Rozmyślania o miłości Bożej (17) – O NIEBIE

O Niebie

Myśl o niebie, która jakkolwiek z po­rządku rzeczy w nadziei raczej ma źródło swoje, jeśli ją we właściwem znaczeniu pojmiemy, bardzo łatwo do miłości pobudzić nas może.

Na czem polegać bę­dzie szczęście i chwała nasza w niebie?  Na miłości. Czem się tam zajmować będziemy przez wieczność całą? Tem samem czem się zajmuje i zajmować będzie Bóg dobrotliwy: to jest kochać będziemy.

Wiara w niebie już nie istnie­je; ponieważ oglądać będziemy własnemi oczyma to, w co wierzyliśmy  za życia.
Nadzieja tak samo w niebie miejsca już mieć nie może; bo z wejściem do nieba, wchodzimy w posiadanie tego wszystkie­go, co spodziewaliśmy się z dobroci Bo­żej otrzymać.

Sama miłość zatem wy­łącznie panować tam będzie, zajmując i pochłaniając niepodzielnie całą istotę naszą. Wszystkie uczucia nasze, wszyst­kie nienasycone pragnienia, zamknie i pochłonie ta wielka i nieogarniona mi­łość, czysta, święta, najzupełniej bezinte­resowna i wyzuta ze wszelkich pobudek miłości własnej. Ta potężna miłość tak ugruntuje i ustali w Bogu wszystkie na­sze myśli i uczucia, że tak siebie samych, jak i współtowarzyszów naszej szczęśli­wości, nie potrafimy inaczej kochać jak tylko dla Boga i w Bogu: ponieważ w niebie, podług słów świętego Pawła: „Bóg będzie nam wszystkiem we wszystkiem!

Na koniec ta miłość do tego stopnia wyzuta będzie ze wszelkich widoków osobistych, że na najlżejszy objaw woli Bożej, jednej chwili okażemy gotowość złożenia Bogu ofiary z tej naszej niewy­powiedzianej szczęśliwości.

My o potędze tego uczucia wyobrażenia nawet mieć nie możemy, jakkolwiek powołani i przeznaczeni jesteśmy przez wieczność całą w ten, a nie w inny sposób kochać Pana Boga; i ten to ogień miłości Bożej przeniknie i przeistoczy w miłość szczę­śliwych mieszkańców nieba; jak prze­ciwnie, ogień piekielny, przejmie i prze­mieni potępionych w duchy ziejące nieustanną nienawiścią ku Bogu.

 

Niebo jest przybytkiem miłości; tak jak piekło jest miejscem, w którem mi­łość nigdy zagościć nie może; z określe­nia tego możemy stworzyć sobie naj­lepsze pojęcie i wyobrażenie o tych dwóch ostatecznych kresach wieczności; i Bóg nawet w ten sposób je piętnuje; panując w niebie przez miłość jedynie, która nieustannie udziela się i wylewa na wszystkich szczęśliwych mieszkańców nie­ba, i znów napowrót do źródła swego, na łono Trójcy Najświętszej powraca; ten nieustanny przypływ i odpływ miłości Bożej, ciągłą łączność z Bogiem, i najwyższe szczęście wybranych stanowi.

W piekle Bóg także panuje, ale w sposób odmienny, straszny, pozbawiając potępio­nych na zawsze uczucia Swej świętej miłości! Te dusze nieszczęśliwe muszą nienawidzieć Boga i Bóg ich także niena­widzi; przeklinają Go i On je również przeklął na wieki!

Za życia swego na ziemi nie chciały kochać Boga, złamały święte przykazania miłości; za ten wystę­pek i zbrodnię ta największa spotkała je kara, że nigdy już przez wieczność całą nie będą mogły Boga ukochać.

 

Zapatrując się w ten sposób na roz­kosze nieba i na piekła męczarnie, i sta­rając się o żywe zachowanie tych obra­zów w pamięci, nie zabraknie nam wówczas pobudek, do ukochania Pana Boga nade wszystko, jeszcze podczas naszego ziemskiego życia!

Wszystkie przykrości, cierpienia i boleści, słodkie nam się staną wobec tej nadziei, że one zapewnią nam szczęście kochania Pana Boga przez wieczność całą, jeśli tu dla Jego miłości potrafimy uzbroić się w cierpliwość i wytrwałość; że nas ochronią od najstrasz­niejszego z nieszczęść, jakiem jest pozbawienie na wieki tej Bożej miłości w piekielnej otchłani!

Ogromu tego nieszczęścia obecnie pojąć nie jesteśmy w stanie z tej przyczyny; że zajęci własną miłością i przywiązaniem do stwo­rzeń, które serce nasze wypełnia, nie czujemy potrzeby kochania. Ale w piekle zdolność miłości ustaje, tak względem nas samych, jak i względem stworzeń; wtedy to gdy nas straszna otoczy próżnia, zrozumiemy niestety za późno, że tracąc Bo­ga, wszystko straciliśmy zarazem!

 

Jedynym sposobem uniknienia tego nieszczęścia a zapewnienia sobie szczęśliwości wiecznej, jest w tem życiu jesz­cze rozbudzać w sobie, o ile to w mocy naszej, ogień miłości Bożej. W jakim stopniu i w jakiej mierze kochać będę  Boga w chwili śmierci mojej, z tem samem uczuciem stanę na sądzie Bożym.

Stopień miłości, jaki wybrani mieli wzglę­dem Boga za życia, stanowić będzie w niebie stopień ich chwały; żadne za­sługi, odróżnienia, bohaterskie czyny, nic tu nie pomogą; miłość wyłącznie i jedy­nie decydować tu będzie, stawiając jednych bliżej a drugich dalej od Boga, stosownie do stopnia miłości w jakim ich śmierć znalazła.

Ale ta chwila śmier­ci tak niepewna, a grożąca nam nieustan­nie, nie jest odpowiednią chwilą do w zbu­dzenia w sobie żaru miłości Bożej: czę­stokroć umierający bezprzytomnie, nie­ wiedzą nawet co się z nimi dzieje; za życia zatem i to codziennie trzeba zbie­rać zasoby, aby nas śmierć z próżnemi rękami nie zastała.

Do nas należy tylko teraźniejsza chwila; korzystajmyż zatem z drogiego czasu i rozpoczynajmy w tej chwili. Jeżeli odkładać będziemy do ju­tra, jutro dla nas niepewne, a przytem, jeśli nam dzisiaj brak silnej woli, któż nam zaręczy, że ją jutro mieć będziemy!i tak odkładając z dnia na dzień, docze­kamy się śmierci, a w tedy wszystko będzie zapóźno. Jakie życie, taka i śmierć zazwyczaj bywa; żyjąc z dala od Boga, w ostatniej chwili trudno nam będzie zdo­być się na akt miłości Bożej, na akt szczery i skuteczny. Liczyć na to niepodobna, bo wielu już zawiodło się pod tym wzglę­dem.

 

 

Szlachetnem i miłem Bogu pragnie­niem, a dla serca ludzkiego bardzo pożytecznem , jest owa gorąca chęć zdoby­cia jak najwyższego miejsca w niebie,  w tym celu, aby będąc bliżej Boga, tem – samem wejść w możliwość większej i gorętszej ku Bogu miłości!

O Boże mój! spraw to łaską Twoją świętą, aby serce moje nie znało już odtąd innego pragnie­nia; spraw , aby miłość była mi wszystkiem, abym jej pilnie i wytrwale szukał, abym w niej całe moje widział szczęście; spraw o Boże, abym w myśli o niebie nie szukał innych widoków, i innego celu, jak tylko wyłącznie miłości Twojej; abym nie lękał się piekła, jak tylko z tej jednej przyczyny, że tam miłość Twoja nigdy miejsca mieć nie może! 

 

Podziwiamy w świętych podobne uczucia, czemuż więc nie mielibyśmy sami ich naśladować?
Powiemy może, iż nam brak łask odpo­wiednich. W takim razie sobie, a nie Bo­gu winę przypisać musimy; na wzór świę­tych pracujmy wiernie z temi łaskami, które nam Bóg obecnie daje, a możemy być przekonani, że jak im, tak i nam w nagrodę wierności i wytrwałości w służ­bie Bożej, w odpowiednim czasie Bóg łask swoich obficie przymnoży. Miłość zarówno jak świętość ma stopnie swoje, i z małymi wyjątkami, nikt odrazu uczuć wzniosłych nie zdobył, ani też bohaterskich czynów nie spełnił.

 

cdn. 

Rozmyślania o miłości Bożej (15) – O DRODZE MIŁOŚCI (Kto kocha szczęśliwy jest gdy może cierpieć)

Rozmyślania o miłości Bożej (16) – O DRODZE MIŁOŚCI (O spokoju duszy)

Pozostałe części Rozmyślań o miłości Bożej: TUTAJ

 


Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.

Codziennie wieczorem wspieramy osoby wyrażające swoje poddanie się woli Boga naszą modlitwą:

Niech się stanie wola Twoja! (Módlmy się)

„Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie Moja wola, lecz Twoja niech się stanie.”

Wskazane jest też dodać za Matką Boga: „Oto Ja służebnica(sługa) Pańska(i), niech Mi się stanie według Twego słowa!”

Codziennie wieczorem wspieramy osoby tak wyrażające swoje poddanie się woli Boga modlitwą :

CZYTAJ CAŁOŚĆ