Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 5) – Jak pożądania zaćmiewają, brudzą i oziębiają duszę

ROZDZIAŁ VIII.
W którym jest mowa o tem, jak pożądania zaćmiewają duszę –
poparta porównaniami i świadectwami z Pisma św .

 

Trzeciem złem, które czynią duszy pożądania, jest to, że zaślepiają i zaćmiewają rozum. Bo jako chmury, przesłaniając widnokrąg, nie pozwalają przez się świecić słońcu; lub jak zwierciadło zamglone nie oddaje jasnego obrazu, albo jak w wodzie, zmieszanej z namułem, nie rozróżni się dobrze rysów przeglądającego się w niej oblicza, tak dusza, opanowana przez żądze, doznaje zaćmienia umysłu – i ani słońcu przyrodzonego rozumu, ani nadprzyrodzonej mądrości Boga niepodobna prawdziwie przeniknąć jej i oświecić. Tak zaś wyraża się w tym przedmiocie król-prorok Dawid: Comprehenderunt me iniąuitates meae, et non potui, ut viderem — pojmały mię nieprawości moje i nie mogłem przejrzeć (Ps. XXXIX, 13).

A przez to samo, że rozum tak się zaćmiewa, drętwieje wola, a pamięć się przytępia i miesza w powinnem swojem działaniu. Bo skoro władze te w czynnościach swoich zawisłe są od rozumu, przeto, kiedy go niedostaje, jasną jest rzeczą, że się mieszają i trwożą. Dlatego mówi Dawid: Anim a mea turbata est valde,— dusza moja strwożona jest bardzo (Ps. VI, 4), co znaczy, we władzach swoich zmieszana, bo, jak mówimy, ani rozum nie jest sposobny do przyjęcia objawienia mądrości Bożej, podobnie jak zachmurzony widnokrąg do przyjęcia słońca, ani też wola nie jest zdolna przyjąć w siebie Boga z czystej miłości, jak zamglone zwierciadło nie zdolne odbić dokładnie danego przedmiotu. Tem mniej zaś pamięć, zaćmiona ciemnościami żądzy, nie potrafi swobodnie uprzy­tomnić sobie obrazu Bożego, jak woda zmącona nie odda wyraźnie rysów twarzy, która się w niej przegląda.

 

Zaślepia też i zaćmiewa duszę pożądanie, bo ślepe jest, i samo z siebie żadnego nie ma poznania a rozum zawsze jest dlań przewodnikiem ślepca. Przeto, ilekroć dusza kieruje się pożądaniem, zaślepia się, bo jeśli ten, który widzi, daje wieść się niewidzącemu, jest to tak, jak gdyby obaj byli ślepi. Wynik zaś tego jest ściśle ten sam, jaki podaje Pan nasz u św. Mateusza: Caecus autem si caeco ducatum praestet, ambo in foveam cadunt, a ślepy jeśliby ślepego prowadził, obydwaj w dół wpadają (Mat. XV, 14).
Mało pomogą oczy motylkowi, gdy pożądanie piękności światła uniesie uwie­dzionego w płomienie. Powiedzieć można, że ten, kto karmi się żądzą, jest jako światłem oślepiona ryba, dla której ono ma znaczenie ciemności, by nie widziała zguby, jaką jej rybacy gotują; co też najlepiej objaśnia Pismo św., mówiąc o ludziach jej podobnych: Supercecidit ignis, et non viderunt solem, przypadł z wierzchu ogień i nie ujrzeli słońca (Ps. LVII, 9). Bo żądza jest jak ogień, który rozgrzewa swem ciepłem i zaślepia światłem, a to też właśnie czyni ona w duszy: rozpala pożądliwość i zaślepia umysł, tak, że nie może widzieć światła swego.
Przyczyną bowiem zaśle­pienia jest to, że jako wówczas, gdy stanie przed wzrokiem światło odmienne, władza widzenia, zadowalając się wstawionem, innego nie widzi, tak samo, gdy pożądanie rozpali się w duszy i zajmie ją sobą, zatrzymuje się ona odrazu na tem świetle i zadowala się niem. Ponieważ zaś nie daje jej ono dojrzeć właściwego światła zdrowego rozsądku, nie ujrzy go, pokąd jej nie opuści zaślepienie żądzy.

Stąd słusznie opła­kiwać należy głupotę niektórych, co obciążają się nadmiernemi pokutami i innemi nieuporządkowanemi ćwiczeniami samowolnemi i pokładając w nich ufność swoją, myślą, że one same, bez umartwienia pożądań w rzeczach innych, mogą wystarczyć do osiągnięcia zjednoczenia z mądrością Bożą, a to wszystko na nic się nie zda, jeśli z pilnością nie usiłują zapierać się tych żądz swoich. Gdyby tak na to starali się zużyć choćby połowę ponoszonych trudów, w jednym miesiącu postąpiliby więcej, niż przez lat wiele wszelkich innych ćwiczeń. Bo tak jak pracy koniecznie potrzeba, by ziemia owoc przyniosła, bez niej zaś wyda jedynie złe zielska, tak dla postępu duszy konieczne jest umartwienie pożądań. Bez niego nigdy nie postąpi na­ przód na drodze doskonałego poznania Boga i siebie samej, jak nie przyniesie pożytku ziarno rzucone w nieprzeoraną ziemię. Ciemność zaś i tępota nie opuszczą duszy, dopóki nie uciszą się żądze. Są one bowiem jak bielma lub skazy na oku, przesłaniające wzrok, pokąd odjęte nie będą. Przeto Dawid, pojmując ślepotę i zasłonę, oddzielającą dusze od światła prawdy, z powodu ich pożądań, oraz jak bardzo obrażają niemi Boga, w te słowa przemawia do nich: Priusquam intelligerenl spinae vestrae rham num : sicut viventes, sic in iraabsorbet eos (Ps. LV11, 10) (1)- Pierwej niżeli ciernie, to jest pożądania wasze, stwardnieją i .urosną, zmieniając się z wątłych kolców w gęsty krzak cierniowy, niemiły oczom Boga, jako żywym niejednokrotnie przecina pasmo dni, tak pochłonie je Bóg w gniewie swoim. Albowiem żyjących żą­dzami duszy, zanim Go poznają, w tern życiu, czy też w innem pochłonie Bóg karą sprawiedliwą ku oczyszczeniu. I mówi, że pochłonie je w gniewie, to bowiem, co się cierpi w umartwie­niu pożądań, jest karą za zniszczenie, jakie sprawiły w duszy.

 

O gdyby ludzie mieli wyobrażenie, jakiego dobra świa­tłości Bożej pozbawia ich owa ślepota, powodowana przez umiłowania i żądze i ile stąd na każdy dzień nieszczęść i zła spada na nich, jeżeli ich na każdy dzień nie umartwiają! Nie można bowiem zawierzyć rozumowi, ani darom, otrzy­manym od Boga tak, aby myśleć, że przywiązania i żądze nie będą zaślepiać, zaćmiewać i prowadzić powoli do coraz gorszych upadków.
Albowiem któżby mógł był powiedzieć, że mąż tak doskonały w mądrości j pełen darów Bożych, jak Salomon, dojdzie do takiej ślepoty i odrętwienia woli, że poczyni ołtarze mnóstwu bałwanów i sam czcić je będzie w starości swojej (III Król. XI, 4). Starczyło na to jedno umiłowanie, jakie miał ku niewiastom i to, iż zaniedbał umartwiania pożądań i rozkoszy serca swego. Tak bowiem mówi sam o sobie Ekklesiastes: „Nie odmawiałem sercu swemu, czego żądało“. Omnia quae desideraverunt oculimei, non negavi e is: nec prohibui cor meum, quin omni voluptate frueretur (Ekkl. II, 10). Skoro więc skutkiem żądz swoich przyprawić się mógł o zgubę ten, który zrazu naprawdę był mądry, — dlatego bowiem, że ich nie umartwiał, powoli zaślepiły i zaćmiły rozum jego, doprowadzając do zupełnej utraty wielkiego światła mądrości, jakiej mu Bóg użyczył, tak, że na starość zupełnie Go opuścił; — jeżeli one tyle zdziałać potrafiły w mędrcu, który tak wielkie miał poczucie różnicy pomiędzy dobrem a złem, czegóż to nie dokażą przeciwko tępocie naszej?

 

Bo jako rzekł był Pan u proroka Jonasza o Niniwitach: Nie wiemy, co jest między prawicą a lewicą naszą (Jon. IV, II), na każdym kroku bierzemy zło za dobro a dobro za zło i za zysk je sobie poczytujemy. Co tedy będzie, kiedy do przyrodzonej nam ciemnoty dołączy się pożądanie? Nic innego jak to, co, zwracając się do tych, którzy lubią ulegać żądzom swoim, mówi Izajasz: Palpavimus sicut caeci parietem et quasi absque oculis attrectavimus: impegimus meridie, quasi in tenebris (Iz. LIX, 10). Macaliśmy ściany jako ślepi i tykaliśmy się jako bez oczu, i do tego doszła ślepota nasza, iżeśmy się potykali w południe jako we ćmie. Albo­ wiem ten, kto zaślepiony jest żądzą, w pośrodku prawdy i sprawiedliwości nie widzi ich, jakby znajdował się w ciem­nościach najzupełniejszych.

 

ROZDZIAŁ IX.
W którym jest mowa o tem, jak pożądania brudzą duszę.
Co uzasadnia świadectwami Pisma św.

 

Czwartą ze szkód, jakie pożądania czynią w duszy, jest ta, że ją brudzą i plamią według słów Ekklesiastyka: Qui teliperit picem inquinabitur ab ea, — kto się smoły dotknie, pomaże się od niej (Ekkli. XIII, 1); wówczas zaś dotyka się ktoś smoły, gdy w jakiemś stworzeniu zadowala pożądanie woli swojej.

 

Powołując się na to świadectwo, zaznaczyć trzeba, że mędrzec przyrównuje stworzenia do smoły; albowiem większa
zachodzi różnica między doskonałością duszy a tem, co naj­lepsze wśród stworzeń, niżli pomiędzy czystym diamentem lub szczerem złotem a smołą. I tak, jak złoto lub diament, wpadłszy w gorącą smołę, stają się skutkiem niej brzydkie i splamione, tem bardziej, im gwałtowniej jej wrzątek przejmie je i ogarnie, tak dusza, rozpalona pożądaniem jakiegoś stwo­rzenia, w żarze żądzy swej okrywa się nieczystością i plami się nią w sobie.

 

Większa zaś jest różnica pomiędzy duszą a stworze­niami materialnemi, niż między najczystszym likworem a bło­tem najwstrętniejszem. Stąd jak ów likwor zbrukałby się, gdyby zmieszano go z błotem, tak samo brudzi się dusza, jeżeli płonie miłością stworzenia, stając się doń podobną.

 

Jak pociągnięcia czernidłem oszpeciłyby twarz najślicz­niejszą, tak żądze nieporządne szpecą i brudzą uległą im duszę, która w sobie jest najpiękniejszym i najdoskonalszym obrazem Boga. Przeto Jeremjasz, płacząc nad owem zniszcze­niem piękności, spowodowanem przez nieporządne umiło­wania, opowiada najpierw piękność, a potem brzydotę jej, mówiąc: Candidiores Nazarei eius tiive, nitidiores lacte, rubicundiores ebore antiąuo, sapphiro pulchriores. Denigrata est super carbones facies eorum, et non sunt cogniti in plateis, włosy jej bielsze nad śnieg, jaśniejsze nad mleko, rumieńsze niźli stara kość słoniowa, piękniejsze niżeli szafir. Zczerniało nad węgiel oblicze ich i nie poznano ich na uli­cach (Tr. 17, 7, 8). Przez włosy rozumiemy tu uczucia i myśli duszy, które poddane temu, co Bóg przykazał, to jest Bogu samemu, są bielsze niżeli śnieg, jaśniejsze od mleka, rumieńsze niźli kość słoniowa i piękniejsze niżeli szafir. Przez te cztery rzeczy rozumie się wszelki rodzaj piękności i doskonałości stworzenia materjalnego, nad które wyższą mianuje duszę i czynności jej, wyobrażone przez Nazarejczyków czyli włosy. Gdy te czynności duszy są w nieładzie i nie temu, co im Bóg przykazał, oddane, lecz stworzeniami zajęte, oblicze jej, jak powiada Jeremjasz, czarniejsze się staje niż węgiel.

 

Całe to zło i gorsze nad nie wyrządzają piękności du­szy nieporządne pragnienia rzeczy doczesnych, tak, że gdybyśmy opisać mieli rzecz ową szpetną i brudną, w którą zmieniają duszę pożądania, nie znaleźlibyśmy podobnej wśród najpodlejszych i najniższych tworów, ani w brzydocie nieży­wego ciała, ni w jakiejkolwiek innej rzeczy nieczystej i wstrętnej, jaką w tern życiu znaleźć i wyobrazić sobie można, z którą byśmy ją mogli porównać. Bo chociaż prawdą jest, że dusza nieporządna, jako byt naturalny, jest tak do­skonała, jak ją Bóg stworzył, to jako istota moralna jest brzydka, wstrętni, brudna, ciemna i pełna wszystkiego zła, któreśmy tu opisali a nawet jeszcze gorszego. Jedna jedyna (jak później powiemy), żądza nieporządna, choćby nie była jeszcze materją grzechu śmiertelnego, wystarcza, ażeby przy­ prawić duszę o taką ciemność, brud i brzydotę, że żadną miarą nie jest zdolna do jakiegokolwiek zjednoczenia się z Bogiem, dopokąd się z nich nie oczyści.

 

Lecz jakaż będzie brzydota duszy całkowicie nieporządnej wskutek własnych namiętności i oddanej żądzom swoim, jak nieskończenie daleka będzie od czystości Bożej! Niepodobna określić słowami ani też pojąć umysłem roz­maitości brudu, którą różnorodność pożądań powoduje w duszy. Gdyby zaś można to wypowiedzieć i opisać, byłoby rzeczą godną podziwu i litości, zobaczyć, jak każda z żądz, stosownie do swego rodzaju czy jakości, większa lub mniejsza, znaczy swój ślad i siedzibę nieczystości i brzy­doty w duszy i jak to każda z nich w sposób sobie właściwy mieć może niezliczone różnice zbrukań większych lub mniejszych.

 

Jak dusza sprawiedliwego w jednej jedynej doskona­łości, którą powoduje jej prawość, zawiera niezliczone, najbogatsze dary i wiele cnót najpiękniejszych, a każda z nich inna pełnią osobnego wdzięku, według mnogości i różno­rodności jej uczuć gorących ku Bogu, tak dusza nieporządna, według rozmaitości swych przywiązań do stworzeń zawiera w sobie nędzną i podłą rozmaitość nieczystości, jaką odzwierciadlają w niej wspomniane pożądania.

 

Ta różnorodność nieczystości wyobrażona jest jasno u Ezechiela, gdzie napisano, jak Bóg pokazał temu proro­kowi wymalowane na ścianach dokoła wnętrza świątyni wszelkie podobieństwa płazów, czołgających się po ziemi i wszystką tamże obrzydłość zwierząt nieczystych (Ezech. VIII, 10). I rzekł wówczas Bóg do proroka: „ Synu człowieczy, iście widzisz obrzydliwości, które ci działają , każdy w skrytości komory swojej ? “ I kazał Bóg prorokowi iść dalej przed się, ażeby widział obrzydliwości większe. I mówi, jako tam ujrzał niewiasty, które się działy płaczą Adonisa (Ibid. 14). I roz­kazał mu Bóg wejść jeszcze głębiej, aby oglądał obrzydłości większe i mówi, jako tam ujrzał dwudziestu pięciu starców tyłem z wróconych ku Kościołowi Pańskiemu (Ibid. 16). Przeróżność płazów i zwierząt nieczystych, odmalowanych w pierwszej komorze świątyni, to powstające w myśli zamiary i plany, dotyczące rzeczy niskich na ziemi i stworzeń, których obrazy odmalowują się w duszy, gdy ta niemi swój umysł zaprząta. Niewiasty zaś we wnętrzu drugiej komory, opłakujące Adonisa, to pożą­dania woli, drugiej władzy duszy, które jakoby płaczą, tęskniąc za czemś, co wola miłuje, a czego przedmiotem są płazy, odmalowane w umyśle. Mężowie wreszcie, zostający w trzeciej komorze, to odtwarzane wyobrażenia stworzeń, które przechowuje i rozważa trzecia z władz duszy, pamięć.

Wyobrażenia te, jak powiedziano, tyłem zwrócone są ku świątyni, bo gdy już dusza temi władzami skończenie i w zupełności spoiła się z jakąś rzeczą na ziemi, słusznie powiedzieć można, że tyłem zwrócona jest ku kościołowi Pańskiemu, to jest zdrowemu rozumowi duszy, który nie znosi w sobie rzeczy stworzonej, przeciwnej Bogu.

 

Do uzyskania jakiegoś pojęcia o tym zepsutym wśród żądz rozumie duszy, wystarczy na razie to, cośmy powie­dzieli. Gdybyśmy bowiem rozważać chcieli szczegółowo brzydotę mniejszą, którą sprawiają i powodują w duszy niedoskonałości i ich rozmaitość, toż skutki grzechów powszed­nich, gorszych niżeli niedoskonałości i wielką ich różno­rodność, wreszcie ohydę sprawianą przez żądze grzechu śmiertelnego, która jest zupełną brzydotą duszy, i jej też rozmaitość ogromną, odpowiadającą różnorodności i wielo­krotności wszystkich trojga, nigdybyśmy nie skończyli a i umysł anielski objąćby tego nie zdołał. To zaś, o czem mówię i co właściwie stanowi nasz przedmiot, jest, że jakie­ kolwiek pożądanie, chociażby było najmniejszą niedoskona­łością, plami i brudzi duszę.

 

ROZDZIAŁ X
W którym jest mowa o tem, jak pożądania oziębiają i osła­biają duszę w cnocie.
– Co uzasadnia porównaniami i świadectwami z Pisma św.

 

Piątą szkodą, jaką sprawiają duszy pożądania, jest to, że ją oziębiają i osłabiają, ażeby nie miała siły do postępu i wytrwania w cnocie. Tak samo bowiem, jak siła pożądania rozdzielona staje się słabszą od skupionej na jednym tylko przedmiocie, im więcej zaś jest przedmiotów, na które się dzieli, tern bardziej wobec każdego z nich z osobna słabnie, a przeto mówią filozofowie, że siła zjednoczona jest większą od rozproszo­nej. — tak jasną jest rzeczą, że jeśli pożądanie woli rozpra­sza się na rzeczy, zostające poza cnotą, bardzo słaba staje się ona w cnocie.

Tak dusza, której wola rozprasza się i rozdziela, podo­bna jest wodzie rozlanej po dolinie i płytkiej i żadnego nie czyni postępu.

Dlatego patrjarcha Jakub przyrównał syna swojego Rubena do wody wylanej, iż skutkiem pewnego grzechu, dał ujście żądzom swoim, mówiąc: „ Wylałeś jako woda,  nie urośniesz ” (Gen. LIX, 4). Jakoby rzekł: lżeś się rozlał jak woda w pożądaniach, nie wziośniesz w cnocie. I tak jak w oda wrząca, nie nakryta, łatwo ostyga i jak esencje aromatyczne nieosłonięte tracą moc i siłę swej woni: tak dusza, niezebrana w jednem jedynie pożądaniu Boga, traci gorącość i siłę cnoty. Rozumiejąc to dobrze, mówi Dawid w rozmowie z Bogiem: „ Moc moją u Ciebie strzec będę (Ps. LVIII, 10), to jest, w Tobie jednym ześrodkuję siłę żądz moich (2).

 

Osłabiają więc siłę duszy pożądania, bo są dla niej tem, czem dla drzewa przyziemne pędy i odrośle, wypu­szczające dokoła i zmniejszające siłę owocowania. O du­szach takich powiada Bóg: Vae autem praegnantibus et nutrientibus in illis diebus, — a biada brzemiennym i kar­miącym w one dni (Mat. XXIV, 19). Brzemienność bo­wiem owa i karmienie odnoszą się do pożądań, z któremi jeśli się nie rozłączą, zawsze będą je pozbawiały większej siły i wzrastać będą na ich nieszczęście, jak te odrośle przy drzewie. Dlatego radzi nam Pan, abyśmy mieli przepasane biodra nasze, które tu oznaczają pożą­dania (Łuk. XII, 35). Są one także jako pijawki, które ciągle ssą krew z żył i tak też nazywa je mędrzec, mó­wiąc: „ Pijawki są córkami, rozumie się, żądz; zawsze mówią: Przynieś , przynieś ” (Przyp. XXX, 15).
Jasne przeto, że żądze żadnego nie przysparzają duszy dobra, a tylko ją tego, które ma, pozbawiają i jeżeli ich nie umartwi, nie spoczną, pokąd nie uczynią w niej tego, co czynią matce swojej dzieci żmii, które, gdy wzrosną w jej żywocie, pożerają ją i zabijają, zachowując życie kosztem swej matki. Podobnie żądze nieumartwione wzra­stają tak bardzo, że pozbawiają duszę życia w Bogu i same tylko zostają w niej żywe — dlatego, że nie zabiła ich zawczasu. Przeto powiada Ekklesiastyk: Aufer a me Domine ventris eoncupiscentias, — oddal odemnie Panie po­żądliwość żywota (Ekkli XXIII, 6).

Lecz chociażby nie wzrosły aż tak dalece, wielki to żal, widzieć biedną duszę, opanowaną przez żądze w niej żyjące, jak jest niemiła sobie samej, jak nieużyta dla bliźnich, jak leniwa i ociężała w rzeczach Bożych. Al­bowiem nie masz tak złośliwej bolączki, któraby równie ciężkiem i trudnem czyniła choremu chodzenie i takim go napełniała wstrętem ku jedzeniu, jak pożądanie stworzeń duszę czyni ociężałą i niechętną postępowi w cnocie.

Zwyczajną tedy przyczyną, dla której wiele dusz nie ma skwapliwości, ani radosnej woli pełnienia cnót, jest to, że ulegają żądzom i umiłowaniom nieczystym, nie zwróco­nym ku Panu Bogu naszemu.

 


Św. Jan od Krzyża, Wnijście na Górę Karmelu.  WE LWOWIE Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

 

1)  Pierwej niżeli ciernie wasze urosną w krzaki: żywcem zniesie ich w gniewie swym (Ps. LV11, 10).

2) Doktor Mistyczny używa niejednokrotnie słowa „żądza” (el apetito) w znaczeniu uczucia (el afecto), pragnienia (la ansia), pożą­dania (el deseo) i t. d.

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 4) O dwóch głównych szkodach, jakie pożądania sprawiają w duszy

Skomentuj