Najlepszy sposób ciągłego powracania do Boga jest stałe dążenie do prawdziwej pokuty i modlitwy.
PRAWDZIWA POKUTA ma na celu ostateczny koniec człowieka; dlatego dąży przede wszystkim do zbawienia i do miłości Bożej. Prawdziwie pokutujący człowiek, kiedy się spowiada sakramentalnie przed kapłanem, albo duchownie przed Bogiem, ma na uwadze szczególnie to, co może mu być przeszkodą do zbawienia, a zatem zwraca uwagę na ciężkie grzechy i na niebezpieczeństwa popełnienia grzechu ciężkiego.
Ale nie poprzestaje na tym: odrzuca także wszystko, co się sprzeciwia miłości Bożej. Nie mówi zatem, jak wielu innych, ponieważ w tern albo w owym jest tylko grzech powszedni, nie ma potrzeby tym się zajmować. Przeciwnie, mówi sobie, że grzech powszedni niemiłym jest Bogu, że ten grzech prowadzi do grzechu śmiertelnego, że trzeba usilnie starać się go pozbyć przez baczne czuwanie nad sobą.
Inną zupełnie jest FAŁSZYWA POKUTA; nad nią jednakże zastanawiać się nie będziemy; mówmy raczej o tej, którą można by nazwać połowiczną pokutą (demi-penitence).
Co to jest, owa połowiczna pokuta? Taka pokuta jest wtedy, kiedy kto spowiadając się, nie ma głównie na celu miłości Bożej i swego zbawienia, ale się spowiada dlatego, że to jest obowiązkiem katolika, albo dlatego, żeby sobie zapewnić pewien spokój sumienia.
Z takiej pokuty wynikają spowiedzi ze zwyczaju, w których to zwykle zwraca się mało uwagi na grzechy powszednie. Penitenci tego rodzaju przychodzą zawsze do spowiedzi z tymi samymi grzechami, i wyznają je zawsze w ten sam sposób. Nigdy, albo prawie nigdy nie starają się zwalczać to złe przyzwyczajenie.
Dlatego można by się w ten sposób spowiadać przez dwadzieścia lat i nie pozbyć się żadnego grzechu powszedniego.
Powstając przeciw połowicznej pokucie, nie mam zamiaru powstawać przeciw pokucie niedoskonałej (atrycyi), która jest dobra i zbawienna. Błąd w połowicznej pokucie nie popełnia się ze strony natury żalu, ale z powodu niezupełności w wyznaniu grzechów, z braku rozciągłości żalu i postanowienia poprawy; dlatego tę pokutę nazywamy połowiczną (demi-penitence), ponieważ jej główną cechą jest, że nie wyrzeka się całkowicie grzechu i złej woli.
Oczywistą jest rzeczą, że ten rodzaj pokuty nie może się nazwać powracaniem do Boga. Jest także rzeczą jasną, że prawdziwa pokuta, która bez żadnego zastrzeżenia odrzuca grzech, jako sprzeciwiający się Bogu, miłości Bożej i naszemu zbawieniu, jest z natury swojej, doskonałym sposobem powracania do Boga, kiedyśmy mieli nieszczęście go obrazić.
Jeśli więc chcę należeć do tych, którzy usiłują ciągle powracać do Boga, muszę przyjąć za główną zasadę: żeby spowiedzi moje tak duchowne jak i sakramentalne były prawdziwe i żeby modlitwa nasza była też prawdziwą.
Ale dla czego przydajemy tu także prawdziwą modlitwę?
Modlitwa niczym innym nie jest, jak tylko zajęciem się duszy Bogiem. Gdybym odmawiał różaniec przez cały dzień, jeżeli odmawiając go o niczym nie będę myślał, będzie to odmawianie pacierzy ustnych, ale modlitwy nie będzie. Przeciwnie, gdyby moje zajęcia nie pozwalały mi odmówić pacierzy ustnych, jeżeli myśl moją będę podnosił do Boga, to już będzie modlitwą.
Modlitwa jest więc najistotniejszą i najgłówniejszą częścią naszej religii, dlatego nazwano wewnętrzne ćwiczenia te, w których dusza sama działa, modlitwą najdoskonalszą,
Jest jednakże modlitwa mniej lub więcej fałszywa: tak jak jest pokuta prawdziwa lub fałszywa.
Modlitwą mniej więcej fałszywą jest rozmowa z Bogiem dla swojej przyjemności. Jest to modlitwa osób, które w pobożności szukają tylko zadowolenia swojej miłości własnej lub próżności.
PRAWDZIWA MODLITWA jest ta, która podobnie jak prawdziwa pokuta, ma na celu ostateczny koniec człowieka, to jest zbawienie i miłość Bożą. Jeżeli zabierając się do modlitwy mówię sobie: Będę mówił z Bogiem o śmierci, o sądzie, który mnie czeka, ponieważ chcę się zbawić ; albo, chcę mówić z Panem Jezusem o Jego męce, ażeby się pobudzić do miłości ku Niemu moja modlitwa jest prawdziwa.
Zrozumiawszy to, powinienem także zrozumieć, dlaczego do ciągłego powracania do Boga trzeba łączyć prawdziwą pokutę i prawdziwą modlitwę. Wyjaśnijmy tę prawdę przez porównanie. Przypuszczam, że rodzice mają syna, który daleko od nich przebywa. Ten syn był tak nieszczęśliwy, że obraził rodziców pisząc da nich list obelżywy, ale chcąc odzyskać ich łaskę, przeprasza ich za to; jest to powrót wynikający z żalu. Lecz gdyby poprzestał na tym i nie miał z nimi innych stosunków tylko te, że po każdym przewinieniu, uniewinniałby się przed nimi, byłoby to bardzo niedostateczne. Trzeba nadto, aby pisywał do nich listy, dla upewnienia ich o swej synowskiej miłości. Ten dopiero powrót można by nazwać powrotem do miłości.
Tak samo się dzieje z nami w stosunkach naszych z Bogiem. Ponieważ Go co chwila obrażamy, powracanie do prawdziwej pokuty powinno być naszym głównym zadaniem. Ale ponieważ nie dosyć jest tylko przepraszać Boga, żeśmy Go obrazili, trzeba z pokutą łączyć jeszcze modlitwę, lecz to jest niezawodną prawdą, że bez modlitwy nie ma prawdziwej pokuty, jak również bez pokuty nie ma prawdziwej modlitwy.
Jeżeli w modlitwie nie będę się starał zwrócić serca mego do Boga i do mego zbawienia, nigdy nie będę miał żalu za grzechy z miłości ku Panu Bogu. I odwrotnie; jeżeli dla braku prawdziwej pokuty, zachowam w sercu przywiązanie do jakiego grzechu, niemożliwą stanie się dla mnie rozmowa z Bogiem; bo kiedy kto się z kim gniewa, to do siebie nie mówią.
Pokuta zatem i modlitwa są koniecznie potrzebne do ciągłego powracania do Boga. Ale czy to jest dostateczne ? czy niczego więcej nie potrzeba?
Bez wątpienia, że aby oddać się prawdziwie Bogu, jest jeszcze wiele innych obowiązków do spełnienia; ale jeżeli dusza usiłuje unikać wszelkich grzechów i składa Panu Bogu w modlitwie uczucia wiernego serca, może być spokojna, bo z jednej strony pokuta, a modlitwa z drugiej dopomaga jej do unikania złego, a do pełnienia dobrego.
Moja droga jest zatem wskazana. Jeżeli prawdziwie chcę powracać ciągle do Boga, mam do tego środki: pokutę i modlitwę; trzeba tylko, żebym ich dobrze używał.
Ale to nie jest rzecz łatwa czynić prawdziwą pokutę i dobrze się modlić. Powoli po dłuższym czasie dochodzi się do doskonałości w tych dwóch cnotach. Jeżeli więc będę chciał w moim powracaniu do Boga być od razu doskonałym, nigdy do doskonałości nie dojdę Dlatego na początku mojej rozmowy powiedziałem sobie, że dążenie do tych dwóch cnót będzie przedmiotem mego postanowienia. Teraz jest to dla mnie rzeczą jasną. Powinienem ciągle powracać do Boga: aby to uskutecznić, wystarcza, żebym usiłował coraz lepiej się spowiadać i coraz lepiej odprawiać modlitwę.
Jeżeli nie będę dążył do prawdziwej pokuty i modlitwy, narażę się na niebezpieczeństwo potępienia.
Gdybym na nieszczęście był w grzechu śmiertelnym, oczywistą jest rzeczą, że zadawalając się połowiczną pokutą i spowiadając się byle jak, narażałbym się na niechybne potępienie. Jest to także rzeczą jasną, że bez modlitwy prawdziwej, na przykład bez pamiętania na rzeczy ostateczne, dusza moja będąc w grzechu z trudnością zdobyłaby się na prawdziwą pokutę, a pokuta połowiczna wcale nie wystarcza do zbawienia.
Mniej łatwym do pojęcia jest to, że mogę się potępić przez grzech powszedni; i że na przykład przez nałogowe łamanie milczenia zakonnego mogę się dostać do piekła. – A jednakże tak utrzymuje św. Alfons. Kiedy mówi o niebezpieczeństwie potępienia, na dwóch twierdzeniach się opiera. Naprzód zwracając się do zwyczajnych chrześcijan mówi: jeżeli kto przestaje zwalczać grzech śmiertelny, na przykład odkładając nawrócenie, naraża się na bliskie potępienie.
Po wtóre, zwraca się. do chrześcijan powołanych do doskonałości, mianowicie do osób zakonnych i ostrzega je, że i one mogą się potępić nawet przez jeden grzech powszedni. Zastanówmy się nad tym, żeby nie popaść w przesadę.
Nie ma tu mowy o sporadycznym grzechu powszednim, przeciw któremu dusza walczy, — ale o tym, jakby wchodzeniu w układanie się z grzechem i przywiązaniu do niego; co wtedy ma miejsce, kiedy za jaki grzech nie żałujemy prawdziwie i nie mamy przy spowiedzi postanowienia z niego się poprawić.
Otóż. św. Alfons-twierdzi, że właśnie dla braku żalu za ten jeden mały grzech, dusza moja, szczególniej jeżeli jestem osobą zakonną, może być odrzuconą i potępioną.
Jeszcze raz się pytam, jak to być może? i dla czego ? – Ponieważ ta zatwardziałość w grzechu, choćby powszednim, sprawia, że Bóg sprawiedliwy zmniejsza łaski dla tej duszy, która stopniowo popada w grzech śmiertelny, a w końcu dostajecie do piekła.
Żeby lepiej zrozumieć tę prawdę, przedstawmy sobie historią takiej duszy nieszczęśliwej. — Osoba zakonna, niewinna, uczuwa w sobie przywiązanie nieporządne, chociaż nie w materii ciężkiej. Zezwala na to uczucie i nie spowiada się z tego; albo jeżeli się spowiada, to nie ma postanowienia poprawy, ponieważ to przywiązanie jej się podoba i nie chce porzucić ani osoby, którą kocha, ani się wyrzec tej przyjemności, jaką jej sprawia.
Cóż się dzieje? a przynajmniej co się stać może? Oto Pan Bóg obrażony i zagniewany odbiera jej łaskę modlitwy i gorliwości; dla braku łaski, powiększa się słabość duszy, a chęć do dobrego zmniejsza ; z drugiej strony pokusy się wzmagają; a w końcu, dla tych wszystkich przyczyn razem, dusza traci łaskę Bożą i wieczność szczęśliwą.
Dlatego, bardzo godnymi politowania są osoby zakonne, które stając się niewolnikami grzechu powszedniego, nie chcą przez grzeszne niedbalstwo, albo przez opór, pokutować prawdziwie za ten grzech, to jest: wyrzec się go. — Te nieszczęśliwe dusze prowadzą życie bardzo smutne. — Bo cóż może być smutniejszego, kiedy kto słusznie może sobie powiedzieć: Jeżeli tak żyć będę, mogę się dostać do piekła!
Ta okropna myśl powinna by mnie strachem przejąć! — Bo cóż to jest piekło: Wielki Boże! Piekło to jest ogień. — Jest to życie w ustawicznym ogniu bez nadziei wyjścia. Jest to rozpacz w ogniu. Oto czym jest piekło!
Jeżeli prawdziwie pokutować nie będę, jeżeli będę uporczywie niedbałym w wyznawaniu jakiego grzechu powszedniego, narażam się na piekło.
A więc chcę powracać do Boga przez prawdziwą pokutę i modlitwę i to będzie teraz jedynym zadaniem mego życia.
Nieustanne powracanie do Boga. Przez prawdziwą pokutę i prawdziwą modlitwę. Przez kapłana Zgrom. Redemptorystów. (Tłumaczenie z francuskiego). Przemyśl. 1893. Nakładem OO. Redemptorystów w Mościskach


Skomentuj