Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (16)- O konieczności trzech znaków warunkujących opuszczenie rozważań i wejście w stan kontemplacji i zjednoczenia z Bogiem

ROZDZIAŁ XII.
Uzasadnia potrzebę tych trzech znaków, podając ich rację bytu w postępowaniu naprzód.

Co do pierwszego z wymienionych znaków, wiedzieć należy, że aby człowiek duchowy wstąpił na drogę ducha (którą jest kontemplacja), opuścić musi drogę wyobraźni i medytacji zmysłowej, skoro już w niej sobie nie podoba, ani rozmyślać nie może, a to dla dwu powodów, które prawie że zamykają się w jednym. Pierwszy stanowi to, że dusza wyczerpała już niejako wszelkie dobro duchowe, które znaleźć mogła w rzeczach Bożych drogą medytacji i rozważania, — czego wyrazem jest niepodobieństwo rozmyślania i rozważania jak dawniej i niemożność znalezienia w nim znowu smaku i upodobania, jak wówczas, gdy nie znała jeszcze ducha, a tamto miało dla niej jego znaczenie. Zwy­czajnie bowiem za każdym razem, gdy dusza przyjmuje nowe jakieś dobro duchowe, przyjmuje je tylko duchem i duchowy jest sposób, w jaki odbiera je i zeń korzysta; a dziwną byłoby rzeczą, gdyby nie korzystała, ani nie znajdowała w przyczynie tego dobra owej pomocy i smaku, które w odbieraniu ich znajduje, bo jak mówią filozofowie: quod sapit, nutrit, co smakuje, to karmi i wzmacnia. Dlatego powiada Job: Numquid… poterit comedi insulsum, quod non est sale conditum? „Możeli być jedzona rzecz niesmaczna, która nie jest osolona“ ? (Job VI, 6). Oto przyczyna nie­możności rozważania i rozmyślania jak przedtem: niedosta­tek smaku, jaki w tym duch znajduje i niedostatek pokarmu.

Znak drugi pochodzi stąd, że dusza w tym okresie posiada już ducha medytacji w jego istocie i stanie. Bo wie­dzieć trzeba, że celem medytacji i rozmyślania o rzeczach Bożych jest nabranie pewnego poznania i miłości Boga; każdorazowe zaś nabieranie ich przez medytację stanowi pewien akt; a jako wielka liczba aktów w jakiejkolwiek rzeczy wytwarza w duszy pewien stan zwyczajny, tak wiele aktów tych miłosnych poznawań, jakich niejednokrotnie dusza nabierała, wchodzi w użycie tak ciągłe, że staje się ono w niej stanem.

To samo również Bóg zwykł czynić w wielu duszach bez pośrednictwa tych aktów (a przynajmniej przed wypełnieniem ich liczby), od razu w prowadzając je w kontemplację i miłość i tak to, czego przedtem dusza nabywała przez trud rozmyślania w poszczególnych poznawaniach, już, jak mó­wimy, przez używanie stało się w niej stanem i istotą ogól­nej wiedzy miłości nie zrozumiałej i nie opartej na szcze­gółach jak pierwej. Stąd, zabierając się do modlitwy, jak ów, co wodę ma tuż przed sobą, pije z niej słodko bez trudu, nie będąc zmuszony dobywać jej przez rury studzienne dawnych rozmyślań, kształtów i postaci, tak, że natychmiast po stawieniu się przed Bogiem wstępuje w akt poznania ciemnego w miłości, pokoju i ciszy, w którym dusza trwa, pijąc mądrość, miłość i słodycz.

Z tej to przyczyny czuje ona ogromne utrudzenie i nie­smak, gdy zostającą w owym spoczynku zmusza się do podejmowania medytacji i trudu rozważania prawd poszcze­gólnych. Albowiem wówczas dzieje się z nią jak z dzieciąt­kiem, któremu, gdy ssie już mleko z piersi wezbranej, wy­dzierają ją, i każą usilnie naciskać i układać dla przygoto­wywania z powrotem ku ssaniu, czy też jak z takim, który po obraniu łupiny zakosztował miąższu, jeśli mu każą prze­stać i znowu obierać z łupiny już obranej, aby i jej nie zna­lazł i jeść zaniechał z owocu, trzymanego w rękach, stając się przez to podobnym temu, który zdobycz zagarniętą opuszcza dla tej, której nie posiada.
A tak czyni wielu po­czątkujących w tym stanie, którzy sądząc, że cała rzecz polega na rozmyślaniu i rozważaniu szczegółów przez wyo­brażenia i formy, stanowiące łupinę ducha, gdy nie znajdują ich w tym uspokojeniu miłosnym a istotnym, jakiego dusza ich pragnie, a w którem żadnej rzeczy jasno nie pojmują, uważają, że tracą siebie i czas i zawracają do szukania łu­piny rozmyślań, której nie znajdują, ponieważ już odrzucona. I tak ani nie cieszą się istotą rzeczy ani nie odzyskują me­dytacji i trwożą się sami w sobie, myśląc, że się cofają i zatracają. I prawdziwie zatracają się, chociaż nie tak jak sądzą, bo oto zatracają się dla własnych swych zmysłów i początkowego sposobu odczuwania i pojmowania, to jest idą za duchem, który się im udziela. Im mniej zaś rozumieją, idąc za nim, tym głębiej w chodzą w noc ducha, oma­wianą w tej księdze, przez którą przejść muszą do zjedno­czenia z Bogiem, ponad wszelką, jaka jest, wiedzą.

Odnośnie zaś do drugiego znaku, niewiele jest do powiedzenia. Widać już bowiem, że w tym okresie dusza z konieczności nie może podobać sobie w wyobrażeniach innych, odmiennych, które są ze świata, bo z bardziej odpowiednich. jakimi są Boże, według tego, cośmy rzekli, nie korzysta dla przyczyn wymienionych. I chyba tylko, jak wyżej podano, w zebraniu owym sama jej wyobraźnia zwykła się poruszać i zmieniać według właściwości swojej, przeciw upodobaniu i woli duszy; bo dusza raczej doznaje w tym przykrości, iż wyobraźnia narusza słodycz jej pokoju.

Ale i trzeci znak potrzebny jest i konieczny do opu­szczenia wspomnianej medytacji. Objawia się on przez poznanie czy też wejrzenie ogólne lub miłośne na Boga. Nie sądzę, by było nieodzowne mówić tu o nim, ile że już wpierw o nim wspomniałem, a temat ten poruszymy jeszcze gdy mówić będziemy o owym poznaniu ogólnym a ciemnym na miejscu właściwym, co nastąpi później przy omawianiu wszelkich pojęć szczegółowych umysłu. Na teraz zaś po­damy jedno tylko uzasadnienie, w którem zobaczy się jasno, jak w razie opuszczenia przez duszę kontemplatywną drogi medytacji i rozmyślania, konieczne jest dla niej owo wej­rzenie, czy też poznanie Boga ogólne i miłosne, ponieważ bez tego poznania, czy obecności Bożej, dusza przestałaby działać a nie posiadałaby niczego.
Opuszczając bowiem me­dytację, za pośrednictwem której działa rozmyślaniem z po­mocą władz zmysłowych, przy równoczesnym braku kon­templacji, to jest wspomnianego poznania ogólnego, w którem są czynne duchowe jej władze, jak pamięć, umysł i wola, zjednoczone w tym poznaniu, jako zdziałanym i przyjętym przez nie, byłaby z konieczności pozbawiona wszelkiego ćwiczenia odnośnie do Boga.
Co więcej, dusza nie może działać ani odbierać wrażeń, ni trwać w czynności inaczej jak tylko drogą tych dwu rodzajów władz zmysłowych i du­chowych. Albowiem za pomocą władz zmysłowych, jakośmy powiedzieli, może ona rozważać i szukać i dochodzić do poznania przedmiotów, a za pomocą władz duchowych może się cieszyć w przedmiocie poznawań, przez władze te ode­branych już bez ich trudu, poszukiwania, czy rozważania.

Taka więc w doświadczeniu duszy zachodzi różnica między jednymi a drugimi władzami, jaka istnieje między działaniem samem a radowaniem się jego owocami; pomiędzy przyjmowaniem a korzystaniem z tego, co się otrzymało; między trudem podróży a odpoczynkiem pełnym pokoju u celu drogi; pomiędzy przygotowywaniem uczty a jej spo­żywaniem. A jeśli jakowyś sposób ćwiczenia się duszy nie zostawałby jeszcze tak poza działaniem władzami zmysłowymi w medytacji i rozmyślaniu, jak i przyjęciem ich i do­konaniem we władzach duchowych, stanowiącym kontem­plację i proste, jakośmy powiedzieli, poznanie, dusza niczym nie byłaby zajęta i próżnująca w obydwu rodzajach władz swoich, nie wiem zaś, skąd i na jakiej podstawie można by powiedzieć, jakoby była zajęta. A więc konieczną jest rzeczą posiadanie owego poznania przed opuszczeniem drogi me­dytacji i rozmyślania.

Tutaj jednakże zauważyć należy, że to poznanie ogólne, o którem mówimy, jest często tak subtelne i delikatne a zwłaszcza im jest czystsze, prostsze, doskonalsze, bardziej duchowe i wewnętrzne, że dusza, mimo że jest w nim czynna, nie zauważa go ani odczuwa. Najczęściej ma to miejsce wówczas, gdy, jakośmy powiedzieli, jest ono jaśniejsze i czystsze i prostsze i doskonalsze, a i wówczas także, gdy przenika duszę czystszą i bardziej obcą pojęciom i wiadomościom szczegółowym, które by mogły zająć umysł lub zmysły, bo wówczas dusza dla braku tego, co dotyczy przedmiotów, w jakich umysł i zmysły mają właściwość i zwyczaj się ćwiczyć, nie czuje ich, ile że brak jej dawnej zmysłowości.

I to jest przyczyną, dla której, w miarę im to poznanie jest czystsze, doskonalsze i prostsze, tym mniej umysł je odczuwa i tym bardziej wydaje mu się ono ciemnem. Prze­ciwnie, im mniej jest czyste i proste w umyśle, tym jaśniejszym i zrozumialszym mu się zdaje, przez to, że jest odziane, czy zabarwione, czy otulone w jakoweś formy dostępne dla rozumu, na których umysł lub zmysły bardziej oprzeć się mogą.

Zrozumie się to dokładnie przez porównanie: jeśli wpatrzymy się w promień słońca, który wpada przez okno, widzimy, że im więcej w nim pyłu i prochu, tym wyraź­niejszy, widoczniejszy i jaśniejszy wydaje się wzrokowi zmysłowemu; a jasne, że wówczas jest on mniej czysty i mniej jasny w sobie i przejrzysty i doskonały, bo pełen tylu pro­chów i pyłów. Jak również wiemy, że im jest czystszy i wol­niejszy od nich, tym mniej wyraźny dla oka materialnego; —natomiast im bardziej wolny, tym bardziej ciemny i mniej wyraźny się zdaje. A jeśliby cały promień stał się zupełnie czystym i wolnym od wszelkich pyłów i prochów aż do najsubtelniejszych atomów, to wówczas wydawałby się zu­pełnie ciemnym i niedostrzegalnym dla oczu, ponieważ bra­kłoby w nim tego, co widzialne, to jest przedmiotów, pod­padających pod zmysł wzroku.
Dlatego oko nie znalazłoby oparcia, bo światło nie jest przedmiotem widzialnym dla wzroku, tylko środkiem, przez który dostrzega on to, co wi­dzialne. Stąd, gdy zabraknie przedmiotów widzialnych, w któ­rych odbija się promień czy światło, zgoła ujrzeć go niepo­dobna! Gdyby więc promień wszedł przez jedno okno a wyszedł przez drugie, nie natrafiwszy na jakąś rzecz ma­terialną, nie zdaje mi się, by można było go zobaczyć; a z tym wszystkim, promień sam w sobie byłby czystszy i przejrzystszy, niźli, gdy pełen rzeczy widzialnych, wido­czniejszym przez nie się zda i jaśniejszym.

To samo zachodzi odnośnie do światła duchowego we wzroku duszy, to jest w umyśle. Ogólne owo poznanie i światło nadprzyrodzone, o jakiem mówimy, przenika go bowiem tak czysto i prosto, a tak ogołocone i obce wszelkim formom zrozumiałym, które są przedmiotami ustosunko­wanemu do umysłu, że ten nie czuje ich ani zauważa. A nawet często (wtedy, gdy jest czystsze) sprawuje w nim raczej ciemności, bo go oddala od zwyczajnych świateł i form i wyobrażeń, a wówczas czuje on w sobie i wyraźnie zauważa ciemność.
Natomiast, jeśli owo Boskie światło nie przenika duszy z siłą tak wielką, wtedy ona ani nie czuje ciemności ani nie widzi światła, ni żadną miarą nie pojmuje jego znaczenia. Dlatego dusza zostaje nieraz jakoby w wielkim zapomnieniu, bo ani nie wie, gdzie weszła, ni co w niej zaszło i kiedy. Stąd zdarzyć się może i tak bywa, że wiele godzin mija w tym zapomnieniu, a duszy, skoro powróci do siebie, czas ten wydalę się jedną chwilą, lub nie wie, czy w ogóle jaki upłynął. Przyczyna zaś tego zapomnienia leży w czystości i w prostocie poznania. Ono to bowiem, będąc czystym i jasnym, czyni też duszę, którą przenika, jasną i czystą odnośnie do wszelkich wyobrażeń i form zmysło­wych i pamięciowych, działających w czasie, a przez to stawia ją w zapomnieniu i jakby poza czasem (1). Stąd taka modlitwa, mimo że, jakośmy powiedzieli, trwa długo, duszy wydaje się niesłychanie krótką, została bowiem zjednoczona w czystej mądrości, która nie zależy od czasu. O takiej krótkiej modlitwie mówi się, że przenika niebiosa, albowiem wolna jest od więzów czasu. Przenika zaś niebiosa, bo dusza ta zjednoczona jest z mądrością niebieską.

Poznanie to opuszcza ją, gdy przypomina sobie skutki, jakie w niej sprawiło bez jej wiedzy. Objawiają się one we wzniesieniu umysłu, zapatrzonego w prawdy wieczne, w oder­waniu i oddaleniu od wszelkich rzeczy i form i wyobrażeń i pamięci o nich. I to właśnie wyraża Dawid, gdy, przycho­dząc do siebie z takiego zapomnienia, woła: Vigilavi, et factus sum sicut passer solitarius in tecto, — czuwałem i sta­łem się jako wróbel samotny na dachu (Ps. Cl, 8) „Samotny“ znaczy, od wszelkich rzeczy oddalony i oderwany. „Na dachu“ zaś, to jest z umysłem wzniesionym wysoko; i tak zostaje dusza jakoby nie rozumiejąca rzeczy, ponieważ zna tylko Boga, nie wiedząc, jakim sposobem. Podobnie w Pieśni nad Pieśniami Oblubienica objaśnia skutki, jakie w niej sprawił ten sen i zapomnienie i owa niepamięć, gdy mówi, że w nią zstąpiła, słowem: Nescivi, nie wiedziałam (Pieśń n. P., VI, 11). To jest, nie wiedziałam, skąd. I mimo że (jakośmy powiedzieli) duszy w tym poznaniu zdaje się, iż nic nie czyni i niczym nie jest zajęta, ponieważ władzami ani zmysłami nie działa, jest przekonana, że ani się nie za­traca, ani nie jest nieużyteczna. Bo chociaż ustaje zespół władz duszy, umysł jej jest w stanie przez nas opisanym.
Dlatego, również w Pieśni nad Pieśniami, Oblubienica w mą­drości swojej odpowiada samej sobie na tę wątpliwość, mówiąc: Ego dormio et cor meum vigilat, — ja śpię, a serce me czuwa (Pieśń n. P. V, 2). Mimo że śpię, według tego, czem jestem z natury, zaprzestawszy działania, serce moje czuwa, wzniesione sposobem nadnaturalnym, w nadprzyrodzonym poznaniu. Wyrazem zaś rozpoznania, czy dusza czynna jest w tym tajemniczym pojmowaniu, jest to, że nie ma upodobania w myślach o jakiejkolwiek rzeczy, czy to wysokiej czy niskiej.

Rozumie się, że nie znaczy to bynajmniej, jakoby takie poznanie musiało koniecznie powodować owo zapomnienie, o którem mówiliśmy, lub też by ono nieodzownym było jego warunkiem. To bowiem wówczas jedynie ma miejsce, gdy Bóg szczególnie odrywa duszę od działania władz naturalnych i duchowych, co rzadko tylko się zdarza, ponieważ nie zawsze owo poznanie obejmuje całą duszę.
Ażeby je­dnak dostatecznym było w wypadku, o którym mówimy, wystarcza, by umysł oderwany był od wszelkiego poznania szczegółowego, tak doczesnego jak i duchowego i aby wola nie miała ochoty myśleć ni o tych ni o tamtych rzeczach, wówczas to bowiem mielibyśmy znak, że dusza jest w nim czynna. I dowód ten jest potrzebny dla pewności, że dusza znajduje się w swym zapomnieniu, gdy to poznanie, jak się to często zdarza, nasuwa się i udziela samemu tylko umy­słowi i dusza nie zwraca na nie uwagi. Bo kiedy równo­cześnie, jak najczęściej się dzieje, udziela się woli, dusza mniej więcej zdaje sobie sprawę, że jest zajęta i czynna w tym poznaniu, objawiającym się w niej przez słodycz miłości, choć nie rozróżnia w szczegółach tego, co miłuje.
I dlatego nazywa je poznaniem miłosnym ogólnym, ponieważ tak, jak przedstawia się w umyśle, udzielając się mu w ciem­ności, tak również objawia się w woli, wlewając w nią mi­łość i słodycz w sposób niewyjaśniony, tak iż dusza nie umie rozróżnić tego, co kocha.

Tyle wystarcza na razie dla zrozumienia, jak bardzo powinna być dusza czynną w tym poznaniu, by mogła opu­ścić drogę rozmyślania i miała pewność, że bardzo jest czynna, mimo pozorów, jako nic nie czyni, gdy widzi w sobie wymienione znaki. Aby zaś można było równocześnie zro­zumieć, co wyraziliśmy przez porównanie o zapylonym pro­mieniu słonecznym odnośnie do oka, powtórzę tu, że nie wówczas, gdy światło owe zrozumiale i wyraźnie przedsta­wia się umysłowi, dusza uważać je ma za jaśniejsze, wyższe i czystsze, bo jasne to jest i zgodne z orzeczeniem Arysto­telesa i teologów, że im wznioślejsze i wyższe jest światło Boże, tym ciemniejsze dla naszego umysłu.
O tym Boskiem poznaniu wiele by można mówić, tak o nim samem jak i o skutkach, które sprawia w duszach kontemplatywnych, lecz wszystko to odkładamy na porę właściwą, ponieważ to, cośmy o tern dotąd powiedzieli, nie pozwala nam rozszerzać się nazbyt, jeśli nie chcemy uczynić tej nauki ciemniejszą niżeli jest, a to pewne, że za taką ją uważam. Bo pomi­nąwszy, że przedmiot ten rzadko porusza się w sposób po­dobny tak w słowie jako i w piśmie, ponieważ sam z siebie w wysokim stopniu jest niezwykły i ciemny, to jeszcze przy­łącza się do tego mój styl niezręczny i niedostatek wiedzy.
Dlatego, nie dowierzając własnej umiejętności wyrażania swych myśli, niejednokrotnie, jak sądzę, rozwodzę się zbytecznie i przekraczam granice, wystarczające w danym miejscu i punkcie podawanej przeze mnie nauki. Tego jednakże, jak wyznać muszę, dopuszczam się często rozmyślnie, bo to, czego nie można zrozumieć po jednym dowodzie, lepiej może się wyjaśni przez kilka. Myślę również, że więcej spłynie stąd światła na to, o czym mówić się będzie dalej.
Z tej też przyczyny uważam, że chcąc dopełnić zakończenia tej części, nie można pozostawić bez odpowiedzi pewnej
wątpliwości, która dotyczy trwałości tego poznania a przeto uczynię to krótko w rozdziale następnym.

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (15)-Wyobraźnia (rozważanie) nie może być środkiem, ale etapem pośrednim do zjednoczenia z Bogiem.


Św. Jan od Krzyża- Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

1) Określenie św. Jana od Krzyża, że dusza, zostająca w kon­templacji, jest poza czasem, objaśnia komentator Karmelita B. P. Jose de Jesus Maria w sposób następujący: „Jest to, powiada, mówiąc o kontemplacji, oderwanie się duszy od ziemi a zatopienie w niezmierzonym morzu bytu Bożego, wyrwanie się z granic czasu a wej­ście w nieskończoność wieczności. Albowiem czyste i proste poznanie, w którem dusza wówczas zostaje, jak zaznaczają św. Dionizy i św. nasz Ojciec, nie podlega czasowi, bo według objaśnienia św. Tomasza dusza przez swą substancję duchową jest ponad czasem i ruchami ciał niebieskich, którym podlega jedynie z racji ciała. A przeto, gdy się od ciała oddali, aby przez czyste poznanie pogrążyć się w rzeczy wieczne, odkrywa swoje królestwo naturalne i staje poza czasem, jeśli nie substancjalne, to przynajmniej według swego doskonalszego istnienia, które bardziej polega na aktach jej niźli na władzach. Dla­tego mówi św. Grzegorz, że „święci jeszcze w tern życiu wchodzą w wieczność, spoglądając na wieczność Boga“. (Tratado de la ora­tion y contemplation sacado de la doctrina de la bienaventurada Mądre Teresa de Jesus y del venerable Padre Fray Juan de la Cruz. Manuscrito de las Carmelitas de Consuegra). Do świadectwa tego dodać możemy uzasadnienie, które sam Autor „Wnijścia“ nam podaje. Mówi on mianowicie, że „dusza w kontemplacji nie działa ani pojmuje przez rozmyślania, formy i obrazy, a tylko stawia się w akcie czy­stym i prostym poznania i miłości”. A jeśli tak, tedy w tych działa­niach duszy niema ruchu ani następstwa, a przeto brak elementów, które według filozofii czas określają. I taka jest filozoficzna podstawa słów Mistycznego Doktora. (Przyp. tłum.).

Skomentuj