Wiara chrześcijanina – jaką być powinna? (7) – Dar wiary


Że wiara jest darem Bożym, uczy wyraźnie Apostoł w liście do Efezów: „Łaską jesteście zbawieni przez wiarę(i to nie z was bo dar Boży jest)(Efez. 2, 8.). I to, nie tylko naturalny dar, jak n. p. przyrodzone umysłu i ciała zdolności, które nam przez Pana Boga, jako Stworzyciela wszechrzeczy i Sprawcę przyrody udzielonymi zostały, ale:

1) prawdziwie nadprzyrodzony dar, który nam nasz Zbawiciel i Pośrednik Jezus Chrystus śmiercią Swoją u Boga Sprawcy łaski wyjednał, dar prawdziwie nadprzyrodzony we wszystkich swoich częściach składowych, czy się go poczy­tuje jako akt, czy jako cnotę, gdyż rozum nadprzyrodzonym światłem bywa oświecony, wola przez nadprzyrodzoną skłon­ność bywa nakłanianą i przyzwolenie, wskutek nadprzyro­dzonej mocy, bywa dawane, a cnota, przez nadprzyrodzoną moc, bezpośrednio od Boga bywa w duszę naszą wlewana.

2) Wiara jest pierwszym darem i podstawą nadprzyro­dzonego porządku Łaski, od którego nasze oczyszczanie i nasze zbawienie się zaczyna, początkiem nadprzyrodzonego życia. Wiara jest początkiem ludzkiego zbawienia, pod­stawą i początkiem oczyszczenia uczy św. sobór Trydencki (1).

Nic jest przez to powiedziane, ażeby wiele i różnorodnych łask Bożych nie miało wiarę poprzedzić i po największej części, przynajmniej u dorosłych, rzeczywiście ją poprze­dzają, ale wszystkie te łaski nie są niczym innym, jak tylko przygotowaniem i wstępem do wielkiego daru wiary i stąd z nim najściślej związane.

3) Wiara jest darem, z naszej strony, zupełnie niezasłużo­nym. Skądże bowiem ma pochodzić zasługa? Jak długo człowiek jest wiary pozbawionym, nie może, podług świa­dectwa Apostoła, Bogu się podobać (do żydów 11, 6. ), a stąd u Niego na cokolwiek bądź zasłużyć. Jest on dzieckiem złości (do Efez. 2, 3.), pozostaje pod jarzmem grzechu (do Rzym. 3, 9.), jako niewolnik szatana, jęczący w jego służbie, z której własnymi siłami na żaden sposób wydobyć się nie może. Jest to tylko łaską, uprzedzającą ła­ską, niezasłużonym miłosierdziem ze strony Najwyższego,, jeżeli biedny człowiek z tego stanu się wydostaje, za pośrednictwem łaski.
I Jemu, nieskończenie miłosiernemu Bogu winniśmy tym więcej dzięki składać, bo im więcej niezasłużone jest dobrodziejstwo, na tern większą wdzięczność zasługuje.

A ty, mój miły Chrześcijaninie, czy zastanowiłeś się dostatecznie nad dobrodziejstwem wiary ? Czy to od ciebie zależało, od twoich zasług, że się urodziłeś w chrześcijaństwie, z prawowiernych rodziców, że zaraz potem, przez chrzest święty przyjęty zo­stałeś na łono prawdziwego kościoła Jezusa Chrystusa i że od dzieciństwa dokładnie pouczony byłeś w prawdziwej Jego nauce, bez przymieszki błędu? Czyż to wszystko od ciebie zależało? I jeżeli uważnie przemyślałeś i poznałeś, że bez żadnej zasługi zostałeś do wiary powołanym, czyś za to dziękował nieskończonemu Miłosierdziu Bożemu, tak jak się należy i czy okazałeś się rzeczywiście wdzięcznym przez życie odpowiednie? U wieluż to ludzi upływają niestety lata po latach, nieraz wszystkie lata życia, zanim o tern pomyślą, że oni, bez żadnej własnej zasługi, jedynie tylko z wolnego wyboru Bożego i z Jego łaski, wskutek zasług Zbawiciela, są Chrześcijanami!

4). Wiara jest darem przez Boga wszystkim ludziom udzielonym. Tak jest wszystkim ludziom, albowiem dla od­kupienia wszystkich ludzi, On się poświęcił (do Tymot. 2,6), za wszystkich umarł (2 do Kor. 5, 15.) i On, nasz Bóg i Zbawca chce, ażeby wszyscy lu­dzie byli szczęśliwymi i ażeby wszyscy do poznania prawdy doszli (do Tym ot. 2, 4.). Dlatego to Apostołom i w ich osobie wszystkim ich w kościele następcom, jak długo tenże istnieć będzie, aż do skończenia wieków, rozkazał, ażeby Ewangelię po całym świecie wszemu stworzeniu t. j. wszystkim ludziom opowia­dali ( Marek. 16, 15- ). A dzisiaj wszędzie i ze wszech stron temu opowia­daniu tyle przeszkód bywa stawianych (2), tak, że nawet słu­gom kościoła bywa ono poczytywane za największą zbrod­nię. I jakież to niesprawiedliwe, bo przecież Pan Bóg nikogo nie wyklucza, czy on jest wolnym, czy niewolnikiem, panem, albo sługą, bogatym, albo ubogim, szlachcicem, albo nie-szlachcicem, młodym, albo starym, wierzącym, albo błądzą­cym. Pan Bóg na osobę człowieka nie zważa (św. Jan objaw. 10, 34. do Rzym. 2, 11). Wystarcza być synem Adamowym, ażeby móc mieć udział w zbawie­niu i we wierze Jezusa Chrystusa, albowiem jak wszyscy zgrzeszyli w pierwszym Adamie i umarli, tak samo i wszyscy mogą odżyć i być usprawiedliwionymi przez wiarę w dru­giego Adama.

Wprawdzie przeciwstawiają nam dzikich. Ale cóż my wiemy co Bóg działa w ich sercach, jakie On im udziela wewnętrzne łaski, z którymi mogliby dojść do poznania prawdy, które oni jednak złośliwie przytłumiają. Nam niech wystarczy, w zau­faniu do poważnie i jasno objawionej woli Bożej, o zba­wieniu wszystkich ludzi wniosek wyciągać, to znaczy, że On, w nieskończonym Swoim miłosierdziu, ułatwia dar ła­ski wszystkim ludziom, bez wyjątku, tak, że wszyscy mieliby w niej udział, gdyby swoje robili (3). Stąd okazuje się nicość wymówki, którą się nieraz przytacza dla upiększenia włas­nego albo cudzego niedowiarstwa.

Mówi się: Cóż ja mogę za to, że ja wiarę mam słabą, albo, że nie mam żadnej? Bo wiara jest przecież zupełnie niezasłużonym, dobrowolnym darem Bożym, dlaczego Bóg mi go nie daje, albo dlaczego nie daje silniejszej? Któż mi za złe weźmie, że ja żadnych cudów nie czynię? przecież wiadomo, iż ja tego daru nie otrzymałem. Czyż jest jakaś różnica między darem cudów, a darem wiary?

Jest wielka, bardzo wielka różnica. Chociaż obydwa te dary w tym się zgadzają, że nie mogą być przez nas za­służonymi i od hojnej ręki Dawcy wszelkiego dobra jedynie tylko zależą, to przecież różnią się w tym, że tamten udzie­lanym bywa tylko niewielu ludziom, a do tego wszyscy po­średnio, albo bezpośrednio są powołani. Cudów nie może nikt czynić, kiedy chce i o to nawet prosić, byłoby już zu­chwałością, ale wierzyć może każdy, jeżeli chce i gdyby do tego nawet nie miał sposobności, to może bez obawy, o to prosić.

Pierwsze powołanie do wiary przydarza się u nas nierzadko razem z pierwszą pobudką do modlitwy. Użyj dobrze tej łaski, a wkrótce będziesz w stanie wierzyć.
W ogólności teraźniejsza niemożność wierzenia pochodzi zwykle ze zaniedbania różnych poprzedzających łask, które puściło się mimo siebie, bez korzystania z nich. Gdyby rzymski setnik Korneliusz z Cezarei był zaniedbał, wskutek wezwania anioła, powołać Piotra ( św. Jana Objaw, rozdz. 10.), kto wie czy drugi raz byłby otrzymał łaskę zostania Chrześcijaninem.

Tak samo sądzić należy o dzisiejszych niedowiarkach i heretykach. Oni daru wiary, wprawdzie nie posiadają, ale w jakże różnorodny sposób nie bywa on im udzielanym przez Ojca litości! Jak często ostrzega ich sumienie, jak czę­sto upomina ich Anioł stróż, jak często niepokoi ich jakieś pismo, które przypadkowo wpada im w ręce, jak często przemawia do nich jakiś dobry przyjaciel, którego uczoność i cnotę oni skądinąd podziwiają, jakże często zawstydza ich przykład jakiegoś wysoko stojącego człowieka, który obóz niedowiarstwa jawnie opuszcza i za wiarą obstaje, jak czę­sto przeraża ich nagła, albo zrozpaczona śmierć niedowiarka!
I któż zna wszystkie tajemne drogi Opatrzności, ażeby serca ludzkie poruszyć? A, jeżeli wszystkie tego rodzaju środki pozostają bezowocnymi, to oni sami winni są swojemu nie­dowiarstwu, albo błędom. Pan Bóg jest usprawiedliwiony, bo pozostaje niewąpliwym, że On, ze swojej strony, czyni tyle ile potrzeba i wystarcza, ażeby tak oni, jak i wszyscy ludzie do poznania prawdy i zbawiającej wiary dojść mogli, jeżeli tylko chcą.

5) Wiara jednak jest darem, który można utracić. Jak nie przyjąć, tak samo, gdy się go już przyjęło, można go zawsze utracić. Można we wierze, jak powiada św. Paweł, rozbić się (Tymot. 1, 19), zdanie którego prawdziwość od początku chrześcijaństwa, aż do dni naszych, jasno i ciągle się spraw­dza. Nie tylko Hymeneusz i Aleksander, ale także i setki in­nych, już za czasów Apostołów, popadli w kacerskie błędy, a wieluż to, od tego czasu, poszło za nimi, aż do obecnego stulecia, które się tym odznacza, że błędy przeszły w zu­pełne niedowiarstwo i że ludzie już nie wiarą, ale tylko co do zewnętrznej formy czci bożków, od dawnych pogan się różnią! Albowiem podczas gdy tam widome stworzenia skła­dały ofiarę, to te w sercach swoich kadzą nieokiełzanej wolności myślenia, pysze, zmysłowej rozpuście i wszystkim innym złem namiętnościom.

Wszyscy ci błędnie wierzący i niedowiarki posiadali kiedyś dar wiary, a teraz już go wię­cej nie mają. Został on im wszystkim udzielonym w Chrzcie św., niektórzy zatrzymali go jeszcze długo, przez wiele lat aż do dojrzałego wieku, ale teraz go utracili, utracili przez upór względem objawionych prawd.

Tak jest, traci się dar wiary przez uporne wzbranianie się przyjmowania jednej, chociażby jedynej prawdy, o której Boskiem Objawieniu jest się moralnie pewnym, albo istnieje co do niej wyraźne ko­ścioła orzeczenie.

Ale skądże pochodzić to może, iż coraz więcej ludzi traci wiarę? Dlaczego niedowiarstwo coraz bardziej się roz­szerza? Przyczyny są tak oczywiste, iż dziwić się zupełnie nie ma co. Byłoby to zaiste cudem, gdyby, przy tak bardzo rozszerzonej rozpuście obyczajów, przy tak niechrześcijańskiem wychowaniu młodzieży, przy tak wielkiej obojętności na wszystko co jest chrześcijańskie, przy tak rozkiełzanej wolności myślenia, przy takim zalewie wolnomyślnych pism, przy tak niezliczonej ilości wszędzie wkręcających się uwo­dzicieli i zaraźliwych przykładów, przy tak zarozumiałej py­sze umysłu, przy tak bezgranicznej chęci krytykowania wszystkiego i tak powierzchownych wiadomościach, przy tak wyniosłej pogardzie Kościoła, Jego Głowy i sług i przy za­niedbywaniu służby Bożej, wiara u większej części nie była zniknęła.

Stąd widać jakie skały należy omijać, jeżeli niema być utraconym szacowny dar wiary. Nie należy sobie pochlebiać, iż można pozostawać długo wierzącym, jeżeli się z niedo­wiarkami poufnie przebywa, z nimi ściślejsze stosunki zawią­zując, jeżeli się ich zatrute pisma chciwie czyta i tylko zawsze ich zdolności, ich ducha, ich uczoność podziwia, jak gdyby byli ludźmi zupełnie nadzwyczajnymi, do pouczania
świata przez Opatrzność powołanymi, jeżeli, co do własnego zdania, jest się pysznym, zarozumiałą mądrością nadętym, jeżeli się chce objawione tajemnice, jak i przyrodzone prawdy obrabiać, sądzić, badać i przenikać, a gdy się ich nie pojmuje, jeżeli wyniosłego swojego rozumu nie chce się poddać Boskiej powadze, gdy urządza się swój sposób życia, nie wedle przepisów wiary, ale wedle popędów zmy­słowych namiętności i gdy poniewiera się wyniosłego ducha pod poniżającym jarzmem niższego rzędu zmysłów, jeżeli gruntowną naukę religii zupełnie się zaniedbuje, nad świętymi tajemnicami wiary zupełnie się nie przemyśliwa, albo bez zastanowienia i jeżeli w rzeczy ziemskie głęboko się zapada, jeżeli prawdziwy i wzniosły cel swojego bytu zu­pełnie się z oczów traci, jeżeli o utrzymanie łaski wiary, nie często, nie dosyć szczerze do Boga się modli.

Kto skarby wnosi umyślnie między rozbójników, czyż może rozsądnie się spodziewać, iż nie będzie z nich obrabowanym?
Tak jest, Pan Bóg odbiera Swoje talenty, jeżeli je wi­dzi mało poważane, zapoznane, nadużywane i pod ziemię marnie zakopywane i daje je komu innemu, jak z początku został dar wiary przeniesionym od żydów do pogan, nieraz potem z jednego kraju do innego, a jeszcze częściej od jednej osoby do innej, wedle groźby Bożej: „Będzie odjęte od was królestwo Boże, i będzie dane narodowi czyniącemu owoce jego” (Mat. 21, 43.).

Wiara chrześcijanina – jaką być powinna? (6) – Pokora wiary


„Wiara chrześcijanina jaką być powinna.” – X, Zygmunt Storchenau T. ]., W Brodach 1911. Nakładem księgarni Feliksa Westa.

Przypisy:
1.) Sess. 6. rozdz. 8. Temi słowami podaje Sobór najgłębszy powód bezvvarunkowej potrzeby łaski do najmniejszych nawet początków wiary, którą kościół bezprzestannie przez przeciąg wieków uczył i któ­rej, zwłaszcza przeciw Peliaganom i Semipeliaganom bronił. Można by przypuszczać, że tak bezwarunkowa konieczność nie jest ugruntowaną albowiem, jeżeli człowiek ułomnym ludziom może wierzyć w sposób naturalny, dlaczego nie miałby także wierzyć Bogu, nieomylnej praw­dzie? Z tym wszystkim zdaje się Łaska być potrzebną, tylko z po­wodu wielkich ofiar i trudności, które z wiarą są połączone i które autor kilkakrotnie tak wymownie wyłożył. Niemniej nie trzeba przy­puszczać jak to, że łaska, nie tylko z powodu trudności, ale w pierw­szym rzędzie i przede wszystkim sama przez się i z natury rzeczy jest chrześcijańskiej wierze potrzebną. Powodem tego jest, że chrześcijańska wiara ma być podstawą i źródłem nadprzyrodzonego porządku, Bos­kiego życia, życia, które w oglądanie Boga przechodzi. Tak, jak roz­sądek jest podstawą i początkiem rozumnego, prawdziwie ludzkiego życia, wszelkiej obyczajności i zasługi podstawą i koniecznym przyrodzonego szczęścia warunkiem, które na poznaniu i miłości Boga po­lega, tak samo i chrześcijańska wiara zajmuje miejsce analogiczne w porządku nadprzyrodzonym, dlatego tak samo, jak tenże polega istotnie na łasce. Tak, jak Stworzyciel, przy ustanowieniu przyrodzo­nego porządku rzekł: „Fiat luxu — niech będzie światło (1 Rodz. 1, 3.), i człowieka przyrodzonym rozumu światłem obdarzył, było potrzeba, ażeby przy odnowieniu stworzenia, przez które nadprzyrodzony porzą­dek ustanowiony został, temuż odpowiednie światło i poznanie w nas zajaśniało „albowiem Bóg, pisze św. Paweł w drugim liście do Koryntian (4, 6.), który rzekł, aby z ciemności światłość zaświeciła, Ten zaświecił w sercach naszych, ku oświeceniu wiadomości jasności Bożej w obliczu Jezusa Chrystusa” Dlatego pisze św. Jan (1 list 5, 20) „I wiemy, iż Syn Boży przyszedł i dał nam zmysł, abyśmy poznali prawdziwego Boga“ itd. I właśnie dlatego, że chrześcijańska wiara ze światła łaski pochodzi, wydaje ona, jeżeli człowiek wiernie w spół­działa, tak wspaniałe, nigdy nie widziane owoce, jak to widzimy na świętych i jak w różnych rozdziałach tej książki dokładniej zobaczymy, owoce, które na naturalnym gruncie rozumu nigdy by nie dojrzały.

2) Ten zarzut był słusznym na końcu ubieg­łego (XVIII) wieku. Za naszych dni kwitną  missye, tak jak nigdy przed­tem i jeżeli także natrafiają na przeszkody, to one nie tyle pochodzą z tegoczesnego prądu niedowiarstwa, który teraz przeważa, ale o wiele więcej z natury rzeczy, albowiem Ewangelia zawsze będzie natrafiała na przeciwieństw a ze strony namiętności ludzkich, błędów wiary, złego ducha, który nie tak łatwo daje sobie dusze wydzierać. To są przeszkody, które tak długo trwać będą, jak długo będą istniały missye. Nie na te trudności skarży się autor, ale na te, które od wielu nie­ przyjaznych rządów pochodziły. Za dni naszych te ostatnie raczej pod trzymują misye, to prawda, że we własnym interesie.

3) Ta trudność nie jest małą odnośnie do czwartej właściwości, którą autor przypisuje wierze, mianowicie, że wiara jest darem wszyst­kim ludziom przez Boga udzielonym. W każdym razie nie należy tego tak rozumieć, iż Pan Bóg wiarę każdemu bezpośrednio udziela, albo­wiem, wedle św. Pawła, jest fides ex audituwiara tedy ze słuchania” (do Rzym. 10, 17.) A zwyczajnie „Jakże wierzyć będą, o których nie słyszeli“. „A jako usłyszą, oprócz przepowiadającego“ (tamże w. 14).
Wieleż to ludzi, którzy od wieków sposobności nie mieli słyszenia kaznodziei, dlatego pozbawionymi byli bezpośredniej sposobności do wiary! Tutaj to zaiste powiedzieć można: „Jako są nieogarnione sądy Jego i niedościgłe drogi Jego” (tamże 11, 33.). Autor podaje jedynie możliwe rozwiązanie tej trudności, które wprawdzie ciemnych stron Opatrzności Boskiej zupełnie nie rozświeca, jednakowoż dostatecznie może zadowolić. Trzeba stać silnie przy tym co Apostoł narodów tak wyraźnie zaznacza, że Bóg „chce aby wszyscy ludzie byli zbawieni” (1 do Tymot. 2, 4.), tak szczerze, iż „własnemu Synowi Swemu nie przepuścił, ale Go za nas wszystkie wydał“ (do Rzym. 8. 32.) i tenże „Samego Siebie dał Odkupienie za wszystkich“ (1 do Tymot. 2, 6.) itd. Jeżeli zaś Bóg chce szczerze zbawienia wszystkich, da im więc najkonieczniejszy środek, to jest łaskę, od której użycia dalsze udzie­lanie łaski zawisło, wedle niewzruszonej zasady całej szkoły: Facienti quod est in se, Deus non denegatgratiam. A zatem i łaska, która jest do wiary bezpośrednio potrzebną, zależeć będzie od użycia poprzedzają­cych dobrych pobudek, które Bóg u tych, którzy dotychczas do wiary powołani nie są, przewidując udzielenie tej łaski, obudzą. Tylko w tym znaczeniu może wiara być oznaczoną, jako łaska wszystkim udzielona t. j. bezpośrednio, albo przynajmniej pośrednio, w pierwszych dobrych poruszeniach, które je przynajmniej w daleki sposób przygotowują i drogę do duszy jej otwierają. Zresztą, dla zmniejszenia trudności, trzeba zawsze mieć przed oczyma, że Bóg w nieskończonej Swojej sprawiedliwości, nikogo nie potępi, który na to rzeczywiście nie za­służy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: