Czemu jestem katolikiem? cz.V – Modernizm – Jatho

Czemu jestem katolikiem? – cz.IV Nauczyciele wiary katoliccy a ewangeliccy

 Modernizm – Jatho

Protestanci nie mają najwyższego nieomylnego nauczyciela w Kościele swoim. Nie zgadzałoby się to z ich zasadą o wolności wierzenia w to, co każdy z Pisma św. sobie wyczyta. Wprawdzie ogólnie biorąc, uważają księcia panującego za głowę Kościoła swojego; atoli jemu nie przysługują żadne prawa; nie ma mianowicie żadnej władzy duchownej, ani prawa rozstrzygania sporów religijnych, lub ogłaszania dogmatu obowiązującego cały kościół, lub wreszcie ustanowienia przepisów odnoszących się do chrześcijańskich obyczajów.

Skutkiem braku nieomylnego urzędu nauczycielskiego w kościele ewangelickim, każdy wierzy, jak mu się podoba i nie ma we wierze żadnej jednolitości. Sami duchowni protestanccy, którzy mają nauczać owieczki swoje i głosić im dogmaty wiary i zasady moralności, czyli obyczajnego życia, błędną głoszą naukę.

Od dawna istnieje wśród protestantów tak zwany ruch modernistyczny, którego głównym zadaniem jest „reformować” (naprawiać) naukę luterską i zastosować ją do nowoczesnych poglądów. Wszystko na świecie się zmienia – mówią apostołowie tej przewrotnej nauki – dawniejsze teorie wiary i obyczajności dziś już nie wytrzymują krytyki; były one dobre na dawniejsze czasy ogólnego zacofania; dziś trzeba nowych poglądów, nowej nauki chrześcijańskiej. Trzeba rewidować naukę luterską, wyrzucić z niej wszystko, co pachnie staroświecczyzną, a zastosować ją do nowoczesnych wymagań.

Profesor uniwersytetu w Berlinie, Harnack, najwyższa bodaj powaga w świecie teologicznym protestantów, powiada: Dzieło Lutra było tylko początkiem reformacji. Luter nie dość skreślił z nauki katolickiej; najgorszym błędem jego jest to, że zatrzymał dogmaty o Trójcy Świętej i o Boskości Chrystusa (Wesen des Christentums, 16 prelekcja).

Cóż sądzić o protestantyzmie, skoro już profesor uniwersytetu, którego wykładów słuchają tysiące słuchaczów ewangelickich, a przyszłych teologów i pastorów Kościoła protestanckiego, otwarcie z katedry głosi, że Chrystus nie był Bogiem?

Niedawno temu powstał między pastorami spór o znaczenie i treść Składu Apostolskiego. Twierdzono, że należy go „naprawić„, skreślając niektóre dogmaty, które niby nie są już na dzisiejsze czasy, np. o Trójcy Świętej, o Boskości Chrystusa Pana, o Jego cudownym narodzeniu się z dziewicy itd., itd. Dziwne zaiste zachcianki! Bo albo Chrystus był Bogiem – i wtedy powinniśmy w ten dogmat wierzyć tak samo jak nasi przodkowie, albo nim nie był, – a wtedy cała religia nasza jest złudą, fałszem – i nie ma Boga, nie ma duszy i nieba!

Tak dzisiaj pastorzy i teologowie protestanccy sami na wzór Lutra „reformują”, czyli naprawiają swoją naukę wiary i obyczajów. Niektórzy z nich znowu przyznają się otwarcie z ambony do socjalizmu i głoszą teorie o równości, braterstwie i wolności.

I tacy ludzie stoją na świeczniku Kościoła ewangelickiego i szerzą z urzędu swego z ambony niewiarę wśród ludu nieoświeconego! Tacy ludzie wychowują setki tysięcy młodzieży ewangelickiej, zatruwając ich serca jadem bezbożności i czyniąc ich obojętnymi dla Boga i troski o zbawienie duszy swojej! Wprawdzie z drugiej strony ciż sami wychowawcy ludu na swój sposób starają się wszczepić w serca poddanych owieczek zasady obyczajności i chrześcijańskiego życia, ale ta obyczajność nie jest oparta na dogmacie; jest to moralność bez Boga, bez miłości i bojaźni Bożej.

Wiele wrzawy narobiła w nowszych czasach w całym świecie sprawa pastora Jatho z Kolonii.

Już od r. 1905 głosił Jatho z ambony teorie nie zgadzające się z dotychczasową nauką ewangelicką. Wskutek zażalenia kilku szczerze wierzących parafian otrzymał Jatho już wtedy od generalnego superintendenta prowincji nadreńskiej upomnienie, aby od zasad ogólnochrześcijańskich nie odbiegał. Mimo to nie zaprzestał głosić swych herezji, a nawet drukował swoje kazania i pisał ulotne broszury oraz artykuły do gazet. Publiczność protestancka nie tylko że nie gorszyła się zapatrywaniami duchownego ewangelickiego, ale nawet interesowała się nimi żywo i chciwie druki jego rozchwytywała.

Nie skutkowało również drugie upomnienie królewskiego konsystorza z Koblencji w następnym roku. Jatho głosił dalej swoją błędną naukę, odbiegając coraz bardziej od wiary objawionej i drukował kazania o Bogu, Komunii itd. Najwięcej zadziwia, że większa część jego parafian kolońskich nie tylko na jego zapatrywania o wierze się godziła, ale nawet pełna była pochwał dla niego jako gorliwego duszpasterza i złotoustego kaznodziei.

 

Głównymi wytycznymi nauki Jathona były następujące:

  1. Jego pojęcie o Bogu jest panteistyczne. Bóg jest wszechświatem, siłą, o której nie wiemy, czy sama ze siebie powstała, czy też od wieków rządziła rozumem i mądrością stworzeniem.
  1. Nie ma żadnego Objawienia; Pismo św. jest bajką.
  1. Człowiek nie rodzi się w grzechu śmiertelnym i grzeszyć nie może.
  1. Chrystus nie był Bogiem; każdy jest sam swoim Zbawicielem.
  1. Człowiek nie ma duszy; zatem nie ma żywota wiecznego, ani nieba, ani piekła.

Nareszcie protestancki konsystorz prowincji nadreńskiej potępił w dniu 10 lipca 1911 herezję pastora Jatho i złożył go z urzędu z uzasadnieniem, że religia, którą głosi, nie jest już religią chrześcijańską, gdyż stoi w sprzeczności z nauką objawioną, opartą na Piśmie świętym i wierzeniach przodków. Prawowierni i dobrze myślący protestanci pochwalili wyrok królewskiego konsystorza w tym przeświadczeniu, że teolog protestancki i wychowawca młodzieży takich teorii niezgodnych z nauką ogólnochrześcijańską głosić nie powinien. Natomiast wolnomyślni protestanci, czyli moderniści, a z nimi cała prasa żydowska i masońska, którzy pragną mieć zupełną swobodę myślenia, wierzenia i nauczania prawd wiary, uważali to za pogwałcenie praw wolności ludzkiej i swobody badania nauki wiary. Zwoływano wiece protestujące przeciw decyzji konsystorza ewangelickiego, pisywano ostre artykuły w gazecie przeciw konsystorzowi i okazywano jawnie swą sympatię dla Jathona, zbierając dla niego składki.

Takie smutne stosunki zajść mogą tylko w kościele protestanckim. Wolność osobista we wierzeniu, swoboda badania i nauczania prawd wiary może w końcu zaślepionego człowieka doprowadzić do zupełnej negacji (zaprzeczenia) zasad ogólnochrześcijańskich. Pokazuje się tutaj znowu dobitnie, że gdzie nie ma głowy rządzącej Kościołem i nieomylnego urzędu nauczycielskiego, tam wszystko się rozpada i nauka wiary i obyczajów się koszlawi. Gdyby teologowie protestanccy mieli najwyższą władzę, która by z mocy urzędu nauczycielskiego potrafiła rozstrzygać w sprawach religijnych, natenczas podobne herezje nie byłyby możliwe.

Ale i w Kościele katolickim tu i ówdzie, zwłaszcza w krajach południowych, za przykładem protestanckim rozbudził się podobny ruch modernistyczny, mający na celu wykoślawienie nauki objawionej. Gdyby i u nas się rozpowszechnił, mógłby przynieść Kościołowi ogromne szkody. Dziś, gdy cały świat masoński i żydowski krzyczy: Hejże na Rzym! dążąc do tego, aby Kościołowi katolickiemu jak najwięcej oderwać zwolenników, mógłby się nawet między kapłanami znaleźć niejeden Judasz, któryby mógł słowem i pismem głosić naukę niezgodną z wiarą katolicką.

Aby zapobiec dowolnemu tłumaczeniu nauki objawionej, dogmatów wiary i obyczajów i głoszeniu zasad niezgodnych z wiarą katolicką, wydał miłościwie panujący nam Ojciec św. Pius X rozporządzenie obowiązujące każdego kapłana pełniącego urząd nauczyciela lub duszpasterza do złożenia tzw. przysięgi antymodernistycznej. Przysięga ta niczego nowego kapłanowi nie nakłada. Nakazuje mu tylko publicznie oświadczyć, że zgadza się zupełnie z nauką wiary Kościoła katolickiego, nakłada mu obowiązek uroczystego wyznania wiary i głoszenia tylko takiej nauki, którą Kościół św. na mocy swojego urzędu nieomylnego wiernym do wierzenia podaje.

Z tego powodu w prasie wrogiej Kościołowi powstało wielkie oburzenie na papieża. Nic dziwnego. Wrogowie Kościoła korzystają z lada sposobności, by uderzyć na Rzym i ośmieszyć, i obniżyć powagę Ojca świętego. Zarzucano mu zacofanie staroświeckie i chęć pogwałcenia sumienia poddanych mu kapłanów, a żądanie ślepego posłuszeństwa w rzeczach wiary od nich uważano za dziwaczne.

Oburzenie to jest zupełnie niesłuszne. Cóż bowiem mogą innowierców obchodzić przepisy, które papież swoim podwładnym wydaje? Jak każdemu monarsze przysługuje prawo wydawać w swoim kraju dekrety obowiązujące wszystkich jego obywateli, tak i papież ma władzę ustanawiać przepisy w obrębie królestwa Bożego, Kościoła Chrystusowego. Stosunki panujące obecnie w Kościele ewangelickim wykazują dobitnie, jak daleko może odbiec od zasad wiary chrześcijańskiej nawet duchowny. Zachodzi więc słuszna obawa, że podobne stosunki mogłyby się zakraść i u nas; dlatego żądanie złożenia przysięgi antymodernistycznej od kapłanów jest uzasadnione. Przede wszystkim duchowny powinien strzec czystości wiary. Kapłani zaś katoliccy, którym obowiązek tejże przysięgi nałożono, nie uważają jej bynajmniej za przymus gwałcący ich sumienie, gdyż wierni zasadom nauki katolickiej każdemu dogmatowi ogłoszonemu przez nieomylny urząd nauczycielski bezwzględnie poddać się muszą.

Domówienie

Przy takim porównaniu religii katolickiej z protestancką, jakże blado wypadła ostatnia! Widzimy w niej wielką czczość, ogromną próżnię w nabożeństwie, środkach pomagających do zbawienia i praktykach religijnych. Dlatego też religia protestancka nie może uszczęśliwić człowieka tu na ziemi, a tym mniej przywieść go do jego ostatecznego celu i końca. Czują to dobrze niektórzy protestanci i dlatego nierzadkie są wypadki przejścia na łono Kościoła katolickiego.

Do najznakomitszych konwertytów naszych czasów należał uczony norweski profesor uniwersytetu w Chrystianii, Dr. Krogh-Tonning, zmarły w tym roku. Badania nad systemem religijnym protestantów, a zwłaszcza nad życiem i kazaniami Lutra doprowadziły go do tego, że uznał religię swoją za fałszywą i został katolikiem.

Ogólne zdziwienie wzbudził także w całym świecie uczony profesor historii uniwersytetu w Hali, prof. Dr. von Ruville, który w r. 1909 został katolikiem. Wrażenia swoje z życia religijnego oraz powody, które go skłoniły do powrotu na łono Kościoła katolickiego, podał w osobnej, wielce interesującej broszurze pt.: „Zurück zur heiligen Kirche” (Wróć do świętego Kościoła); radzi w niej otwarcie każdemu nieuprzedzonemu protestantowi wyrzec się błędnej nauki Lutra i zostać katolikiem.

Niechaj te dwa przytoczone fakty wystarczą za dowód, że religia protestancka myślącego człowieka, który jeszcze nie zagłuszył swojego sumienia ogromem ciężkich grzechów, żadną miarą zadowolić nie może. Religia, jak słowo samo oznacza (od łacińskiego słowa religare = wiązać, łączyć), ma łączyć człowieka z Bogiem i zadzierzgnąć węzeł serdecznej przyjaźni między Stwórcą a jego stworzeniem.

Tymczasem religia protestancka tej siły łączenia człowieka z Bogiem nie okazała. Przyznaje to sam Luter, skarżąc się w ten sposób: Odkąd opowiadana jest nasza nauka, świat staje się coraz gorszym, coraz bezbożniejszym, coraz bezwstydniejszym, a ludzie chciwszymi, nieskromniejszymi jak dawniej pod papieżem. Wszędzie tylko chciwość, nieumiarkowanie, obżarstwo, nieczystość, nieporządek i wstrętna namiętność (Listy Lutra). Smutne to zaiste świadectwo z ust samego założyciela religii. I ten człowiek śmiał się nazywać „reformatorem„, tj. ulepszycielem nauki katolickiej.

 

W istocie samej religia protestancka nie jest w stanie okiełznać namiętności ludzkich, ani sercu człowieka wpoić wiarę w Boga i żywot wiekuisty. Zamiast wiary szerzy się w sercach młodzieży protestanckiej niewiara, bezbożność; człowiek żyje tylko dla dogodzenia swoim namiętnościom. Dobrze myślący protestanci, a zwłaszcza pastorowie, przemyśliwają nad tym, jakby zło naprawić. Są tacy, którzy by chcieli wrócić do niektórych zarządzeń wiary katolickiej. Tak pastorowie wirtemberscy na wiecu w Sztutgarcie 9 października 1901 r. obradowali nad możliwością zaprowadzenia dobrowolnej spowiedzi z wyznaniem grzechów i rozgrzeszeniem duchownym. Nie odważyli się wprawdzie nakazywać spowiedzi wiernym, ale postanowili gorąco ją polecać. Lecz i to na nic by się nie przydało, gdyż spowiedź u protestantów nie jest Sakramentem, a pastorzy władzy rozgrzeszania od grzechów nie mają. Chcąc wyjść z błędnego koła, w jakie ich system religijny Lutra wprowadził, powinniby protestanci koniecznie powrócić na łono jedynie prawdziwego Kościoła katolickiego. Wtedy dopiero poznaliby, że w jego nauce nie ma żadnej sprzeczności, że owszem panuje w niej największa logika, tak że jedna prawda ze żelazną koniecznością z drugiej się wysnuwa. Nie znajdą w niej nic śmiesznego, ani przeciwnego rozumowi lub dążeniom serca ludzkiego. Jest to znamienitym dowodem, że religia katolicka jest prawdziwą. Chrystus z nami!

A gdzie Chrystus, tam prawda, tam Bóg, tam wieczne zbawienie!


Czemu jestem katolikiem? Kilka słów o modernizmie. Wingolf. Poznań 1912.(Broszura z serii: ZA PRAWDĘ, nr 5). Za zezwoleniem Władzy Duchownej. (Pisownia i słownictwo uwspółcześnione.)


Zdjęcie przedstawia relief artysty Pierre’a Le Gros, „Religia obalająca herezję i nienawiść”. Znajduje się na Piazza del Gesù w Rzymie, w kościele Towarzystwa JezusowegoJest uznawana przez historyków sztuki za archetypowy obraz Kościoła triumfującego. W pracy Le Grosa Religia rzuca pioruny na starą kobietę reprezentującą Nienawiść, podczas gdy męska postać Herezji pogrąża się pod nią…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s