I. BÓG STAJE SIĘ PRZEWODNIKIEM DUSZ, CAŁKOWICIE MU ODDANYCH.
Sacrificate saceificiutn justitiae et speeate in Domino. » Ofiarujcie ofiarę sprawiedliwości, a ufajcie w Panu«, mówi prorok, to znaczy, że prawdziwą i najsilniejszą podstawą życia duchowego jest oddanie się Bogu i Jego upodobaniu we wszystkim, tak w rzeczach zewnętrznych jak i wewnętrznych; jest to także zupełne wyzucie się ze swego ja, które pozbywa się wszelkiego prawa do samego siebie, a to do tego stopnia, że rozkaz Boży staje się jedynym prawem, całą radością, a chwała, szczęście i istota Boga jedynym dobrem naszym.
Z tej zasady wychodząc, dusza tym się raduje przez całe życie, że Bóg jest Bogiem, a swój własny stan zostawia Woli Bożej tak dalece, że czy to, czy owo się stanie, ona wszystko radośnie z ręki Bożej przyjmuje, bez żadnych uwag osobistych nad zamiarami tej Woli.
A zatem po wypełnieniu wiernym obowiązków swego stanu jeden pozostaje wielki obowiązek, a jest nim oddanie się zupełne Woli Bożej. Im doskonalej obowiązek ten spełnimy, tym większa miara świętości nas czeka.
Dusza święta jest to po prostu dusza doskonale oddana Woli Bożej przy pomocy łaski; wszystko, co się w niej dzieje, jest pracą nie ludzką ale Bożą, i przyjęte być winno z poddaniem ślepym i świętą obojętnością na wszystko. Bóg nic więcej nie żąda, prócz tego usposobienia, resztę obiera i przeznacza wedle zamiarów swoich, jak budowniczy, dobierający materiału do gmachu, który ma budować.
We wszystkiem więc kochajmy Boga i rozkaz Jego; kochajmy Go takim, jak się przedstawia, nic więcej nie pragnąc; co On nam zsyła , to jego sprawa, nie nasza i to z pewnością dla duszy najlepsze .
Ta zasada zdania się na Wolę Bożą jest wielkiem uproszczeniem życia duchowego, gdyż sprowadza ciągłe zapomnienie siebie, a bezustanne zajęcie się miłością i chwałą Bożą , bez tych zwrotów, niepokojów, rozważań nad swojem udoskonaleniem.
Kiedy więc Bóg sam postanawia zająć się sprawą naszą, oddajmy ją nieskończonej mądrości Jego, a sami pilnujmy gorliwie świętej Jego sprawy.
A więc naprzód, duszo moja, mniejsza o to, co się na zewnątrz i wewnątrz nas dzieje, cieszmy się Bożym rozkazem, cieszmy się wszystkiem, co w nas i z nami robi. Nie błąkajmy się po tych zdradliwych ścieżkach próżnych dociekań, jest to pokusa daremnych wycieczek; nie wikłajmy się w te pajęcze sieci, nie mające nic rzeczywistego.
Idźmy na przebój przez słabości i oschłości, przez zniechęcenia i zwątpienia, przez zasadzki szatana i ludzkie przeszkody, przez uprzedzenia, zazdrości i złe przeczucia. Wyżsi nad to, kąpmy się w promieniach Bożego słońca, czujmy ciepło jego wśród ziemskiego chłodu, pamiętając jednak, że życie nasze nie ma być uczuciem tylko. Owszem, żyjmy w tej sferze podniosłej, gdzie Bóg i Jego wola tworzą wieczność niezmienną, zawsze jednaką, niewzruszoną, w tym mieszkaniu duchownym, gdzie rzeczy niestworzone, niewysłowione, trzymają duszę z daleka od pyłów i ciemności ziemskich w spokoju niewzruszonym, niedostępnym burzom zmysłowym. Wtedy wyzwoleni będziemy od niepokojów wszelkich, zmysły pokonane mogą się jeszcze szamotać i ubiegać — krępować nas nie mogą, podobne niepogodzie i niestałemu powietrzu.
Bóg i Jego wola — oto przedmiot wiecznego uwielbienia naszego, tak tutaj w stanie wiary jak i w stanie chwały i szczęśliwości wiekuistej, a ten stan uwielbiony duszy naszej wpływać powinien na stronę naszą materialną i rozpraszać zalegające ją mgły i cienie.
Działanie Boże nawet przez te znikome pierwiastki przeprowadzić jest zdolne duszę do jasności słonecznej, bo władze duszy czującej i ciała upadłego zmieszać się muszą i wyrobić, a dostąpią formy najczystszej dopiero po przejściu wielu prób, po wielu wyniszczeniach i utratach, gdy jęcząc pod ręką Bożą, iść muszą ku swemu udoskonaleniu.
Dusza wierząca posiada tajemnicę Bożą i to ją utrzymuje w spokoju; wszystko, co się w niej odbywa, pomnaża ten spokój zamiast go zamącać; przeświadczona najmocniej, ze Bóg ją prowadzi, bierze wszystko za łaskę i żyje w zapomnieniu przedmiotu, na którym się praca Boża odbywa, a myśli tylko o tym, aby tę pracę wspierać.
Miłość pobudza ją ciągle do wiernego spełniania zobowiązań, działanie łaski jest w mej bezustanne, a małe przekroczenia obracają się na dobre.
Z wszystkiego, co się dzieje w duszy, najwyraźniejszymi są wrażenia bolesne czy pocieszające, pochodzące z okoliczności, w jakich Wola Boża stawia duszę dla jej dobra; otóż, pod tymi pozorami odnaleźć Boga, jest zadaniem wiary, a wszystkiego użyć na zjednoczenie się z Bogiem, — stanowi jej praktykę.
II . Bóg tym pewniej prowadzi duszę sobie oddaną, im więcej zdaje się trzymać ją w ciemnościach
Na duszach Panu Bogu oddanych spełniają się w szczególniejszy sposób te słowa św. Jana: „ Nie potrzebujecie, aby was kto uczył, ale jako pomazanie Jego (Boga) uczy was o wszystkiemu. ” Trzeba więc wsłuchać się w to namaszczenie, aby wiedzieć, czego Bóg od nas żąda; trzeba pytać serca swego o to, co Bóg doń mówi, gdyż ono-to odbiera natchnienia i jest ich tłumaczem; działanie bowiem Boże objawia mu swoje zamiary nie w pomysłach, ale w przeczuciach.
Czasami odsłania się jako nieprzeparta konieczność, zmuszająca nas do działania tak, a nie inaczej, czasem jako pierwszy popęd, rodzaj nadprzyrodzonego pociągu, popychającego do działania bez namysłu, niekiedy znowu jako urok albo wstręt, który acz nie krępuje wolnej woli, pociąga jednak albo odpycha od pewnych rzeczy.
Na pierwszy rzut oka zdawałoby się, że wielkim jest niedostatkiem moralnym puszczać się tak na niepewne, a po ludzku rzeczy biorąc, nie może być w takim układzie rzeczy nic pewnego, ani stałego, ani rozmyślnego; w gruncie jak najwyższym stopniem udoskonalenia jest stan taki i uzyskuje się go tylko w skutek długiego ćwiczenia.
Własnością stanu takiego jest doskonałość i cnota najczystsza. Tak jak artysta muzyk, który, obok wielkiej biegłości, posiada doskonałe znawstwo swej sztuki, a wszystko, co tworzy w swoim zawodzie, nawet bezmyślnie, nosi cechę jego artyzmu, podobnie i dusza, która się długo ćwiczyła w nauce i praktyce doskonałości, pod kierunkiem rozumowania, które jej pomagało we współdziałaniu z łaską, dusza taka wytwarza w sobie obyczaj działania bez metody, ale z natchnienia Bożego.
Wtedy można śmiało wypełniać wszystko, co się nastręcza bez wahania i przypuszczeń, jakie zrazu bywały potrzebne; działać na oślep, oddając się nieomylnemu przewodnictwu łaski, a ona wywoła, w tym stanie prostoty, cuda dla oczu, które widzieć umieją i dla umysłów, które się nie uchylają prawdzie. Wtedy wszystko stanie się dokładnym bez reguł żadnych; wszystko umiarkowanym, bez miary; wszystko będzie zgłębionym bez potrzeby dociekań, wszystko obmyślanym bez namysłu, skutecznym bez zabiegów, wszystko będzie zastosowane do wypadków bez obmyślanego planu.
Czytanie duchowne daje częstokroć czytającemu oświecenia, których pisarz nie miał wcale; jest to działanie łaski. Pan Bóg używa wtedy ludzkich słów i czynów dla objawienia prawd, które nie były odkryte, a gdy oświeca takim sposobem, trzeba to przyjąć, gdyż każdy sposób wizyty przez działanie Boże, posiada skuteczność przewyższającą o wiele naturalną własność tych sposobów.
Cechą charakterystyczną poddania się jest życie pełne tajemnic, otrzymywanie od Boga darów niezwykłych i cudownych w używaniu rzeczy naturalnych, pospolitych, potocznych, w których nic innego nie ma udziału, prócz zwykłych wpływów ludzkich i biegu zwyczajnych wydarzeń.
Tym sposobem najprostsze kazania, najpospolitsze rozmowy, książki pisane bez podniosłości, stają się dla tych dusz, przez moc Woli Bożej, źródłem światła i wiedzy; zbierają one okruchy, odrzucone przez mędrków, nimi się cieszą, w nich widzą skarby, nimi się bogacą; obojętne na wszystko, niczym nie gardzą, wszystko szanują i z każdej rzeczy wyciągają korzyść.
Użytkowanie wszystkiego, gdy Bóg jest we wszystkim, nie jest używaniem rzeczy stworzonych, lecz Bożego działania, udzielającego się przez te narzędzia, które same przez się nie uświęcają, lecz jako przewodniki działania Bożego udzielają łask Jego duszom prostym, chociaż środki te wydają się czasem wprost przeciwne skutkom, jakie mają wywrzeć.
Najgrubszy środek wywoła ten sam skutek, co i najsubtelniejszy, a gdy Pan Bóg się nim posługuje, zawsze będzie skuteczny; w Jego ręku bowiem wszystko jest równe. Dusza wierząca nigdy nie skarży się na brak środków do postępu na drodze duchownej, bo wie w czyim ręku są te środki i wie czyja Wola wszelkie środki zastąpić jest zdolna. Ta Wola święta stanowi całą cnotę stworzeń.
III. OPUSZCZENIE, W JAKIEM ZNAJDUJE SIĘ CZĘSTO DUSZA BOGU ODDANA, JEST OFIARĄ, Z KTÓREJ BĘDZIE SIĘ RADOWAĆ W WIECZNOŚCI.
Dusze, żyjące w światłości śpiewają hymny światłości, dusze zaś pogrążone w ciemności, śpiewają hymn ciemności. Niech każda do końca trzyma się w przeznaczonym jej od Boga stanie, niech nic swojego nie dodaje, niech kielich goryczy Bożych wychyli aż do ostatniej kropli, aż do upojenia. Tak czynili Jeremjasz i Ezechiel; każde ich słowo było westchnieniem lub jękiem, a całą pociechą trwanie tych ciężkości. Ten, ktoby był ich łzy osuszył, byłby nas pozbawił najpiękniejszych ustępów Pisma św. Duch, który nas przygniata, jest ten, który jedynie podnieść nas może — te dwa strumienie z jednego płyną źródła.
Niech drży dusza, gdy ją Bóg przeraża, niech się lęka gdy Bóg grozi, niech robota Boża rozwija się w duszy, niesie ona z sobą chorobę i lekarstwo; choćbyś konał z niepokoju, nie staraj się zmienić lub uciszyć tego Bożego lęku, tej niebieskiej tęsknoty, przyjmij z radością kroplę tego kielicha, z którego Bóg wypił morze goryczy. Łzy twoje wyciska łaska, to samo tchnienie je osuszy; rozsuną się chmury, wypłynie słońce, zakwitnie wiosna a w dalszym ciągu twego zdania się na Opatrzność, poznasz w całej rozciągłości cudowną rozmaitość działania Bożego.
Zaprawdę, człowiek niepotrzebnie się niepokoi, wszystko bowiem, co w nim zachodzi, bardzo do snu jest podobne; senne obrazy się zmieniają, jeden smutny, drugi wesoły; jedna mara spędza drugą, dusza wydana jest na łup tych złudzeń, pożerających się wzajemnie; obudzenie pokazuje dopiero ich znikomość, rozprasza wrażenia, a człowiek trzeźwy nie troszczy się już ani szczęściem, ani niedolą doznaną we śnie.
Wszakże Ty, o Panie, trzymasz nas uśpionych na Twojem łonie wśród ciemności tej nocy wiary, przesuwasz przez dusze nasze tysiączne obrazy, a wielka i niezmierna ich rozmaitość jest w gruncie tylko sennem widziadłem, świętem i tajemniczem. W śród tej nocy i w tym stanie snu doznajemy prawdziwych cierpień i silnie bywamy częstokroć wstrząśnieni lub też trawieni tęsknotą: lecz w dniu przebudzenia, w dniu chwały wiekuistej, przemienisz znękanie nasze w radość prawdziwą i trwałą.
W chwili tego przebudzenia i w dalszym jego ciągu, dusze, obdarzone samowiedzą i władzą rozeznawania, podziwiać będą miłosne wybiegi Oblubieńca, Jego zręczność i pomysły w ukrywaniu się. Zrozumieją wtedy, jak niedocieczonemi są Jego drogi, jak trudno było rozwiązać Jego zagadki, poznać go, gdy chciał się zasłonić, jak ciężko było ściągnąć pociechę wtedy, gdy On postanowił siać postrach i lęk. Jeremiasze i Dawidy ujrzą w tej godzinie przebudzenia, że to, nad czem płakali, jest radością Boga i aniołów.
IV. IM WIĘCEJ OGOŁOCONĄ CZUJE SIĘ DUSZA BOGU ODDANA, TEM SZCZODROBLIWIEJ BYWA OBDARZONĄ.
Idźmy więc dalej w poznawaniu miłosiernego ukrywania się działania Bożego, które, choć jedną ręką zdaje się odbierać, drugą cichaczem daje, jak ten prawdziwy przyjaciel, który, aby nie psuć ukochanego swego, zawiesza w jego interesie szczodrobliwości swoje, ale nie przestaje troszczyć się o niego i za pośrednictwem drugich wspiera skrycie jego nędzę; ten jednak nie wiedząc, że to tylko pozór odepchnięcia dotkliwie to odczuwa i smuci się tem postępowaniem. Lecz niech tylko tajemnica się odsłoni, jakież rozrzewnienie, jaka wdzięczność, miłość i uwielbienie, a zarazem jakie zawstydzenie, że się na chwilę wątpiło! Odtąd ufność się zwiększa, gorliwość się podwaja; próba ta utwierdza przywiązanie i zapobiega podobnym złudzeniom na przyszłość.
Tak samo rzecz się ma i z Bogiem. Im więcej zdajemy się tracić, tem więcej zyskujemy; ogałaca On naturę, aby nas obdarzyć w sposób nadprzyrodzony. Kochaliśmy Go za Jego dary, ukrył je tedy, abyśmy Go kochali dla Niego samego, a przez odjęcie nam tych darów chce nam dać ów dar największy i najdroższy ze wszystkich, bo zawierający w sobie wszystkie.
Dusze, które się raz całkowicie poddały działaniu Bożemu, powinny wszystko na dobre sobie tłumaczyć, choćby to była strata najlepszego kierownika duszy, choćby to była nieufność dla tego, którego z konieczności przyjąć są zmuszone, albo który im się narzuca. W ogólności bowiem przewodnictwo duchowne narzucone, słusznie można podejrzywać; ci bowiem, któremi myśl Boża kieruje, nie okazują zwykle takiego pośpiechu, przychodzą tylko za uproszeniem i zawsze z pewną obawą.
Niech więc dusza, całkowicie Bogu oddana, przechodzi śmiało przez te próby i niech niczem wolności swojej nie krępuje. Jeżeli wierną pozostanie działaniu Bożemu, działanie to sprawi w niej cuda na przekór przeszkodom wszelkim. Bóg i dusza pracują w świętej wspólności nad jednem i tem samem dziełem, którego pomyślność zależy wprawdzie całkowicie od Boskiego mistrza, ale przez niewierność duszy może być zwichniętą.
Gdy w duszy dobrze, wszystko jest dobrze, bo działanie Boże jest tylko odbiciem wierności duszy. Cudowne jest urządzenie tej pracy, podobne do tych olbrzymich dywanów, które robią się z lewej strony; każdy robotnik wie tylko o swojej części, a nie zna całości; a dopiero po skończeniu w jasności ukazuje się przepyszna całość i zadziwiające wzory z tych pojedyńczych ściegów złożone.
Dusza Bogu oddana widzi tylko dwie rzeczy: Boga i swoje powinności. Wypełnianie obowiązków każdej chwili, to są te ściegi drobniutkie, z których Bóg swoje wyprowadza cuda, przeczuwane przez nas w czasie, ale zrozumiane dopiero w wielkiem świetle dnia wiekuistego!
Jak pełne dobroci i mądrości jest postępowanie Boga z nami! Wszystko, co wielkie, podniosłe, uwielbienia godne, w doskonałości i świętości, pozostawił On swemu działaniu i swojej łasce, a duszom naszym, tą łaską wspieranym, pozostawił wszystko, co łatwe, drobne, jasne, tak, że nie ma nikogo na świecie, ktoby nie był zdolnym dojść do najwyższej doskonałości, spełniając tylko z miłością najcichsze i najpospolitsze powinności swoje.
V. BÓG JEST POTĘŻNYM OBROŃCĄ DUSZY SOBIE ODDANEJ, ZWŁASZCZA GDY TA SAMA BRONIĆ SIĘ NIEZDOLNA.
Działanie Boże jest nieomylnym w zastosowaniu swej czynności do duszy prostej, a ta odpowiada wiernie temu poufałemu kierownictwu; nie chce ona niczego innego, jak to, co się dzieje, nie pragnie czuć inaczej, jak to, co czuje, zgadza się na wszystko, prócz grzechu. Niekiedy dzieje się to z zamiarem, niekiedy zaś bezwiednie; w tym ostatnim przypadku dusza parta jest instynktowo do mówienia, do spełnienia, do pozostawienia rzeczy jak są, bez żadnego innego powodu.
Czasami okoliczności, wpływające na to, bywają całkiem naturalne; dusza prosta nic w nich nie widzi prócz wypadku konieczności lub wymagań towarzyskich; ani w jej oczach ani w oczach drugich ludzi nic nie ma innego, a jednakże działanie Boże, będące rozumem i radą swoich ukochanych, spożytkowuje i te drobne okoliczności na jej korzyść; zastosowywa je, przeciwstawia je tak sztucznie tym, którzy chcą ich użyć na szkodę, że nigdy w tem nie osiągną celu zamierzonego.
Działanie Boże wyzwala duszę z tych wszystkich środków małych i gorączkowych, któremi posługuje się roztropność ludzka.
Środki takie stosownymi są dla Heroda i dla Faryzeuszów; — trzej królowie niechaj idą spokojnie za gwiazdą; Święte Dziecię niechaj spoczywa bez troski na łonie matki; nieprzyjaciele Jezusa zabiegami swymi pomagać będą więcej niż szkodzić Jego sprawie; czym więcej starać się będą je podejść, tym wolniejszym będzie i tym swobodniejszym. Nie będzie się starał zjednać ich sobie ani ich przebłagać nikczemnie, owszem cała ich złość, zawziętość, zazdrość są mu potrzebne. Tak żył Jezus w Judei, podobnie żyje i dzisiaj w duszach prostych; taka w Nim wspaniałość, słodycz, prostota i wolność; nie ogląda się na nikogo, czuje, że wszyscy są w ręku Ojca, aby Mu służyli, jedni przez dzikie namiętności, drudzy przez czyny świętobliwe; jedni przez opór, drudzy przez posłuszeństwo.
Cudownie urządza to wszystko działanie Boże, niczego nie ma za wiele, ani za mało; złego i dobrego właściwa jest tylko miara.
Rozkaz Boży używa w każdej chwili stosownego narzędzia, a dusza, wychowana po prostu w wierze, nie pragnie nic więcej, zadowolona z tego, co otrzymała. Błogosławi ona w każdej chwili to źródło niebieskie na dnie jej bijące, i przyjmuje przyjaciół i nieprzyjaciół swoich z równą słodyczą, gdyż to był sposób, jakim Jezus wszystkich traktował, uważając każdego za narzędzie boskie. Właściwie nikt nie jest potrzebny, a przecież chciałoby się przygarnąć każdego; działanie Boże zużytkowuje bowiem rzecz każdą, od Niego też rzecz każdą przyjmować należy, biorąc ją według jej przymiotów i jej natury, współdziałając z nią w słodyczy i pokorze, obchodząc się po prostu z prostemi, a łagodnie z szorstkiemi. Święty Paweł tak uczył, a Chrystus czynił to jeszcze doskonalej.
Tylko łaska nadać może to piętno nadprzyrodzone, nadające się w cudowny sposób do natury każdego człowieka; tego z książek nauczyć się nie można. Jest to skutek wewnętrznego, proroczego objawienia, jest to nauka Ducha św. Ażeby to zrozumieć, trzeba być najzupełniej Bogu oddanym, trzeba się wyzuć całkowicie z wszelkich zamiarów i planów, choćby najświętszych; trzeba mieć tylko jedną sprawę na oku, to jest bierne zdanie się na działanie Boże przy wypełnianiu ścisłym powinności swego powołania, zostawiając Duchowi św. zarząd wewnętrznego stanu naszego, nie troszczyć się i nie patrzeć na jego robotę, owszem radować się tem, że się nic nie widzi. Wtedy będziemy bezpieczni, bo wszystko, co się dzieje w świecie, dzieje się wyłącznie na korzyść dusz Bogu oddanych.
VI. DUSZA, KTÓRA SIĘ ODDAJE BOGU, ZAMIAST ŻEBY MIAŁA OPIERAĆ SIĘ SWOIM NIEPRZYJACIOŁOM, ZNAJDUJE W NICH WŁAŚNIE POMOC SKUTECZNĄ.
Własne działanie i działanie przyjaciół o wiele są niebezpieczniejszymi, niż działanie nieprzyjaciół; nie ma przeto większej roztropności, jak nie stawiać oporu nieprzyjaciołom , a przeciwstawić im jedynie zdanie się na Opatrzność; wtedy to okręt ma wiatr za sobą i płynie naprzód, a źli, jak galernicy, wiosłować muszą. Zasadzki ciała niczym się tak nie odstraszają, jak prostotą; wszystkie ich wysilenia rozbijają się o spokój!
Obcować z duszą prostą, jest to poniekąd obcować z Bogiem! Któż przeniknie Przedwiecznego, którego drogi są niezbadane? Staje On po stronie dusz prostych, a wtedy nie potrzebują one ubiegać się i dociekać, na niepokój odpowiadać niepokojem ; Oblubieniec cały ciężar wziął na swoje ramiona, za nim stoją jak za tarczą, pełne pokoju.
Działanie Boże podaje im środki tak stosowne, że zadziwiają niemi tych, którzy ich podejść pragną. Wszystkie usiłowania nieprzyjaciół obracają się na korzyść duszy Bogu oddanej, korzysta ona z tych, którzy chcą z niej korzystać, wznosi się tym, czym ją chcą poniżyć; wszystkie przeciwności obracają jej się na dobre, a pozwalając nieprzyjaciołom , aby działali, odbiera od nich takie przysługi, że jednej tylko rzeczy lękać się powinna, to jest, aby nie wzięła osobistego udziału w walce, którą Bóg sam prowadzi, a w której wrogowie są narzędziem tylko; nic jej więc nie pozostaje, jak przyglądać się w spokoju robocie bożej i brać z prostotą boskie pociechy. Nadprzyrodzona roztropność ducha Bożego, która jest źródłem tych pociech, przenika nieomylnie najtajniejsze okoliczności i popycha duszę w kierunku oświecającym tak pewnie, że znika wszystko, co się temu oświeceniu sprzeciwia.
DUSZA, ODDANA BOGU, MOŻE ŚMIAŁO NIC NIE CZYNIĆ DLA SWEGO USPRAWIEDLIWIENIA; DZIAŁANIE BOŻE JĄ USPRAWIEDLIWIA.
Portem i przystanią bezpieczną, gdzie dusza Bogu oddana chroni się przed nawałnicami życia jest ów rozkaz Woli Bożej, nastręczającej się co chwila pod postacią to krzyżów, to najzwyczajniejszych wydarzeń. Ręka Boża ukrywa się w nich, aby wspierać i prowadzić tych, co jej się oddali, a to powinno skłonić duszę do dziecięcego oddania się Bogu, bo wtedy stanie ona poza sprzecznościami wszelkimi, nie potrzebując niczego na swoją obronę.
Skoro Bóg a nie kto inny działa, po co szukać usprawiedliwienia gdzie indziej? Okaże się ono w skutkach, trzeba im tylko pozwolić się rozwinąć. Dies diei eructat verbum. Nie idąc za swoją myślą, nie potrzeba bronić się słowami; słowa są zbyteczne. I na cóżby się zdały? Czy na zdanie sprawy z tego, co robimy? Ależ to nie jest nasza sprawa; osłoną jest tylko Woli wyższej, która pobudziła do działania i której nacisk czujemy w sposób niewysłowiony.
Niech więc następstwa wytłumaczą same swoje przyczyny, gdyż wszystko wiąże się doskonale w tym porządku bożym, wszystko jest konsekwentnym; powód rzeczy poprzednich występuje jako skutek w następnych. Dusza Bogu oddana nie żyje już w świecie myśli, wyobraźni lub słów wielu, nie to ją zajmuje, ożywia, utrzymuje, nic ona w tyn wszystkim dla siebie nie spostrzega, nie widzi drogi swojej i nie stara się przewidzieć dokąd zajdzie, nie używa rozwagi, która by ją w znużeniu podtrzymywała lub wskazywała jej mniej trudną pielgrzymkę — lecz wszystko przyjmuje i dopełnia w uczuciu niezmiernej słabości swojej. Droga przed nią otwarta, wstępuje na nią śmiało i po prostu, w pokoju, prawdzie i prostocie postępuje po niej, chodząc w przykazaniach Bożych ślad w ślad za Jezusem, którego na każdym spotyka kroku, Jego szukając jedynie; On też objawia jej swoją obecność i sam grom i jej nieprzyjaciół.
W. O. J. P. CAUSSADE, T. J. – ZDAJ SIĘ NA WOLĘ BOŻĄ! Przekład z szóstego wydania oryginału francuskiego, przejrzanego i skróconego przez W. O. H. RAMIERE T. J. KRAKÓW 1935. NAKŁAD I WŁASNOŚĆ KSIĘGARNI KATOLICKIEJ


Skomentuj