Luty – Miesiąc Matki Bożej Bolesnej: O Siedmiu Boleściach NMP- Cz.3 Zniknięcie Pana Jezusa

ROZWAŻANIE
SIEDMIU BOLEŚCI MATKI PRZENAJŚWIĘTSZEJ.

Trzecia Boleść.

ZNIKNIENIE JEZUSA W KOŚCIELE.

Cała doskonałość człowieka zawisła, mówi Jakub święty, na cnocie cierpliwości. Cierpliwość ma doskonały uczynek abyście byli doskonali i zupełni, którym ni na czem nie schodzi (Jak. I. 4.). Przedstawiając nam przeto ja­ko wzór najwyższej doskonałości Maryę Przenajświętszą, Pan Bóg postanowił Ją wśród okoliczności i wypadków najszczególniej cnotę cierpliwości w Niej objawiających.
Rozważmy teraz, jak ta cnota jaśnieje w Przenajświętszej Pannie, w boleści jakiej doznała przy zniknieniu Pana Jezusa w kościele.

Dotknięci z urodzenia ślepotą, niewiele cierpią, czu­jąc się pozbawionymi światła dziennego; lecz kto używał dobrego wzroku a później go traci, ten podwójnie nad nieszczęściem swojem boleje. Podobnie się dzieje z nie­szczęsną duszą, która prawie nigdy Boga nie znała, a która utrącając Go zupełnie, nie doznaje wielkiego stąd żalu; gdy tymczasem dusze długo światłem łaski cieszące się, napełnione miłością Boga, nierównie większej doznają boleści, gdy ten skarb najwyższy gubią.

Zastanówmy się ile to ucierpieć musiała Matka Boża tego przebicia Jej serca trzecim mieczem boleści, gdy przez całe trzy dni pozbawiona była obecności Jezusa, ukrywającego się w kościele Jero­zolimskim!

W drugim rozdziale Ewangelii swojej Łukasz świę­ty opowiada, że Marya i Józef, co rok zwiedzając pobożnie kościół Jerozolimski, przybyli tam razu pewne­go razem z Panem Jezusem mającym podówczas lat dwanaście wieku. Gdy po odprawionem nabożeństwie wracali do Nazaretu, miejsca zwykłego swojego pobytu, zdarzyło się, iż Pan Jezus mimo wiedzy Matki Prze­najświętszej, (mniemającej iż się przyłączył do podo­bnież wracających krewnych, albo przyjaciół) pozostał w Jeruzalem. Wróciwszy do domu Przenajświętsza Panna, nie widząc przybywającego Syna, poczęła pytać o Niego u znajomych: a nie mogąc żadnej powziąć wiadomości, pospieszyła napowrót do Jeruzalem, gdzie Go przez dni trzy szukała O! jakiegóż to cierpienia i smutku przez ten czas doznawać musiała Matka bolesna, szukając Syna drogiego po różnych miejscach wielkiego i ludnego miasta, a powtarzając one słowa pieśni Salamonowych: Żaliście widzieli, którego miłuje dusza moja? (Cant. III.); a nikt nie mógł dać Jej zaspakajającej odpowiedzi. Pewnie w głębokim pogrążona smutku, ze łzami powtarzała także i te słowa Bubena, opłakującego stratę brata swego Józefa: Chłopięcia nie widać a ja dokąd pójdę?’ (Genes. XXXVII) Jezusa mojego nie widać, a ja dokądże mam się udać, by Go odszukać? Dokąd pójdę, aby wynaleść ten mój skarb jedyny i pociechę najwyższą? Były mi łzy mojej mówiła, Mary a słowami Dawida, za chleb we dnie i w nocy, gdy mi mówią co dzień kiedyż jest Bóg twój? (Psal. XV) Słusznie też wnoszą pobożni autorowie opisujący niniejsze szczegóły boleści Matki Przenajświętszej, że przez te trzy doby, ani na chwilę oka nie zamknęła, i całe noce przepędzała na modlitwie, prosząc Boga aby Jej powrócił zgubionego Syna.

Często także, mówi Bernard święty, do samegoż Pana Jezusa, odzywała się słowami Sulamitki: Synu, oznąjmijże mi kędy odpoczywasz, abym się nie poczęła błąkać, szukając cię na próżno.

Boleść ta Matki Przenajświętszej była, nie tylko jedną z największych Jej boleści, lecz była największem, jakiego kiedy doznała, smutkiem i utrapieniem. We wszystkich bowiem innych swoich boleściach, miała obok siebie Jezusa: w kościele, w chwili gdy Symeon święty przepowiedział Jej mękę Pańską, w ucieczce
do Egiptu, i w pobycie w tym kraju, Chrystus był przy Maryi i samą obecnością swoją pocieszał Ją i do­dawał męstwa zbolałemu sercu. W tej boleści pierwszy raz cierpieć musi sama, powtarzając z Psalmistą Pań­skim : Jasności oczu moich nie masz przy mnie (Ps. XXVII).  Jezus mnie odstąpił, i nie wiem gdzie przebywa.

We­dług zdania świętej Brygidy, cierpienie przez Matkę Bożą wtedy doznane było większe, jak cierpienia kiedykolwiek doznane przez wszystkich męczenników razem wziętych. Te trzy doby, były dla Maryi trzema wiekami smutku i boleści, bez żadnej pociechy. Bo cóż Ją pocieszyć było w stanie, gdy mogła powtórzyć z Prorokiem Jeremiaszem: Przetoż ja płacząc, a oko moje jest spuszczając wody, bo się oddalił odemnie pocieszyciel (Tren. I. I0). Nie ustawała też we łzach, i mówiła znowu z Tobiaszem: Co za wesele mi będzie, która w ciemności siedzę, a światłości niebieskiej nie widzę (Tob. V. 12.)

Prócz tego w każdej innej boleści, której doznała Przenajświętsza Panna, wiedziała, że powód Jej smutku pochodził z wypadków z których miały spłynąć dla zbawienia ludzkiego najobfitsze korzyści; lecz nie mogła się domyślać, jakieby powody przywiodły ono zniknienie przed Nią Pana Jezusa. Przez uczucie niezmiernie głębokiej pokory swojej, pisze Lanspergus, mniemała, że Pan Bóg poczytał Ją za niegodną opiekowania się nadal Boskiem Dzieciątkiem, i to Ją nad wszystko bolało i smuciło. „Niestety! mówiła sama do siebie, może nie pielęgnowałam Go tak jak należało? może tym sposobem odbieram karę zasłużoną niedbalstwu mojemu!” Szukała przeto Jezusa, powiada Origines, nietylko z niespokojnością o los ukochanego Syna, lecz oraz i z myślą, że Ją umyślnie odstąpił; a bez wątpienia, nie masz dla duszy miłującej Boga większej boleści, jak obawa by Go nie stracić.

Ten to był główny powód niezmiernej boleści, jakiej wówczas doznawała Marya; i dlatego pierwsze Jej słowa do Jezusa, gdy Go odszukała, był on łagodny wyrzut: Synu! cóźeś nam tak uczynił? Ojciec Twój i Ja bolejący szukaliśmy Cię (Łuk. 11. ). Nie iżby temi łagodnemi i pokornymi słowy, miała Matka Przenajświętsza upominać Jezusa, tylko że chciała przed Nim wyrazić boleść z Jego odejścia doznaną. Nie były to wymówki, mówi święty Dyonizy Kartuziański, lecz rozczulonej Matki pokorne skargi.
Na koniec ten miecz boleści Matki Przenajświętszej, był tak dotkliwym razem zadanym Jej sercu, że gdy błogosławiona Benewenuta, podczas rozmyślania tej boleści, uprosiła była Przenajświętszą Pannę ażeby ją przypuściła do współuczestniczenia Jej w tym smu­tku, uczuła taką żałość na sercu, że zaledwie jej do­znała, prosiła znowu aby ją od niej uwolniła, gdyż niechybnie byłaby niezwłocznie skonała. We trzy dni potem objawiła się Jej Matka Boska i powiedziała: „Wiedz córko moja, że boleść którąś doznała, była słabym tylko odcieniem doznanej przezemnie podczas zniknienia Jezusa.” ( March. LXX act.).

Ta boleść Maryi Przenajświętszej, powinna najprzód ukoić niepokoje tych dusz, które za szczególną łaską Boską ciesząc się obecnością Jezusa w ich sercu przez uczucie tkliwej pobożności, widzą, się niekiedy pozbawione tej największej pociechy. Niech płaczą za Jezusem, ale niech łzy wylewając nie tracą wewnętrznego pokoju, tak jak Marya go nie traciła, opłakując zniknienie swojego syna; z tego jedynie po­wodu, niech nie sądzą że już ich łaska Boska na zawsze odstąpiła: bo jak to sam Pan Jezus objawił świętej Teresie, nikt nie traci łaski, sam nie wiedząc o tem; a tylko dobrowolnie i rozmyślnie grzeszącego Pan Bóg od siebie odrzuca.

Pan Jezus ukrywa się niekiedy przed duszą najszczerzej Go miłującą, lecz pomimo tego z serca jej nie wychodzi; a ukrywa się na to jedynie, aby Go taż dusza jeszcze z większą miłością i z większem upragnieniem szukała. Lecz żeby Jezusa znaleźć, potrzeba Go szukać nie pomiędzy uciechami i rozkoszami świata, ale pomiędzy krzy­żami i umartwieniami, jak Go Marya szukała. Bole­jący szukaliśmy Cię, powiedziała do Syna gdy Go znalazła. A stąd, powiada Origines, naucz się od Maryi, że cierpiąc i bolejąc najpewniej znajdziesz Je­zusa. 

