Wiara chrześcijanina – jaką być powinna? (11) -Potrzeba wiary


Bez wiary nie ma usprawiedliwienia, a bez usprawiedli­wienia nie ma zbawienia. Dwa zdania, które wyjaśniają po­trzebę wiary, o której teraz mówimy, i zarazem jej do­wodzą.

Bez wiary nie ma usprawiedliwienia! Czegóż innego uczy nas Apostoł, gdy powiada: Bez wiary niepodobna podobać się Bogu“ (do Żydów: 11,5). Albo, czy nie trzeba być usprawiedliwionym, ażeby się Bogu podobać i czy Bogu nie podoba się każdy usprawiedliwiony? Nie ulega wątpliwości, że kto nie jest usprawiedliwiony, Jemu się nie podoba. „Bóg za­równo nienawidzi niezbożnika i niezbożność jego” (Mądr.: 14, 9). Jeżeli więc tylko usprawiedliwiony człowiek Bogu się podoba, a jeżeli, wedle słów Apostoła, bez wiary nie można się Bogu podobać, to wiara jest do usprawiedliwienia niezbędnie potrzebną.
Ale jeszcze wyraźniej rozwodzi się nad tym, św. Paweł, w swoich dwóch listach do Rzymian (rozdz. 3 i 4) i do Galatów (rozdz 2 i 3), w których niezbędną potrzebę wiary do usprawiedliwienia wyraźnie i obszernie przedstawia. Wykazuje on, że nawet w prawie Mojżeszowem dochodziło się do uspra­wiedliwienia nie przez uczynki prawem przepisane, ale przez wiarę w Chrystusa, przyszłego Mesjasza i dowodzi tego przykładem Abrahama, ojca wszystkich wiernych, który, wskutek wiary, jeszcze przed obrzezaniem, usprawiedliwio­nym został, albowiem czytamy o nim u Mojżesza: „Uwie­rzył Abraham Bogu i poczytano mu jest ku sprawiedli­wości“ ( Mojż.: 15, 6 ).

Idźmy dalej od Abrahama do Noego, od Noego do Adama, a to dlatego, iż zawsze, od samego początku, wiara w przyszłego Odkupiciela była do usprawiedliwienia po­trzebną. A przed przyjściem Zbawiciela, nie wszyscy ludzie byli nieusprawiedliwionymi i potępionymi, bo ci którzy byli sprawiedliwymi i zbawienia dostąpili, doszli do tego jedynie tylko za Jego pośrednictwem, albowiem Bóg, w Swojej nie­skończonej dobroci i w Swoim wszystko obejmującym przewidywaniu, już przed rzeczywistym spełnieniem Ofiary krzyżowej, zrobił Jej owoce dostępnymi dla wszystkich wie­rzących.

 

Wprawdzie od czasu, gdy jednorodzony Syn Boży po­między ludźmi, w ciele przebywał, i Swoją śmiercią świat odkupił, a Swoją z Nieba przyniesioną naukę po całej kuli ziemskiej kazał głosić, dla usprawiedliwienia dorosłych wy­maganą była wiara o wiele zupełniejsza, wyraźniejsza i do­skonalsza, aniżeli nią była wiara świętych starego przymie­rza. Teraz, kto chce być usprawiedliwionym, nie wystarcza, ażeby wierzył w pośrednictwo Chrystusa Pana, jako Zbawi­ciela świata, trzeba ażeby, bez sprzeciwiania się i bez wy­jątku, wierzył silnie w to wszystko, co On, albo przez Sie­bie Samego, albo przez Swoich Apostołów, objawił i przez nich kościołowi Swojemu ku wiecznej pieczy powierzył. To jest słuszne, bo i na cóżby się przydał cały nakład trudu Chrystusa Pana, Jego Apostołów i ich następców, gdyby, z rozporządzenia Bożego, sama prosta wiara patriarchów, także i w nowym przymierzu, do usprawiedliwienia, do świę­tości i do zbawienia wystarczyć miała?

Ale nie łudźmy się. Jeżeli się mówi, że wiara usprawiedli­wia, to nie trzeba tego odnosić do każdej wiary, zowiącej się chrześcijańską. Bo i Abrahama wiara nie byłaby zrobiła sprawiedliwym, gdyby nie był silnie wierzył we wszystko, nawet i w nieprawdopodobieństwa, które mu Pan Bóg obja­wił, odnośnie do Jego potomstwa. Tak samo i Chrześcijanin daremnie by sobie pochlebiał, iż, z połowiczną wiarą, bę­dzie usprawiedliwionym wobec Pana Boga. Nie, bo sprawiedliwość i grzech nie mogą iść w parze. A jest to grze­chem, cokolwiek bądź, chociażby i najmniejszej części Obja­wienia krnąbrnie przeczyć, albowiem nieskończona Mądrość i prawdziwość Boga bywa, tym sposobem we wątpliwość podaną, a nawet jej się kłam zadaje.

 

I, gdy mowa o tym, że wiara usprawiedliwia, że jest źródłem wszelkiego usprawiedliwienia, innego jeszcze nieporozumienia trzeba uniknąć. Jeżeli wiara do tego przygo­towuje, nie dzieje się to wyłącznie tak, jakoby jej jednej tylko ten przywilej przysłużał, jakoby ona sama do tego wy­starczała. Jest to błąd, który nie zgadza się z tekstem św. Pawła (do Rzym. 3, 28. do Efez. 2, 9), jak się to mylnie twierdzi, albowiem tam, gdzie On uczynki od usprawiedliwienia rozróżnia, wspomina o sa­mych tylko uczynkach, podług prawa Mojżeszowego. I błąd ten, Pismo św. bardzo jasno i wyraźnie przez to odrzuca, iż wymaga do usprawiedliwienia także i innych aktów, mia­ nowicie bojaźni(1), nadziei(2), miłości (3), pokuty (4).
Błąd ten wylęgła smutna reformacja w Niemczech, a poparł go Luter tzw. miły Bogu zbrojownik, przez najczarniejszy z wy­stępków, przez bezbożne świętego tekstu sfałszowanie, przez wsunięcie słówka „sola(5) „jedna”. Gdy za to zuchwalstwo i pyszną zaciętość upominali go przyjaciele i nieprzyjaciele, odpowiedział: „Moja głowa ma być twardszą od głów wszystkich moich nieprzyjaciół razem wziętych, wielu by ich tam było i w tej sprawie nie chcę być, ani być mianym za nic innego, jak tylko za upartego, twardego, sztywnego, py­sznego i to ma być moją chwałą: Cedo nulli, na bok co w drodze stoi, — tędy jedzie ten, który nikomu nie ustę­puje” (6).

Mój Boże! Jakże mógł tak nadęty człowiek, tak oczy­wisty wróg prawdy, w swoim czasie znaleźć tyle wiary! Jakże może on ją jeszcze dzisiaj znajdować! Boski Zbawi­cielu! Z głęboką czcią uwielbiam Twoje Słowa: „Jam przyszedł w Imię Ojca mego, a nie przyjmujecie Mię, jeśli przyjdzie inny w imię swe, onego przyjmiecie“ (7).

Z tego wynika owa piękna, budująca, prawdziwie ewangeliczna nauka o nieszkodliwości grzechu, jeżeli się tylko wierzy, przez którą wszelkiej nieobyczajności są wrota na rozścierz otwarte! „Wierzącemu nie szkodzi żaden grzech i nikt nie może być potępionym, jeżeli nawet chętnie chce, niech popełnia grzechy, jak wielkie i jak często chce, jeżeli tylko nie stanie się niedowiarkiem “(8)

„Chrystusa pobożność jest, w oczach Boga, pokrywką waszego wstydu, że dla niego inne grzechy tych, którzy w Niego wierzą, nie będą poczytane” (9).

Czyż to nie szaleńca słowa? Nie ulega wątpliwości, że gdyby dzisiaj ewangelicki, albo reformowany kaznodzieja w ten sposób publicznie nauczał, bardzo prędko by go usu­nięto. Ale idźmy dalej.

Bez usprawiedliwienia niema zbawienia! Nic nieczy­stego nie wchodzi do niebieskiej Jeruzalem (Obj. 21, 28.). A, gdzież jest człowiek nieusprawiedliwiony, który nic skalanego na sobie nie ma? Czyż wszystkie dzieci Adama nie poczynają się i nie rodzą w grzechu? (Psalm. 50, 7) Czyż wszyscy we wspólnym praojcu i razem z nim nie zgrzeszyli  (do Rzym. 5, 12 ). Czyż nie wszyscy są z na­tury dziećmi grzechu? (do Efez. 2, 3) Chrześcijanin, wskutek Boskiego Objawienia, nie wątpi w tę wielką zasadniczą prawdę i dla­tego nie waży się przyobiecywać Niebo poganom i Maho­metanom. On nawet uważa za pewne, że tak jedni, jak i drudzy, chociażby mieli i najlepsze obyczaje, z ojczyzny zbawionych są na zawsze wykluczonymi, albowiem nigdy nie zostali oczyszczonymi, nigdy usprawiedliwionymi z dzie­dzicznego grzechu. Toż samo i co do dzisiejszych żydów, wskutek chrześcijańskich swoich zasad, nie może inaczej są­dzić, albowiem, chociaż niegdyś wiara w przyszłego Mesjasza dawała żydom usprawiedliwienie, to przecież, po rzeczywistym Jego przyjściu, wiara ta jest zupełnie bezskuteczną, próżną, mylną.

A także i ci, którzy przez Chrzest święty już raz uspra­wiedliwionymi zostali, jakże często potrzebują powtórnego oczyszczenia! Doświadczenie, niestety dostatecznie przekonuje, iż ludzie po chrzcie znowu często grzeszą. Czyż, pomimo grzechu, ma im niebo być otwarte? Zaiste nie, al­bowiem grzech osobisty kala człowieka więcej, aniżeli grzech pierworodny. A więc grzesznicy po Chrzcie, bez nowego oczyszczenia, tak samo, jak nieochrzczeni, nie mogą wejść do królestwa niebieskiego, stąd raz na zawsze, bez usprawiedliwienia, a więc bez wiary, nie można się spodziewać zbawienia.

 

Z tego dorozumieć się można, co trzeba sądzić o obo­jętności względem wszystkich religii świata, którą dzisiaj pod pięknym płaszczykiem ludzkiej tolerancji, albo wyrozumia­łości, chciałoby się rozpowszechnić. Jest to błąd, w następ­stwach swoich, bardzo ciężki, który stanowczo zamyka niebo, przeciwnie szeroko roztwiera piekło, błąd, który istotę chrześcijaństwa i wielkie dzieło Odkupienia zupełnie niszczy. Po cóż bowiem, Jednorodzony Syn Boży zstąpił z Nieba na ziemię, po cóż przez lat trzydzieści trzy, przebywał pomiędzy nami na ziemi, jak nasz równy, po cóż Odkupienie świata i założenie Swojego nowego Kościoła, kosztowało Go tyle czuwania i modlitw, tyle trudu i pracy, tyle niewygód i zmartwienia, tyle upokorzeń i obelg, tyle potu i krwi, tyle cierpienia i mąk, nawet i samą śmierć, jeżeli to wszystko jedno, czy ja jestem Chrześcijaninem, racjonalistą, pogani­nem, mahometaninem, albo żydem, jeżeli w każdej z tych religii mogę być usprawiedliwionym i zbawionym?

I, któż mógł, któż musiał to lepiej wiedzieć, jak Jego zaufani, Apostołowie, których On przez trzy lata, z taką troskliwością, cierpliwością i łagodnością sam poucza i któ­rym On, przy Swoim powrocie do Nieba, wyraźny dał roz­kaz, ażeby naukę Jego, po całym świecie, wszystkim ludziom opowiadali i to, pod groźbą wiecznego potępienia dla wszystkich tych, którzy nauce tej wierzyć nie chcieli ( Marek 16, 16).

A, cóż Apostołowie sądzą o potrzebie Chrześcijańskiej wiary? Gdyby nie byli o niej przekonani, to z pewnością nie byliby sprawowali tak gorliwie i niezmordowanie, tak stale i niewzruszenie swojego urzędu nauczycielskiego, nie byliby poświęcali tak hojnie i tak wesoło krwi i życia swo­jego. Zresztą uczyli bez zastrzeżenia, głośno i otwarcie o niezbędnej potrzebie wiary do zbawienia, tak jak każdego innego artykułu wiary i wszędzie wpajali tę wiarę, w do­mach prywatnych, w synagogach żydowskich, w zgromadzeniach pogan, na publicznych placach, w izbach sądowych wobec ław sędziowskich, wśród cierpień i prześladowań.
I nie masz w żadnym innym” — mówił Piotr przed wielką radą żydów w Jerozolimie „i nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod Niebem żadne inne imię dane ludziom, w którym byśmy mogli być zbawieni” (Dz. Ap.: 4, 12.). „ Wam“ mówił św. Paweł przed zgromadzoną synagogą w Antiochii w Pisydzie „było naprzód potrzeba opowiadać Słowo Boże: ale, ponieważ je odrzucacie, a osądzacie się niegodnemi być żywota: oto obracamy się do poganów“ (Dz. Ap. 13, 46.)  „W płomieniu ognistym“ pisał tenże sam Apostoł do Tessalonijczyków „oddawającego pomstę tym, którzy kaźni odniosą w zatra­ceniu wieczne od obliczności pańskiej i od chwały mocy jego” (II do Tessalon.: 1,8,9). Łatwo można by kilka innych ustępów, tak z Ewan­gelii (Jan: 3, 16 itd. 36, 17, 3.), jak i z listów Apostołów (10) przytoczyć, ale o rzeczy z siebie samej tak jasnej nie potrzeba więcej się rozwodzić.

 

Nie inaczej rzecz się ma, gdy wzmiankowana obojęt­ność do samych tylko chrześcijańskich sekt się odnosi. Usprawiedliwiającą i zbawiającą wiara jest i może być tylko jedna, mianowicie ta, która do wszystkich przez Chrystusa Pana objawionych i przez Apostołów ustnie, albo pisemnie głoszonych prawd się odnosi. Pod tym względem, żadna różnica, żaden podział, żaden brak jedności, żaden wolny wybór nie jest możliwym. Powiedziano bowiem: „Jeden Pan, jedna wiara, jeden Chrzest, jeden Bóg“ (do Efez. 4,5,6). I dalej: „Jedno ciało i jeden duch, jako jesteście wezwani w jednej nadziei wezwania waszego“ (do Efez. 4,4). Ale, przy różności sekt ginie jedność. Nie jest to jedna i ta sama wiara u wszystkich, ale różnorodne, częstokroć sobie sprzeczne wyznania, nie jeden i ten sam duch, ale niezgoda, nawet we ważnych rzeczach, nie jedno ciało, ale kilka sekt podzielonych, zwalczających się i wzajemnie potępiających.

 

Gdyby we wszystkich tych różnorodnych wyznaniach dojść można do usprawiedliwienia i zbawienia, wszystkie musiałyby być zarówno nadprzyrodzonymi i Boskimi, a stąd wszystkie razem musiałyby się opierać na Boskiem świade­ctwie. A to jest niemożliwe. Czyż Bóg, czyż nieskończona i istotna Mądrość i Prawda może rzeczy sprzeczne objawiać, czyż może On sobie samemu się sprzeciwiać? Czy może On powiedzieć raz: jest siedem, kiedy indziej jest tylko trzy, a potem znowu są tylko dwa sakramenty? Czyż może On dzisiaj powiedzieć: Jezus Chrystus jest, pod postaciami Chleba i wina, istotnie obecnym, skoro tylko Chleb i wino zostaną zakonsekrowane, a jutro: On jest w nich obecnym, tylko podczas pożycia, a pojutrze: On nie jest rzeczywiście obecnym, chleb jest tylko symbolem, wyobrażeniem Jego Ciała, znakiem przypominającym Go? jakież to pojęcia o naj­wyższej Istocie, o Jej wszechwiedzy i zamiłowaniu prawdy? Cóż sądzi się o człowieku, który słowa swoje ciągle zmie­nia, który teraz zaprzecza temu, co pierwej twierdził? Czyż nie powiedzą, że on nie wie co mówi, albo, że umyślnie kłamie?

 

Dlatego, nie bez istotnej podstawy, mówi się, że poza kościołem katolickim nie można się spodziewać zbawienia, i kto tylko jest prawdziwym zwolennikiem prawdy nie bę­dzie tego uważał za obelgę. Kto na to się oburza, dowodzi tym samem, iż jest z liczby tych, u których, jak mówi przy­słowie, prawda nienawiść wywołuje.

Św. Paweł był katolickiego kościoła członkiem, gdyż wówczas nie było żadnego innego kościoła, jak tylko ten,, który przez niego i przez innych Apostołów założony, już stare wyznania, katolickim, zowią. To więc, co św. Paweł o wierze pisze, że do usprawiedliwienia jest ona koniecznie potrzebną, że bez niej Panu Bogu, na żaden sposób, po­dobać się nie można itd., to się ma rozumieć o wierze ka­tolickiego kościoła. Niech więc mędrkuje, kto mędrkować umie.

Bo i cóż się tutaj zarzuca? Czy to, co się zwykle twierdzi, że dzisiejszy katolicki kościół nie jest już tym sa­mym? Przeciwko temu powstaje św. Paweł i woła na tych zuchwałych niedowiarków słowami, które na piśmie pozostawił: „Kościół Boga żywego, filar i utwierdzenie prawdy” (I do Tymot. 3, 15.) Jakżeż więc mógł tenże kościół siebie samego, albo wiarę swoją zmienić, od prawdy kiedykolwiek odstąpić, albo w jakiś błąd popaść? Albo nie rozumiecie co znaczy wyraz kolumna i twierdza prawdy, albo jesteście dosyć bezczel­nymi, ażeby mu kłam zadawać, jemu, który jest Apostołem Pana i przez Niego Samego pouczonym, który z bezpo­średniego natchnienia Ducha św. uczył i pisał!

 

Przebacz im wielki Apostole! Oni nie wiedzą co czy­nią, co mówią. Otrzymaj im od Ojca światłości potrzebne światło, ażeby jasno poznali błąd, w który są zaplątani. Co nas tycze, rozumiemy Twoje Słowa i uwielbiamy je jako prawdziwe Słowa Boże. Dlatego wierzymy silnie, że katolicki Kościół, nasza święta Matka, nieskalana Jezusa Chrystusa Oblubienica we wierze się nie pomyliła i nigdy się nie po­myli.

Wiara chrześcijanina – jaką być powinna? (10) – Czystość wiary


„Wiara chrześcijanina jaką być powinna.” – X, Zygmunt Storchenau T. J., W Brodach 1911. Nakładem księgarni Feliksa Westa.

 

1) „Kto bez bojaźni jest, nie będzie mógł być usprawiedliwiony”
Eccles. 1, 28.
2) „Kto ma nadzieję w Panu, uzdrowion będzie“ Przyp. 28, 25.
3) „Kto nie miłuje, trwa w śmiercP (I. Jan 3, 14.).
4) „Pokutę czyńcie, a niech ochrzczon bedzie każdy z Was na
odpuszczenie grzechów Waszych“ (Dz. Ap. 2, 38.) „A przetoż pokutuj­cie i nawróćcie się, aby były zgładzone grzechy Wasze” (tamże 3, 19.).
5) do Rzym. 3. 28.
6) Wittemberskie wydanie 1539 itd. IX. 490.
7) Jan 5, 43.
8) „O niewoli Babilońskiej” rozdz. „O chrzcie“.
9) Jena: 1555 itd. 1. 408.
10) n. p. do Rzym. 1, 16. I. do Kor. 15, 23. do Efez. 2, 8. I. Jan
5, 10, 11, 12. Objaw. 21, 8.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: