„Prosty fakt, że luterańscy pastorzy, moderniści i znani masoni współpracowali przy opracowywaniu tego rytu, powinien sprawić, że zrozumiemy” – Abp. Vigano o „Traditionis Custodes” i nowej Mszy

Arcybiskup Carlo Maria Viganò przedstawił obszerną analizę Traditionis Custodes (16 lipca 2021 r.), w którym Franciszek próbuje zlikwidować Mszę Św. w tradycyjnym rycie rzymskim. 

Warto zwrócić uwagę na  zacytowane fragmenty:

„Franciszek po raz kolejny wyrzekł się pobożnej iluzji hermeneutyki ciągłości , stwierdzając, że współistnienie Vetus i Novus Ordo jest niemożliwe, ponieważ są one wyrazem dwóch niemożliwych do pogodzenia podejść doktrynalnych i eklezjologicznych. Z jednej strony jest Msza Apostolska, głos Kościoła Chrystusowego; z drugiej montyńska „celebracja eucharystyczna”, głos soborowego kościoła. I nie jest to oskarżenie, jakkolwiek słuszne, wysuwane przez tych, którzy wyrażają zastrzeżenia do zreformowanego rytu i Soboru Watykańskiego II. Jest to raczej przyznanie, a nawet dumne potwierdzenie ideologicznej przynależności ze strony samego Franciszka, szefa najbardziej ekstremistycznej frakcji progresywizmu. Jego podwójna rola jako papieża i likwidatora Kościoła Katolickiego pozwala mu z jednej strony zburzyć go dekretami i aktami rządzenia, a z drugiej wykorzystać prestiż, jaki niesie ze sobą jego urząd, do ustanowienia i szerzenia nowej religii nad gruzami starej. Nie ma znaczenia, że ​​sposób, w jaki działa przeciwko Bogu, przeciwko Kościołowi i przeciwko owczarni Bożej, jest w ostrym konflikcie z jego wezwaniami do parrezji , do dialogu, do budowania mostów, a nie wznoszenia murów: kościół miłosierdzia i szpital polowy okazują się pustymi narzędziami retorycznymi, ponieważ powinni z nich korzystać katolicy, a nie heretycy czy cudzołożnicy.

 „Problem w tym, że nie mamy do czynienia z czymś w rodzaju bezczynność od papiestwa, co może się zdarzyć w przypadku chorego lub bardzo starego Papieża; ale raczej stałą akcją, zorganizowaną i zaplanowaną w sensie diametralnie sprzecznym z samą istotą papiestwa. Bergoglio nie tylko nie potępia błędów obecnych czasów, mocno potwierdzając Prawdę Wiary Katolickiej — nigdy tego nie zrobił! — ale aktywnie stara się rozpowszechniać te błędy, promować je, zachęcać ich zwolenników, szerzyć je w możliwie największym stopniu i organizować imprezy promujące je w Watykanie, jednocześnie uciszając tych, którzy te same błędy potępiają.”

„Doszliśmy do tego, że nawet zwykli ludzie o niewielkiej znajomości zagadnień doktrynalnych rozumieją, że mamy papieża niekatolika, przynajmniej w ścisłym tego słowa znaczeniu. Stwarza to pewne problemy natury kanonicznej, które nie są bez znaczenia, których rozwiązanie nie należy do nas, ale którymi prędzej czy później będziemy musieli się zająć.”

 

„Z tego powodu chciałbym powtórzyć moje zrozumienie dla duchowej drogi tych, którzy właśnie ze względu na tę sytuację nie mogą lub nie są jeszcze w stanie dokonać radykalnego wyboru, takiego jak odprawianie lub uczestnictwo wyłącznie we Mszy św. Piusa V Wielu księży odkrywa skarby czcigodnej liturgii trydenckiej dopiero wtedy, gdy ją sprawują i pozwalają się nią przeniknąć, i nierzadko pojawia się początkowa ciekawość „nadzwyczajnej formy” — z pewnością fascynującej ze względu na uroczystość obrzędu — szybko przemienić się w świadomość głębi słów, klarowność doktryny, niezrównaną duchowość, którą ona rodzi i karmi w naszych duszach. Istnieje doskonała harmonia, której słowa nie mogą wyrazić i którą wierni mogą zrozumieć tylko częściowo, ale która dotyka serca Kapłaństwa tak, jak tylko Bóg może. Potwierdzają to moi współbracia, którzy zbliżyli się dousus antiquior  po dziesięcioleciach posłusznego świętowania  Novus Ordo: otwiera się świat, kosmos, który zawiera modlitwę Brewiarza z lekcjami jutrzni i komentarzami Ojców, odsyłacze do tekstów Mszy św., Męczeństwo w Godzinie Pierwszej… To są święte słowa – nie dlatego że są wyrażone po łacinie, lecz raczej są wyrażone w łacinie gdyż język pospolity by je pomniejszał, profanował, jak zauważył roztropnie Dom Guéranger. Są to słowa Oblubienicy do Boskiego Oblubieńca, słowa duszy, która żyje w bliskiej więzi z Bogiem, duszy, która pozwala by zamieszkała w niej Trójca Przenajświętsza. Zasadniczo słowa kapłańskie, w najgłębszym znaczeniu tego słowa, które zakłada w Kapłaństwie nie tylko moc składania ofiary, ale jednoczenia się w samoofiarowaniu się czystej, świętej i niepokalanej Ofierze. 

Nie ma to nic wspólnego z chaosem zreformowanego rytu, który jest zbyt skupiony na zadowoleniu zsekularyzowanej mentalności, by zwrócić się do Majestatu Boga i Niebiańskiego Dworu; tak pochłonięty byciem zrozumiałym, że trzeba zrezygnować z komunikowania czegokolwiek poza trywialną oczywistością; tak ostrożny, aby nie zranić uczuć heretyków, aby pozwolić sobie na milczenie o Prawdzie właśnie w chwili, gdy Pan Bóg staje się obecny na ołtarzu; tak bardzo bojąc się prosić wiernych o najmniejsze zaangażowanie w trywializację pieśni sakralnej i jakiejkolwiek artystycznej ekspresji związanej z kultem. Prosty fakt, że luterańscy pastorzy, moderniści i znani masoni współpracowali przy opracowywaniu tego rytu, powinien sprawić, że zrozumiemy, jeśli nie złą wiarę i umyślne wykroczenia, to przynajmniej mentalność horyzontalną, która motywowała autorów tak zwanej „reformy liturgicznej” – która, o ile wiemy, z pewnością nie świeciła świętością, jaką świecą święci autorzy tekstów starożytnego Missale Romanum i całokształtu liturgicznego.”

 

„Nawet wielu młodych kapłanów, przyzwyczajonych od swej młodości do Novi Ordinis, zrozumiało że dwie formy tego samego rytu nie mają ze sobą nic wspólnego i że jedna na tyle góruje nad drugą, że ujawnia wszystkie jej ograniczenia i braku, w takim stopniu, że czyni bolesnym odprawianie [nowego rytu]. To nie jest kwestia nostalgii, kultu przeszłości: mówimy tu o życiu duszy, jej duchowym wzroście, ascezie i mistycyzmie. Rzeczach, które ci, którzy postrzegają swe kapłaństwo jako zawód nie są w stanie zrozumieć, podobnie jak nie są w stanie zrozumieć agonii jaką przeżywa dusza kapłańska, oglądając Postaci Eucharystyczne profanowane podczas groteskowych rytuałów Komunii w epoce pandemicznej farsy. „

 

„Kapłan diecezjalny, który odprawia Mszę w kościele przypisanym mu przez biskupa i który w każdym tygodniu musi przejść spotkanie trzeciego stopnia z uwagi na zarzuty gorliwych postępowych katolików tylko dlatego że ośmiela się na odmawianie Confiteor przed Komunią wiernych, wie bardzo dobrze, że nie może mówić źle o złu Novi Ordinis czy Vaticanum II, gdyż na pierwszy odgłos tego zostanie wezwany do Kurii i posłany do kościoła parafialnego gdzieś w górach Owo milczenie, zawsze bolesne i niemal zawsze postrzegane przez każdego jako wymowniejsze niż wiele słów jest ceną, którą płaci za możliwość odprawiania Mszy Świętej Wszechczasów aby nie pozbawiać wiernych łask, które wylewa ona na Kościół i świat. I, co jest jeszcze bardziej absurdalne, to, mimo iż słyszymy jak bezkarnie padają słowa, że Msza Trydencka powinna zostać zniesiona, gdyż jest niezgodna z eklezjologią Vaticanum II, jak tylko powiemy to samo – to jest że Msza Montiniego jest niezgodna z eklezjologią katolicką – stajemy się obiektem potępienia a nasze twierdzenie jest wykorzystywane jako dowód przeciw nam przed rewolucyjnym trybunałem Świętej Marty. „

Nigdy w historii Kościoła Sobór ani reforma liturgiczna nie stanowiły punktu rozłamu między tym, co było przed, a tym, co nastąpiło później! Nigdy w ciągu tych dwóch tysiącleci rzymscy papieże nie wytyczyli celowo ideologicznej granicy między Kościołem, który ich poprzedzał, a tym, którym musieli rządzić, unieważniając i zaprzeczając Magisterium ich poprzedników! „

„Podział istnieje oczywiście, lecz nie pochodzi od dobrych katolików i kapłanów, którzy pozostają wierni doktrynie wszechczasów, lecz raczej od tych, którzy zastąpili ortodoksję herezją, zaś Najświętszą Ofiarę braterską agapą. Ów podział nie jest dziś czymś nowym, lecz sięga do lat 60-tych XX wieku, kiedy „duch Soboru”, otwarcie na świat i dialog międzyreligijny potraktował jak słomę dwa tysiące lat katolicyzmu oraz dokonał rewolucji całego ciała Kościoła, prześladując i poddając ostracyzmowi nieposłusznych. Mimo to ów podział, osiągnięty poprzez wprowadzenie do serca Kościoła zamętu doktrynalnego i liturgicznego, nie jawił się wówczas w stanie tak opłakanym, podczas gdy dziś, w obliczu całkowitej apostazji, paradoksalnie uznawani są za tworzący podziały nie ci, którzy wzywają do wyraźnego potępienia Vaticanum II i Novi Ordinis, lecz ci, którzy oczekują jedynie tolerancji dla Mszy „w nadzwyczajnej formie”, w imię osławionego wielopostaciowego pluralizmu.”

 

„Któryż z was, ojców, gdy syn poprosi o chleb, poda mu kamień? Albo gdy poprosi o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? (Łk 11,11-12). Teraz rozumiemy znaczenie tych słów, rozważając z bólem i cierpieniem serca cynizm ojca, który podaje nam kamienie liturgii bez duszy, węże skażonej doktryny oraz skorpiony cudzołożnej moralności. I który, dotarł do punktu podziału owczarni Pana między tymi, którzy akceptują Novum Ordinem oraz tymi, którzy pragną pozostać wiernymi Mszy naszych ojców, dokładnie tak jak władze świeckie wystawiają przeciw sobie wyszczepionych i niewyszczepionych.

 

Kiedy nasz Pan wjechał do Jeruzalem na oślęciu, podczas gdy tłum rozpościerał przed nim swe płaszcze, faryzeusze prosili Go: „Mistrzu, upomnij swoich uczniów”. Pan odpowiedział im: „Powiadam wam, jeśli ci zamilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19,28-40). Przez 60 lat kamienie naszych kościołów, z których dwukrotnie wyrzucono Świętą Ofiarę, wołają. Marmur ołtarzy, kolumny bazylik i strzeliste sklepienia katedr również wołają, ponieważ kamienie te, konsekrowane do kultu prawdziwemu Bogu, dziś są porzucone i opuszczone, bądź profanowane obrzydliwymi rytuałami, przemieniane w parkingi i supermarkety, właśnie jako skutek owego Soboru, który każe się nam bronić. Zawołajmy i my: my, którzy jesteśmy żywymi kamieniami świątyni Boga. Zawołajmy z wiarą do Pana tak aby raczył dać głos swym uczniom, którzy dziś milczą, tak aby owa zuchwała kradzież, za którą odpowiedzialni są zarządcy Winnicy Pańskiej, mogła zostać naprawiona. Jednak aby mogła zostać naprawiona, konieczne jest byśmy okazali się godnymi skarbów jakie nam ukradziono. Spróbujmy to uczynić poprzez naszą świętość życia, dając przykłady cnót, przez modlitwę i częste przyjmowanie Sakramentów. I nie zapominajmy, że istnieją setki dobrych kapłanów, którzy wciąż znają znaczenie Świętego Namaszczenia, przez które zostali wyświęceni na Sługi Chrystusowe oraz szafarzy Bożej Tajemnicy. Pan raczy zstąpić na nasze ołtarze nawet, gdy zostały wzniesione w piwnicach i na poddaszach. (…)”

 


Żródło: catholicfamilynews.com

Skomentuj