Rozmyślania adwentowe (25) – Dzień przygotowania


DZIEN 21 GRUDNIA
Dzień przygotowania.

ĆWICZENIE — Uczyniwszy przez dni poprzedzające dalekie przygotowanie na przyjście Chrystusa Pana, rozpocznij dzisiaj przygotowanie bliższe, aby cię ten dzień szczęśliwy już tak niedaleki, niegotowym nie zastał. Wyobraź sobie, że słyszysz ten głos donośny i rozlegający się, którym woła do uszu serca twego. ,,Gotujcie drogę Pańską“ Nie odchodź od niego, chyba dla przyłączenia się do Józefa i Maryi idących drogą z Nazaretu do Betleem: idź z nimi aż do stajenki, nie trać ich z oczu, uważaj jakie dziwne tajemnice dziać się tam będą i tam do tej stajenki odnoś dziś wszystkie sprawy twoje.

Rozmyślanie.

I. „Gotujcie drogę Pańską, czyńcie proste ścieżki Jego“ (Łuk. 3.)

Tą drogą przychodzi do nas Bóg—tą dro­gą my do Niego dążymy, tak więc dla spra­wy Bożej, jak dla naszej własnej, mamy się pobudzać do przygotowania tej drogi. Uważ także, iż my do Boga, a Bóg do nas przychodzi drogą rozumu i serca. Trzeba umysłu uległego i wiernego: trzeba serca oderwanego od świata a szczerze miłującego Boga; przygotujmy tedy rozum i serce.
Ponieważ to rozum myśli, ba­da i poznaje, powinien wszystkich sił użyć na dobre przygotowanie. Pomyśl zatem z uwagą kto jest ten, co przychodzi do cie­bie: jest to Bóg a Bóg Wszechmocny, na którego Imię drżą Niebiosa i Ziemia, jest to Twórca, który cię wyprowadził z ni­czego, dał ci życie i wszystko co masz i czym jesteś. Bóg przed którego Maje­statem upadają Aniołowie.

Ten Bóg zstępuje z tronu chwały dla twojej miłości, na to, aby przyoblec ciało twoje, narodzić się w ubogiej stajni, cierpieć, umrzeć na krzyżu i Niebo ci otworzyć. Czyż to nie dość silna pobudka do przygo­towania się na dobre Jego przyjęcie? Zastanów się dobrze, czego ten Bóg Zbawiciel wymaga od ciebie. Oto, abyś wszedł w siebie samego, abyś wybadał i odrzucił wszystko, co by się oczom Jego nie podobać mogło, abyś przygotowanie twoje, na wzór Jego urządzał: przypatrz się dobrze temu wzorowi. On wielkość niezmie­nna, przychodzi z głęboką pokorą, a ty — jedno nic, pysznisz się i wynosisz. On ma się urodzić w największym ubóstwie, żyć będzie i umrze ubogim, a ty się uganiasz za zbytkami. On przychodzi żeby cierpieć, a ty się pieścisz, zmysłom dogadzasz i boisz się, by też najmniejszego umartwienia. Toż to jest co odciąć potrzeba. Pomyśl nad tym, dzień już bliski czuwaj — oto już u drzwi. Pilnuj się dobrze, znajdziesz Boga, a Jego znalazłszy, znajdziesz żywot.

II. „Przygotujcie serca Panu” mówił Pro­rok Samuel, do Izraelitów, kiedy mieli przyjmować arkę Pańską — i przygotowali się. O jakże daleko bardziej my powinniśmy przygotować serca na przyjęcie Tego, którego arka była tylko cieniem i figurą, Arka ta była drewniana i zamykała tylko tablice Prawa, laskę Mojżeszową i mannę.  Żywa zaś Arka nowego Przymierza, którą jest Jezus Chrystus, jest niebieską manną żywiącą duszę, jest Prawem żywym i posiada całą pełność Bóstwa.
Cóż tedy ma serce nasze uczynić, żeby się na przyjęcie owej arki przygotowało? oczyścić się, oderwać, kochać i pożądać. Oczyścić się przez pokutę tak, aby w nim nic nie pozostało, co by obrazić mogło oczy Jezusa, który jest czystością samą. Oderwać się od wszystkiego, co miłuje ze szkodą obowiązków swoich, z obawy, żeby w nim Zbawiciel nie znalazł jakiego bałwanka ukrytego, co by kradł cześć Jem u samemu należną – jakiego współzawodnika, co by Mu bronił wejścia i posiadania zupełnego.
Kochać ma wyłącznie i gorąco Tego, który doń z miłości przychodzi. Pożądać na koniec Tego który Sam nazwany jest pożądaniem naro­dów. Jeśli kocha, będzie Go pożądało, a pożądając posiądzie! Oczyść więc serce twoje, oderwij je od stworzenia, kochaj z całego serca Jezusa, tego Oblubieńca du­szy twojej, który cię pierwszy ukochał i myśl ze drżeniem o tym, co On Sam wy­rzekł, że nawet między Pannami, te tylko weszły na gody weselne, które były gotowe, a drugie z gniewem odrzucone zostały.

UCZUCIA – Obym mógł, mój Zbawicielu naj­słodszy powiedzieć tak śmiało, jak Dawid, „Gotowe serce moje Panie, gotowe serce moje“ (Ps. 50) i tak przygotowany abym już tylko wyznawał chwałę Pana, w Nim sa­mym się weselił i kosztował słodyczy po­siadania Go. — Ale cóż, kiedy stanę przed obliczem Twoim, Boże mój, i spojrzę z bliska sam w siebie, muszę się zawstydzić, wi­dząc tyle i tyle do sprostowania na drogach rozumu i serca, aby się stać godnym posia­dania Ciebie. Ileż to kamieni zgorszenia pousuwać, ile śmieci powymiatać, ile pagór­ków zniżyć, ile wybojów zarównać pozosta­je mi jeszcze!

Ach Panie! i jakże się poważę odwiedzić żłobek święty, będąc oszpecony tylu wada­mi, których wielką część zakrywa przede mną miłość własna? A i Ty, mógłże byś przyjść do mnie z łaskami, o które bym żebrał u Ciebie? Ani śmiem tuszyć sobie te ­go. Cóż tedy uczynię mój Fanie? Ach czu­ję że trzeba bez odwłoki dołożyć wszelkie­go starania, aby się stać godnym nie tylko Cię powitać narodzonego według ciała w stajence Betleemskiej, ale i duchownie w sercu moim. Ufam, że jeżeli się pilnie przygotuję do tego podwójnego narodzenia, będę mógł powiedzieć z Dawidem. „U usłyzałeś Panie gotowość serca mego.“

„Przygotuj się na zabieżenie Panu Bogu twemu Izraelu (Amos 4).

„Którzy się boją Pana, przygotuję serca swe, a przed oczyma Jego poświęcą dusze swoje“ (Ekkle. 2).

„Rozszerz usta twoje, a napełnię je, mó­wi Pan. Usta twoje rozszerzają się przez spowiedź, przez miłość i przez święte pra­gnienia, a Bóg je napełnia. (S. Augustyn).

„Bóg nie tylko wysłuchuje modłów na­szych z wiarę i żarliwością czynionych, ale wysłuchuje nawet same przygotowanie do modlitwy (Jan Złotousty).

Kapłan ofiarą.

Jakkolwiek Chrystus przyszedł na ziemię dopiero w pełności czasów, to jednak kapłaństwo Jego odwieczne, jest źródłem i początkiem kapłaństwa i kapłanów wszystkich starego i nowego Zakonu. Najwyższe i cudowne piętno! którego kapłaństwo Melchizedecha było tylko cieniem i figurą, a które ten Bóg niestworzony raczył przyjąć z miłości ku nam, aby się stać Zbawcą narodu ludzkiego, co też dopełnił tak skutecznie przed Ojcem Niebieskim, jednając Go z nami jako ofiara chwały, ofia­ra dziękczynienia, i ofiara zadosyćuczynienia, ciągła nieustająca, a jedynie godna Bo­skiego Majestatu.

O dziwne cudo miłości! ten kapłan od­wieczny, staje się ofiarą, a ofiarą naszą, i będzie zabity na krzyżu za grzechy nasze. Zrzeka się niejako Boskiego swego prawa odbierania ofiar z Ojcem Niebieskim, aby Sam stał się ofiarą; składa własną osobę Swoją na ofiarę całkowitą i zupełną, przyj­mując podły stan ciałopalnej ofiary dla mi­łości naszej, a tak przez cud niesłychany, Ofiarnik jest Sam Ofiarą, którą poświęca, i Ojciec Przedwieczny znajdzie w tym Synu najmilszym, Boga, Kapłana i Ofiarę.
Ileż tu pobudek do kochania Go, do skła­dania Mu samych siebie w ofierze, na posłusznę ciałopalnię zawsze gotowe umierać dla chwały Imienia Jego!

Gdy ofiary starego Zakonu nie wystar­ały na okupienie grzechów-i przebłaganie gniewu Bożego, Jezus Chrystus przychodzi zastąpić ten niedostatek. „Przetoż wcho­dząc na świat mówi: Nie chciałeś ofiary ani obiaty, aleś mi ciało sposobił.” „Całopalenia i za grzech nie upodobałyć się. Tedym rzekł: Oto idę, abym czynił o Boże’ wolą Twoją.” (Żyd, 10). I już w łonie Matki to rozpocząwszy mój urząd, sprawuje go dalej i w żłobie, i w całym życiu, a dokonywa na Kalwaryi.

Parafraza na Antyfonę: 0 Oriens.

O słońce wschodzące! źródło światłości wszelakiej, poczęte od wieku w łonie Ojca
Niebieskiego, w chwale Świętych, z płodno­ści D ucha Jego, Słońce, które przyświecasz w duszach pochodnią prawd wiecznych, ob­jaśniając im drogi Zbawienia! Słońce spra­wiedliwości, stokroć jaśniejsze nad Słońce, stworzone, które z Ciebie tylko światło swo­je czerpa! Oto my pogrążeni w ciemno­ściach śmierci, wzdychamy za tobą Przyjdź a oświeć nas — przyjdź a odziej nas sobą, przyjdź obcować z nami, przyjdź otworzyć oczy dusz naszych na poznanie Ciebie. Daj się nam poznać, daj ukochać Ciebie, a brzydzić, się sobą.—Przyjdź rozpędzić ciemności nasze, i uwolnić od śmierci, boś Ty jesteś początkiem światłości i sprawcą życia!

Uczczenie najświętszych nóg Jezusa w żłobku.

O najświętsze nóżki maleńkiego Jezusa Pana, Zbawiciela i Boga mojego! Oddaję
wam najgłębszy pokłon, całując w duchu stokroć ze czcią największą. Uwielbiam zawczasu z żywą wiarą błogosławione ślady, co po was na ziemi zostaną, chociaż was tu niemocne i w nędzne pieluszki uwinione  widzę. Dałby to Bóg, abym zawsze tymi śladami chodził, nigdy nie zbaczając z drogi zbawienia.

Nóżki dziecięce najmilszego Zbawiciela, niedługo zaczniecie dźwigać Ciało Boga, który sam jeden Niebo i Ziemię dźwiga?— Poniesiecie Go na zdobywanie dusz, które On ceną Krwi Swojej odkupi. Lecz jakaż boleść serce me przeszywa, kiedy wspomnę, że jak te nóżki najśliczniej­sze dorosną, przybite będą na krzyż, przeszyte gwoździami i okrutnie rozdarte, dźwi­gając cały ciężar ciała konającego Jezusa mojego, a rzeka krwi z nich płynąca, obleje krzyż i skropi Golgotę dla mojej miłości!

Rozmyślania adwentowe (24) – Dzień naprawy


Adwent. Rozmyślania i modły na czas Adwentu oraz Święto Narodzenia Pańskiego. Nakładem XX. Missyonarzy u Ś. Krzyża. Warszawa  1860.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: