Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (43) – O radości, powodowanej przez dobra zmysłowe i jak wśród nich kierować się ku Bogu


ROZDZIAŁ XXIII.
O trzecim rodzaju dóbr, którymi wola radować się może, to jest o dobrach zmysłowych; jakimi są, na ile dzielą się rodzajów i jak wśród nich kierować się powinna ku Bogu, oczyszczając się z tej radości.

Wypada nam mówić z kolei o radości, powodowanej przez dobra zmysłowe, które stanowią trzeci rodzaj dóbr, jakimi wola cieszyć się może. Zauważyć trzeba, że przez dobra zmysłowe rozumiemy tutaj to wszystko, co w tym życiu podpadać może pod zmysł wzroku, słuchu, powonie­nia, smaku i dotyku, zarówno jak wewnętrznej zdolności do rozmyślania wyobrażalnego, co wszystko razem zalicza się do wrażeń zmysłowych, wewnętrznych i zewnętrznych.

Ażeby oczyścić wolę z radości, wywoływanej przez przedmioty zmy­słowe i względem niej ją zaciemnić, prowadząc przez nie do Boga, musi się przyjąć jako założenie ową prawdę, po wielekroć przez nas powtarzaną, że zmysły, o których obecnie mowa, stanowiące część niższą człowieka, nie są, ani nie mogą być zdolne do poznania i pojęcia Boga takim, jakim jest. Bo ani oko nie może Go ujrzeć, równie jak żadnej rzeczy Jemu podobnej, ani ucho posłyszeć Jego głosu, czy też jakiegoś dźwięku, który by ten głos przypominał, ani po­dobna węchem poczuć woni tak słodkiej, ani smakiem skosztować dobra tak wzniosłego, ani dotykiem doznać równie subtelnej rozkoszy, ani żadnego, do niej podobnego wrażenia; ani też myśl nie zdoła odtworzyć Jego postaci, ani obrazu, który by Go przedstawiał, według słów Izajasza: „Iż oko nie widziało, ucho nie słyszało, ni w serce człowieka nie wstąpiło” (Iz. LXIV, 4; 1 Kor. II, 9). I tu zaznaczyć po­trzeba, że zmysły odbierać mogą słodycz i rozkosz albo ze strony ducha za pomocą niejakiej łączności wewnętrznej z Bogiem, albo ze strony, udzielających się im rzeczy zewnętrznych.

Jak to zaś powiedzieliśmy, ani drogą ducha, ani drogą ciała nie może poznać Boga część zmysłowa. Nie posiadając bowiem tak wysokiej zdolności, zmysłowo tylko pojmuje rzeczy umysłowe i duchowe. Stąd gdyby wola zatrzymywała się na radości, spowodowanej przez niektóre z tych wrażeń, byłoby to co najmniej bezużyteczne i przeszkadzałoby jej w zajęciu się Bogiem i założeniu na Nim jedynie radości swojej. Nie może zaś wola dokonać tego prawdziwie, jeżeli nie oczyści i nie zaćmi w sobie radości i z tego także ro­dzaju dóbr, podobnie jak z wszystkich innych.

Powiedziałem z umysłu, że zatrzymywanie radości na którejkolwiek z rzeczy wspomnianych byłoby bezużyteczne, bo jeśli wola na tym się nie zatrzymuje, ale natychmiast od tego, co uczuwa, widzi, słyszy i czego dotyka, wznosi się do radości w Bogu, tamto staje się dla niej podnietą i niejako przydaje jej siły. Jest przeto wielkim dobrem i wówczas nie tylko że nie powinno się unikać tych wzruszeń, jeżeli skłaniają do modlitwy i wywołują uczucia pobożne, ale prze­ciwnie raczej z nich korzystać, ze względu na to tak święte ćwiczenie. Są bowiem dusze, wielce wznoszące się do Boga za pośrednictwem przedmiotów zmysłowych. Potrzeba tutaj jednak wielkiej przezorności i pilnej uwagi na wynikające stąd skutki, niejednokrotnie bowiem wielu ludzi duchowych używa wspomnianych rozrywek zmysłowych pod pretekstem oddawania się modlitwie i Bogu, a jest to coś, czemu bardziej przystoi nazwa zabawy niźli modlitwy i szukania swojego raczej zadowolenia, niżeli Boga. I chociaż intencja, jaką mają, zdaje się zwracać ku Niemu, skutek sprawiany jest raczej przyjemnością uczuciową, z której czerpie się więcej słabości i niedoskonałości, niż odświeżenia woli i umocnienia jej w Bogu.

Dlatego chciałbym podać tutaj naukę, która by dopomogła do rozpoznania, kiedy wspomniane przyjemności zmysłowe przynoszą, a kiedy nie przynoszą korzyści. Jeśli, ilekroć słyszy się muzykę, lub inne dźwięki przyjemne, uczuwa słodkie wonie, czy też zaznaje się jakichś miłych smaków i dotknięć, skłonność woli niezwłocznie, w pierwszym poruszeniu świadomie zwraca się ku Bogu, a ta świa­domość słodsza jest od pobudki zmysłowej, która ją spro­wadza, człowiek zaś jedynie dla niej podoba sobie w przy­czynie, jest to znakiem, że z niej korzysta i że wrażenie zmysłowe wspomaga go na duchu.

W ten sposób (bez wątpienia) można używać rzeczy zmysłowych, bo wówczas stają się one pomocą, zgodnie z celem, dla którego Bóg stworzył je i dał, aby był przez nie bardziej kochany i poznawany. Wiedzieć zaś trzeba, że człowiek, w którym te rzeczy zmysłowe sprawiają duchowy w zupełności skutek, bynajmniej ich nie pożąda, ani się im zupełnie nie oddaje, mimo że gdy przychodzą, wiele spra­wiają mu zadowolenia dla jego upodobania w Bogu, które potęgują. Nie zaprząta się nimi, a skoro się nadarzą, nie­zwłocznie wola jego, (jakom był rzekł), przechodząc przez nie, wznosi się do Boga. Przyczyną zaś, dla której niewiele się tym pobudkom oddaje, jest to, iż mimo że pomagają mu w dążeniu do Boga, duch, obdarzony zdolnością lotu we wszystkim i przez wszystko do Niego, jest tak nasycony, napełniony i zaspokojony Duchem Bożym, że niczego poza Nim nie zna i nie pożąda, a jeśli i pożąda, dla Boga, to natychmiast opuszcza je, zapomina i przestaje zwracać na nie uwagę.

Jednakże ten, kto by nie czuł owej swobody du­cha w rzeczach pomienionych i przyjemnościach zmysłowych, i którego wola zatrzymywałaby się na nich i nimi się kar­miła, doznaje od nich szkody, powinien więc ich uni­kać. Bo chociaż szczerze chciałby dopomóc sobie nimi w drodze do Boga, to przecież, o ile pożądanie zmysłowe podoba w nich sobie, a skutek, jak zawsze, odpowiada upo­dobaniu, na pewno będą mu raczej zawadą, niżeli pomocą i szkodą raczej, niźli pożytkiem. Gdyby zaś spostrzegł, że opanowuje go żądza takich rozrywek, powinien ją umartwiać, bo im jest silniejsza, tern więcej zawiera w sobie niedosko­nałości i słabości. Powinien tedy człowiek duchowy z każdej przyjemności, nadarzającej się ze strony zmysłów, czy to byłaby przypadkowa, czy umyślna, korzystać jedynie tylko dla dążenia do Boga, do Niego podnosząc radość duszy, iżby się stała użyteczną i doskonałą. Wszelka radość, niezasadzająca się na takim zaparciu się i wyniszczeniu jakiej­kolwiek radości, chociażby się wydawała bardzo wzniosła, jest próżnością bezużyteczną i przeszkodą w zjednoczeniu woli z Bogiem.

 

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (42) – O szkodach, jakie ponosi dusza z radowania się do­brami przyrodzonymi

 


Św. Jan od Krzyża- Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: