecz trzeba unikać i mniejszych i najlżejszych grzechów, bo lubo one same przez się nie zabijają duszy, jednakże osłabiają stopniowo jej siły i przygotowują do upadku śmiertelnego. Bo i cóż znaczy przy rozbiciu okrętu, czy był jedną tylko falą morską zalany i zatopiony, czy też przez powolne a zaniedbane wciskanie się wody do wnętrza napełnił się nią cały i na dno morza zanurzył? Tym większą hańbę przynosi grzech człowiekowi, im łatwiej się go można było ustrzec. Im słabszy nieprzyjaciel, tym większą hańbą dać się mu zwyciężyć.

 

2. Nigdy nie zdołasz zaszczepić w sobie cnót i stawić się w pierwotny stan wolności, dopokąd nie wyzujesz się zupełnie z przywiązania nawet do najmniejszych grzechów;

inaczej bowiem będziesz tylko ciałem na puszczy, a duszą w niewoli egipskiej.
Źle z tobą, jeżeliś co dopiero przebaczył krzywdę, lub zerwał grzeszne miłostki, a już nadstawiasz ucho na złośliwe mowy, lub zachwycasz się powabami światowymi. – Złe przyzwyczajenia i grzeszne nałogi, jakie po zgładzeniu winy pozostają w tobie, musisz do szczętu wytępić, bo to jest najgorsze potomstwo grzechowe. Jeżeli tylko same gałęzie obetniesz, wnet opuści się pozostały pień i niebawem wyrosną z niego nowe latorośle nieprawości.

Powiadasz, że chcesz wykorzenić ze siebie grzechy. Mylisz się jednak, bo nie zamykasz drzwi przed grzechami, lecz je tylko zawierasz. Powiadasz, że cię martwi sromotne twe życie. Wierzę temu, bo i któżby się nie martwił? Źli ludzie nienawidzą a zarazem kochają własne grzechy, a przecież po spełnianiu takowych brzydzą się nimi.

Co pomoże, słowami odrzucać grzechy, a uczynkami je spełniać? Nie masz tak niesumiennego człowieka, żeby mu nigdy nie zbrzydły własne grzechy, lecz on niebawem znowu się z nimi pogodzi. – Człowiek prawdziwie nawrócony do Boga przykłada siekierę do samego korzenia i wycina nawet najdrobniejsze włókna grzechowe, a następnie, pamiętny na własną słabość, unika jak najusilniej wszelkich okazyj do grzechu i na widok jakiegokolwiek grzechu w trwodze i przerażeniu odsuwa się od niego.

 

3. Czemu się daremnie wykręcasz nawet przed Bogiem, nakazującym ci wykorzenianie grzechów i tłumaczysz się słabością ludzkiej natury? Nikt nie zna lepiej zasobów twych aniżeli Ten, który ci ich udzielił.

Czemuż więc nie chcesz być posłusznym natychmiast; wszak nie rozchodzi się tu o jakąś korzyść dla rozkazującego, ale o twój własny pożytek? Cóż to za ślepa i zbrodnicza lekkomyślność!

Nie wahasz się w swej służalczej gnuśności w żywe oczy sprzeciwiać Panu Bogu i mówić, że Jego przykazania za ciężkie, że Jego rozkazy są nie do zniesienia; jakoby On szukał przez te przykazania nie tak twego zbawienia, jak raczej kary. Tak to daleko posuwa się ludzka przewrotność, że nie tylko obraża Boga, ale nawet urojoną trudnością wymawia się od zachowania Jego przykazań.

Lecz spróbuj własnych sił, a przekonasz się, że nadspodziewanie wiele możesz dokazać. Nie dlatego ty się nie odważasz, że utarczka jest ciężka, lecz dlatego wydaje się ona ciężką, że ty nie masz odwagi. W wykonaniu okazują się nieraz fraszkami te dzieła, któreśmy przed ich rozpoczęciem za niedościgłe marzenia uważali. Spróbuj tylko, a nie bądź małodusznym.

