Nauka Katolicka

O tym jak nas bardzo miłuje Maryja, Matka nasza – Św. A.M. Liguori

Maryja jakeśmy powiedzieli, jest Matką naszą nie ciałem, lecz sercem. Jam matka, nadobnej miłości (1). Jedynie więc to miłość Jej ku nam czyni Ją naszą Matką. Dlatego szczyci się Ona, powiada pewien po­bożny autor, mianem Matki miłości, gdyż przysposobiwszy nas za dzieci, przejęta jest najżywszą ku nam miłością.

Któżby wyrazić potrafił miłość, z jaką Maryja czuwa nad nami, wśród wszelkiego rodzaju bied naszych! Według tegoż autora wykładającego dzieło Arnolda Karnutańskiego, Maryja przy śmierci Jezusa pałała pragnieniem najgorętszem poniesienia wraz z Boskim Synem Swoim śmierci za nas (2).

Tak że, jak znowu pisze święty Ambroży, podczas gdy Syn umierał za nas na krzyżu, Matka nastręczała się dobrowolnie katom, gotowa z miłości ku nam i własne wydać życie (3).

 

Powody miłości

Lecz aby lepiej pojąć, jak dalece miłuje nas ta Matka najdroższa, zastanówmy się nad powodami Jej miłości ku nam.

Pierwszym jest Jej wielka miłość Boga. Miłowanie Boga i miłowanie bliźniego, jak to powiedziano w Ewangelii świętego Jana, są połączone w jednem i temże samym przykazaniu : To przykazanie mamy od Boga, aby kto miłuje Boga, miłował i brata
swego (4); a stąd, im większą jest miłość Boga, tem większą miłość bliźniego.

Na co też to nie zdobywali się Święci z miłości bliźniego, a to dlatego, że wielką miłością miłowali Boga! dla dobra drugich ileż to razy poświęcali wolność własną, a nawet życie.

 

Czytaj jak święty Franciszek Xawery w Indiach, dla niesienia ratunku ludom barbarzyńskim, mimo tysią­cznych niebezpieczeństw, wdrapywał się czołgając na góry najspadzistsze, dla dostania się do pieczar, gdzie ci nieszczęśni kryli się jak dzikie zwierzęta, aby ich przywieść do poznania Boga; jak święty Franciszek Salezy, który dla nawrócenia kacerzy [heretyków, odstępców] w Szwajcaryi, narażając się na śmierć wyraźną, codziennie przez rok cały przebywał rzekę, czepiając się rękoma i no­gami belki na niej zarzuconej a niekiedy okrytej lo­dem, aby dostawszy się na drugi brzeg, miewać ka­zania do upartego w błędach swoich ludu; jak święty Paulin zaprzedał się dobrowolnie w niewolę, aby wydobyć z niej syna ubogiej wdowy; jak święty Fidelis ze Sygmaryngii, dla pozyskania Bogu narodu odpadłego od jedności katolickiej, za szczęśliwego się poczytywał, gdy zamordowywano go podczas gdy miał kazanie.

Oto do czego przywodziła Świętych miłość bliźniego, dlatego, że Boga gorąco miłowali; a któż Go miłował więcej niż Maryja ?

Ona w pierw­szej chwili Swojego życia silniej miłowała Boga ani­żeli wszyscy Aniołowie i wszyscy Święci przez cały czas swego istnienia, jak to obszerniej wyłożymy mó­wiąc o cnotach Maryi.

Sama Przenajświętsza Panna objawiła siostrze Maryannie od krzyża, że ogień mi­łości jakim pałała ku Bogu, zdolny byłby w jednej chwili obrócić w popiół niebo i ziemię , i że zapał miłości Serafinów w porównaniu z Jej zapałem, był jakby powiewem wietrzyku chłodzącego.

Jeśli tedy z pomiędzy wszystkich duchów niebieskich, nie masz ani jednego któryby miłował Boga więcej nad Maryja, przeto nie masz nikogo i nikt być nie może po Bogu, ktoby nas miłował bardziej niżeli ta Matka Najprzywiązańsza.

Wziąwszy nawet razem miłości wszystkich matek ku ich dzieciom, wszystkich mężów ku mał­żonkom, wszystkich Świętych i wszystkich Aniołów ku tym którymi się szczególnie opiekują, wszystko to nie wyrównałoby tej miłości jaką Maryja miłuje chociażby jedną tylko duszę.

Ojciec Nieremberg po­wiada, że miłość wszystkich matek ku dzieciom jest tylko cieniem miłości, jaką Maryja każdego z nas mi­łuje; Ona sama, przydaje tenże, nierównie więcej nas miłuje, aniżeli wszyscy Święci i wszyscy Aniołowie.

 

Inny jeszcze powód, dla którego nasza Matka przenajświętsza miłuje nas bardzo, jest ten, żeśmy zostali poleceni Jej za własne dzieci przez najdroż­szego dla Niej Jezusa, kiedy On przed skonaniem, wskazując Jej wszystkich ludzi w osobie świętego Jana, jakieśmy to wyżej wykazali, rzekł do Niej: Oto syn Twój. I były to ostatnie do Matki słowa Pana naszego; a wiadomo, że dla każdego ostatnie zlecenia ukochanej osoby bliskiej śmierci, są tak ważnemi, że nie sposób, aby puszczone zostały w nie­pamięć.

Nadto, jesteśmy dla Maryi dziećmi niezmiernie drogiemi, bo nas nabyła kosztem niezmiernych bole­ści. Zawsze tak bywa, że matki kochają najwięcej te dzieci, których zachowanie przy życiu kosztowało je więcej starania i trudów.

Owoż, aby nas obdarzyćżyciem łaski, Maryja zmuszoną była ponieść okrutną katuszę dobrowolnego zaofiarowania życia najdroż­szego Swego Jezusa, zgadzając się na to, aby własnemi oczyma patrzała, jak Syn Jej ponosi śmierć wskutek mąk najcięższych. Tak więc niezmiernie ko­sztującą Jej serce ofiarą, na którą zdobyła się Maryja, porodziła nas Ona do życia łaski; niezmiernie więc nas miłuje jako dzieci, które Ją kosztowały niezmierne boleści.

A stąd to co powiedziano o dowo­dzie miłości Ojca przedwiecznego ku ludziom, przez wydanie na śmierć własnego Syna: Tak Bóg umi­łował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał (5), toż samo według uwagi świętego Bonawentury, po­wiedzieć można o Maryi: Tak Maryja umiłowała nas, że Syna Swego jedynego wydała za nas.

A kiedyż Go wydała? Wydała Go za nas, powiada ojciec Nierenburg, najprzód gdy Mu pozwoliła wydać się na śmierć. Wydała Go potem, gdy inni nie spełniając swego obowiązku, czy to z nienawiści czy z bojaźni, a Ona mogąc Sama obronić Go przed sędziami, nie uczyniła tego. Bo w istocie można wnosić, że wstawie­nie tej matki roztropnej i przywiązanej, mogłoby wpłynąć przynajmniej na Piłata, i odwieść go od wydania wyroku potępiającego człowieka, którego sam uznał niewinnym. Lecz nie — Maryja nie chciała ani słowa przemówić za Boskim Synem Swoim, aby nie przeszkodzić śmierci Jego, od którego zawisło zbawienie nasze.

Na koniec, wydała Go za nas, i wy­dała Go po tysiąc razy u stóp krzyża, kiedy przez trzy godziny obecną była katuszy Swego Syna naj­droższego: gdyż w ciągu tego długiego i okropnego i Jego i Jej Samej konania, co chwila ponawiała z niezmierną boleścią i z niezmierną ku nam miłością, ofiarę za nas z życia najdroższego dla Niej Jezusa. I tak była mężną, że według świętego Am­brożego i świętego Antonina, gdyby nie znaleźli się kaci, Sama byłaby Go ukrzyżowała, z posłuszeństwa Ojcu przedwiecznemu, który chciał zbawić nas śmier­cią Swego Syna. Jeśli bowiem Abraham zdobywał się na zaofiarowanie syna własną ręką, wątpić nie powinniśmy, że Matka Boża, świętsza i posłuszniejsza od Abrahama, dopełniałaby takiejże ofiary z wię­kszą jeszcze odwagą i męstwem.

 

Jakąż tedy, wraca­jąc do tego, o czem mówimy, jakąż wdzięczność winniśmy Maryi, za czyn miłości tak wspaniałomyśl­nej , to jest za tak niezmiernie wiele kosztującą Ją ofiarę z życia Jej Syna jedynego, którą uczyniła za nas wszystkich!

Pan Bóg potrafił sowicie wynagro­dzić Abrahamowi ofiarę, jaką Mu był gotów uczynić z ukochanego swego Izaaka; lecz my, czemże się odpłacić możemy Maryi, za wydanie za nas na śmierć Jezusa, Syna o ile godniejszego miłości od Syna Abrahamowego, o tyle więcej umiłowanego od matki ?

Taka miłość Maryi wkłada na nas wielki obowiązek miłowania Jej, gdyż powiada święty Bonawentura: żadna stworzona istota niebieska ani ziemska, nie dała nam tak niezmiernego miłości dowodu jak Ta, która Syna Swego jedynego, droższego Jej nad życie, nam podarowała, owszem za nas wydała na śmierć.

 

A z tego wypływa jeszcze nowy powód, dla które­go nas Maryja tak bardzo miłuje: oto że widzi w nas nabytek śmiercią Jezusową pozyskany. Gdyby jaka matka miała służącego wykupionego z niewoli przez jej syna ukochanego, a to kosztem dwudziestu lat więzienia i wielu cierpień przez tegoż syna ponie­sionych ? Jakżeby już przez wzgląd na to tylko wysoko szacowała sobie tego sługę!

Owóż, Maryja wie że Boski Syn Jej przyszedł na świat, aby nas wydźwignąć z biedy naszej, jak to Sam oświadczył mó­wiąc : Przyszedł bowiem Syn człowieczy szukać i zba­wić, co zginęło (6). Wie, że aby nas zbawić raczył zaofiarować życie Swoje: Stawszy się posłusznym aż do śmierci (7). Gdyby wiec pomimo tego Maryja nie bardzo nas miłowała, oznaczałoby to, że mało So­bie ceni Krew Syna Swojego, wylaną za nasze odku­pienie.

Objawionem było świętej Elżbiecie opatce, że Maryja przez cały czas pobytu w Świątyni Jerozolim­skiej, bezustannie modliła się za nas, błagając Boga, aby co prędzej zesłał Syna Swojego dla zbawienia ludzi.

Powinniśmy zaś nie wątpić, że miłuje nas je­szcze bardziej odkąd ujrzała jak dalece cenił nas Syn Jej, kiedy raczył odkupić kosztem tak wielkim!

I jak wszyscy ludzie odkupieni zostali przez Chry­stusa Pana, tak i Maryja wszystkich miłuje i na wszystkich jest łaskawą.

 

Święty Jan widział Ją w ob­jawieniach przyobleczoną w słońce: I ukazał się znak wielki na niebie: Niewiasta obleczona w słońce (8).
Powiedziano: Obleczona w słońce, aby przez to wy­razić , że jak nikt na ziemi nie może ujść ciepła słonecznego: Ani jest, ktoby się ukrył przed ciepłem jego (9), tak podobnież nie masz nikogo na świecie, ktoby nie doznawał skutków miłości Maryi, według pięknego wykładu błogosławionego Eajmunda Żurdena, który powiada: że wyrażenie od ciepła jego, znaczy od miłości Maryi.

Bo któż, woła święty An­tonin , zdolny pojąć, jak dalece troszczy się o nas ta najprzywiązańsza matka! (prawdziwa Matka, bo co ma to tka w nas dzieci Swoje). Na wszystkich a wszystkich bez wyjątku rozszafowuje Ona skarby Swego miłosierdzia. Ponieważ pragnęła wszystkich zbawienia i współdziała w zbawieniu wszystkich, nie, masz przeto wątpliwości, powiada święty Bernard, że troszczy się o cały ród ludzki.

Bardzo więc jest to zbawiennym zwyczajem wielu sług Maryi, którzy, jak o tym nadmienia Korneliusz a Lapide, proszą Pana Boga o łaski, jakie prosi Go dla nich Przenajświętsza Panna, i w te słowa się modlą: „Panie daj mi tę łaskę, o którą wstawia się za mną przenajświętsza Maryja Panna”. Zbawiennem zaś jest to dlatego, we­dług tegoż autora, że nasza niebieska Matka pragnie dla nas większego dobra jak to , którego sami pra­gniemy ; a pobożny Bernardyn Busciusz twierdzi, że Maryja usilniej pragnie obdarzać nas łaskami, aniżeli my sami życzymy sobie otrzymać takowe.

To też błogosławiony Albert wielki do Niej stosuje te słowa z Ksiąg Mądrości: Uprzedza którzy Jej pożądają, aby się im pierwej ukazała (10). Maryja uprzedza ucie­kających się do Niej, i chce niejako aby Ją znaleźli zanim szukać zaczną.

Miłość jaką ma ku nam ta najdroższa matka, przydaje Ryszard od świętego Wi­ktora, jest tak wielką, że skoro nas ujrzy potrzebują­cych ratunku, wspiera nas bez odwłoki, zanim nawet wezwaną zostanie. Bardziej skorą, powiada on , jest litość Jej nad nami, od naszego wzywania Jej pomocy.

 

Owoż, gdy Maryja tak miłosierną jest dla wszyst­kich, nawet dla niewdzięczników obojętnych względem Niej i niestarających aby Ją miłować i wzywać, jak­że tem łaskawszą być musi dla tych, którzy Ją mi­łują i często Jej wzywają!

(…)

Nigdy nie pojmiemy tego jak dalece miłość tej najdroższej Matki, przewyższa miłość Jej dzieci! Chociażby Ją miłowali ile tylko mogą, jeszcze Jej miłość ku nim będzie większą; bo jak wyraża się święty Ignacy Męczennik: Od mających do niej na­bożeństwo, Maryja nabożniejszą jest do nichże: to jest miłujących Ją miłuje więcej, niż oni Ją miłują.
Chociażby Ją miłowali tyle ile święty Stanisław Kostka, który tak niezmiernie kochał tę serdeczną Matkę Swoją, że kto tylko słyszał go mówiącego o Niej, pragnął takąż miłością Ją miłować. Powynajdywał był nowe wyrażenia i nowe nazwy ku Jej uczczeniu.

Przed rozpoczęciem każdej czynności, zwracał się do wizerunku Maryi, prosząc Ją o błogosławieństwo, Gdy na Jej cześć odmawiał pacierze kościelne, Różaniec, albo inne modlitwy, czynił to z takim przejęciem się i skupieniem, jakby do Maryi obecnie widzialnej przemawiał. Gdy słyszał śpiew Antyfony: Witaj Królowo, rozgorywało mu serce i nawet lice płomieniło. Jeden z jego współbraci za­konnych, idąc nawiedzać z nim cudowny obraz prze­najświętszej Panny, spytał go czy bardzo Ją miłuje, na co mu odpowiedział: „Mój ojcze, jakże to wyrazić potrafię? Ona mi Matką!” A zakonnik ten powiadał, że święty młodzieniec wyrzekł te słowa tak tkliwym głosem, z takiem uczuciem i z tak serdecznem prze­jęciem się, że wziąłbyś go za Anioła mówiącego o miłości Maryi.

Chociażby Ją miłowali tak jak błogosławiony Her­man Jezef, który ją zwał Oblubienicą miłosną, a to z powodu, że Maryja raczyła go zaszczycić nazwą Oblubieńca; i tak jak święty Filip Nereusz, który doznawał najżywszej pociechy na samo wspomnienie o Maryi, i dlatego nazywał Ją Uciechą swoją; albo jak święty Bonawentura, który nie tylko kochał Ją jako Panią swoją i Matkę, lecz dla wyrażenia serde­cznych uczuć jakiemi był ku Niej przejęty tak Ją po­zdrawiał: Bądź pozdrowiona Pani moja Matko moja; owszem Serce moje i duszo moja.(…)

Chociażby Ją miłowali tak jak święty Aloizy Gon­zaga, który bezustannie pałał taką miłością ku Maryi, że skoro się o uszy jego słodkie imię tej jego naju­kochańszej Matki obiło, serce jego do tego się stopnia rozpalało że obecni poznać to mogli po silnym rumieńcu który mu wtedy na lica występował. (…)

Chociażby Ją miłowali tak jak Ją miłowało mnóstwo sług Jej najwierniejszych, którzy już nie wiedzieli coby jeszcze wynaleść aby Jej miłość swoją wyrazić. Ojciec Jan z Treto zakonu Jezuitów, ze szczególnem upodobaniem mianował się Niewolnikiem Maryi, i na znak poddaństwa często Ją nawiedzał w jednym z Jej kościołów. A tam cóż robił? oto skoro przybył, tak rzewnie rozpływał się w serdecznych uczuciach ku Maryi, że kościół zlewał łzami, a potem wycierał je ję­zykiem i twarzą, po tysiąc razy całując posadzkę,
nieposiadając się z radości, że jest w domu swej naj­droższej Pani.

Ojciec Jakób Martynes z tegoż zakonu, tę łaskę wysłużył sobie nabożeństwem do Maryi, że w każdą Jej uroczystość Aniołowie unosili go do nieba, aby widział z jaką czcią też uroczystość tam obchodzą i mawiał: Pragnąłbym mieć serca wszystkich Aniołów i wszystkich Świętych, aby miłować Maryją jak oni Ją mi­łują; pragnąłbym posiadać życia wszystkich ludzi, aby je wszystkie poświęcić miłości Maryi.

Chociażby doszli do tego żeby Ja miłowali jak Ją miłował święty Karol syn świętej Brygidy, który ma­wiał, że-nic mu w świecie większej pociechy nie sprawia nad myśl, jak dalece Maryja umiłowaną jest od Boga. I przydawał, że chętnie poniósłby wszelkie cierpienia, byle Maryja nie postradała (gdyby je postradać mo­gła) najmniejszą cząstkę Swojej chwały, i że gdyby chwała Maryi była jego udziałem, zrzekłby się ta­kowej i dał na Nią, z powodu Jej niezrównanej go­dności.

Chociażby nawet pragnęli wydać życie własne na dowód swej miłości ku Maryi, jak tego pragnął Alfons Eodryciusz; i chociażby żelaznem ostrzem wy­ryli sobie na piersiach przenajdroższe Jej imię, jakto uczynił pewien Erancuz Binans, i święta Padegonda małżonka króla Klotarinsza; albo nawet chociażby wypisali je na ciele własnem żelazem rozpalonym, aby wycisk był wyraźniejszy i trwalszy, jak to w uniesieniu miłości uczynili pobożni Jej słudzy Jan Chrzciciel Archinto, i Augustyn Despinosa, obaj Jezuici.

Chociażby nareszcie uczynili lub pragnęli uczynić wszystko co tylko możliwem być może najsilniej ko­chającemu a pragnącemu objawić swoje przywiązanie osobie serdecznie umiłowanej, wszelako jeszcze nie dopną nigdy tego żeby miłowali Maryją tak i tyle, jak i ile Ona ich miłuje, którą to myśl pięknie wyrażą święty Piotr Damian mówiąc:

Wiem o! Pani moja żeś najmiłościwszą; miłującą nas więcej niż Ciebie miłują wszyscy miłośnicy Twoi; bo miłujesz nas miłością nieprzezwyciężoną: amas nos amore invincibili.

 

„Wielebny Alfons Eodryciusz, Towarzystwa Jezu­sowego, dnia pewnego klęczał pod obrazem Maryi; a gdy wszystek przejęty był najgorętszą miłością ku przenajświętszej Pannie, wyrwały mu się z ust na­stępujące słowa:Najdroższa Matko moja! wiem że mnie miłujesz; wszelako nie miłujesz mnie tyle ile Ja Ciebie miłuję. A wtedy Maryja jakby ugodzona w serce, odpowiedziała mu używając następującego porównania:

Co ty mówisz Alfonsie? co ty mówisz? o! jakże nierównie większą jest miłość Moja ku tobie aniżeli twoja ku Mnie! Masz wiedzieć, że mniej wyższem jest niebo od ziemi, aniżeli Moja miłość od Twojej.”

 

Słusznie przeto woła święty Bonawentura; Błogo­sławieni którzy serdecznie miłują Maryję; błogosławieni którzy Jej służą (11). Tak bez wątpienia, przydaje inny pobożny autor, gdyż ta wspaniałomyślna Pani nasza, nie dozwala aby Ją w miłości przezwyciężyli Jej naj­wierniejsi słudzy. Maryja naśladuje Pana Jezusa, Zbawcę najmiłościwszego: wstójnasób płaci Swemi  dobrodziejstwy i łaskami, miłość jaką się ma ku Niej.

Zawołam więc z rozmiłowanym w Jezusie i Maryi świętym Anzelmem: Niech serce moje bezustannie goreje, niech dusze moją pochłonie miłość ku Wam o! najdroższy Zbawco mój Jezu, i najukochańsza Matko moja Maryo! A że bez Waszej łaski nie mogę Was miłować o! Jezu i Maryjo, sprawcie przeto, nie dla moich lecz dla Waszych zasług; sprawcie, abym Was miłował, ileście tego godni. O! niepojętej ku ludziom miłości Boże! Tyś mógł umiłować tych którzy przeciw Tobie zawinili aż do tego stopnia, żeś za nich  umarł, czyż wiec mógłbyś nie wysłuchać proszącego Cię o łaskę miłowania Ciebie i Matki Twojej? (12)

 

M O D L I T W A

O! Domina, quae rapis corda ! zawołam do Cie­bie słowy świętego Bonawentury : o! najdroższa Pa­ni moja, która oznakami Twojej miłości i Twojemi dobrodziejstwy, porywasz serca tych, którzy Ci służą; porwij i moje nędzne serce, pragnące miłować Cię
bardzo. Jakżeż o! przenajświętsza Matko! piękność Twoja zachwyciła serce Boga Samego, i z nieba przy­ciągnęłaś Go do łona Twego, a ja nie miałbym Cię miłować? Tak być nie może, i znowu powtórzę słowa innego syna Twojego który Cię tak bardzo miłował, wielebnego Jana Berchmana z zakonu Jezuitów: Nie uspokoję się nigdy, aż się upewnię że Cię serdecznie i stale miłuję, Matko moja, któraś mnie tak serde­cznie miłowała wtedy nawet, gdym Ci się niewdzię­cznym okazywał. I cóżby się już ze mną do tej pory stało było o! Maryo, gdybyś mnie nie miłowała i nie wyjednała tyle miłosierdź boskich! Gdyś więc tyle mnie miłowała i tak dobrodziejstwowała, kiedym Cie­bie nie miłował, jakżeż tern więcej spodziewać się mogę po dobroci Twojej teraz gdy Cię miłuję! Bo, o! Matko moja, ja Cię prawdziwie miłuję i pragnął­bym posiadać’ serce zdolne miłować Cię za wszystkich nieszczęsnych którzy Cie nie miłują. Pragnąłbym posiadać język zdolny wychwalać Cię tyle jak tysiące języków, aby wszystkich przywieść do poznania Two­jej szczytności, Twojej świętości, Twojego miłosier­dzia i miłości jaką masz ku miłującym Ciebie. Gdy­bym posiadał bogactwa, pragnąłbym całe mienie obrócić na cześć Twoją; gdybym miał podwładnych, pragnąłbym aby wszyscy miłowali Cię z całego ser­ca. Pragnąłbym nareszcie, gdyby tego potrzeba była, dla miłości Twojej i na chwałę Twoją. nawet życie w ofierze złożyć! Kocham Cię więc o! Matko moja; lecz obok tego, niestety! obawiam się, czy w istocie Cię miłuję; boć znam to trafne zdanie, że miłość sprawia, iż miłującj’ staje się. podobnym osobie umi­łowanej : Amor similes invenit, aut facit. Muszę więc wnosić że słabo Cię miłuję, gdym tak daleki od te­go aby być Tobie podobnym : Tyś przeczysta, jam tak bardzo skalany; Tyś pokorna, ja tak wyniosły, Tyś tak święta, a ja taki występny! Lecz o! Maryo, Tyś-to właśnie powinna spełnić cud ten, że kiedy ranie miłujesz, żebyś mnie uczyniła i podobnym To­bie. Posiadasz wielką możność przemieniania serc ludziach; weź przeto moje serce i przemień je; niech świat obaczy jak płacisz tym, którzy Cię miłują; uczyń mnie świętym; spraw abym był godnem dzie­ckiem Twojem. Tego się spodziewam, niech się tak stanie.

 


UWIELBIENIA MARYI przez Św. ALFONSA LIGUOREGO Biskupa i Doktora Kościoła. Kraków. 1887 r. str.  24 – 41.

Przypisy:
1) Ekli. 24. 24.
2) Panciuch in Ps. 86.
3) In stil. virgi. c. 7
4) Jan 4. 21.
5) Jan 3. 16.
6) Łuk. 19. 10.
7) Fili. 2. 8.
8) Obj. 12. 1.
9) Ps. 18.
10) Mądr. 6. 14.
11) Psal. B. V
12) Orat. 51.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s