W świecie nadprzyrodzonym –  Ks. R. Mäder


Dwie‎ ‎ewangelie‎ ‎walczą‎ ‎o‎ ‎przyszłość:‎ ‎ewangelia‎ ‎nowoczesnego‎ ‎nadczłowieka‎ ‎i‎ ‎ewangelia człowieka‎ ‎świętego.‎ ‎Między‎ tymi‎ ‎dwoma‎ ‎walka się‎ ‎rozstrzygnie.‎ ‎Nowoczesny‎ ‎nadczłowiek‎ ‎chce być‎ ‎orłem,‎ ‎gwiazdą‎ ‎na‎ ‎firmamencie,‎ ‎satelitą słońca.‎ ‎Chce,‎ ‎jako‎ ‎bogowie,‎ ‎być‎ ‎wszechwiedzący‎ ‎i‎ ‎wszechmocny.‎ ‎W‎ ‎sercu‎ ‎swym‎ ‎mówi: Chcę‎ ‎sięgnąć‎ ‎do‎ ‎nieba.‎ ‎Ponad‎ ‎boskimi‎ ‎gwiazdami‎ ‎tron‎ ‎mój‎ ‎umieścić.‎ ‎Ponad‎ ‎chmurami‎ ‎stać się‎ ‎równym‎ ‎Bogu.

Taki‎ ‎jest‎ ‎początek‎ ‎ewangelii‎ ‎Lucyfera.‎ ‎Jego‎ ‎credo‎ ‎jest‎ ‎krótkie.‎ ‎Składa‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎jednego‎ ‎artykułu‎ ‎wiary:‎ ‎Wierzę‎ ‎tylko‎ ‎w‎ ‎siebie.‎ ‎Nowoczesny‎ ‎człowiek‎ ‎pretenduje‎ ‎do‎ ‎korony,‎ ‎chce rządzić.‎ ‎Wiek‎ ‎demokracji‎ ‎nic‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎nie‎ ‎zmienił.‎ ‎Królów‎ ‎usuwają,‎ ‎bo‎ ‎każdy‎ ‎chce‎ ‎na‎ ‎tronie zasiąść,‎ ‎a‎ ‎choćby‎ ‎podnóżek‎ ‎jego‎ ‎nazwać‎ ‎swoją własnością.

SAMOTNOŚĆ DUSZY – zakazany E-book

Druga‎ ‎ewangelia‎ ‎to‎ ‎ewangelia‎ ‎ósmego‎ ‎grudnia.‎ ‎Początek‎ ‎jej:‎ ‎Gratia‎ ‎plena!‎ ‎Dominus‎ ‎tecum!‎ ‎Łaski‎ ‎pełna.‎ ‎Pan‎ ‎z‎ ‎Tobą,‎ ‎Ewangelia‎ ‎świata‎ nadprzyrodzonego!‎ ‎Św.‎ ‎Jan‎ ‎opisuje‎ ‎je w‎ ‎Objawieniu:‎ ‎I‎ ‎ukazał‎ ‎się‎ ‎znak‎ ‎wielki‎ ‎na‎ ‎niebie,‎ ‎Niewiasta‎ ‎obleczona‎ ‎w‎ ‎słońce,‎ ‎a‎ ‎księżyc pod‎ ‎jej‎ ‎nogami.‎ ‎A‎ ‎na‎ ‎głowie‎ ‎Jej‎ ‎korona‎ ‎z‎ ‎gwiazd dwunastu.

Między‎ ‎tymi‎ ‎dwiema‎ ‎ewangeliami‎ ‎trzeba nam‎ ‎wybierać:‎ ‎między‎ ‎ewangelią‎ ‎Lucyfera, ewangelią‎ ‎obłędu‎ ‎wielkości,‎ ‎kończącą‎ ‎się‎ ‎upadkiem,‎ ‎a‎ ‎ewangelią‎ ‎Niepokalanej,‎ ‎ewangelią‎ ‎pokory,‎ ‎której‎ ‎końcem‎ ‎wniebowzięcie.‎ ‎Żądza‎ ‎wielkości‎ ‎we‎ ‎krwi‎ ‎nam‎ ‎płynie.‎ ‎Pytanie‎ ‎tylko,‎ ‎czy cel‎ ‎osiągnąć‎ ‎chcemy‎ ‎drogą‎ ‎prawa‎ ‎czy‎ ‎bezprawia,‎ ‎przez‎ ‎bunt‎ ‎czy‎ ‎posłuszeństwo,‎ ‎przez‎ ‎pychę czy‎ ‎też‎ ‎łaskę.‎ ‎Ósmy‎ ‎grudzień‎ ‎wskazuje‎ ‎nam drogę.‎ ‎Ósmy‎ ‎grudzień‎ ‎to‎ ‎dzień‎ ‎łaski,‎ ‎dzień‎ ‎nadprzyrodzonej‎ ‎wielkości,‎ ‎zdobyty‎ ‎nadprzyrodzonymi‎ ‎środkami.

Musisz‎ ‎stać‎ ‎się‎ ‎dzieckiem‎ ‎łaski,‎ ‎istotą‎ ‎nad przyrodzoną!‎ ‎W‎ ‎dniu‎ ‎chwały‎ ‎Tej,‎ ‎która‎ ‎starła głowę‎ ‎wężowi,‎ ‎mógłbym‎ ‎powiedzieć:‎ ‎Musisz‎ ‎być jak‎ ‎ta‎ ‎matka‎ ‎twoja:‎ ‎jednolity,‎ ‎z‎ ‎charakterem, nieskazitelny‎ ‎i‎ ‎zdecydowany.‎ ‎Lecz‎ ‎tego‎ ‎byłoby za‎ ‎mało.‎ ‎Nie‎ ‎mam‎ ‎prawa‎ ‎żądać‎ ‎od‎ ‎ciebie‎ ‎mniej, aniżeli‎ ‎Bóg‎ ‎żąda.‎ ‎A‎ ‎wolą‎ ‎Bożą‎ ‎jest,‎ ‎abyś‎ ‎był święty‎ !‎ ‎Musisz‎ ‎stać‎ ‎się‎ ‎podobny‎ ‎do‎ ‎matki‎ ‎twojej:‎ ‎Musisz‎ ‎stać‎ ‎się‎ ‎świętym,‎ ‎musisz‎ ‎całkowicie żyć‎ ‎życiem‎ nadprzyrodzonym.‎ ‎To‎ ‎jest‎ ‎po‎ ‎katolicku.

Chrześcijaństwo ‎jest‎ ‎religią,‎ ‎prowadzącą‎ ‎ludzkość‎ ‎do‎ ‎nadprzyrodzonego‎ ‎celu‎ ‎i‎ ‎nadprzyrodzonego‎ ‎życia.‎ ‎Jesteśmy‎ ‎ludźmi.‎ ‎Człowiek‎ ‎składa się‎ ‎z‎ ‎ciała‎ ‎i‎ ‎duszy.‎ ‎Istoty‎ ‎bez‎ ‎ciała‎ ‎nie‎ ‎są‎ ‎ludźmi.‎ ‎Istoty‎ ‎bez‎ ‎duszy‎ ‎nie‎ ‎są‎ ‎ludźmi.‎ ‎A‎ ‎więc‎ ‎jedno‎ ‎bez‎ ‎drugiego‎ ‎nie‎ ‎istnieje.‎ ‎Ciało‎ ‎i‎ ‎dusza‎ ‎razem‎ ‎to‎ ‎dopiero‎ ‎człowiek,‎ ‎człowiek‎ ‎naturalny, przychodzący‎ ‎na‎ ‎świat.‎ ‎

Lecz‎ ‎to‎ ‎nie‎ ‎wszystko. Urodziwszy‎ ‎się‎ ‎raz,‎ ‎rodzimy‎ ‎się‎ ‎po‎ ‎raz‎ ‎drugi. Rodzimy‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎wody‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎Ducha‎ ‎Świętego.‎ ‎Zostaliśmy‎ ‎ochrzczeni.‎ ‎Staliśmy‎ ‎się‎ chrześcijanami. Co‎ ‎to‎ ‎jest‎ ‎chrześcijanin?‎ ‎Pewien‎ ‎święty, uczony‎ ‎powiedział:‎ ‎Chrześcijanin‎ ‎to‎ ‎dusza‎ ‎w‎ ‎ciele,‎ ‎a‎ ‎w‎ ‎duszy‎ ‎tej‎ ‎Bóg‎ ‎przebywa.‎ ‎Jak‎ ‎ciało‎ ‎bez duszy‎ ‎nie‎ ‎jest‎ ‎człowiekiem,‎ ‎tylko‎ ‎gnijącym‎ ‎i‎ ‎rozkładającym‎ ‎się‎ ‎trupem,‎ ‎tak‎ ‎dusza‎ ‎bez‎ ‎Boga‎ ‎nie jest‎ ‎chrześcijańska.‎ ‎Braknie‎ ‎drugiego‎ ‎życia. Braknie‎ ‎Boga.‎ ‎Dusza‎ ‎bez‎ ‎Boga‎ ‎ma‎ ‎pierwsze, naturalne‎ ‎życie.‎ ‎Ale‎ ‎drugie‎ ‎życie,‎ ‎rozpoczynające‎ ‎się‎ ‎chrztem‎ ‎św.,‎ ‎straciła.‎ ‎Gdy‎ ‎Bóg‎ ‎opuszcza‎ ‎duszę,‎ ‎następuje‎ ‎śmierć,‎ ‎tak,‎ ‎druga‎ ‎śmierć, nadprzyrodzona:‎ ‎bezbożność,‎ ‎grzech.‎ ‎Taką istotę‎ ‎można‎ ‎nazwać‎ ‎człowiekiem,‎ ‎ale‎ ‎nie‎ ‎można jej‎ ‎nazwać‎ ‎chrześcijaninem‎ ‎w‎ ‎prawdziwym słowa‎ ‎znaczeniu.

Zapamiętajmy:‎ ‎Chrześcijanin‎ ‎to‎ ‎więcej‎ ‎niż zwykły‎ ‎człowiek‎ ‎nie tylko‎ ‎co‎ ‎do‎ ‎stopnia,‎ ‎lecz‎ ‎co do‎ ‎istoty.‎ ‎Chrześcijanin‎ ‎to‎ ‎więcej‎ ‎niż‎ ‎dobry człowiek.‎ ‎Chrześcijanin‎ ‎jest‎ ‎istotą,‎ ‎która‎ ‎wzniosła‎ ‎się‎ ‎ponad‎ ‎naturę,‎ ‎jest‎ ‎kimś‎ ‎istotnie‎ ‎nowym, niewypowiedzianie‎ ‎wielkim.‎ ‎W‎ ‎chrześcijaninie jest‎ ‎coś‎ ‎nadprzyrodzonego‎ ‎i‎ ‎boskiego.‎ ‎To‎ ‎dogmat.‎ ‎„Wszystkim,‎ ‎którzy‎ ‎go‎ ‎przyjęli,‎ ‎dał‎ ‎moc, aby‎ ‎się‎ ‎stali‎ ‎dziećmi‎ ‎Bożymi.“

Na‎ ‎tym‎ ‎polega‎ ‎całe‎ ‎znaczenie‎ ‎dzieła‎ ‎odkupienia.‎ ‎Św.‎ ‎Augustyn‎ ‎mówi:‎ ‎Syn‎ ‎Boży‎ ‎stał‎ ‎się człowiekiem,‎ ‎aby‎ ‎człowiek‎ ‎stał‎ ‎się‎ ‎Bogiem.‎ ‎Syn Boży‎ ‎stał‎ ‎się‎ ‎uczestnikiem‎ ‎natury‎ ‎ludzkiej,‎ ‎abyśmy‎ ‎uczestnikami‎ ‎Boskiej‎ ‎natury‎ ‎się‎ ‎stali.‎ ‎Kto mówiąc‎ ‎o‎ ‎chrześcijaństwie,‎ ‎mówi‎ ‎tylko,‎ ‎o‎ ‎ile‎ ‎przyczynił‎ ‎się‎ ‎on‎ ‎do‎ ‎podniesienia‎ ‎sztuki,‎ ‎nauki, dobrobytu‎ ‎ziemskiego‎ ‎narodów,‎ ‎a‎ ‎milczy‎ ‎o‎ ‎boskim‎ ‎życiu‎ ‎w‎ ‎duszy,‎ ‎które‎ ‎nazywamy‎ ‎łaską uświęcającą,‎ ‎ten‎ ‎bierze‎ ‎rzeczy‎ ‎powierzchownie i‎ ‎nie‎ ‎wie,‎ ‎czym‎ ‎jest‎ ‎Kościół.

Gdyby‎ ‎chrześcijaństwo ‎świat‎ ‎zamieniło‎ ‎w‎ ‎raj, a‎ ‎nie‎ ‎wprowadziłoby‎ ‎Boga‎ ‎do‎ ‎duszy,‎ ‎byłoby‎ ‎pustym‎ ‎dźwiękiem.‎ ‎Chrześcijaństwo‎ ‎to‎ ‎religia‎ ‎życia nadprzyrodzonego.‎ ‎Chrześcijanin‎ ‎to‎ ‎dusza w‎ ‎ciele,‎ ‎a‎ ‎Bóg‎ ‎w‎ ‎duszy!

A‎ ‎więc‎ ‎chrześcijanin‎ ‎jest‎ ‎istotą,‎ ‎w‎ ‎której mieszka‎ ‎Bóg‎ ‎Najświętszy.‎ ‎Co‎ ‎znaczy‎ ‎święty? Święty‎ ‎to‎ ‎chrześcijanin,‎ ‎żyjący‎ ‎pełnym‎ ‎życiem nadprzyrodzonym.‎ ‎Chrześcijanin,‎ ‎który‎ ‎żyje z‎ ‎Bogiem,‎ ‎w‎ ‎Bogu‎ ‎i‎ ‎dla‎ ‎Boga.‎ ‎Chrześcijanin‎ ‎to człowiek,‎ ‎którego‎ ‎na wskroś‎ ‎przenika‎ ‎strumień nadprzyrodzonego‎ ‎życia,‎ ‎światła‎ ‎i‎ ‎sił.‎ ‎A‎ ‎więc ten,‎ ‎który‎ ‎do‎ ‎Matki‎ ‎Bożej‎ ‎jest‎ ‎podobny:‎ ‎Pełen łaski!‎ ‎Pełen‎ ‎Boga!‎ ‎Ubóstwiony.‎ ‎W‎ ‎słońce‎ ‎obleczony,‎ ‎z‎ ‎księżycem‎ ‎pod‎ ‎nogami.‎ ‎Syn‎ ‎Niepokalanej.

Bądźmy‎ ‎uczciwi!‎ ‎Nie‎ ‎bądźmy‎ ‎obłudni!‎ ‎Albo odgrywamy‎ ‎w‎ ‎kościele‎ ‎komedię,‎ ‎albo‎ ‎Kościół jest‎ ‎dla‎ ‎nas‎ ‎szkołą‎ ‎świętości,‎ ‎szkołą‎ ‎nadprzyrodzonego‎ ‎chrześcijaństwa.‎ ‎Czemu‎ ‎mielibyśmy‎ ‎się wahać‎ ‎otwarcie‎ ‎to‎ ‎powiedzieć?‎ ‎Musimy‎ ‎być świętymi!‎ ‎Nie‎ ‎dziwakami,‎ ‎nie‎ ‎pozującymi‎ ‎na nadzwyczajnych,‎ ‎ale‎ ‎powtarzam:‎ ‎Świętymi!

Kardynał‎ ‎Mermillod‎ ‎powiedział‎ ‎raz‎ ‎w‎ ‎wybranym‎ ‎towarzystwie:‎ ‎Ziemia‎ ‎istnieje‎ ‎na to,‎ ‎aby świętych‎ ‎nosiła.‎ ‎Świat‎ ‎żyje‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎celu, aby‎ ‎świętych‎ ‎dawał.‎ ‎Wieki‎ ‎mijają,‎ ‎aby‎ ‎świętych‎ ‎tworzyć,‎ ‎urabiać‎ ‎dusze,‎ ‎dla‎ ‎których‎ ‎Bóg jest‎ ‎wszystkim.‎ ‎Gdyby‎ ‎Bóg‎ ‎na‎ ‎biednej‎ ‎ziemi nie‎ ‎znalazł‎ ‎już‎ ‎świętych,‎ ‎wiecie,‎ ‎co by‎ ‎zrobił? Rozbiłby‎ ‎świat‎ ‎jak‎ ‎bezużyteczne‎ ‎naczynie.

‎Widzieliśmy,‎ ‎że‎ ‎chrześcijaństwo ‎jest‎ ‎religią‎ ‎nadprzyrodzonego‎ ‎celu, ludzkości,‎ ‎do‎ ‎którego‎ ‎o‎ ‎własnych‎ ‎siłach‎ ‎nigdy nie‎ ‎wzniosą‎ ‎nas‎ ‎orle‎ ‎wzloty‎ ‎rozumu‎ ‎i‎ ‎woli.‎ ‎Widzieliśmy,‎ ‎że‎‎ ‎jest‎ ‎religią‎ ‎życia nadprzyrodzonego‎ ‎już‎ ‎tu‎ ‎na‎ ‎ziemi,‎ ‎życia,‎ ‎którego‎ ‎początek‎ ‎nazywamy‎ ‎łaską‎ ‎uświęcającą, a‎ ‎koniec‎ ‎świętością.

Chrześcijaństwo ‎jest‎ ‎także‎ ‎religią,‎ ‎posiadającą środki‎ ‎nadprzyrodzonego‎ ‎życia.‎ ‎Życia‎ ‎nadprzyrodzonego‎ ‎żaden‎ ‎człowiek‎ ‎wzbudzić‎ ‎nie‎ ‎zdoła. Życie‎ ‎stwarzać‎ ‎to‎ ‎przywilej,‎ ‎który‎ ‎Bóg‎ ‎zachował‎ ‎dla‎ ‎siebie.‎ ‎Wszelkie‎ ‎próby‎ ‎uczonych,‎ ‎aby sztucznie‎ ‎wywołać‎ ‎najprostsze‎ ‎zjawisko‎ ‎życia, nie‎ ‎udały‎ ‎się‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎udadzą.‎ ‎Bóg‎ ‎stwarza‎ ‎każdą duszę‎ ‎z osobna.‎ ‎Tern‎ ‎więcej‎ ‎dotyczy‎ ‎to‎ ‎wyższego‎ ‎życia‎ ‎dusz.‎Człowiek‎ ‎nie‎ ‎ma‎ ‎sposobu‎ ‎ani środka,‎ ‎aby‎ ‎to‎ ‎życie‎ ‎wywołać.‎ ‎Żaden‎ ‎talent, żadne‎ ‎krasomówstwo,‎ ‎żadna‎ ‎siła‎ ‎ani‎ ‎bogactwo tego‎ ‎nie‎ ‎dokonają.‎ ‎Jeden‎ ‎tylko‎ ‎Bóg‎ ‎zrobić‎ ‎to może,‎ ‎a‎ ‎jedynym‎ ‎zadaniem‎ ‎człowieka‎ ‎służyć Bogu‎ ‎za‎ ‎narzędzie,‎ ‎być‎ ‎tym‎ ‎kanałem,‎ ‎przez który‎ ‎płyną‎ ‎zdroje‎ ‎łaski‎ ‎dla‎ ‎drugich.

Chrzcimy.‎ ‎Przez‎ ‎chrzest‎ ‎wchodzi‎ ‎do‎ ‎duszy życie‎ ‎boskie.‎ ‎Ale‎ ‎nie‎ ‎wyobrażajmy‎ ‎sobie,‎ ‎że‎ ‎to my‎ ‎jesteśmy‎ ‎źródłem‎ ‎tego‎ ‎życia.‎ ‎Jest‎ ‎nim‎ ‎Jezus.‎ ‎Rozgrzeszamy.‎ ‎Przez‎ ‎rozgrzeszenie‎ ‎odnowione‎ ‎jest‎ ‎boskie‎ ‎życie‎ ‎w‎ ‎duszy.‎ ‎Szaleństwem byłoby‎ ‎przypisywać‎ ‎to‎ ‎słowom‎ ‎człowieka.‎ ‎Jezus to‎ ‎czyni.‎ ‎Konsekrujemy.‎ ‎Zamieniamy‎ ‎chleb i‎ ‎wino‎ ‎w‎ ‎Ciało‎ ‎i‎ ‎Krew‎ ‎Chrystusa.‎ ‎Lecz‎ ‎nie‎ ‎czynimy‎ ‎tego‎ ‎własną‎ ‎mocą.‎ ‎Jezus‎ ‎to‎ ‎czyni.‎ ‎Wygłaszamy‎ ‎kazania.‎ ‎Każąc,‎ ‎mamy‎ ‎przekonanie, że‎ ‎to‎ ‎coś‎ ‎innego,‎ ‎niż‎ ‎gdy‎ ‎inni‎ ‎mówią.‎ ‎W‎ ‎naszych‎ ‎słowach‎ ‎tkwi‎ ‎moc‎ ‎boska.‎ ‎Wiemy‎ ‎również,‎ ‎że‎ ‎nigdy‎ ‎żadne‎ ‎kazanie‎ ‎samo‎ ‎przez‎ ‎się‎ ‎nie wywoła‎ ‎w‎ ‎nikim‎ ‎nadprzyrodzonego‎ ‎postanowienia.‎ ‎Jezus‎ ‎to‎ ‎sprawia.

On‎ ‎jest‎ ‎winną‎ ‎macicą.‎ ‎My‎ ‎jesteśmy‎ ‎latorośle.‎ ‎Wszystkie‎ ‎soki‎ ‎łaski‎ ‎płyną‎ ‎z‎ ‎Jezusa,‎ ‎Bez Niego‎ ‎nic‎ ‎nadprzyrodzonego‎ ‎uczynić‎ ‎nie‎ ‎możemy.‎ ‎Nic.‎ ‎Ani‎ ‎wiele,‎ ‎ani‎ ‎mało,‎ ‎nic!‎ ‎Jezus‎ ‎jedynie,‎ ‎Jezus‎ ‎wszystko,‎ ‎bez‎ ‎Jezusa‎ ‎nic.‎ ‎Duchowny,‎ ‎który‎ ‎nie‎ ‎jest‎ ‎głęboko‎ ‎przekonany‎ ‎o‎ ‎tej podstawowej‎ ‎prawdzie‎ ‎chrześcijańskiej,‎ ‎jest‎ ‎heretykiem.‎ ‎Ale‎ ‎nie tylko‎ ‎duchowni‎ ‎muszą‎ ‎w‎ ‎to wierzyć.‎ ‎Wszyscy‎ ‎w‎ ‎to‎ ‎wierzyć‎ ‎musimy. Musimy‎ ‎być‎ ‎nadprzyrodzonymi.‎ ‎Musimy mieć‎ ‎głębokie‎ ‎przeświadczenie,‎ ‎że‎ ‎świat‎ ‎tylko nadprzyrodzonymi‎ ‎środkami‎ ‎i‎ ‎nadprzyrodzonymi‎ ‎dziełami‎ ‎odnowiony‎ ‎będzie,‎ ‎Tymi‎ ‎nadprzyrodzonymi‎ ‎siłami‎ ‎i‎ ‎środkami‎ ‎są‎ ‎sakramenty i‎ ‎modlitwa.‎ ‎

Świat‎ ‎nowoczesny‎ ‎wierzy ‎tylko w‎ ‎rzeczy‎ ‎przyrodzone,‎ ‎w‎ ‎geniusz,‎ ‎w‎ ‎talent, w‎ ‎energię,‎ ‎w‎ ‎pracę‎ ‎na‎ ‎polu‎ ‎przemysłowym, technicznym,‎ ‎handlowym,‎ ‎w‎ ‎prace‎ ‎naukowe‎ ‎polityczne‎ ‎i‎ ‎socjalne.‎ ‎Żadne‎ ‎stulecie‎ ‎nie‎ ‎pracowało‎ ‎tyle‎ ‎dla‎ ‎doczesnych‎ ‎dziedzin‎ ‎życia‎ ‎co‎ ‎wiek XIX.‎ ‎Ale‎ ‎też‎ ‎żadne‎ ‎stulecie‎ ‎silniej‎ ‎nie‎ ‎podkopało‎ ‎wiary‎ ‎w‎ ‎nadprzyrodzoną‎ ‎moc‎ ‎łaski,‎ ‎niż‎ ‎ten wiek‎ ‎liberalizmu.‎ ‎Idea‎ ‎nadprzyrodzoności‎ ‎znikała‎ ‎coraz‎ ‎bardziej‎ ‎z‎ ‎pól‎ ‎naukowej,‎ ‎politycznej, socjalnej‎ ‎i‎ ‎ekonomicznej‎ ‎działalności.‎ ‎Pracowano,‎ ‎jak‎ ‎gdyby‎ ‎Chrystus‎ ‎nigdy‎ ‎nie‎ ‎ ‎powiedział‎ ‎„beze‎ ‎mnie‎ ‎nic‎ ‎zrobić‎ ‎nie‎ ‎możecie”‎. Było‎ ‎wielu‎ ‎katolików,‎ ‎uczonych,‎ ‎dyplomatów, przedsiębiorców,‎ ‎rzemieślników,‎ ‎ale‎ ‎mało‎ ‎było prawdziwie‎ ‎katolickich‎ ‎uczonych,‎ ‎dyplomatów, przedsiębiorców‎ ‎i‎ ‎lekarzy.

Co‎ ‎się‎ ‎stało?‎ ‎Patrzymy‎ ‎na‎ ‎to‎ ‎od‎ ‎I-go‎ ‎sierpnia‎ ‎1914‎ ‎r.‎ ‎Talent‎ ‎zbankrutował.‎ ‎Energia‎ ‎zbankrutowała.‎ ‎Wszystko‎ ‎czyste,‎ ‎przyrodzone‎ ‎zbankrutowało.‎ ‎Przemysł,‎ ‎handel,‎ ‎polityka‎ ‎i‎ ‎wiedza szły‎ ‎błędną‎ ‎drogą.‎ ‎Zawiodły.‎ ‎Jak‎ ‎ongiś‎ ‎Aggeusz‎ ‎prorokował:‎ ‎„Sialiście‎ ‎wiele,‎ ‎ale‎ ‎mało zwieźliście.‎ ‎Jedliście‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎najedliście‎ ‎się.‎ ‎Okryliście‎ ‎się‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎zagrzaliście‎ ‎się.‎ ‎A‎ ‎kto‎ ‎zyski‎ ‎zbierał,‎ ‎kładł‎ ‎je‎ ‎w‎ ‎dziurawy‎ ‎mieszek.‎ ‎Wnieśliście do‎ ‎domu,‎ ‎i‎ ‎rozdmuchnąłem‎ ‎je,‎ ‎mówi‎ ‎Pan‎ ‎Zastępów.’*‎ ‎Środki‎ ‎przyrodzone‎ ‎nie‎ ‎wystarczają do‎ ‎poprawy‎ ‎ludzkości.‎ ‎Nie‎ ‎mogą‎ ‎nawet‎ ‎uczynić jej‎ ‎szczęśliwszą.

Od‎ ‎roku‎ ‎1914‎ ‎Bóg‎ ‎uczy‎ ‎ludzi‎ ‎pokory.‎ ‎Chce im‎ ‎przypomnieć‎ ‎podobieństwo‎ ‎o‎ ‎winnej‎ ‎macicy i‎ ‎latorośli.‎ ‎Bez‎ ‎Chrystusa‎ ‎nic‎ ‎uczynić‎ ‎nie‎ ‎możecie.‎Będziecie‎ ‎jak‎ ‎latorośl‎ ‎odcięta,‎ ‎odrzuceni, uschnięci‎ ‎i‎ ‎spaleni.‎ ‎

To‎ ‎rani‎ ‎naszą‎ ‎przeklętą‎ ‎nowoczesną‎ ‎pychę.‎ ‎Lecz‎ ‎nauka‎ ‎jest‎ ‎konieczna.

Najwspanialsza‎ ‎działalność‎ ‎naukowa‎ ‎i‎ ‎społeczna‎ ‎bez‎ ‎łaski‎ ‎uświęcającej‎ ‎jest‎ ‎w‎ ‎oczach‎ ‎Boga bez‎ ‎wartości.‎ ‎Niema‎ ‎dla‎ ‎niej‎ ‎nagrody‎ ‎w‎ ‎wieczności.‎ ‎Bóg‎ ‎jej‎ ‎nie‎ ‎potrzebuje.‎ ‎Najwyżej‎ ‎jako nawóz‎ ‎dla‎ ‎dobrego.‎ ‎Najświetniejsze‎ ‎uczynki nawet‎ ‎chrześcijanina,‎ ‎gdy‎ ‎nie‎ ‎są‎ ‎wzbudzone łaską‎ ‎pomocniczą,‎ ‎gdy‎ ‎im‎ ‎łaska‎ ‎nie‎ ‎towarzyszy,‎ ‎nie‎ ‎są‎ ‎łaską‎ ‎uduchowione,‎ ‎oświecone i‎ ‎uświęcone‎ ‎—‎ ‎nie‎ ‎mają‎ ‎znaczenia‎ ‎dla‎ ‎wieczności.‎ ‎Augustyn‎ ‎napisałby‎ ‎o‎ ‎takich‎ ‎uczynkach: Grandes‎ ‎passus,‎ ‎sed‎ ‎extra‎ ‎viam!‎ ‎Wielkie‎ ‎postępy,‎ ‎ale‎ ‎nie‎ ‎na‎ ‎właściwej‎ ‎drodze.‎ ‎Bernard‎ ‎w‎ ‎liście‎ ‎do‎ ‎papieża‎ ‎Eugenjusza‎ ‎III,‎ ‎mówiąc‎ ‎o‎ ‎tej kupieckiej‎ ‎działalności,‎ ‎która‎ ‎ruguje‎ ‎życie‎ ‎religijne,‎ ‎używa‎ ‎ostrego‎ ‎wyrażenia:‎ ‎Nazywa‎ ‎ją occupationes‎ ‎maledictae!‎ ‎Przeklęta‎ ‎praca!‎

‎Jesteśmy‎ ‎chrześcijanami.‎ ‎Jesteśmy‎ ‎nadprzyrodzonymi‎ ‎.‎ ‎Jesteśmy‎ ‎nimi‎ ‎o‎ ‎tyle,‎ ‎o‎ ‎ile‎ ‎łaska‎ ‎jest w‎ ‎nas.‎ ‎Mamy‎ ‎pracować,‎ ‎ale‎ ‎ta‎ ‎praca‎ ‎nie‎ ‎ma być‎ ‎celem‎ ‎dla‎ ‎siebie,‎ ‎nie‎ ‎ma‎ ‎być‎ ‎bałwochwalstwem,‎ ‎tylko‎ ‎służbą‎ ‎Bożą.‎ ‎Katolicki‎ ‎instytut, w‎ ‎którym by‎ ‎sprawy‎ ‎doczesne‎ ‎miały‎ ‎większą wagę‎ ‎niż‎ ‎rzeczy‎ ‎nadprzyrodzone,‎ ‎nie‎ ‎ma‎ ‎racji‎ ‎bytu.

Oto‎ ‎posłannictwo‎ ‎ósmego‎ ‎grudnia.‎ ‎Posłannictwo‎ ‎łaski,‎ ‎posłannictwo‎ ‎tego‎ ‎co‎ ‎nadprzyrodzone,‎ ‎co‎ ‎święte,‎ ‎co‎ ‎boskie.‎ ‎Przez‎ ‎nie‎ ‎stajemy‎ ‎się‎ ‎pełni‎ ‎łaski,‎ ‎jak‎ ‎Mar‎ ‎ja!‎ ‎Mocą‎ ‎Ducha Świętego,‎ ‎mocą‎ ‎Jezusa.‎ ‎

W‎ ‎Rosji‎ ‎spotyka‎ ‎się często‎ ‎obraz‎ ‎Matki‎ ‎Boskiej‎ ‎z‎ ‎VI‎ ‎stulecia.‎ ‎Mar‎ja w‎ ‎morzu‎ ‎promieni!‎ ‎W‎ ‎środku‎ ‎na‎ ‎piersiach,‎ ‎jak słońce,‎ ‎jak‎ ‎świecąca‎ ‎Host‎ia,‎ ‎Jezus‎ ‎żyje‎ ‎w‎ ‎Marji.‎ ‎Jezus‎ ‎jest‎ ‎Jej‎ ‎środkiem‎ ‎i‎ ‎życiem.‎ ‎Jak gdyby‎ ‎Mar‎ja‎ ‎nie‎ ‎miała‎ ‎serca‎ ‎i‎ ‎duszy,‎ ‎jak‎ ‎inni ludzie.‎ ‎Jej‎ ‎sercem‎ ‎i‎ ‎duszą‎ ‎jest‎ ‎Jezus,‎ ‎Jest‎ ‎żywą‎ ‎Jego‎ ‎monstrancją,‎ ‎Jego‎ ‎tabernakulum.‎ ‎Zewnątrz‎ ‎Mar‎‎ja,‎ ‎wewnątrz‎ ‎Jezus.‎ ‎Oto‎ ‎wierny obraz‎ ‎naszej‎ ‎Matki.‎ ‎Powinien‎ ‎być‎ ‎obrazem‎ ‎i‎ ‎jej synów.


Ks. Robert Mäder – Katolikiem jestem!. Księgarnia Świętego Wojciecha w Poznaniu. 1929.


ZASADY PUBLIKOWANIA KOMENTARZY
Prosimy o merytoryczne komentarze. Naszym celem jest obnażanie kłamstwa, a nie przyczynianie się do potęgowania zamętu. Dlatego bezpodstawne opinie zaprzeczające obiektywnej prawdzie publikujemy wyłącznie, gdy zachodzi potrzeba reakcji na fałszywe informacje.

Jedna odpowiedź na “W świecie nadprzyrodzonym –  Ks. R. Mäder”

  1. Awatar Zbyszek
    Zbyszek

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Zbyszek Anuluj pisanie odpowiedzi