Zrozumiejcie to dobrze, gdyż jest to rzecz bardzo ważna, nierównie ważniejsza, niżbym wam zdołała słowami wyrazić.
Patrzcie na Ukrzyżowanego, a wszystek trud tej walki wyda się wam lekki. Gdy Boski Majestat Jego takimi zdumiewającymi czynami i mękami miłość nam swoją okazał, wy chciałybyście, by poprzestał na tym, że Mu się odwdzięczycie słowami?
Czy wiecie, co to znaczy być prawdziwie duchowym? Znaczy to uczynić siebie niewolnikiem Boga, oddać Bogu tak wszystką wolność swoją, iżby On, naznaczywszy tego swego niewolnika piętnem, to jest swoim krzyżem, mógł sprzedać go i wydać za niewolnika całemu światu, tak jak sam był sprzedany i wydany dla zbawienia świata, iżby niewolnik nie widział w tym żadnej dla siebie krzywdy, ale raczej za niemałą łaskę to sobie poczytywał.
Kto nie ma do tego mocnej i stanowczej woli, ten niech się nie spodziewa wysokiego postępu. Cała bowiem ta duchowa budowa stoi – jak wam mówiłam – na fundamencie pokory; kto nie założył w sobie naprawdę tego fundamentu, temu Pan nie pozwoli wznieść się wysoko, dla własnego nawet dobra jego, bo tym głębszy byłby z takiej wysokości budowy upadek….
Wiecie bowiem, że kto się nie pomnaża, ten się umniejsza, bo miłość, gdy jest prawdziwa, niepodobna, jak sądzę, by nie rosła ciągle, a jeśli nie rośnie, snadź nie jest prawdziwa.
św. Teresa z Avila, – „Twierdza wewnętrzna”, Mieszkanie siódme, rozdział III – IV


Dodaj komentarz