Wiara chrześcijanina – jaką być powinna? (4) – Ofiara wiary


Wedle wyrażenia św. Pawła, wiara Chrześcijan ma być prawdziwą ofiarą, tak bowiem pisze on do Filippinów: „Ale
choć mię i zarzerzą na ofiarę i posługowanie wiary waszej, weselę się i pomagam wszystkim wam wesela” ( Filip 2, 17)

A teraz py­tanie: jaka to ofiara? Bez wątpienia, ofiara rozumu, albowiem tenże sam Apostoł w drugim liście do Koryntyan o poddaniu się rozumu, pisze: „W niewolę podbijamy wszelki rozum pod posłuszeństwo Chrystusowi“ (2 do Kor. 10, 5.). Tak jest, ofiara rozumu, albo co znaczy to samo co rozsądku, którą Chrześcijanin, przez swoje poddanie się Bogu najwyższemu przynosi, z powodu Jego nieskończonej prawdy i mądrości. Ponieważ zaś przystaje on bezstronnie i stanowczo na zupełnie niezrozumiałe prawdy, które nawet i rozsądkowi zdają się sprzeciwiać, a to bez dalszego zastanawiania się i bez dalszego zgłębiania i dochodzenia ich możliwości, przeciwko przyrodzonemu swojemu rozumieniu i nabytym wiadomo­ściom, przeciwko wszystkim swoim przesądom, przeciwko gwałtownemu burzeniu się przyrodzonej pychy i przeciwko natarczywym wymaganiom próżnej swojej chęci wiedzy, je­dynie tylko na Słowo Boże, jedynie tylko dlatego, że Bóg objawił, więc swój rozsądek, najszlachetniejszą i najmilszą część siebie samego bierze on w niewolę i nakłada nań więzy, ażeby za szkodliwymi błędami nie szedł, żadnych nadużyć sobie nie pozwalając w niepodlegającym sobie za­kresie nadprzyrodzonych prawd i nie wynosząc się bezpra­wnie ponad niestworzony rozum. Tak jest, prowadzi go przed Tron nieomylnej powagi Boskiej i tamże niszczy go duchowo z miłą wonią najpokorniejszego poddania się Panu (1)

Jest to ofiara, która Wszechmocnemu Stwórcy bezwzglę­dnie się należy, której On stanowczo domaga się od nas i która przynosi Mu największy zaszczyt, chociaż dzisiejsi poganie tak haniebnie ją wyśmiewają.

Jak każde stworzenie, także i człowiek, co do ciała i co do duszy, zależy od Stwórcy i to, tak co do ciała, jak i co do duszy, całkowicie. Dlatego wszystkie siły duszy, wszystkie siły poznania i pożądania stoją bezpośrednio pod nieograniczonym Jego panowaniem i muszą się Jego służbie zupełnie poświęcić: pierwsze przez jak najpokorniejsze pod­danie się Słowu, które On wyrzekł, drugie przez jak najdokładniejsze posłuszeństwo prawu, które On postanowił, cho­ciażby jedno i drugie kosztowało jak najwięcej.

I niewątpliwie kosztować będzie. Bo nasuwają się nie­raz wielkie trudności, gdy rozum, razem z poddanymi mu władzami poznania, ze zniweczeniem najdelikatniejszych i naj­milszych skłonności, pod ciężarem prawa uginać się musi. Ale tak uginanie się rozumu, jak i poddanie się woli należą się Najwyższemu Majestatowi Stwórcy. Są to hołdy, które rozumne Stworzenia Mu składają, z dwóch różnych powo­dów: po pierwsze, jako nieskończonej i istotnej Prawdzie i Mądrości, po drugie, jako Najwyższemu i Nieograniczo­nemu Panu i Prawodawcy. Czyż dziwić może, iż On jednego i drugiego stanowczo od nas żąda?

Wprawdzie ofiara woli nie napotyka na tyle trudności. Bo jeszcze dosyć chętnie się przyjmuje, że Pan Bóg ma najbardziej uprawnioną władzę do rozkazywania ludziom i że oni winni Go słuchać, gdy On im coś rozkazuje. Ale ofiara rozumu, ta ze wszech stron ulega naganom, zwłaszcza od czasu, gdy góruje nieszczęsny indyferentyzm i wyuzdana wolnomyślność. To jednak na darmo, bo Pan Bóg o tę ofiarę koniecznie się dopomina i z tego powodu ustanowił On w przyszłym życiu najświetniejszą nagrodę w niebie i najstraszniejsze kary w piekle t. j. skazanie na wieczną nę­dzę zdała od Swego oblicza, a w tej nędzy duchowe i cie­lesne męki, których gwałtowność przechodzi wszelkie ludz­kie wyobrażenie.

Nie ma w tym żadnej przesady, bo tak rozumie Pismo św.: słowo potępienia, czego dowodzą kilka Jego ustępów. I tak napisano, że „kto nie uwierzy będzie potępion“ (Marek 16, 16). Ale, czyż może należy wierzyć tylko w to co człowiek rozumem swoim zdoła pojąć? Mniemanie takie byłoby zupełnie mylne, bo powiedziano, iż potępion będzie kto nie uwierzy Ewan­gelii, którą Apostołowie głosić mają wszemu stworzeniu po całym świecie. Powiedziano bowiem: „Idźcie na cały świat i opowiadajcie Ewangelię wszemu stworzeniu”. Kto wierzy i będzie ochrzczony, ten będzie zbawiony; a kto nie uwie­rzy, ten będzie potępiony”. Taką jest treść słów Pana Je­zusa do Swoich Apostołów. A jakże je trzeba rozumieć?
Czyż nie jest rzeczą wiadomą, iż w Ewangelii pełno jest prawd niezrozumiałych i czyż te, które są najbardziej niezrozumiałymi, jak Trójca Przenajśw., Wcielenie Syna Bożego, odkupienie świata przez śmierć Boga Człowieka, wieczerza Pańska, na pamiątkę tejże śmierci ustanowiona i t. d. nie stanowią podstawy Ewangelii? Dlatego powyżej określona ofiara rozumu jest istotną częścią Chrześcijaństwa i przez Pana Boga tak stanowczo przykazaną, jak przykazanym nam jest przez Niego, ażebyśmy byli Chrześcijanami.

I niech nas to nie dziwi, bo przecież także i dawni patryarchowie musieli Wszechmocnemu takąż składać ofiarę. Apostoł o ich głębokiej wierze obszernie rozprawiając (Do Żydów 11), wyraźnie zaznacza, że oni wierzyli w rzeczy, które były zu­pełnie niewidzialne, ciemne, bardzo odległe, a czasem nawet i dosyć nieprawdopodobne.

Rzeczywiście było to bardzo nieprawdopodobnym, iż za sto lat spadnie z nieba tak gwałtowny deszcz, iż cały świat zaleje i zniszczy. Noe w to wierzył i, wskutek tej wiary, budował korab, nie zważając na gorzkie drwiny i urą­gania, które, z tego powodu, od niewierzących i zmysłowych ludzi miał do znoszenia. Było bardzo nieprawdopodobnym, że do dziewiędziesięciu lat niepłodna niewiasta, mająca stu­ letniego, także zniedołężniałego męża, po przeciągu roku, jeszcze pocznie i porodzi syna, a jeszcze nieprawdopodob­niejszym, że ten sam syn, który wskutek Boskiego rozkazu, miał być ofiarowanym, podług Boskiej obietnicy, miał zostać, w późniejszym wieku, ojcem niezliczonego potomstwa. W jedno i drugie wierzył Abraham i, wskutek tej wiary, już rzeczywiście dobył miecza, ażeby swojego ukochanego Izaaka zabić, nie wątpiąc, że Pan znowu powoła go do życia, ażeby przepowiednia nie została nie spełnioną. A czyż w rzeczy nie do uwierzenia nie wierzył Mojżesz, który właśnie, wsku­tek swojej wiary, tak liczne i tak nadzwyczajne cuda dzia­łał? i t. p.

