ZDAJ SIĘ NA WOLĘ BOŻĄ! (10) – Działanie Boże uświęca dusze; trzeba mu się tylko poddać

Działanie Boże uświęca dusze; trzeba mu się tylko poddać.

Brak umiejętności spożytkowania działania bożego, dowodzi, że po największej części ubie­gamy się gorączkowo za wynajdywaniem środków, wtedy tylko pożytecznych, kiedy boskie działanie je zsyła, a szkodliwych, o ile prze­szkadzają nam do prostego z nim się złącze­nia. Całą tę wielką ilość środków zastąpi nam pierwiastek żywotny w Woli Bożej spoczywa­jący, a dający ruch właściwy i niezrównanej prostoty każdemu narzędziu.

Jezus pozostawił nam mistrza, którego za mało słuchamy, choć mówi do wszystkich serc, a dla każdego ma słowo jedyne, słowo życia! Chcielibyśmy wiedzieć, co też ten mistrz drugim powiedział, a nie słuchamy tego, co do nas mówi. Nie patrzymy na rzeczy z punktu nadprzyrodzonego działania Bożego, a w tym tylko duchu należy je przyjmować, odpowiadać z ufno­ścią i szczerem sercem; nigdy kierunek ten nie zawiedzie umysłów za nim idących.

Od początku wieków aż do ich końca ogrom działania Bożego jest zawsze jednaki, sam w so­bie, i spływa na wszystkie czasy, udzielając się jedynie duszom prostym, umiejącym ocenić jego wielkość i skuteczność.

 

Niejeden chciałby umrzeć dla Pana Boga, taki czyn heroiczny podoba mu się; utracić wszystko, umrzeć zapomnianym , poświęcić się dla drugich — pięknie to brzmi i silnie nęci. Co do mnie, Panie, chwałę nad chwały oddaję woli Twojej i jej działaniu; w niej znajduję i wieniec męczeński i żywot umartwiony i pożytek bliźniego. Wystarcza mi działanie Twoje, czy mi ono żyć każe czy umierać, wiem, że jest dobre i w niem sobie podobam nad wszystkie przymioty i wszystkie środki i skutki wszelakie, bo ono rozciąga się do wszystkiego, ubóstwiając wszystko i każdą rzecz przemie­niając w Ciebie, w niebo, każdą chwilę czyni boską. W życiu i w godzinie śmierci chwalić będę działanie Boże.

 

O nie chcę wyznaczać ci dni i godzin, wi­taj na każdą chwilę Miłości, któraś mi bezmiar swój odsłoniła; rzucam się w przepaść twoją, wczoraj i dziś jednaką, w niewyczerpaną prze­paść łask, zasilającą każdą duszę. Nie w księ­gach, nie w żywotach świętych, nie w podnio­słych myślach szukać Ciebie będę. To co wi­dzą są to tylko krople tego oceanu na świat się wylewającego, atomy przepadające w prze­strzeni. Nie będę już pytał ludzi o to działanie boże, nie będę żebrał od drzwi do drzwi, dam pokój stworzeniom. Jak dziecię Twoje, o Panie, chcę żyć, abyś Ty żył we mnie, Ty najlepszy, najpotężniejszy, najmądrzejszy z ojców.

Chcę żyć tak, jak wierzę, a ponieważ działanie Boże dąży do mego udoskonalenia, więc wyciągnę całą korzyść z tego urządzenia, korzyść nieza­wodną, wszechstronną i najprostszą. Czyż jest stworzenie, którego działanie dorównywałoby działaniu Bożemu? Kiedy więc ta prawica niestworzona sama porusza tym co mnie spotyka, po cóż miałbym udawać się do stworzeń bez­silnych, ciemnych i zimnych? Umarłbym z pra­gnienia, biegając od strumyka do strumyka, gdy przede mną morze, z którego wyszedł potop.
Wszystko przemienia się w narzędzia łaski dla potrzeb moich, staje się chlebem dla mego głodu, szatą dla mej nagości, ogniem dla mej ozię­błości, dłutem, które wykuwa ze mnie nowego człowieka. To, czego na wszystkie strony szu­kałem, szuka mnie nieustannie i oddaje mi się w każdym stworzeniu.

 

O, Miłości, czemuż cię nie widzę? Czemu narzucasz się prawie każdemu z twojemi do­brodziejstwami, a oni tymczasem szukają cię tam gdzie być nie możesz? Jak szaleni sądzą, że oddychać nie mogą, choć są otoczeni zew­sząd powietrzem najczystszem, nie wiedzą gdzie stąpić na szerokiej drodze, szukają wody wśród potopu, szukają Boga, nie widząc, nie czując, że ich zewsząd otacza Jego działanie.

 

Chcecie wiedzieć jak się znajduje Boga?
Trzeba brać wszystko , co On daje, nie ma innego sposobu; wszystko prowadzi do zjednoczenia z Nim , prócz grzechu i zaniedbania obowiązków .

Wszystko po­trzeba przyjąć i przystać na wszystko; wtedy każda rzecz nas prowadzi, podpiera, umacnia, podnosi i staje się warunkiem ruchu. We wszystkiem jest Ręka Boża, a jej działanie jest zie­mią, powietrzem, wodą ożywczą, w szerszem znaczeniu niż te żywioły, wnika w nas przez zmysły, o ile słuchamy bożego rozkazu, bo na wszystko co nie jest Wolą Bożą zmysły trzeba zamknąć.

Każdy atom wprowadza działanie Boże aż do naszego wnętrza, wszystko przezeń się dzieje; soki żywotne w żyłach ruch swój jemu zaw­dzięczają; zmiany w organizmie naszym, siła i niemoc, zapał i odrętwienie, życie i śmierć są tylko narzędziami Bożemi w ruch wprowadzonemi dla uświęcenia naszego. Stan ciała naszego staje się pod tym świętym wpływem naczyniem łaski; wszystkie myśli, jakiekolwiekby one były, z tego niewidzialnego płyną źródła, a żaden rozum stworzony nie może nas oświecić w tem, co działanie to ma w nas sprawić; dowiemy się tego przez doświadczenie jedynie. Życie na­sze całe zlewa się w tę nieznaną przepaść, w której trzeba to, co nam przynosi chwila obec­na, kochać i szanować jako najlepsze, z całą ufno­ścią, że ono tylko zbawienie przynieść nam może.

 

Wszystkie dusze doszłyby do stanu podnio­słego, nadprzyrodzonego, niepojętego, gdyby się zadawały Boskim działaniem, doszłyby do najwyższej doskonałości, gdyby dozwoliły dzia­łać ręce Bożej; doszłyby do tego wszystkie, gdyż ręka ta dla wszystkich jest otwarta; idzie tylko o to, aby się poddać, najdoskonalszy bo­wiem wzór jest przed nami, a działanie Boże popycha ciągle do naśladowania tego wzoru.
Gdyby więc dusze były wierne, wtedy wszystkie mogłyby żyć, działać, mówić po Bożemu, bez naśladownictwa wzajemnego między sobą; dzia­łanie Boże odszczególniłoby jedną od drugiej w sposób najprostszy.

 

O mój Boże, jakimże sposobem przekonam stworzenia Twoje o przesłodkiej prawdzie moich twierdzeń! Czyż ten skarb otwarty dla wszyst­kich nie zdoła zbogacić wszystkich, zaopatrzyć każdą nędzę? To źródło żywe będzie więc na­daremnie tryskało wobec spragnionych! Pójdź­cie dusze proste, nie mające jeszcze ani śladu pobożności, wy wszyscy, którzy nie otrzymaliście talentu i nisko stoicie umysłem waszym, dla których duchowne rzeczy nie są przystępne i które tylko podziwiacie w zdumieniu mo­wę uczonych, nie pojmując jej; pójdźcie, dam wam talizman, który was od razu wprowadzi na drogę pełnego udoskonalenia, ze wszech stron od razu owieje was ta doskonałość, złączycie się z Bogiem od pierwszej chwili praktyki, jaką wam doradzę. Nie do badania dróg i życia duchownego was wzywam, ale do wejścia na nie śmiało bez obawy zbłądzenia; nie dla po­znania teorii działania bożego jak i co uczyniło przez wieki i co dziś jeszcze czyni, lecz aby się wola Boża spełniła w was i na was. Po co wam wiedzieć słowa wyrzeczone do drugich; słuchajcie pilnie głosu do was przemawiającego.

 

Tylko działanie Boże może nas uświęcić, ono bowiem tylko zna Boski wzór naszej doskonałości.

Co mądrość Boża zdziałała przed wiekami, to wykonywa w czasie działanie Boże. Tylko Bóg może objawić duszy myśl, jaką ona ma wprowadzić w życie, a więc choćby dusza znała wszystkie cele podniosłe, to ją nie pokieruje, jeżeli nie zna celu swojego. Działanie Boże widzi w Słowie ideę według której masz być utworzony — to jest wzór do którego dąży.
Widzi w Słowie wszystko, co jest odpowiednim wszystkim duszom świętym. Jedna część tego zawiera się w Piśmie św., resztę sprawuje, pracą wewnętrzną, Duch św. według wzoru, zaczerpniętego w Słowie.

Przyznajmy więc, że sposobem jedynym otrzymania piętna idei przed­wiecznej jest proste oddanie się jej, bez oporu i bez dociekań rozumowych, które nic tu nie pomogą, gdyż pracy tej nie dokonywa ani bie­głość, ani subtelność rozumu, ani zręczność, lecz tylko bierne przyjmowanie tego, co nam jest dane; potrzeba stać się, jak metal we for­mie, jak płótno pod pędzlem, jak kamień pod dłutem .

Albowiem znajomość tajemnic Bożych, które z Woli Bożej zdziałane zostały przed wiekami i nadal dokonywać się będą nie jest nam niezbędną do stania się tym, czym mamy być z woli Słowa. Podobieństwo nasze do pier­wowzoru pochodzić musi tajemniczo wprost od niego, a piętna tego nie nabywa się przez za­szczepianie myśli w rozumie, ale przez podda­nie woli naszej.

 

Cała mądrość dusz prostych zależy na zadowoleniu z tego , co im  jest właściwe, na ścisłym trzymaniu się zakreślonych im granicach.

Dusza taka nie jest ciekawa co do sposobów, jakiemi działanie Boże w niej się odbywa, nie usiłuje odgadnąć go przez porównania i przypuszczenia, chce wiedzieć tyle, ile chwila obecna jej przynosi; słucha głosu Słowa, ilekroć głos ten w głębi jej duszy się odezwie, nie pyta Oblubieńca, co powiedział komu innemu, zadowolona z tego, co sama słyszy, mało czy wiele, wszystko ją bezwiednie uświęca. Tak więc przemawia Oblubieniec do swej oblubienicy skutkami swego działania, nie roztrząsanymi przez oblubienicę, lecz przyjętemi z wdzięcznością pełną miłości.
Stan wewnętrzny tej prostej duszy jest silny i na wskroś ją przenika, bo ani myśli zmąconymi podniosłe słowa nie są pobudką jej dzia­łania — jedne i drugie próżne są i nadymają tylko.

Do pobożności, rozum, tak wielce ce­niony, niewiele pomaga, a często nawet szko­dzi.

Cała mądrość polega na tym, aby przyjąć, co Bóg zsyła i cierpieć, jak Bóg każe; ludzie jednak lekceważą tę treść życia Bożego w nas i zaprzątają umysł historią cudów działania Boże­go, zamiast powiększać je w sobie przez wierność.

Cuda tego działania, które nas w czytaniu zachwycają, mają często tę własność, że budzą w nas wstręt do tych rzeczy drobnych na po­zór, a w rzeczywistości mogących, mocą miłości Bożej, zdziałać w nas wielkie rzeczy, gdybyśmy ich nie lekceważyli.

Podziwiamy, błogosławimy to działanie Boże w opisach, traktujących o niem, a kiedy ono na sercach naszych chce wypisać swój dalszy ciąg, wtedy zachowujemy się tak niespokojnie, że przeszkadzamy jego zamiarom przez ciekawość dowiedzenia się, co ono w nas czyni i co uczyniło w drugich.

 

O przebacz mi, Miłości najwyższa, gdyż to, co piszę, m nie się tyczy, nie zdołałem jeszcze rzucić się całkowicie w Twoje objęcia i wyrzec się świata.

Zwiedziłem twoje pracownie, oglądałem arcy­dzieła Twoje, ale nie dość mam jeszcze spo­koju, abyś ty we m nie działał. Ale znalazłem Cię, Mistrzu najdroższy, Ojcze miłości i chcę być uczniem Twoim, Twojem dziełem, Twoją rzeczą! Jak syn marnotrawny, spragniony jestem Twego chleba! Oddalam od siebie myśli zdolne nasycić ciekawość mego rozumu, nie chcę szukać mistrzów słowa ani ksiąg głębokich, lecz używać pragnę jedynie tych środków pod przewodni­ctwem działania Bożego, nie dla zadowolenia mego, lecz dla spełnienia Twej woli w tem i we wszystkiem. Chcę się zamknąć w chwili obecnej, aby Ci być wiernym, kochać Cię i nie przeszkadzać temu, co ze mną uczynić zamierzasz.

 

ZDAJ SIĘ NA WOLĘ BOŻĄ!  – Pozostałe części 


W. O. J. P. CAUSSADE, T. J. – ZDAJ SIĘ NA WOLĘ BOŻĄ! Przekład z szóstego wydania oryginału francuskiego, przejrzanego i skróconego przez W. O. H. RAMIERE T. J. KRAKÓW 1935. NAKŁAD I WŁASNOŚĆ KSIĘGARNI KATOLICKIEJ

 

Skomentuj