A o cóż nam innego na tym świecie chodzić po­winno, jak nie o to tylko, aby szukać i znaleść Je­zusa? Hiob dotknięty wszelkiego rodzaju nieszczę­ściami, Hiob pozbawiony tronu i dostatków, na obrzy­dliwym gnoju leżący; Hiob w jednej chwili tracący cały swój majątek i wszystkie swoje dzieci, okryty ranami i dnie i nocy w bólach najmniejszej ulgi nie doznając, nie był jednak nieszczęśliwym, i za nie­szczęśliwego się nie poczytywał, bo Boga nie stracił, i cieszył się Jego obecnością w swojem sercu. Stra­cił wszystko czem go Pan Bóg obdarył, mówi Augustyn święty, lecz Boga swego posiadał, i to mu za wszystko starczyło.

Lecz biada i stokroć biada nie­szczęsnym duszom przez grzech Boga tracącym. Jeśli Marya Przenajświętsza tak gorzko płakała, gdy Ją Pan Jezus bez najmniejszej z Jej strony winy na trzy dni obecności swojej pozbawił, o! jakież łzy wylewać powinni grzesznicy, którzy z własnej winy łaskę utracili i do których Pan Bóg w sprawiedliwym gniewie swoim, odzywa się temi słowy Proroka: boście wy nie lud mój, i Ja nie będę Bogiem waszym; (Osia. 9. ) nieprowości wasze rozdzieliły miedzy wami a między Bogiem wa­szym (Isai. L, IV. 2). Bo taki jest skutek grzechu: grzech odłącza duszę od Boga. Nacóżby się wtenczas przydały wszy­stkie skarby i wszelkie rozkosze ziemskie, chociażby się je posiadało? wszystko to, według wyrażenia Sa­lomona: marności i utrapienia ducha (Eccles. I. 14. ). Lecz najsmutniejszym jest to stanem duszy, gdy się kto wię­cej troszczy o straty rzeczy ziemskich, jak o stratę samego Boga, „Straci rolnik wołu, mówi Augustyn święty, i szuka go starannie; straci pasterz owcę, w okolicy całej ją śledzi: straci człowiek cośkolwiek kosztownego, nie ma pokoju póki zguby nie odzy­ska; a przez grzech straciwszy Boga, niestety! ja­kże często nie troszczy się o to wcale.

Przykład.

W kronikach Towarzystwa Jezusowego opisane jest następujące zdarzenie: W Indyach pewien młodzie­niec zabierający się do wyjścia z mieszkania w celu popełnienia grzechu, usłyszał głos tak do niego się odzywający: „Stój! gdzie idziesz.” Obraca się i patrzy, aż oto na obrazie Matki Bożej bolesnej, wiszącym na ścianie, Przenajświętsza Panna wyjmuje miecz prze­szywający Jej serce i tak się do niego odzywa: „Wstrzymaj się; weź miecz ten i raczej przeszyj mi piersi, aniżeli żebyś miał zadać śmierć Synowi mo­jemu popełniając grzech o którym zamyślasz.” Na te słowa młodzieniec padł na ziemie, i gorzko opłakując winę swoją błagał Boga i przenajświętszą Matkę o odpuszczenie mu grzechu, a wyspowiadawszy się otrzymał takowe.

MODLITWA

O! Maryo Przenajświętsza! Dlaczegóż tak bolałaś szukając Syna Twojego ? czyż nie wiedziałaś gdzie Go znaleźć mogłaś? czyż nie przebywał on i wten­czas w sercu Twojem? Wszak on na liliach niewin­ności i pokory, najchętniej spoczywa, jak to sama po­wiedziałaś: Miły mój mnie a ja jemu, który się pasie miedzy liliami (Cant. II. I6. ). Owoż te myśli głęboką pokorą bu­dzone, które serce Twoje najgłębszym smutkiem za­lewały, były to właśnie one lilie , sprowadzające do tegoż serca Boskiego Oblubieńca. Maryo! Ty opła­kujesz stratę Jezusa bez żadnej Twojej winy ukry­wającego się przed Tobą, o! dajże mnie i tylu innym grzesznikom gorzko za Nim płakać, gdy my Go grze­chami naszymi z serc naszych wydalamy. O! Pani i Matko moja! jeślim ja dotąd niegodny aby On wrócił do duszy mojej, spraw abym Go co prędzej mógł odszukać i posiadać. Wiem że Jezus niedługo ukrywa się przed szczerze Go szukającymi. Dobry jest Pan dla duszy szukającej Go (Th. III. 21. ). Wyjednaj mi przeto potrzebne łaski do tego abym Go skutecznie szukał. Tyś jest drogą przez którą najpewniej do Jezusa tra­fić, przez Ciebie spodziewam się Go znaleść. Amen.

Luty – Miesiąc Matki Bożej Bolesnej: O Siedmiu Boleściach NMP- Cz.2 UCIECZKA DO EGIPTU


UWIELBIENIA MARYI przez Św. ALFONSA LIGUOREGO Biskupa i Doktora Kościoła. Kraków. 1887 r

Skomentuj