A jeżeli Pan Bóg już w najdawniejszych czasach, już na samym początku świata, od wiernych sług swoich ciężkiej ofiary rozumu żądał, to zaiste zadziwiać nas nie powinno, jeżeli to samo dzieje się i dzisiaj w chrześcijańskim świecie i to nie tylko odnośnie do kilku, ale do wszystkich chrześcijan. Bo przecież chrześcijaństwo jest najdoskonalszym pra­wem, jest uzupełnieniem obu poprzednich praw, naturalnego i pisanego, któremu dlatego nic nie powinno brakować, co nieskończonej Istocie na nieskończoną chwałę wychodzi.

I ta to jest ofiara rozumu, która Panu Bogu największą chwałę przynosi. Ponieważ my przez nią hołdujemy Jemu, jako najwyższej i istotnej Prawdzie, która ponad wszelką nie­świadomość, ponad wszelki błąd, kłamstwo i oszukaństwo nieskończenie wyższą jest, więc równocześnie składamy, z jednej strony publiczne i uroczyste wyznanie naszej nie­świadomości, naszego ograniczenia i zależności, z drugiej strony Jego wszechwiedzy i prawdomówności i uznajemy przez to przywilej, który w rzeczywistości Jemu tylko przy­służą i żadnemu skończonemu stworzeniu nigdy przysłużać nie może, gdyż żaden człowiek, chociażby nie wiem jak był mądrym, dobrym i świętym, tak bezwarunkowej wiary, tak silnego zaufania w swoje świadectwo od nas nie zasługuje..

I Boskie świadectwo znaczy więcej, jak wszystko, jak wszystkie zasady, jak wszystkie dowody, przeciwko wszystkim przeciwnym zasadom i przeciwdowodom. Gdybyśmy z objawionych tajemnic nie mieli nic rozumieć, tak jak ślepy o kolorach i ich mieszaninie, gdyby miało się coś nawet wydawać nieprawdopodobnym, niemożliwym i sprzecznym, dosyć, że powiedział to Bóg, że powiedział to nieskończe­nie prawdziwy Bóg. Ta myśl zupełnie nas zadawala. Nie pytamy się dalej: czy to jest prawda, czy to może być prawda, czy może to być prawdziwym i w jaki sposób. Nie, Bóg to powiedział, więcej nie potrzebujemy wiedzieć. Boskie Objawienie jest nam jedynym, ale także i najwięcej przekonywującym dowodem prawdy, jedyną, ale także i naj­więcej niezaprzeczalną pobudką do najdoskonalszego i naj­więcej bezwarunkowego przyjmowania jej.

A więc wierzymy, wierzymy bez wahania, jedynie tylko na Jego słowo i wierzymy tak mocno, że przy tym żadną wątpliwością nie damy się zaniepokoić, żadnymi zarzutami w błąd wprowadzić, żadną mocą odstraszyć. Czy to nie zna­czy Pana Boga czcić i chwalić nade wszystko? Do tego przy­chodzi jeszcze, wprawdzie małe, ale z naszej strony, jedynie możliwe zadosyćuczynienie, które tym sposobem składamy Najwyższemu Stwórcy za zuchwałość naszych pierwszych rodziców, za ich nieporządną rządzę wiedzenia tyle, ile Bóg wie.

Wola i chwała Boża są wprawdzie tym, na co mamy przede wszystkim zwracać uwagę, ale, pomimo to, winniśmy jeszcze rzucić okiem na korzyści, które z tej ofiary odnosi nasz rozum.

Ale jakże przeciwnie postępują ludzie! Zawsze oni mają tylko otwarte oczy na to co przy tym tracą, ale nigdy nie zwracają ich na to co przy tym zyskują, jakkolwiek mię­dzy tym a tamtym żadnego stosunku nie ma. Cóż ostatecznie tracimy, jeżeli rozum świadectwu Boskiemu poddajemy? Ah! wypadałoby się wstydzić, iż nawet o tym myślimy! Tracimy bowiem przelotną przyjemność zadawalania próżnej cieka­wości, liche nasycanie przyrodzonej pychy, zarozumiałą chwałę wiedzenia wszystkiego, albo przynajmniej wiedzenia więcej, aniżeli wie motłoch, szkodliwą wolność sięgania ro­zumem w wyższą, niedostępną sferę i mędrkowania o rze­czach Boskich i ludzkich.

A cóż zyskamy przez tę ofiarę? Zysk jest zaiste wielki i nadzwyczajnie cenny. Od wielu błędów bywamy zabezpieczeni, od nieświadomości uwolnieni i wzbogaceni wiedzą, która jest zupełnie nową, nadzwyczajnie szlachetną, bardzo ważną i tak wzniosłą, że nikt inny, jak tylko Syn Jednorodzony, na łonie Ojca spoczywający, mógł ją udzielić; wie­dzą nasz rozum podnoszącą, która odrywa od ziemi, prze­nosi w nadprzyrodzoną sferę i przed Tron Najwyższego prowadzi, aż do świątyni Samego Bóstwa, gdzie poznamy prawdy, których nie odkrył jeszcze żaden tego świata filo­zof i to z pewnością większą od wszelkiego zmysłowego przekonania, prawdy dotyczące natury i osób, przymiotów i wyroków, dzieł i zamiarów Boskich, prawdy dotyczące rzeczywistego szczęścia, ostatecznego, wiecznie trwającego przeznaczenia człowieka itd. prawdy, wskutek których rodzą się dla nas nowe obowiązki, na których poznaniu wszystko zależy, albowiem gdybyśmy ich nie poznali nie moglibyśmy ich wypełniać, a z powodu ich niewypełniania, nie będziemy mogli dojść tam, gdzie wedle najmędrszego zarządzenia Bo­skiej Opatrzności, dojść powinniśmy, mianowicie do jasnego widzenia tego wszystkiego, w co dotychczas ślepo wierzyliśmy, w to co nas czeka poza grobem, w niebie.

Dlatego jest to rzeczą o wiele rozumniejszą być w wierze więcej wyćwiczonym, a mniej ciekawym i ten to właśnie jest zysk, zysk główny, do którego dochodzimy przez ofiarę rozumu. Nie próżnemu i daremnemu dociekaniu oddane, ale więcej czynne będzie nasze życie, a tym gorliwiej będziemy wypełniali obowiązki wynikające z wiary, im bezwzględniej będziemy się poddawali prawdom wiary, bez zuchwałej chęci ich badania.

A więc nie żałujmy tego, iż zrobiliśmy ofiarę z naszego rozumu przez jak najgłębsze i najbezwzględniejsze poddanie się zawsze nieomylnej powadze Boskiej i nie dajmy się w tym uwodzić nieprzyzwoitym drwinkom niedowiarków, bo przecież oni także poddają swój rozum, ale komu? Oto pa­nowaniu swojej wyobraźni, gdyż w nic nie chcą wierzyć, czego sobie nie mogą wyobrazić (2).

Tak więc u jednych i u drugich, u wierzących i u nie­dowiarków, jest poddanie się, ale któreż jest bardziej mę­skie, szlachetniejsze, zaszczytniejsze? Rozum, poddając się Boskiemu Słowu, potężnieje i wznosi się wysoko ponad wszystkie siły duszy, tak wyższe, jak i niższe, dla rozkazy­wania wszystkim. Rozum poddający się wyobraźni, słabnie, schodząc niżej zmysłowej części człowieka, do niewolniczego posłuszeństwa zmysłom.

A więc niech niedowiarkowie nie szczycą się więcej nazwą „silnych duchów“. Ją brać można tylko na żart. Te słabe duchy zwać się raczej powinny „zmysłowymi niedo­wiarkami“. (3)

Wiara chrześcijanina – jaką być powinna? (3) – Zgodność wiary z rozumem


„Wiara chrześcijanina jaką być powinna.” – X, Zygmunt Storchenau T. ]., W Brodach 1911. Nakładem księgarni Feliksa Westa.

Przypisy:
1) Autor trafnie podnosi powody, dla których wiara jest ofiarą. Ale można jeszcze zaznaczyć kilka okoliczności wskazujących, jak częstokroć trudnym, jak koniecznym bywa poddanie się rozumu wie­rze, a tym samym jaka stąd cześć i chwała dla Pana Boga, a wiara sama, jak dalece jest pełną wartości i zasługi. Wiara trudniejszą jest jeszcze wskutek tego, iż Pan Bóg nie bezpośrednio, ale przez innych do nas mówi. Tak jest, gdyby bezpośrednio do nas mówił, chętnie i łatwo wierzylibyśmy we wszystko co Mu się podoba nam objawić, albowiem bezpośrednie Objawienie Boże byłoby dla nas wielkim za­szczytem. Trudną jest wiara także i dlatego, albowiem Objawienie Boże jest dla nas, wprawdzie pewnym, ale nie oczy wistem (ewidetit). Łatwo jest wierzyć, gdy fakt Objawienia jest zupełnie oczywistym, nie tak, gdy moralną pewnością musimy się zadawalać. Dalej trudną jest wiara, zwłaszcza dla wykształconych, albowiem Objawienie Boże, na podstawie którego wierzymy, często udzielone nam bywa przez organa, których powaga i wykształcenie w niczym nam nie imponuje. O jak łatwo nadyma się ludzka pycha, gdy ma przez takich dać się kierować, jak łatwo budzi się skłonność do niedowiarstwa! (Zob. pon. Rozdz. VI.) Wiara wymaga nadto bezwarunkowego, nieodwołalnego zgodzenia się, całe życie ogarniającego, normującego przekonania, które ma przejść w krew i kości, które ma znaleźć wyraz w uczynkach i w obejściu, którego nie wolno poświęcić przez wzgląd na kogokol­wiek, na jaką bądź korzyść, nawet dla uniknięcia szkody na majątku, na zdrowiu i życiu Tutaj należą także trudności, o których będzie jeszcze mowa poniżej w rozdz. VI, VIII, XIII i XIV. Stąd tłumaczy się wielkość ofiary, którą we wierze przynosimy Panu Bogu i dlaczego ona, w oczach Pana Boga, jest tak miłą i tak pełną zasługi i dlaczego Pan Bóg o wiarę tak bardzo stoi.

2) Na postawione pytanie: „Komu niedowiarkowie poddają swój rozum?” można odpowiedź znacznie rozszerzyć. Poddają go oni zmien­nemu, jak pogoda i słota, duchowi czasu, którego strasznymi są nie­wolnikami; powadze innych, tak zwanych uczonych, gdy ci, także bez uzasadniania, coś przeciwnego wierze głoszą, albo twierdzą, albo­wiem, pomimo swojego niedowiarstwa, bywają bardzo łatwowiernymi, a wielkim tego świata się płaszczą dla osiągnięcia jakichś korzyści, o czym historia codzienna może dosyć przykładów przytoczyć itd.

3) Zmysłowe niedowiarki, w znaczeniu „animalis homo“ św. Pa­wła (I do Kor. 2, 14) zowią się duchami, silnymi duchami, a są przy tym tak słabymi, że do wyższego, duchowego życia są zupełnie nie­zdolni, w zmysłowości zupełnie się nie wznoszą! Delikatna to, ale gorzka ironia.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: