O nakazie modlitwy

1. Bóg pozwolił nam się modlić; stąd mamy do modlitwy prawo. Ale Bóg również nakazał nam się modlić; dlatego ciąży na nas obowiązek modlitwy.

2. Przykazanie modlitwy widnieje już na tablicach Starego Testamentu. Prawo to jest właściwie tak dawne, jak człowiek i w sercu ludzkiem wyryte zostało, jako prawo natury. Pierwsza tablica Mojżeszowa obowiązuje człowieka do religii i do czci Boga. Ten zaś obowiązek przynosi człowiek z sobą na świat, na mocy swego pochodzenia od Boga jako stworzenie.
Człowiek musi Boga uznawać za swego stworzyciela i cześć mu oddawać. Dlatego to świat nie istniał nigdy bez religii. Przez to dowodzi swojej przynależności do Boga i zależności od niego.

3. Nie było również nigdy religii bez modlitwy.
Zawsze i zasadniczo należała modlitwa i należy do życia religijnego, a za cel swój ma oddawanie Bogu czci należnej. Jest ona prócz tego czemś więcej, a mianowicie: głównym objawem, niejako duszą religii. Owszem, cała religia
wspiera się na modlitwie, przez nią się objawia, utrzymuje się i trwa przez modlitwę, tak publiczną, jak prywatną

4. Dlatego zorganizować modlitwę znaczy tyle co zorganizować religię. Po to też przyszedł Zbawiciel na ziemię: zatwierdził stare przykazanie
modlitwy, nauczył nas jej słowem i przykładem, a w końcu sam podał wzór, jak się modlić trzeba. Kościołowi jego zawdzięczamy dokładne wskazówki, pouczające, jak zachować to wielkie przykazanie natury o modlitwie,
które tak stanowczo domaga się jej od nas. Bóg nasz to przecież Bóg żywy, który bezustannie odnawia i ujawnia twórczą swą potęgę przez to, że nas przy życiu utrzymuje i z nami współdziała, i za to domaga się z naszej strony uznania przez modlitwą. Toteż cala ludzkość zawsze się modliła, i w tem właśnie tkwi jej boskie znamię. Jak od krańców do krańców świata
rozciąga Bóg swoją twórczą potęgę, tak daleko i również zatacza modlitwa swoje koło. Jedna tylko istota nie modli się, tj. Bóg sam, ponieważ jest pełnią wszelkiego dobra. Wszystkie atoli stworzenia żyją z jego dobroci i dlatego muszą się modlić.

5. Pan Bóg ustanowił modlitwę tak ze względu na siebie, jak ze względu na nas. Nie dla jakiejś własnej potrzeby domaga się Bóg od nas uznania w modlitwie — wszak on niczego nie potrzebuje — ale przez sprawiedliwość
i świętość. Wszak on Panem naszym, Ojcem naszym, źródłem wszystkich naszych dóbr. Nie może i nie wolno mu zapierać się siebie i czci swojej ustępować komu innemu. U stworzeń zaś odmowa hołdu w modlitwie równa się odstępstwu od Boga. Tak więc ze względu na siebie samego musi Pan Bóg stanowczo domagać się modlitwy.

Z naszego punktu widzenia rzecz biorąc, nakazuje ją Stwórca nie tyle po to, żeby od nas coś otrzymać, ale raczej po to, żeby dawać i móc i dawać. Nie zawsze jesteśmy godni darów bożych i dostatecznie przygotowani, aby je otrzymać. Trzeba się więc na nie przygotować i przysposobić. To właśnie sprawia modlitwa. Modlitwa, jak powiedzieliśmy, jest w swej istocie aktem cnoty religii. Modląc się, mamy zawsze świadomie, czy nieświadomie, z góry ten zamiar, aby uczcić i uwielbić Boga. Leży to już w samej naturze modlitwy i my pod tym względem nic zmienić nie potrafimy. Uznanie,
jakie Panu Bogu przez modlitwę u stóp składamy, jest rzeczą wielką i wzniosłą. W modlitwie wyznajemy pokornie naszą biedę, nędzę, niedostatek, a uznajemy moc bożą, dobroć i wierność Stwórcy w jego obietnicach i naszą niezachwianą w nim ufność. Modląc się, odprawiamy w sercu naszem rzeczywiście »służbę bożą« — uświęcamy się, ściągamy na
siebie upodobanie boże i czynimy się zdolnymi do przyjęcia łask jego. Tak więc przez modlitwę usposabiamy właściwie nie Boga, żeby nam udzielił darów swoich, lecz siebie, żebyśmy zdolni byli otrzymać dary jego. Na tym polega różnica między prośbami do ludzi, a do Boga zasyłanemi. Przez pierwsze usposabiamy ludzi, których o coś prosimy, przez drugie samych
siebie.

Zupełnie słuszna, a dla nas bardzo pożyteczna to rzecz: przyznawać się z pokorą przed Bogiem do naszych potrzeb i niedoli, aby okazać przez to, że jego dary bardzo poważamy. Dzieje się to właśnie na modlitwie!

6. Jako akt czci Bożej i religii jest modlitwa dla nas nie tylko środkiem, żeby od Boga coś uzyskać, lecz celem i to ostatecznym celem naszego życia. Stworzył nas Pan Bóg przecież po to, żebyśmy go czcili, chwalili i jemu służyli. Przez modlitwę zaś składamy Panu Bogu cześć i chwałę. Wobec tego nie możemy właściwie nigdy za wiele się modlić. Przez modlitwę stajemy u celu i kresu naszego, o ile go tu na ziemi osiągnąć można. Ta właśnie myśl powołała do życia zakony kontemplacyjne. I w samem niebie modlitwa na wieki nie ustanie.
Królestwo Boże w świecie utrzymuje przede wszystkiem modlitwa. Gdzie ona znika, tam znika też z serc ludzkich panowanie Boga. Jak straszny uszczerbek poniosła modlitwa przez nieszczęsne rozdwojenie w wierze skutkiem herezyj. W całych krajach ustala najświętsza ofiara, w murach klasztornych umilkła chwała Boża. Oto jeden powód więcej dla nas do modlitwy, by powetować tę stratę dla Królestwa Bożego.

7. Skoro więc tak się rzecz ma z modlitwą, któż się będzie temu dziwił, że wszyscy sumienni ludzie i chrześcijanie, poważnie religię pojmujący, modlą się i wiele się modlą! Nie znają oni dobra wyższego nad religię, toteż
modlitwę cenią sobie najwyżej. Komu natomiast o religię nie chodzi, ten się też nie troszczy o modlitwę! My chrześcijanie jesteśmy przede wszystkiem ludem modlącym się, tak jak niegdyś był nim naród wybrany. Stary Testament nie miał Platona ani Arystotelesa, lecz miał prawdziwą modlitwę, a z nią posiadał prawdziwą znajomość i cześć Boga. Nasza św.
religia chrześcijańska zaczęła się od modlitwy w wieczerniku w Jerozolimie! Poganie patrzyli w zdumieniu na rozmodlone rzesze pierwszych chrześcijan. Ich świątynie były i są jeszcze prawdziwemi przybytkami modlitwy, podczas gdy poganie nie wiedzieli właściwie, co to jest modlitwa.

Oto wzniosłe i poważne znaczenie modlitwy. Sprawa modlitwy to sprawa samej religii, która jest najwyższem i najzacniejszem dobrem na świecie. I ludzkość na ogół zawsze to przyznawała. Nie odmienią tego panteiści, którzy dlatego się nie modlą, ponieważ sami siebie ubóstwiają i uważają się za cząstkę bóstwa, ani naturaliści, ani materialiści, których myśl nie wypełzła ponad skorupę ziemską — ani zwolennicy Kanta, którzy dlatego zwolnili się od obowiązku modlitwy, że, albo jeszcze nie pojęli dowodów na istnienie Boga, albo ich zrozumieć nie chcą; niczego wreszcie nie dokażą
uczniowie Schleiermachera, którzy do modlitwy potrzebują zawsze jakiegoś świątecznego nastroju. Ale cóż to wszystko znaczy wobec wielkiego świadectwa ludzkości wszystkich czasów, wobec rozumu i wiary, mówiących nam o obowiązku modlitwy?


O. Maurycy Meschler T. J.TRZY PODSTAWY ŻYCIA DUCHOWNEGO, 
KRAKÓW 1927 WYDAWNICTWO KSIĘŻY JEZUITÓW, str. 21 – 26. (pisownia nieznacznie zmieniona)

[Oprac. A.S]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s