O życiu i śmierci św. Teresy od Jezusa – św. A. M. Liguori

Święta ta Matka opuszczając miasto Burgos chciała udać się do kochanego swego klasztoru w Awili, by spocząć nieco w ulubionym tym ustroniu, kolebce odrodzenia Zakonu; lecz Boski jej Oblubieniec powoływał ją do innego zacisza i do innego spoczynku. Chciał On ją wprowadzić do błogosławionej ojczyzny. Zrządzeniem Opatrzności odebrała w drodze rozkaz przełożonego Swego Ojca Prowincjała, by jechała do klasztoru Alby: tam to oczekiwał nań Pan Bóg, żeby ją uwolnić z więzienia życia tego i na wieczne zaprowadzić gody.(…).

Święta usłuchała i przybyła do klasztoru Alby w dzień św. Mateusza, o szóstej wieczorem, w 1582 r. Pobożne jej córki przyjęły ją z wielkimi oznakami miłości i uszanowania, jak gdyby przeczuwając, że ją wkrótce stracić miały.
Otrzymały jej błogosławieństwo i ucałowały jej rękę, podczas gdy ta przemawiała do nich słowy serdecznego przywiązania. Zmęczona była podróżą i chora na febrę, której w drodze dostała, dlatego też, ulegając prośbom córek, zaraz poszła położyć się mówiąc: „Oby mi Pan Bóg dopomógł! drogie córki, jakże czuję się zmęczoną! Już przeszło lat dwadzieścia nie położyłam się tak wcześnie! Niech Bóg błogosławion będzie za to, że wpośród was zachorowałam “.

Przez cały następny tydzień źle się miała, nie przestając wszakże nigdy wstawać z łóżka, kiedy chodziło o przyjęcie Jezusa Drogiego w Najświętszym Sakramencie, Jezusa, który był życia jej — życiem jedynym.

W dzień jednakże św. Michała zniewolona chorobą, która stawała się śmiertelną, kazała przenieść się do infirmerii i położyła się do łóżka, żeby już zeń nie powstać.
Przepędziła w nim dzień i noc całą w zachwyceniu na modlitwie, i w tym zachwyceniu poznała, że bliskim już był dla niej czas spoczynku; owszem — już się dowiedziała przez objawienie nawet o godzinie i o chwili śmierci. Dlatego też powiedziała drogiej swej towarzyszce podróży, czcigodnej siostrze Annie od św. Bartłomieja, że nadszedł już czas zejścia z tego świata.
Kiedy, na trzy dni przed śmiercią, spowiednik jej, Ojciec Antoni od Jezusa, przyszedłszy wyspowiadać ją, powiedział jej, by prosiła Boga o przedłużenie życia dla dobra swego Zakonu, Święta odpowiedziała mu, że już o tym myśleć nie trzeba, że śmierć jej pewna i że obecność jej na tym świecie już niepotrzebna. Lekarze kazali postawić jej bańki, chętnie poddała się temu, nie w nadziei wyzdrowienia, ale przez pragnienie cierpień i w tym celu, żeby w boleściach życie zakończyć, tak jak sobie tego zawsze gorąco życzyła — z miłości dla najdroższego Oblubieńca, który chciał skonać wśród tylu cierpień.

W wigilię św. Franciszka poprosiła o św. Wiatyk. Gdy Go jej przynoszono, a zakonnice zebrane w Jej pokoju zalewały się łzami, Teresa złożyła ręce i rzekła do nich: Drogie córki i mistrzynie moje! Przebaczcie— mi zły przykład, jaki wam dawałam i nie naśladujcie mnie, — mnie która z całego świata jestem największą, grzesznicą. A gorzej od drugich regułę mą zachowywałam. Dla miłości Boga, córki moje — proszę was, zachowujcie doskonale tę regułę i słuchajcie przełożonych waszych”, Ta św. Matka, która tak kochała posłuszeństwo, w chwili śmierci tę tylko cnotę zalecała wiedząc, że od doskonałego posłuszeństwa zależy doskonałość każdej, a tym bardziej zakonnej osoby.

Skoro tylko przybył Pan Jezus w Przenajświętszym Sakramencie, Teresa jakkolwiek do tego stopnia osłabiona była, że zaledwie ruszyć się mogła, jednak na widok Boskiego swego Oblubieńca pod sakramentalną zasłoną, miała na tyle siły, aby podnieść się sama. Zapał, którym ją miłość natchnęła, tak był wielki, iż się zdawało — jak podają biografowie — jakoby z łóżka biec chciała naprzeciw Oblubieńca swej duszy, by co prędzej Go przyjąć. Oblicze Jej jaśniało i gorzało jak słońce, tak że już nań patrzeć nie można było; a kiedy miłośnie złożyła ręce i zapłonęła najwyższym ogniem, stała się podobną do mistycznego feniksa, co własnym dogorywał ogniem.

W miarę jak zbliżał się jej koniec, ona też z większą odzywała się miłością do Boskiego swego Oblubieńca tak, że rozrzewniła wszystkich obecnych: „O mój Panie i Oblubieńcze mój — mówiła między innymi — oto wreszcie nadchodzi upragniona chwila, za którą tak wzdychałam! Czas żebyśmy się już zobaczyli, o Boże mój! Czas, bym już opuściła to życie i żeby dusza moja używała przy Tobie tego, czego tak gorąco pragnęła!”

Niezmierną było dla niej pociechą w ostatnich swych chwilach myśleć, że umiera na łonie Kościoła prawdziwego składała za to dzięki Bogu nie przestając powtarzać z weselem: „Na koniec. Panie! jestem dzieckiem Kościoła”. Często też powtarzała owe słowa Dawida: Cor contritum et humiliatum, Deus, non despicies. Panie! sercem skruszonymi uniżonym nie wzgardzisz.
Dnia następnego, po przyjęciu ostatniego Olejem Świętym Namaszczenia, ścisnęła mocno krucyfiks i czternaście godzin przebyła w zachwyceniu, z obliczem rozognionym, bez ruchu, zaczynając już doznawać przedsmaku wielkiej chwały, jaką Bóg zgotował Jej w niebie, a dokąd Boski Oblubieniec wzywał ją z miłością. Surge, propera, arnica rnea… et veni. „Spiesz się, przyjaciółko moja… a przyjdź“

Wtedy czcigodna siostra Anna, towarzyszka jej ujrzała przed skonaniem Świętej Jezusa stojącego z mnóstwem Aniołów przy jej łożu i czekającego na tę pożądaną chwilę, by ją zaprowadzić do nieba.  Widziała także i swoją najsłodszą Matkę, Marię, wraz z Józefem Świętym, który przybył z nieba, by Jej towarzyszyć. Później ujrzano ogrom ny orszak osób w bieli i światłości, wchodzących z wielką radością do celki, w której Święta konała. Domyślano się, że to były pewnie owe dziesięć tysięcy Męczenników, którzy obiecali jej byli jeszcze za życia, że jej do raju towarzyszyć będą. Zbliżyła się do łoża w chwili, gdy strawiwszy piękne swe życie w słodkim ogniu miłości, siłą tej miłości skonała.

Błogosławiona Jej dusza wychodząc z tego więzienia wzleciała jak gołębica miłująca , by połączyć się z Ukochanym i rzeczywiście widziano ją unoszącą się ku niebu w postaci białej gołębicy. W tejże chwili ukazała się cała w chwale siostrze Katarzynie od Jezusa;
Powiedziała jej, że z gorącej miłości zgasło piękne jej życie , i że idzie cieszyć się Bogiem na wieki. Dziewicze Jej ciało wydawało potem woń tak miłą, a tak mocną, że klasztor cały był nią napełniony. 

 

OWOCE

Taka to jest piękna nagroda, jaką przy śmierci za prace swoje otrzymują święci!

Podczas gdy grzesznicy umierając , zaczynają już na ziemi doznawać pierwszych skutków potępienia – goryczy, hańby, wyrzutów sumienia i rozpaczy, to sprawiedliwym otwierają się przybytki nieba, do którego dążyli i zlewją na nich już tutaj, oprócz ufności, w jaką opływają, całe rzeki pokoju, światła i wesela.
Niestety! I czymże się to dzieje, że takie mnóstwo zaślepionych ludzi widzimy, którzy wszystkie swe myśli ku rzeczom tego świata zwracają, choć wiedzą dobrze, że go wkrótce opuścić muszą?  

Chodźcie, chodźcie, wy szaleńcy! Chodźcie i zobaczcie w ubogiej celce św. Teresy, z jaką się to radością umiera i rozstaje z tym światem, gdy się go wyrzekło na całe życie by oddać się Bogu! . .
Duszo pobożna! A tobie co powiedzieć ? Ty miej zawsze przed oczyma koniec tej sceny, która i dla ciebie w chwili śmierci nastąpi. Teraz czyń to wszystko cobyś chciała uczynić przy śmierci, lecz czego już wtedy uczynić nie zdołasz: a możesz być pewną, że się uświęcisz i równie szczęśliwą śmierć twoja wówczas będzie.

(…)

 

ROZMYŚLANIE

I.
Rozważmy gorącą miłość ku Bogu Serafickiej tej duszy. Zdawało jej się niepodobieństwem, by był choć jeden człowiek na świecie, który by nie kochał Boga: „Boże mój! — wołała — czyż nie jesteś godzien nieskończonej miłości dla nieskończonych doskonałości swoich i dla nieskończonej ku nam miłości? jakże więc mógłby znaleść się ktoś, co by Cię nie kochał!“.
Jakkolwiek była bardzo pokorna — przecież mówiąc o miłości Bożej, nie wahała się powiedzieć: „Jestem samą niedoskonałością wyjąwszy pragnień i miłości“. Piękne zostawiła nam zdanie: „Oderwijcie serce swoje od wszelkich rzeczy i szukajcie Boga, a znajdziecie Go“. Z drugiej strony zapewniała, że kochając Boga, łatwo oderwać się od świata. „O mój Boże! dość kochać Cię prawdziwie, a Ty już ułatwiasz nam wszystko”. 
A gdzie indziej dodaje ; „Kiedy żyć trzeba, niechże to życie będzie dla Ciebie, niech znikną na zawsze z widowni wszystkie inne nasze interesa, Jakiż zysk przewyższyć może korzyść podobania się Tobie? O mój Boże, szczęście moje! cóż uczynię, by podobać się Tobie?”. — Święta mawiała nadto, że chętnie widziałaby w niebie drugich szczęśliwszych od siebie, ale że nie mogłaby zgodzić się na widzenie takiego, co by więcej od niej miłował Boga.

II.
Co jest szczególnie uwielbienia godnym w św. Teresie, to hart duszy, z jakim starała się wykonać wszystko, co miłe Bogu. — „Nie ma nic tak trudnego — mawiała ona — czego bym przedsięwziąć gotową nie była, gdyby się ku temu sposobność zdarzyła”. To też nauczała, że „miłość Boża nabywa się przez postanowienie pracowania i cierpienia dla
Boga”. „Gdyż — dodaje dalej dusz chwiejnych szatan nie lęka się wcale.
Dla przypodobania się Bogu uczyniła —- jak wiadomo — ślub wypełniania w każdej rzeczy tego, co by było najdoskonalszym. A ponieważ cierpienia znoszone dla Boga, największym są dowodem miłości ku Niemu, pragnęła żyć dlatego jedynie, żeby cierpieć. „Nie zdaje mi się — pisała aby było po co żyć, jeśli nie dlatego i to jest, o co najgoręcej proszę Boga. Mówię Mu z całego serca: Panie! albo cierpieć, albo umrzeć! o nic innego dla siebie nie proszę”. Miłość jej stała się tak doskonała, że Pan Jezus powiedział jej raz: „Tereso, jesteś cała moja a ja jestem cały twój”

III.
Święta nasza stała się tak drogą niebieskiemu Oblubieńcowi, że tenże przysłał Serafina dla przebicia jej serca ognistym pociskiem. Na koniec umarła tak jak żyła, cała miłością pałająca. Widząc zbliżający się koniec, wzdychała tylko do śmierci, by połączyć się z Bogiem. „O śmierci! wołała — nie wiem kto się Ciebie lękać może, kiedy w tobie znajduje się życie… O duszo moja! Służ swemu Panu i ufaj miłosierdziu Jego; a On zaradzi troskom
twoim.”

„Żyję, lecz duchem jam stąd tak daleka,
Jakbym nie biegła przez tę życia drogę;
A kiedy patrzę w życie, co mnie czeka:
Żyjąc umieram , że umrzeć nie mogę!”

Gdy ujrzała zbliżający się Przenajświętszy Wiatyk, zawołała: „O mój Panie! oto na koniec chwila, do której tak wzdychałam ; czas już abyśmy się twarzą w twarz zobaczyli”. Teresa skonała z czystej miłości ku Bogu, jak to sam a po śmierci objawiła.
O Seraficka Tereso! teraz gdy cieszysz się tym Bogiem, którego tak za życia ko chałaś, miej litość nad nami, którzy zostajemy tu na ziemi wśród tylu niebezpieczeństw utracenia go. Wyproś nam twymi modłami łaskę kochania Go całe życie, a potem kochania Go wiecznie z Tobą w Niebie.


Św. A. M. Liguori – Nowenna na cześć Świętej Teresy,  NAKŁADEM ..GŁOSU KARMELU” KRAKÓW 1937, str. 82 – 95.

[Oprac. A.S]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s