Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 1 – Wstęp)

WSTĘP

U wstępu do uwag nad „Wnijściem na Górę Karmelu“ zaznaczyć należy przedziwną zgodność jego z duchem katoli­cyzmu, wyrażonym w nauce Kościoła. Mało powiedzieć zgod­ność. To nie zgodność, ale tożsamość wyborna z tern, co w niej najistotniejsze, najbardziej charakterystyczne, najgłębsze, naj­doskonalej ludzkie i najzupełniej Boże i na tej też podsta­wie dzieło powyższe św. Jana od Krzyża jest dziełem na wskroś mistycznem w katolickiem znaczeniu wyrazu. Gdyby mówiło o samych zjawiskach nadprzyrodzonych i same niezwykłe opisywało stany, mniejby niem może było. Nie zaprzecza ich ono i nie wyklucza, tylko je depre­cjonuje — deprecjonuje wyraźnie i celowo. Katolicyzm, to najdoskonalsze zharmonizowanie stworzenia ze Stwórcą. Mistyka katolicka to najdalej idące wprowadzenie go w życie, to nauka o zjednoczeniu z Bogiem w drodze dobrowolnego doskonalenia się duszy.

Św. Jan od Krzyża w pełni przeżywa tę prawdę i nie­zrównanie wyświetla, rozjaśniając do najdrobniejszych szcze­gółów ciemną i trudną, ale jedynie pewną drogę prawidło­wego, a coraz to wyższego postępu wewnętrznego rozwoju, konieczną i najszczytniejszą zarazem, która stanowi żywotną treść mistyki katolickiej i nieskończoną jej wartość.
Niezwykły tytuł Doktora Mistycznego, nadany mu naj­pierw w rodzinnej Hiszpanji a w r. 1926 zatwierdzony wy­rokiem Kościoła św., tak bardzo usprawiedliwia światło prawdy, wniesione przezeń w mroki zagadnień wewnętrznych przeżyć dusz na drogach, wiodących do zjednoczenia z Bo­giem, że mimowoli pragnie się uczcić nim tego, który naj­doskonalej spełnił zlecenie Pana: Quod dico vobis in tenebris, dicite in lumine — Co wam w ciemności mówię, powiadajcie w świetle (Mat. X, 27).

Jan od Krzyża jest świętym.
Nauka duchowna, jaką głosi, jest nauką samego Ko­ścioła. Jednakże dar najgłębszego wniknięcia w jej treść istotną, odnośnie do najprostszej, najkrótszęj i najdoskonal­szej drogi do celu i rozjaśnienie jej od podstaw, aż do szczytu, niewątpliwie jego jest własnością. Podobnie jak w ogłoszonej przez niego nauce, tak w życiu św. Jana od Krzyża niezwykłość cudowności podrzędne zajmuje miejsce wobec niezaprzeczonej zwyczajności, takiej, jaką jest on sam w historycznej prawdzie swojej postaci. Zachwyt i cześć bezmierna, ogarniające za zbliżeniem się do niej, stapiają się w jedno uczucie miłości dobra i piękna Bożego, jakie z niej promieniuje przez wieki.
(…)

Uwagi ogólne o Wnijściu na Górę Karmelu.

„Wnijście na Górę Karmelu”, to konstrukcja mi­styki katolickiej, najcudowniejszego kwiatu Ewangelii, pojętej w duchu i w prawdzie.

Określenie to, nie oddając całego jeszcze znaczenia, wysuwa na plan pierwszy charakterystyczną metodyczność dzieła, budującego ściśle określoną drogę z ziemi do nieba i z nizin przyrodzoności do szczytu ducha.

Metodyczność ta łącznie z wyczerpującą dokładnością w przedstawieniu faktów i uzasadnieniu wskazań czyni zeń jedyny w swoim rodzaju, niczem niezastąpiony podręcznik praktyczny dla dusz, które prawdziwie pragną zjednoczenia z Bogiem, jako celu, dla którego zostały stworzone i dążyć chcą ku niemu ze wszystkich sił, jakich im Bóg użycza.

Zjednoczenie to bowiem, według nauki Mistycznego Doktora, już tu na ziemi osiągalne jest dla każdego, powo­łani do niego są wszyscy i z całą pewnością przyrzec je można duszy, która wypełni warunki, to jest wyrzeknie się dla Boga wszelkich doznawań zmysłowych i pojmowań umysłowych, a zastąpiwszy je opróżnieniem z wszystkiego, co stworzone, w czystej wierze, nadziei i miłości próżnię swą zwróci ku Bogu.

Naówczas żywe światło bytu Bożego, zawsze obecne i zawsze gotowe do działania, nie napotykając przeszkód, natychmiast wypełni tę duszę opróżnioną, prześwietli ją i przemieni.

Naukowy i praktyczny zarazem wykład tego systemu rozjaśnia natchniona i przecudna interpretacja Pisma, które dla św. Jana od Krzyża żadnych nie kryje tajemnic.

Poza metodyczną swoją wartością, traktat ten rozw­nięty ze strof poematu, podobnie, jak i następne jego dzieła, niezrównane, nie tylko pod względem treści ale i stylu, nosi na sobie piętno liryzmu, na który w języku ziemi niema nazwy. Gorący i wielki duch Mistycznego Doktora, mimo całego ogołocenia swego, jest duchem poety, tylko tak bardzo oderwanym od doczesności, że niema na nim żadnego pyłu ziemi i brak mu naw et jej świetności i blasków, bo wszyst­kich ich wyzbył się dla tego, co Boże i z Boga sam ego płynące. Nie ujmuje to, lecz przydaje niewysłowionego uroku i czyni Wnijście na Górę Karmelu odmiennem od wszelkich innych dzieł z tego zakresu. Odmiennem dlatego także, że wszystkie one nietylko nie wypowiadają ostatniego słowa, ale przeważnie pozostawiają jakieś miejsce ziemi, dają jej rolę pozytywną i z racji dwoistej natury człowieka prowadzą go niejako podwójnie, nie dochodząc do wyraźnego re­zultatu.

Doktor Mistyczny, podobnie jak św. Teresa od Jezusa, znaczenie doczesności pojmuje i wyzyskuje negatywnie. Dla niego Ewangelja jest rzeczywistą przemianą war­tości ludzkich na Boże, życie według niej śmiercią krzyżową wszystkiego, co stworzone, a Wiara jedynie właściwą i pewną funkcją ducha, zamkniętego w śród złudzeń materji.

Trzecią wybitną właściwością Wnijścia jest określenie przezeń istoty mistycyzmu. Zjednoczenie z Bogiem zdobywa się przez zaparcie się we wszystkiem wszystkiego, co zmy­słowe i zrozumiałe i wyrzeczenie się zupełne woli własnej dla woli Bożej. Na każdym stopniu życia duchowego pełnić to może każdy, kto chce, bo nauka ta nie jest przywiązana do pewnego stanu, którego dla obcej nam wysokości przed­stawić sobie nie możemy, lecz w równej mierze dotyczy wszelkich stopni życia wewnętrznego jakiejkolwiek jednostki i jakiegokolwiek poziomu. Jest to trudne, ale i łatwe zarazem.

Trudne, bo wymaga prawdziwej determinacji; łatwe, bo naprawdę dostępne. Do niezwykłego sposobu modlitwy nie każdy może mieć zdolność, lecz do zaparcia się upodobań swoich dla Boga, chociażby do ostateczności, każdy.
Sama myśl, że najwyższy szczyt życia duchowego, jakim jest zjednoczenie z Bogiem, osiągnąć można z każdego po­ziomu, bez uzdolnienia do nadprzyrodzoności, ekstaz i cudów, jest zachętą nadzwyczajną, a uzasadnienie jej tak niezaprzeczenie jasne, jakie we Wnijściu daje św. Jan od Krzyża, najdoskonalszem rozjaśnieniem i ułatwieniem drogi. W istocie jednak, czyż może być nadprzyrodzoność większa nad łaskę Bożą, której każdy otrzymuje tyle, ile mu jej do osiągnięcia doskonałego zjednoczenia z Bogiem potrzeba, jeśli z nią tylko w miarę sił swoich współdziała; albo ekstaza prawdziwsza nad odstąpienie własnych, zrozumiałych pojmowań dla ciem­ności Wiary takiej, jakiej Kościół św. naucza; lub cud większy nad zupełne wyrzeczenie się woli własnej dla woli Bożej?

A wszystko to jest w mocy człowieka, mimo że równocześnie momenty te stanowią samą właśnie istotną wartość nadprzyrodzoności, ekstaz i cudów, a przeto do tej samej wysokości podniesiona przez nie dusza, tego sam ego doznaje w nich skutku miłości Bożej tern pewniej, że niema w nich nic, coby jak w tamtych, niezwykłych, schlebiało słabości natury ludzkiej i nic, coby umożliwiało złudzenie.

 

Czwartą szczególną cechę Wnijścia stanowi to, że jest ono ideowem dziełem ducha wielkiego Ojca reformy Kar­melu, w którem nie tylko dał jego syntezę, lecz równocześnie odtworzył i przedstawił niezniszczalne piękno Góry mistycznej odwiecznego Zakonu Proroków. Ono to pierwsze tchnęło weń pragnienie wstąpienia z powrotem w ich ślady, ono stworzyło wizję duchową symbolu dostępnej, rozwojem życia wewnętrznego uwarunkowanej doskonałości zjednoczenia duszy z Bogiem. Z tego też punktu rozważane Wnijście jest w pełni istotnym owocem ducha św. Jana od Krzyża, dziełem najszerzej ze wszystkich zakreślonem i charakterystycznem, które ideowo obejmuje niejako wszystkie następne.

Obraz „Góry doskonałości”, skreślony własną ręką Autora, tak pomocny w opanowaniu przedmiotu, to oglądany wzrokiem ducha Karmel.
Przebycie drogi do jego szczytu i wskazanie jej innym, to doskonale spełnione zadanie życia Mistycznego Doktora. Nazwa Karmelu, właściwa Zakonowi, nie obciąża sobą idei Wnijścia. Bo chociaż dla tych, którzy znają i miłują Karmel, imię jego jest najodpowiedniejszem nazwaniem, a on sam prawdziwą „Górą doskonałości”, na której dokonuje się zjednoczenie duszy z Bogiem, ogólnie jednak biorąc, śnieżystość jej szczytów nie ma charakteru przypadkowego, a wzniosłość ducha z zewsząd każdemu jest dostępna. (…)

Eugenja Kostecka.

 

WNIJŚCIE NA GÓRĘ KARMELU.

Omawia sposób, w jaki dusza przygotować się ma, aby dojść wprędce do zjednoczenia z Bogiem. Podaje w skazania bardzo uży­teczne i naukę tak dla początkujących, jako i dla tych, którzy postąpili już w cnocie, iżby uczyli się wyzbywać wszystkiego, co nie duchowe a nie obciążać się tern, co duchowe i pozostawać w najzupełniejszem ogołoceniu i swobodzie ducha, pożądanej dla Boskiego zjednoczenia.

Wyjaśnienie.
Cała nauka, mająca za przedmiot owo „Wnijście na Górę Karmelu“, ujęta jest w poniżej zamieszczone strofy i w nich zawiera się sposób dostania się na szczyt góry, którym jest wysoki stopień doskonałości, nazwany tutaj zjednoczeniem duszy zBogiem. A ponieważ mam iść, opie­rając na nich to, o czem będę mówił, chciałem tu podać je razem dla poznania i przeglądnięcia całości przedmiotu roz­prawy, mimo że w ciągu interpretacji przytaczać przyjdzie każdą strofę z osobna i to nie mniejszą ni większą na raz ilość wierszy z każdej, niżli wymagać będzie przedmiot i objaśnienie.

 

STROFY 
W których opiewa dusza szczęście, jakiego doznała po przejściu przez ciemną Noc Wiary, ogołocenia i oczyszcze­nia swego,
do zjednoczenia w miłości:

1. W tę Noc ciemności,
Pośród upragnień, miłością zapalona, 
O szczęśliwości! 
Wyszłam niespostrzeżona,
Gdy chata ma w uśpieniu po­grążona.

2. Najbezpieczniejsza w ciemności,
Tajemniczemi schody osłoniona,
O szczęśliwości!
Ciemnością otulona,
Gdy chata ma w uśpieniu po­grążona.

3. W tę noc błogosławioną,
Skrycie, by nikt mnie nie ujrzał,
Ani też ja nikogo,
Bez przewodnika, coby mną kierował,
Wyjąwszy tego, który w sercu gorzał.

4. I ten mnie wiódł,
A pewniej, niżby dnia światłość zdołała 
Gdzie mnie oczekiwał
Ten sam, któregom znała,
Gdziem, oprócz niego, nikogo nie widziała.

5. O Nocy prowadząca,
Nocy nad jutrznię różaną;
O Nocy jednocząca,
Miłego z Umiłowaną,
Umiłowaną w Miłego przemie­nioną!

6. Na moją pierś ukwieconą,
Która dlań zachowała się cała,
Skłonił swą głowę uśpioną,
A nad nim jam czuwała,
A cedrów pieśń tchnieniem swem nas owiała.

7. Wietrzyk poranny,
Gdy włosy mu rozrzucił,
Ręką swą wdzięczną
Na szyję mi zarzucił,
I zmysły me wszystkie zawiesił.

8. Tak trwałam, odeszła od siebie,
Twarz pochyliłam nad Umiłowanym,
Ustało wszystko, zapomniałam siebie,
Pozostawiając troski sobie samym
Tam, pośród lilij białych, za­pomnianym .

 

PROLOG

 

By móc objaśnić i wytłumaczyć tę Noc ciemności, przez którą przechodzi dusza w drodze do Bożej światłości do­skonałego zjednoczenia w miłości Boga (o ile to w tern życiu możliwe), potrzeba było innego, większego światła, wiedzy i doświadczenia, niżeli moje. Albowiem tak wielkie i tak głębokie są mroki i trudności wewnętrzne i zewnętrzne, przez które zwykły przechodzić dusze wybrane w swojem dążeniu do tego stanu doskonałości, że ani wiedzy ludzkiej nie star­czy, by je zrozumieć, ani doświadczenia, by umieć je wypo­wiedzieć. Mówię doświadczenia, by umieć wypowiedzieć, ponieważ nawet ten, co je sam przeżywa, potrafi jedynie odczuć je, lecz nie wysłowić. I dlatego, by rzec cośkolwiek o owej Nocy ciemności, nie zaufam ani doświadczeniu ani wiedzy, ponieważ tak jedno jak drugie zawieść mogłoby oszukać; a raczej, nie spuszczając się na możliwą pomoc któregoś z nich, korzystać będę, przy łasce Bożej, przynaj­mniej w najważniejszych i najciemniejszych momentach, ze wskazówek Pisma świętego. Niem to kierując się, nie mo­żemy zbłądzić, bo ten, który przez nie przemawia, jest Duch Święty. Jeżeli jednak pobłądzę, nie rozumiejąc dobrze, co przez nie, czy poza niem powiem, to nie zamierzam bynaj­mniej odłączać się od zdrowego sądu i nauki świętej matki Kościoła katolickiego, lecz w takim razie, najzupełniej zdaję się i poddaję nietylko jej wyrokowi, lecz i czyjemukolwiek, kto o tern właściwszy sąd wyda! Nie zdatność własna, którąbym widział w sobie ku rzeczy tak wysokiej i trudnej, pobudziła mnie do pisania, a tylko ufność, którą mam w Panu, że dopomoże mi powiedzieć nieco dla niezmiernej potrzeby, odczuwanej przez wiele dusz. One bowiem, wstąpiwszy na drogę cnoty, gdy Pan nasz zechce stawić je w tej Nocy ciemności, by przez nią szły do zjednoczenia Bożego, prze­stają postępować naprzód; czasem dlatego, że nie chcą, czy też nie pozwalają się w nią wprowadzić; czasem przez nie­zrozumienie i brak przewodników odpowiednich a roztropnych, którzyby je wiedli aż do szczytu.

Wielki to żal, widzieć tyle dusz, obdarowanych przez Boga zdolnością i łaską dążenia naprzód (które, gdyby chciały zdobyć się na odwagę, doszłyby do tego wysokiego stanu), jak poprzestają na niskim sposobie obcowania z Bogiem, przez to, że nie chcą, czy nie umieją, czy nie mają, ktoby im wskazał drogę i pouczył, jak wyrwać się z tych poczy­nań. Kiedy zaś wkońcu Pan nasz pozwoli im łaskawie po­stępować bez tego wszystkiego, dochodzą do celu z wielkiem opóźnieniem 'i trudem, a małą przy tem zasługą dlatego, że nie poddały się Bogu, dając wprowadzić się dobrowolnie na jasną i pewną drogę zjednoczenia.

A przeto, chociaż jest prawdą, że Bóg, który je pro­wadzi, może prowadzić je bez pomocy, to jednak, iż się prowadzić nie dają, mniej postępują, opierając się temu, który je wiedzie, i mniej też, niźliby mogły, zasługują, po­nieważ nie dokładają woli, a tem samem więcej cierpią.
Są dusze, które zamiast zdać się na Boga i ulżyć sobie, prze­szkadzają raczej Bogu przez nierozumne swe działanie czy upór, stają się podobnemi dzieciom, które, gdy matki pragną nieść je na rękach, idą, drepcąc i płacząc, i upierają się iść pieszo, mimo że chodzić nie umieją, a nawet gdyby i umiały, to jedynie krokiem dziecinnym.

Dla tej to umiejętności powierzenia się rękom Boga, skoro Majestat Jego pragnie, aby szły naprzód, tak początku­jącym jak i tym, które postąpiły już w cnocie, podamy, z Jego pomocą naukę i wskazówki, by uzyskały zrozumienie rzeczy, lub przynajmniej dały prowadzić się Bogu. Dlatego to niektórzy spowiednicy i ojcowie duchowni, nie mając światła i doświadczenia odpowiedniego, zwykli raczej przeszkadzać i szkodę wyrządzać takim duszom, niżeli wspierać je w drodze, podobni do budowniczych wieży Babel, co w miejsce materjalu stosownego, dawali inny zgolą niewła­ściwy, bo języków swoich wzajem nie rozumieli i tak nie zbudowali niczego..
Niema dla duszy cięższego i przykrzej­szego stanu nad ten, w którym nie rozumie siebie samej ani znajduje, ktoby ją rozumiał Wiedziona przez Boga drogą najwyższą ciemnej kontemplacji i oschłości, uważa się za straconą, a wśród ciemności, cierpień, udręczeń i pokus kie­rownik mówi jej, jak przyjaciele Joba, że to melancholja i rozpacz czy też stan niebezpieczny i że powodem jego może być również jakaś złość ukryta, dla której Bóg ją opuścił Bo ostatecznie najczęściej sądzą, że dusza taka musi albo musiała być winną, skoro podobne rzeczy dzieją się w niej.. A inni znowu powiedzą jej, że się cofa, bo nie znajduje jak dawniej radości ani upodobania w rzeczach Bożych. I tym sposobem zdwajają udręczenie nieszczęsnej du­szy, skoro największego, jakiego doznaje, cierpieniem, jest poznanie własnej swej nędzy. Jaśniej niż w świetle dziennem widzi bowiem, jak pełna jest słabości i grzechów, bo Bóg wśród owej Nocy kontemplacji użycza jej szczególnego po­znania i światła, jak o tem później mówić będziemy. Kiedy więc znajdzie kogoś, kto zgodnie z jej zapatrywaniem mówi, że to z jej winy, cierpienie i udręczenie duszy rośnie bez granic, sprawiając w niej śmiertelne konanie.

Ale nie koniec na tem, bo spowiednicy, myśląc, że po­chodzi to z grzechów, każą tym duszom roztrząsać swe życie i czynić liczne spowiedzi generalne i krzyżują je na nowo, nie rozumiejąc, że nie pora na to, i że powinni raczej pozo­stawić je w oczyszczeniu, w jakiem Bóg je trzyma, a pocie­szać i zachęcać, aby chciały, czego Bóg chce, bo wówczas, cokolwiek innego? uczynią im czy powiedzą, nie pomoże.

O tem to, za łaską Bożą, mówić będziemy w dalszym ciągu, i jak się wówczas zachować ma dusza i spowiednik wobec niej i jakie są znaki rozpoznawcze, czy to jest oczy­szczenie duszy, a jeśli niem jest, czy jest oczyszczeniem zmysłów czy ducha, (którem jest tak zwana Noc ciemności), i po czem poznać można, czy nie jest to melancholja lub inna jaka niedoskonałość, dotycząca zmysłów lub ducha.
Zdarza się bowiem również, że dusze lub spowiednicy biorą za Noc ciemności i za zjawisko duchowe to, co jest jedynie następstwem niedoskonałości, a także wiele jest dusz, które myślą, że brak im daru modlitwy, mimo że posiadają go w stopniu wysokim, jak również inne, które odwrotnie sądzą, że mają wielki, a nie posiadają go wcale. Są inne, które się trudzą na próżno i nużą się i cofają, bo pokładają nadzieję zysku w tern, co go nie przynosi a raczej przeszkadza i takie, które w pokoju wielkim ogromne robią postępy.

Są jeszcze inne, które z powodu samych właśnie darów i łask, jakiemi Bóg je obdarza dla wzrostu w cnocie, dręczą się i niepokoją i wcale nie idą naprzód. Takie to bowiem i wiele innych rzeczy zdarza się na tej drodze tym, którzy nią idą, radości, smutków, nadziei i bó­lów, jednych, które pochodzą z ducha doskonałości, drugich z niedoskonałości.

O wszystkiem tem, za łaską Bożą, bę­dziemy starali się rzec cośkolwiek, ażeby każdy, kto to czytać będzie, ujrzał w ten sposób drogę, którą idzie, i tę, którą iść powinien, jeżeli pragnie wnijść na szczyt góry. Ponieważ zaś nauka ta jest o Nocy ciemności, przez którą dusza dążyć ma do Boga, niech się nie dziwi czyta­jący, jeśli mu wyda się cokolwiek ciemną. Jak mniemam, zrazu jedynie, skoro czytać zacznie; bo gdy się nieco zagłębi, zrozumie lepiej początek, przez jedno bowiem wyjaśni się drugie. A gdy przeczyta raz jeszcze, to zrozumienie zda mu się jaśniejsze i nauka zdrowsza. Jeśli natomiast niektóre osoby przy lekturze tej nie będą czuły się dobrze, to jedynie z po­wodu małej mej wiedzy i niezdarności stylu, bo rzecz sama przez się dobra jest i niezmiernie potrzebna.

Niemniej wydaje mi się, że, chociażby skreślona umie­jętniej i doskonalej niżeli tutaj, nie spodobałaby się wielu,, bo tu nie będzie się mówić o rzeczach bardzo subtelnych i miłych dla osób duchowych, które przez słodkości iść pragną do Boga, lecz mowa tu jedynie o nauce gruntownej,
i pewnej dla wszystkich, którzyby chcieli dojść do ogoło­cenia duchowego. Nie jest też głównym moim zamiarem zwracać się do wszystkich, lecz tylko do pewnych osób z naszego świętego Zakonu pierwotnej reguły karmelitańskiej tak Braci jak Sióstr zakonnych, na skierowane ku mnie ich żądanie, ażeby ci, którym Bóg daje łaskę wejścia na drogę ku szczytowi góry, będąc już w dużym stopniu ogołoceni z rzeczy doczesnych, pojęli lepiej ową naukę o ogołoce­niu duchowem.

 


Św. Jan od Krzyża, Wnijście na Górę Karmelu.  WE LWOWIE Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

 

Tagi:

Skomentuj