Bóg nie opuszcza swoich wojowników. Tyle będziesz miał sił, ile sam zechcesz.

 

4. Łatwo pokonasz wszystkie grzechy, jeżeli każdy dzień będziesz uważał za ostatni w życiu.

Co cię przykuwa do ziemi? To, że nigdy nie myślisz, iż ją nagle trzeba będzie opuścić. Codziennie przesuwają ci się przed oczy orszaki pogrzebowe. One zmuszają do myślenia o śmierci. Ty jednak w samym otoczeniu umierających o niczym mniej nie myślisz, jak o śmierci; a ponieważ niczego tak często nie oglądasz, toteż o niczym tak prędko nie zapominasz, jak o śmierci. Atoli przyjdzie dzień, w którym przebudzi się twa dusza z uśpienia i wynijdzie z tej lepianki cielesnej, w której drzemała. Wtenczas rozproszą się mgły i wtenczas poznasz, żeś żył w ciemności, kiedy zobaczysz światło.

Podaj, jeżeli możesz, z całego długiego szeregu lat, choćby tylko jeden dzień na świadectwo nienaruszonej cnoty, a któryby nie był jakim występkiem skalany. Wiek męski upłynął ci na niczym, lata dziecięce minęły wśród zabaw i grzesznych rozrywek, a burzliwe lata młodzieńcze wśród grzechów i występków. Po tych wszystkich latach, między kolebką a siwizną spędzonych, nic ci nie pozostało oprócz boleści i cierpkich owoców nieprawości. O! w jakiż ucisk popadniesz, kiedy się trzeba będzie wstydzić przeszłości, a lękać przyszłości!

Na co się wtenczas zdadzą bogactwa, tyloma znojami okupione, tyloma kłopotami opłacone? Na co się zdadzą cielesne rozkosze, i zmysłowe uciechy, co pomogą wtenczas czcze tytuły i godności, co pomoże purpura, co korona? O! gdyby ci to wtenczas pozwolono rozpocząć na nowo bieg życia, jakżebyś go doskonale urządził! Lecz próżnymi ukażą się natenczas podobne życzenia! Jeżeli chcesz dobrze używać czasu, teraz rozpocznij a porzuć to wszystko, od czego byś w onę chwilę chciał być wolnym.Naprawdę, nic to wielkiego, wyrzec się doczesności, aby wieczność pozyskać.

 

5. Jeżeli chcesz, spytaj umierającego, co sądzi o życiu doczesnym?

Nie znajdziesz prawie ani jednego, któryby nie miał zupełnie innego zdania o bogactwach, zaszczytach i próżnościach światowych, aniżeli za życia. Wtenczas wszystko mierzy się sprawiedliwiej i według swej istotnej wartości. Wprawdzie dla umierającego jest ta mądrość spóźnioną, ale dla ciebie może być wielce pomocną, jeżeli na błędach drugich zechcesz swoje własne poprawić.  –  Teraz możesz bezpiecznie żeglować, dlaczegóż czekasz na burzę?

Teraz możesz wszystko swoje i siebie samego ochronić przed zgubą, dlaczegóż się ociągasz aż na najniebezpieczniejszą chwilę? Spóźnioną będzie ostrożność, kiedy już poczniesz tonąć; spóźnioną mądrość, kiedy już będziesz stracony. Wielu znakomitych i świętych mężów, porzuciwszy wszystkie przeszkody, opuściwszy świat i siebie samych, starało się przez całe życie jedynie o to, aby umieli dobrze żyć i umierać; a jednak większa część z nich wyznała przy śmierci, że jeszcze do tej umiejętności nie doszli. Tak trudna to sztuka! Ty zaś odkładasz na stare lata dobre zamiary i tam chcesz życie rozpocząć, dokąd niewielu dochodzi. Jest to najwyższym nierozumem wtenczas rozpoczynać życie, kiedy trzeba się z nim pożegnać.

