Nauka Katolicka

O tym jak NMP przewiduje bliską już mękę i śmierć Syna

Przenajświętsza Panna przewiduje bliską już mękę i śmierć Syna.

Chociaż coraz liczniejsze cuda, jakie Pan Jezus czynił nie tylko w Kafarnaum, gdzie najczęściej przebywali na które Matka Boża patrzała, lecz i po całej ziemi Żydowskiej, gdzie tylko stanęła Boska stopa Jego, napełniały Ją niewymowną pociechą, gdyż widziała przez to szerzącą się chwałę Bożą, — to jednak coraz to częściej nasuwała się Jej myśl o Męce, która najdroższego Syna Jej czekała; coraz częściej i coraz to żywszy obraz śmierci, jaką miał ponieść za zbawienie ludzi, przedstawiając się Jej wyobraźni, morzem boleści zalewał Jej macierzyńskie serce.

Miecz boleści przepowiedziany Jej przez Symeona, a od owej chwili bezustannie tkwiący w Jej Przebłogosławionej duszy, teraz, im bardziej zbliżała się męka i śmierć Jej Syna na którą patrzeć miała, coraz to dotkliwiej czuć się Jej dawał; coraz to głębiej w macierzyńskie Jej serce się wtłaczał, jakby miotał się w niem okrutnie, coraz to sroższe zadając cierpienia. Im powszechniej widziała uczczonym Syna; im głośniej uwielbiano Jego mądrość; im szerzej rozchodziła się sława cudów przez Niego dokonywanych; im więcej przybywało Mu wyznawców Jego Boskiej nauki, i coraz liczniejsi garnęli się około Niego uczniowie, im większe dowody przywiązania dawali Mu Apostołowie już Go na krok nieodstępujący, a co wszystko każdą inną matkę byłoby napełniało największą i najgodziwszą pociechą, — Maryja tem bliższą widziała chwilę, w której Syn Jej a Zbawca nasz, nieuznany od uwiedzionego ludu Swego, osławiony przez Faryzeuszów i niegodnych kapłanów synagogi, przesycony obelgami, nikczemnie wydany zostanie w ręce najzawziętszych nieprzyjaciół, i po strasznej męce, najhaniebniejszą i najokrutniejszą śmiercią zamordowany.

Serce więc przenajświętszej Panny coraz sroższa uciskała boleść. Bo też już w istocie nadchodziły chwile, w których najcięższe cierpienia czekały Jej Boskiego Syna, a o których wiedziała nie tylko z Proroków, mniej więcej w ogólnym zarysie o tem mówiących, lecz i z objawienia w którem, jak to już wspomnieliśmy, miała Sobie wykryte wszystkie szczegóły Męki Zbawiciela.

Myśli zaś od tego wcale nie odwracała, uwagi Swojej nie zaprzątała czem innem, jak to zwykłe czynić osoby małoduszne, gdy przewidują, jakie przykre dla nich wydarzenia. Dusze bowiem mężne, a zwłaszcza nie tylko pokornie ale z miłością poddane woli Bożej, nie szukają błahej i zwykle złudnej ulgi w smutkach jakie je trapią, w tem żeby od powodów o smutek przyprawiających uwagę odwracać. Owszem, w myślach zadających boleść ich sercu dobrowolnie trwają : od krzyża takiego nie uchylają się, nie starają się zrzucić go z siebie, lecz z miłości Boga, który takowy na nich zesłał, a zawsze w widokach Swojej dobroci, sami się na nim jakby rozciągają, sami się do niego przybijają. I wtedy też dopiero całej z niego zasługi nabywają;i wtedy dopiero wspiera ich tenże Bóg dobry taką łaską Swoją, taką siłą, takiem męstwem do zniesienia cierpienia, jakie ich uciska, że starczy im to za wszelką pociechę, owszem jest jedyną, na prawdziwe, i chociażby najcięższe cierpienia tego rodzaju, pociechą.

 

To też przenajświętsza Panna w ostatnich już miesiącach apostolskiego zawodu Zbawiciela, cała była jakby zatopiona w rozmyślaniu Jego męki i śmierci, to jest cała przejęta na wskroś duszy ciągłą myślą, jak okrutne cierpienia i fizyczne i moralne,
i na ciele i na duszy, i na umyśle i na sercu, już wkrótce dotknąć mają Jej najukochańszego Syna.

Według Swego zwyczaju, czytając i rozmyślając codziennie Pismo Boże, już teraz ledwie że nie po całych nocach czytywała w niem tylko te ustępy, które się ściągały do męki i śmierci Mesjasza, i nad niemi długo rozpamiętywała. A ile stąd nabywała zasług przed Bogiem ; a do jakiego stopnia świętości wznosiła się przez to Jej dusza, ten tylko ocenić to i poznać byłby w stanie, kto mógłby obliczyć ile i jak gorących czyniła wtedy aktów miłości Boga, za taki dowód Jego miłości ku ludziom, jaki miał objawić właśnie męką i śmiercią Swoją, ile i jak doskonałych aktów poddania się woli Bożej, w tem wszystkiem co Ją najboleśniejszego jako z matek najprzywiązańszą czekało. Ileż to razy powtórzyła wtedy z głębi macierzyńskiego serca najsrożej zbolałego, te słowa które tak często w życiu Swojem wymawiała, gdy stawał Jej na myśli obraz mąk, jakie Jezusa czekały: Ojcze! Wszakże nie moja lecz Twoja niech się stanie wola. (1)

Ileż razy, wspólnie z tymże Ojcem przedwiecznym poświęcającym za zbawienie ludzi Syna jednorodzonego, ponawiała ofiarę z Tego, który i Jej był Synem jedynym. O! wtedy to, wtedy, patrząc co się w Jej sercu działo, można było powtórzyć i o Niej te słowa Pisma świętego mówiącego: że Pan Bóg tak umiłował świat iż Syna Swego jednorodzonego za niego wydał (2), i powiedzieć: że i Maryja tak umiłowała ludzi, że za ich zbawienie chętnie poświęcała Syna.
A poświęcała jak bezustannie odkąd Go zaofiarowała w świątyni Jerozolimskiej, tak i teraz gdy już zbliżała się chwila, w której ta przenajświętsza ofiara tak boleśnie, tak okrutnie dla Jej macierzyńskiego serca miała się spełnić. Sama Matka Boża objawiła świętej Brygidzie, że gdy zbliżał się czas, w którym miała nastąpić męka i śmierć Pana Jezusa, oczy Jej ciągle łzami się napełniały. A przewidując że już wkrótce patrzyć będzie na okrutne  cierpienia Syna, częstych doznawała mdłości i ucisków wewnętrznych, jakich się przy konaniu doznaje.

 

Lecz co także powiększało ciężkie smutki, jakich wtedy doznawała Przenajświętsza Matka, to i to, że przed nikim z niemi zwierzyć się  me mogła. A jednak w wielkich utrapieniach, w wielkich boleściach serca, wylanie się z niemi przed przyjazną duszą jest niemałą ulgą, a zupełnie godziwą, gdy i Sam Zbawiciel doznając śmiertelnego smutku w Ogrojcu, zwierzył się z niego mówiąc do Apostołów : Smutną jest dusza Moja aż do śmierci(4).

Maryja nie miała nikogo z kim by Swoją boleść podzielając, ulżyła jej nieco. Z Magdaleną nawet, która Ją kochała i czciła jak matkę najdroższą, i którą Ona nawzajem nadzwyczaj miłowała, mówić o tem z całą otwartością nie mogła. Ta bowiem wielka później Święta, jeszcze wówczas nie posiadała tyle oświecenia nadprzyrodzonego, aby do wszystkich szczegółów tajemnicy odkupienia była przypuszczoną w takim stopniu jak Przenajświętsza Panna, która przez objawienie z nieba wiedziała o wszystkiem co Jej Syna czeka. Nieraz też zdarzało się, że gdy Magdalena siedząc u nóg Matki Bożej, rozpowiadała Jej radośnie różne dowody czci jakie Zbawiciel odbiera od tych, do których serc Boskie słowa Jego trafiały, — z wielkiem zdziwieniem spostrzegała, że zamiast żeby to i Maryję radowało, przeciwnie wtedy to niewymowny, a dla niej niezrozumiały, smutek malował się na obliczu Przenajświętszej Panny i łzy spadały po Jej błogosławionych licach. A wtenczas i Magdalena zasmucona i zmieszana, obawiając się czy mimowoli nie dała jakiego powodu do smutku malującego się na obliczu Matki Bożej, klękając całowała ręce Swojej drogiej Pani i Mistrzyni, i z płaczem prosiła aby Jej powiedziała, czem przez to co mówiła mogła Ją zasmucić. Lecz Matka Boża przyciskając ją czule do serca, uspokajała, upewniając że nie ona to stała się powodem boleści jaka Jej serce zalewa, i że przyjdzie niedługo czas, w którym pozna co było jej źródłem i przyczyną.

To zaś że na obliczu Przenajświętszej Panny, a zwłaszcza dla tak miłującej Ją duszy jak była Magdalena, wciąż i jakby coraz cięższa malowała się boleść; to że miłośnie badawcze oko tej jakby przybranej córki Maryi, coraz częściej w Jej oczach łzy dopatrywało, — to mówię sprawiało że się ona do Niej jeszcze bardziej przywiązywała, jeszcze czulszą otaczała Ją troskliwością, jeszcze z większą miłością Jej służyła, i starała się już ani na krok od Niej się nie oddalać, a co wszystko nie uszło uwagi Przenajświętszej Panny. I Ona tez, ze Swej strony, coraz więcej przywiązywała się do Swojej córki duchownej, i błogosławieństw jej Swoich nie szczędziła, które dla tej szczęsnej duszy stawały się zadatkiem tych łask nadzwyczajnych i najwyższych darów niebieskich, któremi później w tak obfitej mierze została zbogaconą.

 


O. Prokop Leszczyński – Żywot Matki Bożej, Kraków. 1879 r.

 

Przypisy:
1) Mar. 14. 46.
2) Jan 3. 16.
3) Objawi. św . Bryg. c. 1. §. 10
4) Mar. 14. 34.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s