Nauka Katolicka

Rozmyślania o miłości Bożej (5) – O aktach miłości Bożej

Bóg wszczepił miłość swoją w serca nasze w tym celu, abyśmy Mu tej miło­ści dawali dowody. W przeciwnym razie, ta miłość nasza ku Niemu byłaby czczym wyrazem, bierna, bezbarwna, jednem słowem — wprost sprzeciwiająca się wyraź­nej woli Bożej

Rozmyślania o miłości Bożej (4)- Bóg jest miłością i źródłem wszelkiej miłości

UWAGI
O aktach miłości Bożej.

Uwagi nasze w tem rozważaniu, opie­rać się będa na sposobach, jakie Bóg nam podaje w celu zachowania i podnie­cania w sercach naszych coraz gorętszej i żarliwszej miłości Bożej; jaki użytek, jaką korzyść odnieśliśmy do tej pory z tych sposobów; i jak mamy się nadal pod tym względem zachować. Akty mi­łości ku Bogu będą przedmiotem pierw­szego naszego rozważania.

Bóg wszczepił miłość swoją w serca nasze w tym celu, abyśmy Mu tej miło­ści dawali dowody. W przeciwnym razie, ta miłość nasza ku Niemu byłaby czczym wyrazem, bierna, bezbarwna, jednem słowem — wprost sprzeciwiająca się wyraź­nej woli Bożej: co naturalnie byłoby cięż­ką winą, tem bardziej że tym sposobem bardzo łatwo moglibyśmy ją w końcu utracić.

Wiemy już o tem, że przez Chrzest św. otrzymaliśmy z łaski Bożej dar tej miłości, lecz niestety, nie wiemy, czyśmy ją zachowali, lub drogą pokuty pozyskali na nowo. Jakkolwiek sumienie nic nam tak dalece pod tym w zględemnie wyrzuca, Bóg chce nas utrzymać w tej niepewności i zabrania badać i roztrząsać skryte i Jemu tylko znane tajemnice sumień naszych: ponieważ ta niepewność utrzymuje nas w pokorze i w większej gorliwości.

Niemniej jednak przyznać trzeba, iż nie ma większej pociechy i większego szczęścia na ziemi, jak gdy duszę, która pragnie oddać się Bogu, przeniknie ten ogień miłości Bożej i gdy choć na chwilę uczuje ona, że kocha Boga i że jest w łasce Bożej; najpewniejszym dowodem tej mi­łości, są częste akty tejże i dobre uczynki, oraz wierne spełnianie obowiązków .

Jakąż słodycz i źródło niewyczerpanego pokoju znaleźć może wierny chrześcijanin gdy bez złudzenia i zarozumiałości, lecz na podstawie głębokiego przekonania, wolno mu będzie wraz ze świętym Augustynem powtórzyć: „Boże mój, miłości moja, su ­mienie mi mówi, że Cię kocham!”.

Aby jednak mieć prawo do słów powyższych, trzeba czuć i wiedzieć, że mi­łość Boża żyje w sercach naszych; a mi­łość ta jak już powiedzieliśmy, zasadza się nie na słowach tylko, lecz na uczyn­kach i na częstych aktach gorącej mi­łości.

Jeżeli te akty wypływają z czystej intencji, z gorącego serca, jest to dowo­dem że miłość Boża w tem sercu panuje; jeżeli zaś są częste, wówczas domyślać się możemy, że ta miłość jest pełna siły i mocy; gdy na koniec płyną jakby z naturalnego popędu, mimowolnie i jakby z konieczności – wtedy jasnym to jest dowodem, że miłość Boża pochłonęła tę duszę zupełnie, rządzi nią i działa w niej według Swej woli i upodobania.

Gdy na­tomiast przeciwnie, rzadko się objawiają i polegają raczej na słowach tylko, po­wtarzanych z nawyknienia i z prostego zwyczaju: to wówczas łatwo poznać mo­żna, że i miłość jest słaba, a nawet nale­żałoby się obawiać, że w niedługim cza­sie zupełnie zniknie i zgaśnie, jeślibyśmy w tym opłakanym stanie czas dłuższy trwali.

Musimy uprzedzić jednak dusze skru­pulatne i bojaźliwe, że prawdziwy akt miłości Bożej nie polega koniecznie na tych tylko słowach: „Boże mój, ja ko­cham Ciebie!” – Wszystkie akty, którymi Boga wielbimy, przez które pragniemy aby był znany, kochany i uwielbiany od wszystkich stworzeń, są zarówno dosko­nałymi aktami miłości Bożej. Jeżeli z uwagą i uczuciem powtarzam słowa modlitwy Pańskiej: „Ojcze nasz, któryś jest w nie­bie, święć się Imię Twoje; przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi: – tyle też czy­nię aktów doskonałej miłości Bożej, wypływających z najwznioślejszych pobudek. Psalmy, modlitwy liturgiczne i in­ne w tysiącznych odmianach, mogą się zmienić w gorące akty miłości Bożej, pod wpływem naszego uczucia. Prócz tego, Chrystus Pan Sam powiedział, że głównym dowodem naszej miłości ku Bogu jest, gdy zachowujemy Jego przy­kazania; że czynem i cierpieniem dla chwały Jego, więcej jak słowami, okazać Mu możemy miłość naszą. Tym sposo­bem, życie z gruntu chrześcijańskie i zgodne z zasadami Pisma św., jest najwyższym dowodem, że w sercu naszem miłość Boska panuje, choćbyśmy nawet wyraźnych aktów tejże miłości każdej chwili Bogu nie składali.

Wszyscy jesteśmy obowiązani nie tylko miłość Bożą w sercu zachować, ale też starać się zarazem nieustannie o jej wzrost i pomnożenie. Zachowujemy miłość Bożą, unikając grzechu i strzegąc się złego, a pomnażamy ją przez dobre czyny. Jest to nieodwołalne prawo, któ­remu nawet trudno nakreślić granice.

Ogólnie znaną jest rzeczą, że każdy obo­wiązek, każda czynność musi mieć swoje objawy; i z tych objawów mniej więcej częstych lub rzadkich, wnioskujemy o złem lub dobrem zachowaniu się naszem. To-sam o zastosować możemy co do naszych cnót i przewinień; co do łask naturalnych i nadnaturalnych. Przy tem tak cnoty, jak i złe obyczaje nasze nabierają siły i mo­cy w miarę nawyknienia, w miarę częstszych dobrych, lub złych czynów. Stąd wynika, że każdy chrześcijanin chcąc się wyćwi­czyć w miłości Bożej, powinien czynić częste akty tejże, czy to w sercu tylko, czy słowami, lub też za pomocą dobrych uczynków.

Wreszcie, ponieważ to jest niepo­dobieństwem określić, ile wyraźnych aktów miłości Boskiej, powinniśmy wy­konać w pewnym oznaczonym czasie: np. w roku, w miesiącu, lub w tygodniu, stąd łatwy w niosek, że powinniśmy całą siłą dążyć do tego, aby ich jak najwię­cej wykonać; i że pod tym względem przy najściślejszem badaniu siebie w obec­ności Bożej, nigdy w całej pełni zadowo­leni być nie możemy. W kwestii bowiem, w której rozchodzi się o rzecz tak wiel­kiej wagi, łatwo pojąć i zrozumieć, iżeśmy raczej powinni prześcignąć wszel­kie zobowiązania, które dość jasno określone nigdy być nie mogą, jak po­zostać w tyle, tak pod względem Boskiej chwały, jak i własnej naszej korzyści.

Nie jesteśmy w stanie pojąć ani zro­zumieć całego znaczenia i potęgi, tego naszego ścisłego wobec Boga obowiązku. Bóg bowiem chce i wymaga, abyśmy Go z całego serca, z całej duszy i ze w szyst­kich sił kochali i wtedy tylko zadowolo­ny z nas być może, jeśli to Jego przykazanie jak najwierniej spełnimy;  Święty Augustyn naucza, że przykazanie to jest tak potężne i doniosłe, iż w przyszłem ży­ciu dopiero zdołamy zaledwie wiernie je wypełnić; a święty Bernard twierdzi, że „miarą naszej miłości ku Bogu jest właś­nie ukochanie Go bez miary! “

Na pytanie, jakim sposobem dusza oddana Bogu może się upewnić, że czy­ni tak częste akty miłości Bożej, jak to Bóg od niej wymaga: jedną tylko znajdu­ję odpowiedź. To jest: te powinniśmy tak kierunek tych aktów, jak w ogóle wszystko co nas dotyczy, i wszystkie czyny życia naszego wyłącznie Bogu powierzyć, a wcale nie polegać na sobie.  Jest to sposób najłatwiejszy i niezawodny. Bóg wszystko może, a my sami z siebie nie jesteśmy w stanie nic dobrego, a tem samem — żadnego i najmniejszego aktu miłości Bożej uczynić.

Dlatego też po ­winniśmy się oddać temu miłosiernemu Bogu całkowicie i niepodzielnie, obrać Go sobie za  władcę i Pana naszych myśli, uczuć i wszelkich naszych uczyn­ków. W ten sposób postępowali wszyscy Święci, zanim osiągnęli szczyt doskonałości chrześcijańskiej. I dla nas innej drogi niema. Oddawszy się Bogu na wyłączną własność, prośmy Go co dzień rano, aby raczył w ciągu dnia pobudzić nas do tylu aktów miłości ku Śobie, ile to uzna za stosowne dla Swojej chwały a naszego uświątobliwienia.

Następnie starajmy się dzień cały spę­dzić w skupieniu i uwadze, aby żadnego natchnienia Boskiego nie stracić i każde jak najwierniej wypełnić; a choć przez nieudolność naszą nieraz upadniemy, starajmy się przynajmniej pod tym w zględem silne czynić postanowienia. Odna­wiajmy je po każdym upadku i z powodu niewierności naszych, czyńmy sobie głębokie i szczere wyrzuty. Po krótkim przeciągu czasu, postępowaniem podobnem wielką w życiu wewnętrznem odniesiemy korzyść.

Przeczytawszy powyższą uwagę, mo­że nam jednak ktoś zarzucić: Prawda, jest to sposób najlepszy i najłatwiejszy w zasadzie, w wykonaniu jednak niesły­chanie trudny. Na odparcie tego wniosku, tę tylko dać możemy odpowiedź: Nie liczmy wcale na własne siły, lecz w mia­rę i w sposób, jaki Bóg nam wskazuje, starajmy się spełniać Jego świętą wolę.
Bóg znając nędzę i nieudolność naszą, nie zostaw i nas nigdy bez pomocy, jeśli Mu szczerze służyć zechcemy. Owszem, jeśli tylko będziemy powolni [poddani] Jego natchnieniu, to i łaska Boża coraz wyraźniej działać w nas będzie i stanie się głównem i jedynem źródłem w szyst­kich naszych aktów miłości tak w słowach, jak w czynie.

Stosownie zatem do wyżej w skazanego sposobu, oddajmy się bez wahania miłosierdziu Bożemu, a Bóg wszystkim zamiarom naszym pobłogosła­wi, ułatwi je i uświęci.
Pragnienie miłości Bożej, obok chęci wykonywania tejże na swój sposób i według własnych pojęć, jest wyraźną i oczywistą sprzecznością; bez wysiłku, bez wewnętrznej pracy i zupełnego pod­dania się naszego woli Bożej, celu tego nie osiągniemy nigdy. Musimy zważyć, że zepsuta natura nasza przez grzech pierworodny, całą siłą sprzeciwia się i opiera łasce i miłości Bożej, żeśmy sa­mi także, przez dobrowolne upadki i nieustanne schlebianie naszej miłości własnej, powiększyli jeszcze to zepsucie i ten wstręt do dobrego; że na koniec to wzniosłe przykazanie kochania Pana Bo­ga nade wszystko, ma za cel główny wy­korzenić w nas do szczętu nasienie grze­chu, podnieść z upadku—i ludzi cielesnych i ziemskich, wbrew ich zwierzęcej natu­rze, jeszcze tu, na ziemi przemienić w istoty niebiańskie i duchowe. Cel to wzniosły i wspaniały, lecz trudno za­przeczyć, iż wymaga z naszej strony za­parcia, walki i pracy.

Mając na w zglę­dzie łaskę Bożą przy dobrej woli serc naszych, droga ta służąca nam do uświątobliwienia się, łatwą się wydaje; nieprze­liczone jednak przedstawia trudności zepsutej naturze naszej.

Chcielibyśmy wiedzieć zapewne, jakie skutki i jakie owoce przyniesie nam owa
walka z naturą naszą, mężnie przedsięwizęta i wiernie wykonywana?

Najpierw Bóg widząc nasze stanowcze postano­wienie, nie poskąpi nam Swej łaski, a pod­dając nam częste natchnienia do gorących aktów miłości Boskiej, skłoni naszą wolę do ochotnego w spółdziałania z niemi.
Następnie, akty owe rozbudzą w sercach naszych taką słodycz i niezrównaną pociechę, iż mimo woli rozżarzy się w nas gorące pragnienie powtarzać je coraz częściej; i tym to sposobem, związek dusz naszych z Bogiem coraz bardziej, z dniem każdym zacieśniać się będzie.
Wreszcie te akty miłości naszej ku Bogu wejdą nam w zwyczaj, płynąć będą z serc naszych z taką łatwością, że jak święty Grzegorz Nazyanzeński potwier­dza, każda myśl, każde tchnienie nasze wyłącznie Bogiem tylko będzie przejęte.

Chcielibyśmy niezawodnie osiągnąć ten szczyt doskonałości. A zatem rozpoczynajmy bez zwłoki to wielkie dzieło zba­wienia naszego; trwajmy wiernie w postanowieniu naszem, a dojdziemy tam,, dokąd doszli Święci.

cdn.


Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.

Zdrowa nauka Kościoła przeciw kłamstwom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Rozmyślania o miłości Bożej (5) – O aktach miłości Bożej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: