Przegrywamy dziś walkę o nasze życie — o życie naszych dzieci i o przyszłość cywilizacji łacińskiej, jak zwykło się ją nazywać. Choć mało kto już naprawdę rozumie, czym ta cywilizacja jest i skąd się wzięła. Wielu zrzuca winę na system, na polityków, na bezosobowe siły. A tymczasem wina leży w nas samych. Bo zajmujemy się tym, czym nie powinniśmy — rzeczami błahymi, podczas gdy sprawy najważniejsze umykają nam z rąk.
Po pierwsze, powinniśmy zdać sobie sprawę, że tak zwana wojna na Ukrainie była potrzebna po to, by zatuszować to, co wydarzyło się w czasie tak zwanej pandemii. By ludzie jak najszybciej zapomnieli, jak zostali zniewoleni, jak odebrano im wolność pod pozorem bezpieczeństwa, jak miliardy zostały przelane w ręce nielicznych. To trzeba było przykryć — i zrobiono to błyskawicznie. Dlatego wybuchła wojna na Ukrainie. Doprowadzono do niej świadomie. To jest kluczowy element całej układanki. Zapomnieliśmy, że zaledwie kilka lat temu zostaliśmy całkowicie ujarzmieni, że założono nam kajdany, a na twarze — kagańce. I choć zdawało się, że to minęło, to w rzeczywistości trwa nadal, tylko pod innym pretekstem. Każdą kolejną wojnę wykorzystuje się, by przykrywać poprzednie zniewolenie.
Powtórzę to po raz kolejny: prawdziwa wojna jest tylko jedna — wojna z chrześcijaństwem. Miliony chrześcijan na całym świecie są prześladowane, torturowane i zabijane, a mimo to panuje wokół tego milczenie. Wszystko inne służy tylko temu, by tę prawdę przykryć. Jeśli tego nie zrozumiemy, nie zrozumiemy niczego. Stajemy się — a właściwie już jesteśmy — niewolnikami. Niewolnikami mediów, które podrzucają nam co pewien czas tematy zastępcze, byśmy się o nie kłócili, nie mając pojęcia, co naprawdę dzieje się wokół nas. Jesteśmy zaślepieni. Nasze umysły przestają pracować tak, jak powinny, bo każdego dnia są zalewane śmieciami tego świata, które media wylewają na nas bez przerwy. Wmawia się nam wiele rzeczy.
Ale teraz przejdźmy do tego, co najważniejsze — do wiary. Bo od niej zależy wszystko. Cały ten system, cała rzeczywistość, w której żyjemy, opiera się na jednym fundamentalnym kroku: zniszczeniu świadomości chrześcijańskiej. Zniszczeniu podstaw moralności, które przez wieki kształtowały człowieka i społeczeństwo. Bo to właśnie prawda jest tym, czego ten system najbardziej się boi. Prawda jest jego wrogiem — i dlatego musi ją zniszczyć.
Praktycznie wszyscy tak zwani obrońcy wiary katolickiej działają dziś dokładnie tak, jak chce tego system. Postępują zgodnie z jego tokiem rozumowania, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy — choć wątpię, by ci z najbardziej znanych kaznodziejów czynili to nieświadomie. Przecież od dziesięcioleci toczy się ta sama „walka” — od czasów Soboru Watykańskiego II — a mimo to wszystko nieustannie zmierza w jednym kierunku. Walec modernizmu przesuwa się dalej, miażdżąc wszystko po drodze. Wiara katolicka w swej istocie praktycznie już nie istnieje.
Jak to więc jest? Jak walczą ci, którzy twierdzą, że walczą w jej obronie — skoro przegrywają na każdym froncie? Skupiono się na jednym, choć bardzo ważnym elemencie: na Mszy Wszechczasów. Ale nawet ten element wykorzystano w sposób przewrotny. Uczyniono z Benedykta XVI — jednego z teologów, którzy współtworzyli modernizm w Kościele i wprowadzali go z pełną determinacją — postać tradycjonalisty. W oparciu o ten fałszywy obraz wprowadzono wielu wiernych w błąd.
Tymczasem zmiany następują jedna po drugiej. Przykazania Boże są łamane, doktryna rozmywana, a moralność katolicka systematycznie niszczona. Większość „obrońców” walczy dziś o formę — o liturgię — zapominając, że to jedynie zewnętrzny znak rzeczywistości duchowej, która została już dawno wyparta. Człowiek, który nazywa się papieżem, podobnie jak jego poprzednicy od Jana XXIII, jest tolerowany tak długo, jak długo dopuszcza, by gdzieś w tle istniała jeszcze Msza Wszechczasów — symbol, którym można uspokajać sumienia. I w ten sposób ludzie, którzy już dawno utracili świadomość tego, czym ta Msza naprawdę była, nie zauważają, że modernistyczny Kościół wprowadza kolejne odstępstwa, coraz dalej od prawdy, którą kiedyś reprezentował.
Zwrócę uwagę po raz kolejny: Matka Boża w Fatimie już wtedy ostrzegała przed tym, co dziś się dzieje. Przepowiadała kary za to, że ludzie nie słuchają Boga, łamią Jego przykazania i odwracają się od prawdy. A przecież w tamtym czasie Msza Wszechczasów była odprawiana wszędzie. Jak więc to rozumieć? O co właściwie toczy się ta walka, skoro już wtedy świat odchodził od Boga?
Jedyna walka, która naprawdę ma sens, to walka o dusze ludzi — o ich nawrócenie, o odrodzenie prawdziwej wiary. Nie o formę, nie o symbole, lecz o istotę. Trzeba budować Kościół nie na ruchomych piaskach, lecz na skale — na wierze prawdziwej, zakorzenionej w Ewangelii i Tradycji czyli na pełnym Objawieniu. Tylko taki Kościół ma sens, tylko taki może przetrwać.
Wszystko inne, co nie dotyczy samej Mszy, a co jest równie ważne zostało zepchnięte na margines. Zjawa z Medjugorje czy kult Faustyny Kowalskiej to sprawy straszne, bo niszczą dusze ludzkie, wprowadzają w błąd i promują kłamstwa, a mimo to milczy się o nich. Ci tak zwani wielcy „obrońcy” Tradycji nie chcą wchodzić w konflikt z tymi popularnymi kultami, choć są one bluźniercze i obrażają Boga. Dlaczego? Bo to odcina ich od pieniędzy, które wpłacają wierni.
Niech więc każdy z tych „obrońców” powie wprost, o co naprawdę chodzi — o pieniądze i o własne wygodne życie. Ostatnio jeden z nich przyznał otwarcie, że nie może dalej prowadzić swojego „tradycyjnego” kanału na YouTube ponieważ ludzie przestali wpłacać pieniądze. Cóż, zapewne będzie musiał wrócić do pracy. Ale Apostołowie też nie żyli z datków. Święty Paweł pracował własnymi rękami, aby się utrzymać, podobnie jak inni apostołowie. Dziś nikt już o tym nie pamięta. Teraz panuje inne podejście: „dajcie mi pieniądze, a ja powiem wam prawdę„. Tyle że w rzeczywistości wygląda to odwrotnie — dziś płaci się po to, by kłamstwo mogło być głoszone dalej.
Teraz większość ludzi po prostu odrzuca Boga. Uczestniczą w komunistyczno-masońskim rytuale zwanym Nową Mszą, utożsamiając Kościół z budynkami i hierarchią, która w znacznej części stała się bluźniercza. Jednocześnie ci sami ludzie mówią o „znaku bestii”, który ma być kiedyś wypalany czy tatuowany na ciele. Ale po co znak bestii tym, którzy sami stali się bestiami? Kim są ci, którzy odrzucają naukę Chrystusa? Ich dusze już noszą ten znak — nie na czole, lecz w sobie. Cały ich światopogląd jest bluźnierstwem i obrazą Boga. Wiedzą o tym, choć ze wszystkich sił nie chcą tego dopuścić do swojej świadomości.
Nie ma znaczenia, czy ktoś słucha papieża, biskupa czy kaznodziei, jeśli nie słucha Boga. Bóg zna nasze dusze i myśli — nic się przed Nim nie ukryje. Nie ma znaczenia, że ktoś przejdzie przez miasto z wysoko podniesionym krzyżem, jeśli jego dusza jest nieczysta i bluźni przeciwko Bogu. Jedno wcale nie wyklucza drugiego. Mimo że wielu myśli że są „pobożni”, to nie dopuszczają Boga i prawdy do głosu.
Dziś ludzie odprawiają 33-dniowe akty oddania się Najświętszej Maryi Pannie, a w rzeczywistości modlą się nie do Niej, lecz do zjawy z Medjugorje. To bluźnierstwo. Bo kto przy zdrowych zmysłach mógłby uznać za Matkę Bożą zjawę, która od ponad trzydziestu lat wygłasza wieloznaczne, ogólnikowe „przesłania” – w tym bluźnierstwa? Wiele razy prowadząc stronę niewolnikMaryi.com mieliśmy dowody że ludzi nie przekonują fakty – wolą własne wyobrażenia, więc rozstanie z kłamstwem jest wręcz niemożliwe.
Tak samo niewiarygodna pycha Faustyny Kowalskiej dziś uznawana jest za coś „bardzo katolickiego”, za wzór pobożności. To jest śmieszne. Tyle już o tym napisano, pokazano, czym to naprawdę jest, tak samo jak w przypadku Medjugorje. To zwodzenie diabelskie, szatańskie. Ale ludziom to pasuje, prawda? Wolą czcić dzienniczek, którego nikt nie ma w prawdziwej wersji, wolą obraz, który sam ojciec duchowny prowadzący Faustynę uważał za coś, co można by ewentualnie powiesić w salonie, a teraz czci się go we wszystkich świątyniach.
Gdzie tu jest sens? Gdzie logika? Tam, gdzie nie ma logiki, tam nie ma Boga. Bóg stworzył świat opierając go na logice, rozumie i miłości. A ludzie dziś twierdzą coś całkiem odwrotnego — odwracają wszystko do góry nogami, stawiając swoje wyobrażenia ponad prawdą Bożą.
Najbardziej niebezpiecznymi ludźmi dla systemu nie są ci, którzy dziś udają opozycję — ani w polityce, ani w Kościele. To nie są jego wrogowie, to jego współtwórcy. Prawdziwie groźni dla systemu są ci, którzy dostrzegają jego bezsens, którzy rozumieją, że żadna ze stron nie ma racji. Dla takich właśnie tworzy się zawory bezpieczeństwa — pozorne alternatywy. Partie „opozycyjne”, jak niegdyś Liga Polskich Rodzin czy dziś Konfederacja, to przecież dzieło tych samych ludzi. A wszyscy dali się nabrać.
Z wiarą jest tak samo. Jaka opozycja w Kościele? Jakie spory? Oni się nawzajem promują — jedni i drudzy, w polityce i w Kościele. Namnożyło się „teologów”, samozwańczych autorytetów, którzy nawet nie mają teologicznego wykształcenia, a jeśli mają, to po uczelniach, które od Soboru Watykańskiego II głoszą już tylko niejednoznaczność, kłamstwo i bluźnierstwo.
W normalnych warunkach nikt nie zwróciłby na nich uwagi, nikt nie słuchałby ich wymysłów. Ale dziś są potrzebni. Tworzą zasłonę dymną, kurtynę, byś nie dostrzegł prawdy. Opowiadają bajki o obowiązku uczestnictwa w bluźnierczych rytuałach, wmawiając ludziom, że jeśli nie pójdą na „Mszę”, złamią przykazania kościelne. Mówią: idź, bo musisz, nawet jeśli to, w czym uczestniczysz, jest zniewagą wobec Boga. W ten sposób każą ci karmić się szataństwem w imię posłuszeństwa tradycji, którą sami wypaczyli.
Wykorzystują ludzką naiwność, brak myślenia i strach. Tak samo dzieje się w polityce — tam też nikt nie mówi prawdy, wszystko jest sterowane. Wszyscy wskazują na system, na masonów, na szatanistów, ale to ludzie sami ten system tworzą, ludzie go karmią i podtrzymują. Bo nikt nie sprzeciwia się naprawdę. Nikt nie odcina się od tego, co bluźniercze.
A wystarczyłoby jedno — przestać ich wspierać. Każda złotówka wrzucona na tacę w modernistycznym Kościele jest wsparciem dla szatana. I jak można twierdzić, że jest się katolikiem, konserwatystą, wrogiem masonerii i komunizmu, skoro wspiera się instytucję, która dziś sama głosi ich idee? Watykan po Soborze Watykańskim II stał się jednym z ich bastionów. Franciszek mówi o tym otwarcie, a jego poprzednicy potwierdzali to czynami i słowami. Więc jak można walczyć z masonerią, wspierając masoński Kościół? Jak?
Każdemu normalnemu człowiekowi powinna się zapalić czerwona lampka, kiedy widzi, że najbardziej skrajne lewackie organizacje coś popierają. Coś tu nie gra. A teraz? „Dzieci Palestyny”. Naprawdę myślicie, że ci sami, którzy promują aborcję, miliony zabitych nienarodzonych dzieci, którzy odrzucają wszelką logikę i prawdę, nagle przejmują się losem Palestyńczyków? Nie. To po prostu śmieszne i tragiczne zarazem. Ich celem jest manipulacja ludzką świadomością — żeby najazd islamu na Europę, który niszczy naszą cywilizację, wydawał się ludziom czymś innym, a winny był Izrael. To jest absurdalne. Widzicie, ile rocznie ginie chrześcijańskich dzieci? Ile milionów ludzi jest prześladowanych za wiarę chrześcijańską? Gdzie są wtedy te lewackie organizacje? Gdzie są? A wy je wspieracie!
Zresztą te same lewackie organizacje, które teraz wspieracie, już niedługo wykorzystają waszą postawę i oskarżą o antysemityzm. Więc kto na tym skorzysta?
Przedsiębiorstwo Holokaust, a więc Żydzi, których teraz tak zacięcie atakujecie. Izrael coś straci? Nie.
Więc dlaczego to robicie? Dlaczego nie stajecie w obronie swoich braci chrześcijan?
Dlaczego nie myślicie, tylko postępujecie jak psy Pawłowa, jak was wyuczono?
Jeżeli ktoś głosi inną Ewangelię niż nam przekazał Pan nasz Jezus Chrystus, niech będzie przeklęty!
Jeżeli ktoś zapomina o braciach chrześcijanach mordowanych i prześladowanych na całym świecie, niech będzie przeklęty!
Jeżeli ktoś zwodzi nawet w najmniejszym procencie wiernych, maluczkich, niech będzie przeklęty!
Jeżeli ktoś w jakikolwiek, nawet najmniejszy sposób, lub w duszy wspiera mordowanie nienarodzonych dzieci, które są składane w ofierze księciu tego świata, niech będzie przeklęty!
I tak dalej, i tak dalej…
To nie moje słowa, tylko logiczne wnioski z nauki katolickiej.
Arkadiusz Niewolski


Skomentuj