Nauka Katolicka

Miesiąc z Sercem Jezusa (Dzień 28)

DZIEŃ DWUDZIESTY ÓSMY

Trzy otchłanie Serca Jezusa

Przepaść przepaści przyzywa.
(Ps. XLI, 8).

 

Życie Pana naszego Jezusa Chrystusa jest niezgłębioną przepaścią cnót i doskonałości. Gdybyśmy więc je chcieli wszystkie do­kładnie wyrazić, nie tylko miesiąca jednego ale i lat całych na to by nie starczyło, bo o Bogu nigdy dosyć, nigdy za wiele powie­dzieć nie można. Ponieważ jednak trzy już tylko dni nam pozostały z niniejszego tak miłego sercu naszemu nabożeństwa, uważmy jeszcze to, co dla nas najwięcej jest przyciągającem. Będziemy zatem rozważać „trzy otchłanie sera,“ potem „trzy chwały Jezusa,“ a wreszcie trzy serca: Jezusa, Ma­ryi i Józefa.

W dzisiejszej nauce poznamy trzy ot­chłanie Najsłodszego Serca Zbawiciela.
Otóż wiedzmy, że Najświętsze Serce Pa­na Jezusa jest: 1) Otchłanią doskonałości. 2) Otchłanią boleści i 3) Otchłanią miłości

Serce ludzkie jest otchłanią nędzy i nie­wdzięczności, lecz otchłań przyzywa ot­chłań; winniśmy się więc raz na zawsze pogrążyć w tej otchłani miłości Jezusa.

 

 

I.

Przede wszystkiem Serce Pana Jezusa jest otchłanią doskonałości, lubo też i nieskończonej świętości bez wątpienia dlatego, że jest to Serce Boga-Człowieka. Wspomnieliśmy już, że Serce Boga-Człowieka winno zawierać to wszystko, co tylko może
być dobrego, czułego, szlachetnego, wspa­niałego i wzniosłego w sercu człowieka; niemniej pewnem jest to, że wszystkie za­lety i cnoty w tem Sercu są uszlachetnione i podniesione przez wszystkie doskonałości samego Bóstwa. Serce człowieka zawsze jest ludzkiem, lecz Serce Czlowieka-Boga jest samą świętością i pełnem cnót Bożych, bo osoby Boskiej.

Ach! któż zgłębi niezmierzoność tej ot­chłani? Jest to najwspanialsza świątynia, miejsce Święte Świętych, jest to najświętszy przybytek miłości! Jest to niebo niebios, olbrzymi tron przedwiecznej mądrości, żrodło niewyczerpane łask wszelkich i wszel­kiego dobra, niezmierzony ocean wszyst­kich doskonałości. „O niewyczerpany skar­bie bogactw i chwały samego Boga!“ wola Apostoł narodów. Któreż to serce miało wznioślejsze myśli i czystsze uczucia, któreż to z nich potrafiło doskonalej się po­święcić, jakaż ofiara była zupełniejszą nad ofiarę Pana Jezusa! Któż może spojrzeć w tę otchłań dobroci, świętości i doskona­łością ażeby się w niej nie pogrążył natychmiast?… Któż się odważy nie miłować Boga?. 

 

II.

Druga otchłań, to otchłań boleści.— Pan Jezus tyle wycierpiał, że niemożebnem jest zliczyć Jego łez i ran. Jeden święty Prorok przyrównywa cierpienia naszego Zbawiciela do olbrzymiego morza. Przywiedźmy sobie na pamięć całą historyę życia i śmierci Zbawiciela, a przekonamy się, że nie było boleści nad boleść Jego. Trzy wielkie rzeki płynęły nieustannie i wle­wały w ten ocean bezdenny gorzkie fale swoje… Jest to obraz rozlicznych cierpień, które były udziałem całego życia Jego: boleści serca, boleści umysłu, boleści ciała.

Patrzmy ile od samego dzieciństwa na wygnaniu wycierpiał, co ucierpiał od swych nieprzyjaciół, od niewdzięcznego narodu swego,—ileż to przykrości doznał od przyjaciół swoich, którzy Go opuścili, zaparli się i zdradzili.

Ażeby więcej odczuć wszystkie te bole­ści, dotykajmy się ich niejako w duchu, całując z poszanowaniem wszystkie narzędzia Męki Jego: a więc Krzyż, cierniową koronę, rózgi, srebrniki, szkarłatną szatę, trzcinę, włócznię, grób.., Przypomnijmy so­bie potem imiona tych osób, które Mu tak ciężkie zadawały rany: Annasza, Kaifasza, Piłata, Heroda, Barabasza, Piotra, Judasza, lub te miejsca, gdzie boleści te były Mu zadawane, jako to: ogród Oliwny, przed­sionek, więzienie, Kalwaryę, albo też te różne rodzaje strasznych mąk, jak tęskno­tę, bojażń, smutek, obawę i konanie, upa­dek sil, potwarze, przekleństwa i zdrady, fałszywe świadectwa i wyrok śmierci.

