Nauka Katolicka

Wykład o Różańcu (cz.I) – Podstawy i uzasadnienie

1. Różaniec, jest to modlitwa ustna, zasadzająca się na odmówieniu stu i pięćdziesięciu Pozdrowień Anielskich. Każdy z tych piętnastu dziesiątków Zdrowaś Maryja rozpoczyna się Modlitwą Pańską; na zakończenie dodaje się zwykle piękna owa doksologia czyli „słowo chwały”, którą Kościół święty bierze z liturgii samychże chórów niebieskich, na uczczenie trzech Osób Boskich, a którą od czasów apostolskich kończy się wiele modlitw kościelnych, mianowicie każdy Psalm w officjum kapłańskim, jak to ostatecznie ustanowił niepożytej pamięci św. Damazy Papież.
W taki sposób mając za podstawę modlitwę, której nas Zbawiciel własnymi usty nauczył, a za uwieńczenie pieśń chwały, którą ustawicznie śpiewają duchy niebieskie, każdy dziesiątek nadto ma na celu uczczenie jednej z piętnastu tajemnic ewangelicznych, w których Panna Maryja udział miała, które też z tego powodu słusznie się zowią tajemnicami Jej, choć w istocie są to raczej tajemnice Pana Jezusa.(…)

Każdą z tych tajemnic, ponieważ uczczenie ich jest głównym celem Różańca, należy po kolei przedstawić sobie w myśli, i przy odmawianiu onych trojakiego rodzaju modlitw, z których każdy dziesiątek się składa, nad nią się zastanawiać.
Forma i sposób tego rozważania pozostawione są do woli; każdy je może odprawiać wedle miary zdolności swojej, i duchowego wykształcenia, i łaski mu danej, i własnego pociągu wewnętrznego i upodobania. Chodzi tu przede wszystkim o jak największą prostotę i swobodę ducha, polegającą na tym przekonaniu, że Bóg nie żąda rzeczy niepodobnych, że nawet nie żąda nigdy wszystkiego co podobna, i z Boską łaskawością pobłaża ułomności naszej.

Zawsze jednak tego nieodzownie potrzeba, byśmy z prawdziwie dobrą wolą i z takim, na jakie nas stać, skupieniem, umysł i serce trzymali zwrócone do tajemnicy, odpowiadającej dziesiątkowi, który odmawiamy. Zaniedbanie tej szczególnej uwagi, bez wątpienia, nie byłoby jeszcze samo z siebie rzeczywistym przewinieniem, bo Bóg jej nie przepisał pod grzechem; owszem, kto by w duchu szczerej modlitwy, choć nie myśląc o odpowiedniej tajemnicy, odmówił przepisane słowa Różańca, spełniłby przez to dobry i przyjemny Bogu uczynek; zawsze jednak pozbawiłby się wielu łask szczególnych, zmówiłby trzy koronki, ale nie odprawiłby Różańca, i nie pozyskałby odpustów do tego świętego nabożeństwa przywiązanych.

Z samego już tego układu swego, pominąwszy nawet wszelkie inne, o których będzie niżej, zalety jego, Różaniec jest niezaprzeczenie doskonałym sposobem modlitwy. Doskonałym już to samo go czyni, że początkiem i wstępem jego jest Modlitwa Pańska. I nie tylko na wstępie odmawia się ta najprzedniejsza modlitwa, ale piętnaście razy, przed każdym dziesiątkiem się powtarza. Modlitwa Pańska, jak uczy Katechizm Rzymski, jest to rzec można, wszelka modlitwa, bo w krótkości swojej zawiera wszystko, czegokolwiek sprawiedliwie pragnąć i o co prosić może dusza chrześcijańska.(…)

 

2. Jakiż to wielki dla świata, i w dziejach świata, był dzień on, w którym wcielona Mądrość przedwieczna, Jezus, Słowo które stało się ciałem, Nauczyciel i Odkupiciel rodzaju ludzkiego, rzekł do dwunastu Apostołów swoich te słowa, które oni mieli zanieść aż na krańce ziemi: „Wy tedy tak się modlić będziecie: Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi!” . Umiejętność modlitwy jest mistrzynią i królową wszystkich umiejętności.(…)

I tej to Boskiej umiejętności Bóg sam nas uczy. Jakaż w tym łaskawość Jego, i jakie szczęście nasze! Gdyby nas nie był nauczył, jak się modlić mamy, kto by nas tego nauczył? Jaki byłby los nasz, i w porządku religijnym, i w porządku duchowym, i w porządku moralnym, i w samym nawet porządku społecznym? Ani natura, samej sobie pozostawiona, ani rozum sam pewno by nas nie nauczyły modlitwy. Może by nas, przypuśćmy, pobudziły niekiedy do wezwania jakiegoś Boga mniej więcej wiadomego i określonego, i wołania do Niego: „Chleba naszego daj nam”. Ale nigdy by do wołania swego nie dodały tego słowa powściągliwości i pobożnie pokornego zdania się na łaskę Opatrzności, którego Pan Jezus nas nauczył, jako uwieńczenia prośby naszej: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”: tyle chleba daj nam dzisiaj, ile wiesz że nam wystarczy i istotnie nam potrzeba; o chleb jutrzejszy ochotnie, jako jest powinnością naszą, będziemy prosić jutro. Może by w pewnych zdarzeniach, w ostatecznej zwłaszcza potrzebie, natura i rozum skłoniły nas prosić Boga: Zbaw nas ode złego”. Ale od jakiego złego? Nie od tego złego, bez wątpienia, którym jest pokusa diabelska; ani, albo ledwo chyba, od tego złego duszy, którym jest grzech; jedno od tego złego, którym jest ból moralny czy fizyczny: to jest tego złego, którego człowiek z przyrodzenia swego najwięcej się boi, a które przecie, w świetle prawdy Bożej, najczęściej bywa rzeczą sprawiedliwie nam należną, a zawsze, według zamiarów miłosierdzia Bożego, dla nas, póki żyjemy na tej ziemi, zbawienną.

W rzeczy samej, jako o tym świadczy historia, rozum, – nie mówimy rozum zdrowy, ale ten który najczęściej przemawia przez usta onych mędrców, którzy świadomie i rozmyślnie pozbawiają siebie światła wiary, – rozum, mówimy, nie tylko nie uznawał nigdy pożytku, potrzeby, obowiązku modlitwy, ale przeciwnie, jako rzecz obojętną ją pomijał, lub też wprost, jako rzecz niegodną człowieka, odrzucał .

Gdyby więc Boski Nauczyciel nie był nas nauczył, człowiek albo wcale by się nie modlił, albo modląc się, nigdy nie miałby pewności, czy nie modli się źle. Teraz przeciwnie, mając pod nogami grunt nieomylny, oświeceni światłością, której żaden cień zaćmić nie zdoła, zwracając się wprost do Boga i mówiąc doń językiem, który wiemy że Jemu się podoba, polegając na słowie Jego, którym sam nas wzywa i zachęca, sercem rozszerzonym ufnością synowską, której źródłem jest samoż  synostwo Słowa wcielonego, które przez łaskę przybrało nas sobie za braci, bezpiecznie mówimy wszyscy społem: „Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech”, i całą tę modlitwę, w każdej części swojej, i w ogólnym składzie i obopólnym związku ich, prawdziwie przedziwną i Boską.
Uczczenie Boga i uciekanie się do Boga, innymi słowy, to co stanowi tło modlitwy i pobudkę do modlitwy, wszystko to mamy tu wyrażone, i to jeszcze w jakich wyrazach!
„Święć się imię Twoje”: tak jest, to rzecz najpierwsza i najpotrzebniejsza; przede wszystkim potrzeba nam tego dobra i tej chwały Bożej i naszej, aby imię Jego w umyśle i w sercu wszystkich ludzi było tym, czym jest samo w sobie: wyżej nad wszelkie imię istniejące lub istnieć mogące, niedorównaną wysokością swoją różne i o całą nieskończoność dalekie od wszystkiego cokolwiek jakie bądź inne imię oznacza lub wyraża; imię jedyne, imię święte i trzykroć święte, wszelkiej czci i wszelkiej miłości godne; imię którego chwała wszędy się rozlega, i które ma być wysławiane od wszystkich; imię oświecające każdego który je pozna, i uświęcające każdego, który je wielbi, i wywyższające, i wieczną ostatecznie szczęśliwością darzące każdego, kto otrzymawszy je darmo jako rękojmię swojego przysposobienia za syna Bożego, wiernie je aż do końca zachowa, i godnie nosi.

Zatem, „Przyjdź królestwo Twoje”; królestwo Boże, jakie może być na tej ziemi: pracowite, wojujące, i zdobycze swoje szerzące; królestwo Boże, jakim będzie gdy czas się skończy: doskonałe, niezmienne i wieczne. Naprzód święcenie się imienia Bożego, a potem królestwo Jego; bo królestwo Boże, tu gdzie jeszcze o przyjście jego prosimy, to jest na tym świecie, nie inaczej przychodzi, jedno w miarę jak imię Boże jest święcone, świętym wyznawane, jako święte poczytywane i czczone przez każdego z osobna człowieka(…)

Wreszcie, „Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. W tym jest wszystko dobro nasze: i dobro duchowne, i dobro doczesne, i dobro prywatne, i dobro publiczne. W tym jest tajemnica zgody między stworzeniem a Stworzycielem jego; tajemnica sprawiedliwości, i pokoju, i harmonii powszechnej. Niech ta prośba się spełni, a tym samym ziemia będzie już tylko przedsionkiem nieba, czystym zwierciadłem jego, prawdziwym królestwem Bożym, gdzie imię Jego, nad wszystkim panujące, wspólnym będzie wszystkich słońcem i ogniskiem.
Teraz już, po tej nad wszystko pożądanej chwale Ojca Niebieskiego, następują własne nasze potrzeby i sprawy. Prosimy Boga o chleb powszedni, tj. o wszystko czego nam potrzeba lub co może nam być pożytecznym do życia: o chleb dla ciała i o chleb dla duszy. Prosimy dalej i o to drugie, niezmierne, zarówno niezbędne nam dobro, którym jest odpuszczenie win: win, niestety, licznych w życiu każdego, i w życiu prawie każdego z każdym dniem się mnożących. Lecz tu, wraz z prośbą o odpuszczenie, Bóg żąda od nas upewnienia, że ochotnie gotowiśmy spełnić i spełniamy warunek, do którego przywiązał swoje nad nami zmiłowanie: a warunkiem tym jest szczere z naszej strony, z miłością nieobłudną, niczym nie zrażone odpuszczenie braciom naszym wszelkiej winy, jaką by przeciwko nam zawinili.

Potem wzywamy Boskiej nad nami opieki i obrony w tej ziemskiej naszej śmiertelnego życia podróży, gdzie tylu napotykamy nieprzyjaciół i tyle zewsząd cierpimy napaści, gdzie tyle jest sideł zastawionych na ułowienie nóg naszych, gdzie tyle ustawicznych a groźnych otacza nas niebezpieczeństw: bo w tym wszystkim i każdej chwili chodzi o zbawienie wieczne, a zbawienie zależy od tego, by każda z tych walk, które bez wytchnienia staczać musimy, zakończyła się dla nas zwycięstwem.

Na koniec, błagamy Boga o rychłe użyczenie nam wyzwolenia ode złego, o ostateczne, na zawsze, oddalenie złego: złego, którym jest nieprawość, i złego, którym jest błąd, i złego, którym jest niepewność i wątpienie, i złego, którym są rozterki i niezgody, i złego, którym jest ból wszelkiego rodzaju i wszelkiego stopnia; a zatem o rychłe darowanie nam zupełnej wolności, i niewinności nigdy już niepostradalnej, i pokoju, którego nic już zamącić nie zdoła, i zgody w prawdziwej miłości, i posiadania dobra najwyższego, zapewnionego na wieki, i oglądania Boga, i wesela Bożego, i ostatecznego w Bogu dokonania wszechrzeczy. Amen. (…)

Ta jest modlitwa chrześcijańska, i tak każdy chrześcijanin jak najczęściej modlić się powinien, i ustawicznie modlić się może, i we dnie, i w nocy, i na samotności, i w towarzystwie, i w weselu, i w smutku, nie wątpiąc o tym ani na chwilę, że Bóg modlitwę jego słyszy, i wysłucha, i prośbę spełni. Bo gdy tak się modlimy, Chrystus sam, przez Ducha swego Świętego, z nami i w nas Ojca prosi.

 

Dlatego i Różaniec rozpoczynamy tą świętą i wszechmogącą modlitwą; a potem, po dziesięćkroć, odmawiamy Pozdrowienie Anielskie.

 

 

3. Ta druga modlitwa wypływa z pierwszej, jak strumień ze źródła; zwłaszcza zaś w Różańcu, Zdrowaś Maryja, następując po Ojcze nasz, nadaje Modlitwie Pańskiej osobny charakter fundamentu szczególnego do Matki Boskiej nabożeństwa.
Pozdrowienie Anielskie, jest to najsłodszy uśmiech dobroci Boskiej, jaki nad tą ziemią naszą, odkąd istnieje, zajaśniał; jest to zorza naszego zbawienia; jest to pierwszy artykuł przymierza, jakie spodobało się Trójcy Przenajświętszej zawrzeć z upadłym człowieczeństwem naszym, przez trojaką tajemnicę Wcielenia, Odkupienia i Kościoła. Jest to wykwit nadprzyrodzony Niepokalanego Poczęcia, jest to autentyczne wprowadzenie Panny przeczystej na godność najwyższą, jakiej mogła dostąpić, na godność Macierzyństwa Boskiego. Pozdrowienie to, wraz z darem niewypowiedzianym, który ono oznajmia, i który w nim się zawiera, jest ostatecznym, ręką Boga samego, uwieńczeniem wszystkich łask, którymi Bóg Maryję przyozdobił, jest pierwszą i zasadniczą racją, i tej czci przewyższającej, którą wszystek świat Jej oddaje, i tych radości niewypowiedzianych, które sama o sobie oznajmiła, wołając: „Oto odtąd błogosławioną zwać mię będą wszystkie narody”.

Dla nas, Pozdrowienie Anielskie jest treścią wszystkiej nauki chrześcijańskiej, zebraniem i summą naszych wierzeń, podstawą naszej nadziei, dyplomem naszego wyzwolenia, tytułem Boskiego naszego szlachectwa. Ono na oczy stawia Bogu to, co taką miłością umiłował, iż nie wahał się z nieba zstąpić, aby ten przedmiot miłości swojej wśród zmroków naszych odszukał: wśród zmroków, nie tylko ułomności naszych, ale i ciemniejszych bez porównania zmroków nieprawości naszych. Ono Mu wciąż na nowo opiewa pokorę, i czystość, i wiarę, i posłuszeństwo, i miłość tego stworzenia, które nad wszystko stworzenie umiłował.
Ono Mu przypomina, że dzięki tej córce Adama stał się jako jeden z nas; że Jej zawdzięcza tę krew i te łzy, które wylał, aby były narzędziem chwały Jego i naszego zbawienia. Nadto, powtarzając za aniołem te słowa najsłodsze, czynimy w obliczu Boga wyznanie wiary naszej w tajemnicę, która się w Najświętszej Pannie spełniła, i we wszystkie błogosławione następstwa Jej na tę tajemnicę zezwolenia.
Pozdrawiając Ją Matką Boga, pozdrawiamy i wzywamy Ją zarazem jako Matkę naszą. Każde Zdrowaś Maryja, sercem prawdziwie pobożnym odmówione, jest, rzec można, i wonnością kadzidła, której słodkością weseli się Trójca Święta, i strzałą trafiającą wprost w serce Jezusa; a z rany miłości, tą strzałą Mu zadanej, rzeki łaski i błogosławieństwa na Matkę Jego, i na duszę do Niej się modlącą spływają;  tym bardziej, że ta Panna wierna i najpokorniejsza, przyjmując od nas tę chwałę i tę prośbę, nie zatrzymuje jej dla siebie, ale dodając do niej własną swoją, nieocenionej wartości prośbę i uwielbienie, całą oddaje ją Synowi swemu, swojemu także, jak jest naszym, Bogu i pośrednikowi do Ojca.

Doksologia wreszcie, czyli Chwała Ojcu, jak zamyka w Różańcu obie te modlitwy, tak w znaczeniu swoim, jest treściwym ich obu zebraniem, jest spełnieniem Modlitwy Pańskiej, we wszystkich jej prośbach; jest wykwitem i dojrzałym owocem Pozdrowienia Anielskiego, oddającym każdej z trzech Osób Trójcy Przenajświętszej należne Jej żniwo z nasion w nim złożonych. Chwała Ojcu, i Synowi, i Duchowi Świętemu, jest to dla duszy chrześcijańskiej ostateczne wszech rzeczy uwieńczenie; jest to szczyt i ostatni wyraz wszystkiej liturgii ziemskiej, jak jest treścią i hymnem nieustającym liturgii niebieskiej. Wszystko, cokolwiek jest na tym świecie, powinno, i w końcu, w ten sposób czy w drugi, musi wyjść na tę nieodzowną chwałę Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Tę chwałę swoją Bóg sobie założył jako koniec ostateczny w swym dziele stworzenia. Dla niej Słowo stało się ciałem i odkupiło nas na krzyżu. Dla niej jedynie żył Jezus. Dla niej istnieje Maryja, dla niej istnieje Kościół, i na wieki trwa. Chwała Ojcu, i Synowi, i Duchowi Świętemu: to nie tylko cel wszystkiej religii naszej, i zakończenie każdej modlitwy naszej; to powinno być także nieustającym okrzykiem i jakoby oddechem serc naszych, łaską chrztu poświęconych; to powinno być natchnieniem i światłem, i szpikiem każdej czynności naszej, najniższej jak i najwyższej; bo i najniższa, skoro jest poświęcona na chwałę Boga, tym samym staje się wysoką: „Chociaż tedy jecie, mówi nam Apostoł, choć pijecie, choć co innego czynicie, wszystko ku chwale Bożej czyńcie”. Dlatego i w Różańcu odmawiamy ten hymn niebieski. Dlatego odmawiamy go za życia, dlatego odmawiać go będziemy i w godzinę śmierci; i to odmówienie go w godzinę śmierci otworzy nam wstęp do życia, do żywota wiecznego, w którym ta doksologia chwały Ojca, i Syna, i Ducha Świętego nigdy nie ma końca.

 

4. Chociażby więc Różaniec na niczym więcej się nie zasadzał, jedno na odmawianiu tej trojakiej modlitwy, i tak już byłby sposobem nabożeństwa, nie tylko najsłuszniej uzasadnionym, ale i zupełnie godnym Boga, a tym samym i dla nas wielce skutecznym.

Wszakże tu może się nasunąć pytanie, – i heretycy, a wraz z nimi i zbyt wielu katolików nieoświeconych w wierze, a mieniących siebie światłymi wedle świata, w rzeczy samej zarzucają nam to pytanie: – Na co to długie bez końca powtarzanie jednychże wciąż wyrazów? Czy to nie rzecz śmieszna? Czy to nie rzecz co najmniej nudna i nużąca, zdolna odstraszyć nawet dusze pobożne?
Odpowiedź na to pytanie nietrudna. Nie mamy potrzeby powoływać się tu na  przykład i obyczaj, i powagę Kościoła świętego; sam zdrowy rozsądek dość nam dostarczy dowodów i analogii na usprawiedliwienie tego rzekomo nudnego albo i śmiesznego, jak mówią, powtarzania jednejże zawsze modlitwy.

 

(…) rzecz niezaprzeczona, że takie ustawiczne jednychże wyrazów powtarzanie jest jedną z najbardziej znamiennych własności modlitwy. Komuż tu nie stanie na myśli opowiadanie Ewangelii o modlitwie Jezusa w Ogrójcu? Po trzykroć wraca do groty konania, coraz bardziej smutny, strwożony, zgnębiony. A za każdym razem modli się do Ojca, tęż samą mowę mówiąc: „Ojcze mój, jeśli można rzecz, niechaj odejdzie ode mnie ten kielich; wszakże, nie jako ja chcę, ale jako Ty” .
To samo już, że Zbawiciel za autentyczną formę modlitwy przepisał nam tę krótką modlitwę Ojcze nasz, oczywistym jest dowodem, że chciał, abyśmy ją jak najczęściej powtarzali. Wszak sam oznajmił, że modlitwa, aby była wysłuchaną, powinna nieraz przyjąć charakter natarczywości; że potrzeba nam „modlić się zawżdy, a nie ustawać”; że mamy prośby nasze zanosić i powtarzać z takim naleganiem, jakie u ludzi poczytywałoby się za natrętność.

 

Wreszcie – i to, zdaniem naszym, nadaje Różańcowi znamię rzeczy Boskiej, – im jaki sposób jest prostszy, tym lepiej podoba się Bogu, tym zgodniej odpowiada własnemu Jego sposobowi działania.

„Tak się upodobało Bogu”, iż skutki wyprowadza największe z przyczyn najmniejszych i najpospolitszych. Widzimy to wszędzie, i w porządku natury, i w porządku łaski. Co większego dla człowieka w porządku natury, nad życie? A co prostszego nad sposób, jakim to życie się utrzymuje, oddychanie? A w porządku łaski, co większego nad możność wzniesienia się do Boga, i mówienia doń z ufnością, i znalezienia u Niego wysłuchania? A co prostszego nad te kilka wierszy Modlitwy Pańskiej, w której należnym odmówieniu człowiek ma zapewnioną sobie tę możność, i tego najwyższego zaszczytu i szczęścia dostępuje? A czy nie wypadało, czy nie należało, by ta konieczna możność oddawania Bogu winnego hołdu, by ten nieodzowny sposób uciekania się do Boga za pomocą modlitwy, były przystępne wszystkim, maluczkim zarówno jak i wielkim, ubogim zarówno jak i bogatym, prostaczkom zarówno jak i uczonym, dzieciątkom zarówno jak i mężom dojrzałym?

Dlatego Bóg dla wszystkich ustanowił i przepisał ten jeden krótki sposób modlitwy: kto ma wiarę i serce prawe, ochotnie z niego skorzysta, i modlitwę tę ciągle będzie miał na ustach, i nigdy mu się nie sprzykrzy ją powtarzać.


Ks. Karol Ludwik Gay – Wykład tajemnic Różańca świętego,  Tom I. Warszawa 1895, str. 44 – 54

[Oprac. A.S.]

1 odpowiedź »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s