Jak się traci wiarę?

Pierwsze źródło niewiary

Zaniedbywanie religijnych praktyk. Aby lampę zgasić, niekoniecznie potrzeba silnie w nią dmuchać, wystarczy przestać oliwy do niej dolewać. Zostaw ją sobie samej, nie troszcz się o nią, a ogień jej pocznie słabnąć i w końcu zgaśnie. Aby w nabytej wiedzy lub sztuce stracić wiarę, wystarczy nią się nie zajmować; nieznacznie straci się do niej zamiłowanie, potem chęć, a nieraz nawet i pamięć. Tak samo ma się z wiarą świętą. Kto w praktykach religijnych poczyna się zaniedbywać, ten wiarę poczyna tracić. Młody człowiek, który dzisiaj nie dba o post, jutro w niedzielę opuszcza Mszę św., pojutrze także pacierz wieczorny i ranny, a z roku na rok odkłada swą spowiedź, na kazaniu lub z książką budującą nie zobaczysz go nigdy: taki powoli pocznie tracić także i zamiłowanie do praktyk świętych, a straciwszy zamiłowanie, pocznie je sobie lekceważyć, aż wreszcie dojdzie do tego, że choć w sercu zachowa jakieś pojęcie o Panu Bogu, będzie ono mdłe, nieokreślone, jakby o kimś co go niewiele obchodzi. Stąd do całkowitej niewiary już tylko krok. Oto pierwsza droga, na której bardzo wielu wiarę traci.

Drugie źródło niewiary

U innych źródłem niewiary jest wrodzona człowiekowi pycha. To pewne, że niewiara jest czymś bardzo niemądrym i nierozumnym, jednak niejednemu się zdaje, że jest objawem dojrzałości umysłu i niezależności charakteru. Człowiek chętnie się wyłamuje spod wszelkiej powagi, nawet Boskiej, aby nic innego nie uznać za miarę swych czynów, uczuć, a nawet myśli, jak tylko samego siebie. Ludziom pustym się zdaje, że ponad tłum się wznoszą, kiedy wierzeń jego, choćby najbardziej uzasadnionych nie podzielają, – że są czymś wyższym od innych, kiedy rażą oryginalnością swych zdań, poglądów i całego postępowania. Tacy sądzą, że wystarczy podać się za niedowiarka, aby stać się dojrzałym i mądrym. Do takich należał Herostrates, który się nad innych wyniósł zbrodnią, a unieśmiertelnił śmiesznością i wzgardą. Niestety! Jakże wiele znajduje się ludzi, którzy mimo wszystko w ślady jego wstępują! Głupota i próżność: oto druga droga prowadząca i dziś jeszcze do niewiary.

Trzecie źródło niewiary

Ostatnim źródłem niedowiarstwa jest zepsucie obyczajów. Po tej drodze najwięcej ludzi do niego dochodzi. Coblet, pastor protestancki, przyznaje, że co do katolików, przechodzących na protestantyzm, przyczyną smutnego ich upadku są najczęściej obyczaje. – Nie inaczej ma się zazwyczaj i z katolikami, którzy tracą rzekomo wiarę.

Oto mamy młodzieńca, który napada na wiarę i strasznie bluźni. Jak długo serce jego było czyste i niewinne, nie tylko co do wiary nie miał on żadnej wątpliwości, ale właśnie ona była dla niego źródłem spokoju i szczęścia, które opisać się nie da. Skądże dzisiaj taka w nim zmiana? Skąd ta wiara święta, wiara przodków jego, która tak drogą była jego sercu, stała się naraz przedmiotem jego wstrętu i nienawiści? Czy może zaszły w niej jakie zmiany? Ale wiara jaką była przed wiekami, taką jest i dzisiaj. – Może zmieniło się co w jego umyśle i może odkrył tam fałsz i przewrotność, gdzie przedtem widział prawdę i świętość? I to nie. Tu się odmieniło co innego… odmieniło się jego serce… W to serce poczęła się wżerać zgnilizna zepsucia, z tej zgnilizny poczęły coraz gęstsze, coraz wstrętniejsze wznosić się wyziewy do jego umysłu, tak że w końcu zaćmione jest bezrozumne serce jego… i stał się niedowiarkiem.

 

Zauważono słusznie, że pewne myśli tylko wtedy napastują człowieka, kiedy ze sercem jego jest źle. Namiętność uderza do głowy jak wino: stąd człowiek pijany tym duchowym pijaństwem bredzi tak samo, jak ten, co się winem upił. W oczach jego to, co jest jasne, staje się ciemne, co ciemne – jasne. O! gdyby wtedy mógł on myśleć, uderzyłby się w piersi i wyznał, że z nim jest źle, skoro wspomnienie Pana Boga przejmuje go strachem; ale on ślepy nie widzi i nie myśli.

Ludzie tej kategorii nie chcą wierzyć, bo wiara im każe pewnych występków się wyrzekać; a, że te występki zanadto drogie są ich sercu, więc drwią sobie z wiary, z prawd świętych. Łatwiej im od nich się odwrócić niż do nich się zastosować; bo, kto przestaje myśleć po chrześcijańsku, ten żyć i używać musi po pogańsku. Toteż na tego rodzaju niewiarę nie ma lepszego lekarstwa, jak oczyszczenie duszy z grzechu i poprawa życia. Rozprawy i dysputy tu do niczego nie doprowadzą.


Posłaniec Serca Jezusowego„, lipiec 1922

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s