Krót­ko mówiąc: znane były Panu Jezusowi wszystkie cierpienia, przeszedł On przez wszystkie próby. Jest to Człowiek boleści, która w sercu Jego najgłębsze korzenie zapuściła. „Wielkie jest jako morze skruszenie twoje, któż cię zleczy?“ pyta Prorok (Tren. II, 13). Kogóż przepaść ta nie wabi i nie pociąga? Któż nie zapragnie pogrążyć się w niej, któż się oprze miłości Bożej?

 

 

III.

Ostatnia wreszcie ołchłań, to otchłań miłości.— „Pan Jezus ukochał nas bez gra­nic.” Wiemy już z poprzednich nauk, w ja­ki sposób Pan Jezus nam tę miłość objawił: przez ileż to łez i wejrzeń, przez ile wes­tchnień i uniesień! Jakże pięknie wyraża On uczucia swej duszy, a nade wszystko ileż to ofiar jest dowodem Jego miłości!

 

Nie trzeba już wzywać na świadka nie­skończonej dobroci Pana Jezusa. Zasta­nówmy się tylko nad symbolem Jego miło­ści, starajmy się lepiej jeszcze zrozumieć znaczenie płomieni, które otaczają i po­chłaniają to Serce. Ten święty ogień On sam spuścił na ziemię i pragnie widzieć go wszędzie. „Przyszedłem puścić ogień na ziemię; a czegóż chcę, jedno aby był zapalon“ (Łuk. XII, 49). On sam gorzał nim ciągle. Pan Jezus ukochał uczni swoich, ukochał swój naród, umiłował nieprzyjaciół aż do końca, ukochał wszystkich: i sędziów i oprawców, a nawet zdrajcę Judasza. Pro­sił o przebaczenie dla nich, modlił się, cier­piał i umarł za nich.

Lecz najlepszym do­wodem nadmiaru miłości Bożej, jej najdo­skonalszym cudem jest tajemnica ostatniej Wieczerzy, Najświętszy Sakrament Eucharystyi. W niej to Bóg dał nam najlepszy dowód swej miłości, jako nie mógł już wię­cej uczynić, bo oddał się nam zupełnie, bez podziału, bezpowrotnie… Pozostał Mu tylko ten jeden środek i użył go ażeby nas do swej miłości przyciągnąć — oddał nam swoje Serce mówiąc: „Oto Serce, któ­re tak ukochało ludzi.„O tajemnico!” o cudzie miłości! Któż może przejrzeć i po­jąć tę przepaść, nie przylgnąwszy doń, a pogrążywszy się w tym ognistym oceanie, nie zgorzeć miłością? Tak jest, powinniśmy Pana i Boga naszego miłować i Syna Jego Zbawiciela świata.

 

Jak w całym Systemie planetarnym pra­wo powszechnego ciążenia wyjaśnia nam prawidłowe ruchy ciał niebieskich, tak też podobnie istnieje prawo Boskie i niezmien­ne dla dusz i serc ludzkich, które powinno każdym ich ruchem kierować. Oto krótka treść jego: „Miłość wywołuje miłość.“ Bóg jest miłością. Wszystkie serca ku temu cią­żą środkowi, siła ta winna je zwyciężyć i zepchnąć w tę prztepaść miłości. Jest to to samo, jak gdybym powiedział: że wszys­cy winni kochać i uwielbiać Jezusa.

Jednak­że, niestety! wzniosie to prawo i święte jest jeszcze nieznanej Gdybyśmy, zważy­wszy otchłań Serca Bożego, zwrócili się do serca ludzkiego, jakąż przerażająca różni­ca! ujrzelibyśmy przdpaść nędzy i nie­wdzięczności. Niech fen widok nas upo­korzy, ale nie upadajnly na duchu, a zwróć­my się ku Bogu, który tylko sam może nas zbawić przez miłosierdzie swoje.

1-e. Serce ludzkie jest otchłanią nędzy. Znajduje się w niem nieczyste źródło najbrudniejszych namiętności. Nasiona ich dają się spostrzegać już od pierwszych chwil dziecięcia. W tem znaczeniu śmiało rzec można, że złoić je zrodziła. W miarę zaś wzrastania w łata, złe skłonności wzrastają z przerażająca szybkością, zagłuszają i bu­rzą wszystko. Któż nie zaznał tych burz, któż nie opłakiwał chwil tej nawałnicy?…
Jęcząc nad szaleństwem i uniesieniem lat młodości i niedoświadczenia, całe życie człowieka pokryte jest jakoby mgłą ciemną i wreszcie kończy się w przerażającej nocy względem niebieskich prawd wiecznych. Serce ludzkie niekochające nic nad ziemię, oddane ziemi, staje się ziemią, nie zacho­wało ono ani jednego wspomnienia ze swej niebieskiej ojczyzny, ani jednego wznioś­lejszego tchnienia, ani pragnienia lepszego żywota, ani nadziei szczęścia i wiecznej miłości.