 

6. Patrz, dokąd się wtrącasz, nieoględny człowiecze! Tak wierzysz, a tak żyjesz?

Przemijającym cieniem jest twój czas, a punktem i jeszcze czymś mniejszym niż punkt jest twoje życie! Zaledwoś się narodził, a już spieszysz ku grobowi. Zatrzymaj chociaż jeden dzień; spraw, by chociaż jedna godzina nie minęła, połóż tamę czasowi! Daremne usiłowania! snadniej one porwią ciebie i wszystko, co masz, na zatracenie, aniżeli ty je powstrzymasz!

I dla takiej krótkiej chwilki poświęcasz wieczność, nie mającą końca? O jakżeś niemądrym i ślepym! Bezustannie starasz się o zaspokojenie potrzeb znikomego ciała i jesteś w tym względzie niestrudzonym; dla duszy zaś nieśmiertelnej, jak gdyby ona nie była twoją, nie przysparzasz na przyszłość zasobów. Kiedy ciało zachoruje, narażasz się na wszystko, byle przyjść do zdrowia, a na choroby duszy jesteś obojętnym i nieczułym. Kiedyż powiedziano ci: „odbądź podróż morską, abyś nie umarł”, a tyś odwlekał? „Zażyj jak najbardziej gorzkie lekarstwo”, a tyś tego nic uczynił?

Bóg nakazuje ci bardzo łatwe rzeczy, abyś żył wiecznie, a ty nie chcesz Go słuchać? Gdybyś miał jaki proces, myślałbyś i mówiłbyś tylko o nim i nie ustawałbyś w zabiegach, byleby sędzia wydał wyrok dla ciebie pomyślny; a wobec grożącego ci sądu Bożego, od którego cała twa wieczność zależy, śmiejesz się, baraszkujesz i grzeszysz? Ach, upamiętaj się już raz, wybrnij z tego kału grzechowego i tak codziennie bądź usposobionym, jakobyś miał już konać.Prawdziwa filozofia na tym się zasadza, aby według możności oddzielać duszę od ciała i zwalniać ją z jego więzów.

 

7. To ma być twoją pracą, to wypoczynkiem; to zajęciem, to wytchnieniem, abyś się usuwał od czasu a zatapiał w wieczności.

Cokolwiek dostało się w jej karby, jest stałym i nieodmiennym. Bogacz ewangeliczny jeszcze do dziś dnia, po tylu wiekach, prosi o kroplę wody i wiecznym jękiem bez końca prosił będzie. Wieczność jest trwającą ciągle teraźniejszością, o której niepodobna bez dreszczu i trwogi wspomnieć; jest kołem, ciągle się obracającym; jest ciągiem, nigdy nie kończącym się, a wiecznie rozpoczynającym się początkiem. Poważna myśl o niej zaprawia piołunem uciechy światowe i grobowym smutkiem, jakoby gromem przeraźliwym, przejmuje człowieka. Ona poskramia duszę niesforną, a zatopioną w próżnościach doczesnych pobudza do cnoty; ona dodaje smaku głodowi i pragnieniu, w jej świetle wszelki trud wydaje się lekkim, każda boleść przyjemną, każde utrapienie miłym i krótkim. Przypuśćmy, że całe przestworza niebios są zapisane cyframi; któż oprócz Boga potrafi odczytać tę prawie bez końca długą liczbę? A jednak nie jest to nawet początek wieczności! Niechaj upłynie tyle lat, tyle wieków, ile w niej jednostek zawartych, a nic jeszcze nie ubędzie z wieczności. Jeszcze nie doszli tymczasem do początku rozpaczliwej wieczności nieszczęśliwi potępieńcy.

Jeżeli cię ta uwaga nie przeraża, musisz być twardszym niż głazy.

 


Kard. Jan Bona –  Przewodnik do nieba. Tarnów 1900, str. 15-23.

[Oprac. A.S.]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s