O wpatrywaniu się w Chrystusa

A i o tym posłuchaj dalej świętego Bernarda: „Dwie rzeczy powinniśmy oczyszczać i wyćwiczać w sobie: umysł i uczucie; umysł by coraz lepiej poznawał najwyższą prawdę; uczucie by coraz więcej w niej się rozmiłowało. – Owóż, umysł roztrzepuje się i bałamuci, gdy wielu przedmiotami zaprzątnięty, nie skupia się nad głębszym rozważaniem jednego; a uczucie zwrócone ku rozlicznym upodobaniom i namiętnościom, nie da się w ład wprowadzić, dopóki go nie ustalimy w jednym przedmiocie, a jedynie miłości godnym.

Zaś przedmiotem najgodniejszym poznania i rozważania dla umysłu jest Chrystus, jak równie On być powinien jedynym celem wszelkich uczuć naszych. Jakoż, Syn Boży zstąpiwszy z nieba na ziemię, tyle i tak cudownych spraw dokonał, że słusznie wymagać może, by umysł nasz odwracając się od zapatrywania się na rzeczy doczesne, bezustannie miał na pamięci to co On uczynił.

O! zaiste, przedstawia nam Boska osoba Jego nieograniczone pole do ćwiczenia na nim naszego umysłu, rozważaniem niezgłębionych tajemnic Jego ziemskiego życia! A znowu dla uczucia naszego, jakież przedstawia w Sobie pobudki byśmy Go z całego serca, z całej siły umiłowali! Bo czyż może już co bardziej rozbudzać w nas uczucie miłości, jak przypominanie sobie tego co On dla nas uczynił?

Wszak oto Bóg najwyższy, uprzedza nas, i gdyśmy nie tylko niczym na to nie zasłużyli, lecz gdyśmy niepomni na dobrodziejstwa Jego jako Stwórcy, bunt Mu wypowiedzieli, On Sam staje się naszym Odkupicielem, i jedna nas z Sobą!

Pan najwyższego majestatu, raczy najhaniebniejszą śmierć ponieść, by nam życie uratować; staje się niższym od ostatniego niewolnika, by nam królewskie korony zapewnić; skazuje się jakoby na wygnanie z nieba, by nas tam wprowadzić, i przepędza wszystkie lata Swojego życia ziemskiego w ubóstwie i pogardzie od ludzi, żeby nam otworzyć drogę do skarbów niebieskich i chwały wiekuistej!

Bądźcie pewni, bracia najmilsi, że wśród ciemności którymi otoczeni jesteśmy na tej dolinie płaczu, wśród braku miłości jakim się odznacza ten świat zepsuty, znikąd inąd nie możemy zaczerpnąć światła dla umysłu, znikąd inąd nabyć zamiłowania prawdziwego dobra, jeno skupiając wszystkie władze umysłu, i zwracając całą siłę uczucia na Boską osobę Pana naszego” (1).

A w innej przemowie do braci swoich zakonnych, tenże Święty w ten sposób się wynurza, rozbierając wiersz Pieśni nad pieśniami, w której Oblubienica niebieska powiada: Snopek mirry jest mi miły mój; między piersiami moimi mieszkać będzie (2).

„Ja także bracia drodzy, od początku mojego zawodu duchownego, wiedząc, że żadnych zasług przed Bogiem nie mam i mieć nie będę, postanowiłem umieścić na piersiach moich snopek mirry, w który związałem wszystko co Bóg mój stawszy się człowiekiem wycierpiał za mnie: A mianowicie nędzę i niedostatki natury ludzkiej jakie przyjął na Siebie będąc dziecięciem jak każde inne dziecię; potem prace podjęte przez Niego w życiu Apostolskim; Jego trudy doznane gdy ciągle przebiegał Palestynę nauczając rzesze i uzdrawiając chorych; Jego długie czuwania na modlitwie; Jego posty i pokusy, które dopuścił na Siebie na puszczy; Jego łzy, które wylewał nad złością i zaślepieniem ludu Swojego; zasadzki, które czynili na Niego wrogowie; zdrady jakich doznał od najbliższych; obelgi, zniewagi, policzkowanie, oplucie, szyderstwa, naigrawania się, knuty, ciernie, gwoździe i to wszystko co Ewangelie opowiadają nam o Jego męce, wszystko to mówię niby snopek mirry a gorzkiej nad wszelki wyraz, umieściłem na piersiach moich; przez co chcę powiedzieć, że staram się ciągle mieć to w sercu wyryte.

W rozpamiętywaniu bowiem tego zamyka się najwyższa mądrość; przez to dochodzi się do najwyższej doskonałości, zapewnia się zbawienie, nabywa się najobfitszych zasług. Z tego-to źródła napawam się ja zbawienną goryczą skruchy i żalu za grzechy moje, a oraz i pociechą nadziei, że mi odpuszczone zostaną; to mnie pokrzepia w chwilach utrapienia, miarkuje wśród powodzenia. Rozmyślanie takowe, jest moim przewodnikiem na drodze życia tego nieszczęsnego, gdzie mi zewsząd grożą przepaści w które pogrążyć się mogę. Ono jedno najwyższego Sędziego przedstawia zatrwożonej duszy mojej nie tylko miłosiernym i pełnym łaskawości, lecz tak pokornym i przystępnym, jak tylko wyobrazić to sobie można. Toteż wszystkie te szczegóły często mi są na ustach, jak o tym wiecie, bezustannie na sercu, jak to Bogu wiadomo; piszę o tym najzwyklej, jak to powszechnie przyznają, bo koniec końcem cała moja filozofia najgłębsza jedynie zawiera się w tym, że nic innego nie umiem, jeno Jezusa Chrystusa i tego ukrzyżowanego(3)” (4).

Lecz dość już o wpatrywaniu się w człowieczeństwo Jezusowe, bo zresztą jest to główną treścią całej tej książeczki. A trzeba ci wiedzieć, że ten rodzaj kontemplacji nie koniecznie ma być poprzedzony ćwiczeniami życia czynnego pierwszego stopnia, czyli drogi oczyszczającej.

Albowiem rozpamiętywanie życia Chrystusowego dostępnym jest dla każdej duszy, i już samo w sobie zawiera najskuteczniejsze środki oświecenia umysłu i oczyszczenia sumienia. Gdy tedy mówi się, że życie czynne pierwszego stopnia poprzedzać powinno życie bogomyślne, tedy ma się to rozumieć o najwyższej bogomyślności, w której dusza wpatruje się w chwałę niebieską i wielkość Samego już Boga; a co jest łaską szczególną, małej liczbie dusz, nawet wybrańszych, udzielaną. Toteż wpatrywanie się w człowieczeństwo Chrystusowe nie kontemplacją, lecz właściwiej medytacją, czyli rozmyślaniem, nazywać wypada.


„Żywot Pana naszego Jezusa Chrystusa w pobożnych rozmyślaniach zawarty”, przez Św. Bonawenturę Biskupa i Doktora Kościoła. Kraków 1879, str. 282-286.

[Oprac. A.S]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s