Msza św. istnieje dla przeistoczenia

Gdybyśmy wiedzieli, czym jest Msza św., nawrócilibyśmy cały świat. Dokonalibyśmy w krótkim czasie jednej z największych rewolucji duchowych. Odnowilibyśmy oblicze ziemi. Wszyscy kapłani byliby świętymi, a wszyscy parafianie zostaliby odmienieni.

Lecz o tym, czym jest Msza św., wiemy jeszcze bardzo mało. I my duchowni, i nasi wierni. Do ołtarza przystępujemy z oczyma na pół oślepłymi. Na pół świadomi, nie zdajemy sobie dokładnie sprawy z tego, co czynimy.
Mamy wszelkie powody po temu, by na początku Mszy św., głęboko pochyleni odmówić Confiteor, uderzyć się w piersi i powiedzieć z przekonaniem: mea culpa, moja wina.

Nieznajomość Mszy św. jest wielką winą i ogromnym nieszczęściem chrystianizmu.

Zdaje mi się, że chociaż wierzymy w Mszę św., winna ona dopiero zostać przez nas odkryta, z całym swoim przeogromnym znaczeniem dla dusz, dla parafii i dla narodu. Odkryta jako serce, jako ośrodek dziejów świata, jako nadprzyrodzone źródło życia całej ludzkości.

Msza św. jest przeistoczeniem.
Wszystko inne we Mszy św. jest tylko przygotowaniem i wykończeniem. Lecz punkt szczytowy, dusza całej Ofiary to przeistoczenie.
Msza św. istnieje dla przeistoczenia. Dla dokonywania przeistoczenia, dla konsekracji, otrzymują święcenia kapłani.
Dla przeistoczenia buduje się kościoły!

Przez najświętsze przeistoczenie dokonywa się Ofiara Nowego Przymierza, bezkrwawa Ofiara krzyżowa. A w tej bezkrwawej Ofierze krzyżowej ukrywa się czynnik podwójny: bierny, czyli cierpiący i czynny – Hostia i kapłaństwo.

Przeistoczenie, wzniosłe mysterium fidei, wielka tajemnica wiary, jest połączeniem najwyższej czynności i najgłębszej bierności.

Missa est actio! Msza św. jest najwyższą czynnością. Czynnością potrójną: przygotowaniem Ofiary, złożeniem Ofiary i Ucztą ofiarną.

Ale czynnością jest przede wszystkim przeistoczenie. To całkowite zdanie się stworzenia na Stwórcę. To uroczyste wyznanie najwyższej prawdy, że jeden jest Bóg, że On twórcą nieba i ziemi, Panem i Właścicielem wszelkiego stworzenia. Jest to zatem wyznanie urzędowe najwyższego, bezwzględnego i powszechnego panowania Boga nad całym światem.

Msza św. to najwyższa czynność Chrystusa.

Kościół katolicki to coś więcej niż organizacja, to żywy organizm. Albo, by się jeszcze dosadniej wyrazić, Kościół katolicki to osobowość. Kościół katolicki, to nic innego jak tylko ciągle żyjący i działający Chrystus, złączony ze swoim mistycznym ciałem, społecznością wiernych.

Katolicka parafia to żyjący i obecny wśród swoich członków Chrystus.
Dlatego to katolicka służba Boża, czyli Msza św. jest actio Christi, czynnością Chrystusa.

Msza św. to w pierwszej linii Chrystus. Msza św. bez niewidzialnego wprawdzie, ale rzeczywiście i istotnie obecnego Chrystusa, byłaby teatrem. Może w najlepszym razie odegranym przez ludzi przedstawieniem Męki Pańskiej, ale niczym więcej. Msza św. to actio Christi, wzniosły czyn Chrystusowy, doskonałe zdanie się na wolę Ojca.

Msza św. to najwyższa czynność kapłańska!

Lecz kapłan jest tylko wikarym, zastępcą Chrystusa. Istnieje bowiem wieczny Arcykapłan Nowego Zakonu, Chrystus, a obok Niego 300000 pomocników. Od ostatniego kapłana aż do papieża to wszyscy wikariusze, pomocnicy Chrystusowi. Być księdzem, biskupem czy papieżem, to być wikariuszem Chrystusa. Ale wikariusz nie idzie własnymi drogami. On idzie drogą swego proboszcza. Kapłan idzie drogą Chrystusa.

Gdy nadchodzi podniesienie, bierze kapłan do rąk hostię, którą ma konsekrować, ale bierze również i swoje „Ja”, swoje ciało, swoją krew, swoją duszę i całą swoją osobowość, by w akcie doskonałego oddania się, na wzór Chrystusa, w służbę Najwyższemu i ludowi się poświęcić.

Podniesienie konsekrowanej Hostii i kielicha Krwi Przenajświętszej Jezusowej to najwznioślejsza osobista czynność kapłana: uznanie absolutnej i suwerennej władzy Boga nad swoim ciałem i duszą, krwią i zdolnościami i nad całym życiem.

Ale Msza św. to również najwyższa czynność wiernych.

Pius XI mówi ustawicznie o katolickiej współpracy. Odnosi się to również i do Mszy św., albowiem służby Bożej nie wystarczy tylko wysłuchać, lecz trzeba ją także współodprawić.

Nie wystarcza więc niema obecność! Jeżeli zaś odnosi się to do całej Mszy św., to w szczególny sposób powinno się odnosić do przeistoczenia. Przeistoczenie to moment, w którym współdziałanie Kapłana i wiernych dochodzi do najwyższego napięcia.

Encyklika, ogłaszająca święto Chrystusa Króla, mówi o zarazie naszego wieku. Jest nią tak zwany laicy z m, czyli pozbawianie publicznego życia państwowego i gospodarczego oraz całej naszej kultury katolickiego ducha.

Msza św. jest wielką ofiarą przebłagalną wiernych za błędy naszych czasów, za laicyzm, za zeświecczenie. Przeistoczenie to wielkie przeciwstawienie się liberalnym zasadom narodów i rządów.

Lecz cóż to jest laicyzm? Laicyzm to zasadnicze, a przynajmniej praktyczne zaprzeczenie zwierzchności Boga nad społeczeństwem ludzkim.

A czymże jest przeistoczenie niedzielnej uroczystej Mszy św.? Wyznaniem niezaprzeczalnej zwierzchności Najwyższego nad wszelką społecznością.

Nie można uczęszczać na Mszę św. i być zarazem poplecznikiem laicyzmu.
Spróbuj kiedyś podczas Mszy św. zaniechać żegnania się i bicia w piersi, a patrz na podnoszoną ku górze Hostię.

Pomyśl w tej chwili to, co Chrystus myśli:

„Pan mój i Bóg mój! Wierzę i wyznaję całkowitą, bezgraniczną i absolutną władzę Boga nad wszystkim – ciałem, krwią i duszą, Kościołem i państwem.”

Przeistoczenie to hołd, hołd wiernych oddany najwyższemu Włodarzowi wszelkiego stworzenia.

Ale Msza św. ma również i drugą swoją stronę. Nie jest ona tylko najwyższą Ofiarą kapłaństwa, ale także i najgłębszym skutkiem ofiarnym przez św. Hostię.

Dopiero wówczas rozumiemy Mszę św., kiedy rozumiemy w Hostii ten czynnik bierności, ofiary i cierpienia.

Czymże bowiem jest Hostia?
Ukrzyżowanym Chrystusem.

Doskonałym wyrzeczeniem się własnej woli i postępowania za nią. Całkowitym wyniszczeniem. Chrystus cały swój byt i swoją Wolę składa w ręce Ojca.

To cud.

To tajemnica przechodząca wszystkie widzialne cuda: Pan nieba i ziemi w stanie największej bierności!

Ale przez tę tajemnicę krzyża Chrystus świat odkupił. Nie czynność jest największym dziełem Chrystusa, ale właśnie pasywność i bierność, od Ogrodu oliwnego aż po Kalwarię. I to właśnie największe dzieło żyje nadal w Hostii.

Jak Chrystus jest nie tylko Kapłanem, ale i Hostią, tak i Jego zastępca, kapłan jest również hostią. Myliłby się kapłan i ze złudzenia w złudzenie wpadał, gdyby podczas Mszy św. myślał tylko o białej Hostii, którą trzyma w rękach. W chwili przeistoczenia bowiem musi i on sam osobiście czuć się hostią.

Istnieje piękny obraz prymicyjny, przedstawiający Ukrzyżowanego, który wkłada na skronie młodego prymicjanta swoją cierniową koronę. Wspólność życia i dóbr między Chrystusem a kapłanem okazuje się przede wszystkim we wspólności w męce. Jak nie można pragnąć zostać kapłanem bez pragnienia stania się hostią, tak trzeba być również przygotowanym na to, że jak Mistrzowi, tak i Jego kapłanowi nie będą wierzyć, że go nie będą słuchać, nie będą kochać, że go będą prześladować, że go opuszczą, zdradzą, że nim wzgardzą. I przez to właśnie kapłan staje się współodkupicielem Chrystusowej trzody.

I najważniejszą, najowocniejszą u każdego kapłana nie jest jego zewnętrzna działalność, jego aktywność, lecz jego cierpienie i pragnienie cierpienia. Być hostią, żywą, widzialną hostią własnej parafii.
Współpraca, którą określamy nazwą „Akcji Katolickiej”, niesie ze sobą i tutaj swoje obowiązki. Współpracować znaczy współcierpieć. Mieć zrozumienie również i dla biernych cnót chrześcijaństwa, dla ofiary, dla hostii.

Życie chrześcijan to msza. A nie ma mszy bez składania ofiary.

Najlepsze zrozumienie całej wewnętrznej treści Mszy św. powinni mieć w parafii ci, co niosą krzyż, chorzy, opuszczeni, biedni, – żywe krucyfiksy całej parafii. Z tych „ukrzyżowanych” spływa życie i błogosławieństwo na całą parafię, na całą społeczność.

Może się jednak zdarzyć, że niekiedy cały naród przez jakieś ciężkie nawiedzenia, czy klęski w szczególniejszy sposób jest powołany do poniesienia ofiary. Wtedy to właśnie należy życie uczynić mszą, ofiarą; z Chrystusem obciążonym krzyżem wstępować na stopnie ołtarza, nawiedzenie znosić w duchu pokuty za grzechy całej społeczności, w złączeniu z pokutą Chrystusa, i tym sposobem prowadzić dzieło odkupienia. Również i lud po największej części wystąpi tu nie w czynnej lecz w biernej ofierze.

W strachu przed grożącymi nam karami szukamy różnych sposobów ratowania się. Pewien afrykański misjonarz miał słuszność, kiedy wołał: Ratunek ludzkości leży we Mszy św., – w ofiarowaniu, przeistoczeniu i komunii, w najdroższej Krwi Jezusowej, w ofiarnym czynie i woli ofiarnej, tak czynnej jak i biernej.

Wierzę we Mszę św.! Wierzę w nadchodzący złoty okres Mszy św. Wierzę w żyjącego pośród nas i ofiarującego się Chrystusa. Wierzę w nasze, nawet i w dnie powszednie, pełne kościoły. Wierzę w wspólne komunie św. całych rodzin czy całych stowarzyszeń. A kiedy mię pytają, na czym opiera się moja wiara, wtedy odpowiadam: na Duchu św. i na nowym, nadchodzącym, świętym, rodzaju kapłańskim.


Ks. Robert Mader – Z powrotem do Mszy Św., Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy, KSIĘŻA JEZUICI, KRAKÓW, 1948, str. 79 – 86.

[Oprac. A.S.]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s