Jest jednak środek i na to nieszczęście, do naprawienia. Ta przepaść nędzy w jed­nej chwili może być zmieniona… Grzesz­nicy oziębli kimkolwiek jesteście, „nawróć­cie się do waszego Boga“ (Jsai. XLVI, 8). Otchłań miłosierdzia was wzywa, ona wy­pełni waszą próżnię… pójdźcie, Pan w niej wielki; stamtąd biją obfite, głębokie i niezmierzone źródła łask wszelkich. Rzućcie się w Jego miłość!…

 

2-e. Serce ludzkie jest otchłanią nie­wdzięczności. Uprzedzone słodką miłością Boga tak dobrego, który bierze na siebie nazwy najmilsze: ojca, brata, przyjaciela, matki, obsypuje je tyloma łaskami. To serce odkupione najczystszą Krwią Zbawi­ciela, karmione tak często Najświętszem Ciałem Jego, nie miłuje Pana Jezusa, za­pomina i gardzi Jego dobrodziejstwy, od­rzuca jego miłość. Nietylko, że opiera się przykazaniu miłości, ale nawet znieważa Pana, Jezusa w Najświętszym Sakramencie Jego miłości!

Niewdzięczni! mówi Pan Jezus, skarżąc się przed Ojcem swoim i przed nami, gdy nie chcemy Go słuchać „odpłacają mi złem za dobre, niewdzięcznością za miłość” (Ps. CVIII, 5). Dla nas Pan Jezus przychodzi na świat w stajence, umiera na krzyżu, staje się naszym pokarmem w Tajemnicy Ołtarza, oddaje nam swą miłość.

„Tak to chciał się narodzić i umrzeć Bóg, który pragnie być umiłowanym”… A mimo to nie kochają Go; od większości odbiera samą niewdzięczność… O przepaści, o wstrętna i nikczemna otchłani!…

Jeszcze tylko jedna droga pozostaje nam do zbawienia! Oto nawróćmy się do Serca naszego Boga, a znajdziemy w Niem schro­nienie i miłosierdzie. O otchłani! odpo­wiedz otchłani krzykiem miłości i nadziei, zwróć się ku niej ze łzami, ofiarujmy się Panu Jezusowi i błagajmy Go o litość nad sobą i nad wszystkimi grzesznikami. Niech otchłań miłosierdzia pochłonie przepaść głę­bokiej nędzy ziemskiej.

Modlimy się za tych, którzy się nie modlą, kochajmy za tych, którzy nie kochają.

Zakończmy to ćwiczenie gorącem ofia­rowaniem się Sercu Jezusa.

 

 

OFIAROWANIE SIĘ NAJSŁODSZEMU SERCU
Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Oto ja NN. oddaję i ofiaruję najsłodsze­mu Sercu Jezusa siebie samego, życie mo­je, myśli moje, uczynki, przykrości i cier­pienia moje. Odtąd wszystkie władze du­szy mojej i ciało służyć mi będą na oka­zanie temu Boskiemu Sercu czci, miłości i uszanowania. Bądź, o Boskie Serce, przedmiotem mojej miłości, opiekunem życia mojego, zakładem mego zbawienia, le­karzem w wątpliwościach; wynagradzaj przewinienia moje, bądź mi bezpiecznem schronieniem w godzinę śmierci mojej. Bądź, o Serce pełne dobroci, mojem uspra­wiedliwieniem przed Bogiem, odwracaj ode mnie pociski słusznego gniewu Bożego. W Tobie całą ufność pokładam, bo zaró­wno lękam się mojej słabości jak i wszyst­kiego od dobroci Twojej spodziewam się. Zniszcz wszystko, co Ci się we mnie nie spodoba i coby Ci się opierało, wyryj się jak święta pieczęć na mojem sercu, żebym Cię nigdy zapomnieć nie mógł i nigdy nie rozłączył się z Tobą. Błagam Cię przez dobroć Twoją, o Panie, niech imię moje będzie zapisane w Tobie, w tem zakładam szczęście moje, bo nic innego nie pragnę, jak żyć i umierać w Tobie i dla Ciebie. Amen.

 


MIESIĄC CZERWIEC. O ŻYCIU WEWNĘTRZNEM CHRYSTUSA. Na wszystkie dnie miesiąca Czerwca. Z dziesiątego wydania francuskiego opracował X. Roman Rembieliński prof. Seminarjum Metr. św. Jana. WARSZAWA. 1897 r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s